nikt nic

Prawie nic: kilka esemesów,

senna erotyka nad ranem,

jakiś wspólny śmiech

nie pamiętam czym wywołany.

I coś niemiłego — też razem:

zgubiony telefon, jakaś mała kradzież.

Czułość dawkowana jak barbiturany.

Zeby utrzymać to nic. Teraz

połóż się pośród tego, poczuj

jak się napina, zawiązuje —

aldehyd, jakaś nowa struna.

I pamiętaj jak ci nie wolno.

Pomyśl o nim coś brzydkiego

i obudź się.