Nad głębiami

I

Zmiennego bytu falo ty ruchliwa!

Co nas unosisz po wszechświata toni,

Daremnie wzrok nasz zatem wszystkiem goni,

Co pod powierzchnią twoją się ukrywa;

Choć nam w błyskawic blasku się odsłoni

Głąb niezmierzona, ciemna i straszliwa...

Trudno nam dotrzeć spojrzeniami do niej

Przez pianę zjawisk, co po wierzchu pływa.

Próżno nad głębią schyleni, jej ciemnic

Obraz chwytamy, gdyż ruchliwa fala,

Zamiast odwiecznych istnienia tajemnic,

Własną twarz naszą ukazuje zdala,

I nasz widnokrąg cały się powleka

Rzuconem w wszechświat odbiciem człowieka.

II

Wieczne ciemności! bezdenne otchłanie!

Co otaczacie tajemnicą życie,

Próżno was ciągle pytamy: milczycie,

Głuche na nasze skargi i wołanie.

Próżna ciekawość! próżne serca bicie!

Nikt odpowiedzi od was nie dostanie,

Chyba nam echo odrzuci pytanie,

Przywtórzy myśli, tkwiącej w piersiach skrycie.

I nieraz biedni za prawdę bierzemy

Ten głuchy oddźwięk własnej wyobraźni,

Sądząc, że słyszym tajny głos natury,

Lecz wszechświat stoi tak jak przedtem niemy,

I otchłań póty milczeniem nas drażni,

Póki nas w mrok swój nie wciągnie ponury.

III

Łudząca Maja otworzy ci oczy,

Migając widzeń różnobarwną tęczą,

Splotami wrażeń zmysłowych otoczy

I siecią złudzeń usidli pajęczą.

Widzisz tłum zjawisk, co się wkoło tłoczy,

Słyszysz melodye, co ci w uszach dźwięczą,

I śnisz sen smutny, chwilami uroczy,

W którym cię widma zagadkowe dręczą.

Ścigając próżno przynęty zwodnicze,

Co się wciąż z twojej usuwają dłoni,

Pragniesz rozpoznać więzy tajemnicze

I swej piastunki zakryte oblicze;

Lecz ledwie rękę wyciągnąłeś do niej,

Łudząca Maja oczy ci zasłoni.

IV

Jak ptaki, kiedy odlatywać poczną,

Bez przerwy ciągną w dal przestrzeni siną,

I horyzontu granicę widoczną

Raz przekroczywszy, gdzieś bez śladu giną...

Tak pokolenia w nieskończoność mroczną

Nieprzerwanemi łańcuchami płyną,

Nie wiedząc nawet, skąd wyszły?... gdzie spoczną?...

Ani nad jaką wznoszą się krainą?

W chmurach i burzy, lub w blasku promieni,

Podległe skrytych instynktów wskazówce,

Lecą, badając wązki szlak przestrzeni,

Który im znaczą poprzedników hufce,

I tę przelotną grę świateł i cieni,

Jaką w swej krótkiej zobaczą wędrówce.

V

Gdy nas ciemności otaczają wszędzie,

W swej zacieśnionej zatrzymując sieci,

Wzrok nasz nie sięga za drogi krawędzie

I nie pytamy: co za nią? jak dzieci.

Lecz niech kto światło na drodze roznieci,

To choć wzrok szerszy widnokrąg posiędzie,

Dokoła miejsca, które blask oświeci,

Otchłań ciemności jeszcze większą będzie.

Wraz z blaskiem wiedzy zdobytej płomienia,

W miarę jak widzeń krąg się rozprzestrzenia,

Wciąż obszar mroków nieprzebytych rośnie...

I to, co dostrzedz możemy, jest niczem,

Przed tem nieznanem, skrytem, tajemniczem,

Co nam mrok wieczny zasłania zazdrośnie.

VI

Na falach swoich toczy słońc miliony

Wieczny Ocean bez dna i wybrzeży,

Którego nawet goniec uskrzydlony

Przestrzeni, promień świetlany nie zmierzy;

Ani fantazyi młodej polot świeży,

Ani błysk myśli, na zwiady rzucony,

Do krańców jego nigdzie nie dobieży

I tajemniczej nie przedrze zasłony.

Nieskończoności łańcuch wyciągnięty,

Biegnąc przez mroczne przestrzeni odmęty,

Wśród bezbrzeżnego znika nam ogromu,

Niemocą myśli przedwcześnie ucięty.

A z drugiej strony ginie pokryjomu

Gdzieś w nieskończonej małości atomu.

VII

Rzucone w przestrzeń złotych gwiazd kagańce,

Te wirujących światów zbiorowiska,

Skupione bytów chwilowych ogniska,

Ten cały ogrom, za którego krańce

Nie możem sięgnąć przygodni mieszkańce,

Z nieskończoności toni bez nazwiska

Wzniósł się podobny wirującej bańce,

Która na fali tęczuje i pryska.

Niesie go z sobą ta nieznana fala,

Co poza bytem będąc, byt okala,

I wszystko z łona swego wyprowadza,

I nowe słońca w przestrzeniach zapala,

Gdy nią poruszy kierująca władza,

Co byt na głębiach nicestwa osadza.

VIII

Noc, noc wieczysta, głuszą przedbytową

Otacza kręgi drgające istnienia,

Noc i pierwotny eter bez skupienia,

Bez związku z światów fizyczną budową,

Swą jednolitą nicość rozprzestrzenia,

Z której dopiero falę światów nową,

Wirami mgławic skłębionych pierścienia,

W przyszłości twórcze wyprowadzi słowo.

Noc, noc wieczysta! W jej bezwładnej czczości,

Żaden istnienia odblask nie zagości;

Nic się nie zmienia, nie drga, nie posuwa

I nic nie mierzy tej pustej wieczności,

Tylko Duch świata bezustannie czuwa

I przyszłych istnień z siebie nić wysnuwa.

IX

Nieśmiertelności nie poszukuj w próchnie,

Albo w czynnikach, co się wnet rozprzęgną;

Nieśmiertelnemi nie są kość i ścięgno,

Ni żądz płomyki, które śmierć zadmuchnie.

Te dumne myśli, co się w głowie lęgną,

Pójdą na pastwę bladej przemian druchnie,

Jeśli za zlepek znikomy nie sięgną,

I osobistej sławy oddźwięk zgłuchnie.

Wszystko, co świeci w ludzkich cacek kramie,

Co przypadkowe, ułomne i liche,

Co nosi zachceń osobistych znamię,

Choć się przystraja w odrębności pychę,

Wraz z swą skorupą w prochy się rozłamie,

Na dno przepaści opadając ciche.

X

Tylko treść, która z całością się splata,

To, czego żaden trąd nie upośledza,

Czego nie dzieli egoizmu miedza

Od wszystkich ogniw duchowych wszechświata;

To, co chwilowy zakres swój wyprzedza,

I z życiem przyszłych pokoleń się brata;

Tylko ta wspólnych źródeł samowiedza,

Co z gwiazd na gwiazdy wzlatuje skrzydlata,

I wszędzie siebie znajduje świadomie,

W minionych zmierzchach, w mgle przyszłych stuleci,

W sercach współbraci i światów ogromie,

I w każdym życiem drgającym atomie:

Ta jedna z czasu wyplątana sieci,

Nieśmiertelnością poza grób uleci.

XI

Ileż to zgonów, i narodzin ile,

W krótkim dni naszych przechodzim zakresie!

Tłum nowych pędów wciąż do życia rwie się,

Gdy to, co przedtem w pełnej kwitło sile,

Spada jak liście obumarłe w lesie...

Szybko mkną w przeszłość niepochwytne chwile,

A każda cząstki oderwane niesie

Z naszego wnętrza... i składa w mogile.

Wciąż coś przybywa i coś nam ucieka;

Myśli, uczucia rodzą się i giną;

Każdy dzień stwarza świeży kształt człowieka,

Który nad dawną wyrasta ruiną...

I tylko pamięć wiąże w całość jedną

Mgliste obrazy, co w przelocie bledną.

XII

Wzniosłe dążenia, szlachetne pobudki,

Rozpaczne walki, zgliszcza i cmentarze,

Róże miłości, uczuć niezabudki,

I ukochanych jasne przedtem twarze,

We mgłach przeszłości nikną, jak sen krótki...

A czas powoli w pamięci zamaże

Najdroższe rysy i najcięższe smutki,

I echa wspomnień zgłuszy w dziennym gwarze.

Napróżno serce chce zatrzymać w głębi,

Gdy szron jesienny kurczy je i ziębi,

Wdzięczne obrazy błogości dziecięcej;

Próżno chce wskrzeszać bieg minionej chwili,

I tych, co z nami wspólnem życiem żyli:

To, co już przeszło, nie powraca więcej!

XIII

Przeszłość nie wraca, jak żywe zjawisko,

W dawnej postaci, jednak nie umiera:

Odmienia tylko miejsce, czas, nazwisko,

I świeże kształty dla siebie przybiera.

Zmarłych pokoleń idealna sfera

W żywej ludzkości wieczne ma siedlisko,

A grób proroka, mędrca, bohatera

Jasnych żywotów staje się kołyską.

Zawsze z tej samej życiodajnej strugi

Czerpiemy napój, co pragnienie gasi;

Żywi nas zasób pracy plemion długiej,

Ich miłość, sława, istnienie nam krasi;

A z naszych czynów i z naszej zasługi

Korzystać będą znów następcy nasi.

XIV

Po wszystkie czasy, przez obszar daleki,

Wiążą się istnień kolejne ogniwa;

Fala pokoleń, wielkie ludów rzeki,

Wszystko w ocean jeden wspólny spływa,

Który zasila coraz dalsze wieki...

Z rzeszą zniknionych ciągle rzesza żywa,

Jako strumienie, mieszają swe ścieki

I jedna drugą ze sobą porywa.

Wszyscy są wspólną związani macierzą:

Umarli, żywi, wielcy, czy też mali,

Wrogowie, bracia, dalecy lub blizcy,

Jedni od drugich nawzajem zależą,

Odpowiadając, na wypadków fali,

Każdy za wszystkich, za każdego wszyscy!

XV

Na dzieci spada win ojcowskich brzemię,

Lud pokutuje za grzechy zbrodniarza:

Każde gwałcące sprawiedliwość plemię,

Cierpień i nieszczęść ludzkości przysparza.

Złe, jak zaraza, w lot obiega ziemię...

A czy na sobie łachman ma nędzarza,

Czy też w książęcym kroczy dyademie,

Zatrutem tchnieniem cały świat zaraża.

Wobec praw, światem rządzących wszechwładnie,

Nikt ujść nie może złych wpływów przekleństwa;

Każdemu w dziale część winy przypadnie

Nawet za cudze zbrodnie i szaleństwa;

Bo każdy nosi w duszy swojej na dnie

Odpowiedzialność wspólną człowieczeństwa.

XVI

Dzień, w którym jeden z grzesznych braci koła,

Najświętsze prawa zdeptawszy niegodnie,

Rozpali krwawą pożarów pochodnię,

Widziadło mordów na ziemię przywoła

I zaćmi światła narodów przewodnie,

Dzień ten jest klęską dobrego anioła,

I ludzkość cała, chyląc kornie czoła,

Winna za syna pokutować zbrodnie;

Winna obchodzić we łzach i żałobie

Grzech, który nową klątwą ją obarczy

I zwróci z drogi ku jaśniejszej dobie...

Powinna szukać przeciw złemu tarczy,

Poznaniem prawdy potęgując w sobie

Miłość, co środków zbawienia dostarczy.

XVII

Co złość zniweczy, co występek zburzy,

To miłość z gruzów napowrót postawi.

Upadłą ludzkość z krwi i łez kałuży,

Gdzie ją spychają występni i krwawi,

Czyn poświęcenia podniesie i zbawi.

Myśl, która dobru powszechnemu służy,

Wiedzie za sobą duchów zastęp duży,

Jak łańcuch w niebo lecących żórawi.

Cichych poświęceń nieustanna praca

I serc szlachetnych dobroć promienista

Grzesznej spuścizny przekleństwo odwraca,

I coraz głębiej przenikając, czysta,

Powszechny skarbiec duchowy wzbogaca,

Z którego każdy czerpie i korzysta.

XVIII

Tak złe, jak dobre wspólną jest zdobyczą:

I ci, co czynem ewangelią głoszą,

I ci, co ziemię zbrodniami pustoszą,

Dzielą się plonem i spadek dziedziczą;

I wszyscy następstw ciężary ponoszą,

Wszyscy w dorobku ciężkim uczestniczą,

Który napawa bólem lub rozkoszą

Ludzkiego rodu duszę tajemniczą.

Ten wzajemności twardy obowiązek,

Zależność losów i wspólnictwo winy

Z pnia odwiecznego wyrosłych gałązek,

Utrwala wielki religijny związek,

Łączący członków rozpierzchłej rodziny

W Duchu, co wszystko ożywia jedyny!

XIX

Dopiero w związku z wszechświata ogromem

Człowiek granice istnienia rozszerza;

Na mocy swego z naturą przymierza

Już się nie czuje bezsilnym atomem,

Tonącym w wnętrzu nicestwa łakomem;

Lecz odzyskuje odwagę żołnierza,

Co wie, że za nim stoi armia świeża,

I że świat cały jest dla niego domem.

Jako cząsteczka tej wielkiej potęgi,

Co się rozciąga w nieskończoność wszędzie...

Może ogarniać wszystkie widnokręgi,

Odczuć się w światów niewstrzymanym pędzie,

I na tle czasu wijącej się wstęgi

Żyć w tem, co było, co jest i co będzie.

XX

W nieprzerwalności zbiorowego bytu

Duch współistnienia wieczystego świadom,

Może z spokojem, z jasnego błękitu,

Swego pochodu przyglądać się śladom:

Cząstkowym zgonom, pozornym zagładom,

Burzliwej fali ciemnemu korytu,

Lecącym w otchłań stuleci kaskadom,

Pomrokom nocy i jutrzenkom świtu.

Jemu nie wydrze błogiego spokoju,

Ziemskich męczarni małoduszna trwoga,

Nie wprawi w rozpacz dziki zamęt boju,

Ani dziejowej klęski noc złowroga;

Gdyż mu widnieje pewna w przyszłość droga,