spontan pop

Z diagnozą „wyczerpanie & wyniszczenie”

trafiłam na oddział wiosny. Kazali mi spać

to spałam. Film mi się urwał nad rzeką.

W filmie wszystko jest szare, jak w marcu.

Kochamy się na stojąco (bohater w sytuacji,

której nie rozumie). Wyszłam ze snu z przestrogą:

nie wsiadaj z obcą kobietą na sanki. To może być

królowa, Kaju. Jakby co — wiem, co robić.

Dopóki jestem miauczącym psem na twojej

krótkiej smyczy — na krzesłach w poczekalniach

lubię siadać po kimś, kto mi zliże cukier

z łyżek obojczyków. I żyć na niby, na brudno

w połowie drogi skądś dokądś. Bo lubię

ścieżki dźwiękowe, puste studia filmowe,

w których sypie się plan. Nadpobudliwość miasta

znam jak topiki w tropikach.

Kiedy do mnie mówisz, rozdaję światło

i można mną leczyć, można mną prasować,

w nagrodę mnie karze czerwony brylancik

jak dioda w ustach na Greenpoincie

więc weź mnie, weź, jestem mądra: wiem —

w Norwegii się jeździ na nartach,

w Szwajcarii jodłuje. I zabierz stąd

te grafomańskie zdjęcia cipek z Norwich.

Kiepskie książki miały jednak dopiero

nadejść (I’m afraid).