Mąż i żona

Komedia w trzech aktach, wierszem

Cudzego nabywając, swoje często tracim; kto po cudzą stawkę idzie, trzeba, żeby swoję stawił, czasem i zapłacił.

Andrzej Maksymilian Fredro1

OSOBY:

  1. Hrabia Wacław
  2. Elwira, jego żona
  3. Alfred
  4. Justysia

Scena w mieście, w domu hrabiego Wacława.

AKT I

Pokój; z jednej strony kanapa, z drugiej stół okrągły, na nim lampa z umbrelą2, w głębi fortepian.

SCENA I

Elwira, Alfred

siedzą przy sobie na kanapie.

ALFRED

trzymając rękę Elwiry

Luba Elwiro, kochanko mej duszy,

Z łez oko twoje kiedyż się osuszy?

Czemuż rzadkie, drogie chwile,

Które możem spędzić z sobą,

Lubisz, roniąc żalów tyle,

Smutną pokrywać żałobą?

Czy już miłości tak słaba jest siła,

Że szczęście moje, któreś ty sprawiła,

Nie może zatrzeć błahego wspomnienia

I myśli próżnych nie zmienia?

ELWIRA

Alfredzie, kocham, kocham cię nad życie,

Lecz i to wyraz zbyt słaby;

Jakież by życie mogło mieć powaby,

Gdybym go z tobą nie dzieliła skrycie?

Myśl, że stając się miłości nagrodą,

Uczyniłam szczęście twoje,

Więcej jest może jak zgryzot osłodą,

Jest.... czego nawet wymówić się boję;

Ale czyż mogę bez skrytej tęsknoty

Puszczać w niepamięć obowiązki, cnoty,

Które za młodu w duszę mi wpoili,

Którem w nieszczęsnej przepomniała3 chwili?

Nareszcie ciągła obawa...

ALFRED

Obawa?

ELWIRA

Alfredzie, miłość nasza nie jest prawa4;

Świat ma oczy przenikliwe...

ALFRED

Miłość nieprawa, marzenie prawdziwe!

Jeśli natura zaród5 jej płomieni

W każdą istotę włożyła,

Płomieni, których czarująca siła

Byt nieczuły w życie mieni6,

Tym samym, jak się wydaje,

Każdą miłość uprawniła.

Czyliż ja przeto7 występnym zostaję,

Że moje serce zamknięte zbyt mało,

Lubiące piękność, rozum, dobroć, wdzięki,

Elwirę kochać musiało?

Wszakże to z świętej przyrodzenia8 ręki

Ona — powaby, ja mam miłość stałą,

I jeśli kogo, nie mnie winić trzeba —

Czemuż Elwirę wskazały mi nieba?

ELWIRA

Ach i ta miłość, dla której, niestety,

Duszy niewinnej zrzuciłam zalety,

Dla której, widząc zawsze tylko ciebie,

Zapomniałam sama siebie,

Zapomniałam i świat cały —

Ach, jeśli kiedy strawi swe zapały,

Jeśli twe serce oziębłym zostanie,

Jakież ty o mnie mieć będziesz mniemanie?

Może dowody dziś dane...

ALFRED

Jak to? Coś rzekła! Gdy kochać przestanę?

Ach nie, Elwiro, serc naszych złączenie,

To z twoim mego równe uderzenie,

Ten pociąg luby9 i ognisty razem,

Co się tajemnym tłumacząc wyrazem,

Spoił czułe nasze dusze,

I ta mgła na świat rzucona,

Gdy cię przyciskam do łona —

Ach, czyż ci powtarzać muszę —

Więcej jak zwykłej miłości zapałem!

To czucie boskie, którego nie znałem,

Którego niegdyś szukałem daremnie,

Już się z życiem spletło we mnie;

Ich węzła nieba nie wzruszą:

Trwać i ginąć razem muszą.

ELWIRA

O! Jakże lubię słuchać twego głosu!

Upojona tym urokiem,

Tracę pamięć mego losu,

Ciebie tylko mam przed okiem;

Słowa z mych piersi wydobyć nie mogę,

Czuję i rozkosz, i żałość, i trwogę,

Pożar mnie przenika miły,

Pałam10 i pałać się boję,

I ledwie dosyć mam siły

Rzucić się w objęcia twoje.

Czemuż przeznaczenia władza,

Która nas złączyć umiała,

Która serca nasze zgadza,

Ciebie za męża Elwirze nie dała?

I Wacław może, z inną żyjąc żoną,

Byłby szczęśliwszy i ona szczęśliwą,

I ja bym dzisiaj nie była zmuszoną

Być z nim chytrą i fałszywą.

Miłość ku tobie jedynie

Mój wrodzony wstręt zwycięża,

Że w każdej życia godzinie

Zwodzić muszę mego męża.

ALFRED

Twojego żalu niesłuszna przyczyna;

Nie jegoż11 to własna wina,

Że ci się ciągle podobać nie umiał,

Gdy już zrazu był lubiony

I że szalenie rozumiał

Powinnością miłość12 żony?

Wacław przystojny, bogaty, rozumny,

W młodości najpierwszym kwiecie,

Z tylu miłostek i sławny, i dumny,

Wszystkim kazał wróżyć w świecie,

Że jego żona, w jakimkolwiek względzie

Jedną z najszczęśliwszych będzie.

Alić13 ledwie cię zaślubił,

Gdy mu wszędzie zazdroszczono,

On, oziębły z swoją żoną,

Domu swego już nie lubił.

Ile gdzie indziej pośród zgromadzenia14

Rzadką swą przyjemnością jest celem wielbienia,

Tyle nieznośny sam na sam u siebie,

Zostawił żonę, że powiem, w potrzebie

Gorętszej duszy szukania,

Szukania uczuć podziału

I ulegnienia pomału

Władzy, pod którą natura nas skłania.

ELWIRA

Gdybym nie była zawsze opuszczoną,

Ach, inną byłabym żoną!

ALFRED

Spędziłażeś z nim, powiedz, choć chwilę przyjemną?

ELWIRA

Ach nie, nigdy, niestety! tak mało żył ze mną.

ALFRED

Jeśli przyjdzie do ciebie, to siędzie15 i ziewa.

ELWIRA

I za to, że się nudzi, na żonę się gniewa.

ALFRED

Coraz przykrzejszym się staje.

ELWIRA

Zawsze zrzędzi, gdera, łaje.

Albo — ileż mi zawsze nie czynią zgryzoty

Jego fałszywe pieszczoty,

Którymi zwykle obdarza,

Gdy nas kto trzeci uważa16.

Rozkosz, szczęście rozpowiada,

Których dozna, kto się żeni,

Ściska, pieści, do nóg pada,

Żonę bóstwem swoim mieni17

Lecz ten, co patrzał, drzwi ledwie zatrzaśnie,

Zaraz miłość, grzeczność gaśnie,

I jakby chciał okupić przyjemność tej chwili,

Na tysiąc niegrzeczności natychmiast się sili.

ALFRED

Nieznośny.

ELWIRA

Przykry.

ALFRED

Bez duszy.

ELWIRA

Nic go nie ujmie.

ALFRED

Nie wzruszy.

ELWIRA

Nie wiedzieć, czym mu dogodzić.

ALFRED

I takiego przykro zwodzić?

Nie, nie, on zasłużył na to,

Niech za nieczułość to będzie zapłatą.

ELWIRA

żartując

Lubisz widzę mężów karać.

ALFRED

O dobro wszystkich potrzeba się starać.

ELWIRA

I czasem to staranie jeszcze niechęć wzbudzi!

ALFRED

Ach, któż w świecie nie doznał niewdzięczności ludzi!

ELWIRA

Jednak choć tyle przykrości z nim znoszę,

Żal mi go.

ALFRED

z długim wejrzeniem

Biedny!

ELWIRA

śmiejąc się

Nie żałuj go, proszę.

ALFRED

Jak nie żałować i nie westchnąć szczerze,

Kiedy mój Wacław w opiekę mnie bierze,

By mnie nauczał, jakie są sposoby

Zyskania względów kochanej osoby:

Kiedy, jak długo trzeba skrycie kochać,

Kiedy oświadczyć, kiedy jęczeć, szlochać,

Jakimi drogami chodzić,

Jak ospałych mężów zwodzić,

Słowem, miłostek naucza mnie sztuki.

ELWIRA

śmiejąc się

Ciebie?

ALFRED

Mnie.

ELWIRA

A ty?

ALFRED

Ja słucham nauki.

ELWIRA

śmiejąc się

A wybornie, doskonale!

Prawda, że biedny; nie pojmuję wcale...

SCENA II

Elwira, Alfred, Justysia.

JUSTYSIA

wbiegając

Pan, pan, dla Boga! Pan Hrabia już idzie.

ELWIRA

zrywając się

Tak wcześnie wraca, któż by się spodziewał!

JUSTYSIA

otwierając okno

Ach prędzej, prędzej, bo będziemy w biédzie.

ALFRED

Nieznośny człowiek...

JUSTYSIA

Jutro będziesz pan się gniewał...

ALFRED

stając w oknie

Nie dać komu spokojnie wieczora przepędzić!

Po to wraca, żeby zrzędzić.

JUSTYSIA

Dalej, bo, na honor, zrzucę.

ELWIRA

do Alfreda

Kiedy?...

ALFRED

Za chwilę powrócę.

Wychodzi.

Elwira siada przy okrągłym stole, bierze robótkę i szyje; Justysia wybiega.

SCENA III

Elwira, Wacław.

Wacław wchodzi, spogląda na Elwirę i wzrusza ramionami, rzuca kapelusz i chodzi czas jakiś po pokoju.

WACŁAW

stojąc przed Elwirą

Czemu też raz w rok nie wyjedziesz przecie?

Można by się czasami pokazać na świecie.

Zawsze cię w domu, zawsze samę widzę.

ELWIRA

Lubię samotność.

WACŁAW

Ja jej nienawidzę.

chodzi; po krótkim milczeniu

Gust osobliwszy, siedzieć zawsze w domu!

ELWIRA

Gust nie szkodzący nikomu.

WACŁAW

O, zapewne, zapewne, nikomu nie szkodzi;

Ale że nudny, mówić mi się godzi.

chodzi; po krótkim milczeniu

Czy także lubisz tę smutną ciemnotę?

dzwoni mocno i do Kamerdynera

Świec!

Przynoszą dwie świece. Siada i ziewa

Porzuć też tę robotę;

Zawsze te igły i nitki.

Że u kobiet miary nié ma!

Albo bale, uczty, zbytki,

Albo też z spuszczonymi nad szlarką18 oczyma,

Jakby w krzesła powrastałe

Szyją i dłubią dnie całe.

Długie milczenie; Elwira siada do fortepianu, cicho zacząwszy, gra coraz mocniej.

WACŁAW

do siebie

A — six19, cztery honory20, as, dama karowa,

I dać im skończyć robra21! To gra całkiem nowa!

Rzecz niesłychana! I jemu grać w wiska22!

I jeszcze łaje, i kartami ciska.

Wygrywam asa, bo się gracza boję...

Ach, kochana Elwiro, uszy, uszy moje!

Daruj im to allegro23, daruj im te trele;

Tego harmonicznego hałasu za wiele,

Niemiłosiernie uderzasz w klawisze,

Myśleć nie można, sam siebie nie słyszę.

Elwira wstaje i siada przy stole, otwiera książkę. Po krótkim milczeniu

Nie wiem, co znaczy — wszędzie pełno ludzi,

U nas rzadko kto, i każdy się nudzi;

Ha! każdy smutku stroni, wesołości szuka.

O, zrobić dom przyjemnym jest to wielka sztuka.

po krótkim milczeniu

Jakież to ważne i zabawne dzieło,

Tak mocno twoją uwagę zajęło?

ELWIRA

Pamiętnik.

WACŁAW