Damy i huzary

Komedia w trzech aktach, prozą

Pochlebstwo ma w sobie osobliwy przysmak, chociaż je kto rzekomo odrzuca, przecież ono smakuje.

And. Max. Fredro.1

OSOBY:

  1. MAJOR pułku huzarów2, na urlopie
  2. ROTMISTRZ pułku huzarów, na urlopie
  3. EDMUND, PORUCZNIK pułku huzarów, na urlopie
  4. KAPELAN pułku huzarów, na urlopie
  5. PANI ORGONOWA, siostra Majora, jedna starsza i grubsza od drugiej
  6. PANI DYNDALSKA, siostra Majora, jedna starsza i grubsza od drugiej
  7. PANNA ANIELA, siostra Majora, jedna starsza i grubsza od drugiej
  8. ZOFIA, córka Pani Orgonowej
  9. JÓZIA, służąca
  10. ZUZIA, służąca
  11. FRUZIA, służąca
  12. GRZEGORZ, stary huzar
  13. REMBO, stary huzar

Scena w domu MAJORA, na wsi.

AKT I

Duży pokój. Czworo drzwi bocznych, dwoje w głębi. Na środku stół z mapami; stolik po prawej stronie, na którym gra w szachy, przy nim w głębi krzesła. W głębi broń różna; dzidy, cel3, głowy tureckie do karuzelu4 służące, itd.

SCENA I

Major, Rotmistrz, Kapelan, Porucznik, Rembo.

Major na środku, ogląda strzelbę. Po lewej Porucznik nabija. Po prawej Rotmistrz, oparty na strzelbie, patrzy na szachy. Przy nim siedzi kapelan zatrudniony5 strzelbą; W głębi Rembo. Wszyscy w spencerach6, ubrani na polowanie, w wojskowych czapeczkach.

MAJOR

Czy tylko pewnie7? Bo to czasem...

REMBO

Nie śmiałbym przecie zwodzić pana Majora. Niech zaraz zginę, jeślim nie widział na własne oczy kozła i dwóch saren. Wszystkie trzy wyszły razem do bydła, w ciemną dolinę, jak ten kąt, ta struga... Oto jak ta wielka łoza8, gdzie ksiądz Kapelan prześlepił9 zająca... Aż tu obces10 kundys11 jeden i drugi: „Huf, huf!”. Ech, panie! Jak nie pójdą sarny moje! Strach, aż się ziemia trzęsła! Przez Garb, Wielką Banię, ponad Bartkowy potok...

MAJOR

Ho, ho, ho! Sarny dotychczas na drugim końcu świata.

REMBO

Zlękły bo się fur idących gościńcem i hajże12 łąkami nazad w jasieninę13.

MAJOR

Nam więc drogę od kopców zastąpić wypada.

REMBO

Ja z dębniaków14 cicho psy podpuszczę, a każda na strzelbę jak na rożen wpadnie.

MAJOR

Dalej panowie! I na urlopie nie dam wam próżnować.

KAPELAN

Zaraz, zaraz.

PORUCZNIK

Ja dogonię.

MAJOR

Biorąc lulkę15 ze środkowego stołu i kiwając głową, do Remba.

Zawołaj Grzesia.

Rembo odchodzi.

ROTMISTRZ

Do Kapelana, patrząc na szachy.

Wygram, jeśli wieżę cofnę.

KAPELAN

Wątpię.

ROTMISTRZ

Załóż się.

KAPELAN

Dobrze.

ROTMISTRZ

Nikt tu nam nie ruszy, za powrotem16 przekonam i talarka schowam.

SCENA II

Ciż sami i Grzegorz, stary huzar z ogromnymi wąsami.

MAJOR

Tylem razy, mój Grzesiu, już cię o to prosił, abyś kładł wszystko na swoim miejscu. Po co tu na mapach lulkę zostawiasz? Tam w szafce ma swój numer. Nienawidzę nieporządku. Oddaje lulkę i zdmuchuje mapę.. Otóż, otóż, nie mówiłem? Plama... I ta baszta... À propos17, a klucznica18?

GRZEGORZ

Kłusem wywieziona.

Odchodzi.

KAPELAN

Bogu dzięki.

ROTMISTRZ

Ostatnia więc białogłowa19 usunięta z naszego domu. Będzie raz przecie cicho i spokojnie.

MAJOR

Okropnie gadała.

PORUCZNIK

Bo stara, bo stara.

MAJOR

O ho, ho, panie Poruczniku, wiem, na co pan zakrawasz20, ale nic z tego. Wolę huk moździerzy niż kobiece świergotanie. Nic z tego. I pokażę, że i żołnierz potrafi domem rządzić bez kobiety.

PORUCZNIK

Piękny rząd!

KAPELAN

Dobry, dobry.

ROTMISTRZ

Wyśmienity.

MAJOR

Wyśmienity.

PORUCZNIK

Czy zawszeście go panowie wyśmienitym znajdowali? Czy zawsze przykre było kobiece świergotanie?

Długie milczenie.

MAJOR

Chodźmy na polowanie.

REMBO

Wbiegając.

Goście jadą!

MAJOR

Któryś z kolegów.

REMBO

Gdzie tam! Kilka pojazdów! Największa parada21.

Odchodzi, oficerowie jeden po drugim zbliżają się powoli do okna.

MAJOR

Dla Boga! Landara22.

PORUCZNIK

I kocz23.

ROTMISTRZ

I bryka24.

PORUCZNIK

Z ukontentowaniem25.

Ach! Damy!

MAJOR, ROTMISTRZ

Odskakując na środek pokoju.

Damy!

PORUCZNIK

Rachując.

Jedna, dwie, trzy...

MAJOR, ROTMISTRZ

Z żałością spoglądają na siebie.

Trzy!

PORUCZNIK

Cztery, pięć...

MAJOR

Jak wprzódy26.

Pięć!

ROTMISTRZ

Podobnież.

Pięć!

PORUCZNIK

Jeszcze jedna...

MAJOR, ROTMISTRZ

Razem.

Sześć!

PORUCZNIK

Jeszcze jedna.

MAJOR, ROTMISTRZ

Razem.

Siedem! Siedem!

KAPELAN

Wstając.

Siedem!

Zatykając uszy, znowu siada i tak, oparty o stół, do końca sceny zostaje.

PORUCZNIK

Co widzę!

Wybiega.

ROTMISTRZ

Zbliżając się nieśmiało do okna.

Cóż to za baby! Co za gmachy! Co za graty!

MAJOR

Zbliżając się do okna.

Ach, to siostry moje.

ROTMISTRZ

Przepraszam cię...

MAJOR

Nie masz za co, znam ja je dobrze. Chodzi po pokoju coraz prędzej. Siostry, damy, przyjąć je wypada... Grzesiu, mundur! Mój mundur, Grzesiu! Czy diabli nadali... Grzesiu, mundur! Grzegorz z mundurem chodzi za nim. Rad im być muszę... Mój mundur, Grzesiu! Mój mundur! Cieszyć się trzeba czy diabli nadali!

GRZEGORZ

Niech pan mundur włoży.

Po lewej stronie sceny Major wdziewa mundur przez zapomnienie na swój ubiór. Postrzegłszy się, chce zdjąć, i ściąga razem rękaw spencera. Nie może ręki wyrwać, gdy wchodzi Pani Dyndalska z dwoma pieskami na ręku, za nią Józia, kosz w ręku ze szczeniętami i kilka pudełek. Przy Majorze dalej w głębi stoi Rotmistrz, za nim Kapelan. Grzegorz z mundurem wychodzi.

SCENA III

Major, Rotmistrz, Kapelan.

Następnie.

Pani Dyndalska, Józia, Panna Aniela, Zuzia, Pani Orgonowa, Zofia, Fruzia, Porucznik, Rembo.

DYNDALSKA

Jak się masz, panie bracie? Do Józi. Ostrożnie, gawronie! Nie upuść szczeniąt.

MAJOR

Zmieszany.

Witam, witam.

DYNDALSKA

Do Józi.

Czegóż trzymasz? Połóż!

Do Majora.

Jakże się miewasz?

Do Józi.

Czemuż nie na stole? Jakież to głupie dziewczę!

Józia kładzie wszystko na szachach i wychodzi. Dyndalska siada. Aniela wchodzi, za nią Zuzia z dwiema klatkami — w jednej sroka, w drugiej wiewiórka — i z różnymi gratami.

ANIELA

Wieki już, braciszku, jakeśmy się widzieli.

Do Zuzi.

Postawże klatki, czego będziesz stała?

MAJOR

Witam, witam.

ANIELA

Do Zuzi.

Gdzie, gdzie, gdzie! Ślepa! Cóż to, stołu nie masz?

Zuzia stawia klatki na mapach i odchodzi. Poruszenie Majora. Rotmistrz go za suknię wstrzymuje.

MAJOR

Cicho do Rotmistrza.

Mapy.

ROTMISTRZ

Do Majora.

Pst!

Major stara się pokryć nieukontentowanie i spogląda czasem na mapy. Słychać hałas i krzyk kobiet za sceną.

REMBO

Za sceną.

Nie rusz; a harap27! A fe! A zasię28!

ORGONOWA

Tyłem wchodząc i trzepiąc rękoma.

Zasię! Zasię, bo zemdleję. Rembo za nią wchodzi, trzymając kota nad głową, którego we drzwiach Orgonowa odbiera. Biedny Filunio! Moja duszka droga! Jak się trzęsie! Biedny Filunio! Jak też możesz, panie bracie, trzymać takie obrzydłe psiska? Jakimiś kajdankami podcięły mi nogi i tylko co nie rozdarły lubego Filunia.

REMBO

To na sforze29 Zagraj z Pisklą jak kota zwietrzyły, hajże po kocie! Obces na jejmość! A Grzmocisz i Popraw...

Wychodzi na znak Majora.

ORGONOWA

Fi, co za nazwiska! Przebrzydłe kundysy... Ledwie dyszę... Całam w pocie.

Siada przy Dyndalskiej i Anieli. Za Orgonową weszła Zofia z Porucznikiem, niosącym klatkę z kanarkiem, którą zawieszają w głębi, rozmawiając po cichu. W ciągu tej sceny dziewczęta powynosiły kota i pieski.

SCENA IV

Orgonowa, Dyndalska, Aniela. Siedzą w rzędzie po prawej. Po lewej stronie, naprzeciwko, stoją Major, Rotmistrz i Kapelan. W głębi Zofia i Porucznik.

MAJOR

Witam, witam panie siostry w moim domu i bardzo przepraszam kota za niegościnność Piskli i niecnoty Zagraja.

ORGONOWA

Patrz, panie bracie, moja córka. Zofia się zbliża i kłania. Owa Zosiunia mała... Ani byś ją poznał pewnie... Wyrosła, wyładniała, nieprawdaż? Za jej wychowanie nie powstydzę się także. W pierwszej stolicy świata mogłaby bezpiecznie rozmawiać i to nie jednym językiem.

KAPELAN

Na stronie.

Nie jednym! Okropnie!

ORGONOWA

Miała i guwernantkę, madame30 znakomitą, i na wyższych naukach w mieście pół roku strawiła.

ANIELA

Talenta gdy rozwinie...

DYNDALSKA

Ach, Anielko luba, co też nie wygadujesz! Już je rozwinęła. Czyliż nie śpiewa całego Rossiniego31 tak, że każdy słuchać musi? Czyż nie tańcuje tak, że nigdy taktu nie chybi? Czyż nie maluje tak, że jej kwiatek wszystkich zwodził i że pan sędzia, chcąc powąchać, nosem go zmazał?

ANIELA

To pan referendarz32.

DYNDALSKA

Ależ pan sędzia, mój aniołku!

ORGONOWA

Cicho, cicho Dyndalsiu. Nie trzeba jej w oczy chwalić, ona sama pokaże, co umie.

ANIELA

Do Majora.

Jakże ci się podoba?

DYNDALSKA

Szturchając ją łokciem.

Coż to za pytanie!

ANIELA

Nie dasz mi mówić, kochana siostruniu.

DYNDALSKA

Bo mówisz bez sensu, moja duszko.

ORGONOWA

Cicho, cicho siostruniu. Do Majora. Któż są ci panowie?

MAJOR

Rotmistrz Sławomir. W szkołach jeszcze przyjaźń nas złączyła. Razem wdzieliśmy mundur, razem go nosili i razem może w jednej złożym go mogile. Nasz poczciwy Kapelan, także dawny towarzysz, prawdziwy przyjaciel ludzi — wiele robi, mało mówi, naśladować go należy. To mój Edmund, już wam po części znany z mojego listu. W jednej nieszczęsnej utarczce, kiedy każdy o sobie tylko myślał, a ja raniony pod ubitym leżałem koniem, on mnie szukał, postrzegł, zebrał kilku walecznych, natarł na nieprzyjaciół i osłonił własnymi piersiami. Cofał się, nacierał, znowu się cofał i znowu nacierał, aż póki naszych wzrastająca liczba zwycięstwa nam nie wróciła. Tam to mnie, mnie broniąc, odebrał tę kresę33 przez skronie, która więcej warta niż dziesięć wieńców.

Ściska go z rozczuleniem.

ZOFIA

Mimowolnie.

Ach, to pięknie być odważnym!

Spuszcza oczy na bystre spojrzenie matki i ciotek.

ORGONOWA

Dobrze, dość tego, teraz do interesu. Chcę pomówić z tobą, panie bracie, zatem pozwolą panowie...

Oficerowie odchodzą i Zofia wychodzi do swego pokoju na znak Orgonowej.

SCENA V

Orgonowa, Dyndalska, Aniela, Major.

ORGONOWA

W jednym zwięzłym słowie wszystko ci opowiem. Nie lubię niepotrzebnej przemowy, bo kto ma rozum, ławo pojmie i zrozumie, gdy mu jasno rzecz przełożę34. Zatem bez przemowy; lepiej w krótkości powiedzieć, o co chodzi, a potem dać przyczyny i dowody. Nareszcie, takem mocno oczytana, tylem żyła w wielkim świecie, tyle mam roztropności i przenikliwości, że się w zdaniu nigdy nie mylę i chyba szalona głowa sprzeciwić mi się może. Przystępując więc do rzeczy, powiem, że powziąwszy wiadomość, żeś na urlopie i żeś do wsi swojej przyjechał, zaraz zgadłam, że wojskową służbą znudzony, chcesz ją porzucić i na wsi osiąść. Myśl chwalebna, ale do tego potrzeba...

DYNDALSKA

Prędko.

Pozwól, kochana siostruniu, niech ci przerwę. Gdy się kogo chce przekonać, nie zawsze najkrótsza mowa najlepszą mową bywa. Trzeba najprzód35 dać przyczyny, co do czego nas nakłania, potem rzecz wyłuszczyć, a na końcu dać dowody na poparcie swego zdania. Lecz nim do zamiaru przystąpię, wypada uczynić rzut oka na poprzednicze36 zdarzenia i obecne położenie. A że to rzecz wielkiej wagi, na rozdziały ją podzielę, w których panu bratu dowiodę Licząc na palcach., że dotychczas źle miał w głowie, że ponosi wielkie straty, że wojskowość nic niewarta, że na wsi osiąść rzecz najlepsza, że rozumnie radzę...

ANIELA

Lepiej, duszko moja, napisz dzieło o tym, a teraz pozwól, niech najprostszą drogą zbliżę się do celu.

ORGONOWA

Gadajcie, o! Gadajcie, gdy tak bardzo gadać lubicie. Gadajcie, bardzo proszę. Ja nic nie powiem, ja nic nie wiem. Ja nic nie umiem. Gadajcie, łaskę mi zrobicie.

DYNDALSKA

O, i owszem, ja będę milczała. Niech kochana siostra rozprawia, gdy jej tak przykra chwila milczenia. Albo ją może wyręczy wymowna Anielka.

ANIELA

Ach, gdzieżbym ja się śmiała porównać w wymowie z kochanymi siostrzyczkami. Słuchać będę rozdziałów lub drugiej przemowy bez przemowy.

ORGONOWA

Proszę mówić, bardzo proszę.

DYNDALSKA

Bez ceremonii, bardzo proszę.

ANIELA

Mówcie, mówcie, bardzo proszę.

ORGONOWA, DYNDALSKA, ANIELA

Bardzo proszę.

ORGONOWA

Idąc ku drzwiom.

Nie przeszkadzam.

DYNDALSKA

Podobnież.

Zostawiam.

ANIELA

Podobnież.

Odchodzę.

ORGONOWA, DYNDALSKA, ANIELA

Kłaniając się po kilka razy od drzwi.

Mówcie, mówcie, proszę, bardzo proszę...

Wychodzą.

SCENA VI

Major, Rotmistrz, Kapelan, Porucznik.

Następnie wchodzą zamyśleni i stają przy Majorze, który od początku przeszłej sceny nieporuszenie na środku stoi. Rotmistrz i Porucznik w mundurach, Kapelan w surducie.

ROTMISTRZ

Po krótkim milczeniu.

Cóż tam słychać?

KAPELAN

Zaprzęgać nie każą?

PORUCZNIK

Jakimże rozkazem zaszczyciły nas damy?

MAJOR

Ra ra ra ra ra ra, rozumiecie?

ROTMISTRZ

Któż to zrozumie?

MAJOR

I ja nie zrozumiałem, w uszach mi tylko dzwoni.

ROTMISTRZ

Jednak...

MAJOR

Nic nie wiem.

PORUCZNIK

Przecie...

MAJOR

Nic, nic u kata! Gdy jedna mówi, druga jej zazdrości, jedna od drugiej mędrszą się mniema. Tak, chociaż wszystko zawsze w jednym słowie, gadaninie końca nie ma, a o co rzecz idzie, mądry, kto zgadnie. Jednak, czy się dowiemy czy nie, wypada przyjąć je godnie. Połączmy nasze starania. Nieszczęście tylko, że nikogo nie mamy takiego w domu, co by umiał damy przyjąć.

PORUCZNIK

Aha: źle, kobiet nie ma.

KAPELAN

Nie ma gderać komu.

ROTMISTRZ

Szkoda w samej rzeczy, żeśmy się ostatniej pozbyli.

MAJOR

Hej! Grzesiu! Rembo! Zaraz wszystko będzie.

Rembo i Grzegorz wchodzą.

Do Remba.

Niech Kutasiński na łysego wsiądzie i dalej w pogoń za klucznicą. A jak ją dojdzie, niech baba nie trzepie, nie rozprawia i czym prędzej na łysego wsiada.

KAPELAN