cyt
Nomen omen Pustków Wilczkowski,
gdzie na Placu Wariatów kradłeś mandarynki,
zrozumiałam, że Bauman jest Bogiem,
a kremówka z Wadowic
uzyskała status cudownego ciastka.
Zanim dzieci z główkami czarnymi jak śliwka
częstowały nas mączką kostną —
umieraliśmy w kakofonii krużganków.
Twoje oczy połyskiwały jak czarny bez
w laboratoriach in vitro.
Finiszujemy pod opieką policji,
postulując powrót do ciała, bo szpilki
w torebce aż miauczą, żeby je ubrać.
Ta sukienka jak złoże werniksu
przegląda się w czterdziestokaratowym
uśmiechu. Jak ty to robisz?!
— Dieta niełączenia. Zmyłki rzeki,
kiedy boksuje piach i tli się.