snu
Zbliżamy się do śmierci zawsze,
kiedy zaczyna masować swój kark
śpiący za kierownicą. Przeszkadza
mu światło świateł, ich mig.
Lecz dzisiaj się z drogą droczy, udaje.
Nie baw się tak, bo zaśniesz — mówię.
Podejmuje grę i nocą puka do mojej wanny:
nie baw się tak, bo nie zaśniesz
już.