Jego zasady

Komedia w jednym akcie

OSOBY:

  1. FILC — były sędzia, właściciel realności
  2. AGNIESZKA — jego żona
  3. EUFROZYNA, HORTENSJA, ROZALINA — córki
  4. WINCENTY
  5. DIONIZY
  6. ANZELM
  7. JAN — służący

Salon skromnie umeblowany, na ścianach portrety, na biurku zegar.

SCENA I

Jan, później Wincenty

JAN

sam

Nie wiem, czy jest na świecie podlejsza służba, jak być lokajem; nieraz już sobie myślałem, co gorsze: lokaj, fiakier czy kominiarz? Jeszcze to lokaj u wielkiego pana, to pół biedy, ale tak jak ja, u urzędnika, co ma żonę jędzę i trzy córki, których wydać nie może, diabeł by nie wytrzymał!... To jedno tylko podoba mi się tutaj, że jestem z moim panem całkiem za pan brat. Często się też zdarza, iż jak nas razem widzą, to nie wiedzą, kto z nas pan, a kto lokaj; z tego wnoszę, że albo my obadwa1 do lokajów podobni albo do panów.

WINCENTY

wchodzi, patrząc na Jana

Czy to szanowny i kochany gospodarz?

JAN

do siebie

A co? Nie mówiłem, ja przecież na pana stworzony. do Wincentego zwracając się Nie gospodarz, proszę pana, ale lokaj gospodarza.

WINCENTY

Mój kochany, czy tu mieszka pan Filc?

JAN

A mieszka.

WINCENTY

Czy go zastałem?

JAN

Wyszedł, powiedział, że wnet powróci — ale pani jest w domu — jak mam oświadczyć?

WINCENTY

O nie! Broń Boże! Chciałbym koniecznie widzieć się z samym panem; proszę cię, mój kochany... Jak ci na imię?

JAN

Jan, proszę wielmożnego pana.

WINCENTY

Zatem, mój drogi Jasiu... rozglądając się po pokoju widzę, że z ciebie porządny służący; ani jednej muchy w pokoju... nie mógłbyś mi powiedzieć, twój pan nie otrzymał przed tygodniem listu?

JAN

Co to, to nie wiem.

WINCENTY

Nie spodziewano się tu wuja?

JAN

I owszem — państwo ciągle mówią o jakimś wuju, niecierpliwie oczekują jego przyjazdu.

WINCENTY

Czy być może? Powiadasz, że niecierpliwie go oczekują? Ale czy z radością?

JAN

O! Z wielką...

WINCENTY

Mój Jasiu, kto tu jest główną osobą w domu?

JAN

do siebie

Umie człowieka sobie ująć. do Wincentego Kto tu główną osobą w domu, to trudno powiedzieć. Panu się zdaje, że to on, mnie się zdaje, że ja, ale co pani powie, na tym zawsze się kończy. Ale pójdę obaczyć, może już pan powrócił.

wychodzi

WINCENTY

sam

Na mój list nie odebrałem odpowiedzi, a tu oczekują mnie z niecierpliwością? Dwie sprzeczności; mam przy tym wszelkie prawo przypuszczać, że mnie przyjmą nie najlepiej. Mam dwa kardynalne błędy: pustą kieszeń i zdrowy żołądek. Rzecz dziwna, wszyscy w Ameryce robią fortuny, ja pojechałem, straciłem resztę grosza i wracam podszyty wiatrem. Sprzysięgły się na mnie losy; nic mi się nie wiedzie. Mówią ludzie, że kto ma nieszczęście w kartach, jest szczęśliwym w miłości i odwrotnie; gdzie tam, nawet i z tym przysłowiem jestem w niezgodzie. Ile razy zgrawszy się w karty biegłem do ukochanej, aby się pożalić, tyle razy zastałem ją nie samą; ile razy szedłem się odbijać przy zielonym stole po zdradzie ze strony ulubionej, tyle razy zgrywałem się jak skrzypce. W końcu zachciało mi się Ameryki. Siadłem na statek i na początek dostałem... morskiej choroby. Przybywam wreszcie do Ameryki i po długiej kampanii z muchami, bąkami, z obrzydłymi gadami i całym iście amerykańskim zoologicznym plugastwem znów powracam jak syn marnotrawny na łono rodziny — i znów miota mną niepewność, czy i jak mnie tu przyjmą. Słowem, ciągle mnie coś trapi. Ktoś nadchodzi... pewno Filc, siostrzeniec, w którym sobie upodobałem; ciekaw jestem, jak wygląda — nie widziałem go nigdy. Oho! Głos kobiecy? Pewno: żona... Wolałbym wprzód z nim się zobaczyć; może jaka jędza. Lepiej będzie dać drapaka i nadejść później; zawsze z mężczyzną sprawa łatwiejsza. Strzeżonego pan Bóg strzeże... umykajmy!

wychodzi

JAN

wchodząc

Proszę wielmożnego pana, mój wielmożny pan nie powrócił jeszcze. rozgląda się Cóż to? Już go nie ma? Ulotnił się jak kamfora! Podejrzana figura. Czy tylko co nie świsnął?

SCENA II

Jan, Filc

FILC

zziębnięty w futrze — do siebie

Ile razy chcę na czczo pozałatwiać interesa, tyle razy wszystko pozapominam, a do tego zawsze porządnie zziębnę. zwraca się do służącego Cóż ty, gapiu, śniadania jeszcze nie przygotowałeś?

JAN

Zaraz przyniosę. Cóż ja temu winien, że nie gotowe?

wychodzi

SCENA III

Filc sam

FILC

Codziennie jadam o pół godziny później; wkrótce do tego doprowadzą, że śniadanie dostanę po obiedzie, obiad po kolacji, a kolację na drugi dzień zamiast kawy. Przysłowie powiada: „Chcesz być szczęśliwym, miej skromne żądania”. A któż mógł mniej żądać ode mnie? Pamiętam gdyby dziś, a lat temu z górą trzydzieści, będąc nieodżałowanej pamięci kawalerem, byłem najszczęśliwszy; pragnąłem jedynie spokoju. Rano kawka z rogalkiem, świeże masełko, później gospodarski, ale smaczny obiadek, połyka ślinkę następnie poobiednia drzemka, wieczorem kilka robrów wista, a na dobranoc partia szachów. Najlepsi przyjaciele mawiali mi wówczas: ożeń się, nie szukaj posagu, lecz dobrej gosposi. Otóż nie szukałem posagu i ożeniłem się, lecz zamiast upragnionego spokoju odbywam w domu trzydziestoletnią wojnę. W małych i wielkich utarczkach, zawsze pokonywany, zmuszony jestem nieraz stawać do bitwy z próżnym żołądkiem.

SCENA IV

FilcJan

Jan wchodzi i na tacy przynosi herbatę, jeden rogalek i dwa kawałeczki cukru.

JAN

stawiając herbatę na biurku

Herbatka dla wielmożnego pana.

FILC

Cóż ty, niedołęgo, na starość ogłupiałeś? Wszak wiesz, że zawsze kawę piję ze śmietanką i kożuszkiem.

JAN

Ha, cóż ja na to poradzę, kiedy pani powiedziała, że od dnia dzisiejszego ci, co kawę pili, dostaną herbatę, a służba — nie wyłączając proszę wielmożnego pana nawet mnie i guwernantki — zamiast herbaty mleko, i to na wpół z wodą rozpuszczone... bawarka2... Wielmożny panie, popatrz się... wskazuje na surdut dawniej zaledwie wlazłem w pańskie rzeczy, a teraz tak leżą na mnie jak stary worek; ja mleka pić nie mogę.

FILC

Ani ja herbaty.

JAN

Aha! Zapomniałem panu powiedzieć: był tu jakiś pan.

FILC

Kto taki?

JAN

Właśnie że tego nie wiem; nie chciał powiedzieć, jak się nazywa, rozpytywał się tylko o pana i...

FILC

I...?

JAN

Kto głową w domu. Ja mu powiedziałem, że to jak czasem.

FILC

Byłeś gap, zostaniesz gapiem.

JAN

Dziękuję. E! To jakaś podejrzana figura, dobrze, że czego nie świsnął.

FILC

A cóż to znów, do kata: jeden wyschnięty rogalek i dwa małe kawałeczki cukru? A! To wściekłość porywa! O, moja luba pani małżonko, dość już tej sekatury!3 wywraca filiżankę, rzuca rogalkiem Wolę pozostać na czczo. Gdybym był lepiej żywiony, dalipan, dostałbym z irytacji apoplektycznego ataku!

Służący zabiera herbatę i wychodzi — wchodzi Agnieszka.

SCENA V

FilcAgnieszka

AGNIESZKA

Cóż pan tak hałasujesz? Wiesz dobrze, że ja tego nie znoszę, że lubię spokój.

FILC

na stronie

To wyborne, ona lubi spokój! głośno Chcesz mnie pani zagładzić, pogrzebać, zamiast ulubionej mojej kawki, dajesz mi płukankę do ust?

AGNIESZKA

Tylko nie irytuj się pan i nie zakłócaj porządku domowego. Jestem zmuszoną wprowadzać nowe oszczędności, majątku, prawda, nie masz pan, ale za to trzy dorosłe córki.

FILC

Ale kiedy oszczędności twoje zawsze się rozpoczynają od mego żołądka, a zresztą to nie ja, ale pani masz trzy córki.

AGNIESZKA

Znowu dysputa? Wiesz, jak jej nie lubię, skoro jednak weszliśmy na tę drogę otwartości, pozwól, że ci przypomnę, co powiedziałam, gdy nam się urodziła pierwsza córka.

FILC

Co? Proszę, proszę.

AGNIESZKA

Że to do niczego, kłopot niepotrzebny, lecz moje perswazje puszczałeś pan z wiatrem, aż nareszcie urodziła się druga, a wkrótce i trzecia. Zaręczam, że gdyby nie ja, byłbyś pan z cyfrą córek do absurdum doprowadził!... Ale stało się, więc się nie odstanie.

FILC

Zapewne...

AGNIESZKA

Wychowałam je panu jak Bóg przykazał, a pan co ze swej strony zrobiłeś? Czy postarałeś się chociażby o taką bagatelkę jak konkurenci? O! Prawdziwie czuły ojczulek z ciebie, o nic się nie troszczysz, tylko o swój własny żołądek.

FILC

Przede wszystkim muszę powiedzieć, że wyszukanie konkurentów nie jest znów taką bagatelką, jak ci się zdaje, szczególniej gdy nie ma posagu, pomimo to było ich dosyć, lecz któż temu winien, że pani postanowiłaś wydawać córki po kolei; póki najstarsza nie wyjdzie, młodszej nie dasz. Pani myślisz, że to jak z masłem, dopóki stare nie wyjdzie, nie napoczniesz świeżego?...

AGNIESZKA

Konkurenci?... Co za konkurenci?... Jacy? Bardzom ciekawa...

FILC

Naprzód: sędzia powiatowy, mój kolega, z majątkiem, ogólnie poważany.

AGNIESZKA

Sędzia? Kolega pański? Cóż to za partia? We wszystkim podobny do ciebie... safanduła, bez energii, a nawet tak samo zbudowany jak pan. Nie wierzę w przesądy, założyłabym się jednak, że miałby same córki.

FILC

No, pal diabli sędziego, ale cóż miałaś przeciw adiunktowi? Ten już pewnie w twoim guście zbudowany, w każdym razie do mnie niepodobny.

AGNIESZKA

Pi!... adiunkt! Cóż to za posada? Jakaż egzystencja?

FILC

Młody człowiek, mógł awansować.

AGNIESZKA

Awansować... awansować... Pięknie by wyszły moje córki, czekając na ten wasz awans. A ty, czyż starając się o mnie nie upewniałeś mnie i całą moją rodzinę, iż do dwóch lat zostanę apelacyjną konsyliarzową... a dotąd czym jestem? He? Nędzną sędziną; szczęście jeszcze, że cię nie spensjonowano... a i to zawdzięczasz jedynie mojej protekcji.

FILC

Umhu! Od czasu, jak się ożeniłem, wszystko ci zawdzięczam... Zresztą nie zapominaj, moja pani, iż nie miałaś żadnego posagu i że jedynym moim rywalem był jednooki diurnista4 budową śledzia przypominający.

AGNIESZKA

z irytacją

Jednooki, ale miał wzrok doskonały i nie był diurnistą, tylko kancelistą; bardzo proszę nie przekręcać.

FILC

Niech będzie i kancelista; konstatuję tylko, że brakło mu lewego oka, za to na prawe zezował5 kapitalnie.

AGNIESZKA

Dość! Nienawidzę rekryminacji6, tym bardziej, gdy mam panu coś ważnego do powiedzenia.

FILC

A prawda, ja miałem pani także coś powiedzieć... Co to, u diabła?

naciera czoło, przypominając sobie

AGNIESZKA

Z Anzelmem rzecz prawie ukończona. Oświadczył się wczoraj stanowczo Hortensji i tylko mariaż zawisłym7 uczynił od przyzwolenia wuja.

FILC

A cóż będzie z Eufrozyną?

AGNIESZKA

Cóż ma być?

FILC

Przecież starsza...

AGNIESZKA

Cóż to ma do rzeczy?

FILC

Jestem tego samego zdania, utrzymywałaś jednak, że nie wydasz młodszej, dopóki starsza nie będzie mężatką.

AGNIESZKA

Zrobię wyjątek, byle przekonać pana, że nigdy racji nie masz.

FILC

No, kto ją zrozumie, dam mu dukata.

AGNIESZKA

Możesz go sobie schować; tymczasem przygotuj się na przyjazd wuja Anzelma... powiadają, że to ma być dziwak...

FILC

Już ja sobie dam z nim radę.

AGNIESZKA

Kto by go nie znał, mógłby myśleć, że to nie wiedzieć jaki mąż; a to Boże zmiłuj się!... Na troje dzieci nie ma ani jednego syna!

SCENA VI

Ciż — Anzelm

wpada skonfundowany

ANZELM

Przepraszam państwa, iż tak niespodziewanie wpadłem, ale nagły interes...

AGNIESZKA

Bardzo prosimy, właśnie mówiliśmy o panu.

ANZELM

Bardzo dziękuję; jestem zaniepokojony, powiedziano mi, iż mój wuj nagle do państwa przyjechał.

AGNIESZKA

Nic o tym nie wiemy.

ANZELM

Dziś rano odebrałem list od niego, donosi, że przyjedzie, a po drodze mówiono mi, iż go już u państwa zastanę.

AGNIESZKA

Tak nagle i niespodziewanie!

FILC

Czekajcie no... coś mi Janek mówił... namyśla się Patrzcie państwo, byłbym zapomniał! Był tu przed chwilą jakiś jegomość...

AGNIESZKA

Otóż masz! To dopiero mąż! Od godziny gdera8, a o najważniejszej rzeczy zapomniał.

FILC

Wiesz dobrze, iż na czczo nic nie pamiętam. Jan to dokładniej opowie. Janie! Janie!

wchodzi Jan

AGNIESZKA

do Jana

Mów prędzej: kto tu był?

JAN

Kiedy, proszę wielmożnej pani...

AGNIESZKA

A to tuman!... Przed chwilą?

JAN

Był, był, proszę wielmożnej pani...

AGNIESZKA

Ależ kto był?

JAN

Jakiś jegomość.

AGNIESZKA

Jak się nazywa?

JAN

Albo ja wiem!

AGNIESZKA

Od czegóż cię trzymam, gawronie?

JAN

Cóż ja winien, kiedy nie powiedział, jak się nazywa...

AGNIESZKA

Więc czegoż właściwie chciał? Ach! Cierpliwości!

JAN

Dopytywał się o pana...

ANZELM

To on! Z pewnością on! Przyszedł na zwiady.

JAN

Pytał się, kto głową w domu.

ANZELM

To on, to on!

JAN

Jakaś podejrzana figura.

ANZELM

To on, to on!

JAN

Dobrze, że co nie świsnął.

ANZELM

To on, to on!

AGNIESZKA

Co też pan pleciesz?

ANZELM

Z przerażenia nie wiem, co mówię. To bardzo zacny i prawy człowiek. Lecz jak państwo wiecie, jako stary kawaler ma pewne dziwactwa, nawet nieco sfiksował na punkcie zasad i taktu domowego, lecz tutaj nie mam najmniejszej obawy, w tak zacnym domu, jak państwa... tylko że te jego zasady...

AGNIESZKA

Jakież one są? Powiedz pan.

ANZELM

Zamiast objaśniać bliżej, wolę państwu dać pewne wskazówki... i tak np. co pani dobrodziejka zarządzi w domu, czy to dobrze lub źle, proszę się zawsze odwołać, iż stało się to na podstawie zasad domowych; na przykład powie pani dobrodziejka: ja rządzę wszystkim w domu, ale dla zasady... namyśla się nie — toby nie było stosowne; ale tak: mój mąż rządzi wszystkim w domu, jednak tylko dla zasady... namyśla się nie — to także źle — tak najlepiej: rządzimy oboje... nie, w tym wypadku zasada nie da się zastosować...

SCENA VII

Ciż — Hortensja

HORTENSJA

na stronie

A! Mój narzeczony...

ANZELM

Och, pani! W chwili tak ważnej...

HORTENSJA

Nie rozumiem pana...

ANZELM

Wuj przyjechał...

HORTENSJA

A!...

AGNIESZKA

Panie Anzelmie, radzi byśmy usłyszeć w końcu coś o tych zasadach szanownego wuja...

ANZELM

W tej chwili, pani dobrodziejko... do Hortensji Jak pani wiadomo, chciał panią poznać, a skoro pozna, niewątpliwie...

AGNIESZKA

Panie Anzelmie, czekamy...

ANZELM

W tej chwili, pani dobrodziejko... do Hortensji Skoro panią raz tylko zobaczy, zezwoli bez namysłu... deklamuje „Tak rzutem oka zaszczepiłaż9 nam w duszy żar, co nas wiecznie pożera”...

AGNIESZKA

Ależ panie Anzelmie...

ANZELM

Ach!... Zasady mego wuja? Zaraz... na przykład: mamy dzieci dla zasady... nie, źle... kochamy je dla zasady... także źle; zresztą to się nie da opowiedzieć. Sama pani dobrodziejka najlepiej zrozumie mego wuja, skoro go państwu przedstawię.

FILC

na stronie

Postrzelony...

ANZELM

Śpieszę się; muszę go odszukać... do Hortensji „Żegnaj mi, żegnaj, moja kochana, za chwilę znowu powrócę”...

AGNIESZKA

Panie Anzelmie, nie pozwól, abyśmy zbyt długo czekali na wuja...

ANZELM

Idę, idę... a w ręce pani oddaję skarby moje.

odchodzi

AGNIESZKA

do siebie

Sfiksował! głośno Hortensjo, trzeba się wujowi Anzelma przedstawić jak najlepiej. Bądź poważną, nie trzepocz się, trzymaj się prosto, mów mało...

FILC

Lepiej nic...

AGNIESZKA

Tylko ty nie gadaj. Boże! Same córki... i chce mieć głos...

HORTENSJA

Już ja go ugłaskam...

AGNIESZKA

A przyczesz się... fryzura trochę się popsuła.

HORTENSJA

Dobrze, mamo.

wychodzi

AGNIESZKA

z godnością

Mężu! Zbliża się chwila stanowcza; zbierz więc wszystkie zmysły, aby sprawy nie pokpić. Idzie tu o przyszłość Hortensji, którą jeżeli pierwej postanowiłam wydać aniżeli najstarszą córkę, Eufrozynę, to jedynie aby cię przekonać, że nigdy nie masz słuszności...

FILC

Słyszałem już o tym, słyszałem!

słychać dzwonienie

AGNIESZKA

Ach, otóż macie... już idą, a tu jeszcze nie posprzątane... i od czegoż pan jesteś głową domu?... A jak wyglądasz dzisiaj... mizernie, jak po tyfusie!

FILC

Nie piłem jeszcze kawy.

AGNIESZKA

Dostaniesz czarną po obiedzie.

FILC

To mi śniadania nie zastąpi.

JAN

wchodzi

Ten pan, co był przed godziną, pragnie się z wielmożnym panem widzieć.