Jego zasady
Komedia w jednym akcie
OSOBY:
- FILC — były sędzia, właściciel realności
- AGNIESZKA — jego żona
- EUFROZYNA, HORTENSJA, ROZALINA — córki
- WINCENTY
- DIONIZY
- ANZELM
- JAN — służący
Salon skromnie umeblowany, na ścianach portrety, na biurku zegar.
SCENA I
Jan, później Wincenty
JAN
sam
Nie wiem, czy jest na świecie podlejsza służba, jak być lokajem; nieraz już sobie myślałem, co gorsze: lokaj, fiakier czy kominiarz? Jeszcze to lokaj u wielkiego pana, to pół biedy, ale tak jak ja, u urzędnika, co ma żonę jędzę i trzy córki, których wydać nie może, diabeł by nie wytrzymał!... To jedno tylko podoba mi się tutaj, że jestem z moim panem całkiem za pan brat. Często się też zdarza, iż jak nas razem widzą, to nie wiedzą, kto z nas pan, a kto lokaj; z tego wnoszę, że albo my obadwa1 do lokajów podobni albo do panów.
WINCENTY
wchodzi, patrząc na Jana
Czy to szanowny i kochany gospodarz?
JAN
do siebie
A co? Nie mówiłem, ja przecież na pana stworzony. do Wincentego zwracając się Nie gospodarz, proszę pana, ale lokaj gospodarza.
WINCENTY
Mój kochany, czy tu mieszka pan Filc?
JAN
A mieszka.
WINCENTY
Czy go zastałem?
JAN
Wyszedł, powiedział, że wnet powróci — ale pani jest w domu — jak mam oświadczyć?
WINCENTY
O nie! Broń Boże! Chciałbym koniecznie widzieć się z samym panem; proszę cię, mój kochany... Jak ci na imię?
JAN
Jan, proszę wielmożnego pana.
WINCENTY
Zatem, mój drogi Jasiu... rozglądając się po pokoju widzę, że z ciebie porządny służący; ani jednej muchy w pokoju... nie mógłbyś mi powiedzieć, twój pan nie otrzymał przed tygodniem listu?
JAN
Co to, to nie wiem.
WINCENTY
Nie spodziewano się tu wuja?
JAN
I owszem — państwo ciągle mówią o jakimś wuju, niecierpliwie oczekują jego przyjazdu.
WINCENTY
Czy być może? Powiadasz, że niecierpliwie go oczekują? Ale czy z radością?
JAN
O! Z wielką...
WINCENTY
Mój Jasiu, kto tu jest główną osobą w domu?
JAN
do siebie
Umie człowieka sobie ująć. do Wincentego Kto tu główną osobą w domu, to trudno powiedzieć. Panu się zdaje, że to on, mnie się zdaje, że ja, ale co pani powie, na tym zawsze się kończy. Ale pójdę obaczyć, może już pan powrócił.
wychodzi
WINCENTY
sam
Na mój list nie odebrałem odpowiedzi, a tu oczekują mnie z niecierpliwością? Dwie sprzeczności; mam przy tym wszelkie prawo przypuszczać, że mnie przyjmą nie najlepiej. Mam dwa kardynalne błędy: pustą kieszeń i zdrowy żołądek. Rzecz dziwna, wszyscy w Ameryce robią fortuny, ja pojechałem, straciłem resztę grosza i wracam podszyty wiatrem. Sprzysięgły się na mnie losy; nic mi się nie wiedzie. Mówią ludzie, że kto ma nieszczęście w kartach, jest szczęśliwym w miłości i odwrotnie; gdzie tam, nawet i z tym przysłowiem jestem w niezgodzie. Ile razy zgrawszy się w karty biegłem do ukochanej, aby się pożalić, tyle razy zastałem ją nie samą; ile razy szedłem się odbijać przy zielonym stole po zdradzie ze strony ulubionej, tyle razy zgrywałem się jak skrzypce. W końcu zachciało mi się Ameryki. Siadłem na statek i na początek dostałem... morskiej choroby. Przybywam wreszcie do Ameryki i po długiej kampanii z muchami, bąkami, z obrzydłymi gadami i całym iście amerykańskim zoologicznym plugastwem znów powracam jak syn marnotrawny na łono rodziny — i znów miota mną niepewność, czy i jak mnie tu przyjmą. Słowem, ciągle mnie coś trapi. Ktoś nadchodzi... pewno Filc, siostrzeniec, w którym sobie upodobałem; ciekaw jestem, jak wygląda — nie widziałem go nigdy. Oho! Głos kobiecy? Pewno: żona... Wolałbym wprzód z nim się zobaczyć; może jaka jędza. Lepiej będzie dać drapaka i nadejść później; zawsze z mężczyzną sprawa łatwiejsza. Strzeżonego pan Bóg strzeże... umykajmy!
wychodzi
JAN
wchodząc
Proszę wielmożnego pana, mój wielmożny pan nie powrócił jeszcze. rozgląda się Cóż to? Już go nie ma? Ulotnił się jak kamfora! Podejrzana figura. Czy tylko co nie świsnął?
SCENA II
Jan, Filc
FILC
zziębnięty w futrze — do siebie
Ile razy chcę na czczo pozałatwiać interesa, tyle razy wszystko pozapominam, a do tego zawsze porządnie zziębnę. zwraca się do służącego Cóż ty, gapiu, śniadania jeszcze nie przygotowałeś?
JAN
Zaraz przyniosę. Cóż ja temu winien, że nie gotowe?
wychodzi
SCENA III
Filc sam
FILC
Codziennie jadam o pół godziny później; wkrótce do tego doprowadzą, że śniadanie dostanę po obiedzie, obiad po kolacji, a kolację na drugi dzień zamiast kawy. Przysłowie powiada: „Chcesz być szczęśliwym, miej skromne żądania”. A któż mógł mniej żądać ode mnie? Pamiętam gdyby dziś, a lat temu z górą trzydzieści, będąc nieodżałowanej pamięci kawalerem, byłem najszczęśliwszy; pragnąłem jedynie spokoju. Rano kawka z rogalkiem, świeże masełko, później gospodarski, ale smaczny obiadek, połyka ślinkę następnie poobiednia drzemka, wieczorem kilka robrów wista, a na dobranoc partia szachów. Najlepsi przyjaciele mawiali mi wówczas: ożeń się, nie szukaj posagu, lecz dobrej gosposi. Otóż nie szukałem posagu i ożeniłem się, lecz zamiast upragnionego spokoju odbywam w domu trzydziestoletnią wojnę. W małych i wielkich utarczkach, zawsze pokonywany, zmuszony jestem nieraz stawać do bitwy z próżnym żołądkiem.
SCENA IV
Filc — Jan
Jan wchodzi i na tacy przynosi herbatę, jeden rogalek i dwa kawałeczki cukru.
JAN
stawiając herbatę na biurku
Herbatka dla wielmożnego pana.
FILC
Cóż ty, niedołęgo, na starość ogłupiałeś? Wszak wiesz, że zawsze kawę piję ze śmietanką i kożuszkiem.
JAN
Ha, cóż ja na to poradzę, kiedy pani powiedziała, że od dnia dzisiejszego ci, co kawę pili, dostaną herbatę, a służba — nie wyłączając proszę wielmożnego pana nawet mnie i guwernantki — zamiast herbaty mleko, i to na wpół z wodą rozpuszczone... bawarka2... Wielmożny panie, popatrz się... wskazuje na surdut dawniej zaledwie wlazłem w pańskie rzeczy, a teraz tak leżą na mnie jak stary worek; ja mleka pić nie mogę.
FILC
Ani ja herbaty.
JAN
Aha! Zapomniałem panu powiedzieć: był tu jakiś pan.
FILC
Kto taki?
JAN
Właśnie że tego nie wiem; nie chciał powiedzieć, jak się nazywa, rozpytywał się tylko o pana i...
FILC
I...?
JAN
Kto głową w domu. Ja mu powiedziałem, że to jak czasem.
FILC
Byłeś gap, zostaniesz gapiem.
JAN
Dziękuję. E! To jakaś podejrzana figura, dobrze, że czego nie świsnął.
FILC
A cóż to znów, do kata: jeden wyschnięty rogalek i dwa małe kawałeczki cukru? A! To wściekłość porywa! O, moja luba pani małżonko, dość już tej sekatury!3 wywraca filiżankę, rzuca rogalkiem Wolę pozostać na czczo. Gdybym był lepiej żywiony, dalipan, dostałbym z irytacji apoplektycznego ataku!
Służący zabiera herbatę i wychodzi — wchodzi Agnieszka.
SCENA V
Filc — Agnieszka
AGNIESZKA
Cóż pan tak hałasujesz? Wiesz dobrze, że ja tego nie znoszę, że lubię spokój.
FILC
na stronie
To wyborne, ona lubi spokój! głośno Chcesz mnie pani zagładzić, pogrzebać, zamiast ulubionej mojej kawki, dajesz mi płukankę do ust?
AGNIESZKA
Tylko nie irytuj się pan i nie zakłócaj porządku domowego. Jestem zmuszoną wprowadzać nowe oszczędności, majątku, prawda, nie masz pan, ale za to trzy dorosłe córki.
FILC
Ale kiedy oszczędności twoje zawsze się rozpoczynają od mego żołądka, a zresztą to nie ja, ale pani masz trzy córki.
AGNIESZKA
Znowu dysputa? Wiesz, jak jej nie lubię, skoro jednak weszliśmy na tę drogę otwartości, pozwól, że ci przypomnę, co powiedziałam, gdy nam się urodziła pierwsza córka.
FILC
Co? Proszę, proszę.
AGNIESZKA
Że to do niczego, kłopot niepotrzebny, lecz moje perswazje puszczałeś pan z wiatrem, aż nareszcie urodziła się druga, a wkrótce i trzecia. Zaręczam, że gdyby nie ja, byłbyś pan z cyfrą córek do absurdum doprowadził!... Ale stało się, więc się nie odstanie.
FILC
Zapewne...
AGNIESZKA
Wychowałam je panu jak Bóg przykazał, a pan co ze swej strony zrobiłeś? Czy postarałeś się chociażby o taką bagatelkę jak konkurenci? O! Prawdziwie czuły ojczulek z ciebie, o nic się nie troszczysz, tylko o swój własny żołądek.
FILC
Przede wszystkim muszę powiedzieć, że wyszukanie konkurentów nie jest znów taką bagatelką, jak ci się zdaje, szczególniej gdy nie ma posagu, pomimo to było ich dosyć, lecz któż temu winien, że pani postanowiłaś wydawać córki po kolei; póki najstarsza nie wyjdzie, młodszej nie dasz. Pani myślisz, że to jak z masłem, dopóki stare nie wyjdzie, nie napoczniesz świeżego?...
AGNIESZKA
Konkurenci?... Co za konkurenci?... Jacy? Bardzom ciekawa...
FILC
Naprzód: sędzia powiatowy, mój kolega, z majątkiem, ogólnie poważany.
AGNIESZKA
Sędzia? Kolega pański? Cóż to za partia? We wszystkim podobny do ciebie... safanduła, bez energii, a nawet tak samo zbudowany jak pan. Nie wierzę w przesądy, założyłabym się jednak, że miałby same córki.
FILC
No, pal diabli sędziego, ale cóż miałaś przeciw adiunktowi? Ten już pewnie w twoim guście zbudowany, w każdym razie do mnie niepodobny.
AGNIESZKA
Pi!... adiunkt! Cóż to za posada? Jakaż egzystencja?
FILC
Młody człowiek, mógł awansować.
AGNIESZKA
Awansować... awansować... Pięknie by wyszły moje córki, czekając na ten wasz awans. A ty, czyż starając się o mnie nie upewniałeś mnie i całą moją rodzinę, iż do dwóch lat zostanę apelacyjną konsyliarzową... a dotąd czym jestem? He? Nędzną sędziną; szczęście jeszcze, że cię nie spensjonowano... a i to zawdzięczasz jedynie mojej protekcji.
FILC
Umhu! Od czasu, jak się ożeniłem, wszystko ci zawdzięczam... Zresztą nie zapominaj, moja pani, iż nie miałaś żadnego posagu i że jedynym moim rywalem był jednooki diurnista4 budową śledzia przypominający.
AGNIESZKA
z irytacją
Jednooki, ale miał wzrok doskonały i nie był diurnistą, tylko kancelistą; bardzo proszę nie przekręcać.
FILC
Niech będzie i kancelista; konstatuję tylko, że brakło mu lewego oka, za to na prawe zezował5 kapitalnie.
AGNIESZKA
Dość! Nienawidzę rekryminacji6, tym bardziej, gdy mam panu coś ważnego do powiedzenia.
FILC
A prawda, ja miałem pani także coś powiedzieć... Co to, u diabła?
naciera czoło, przypominając sobie
AGNIESZKA
Z Anzelmem rzecz prawie ukończona. Oświadczył się wczoraj stanowczo Hortensji i tylko mariaż zawisłym7 uczynił od przyzwolenia wuja.
FILC
A cóż będzie z Eufrozyną?
AGNIESZKA
Cóż ma być?
FILC
Przecież starsza...
AGNIESZKA
Cóż to ma do rzeczy?
FILC
Jestem tego samego zdania, utrzymywałaś jednak, że nie wydasz młodszej, dopóki starsza nie będzie mężatką.
AGNIESZKA
Zrobię wyjątek, byle przekonać pana, że nigdy racji nie masz.
FILC
No, kto ją zrozumie, dam mu dukata.
AGNIESZKA
Możesz go sobie schować; tymczasem przygotuj się na przyjazd wuja Anzelma... powiadają, że to ma być dziwak...
FILC
Już ja sobie dam z nim radę.
AGNIESZKA
Kto by go nie znał, mógłby myśleć, że to nie wiedzieć jaki mąż; a to Boże zmiłuj się!... Na troje dzieci nie ma ani jednego syna!
SCENA VI
Ciż — Anzelm
wpada skonfundowany
ANZELM
Przepraszam państwa, iż tak niespodziewanie wpadłem, ale nagły interes...
AGNIESZKA
Bardzo prosimy, właśnie mówiliśmy o panu.
ANZELM
Bardzo dziękuję; jestem zaniepokojony, powiedziano mi, iż mój wuj nagle do państwa przyjechał.
AGNIESZKA
Nic o tym nie wiemy.
ANZELM
Dziś rano odebrałem list od niego, donosi, że przyjedzie, a po drodze mówiono mi, iż go już u państwa zastanę.
AGNIESZKA
Tak nagle i niespodziewanie!
FILC
Czekajcie no... coś mi Janek mówił... namyśla się Patrzcie państwo, byłbym zapomniał! Był tu przed chwilą jakiś jegomość...
AGNIESZKA
Otóż masz! To dopiero mąż! Od godziny gdera8, a o najważniejszej rzeczy zapomniał.
FILC
Wiesz dobrze, iż na czczo nic nie pamiętam. Jan to dokładniej opowie. Janie! Janie!
wchodzi Jan
AGNIESZKA
do Jana
Mów prędzej: kto tu był?
JAN
Kiedy, proszę wielmożnej pani...
AGNIESZKA
A to tuman!... Przed chwilą?
JAN
Był, był, proszę wielmożnej pani...
AGNIESZKA
Ależ kto był?
JAN
Jakiś jegomość.
AGNIESZKA
Jak się nazywa?
JAN
Albo ja wiem!
AGNIESZKA
Od czegóż cię trzymam, gawronie?
JAN
Cóż ja winien, kiedy nie powiedział, jak się nazywa...
AGNIESZKA
Więc czegoż właściwie chciał? Ach! Cierpliwości!
JAN
Dopytywał się o pana...
ANZELM
To on! Z pewnością on! Przyszedł na zwiady.
JAN
Pytał się, kto głową w domu.
ANZELM
To on, to on!
JAN
Jakaś podejrzana figura.
ANZELM
To on, to on!
JAN
Dobrze, że co nie świsnął.
ANZELM
To on, to on!
AGNIESZKA
Co też pan pleciesz?
ANZELM
Z przerażenia nie wiem, co mówię. To bardzo zacny i prawy człowiek. Lecz jak państwo wiecie, jako stary kawaler ma pewne dziwactwa, nawet nieco sfiksował na punkcie zasad i taktu domowego, lecz tutaj nie mam najmniejszej obawy, w tak zacnym domu, jak państwa... tylko że te jego zasady...
AGNIESZKA
Jakież one są? Powiedz pan.
ANZELM
Zamiast objaśniać bliżej, wolę państwu dać pewne wskazówki... i tak np. co pani dobrodziejka zarządzi w domu, czy to dobrze lub źle, proszę się zawsze odwołać, iż stało się to na podstawie zasad domowych; na przykład powie pani dobrodziejka: ja rządzę wszystkim w domu, ale dla zasady... namyśla się nie — toby nie było stosowne; ale tak: mój mąż rządzi wszystkim w domu, jednak tylko dla zasady... namyśla się nie — to także źle — tak najlepiej: rządzimy oboje... nie, w tym wypadku zasada nie da się zastosować...
SCENA VII
Ciż — Hortensja
HORTENSJA
na stronie
A! Mój narzeczony...
ANZELM
Och, pani! W chwili tak ważnej...
HORTENSJA
Nie rozumiem pana...
ANZELM
Wuj przyjechał...
HORTENSJA
A!...
AGNIESZKA
Panie Anzelmie, radzi byśmy usłyszeć w końcu coś o tych zasadach szanownego wuja...
ANZELM
W tej chwili, pani dobrodziejko... do Hortensji Jak pani wiadomo, chciał panią poznać, a skoro pozna, niewątpliwie...
AGNIESZKA
Panie Anzelmie, czekamy...
ANZELM
W tej chwili, pani dobrodziejko... do Hortensji Skoro panią raz tylko zobaczy, zezwoli bez namysłu... deklamuje „Tak rzutem oka zaszczepiłaż9 nam w duszy żar, co nas wiecznie pożera”...
AGNIESZKA
Ależ panie Anzelmie...
ANZELM
Ach!... Zasady mego wuja? Zaraz... na przykład: mamy dzieci dla zasady... nie, źle... kochamy je dla zasady... także źle; zresztą to się nie da opowiedzieć. Sama pani dobrodziejka najlepiej zrozumie mego wuja, skoro go państwu przedstawię.
FILC
na stronie
Postrzelony...
ANZELM
Śpieszę się; muszę go odszukać... do Hortensji „Żegnaj mi, żegnaj, moja kochana, za chwilę znowu powrócę”...
AGNIESZKA
Panie Anzelmie, nie pozwól, abyśmy zbyt długo czekali na wuja...
ANZELM
Idę, idę... a w ręce pani oddaję skarby moje.
odchodzi
AGNIESZKA
do siebie
Sfiksował! głośno Hortensjo, trzeba się wujowi Anzelma przedstawić jak najlepiej. Bądź poważną, nie trzepocz się, trzymaj się prosto, mów mało...
FILC
Lepiej nic...
AGNIESZKA
Tylko ty nie gadaj. Boże! Same córki... i chce mieć głos...
HORTENSJA
Już ja go ugłaskam...
AGNIESZKA
A przyczesz się... fryzura trochę się popsuła.
HORTENSJA
Dobrze, mamo.
wychodzi
AGNIESZKA
z godnością
Mężu! Zbliża się chwila stanowcza; zbierz więc wszystkie zmysły, aby sprawy nie pokpić. Idzie tu o przyszłość Hortensji, którą jeżeli pierwej postanowiłam wydać aniżeli najstarszą córkę, Eufrozynę, to jedynie aby cię przekonać, że nigdy nie masz słuszności...
FILC
Słyszałem już o tym, słyszałem!
słychać dzwonienie
AGNIESZKA
Ach, otóż macie... już idą, a tu jeszcze nie posprzątane... i od czegoż pan jesteś głową domu?... A jak wyglądasz dzisiaj... mizernie, jak po tyfusie!
FILC
Nie piłem jeszcze kawy.
AGNIESZKA
Dostaniesz czarną po obiedzie.
FILC
To mi śniadania nie zastąpi.
JAN
wchodzi
Ten pan, co był przed godziną, pragnie się z wielmożnym panem widzieć.