Kaprys
Komedia w jednym akcie, drukowana w r. 1837, wystawiona w r. 1847
OSOBY:
- Pan de Chavigny
- Matylda
- Pani de Léry
Rzecz dzieje się w sypialnym pokoju Matyldy.
SCENA PIERWSZA
Matylda, sama, robi szydełkiem.
MATYLDA
Jeszcze jedno oczko i skończyłam!
dzwoni; wchodzi służący
Czy był kto od Janisseta?
SŁUŻĄCY
Nie, proszę pani; jeszcze nie.
MATYLDA
To nieznośne; proszę jeszcze raz posłać; prędko.
Służący wychodzi
Trzeba mi było wziąć pierwsze, jakie były; jest ósma; ubiera się; jestem pewna, że przyjdzie tu, zanim wszystko będzie gotowe. Znowu dzień opóźnienia.
wstaje
Robić po kryjomu sakiewkę dla własnego męża, to uchodziłoby w oczach wielu osób za więcej niż romantyczne. Po roku małżeństwa! Co by o tym, na przykład, powiedziała pani de Léry, gdyby wiedziała? A on sam, co pomyśli? Ba! będzie się może śmiał z tajemnicy, ale nie z podarku. Po co ta tajemnica, w istocie? Nie wiem; mam uczucie, że przy nim nie pracowałabym z takim zapałem; wyglądałoby to jakbym mówiła: „Patrz, jak myślę o tobie”; trąciłoby to wyrzutem; natomiast gdy mu pokażę moją robótkę po ukończeniu, to on sobie powie, że myślałam o nim.
SŁUŻĄCY
wraca
Przyniesiono to dla jaśnie pani od jubilera.
Oddaje Matyldzie małą paczkę.
MATYLDA
Nareszcie!
siada
Kiedy pan de Chavigny przyjdzie, proszę mi dać znać.
Służący wychodzi
A teraz, droga sakiewko, wystroimy cię ostatecznie. Czy ci będzie do twarzy z tymi gałeczkami? Nieźle. Jak cię też przyjmą teraz? Czy opowiesz, z jaką przyjemnością pracowałam nad tobą, jak bardzo się troszczyłam o twoją osóbkę? Nie spodziewają się ciebie, moja panienko. Nie chciałam cię pokazać inaczej niż w pełnym blasku. Czy dostaniesz całusa za swoje trudy?
całuje sakiewkę i urywa
Biedna mała! nie wartaś wiele; nie danoby za ciebie ani dwóch ludwików1. Czym się dzieje2, iż tak mi smutno jakoś rozstawać się z tobą? Czyż nie zaczęłam cię po to, aby cię skończyć możliwie najprędzej? Ach! zaczynałam cię weselej, niż skończyłam. A dopiero dwa tygodnie upłynęło od tego czasu; dwa tygodnie tylko, czy podobna? Nie, nie więcej; i ile rzeczy w tych dwóch tygodniach! Czy nie za późno przybywamy, maleńka?... Skąd takie myśli? Ktoś idzie, zdaje mi się; to on; kocha mnie jeszcze.
SŁUŻĄCY
wchodzi
Pan hrabia, proszę pani.
MATYLDA
Ach, Boże! przyszyłam tylko jedną gałeczkę, a zapomniałam drugiej. O ja niemądra! Znowuż nie będę mogła dać mu jej dziś! Niech zaczeka chwilę, minutę, w salonie; prędko, zanim wejdzie...
SŁUŻĄCY
Pan hrabia.
Wychodzi. Matylda chowa sakiewkę.
SCENA DRUGA
Matylda, Chavigny.
CHAVIGNY
Dobry wieczór, kochanie; czy przeszkadzam?
Siada.
MATYLDA
Mnie, Henryku? Cóż za pytanie!
CHAVIGNY
Wyglądasz zmieszana3, jakby czymś zajęta... Zapominam zawsze, wchodząc do ciebie, że jestem twoim mężem, i za szybko otwieram drzwi.
MATYLDA
To, co mówisz, jest nieco złośliwe; ale ponieważ jest i bardzo miłe, uściskam cię i tak.
ściska go
Czymże tedy4 wydaje się panu, że jesteś, kiedy zapominasz, że jesteś moim mężem?
CHAVIGNY
Twoim kochankiem, ślicznotko; czy się mylę?
MATYLDA
Kochankiem i przyjacielem, nie mylisz się.
na stronie
Mam ochotę dać mu sakiewkę tak jak jest.
CHAVIGNY
Co ty masz za suknię? Nie wychodzisz wieczór?
MATYLDA
Nie, chciałam... Spodziewałam się, że może...
CHAVIGNY
Spodziewałaś się?... Cóż takiego?
MATYLDA
Idziesz na bal? Wyglądasz wspaniale.
CHAVIGNY
Nie bardzo; nie wiem, czy to moja wina, czy krawca, ale nie mam już tej figury, co dawniej, w mundurze.
MATYLDA
Wietrzniku5! nie myślisz o mnie, przeglądając się w tym lustrze.
CHAVIGNY
Ba! a o kim? Czyż idę na bal po to, aby tańczyć? Przysięgam ci, że to męka i że wlokę się, sam nie wiedząc, po co.
MATYLDA
A więc zostań, błagam cię. Będziemy sami i powiem ci...
CHAVIGNY
Zdaje się, że twój zegar spieszy; nie może być tak późno.
MATYLDA
Nie idzie się na bal o tej porze, co bądź by mówił zegar. Ledwo wstaliśmy od stołu.
CHAVIGNY
Kazałem zaprząc; mam przedtem wizytę.
MATYLDA
A! to co innego. Nie... nie wiedziałam... sądziłam...
CHAVIGNY
Co takiego?
MATYLDA
Przypuszczałam... z tego co mówiłeś... Ale zegar idzie dobrze; dopiero ósma. Daruj mi jeszcze chwilkę. Chciałam ci zrobić małą niespodziankę.
CHAVIGNY
wstając
Wiesz, moja droga, że zostawiam ci swobodę i że wychodzisz z domu, kiedy ci się podoba. Sprawiedliwość wymaga, aby to było wzajemne. Jaką niespodziankę chciałaś mi zrobić?
MATYLDA
Nic; wszak nie mówiłam nic o niespodziance...
CHAVIGNY
Przesłyszałem się tedy; zdawało mi się. Czy masz tu te walce Straussa6? Pożycz mi, jeśli ci niepotrzebne.
MATYLDA
Proszę cię; chcesz zaraz?
CHAVIGNY
Owszem, jeżeli pozwolisz. Proszono mnie o nie na parę dni. Dłużej nie będę cię ich pozbawiał.
MATYLDA
Czy to dla pani de Blainville?
CHAVIGNY
biorąc nuty
Co takiego? Wspomniałaś coś o pani de Blainville?
MATYLDA
Ja! nie. Nic o niej nie mówiłam.
CHAVIGNY
O, tym razem dobrze słyszałem.
siada
Co mówisz o pani de Blainville?
MATYLDA
Myślałam, że te walce są dla niej.
CHAVIGNY
A czemu tak myślałaś?
MATYLDA
Bo... bo je lubi.
CHAVIGNY
Tak, i ja także; i ty także, o ile mi się zdaje. Jeden zwłaszcza: jakże to idzie? Zapomniałem... jak się to zaczyna?
MATYLDA
Nie wiem, czy sobie przypomnę.
Siada do fortepianu i gra.
CHAVIGNY
To, to właśnie! Urocze, boskie; i grasz to jak anioł, lub, aby rzec lepiej, jak urodzona tancerka.
MATYLDA
Czy tak dobrze jak ona, Henryku?
CHAVIGNY
Kto „ona”? Pani de Blainville? Zajmuje cię, jak widzę.
MATYLDA
Och! nie bardzo. Gdybym była mężczyzną, nie ona zawróciłaby mi głowę!
CHAVIGNY
I słusznie. Nie trzeba7 nigdy, aby mężczyzna dał sobie zawrócić głowę, ani kobietą, ani walcem.
MATYLDA
Czy zamierzasz grać dzisiaj, Henryku?
CHAVIGNY
Moje dziecko, co ty masz za pomysły? Grywa się, ale nie zamierza się grać.
MATYLDA
Masz w kieszeni nieco złota?
CHAVIGNY
Przypuszczam. Czy chcesz?
MATYLDA
Ja, dobry Boże! a cóż bym ja z tym zrobiła?
CHAVIGNY
Czemu nie? O ile otwieram drzwi nazbyt szybko, nie otwieram za to twoich szufladek; i może popełniam podwójny błąd?
MATYLDA
Kłamiesz, mój panie mężu; niedawno bowiem spostrzegłam, żeś je otwierał, i zostawiasz mnie zawsze aż nadto bogatą.
CHAVIGNY
Nie, droga moja, dopóki istnieją biedni. Wiem, jaki użytek robisz ze swego majątku, i proszę, abyś mi pozwoliła pełnić dzieło miłosierdzia twoimi rękami.
MATYLDA
Drogi Henryku! jakiś ty szlachetny i dobry! Powiedz no mi, czy przypominasz sobie ów dzień, kiedy miałeś drobny dług do spłacenia i skarżyłeś się, że nie masz sakiewki?
CHAVIGNY
Kiedyż to było? A prawda. W istocie, kiedy się ma gdzieś iść, to nieznośna rzecz polegać na kieszeniach, które prawie zawsze...
MATYLDA
Czy podobałaby ci się sakiewka czerwona, dziergana czarno8?
CHAVIGNY
Nie, nie lubię czerwonego. Prawda! przypominasz mi, że mam właśnie nowiuteńką sakiewkę; dostałem w podarku. Jak ci się wydaje?
wyjmuje sakiewkę
Czy w dobrym guście?
MATYLDA
Proszę, zechcesz mi pokazać?
CHAVIGNY
Służę ci.
Podaje sakiewkę. Matylda ogląda i oddaje z powrotem.
MATYLDA
Bardzo ładna. Jakiego to koloru?
CHAVIGNY
śmiejąc się
Jakiego koloru? Wyborne pytanie.
MATYLDA
Nie, nie... Chciałam powiedzieć... Kto ci ją dał?
CHAVIGNY
Nie! to paradne! na honor! twoje roztargnienia bywają cudowne.
SŁUŻĄCY
oznajmiając
Pani de Léry.
MATYLDA
Zapowiedziałam odźwiernemu, że nie ma mnie dla nikogo.
CHAVIGNY
Nie, nie, niech wejdzie. Czemu nie mamy jej przyjąć?
MATYLDA
Więc cóż, ostatecznie, ta sakiewka, czy można usłyszeć imię jej autora?
SCENA TRZECIA
Matylda, Chavigny, Pani de Léry w stroju balowym.
CHAVIGNY
Prosimy, prosimy, nie można trafić bardziej w porę. Matylda właśnie miała dystrakcję9, doprawdy nieopłaconą10. Niech pani sobie wyobrazi, pokazuję jej tę sakiewkę...
PANI DE LÉRY
O! wcale ładna. Proszę na chwilę.
CHAVIGNY
Pokazuję jej tę sakiewkę; patrzy, dotyka, obraca w palcach i oddając mi ją, czy pani wie, co mówi? Pyta, jakiego jest koloru!
PANI DE LÉRY
Więc cóż! Niebieska.
CHAVIGNY
No tak! niebieska... to zupełnie pewne... i to właśnie jest tak ucieszne11. Czy pani sobie wyobraża, aby można o to pytać?
PANI DE LÉRY
Paradne12! Dobry wieczór, droga Matyldo; idziesz dziś wieczór do ambasady?
MATYLDA
Nie, zostaję w domu.
CHAVIGNY
Pani się nie śmieje z mojej anegdoty?
PANI DE LÉRY
Ależ owszem. Któż to robił tę sakiewkę? A, już poznaję, to pani de Blainville. Jak to! doprawdy, nie ruszysz się?
CHAVIGNY
żywo
Po czymże to pani poznaje, jeśli łaska?
PANI DE LÉRY
Po tym, że jest niebieska. Widziałam ją włóczącą się wieki całe w jej pokoju; siedem lat trwała ta praca i możesz się pan domyślić, że przez ten czas niejeden raz zmieniła przeznaczenie. Należała w intencjach do trzech osób spośród moich znajomych. Ma pan prawdziwy skarb, panie de Chavigny; to istna sukcesja13.
CHAVIGNY
Myślałby kto, że jest tylko jedna sakiewka na świecie.
PANI DE LÉRY
Nie, ale tylko jedna niebieska. Dla mnie zasadniczo niebieski kolor jest wstrętny; nie ma żadnego charakteru, ot, głupi kolor. Nie mogę się mylić w podobnej rzeczy; wystarczy, abym raz widziała. O ile ubóstwiam kolor lila, o tyle nie cierpię niebieskiego.
MATYLDA
To kolor stałości.
PANI DE LÉRY
Ba! kolor perukarzy14. Wpadłam tylko po drodze; widzicie, jestem w pełnym rynsztunku; trzeba przybywać zawczasu do tej krainy, ścisk taki, że można ręce i nogi połamać. Czemu nie idziesz? Ja nie darowałabym sobie tego balu za nic w świecie.
MATYLDA
Nie pomyślałam o tym, a teraz już za późno.
PANI DE LÉRY
Cóż znowu, czasu masz aż nadto. Pozwól tylko, o, zadzwonię. Każ podać suknię. Wyprosimy pana de Chavigny za drzwi wraz z jego cackiem. Uczeszę cię, upnę parę kwiatków i zabieram cię moją karetą. Więc cóż, rzecz załatwiona?
MATYLDA
Nie na dziś; stanowczo, zostaję w domu.
PANI DE LÉRY
Stanowczo! więc to poważna decyzja? Panie de Chavigny, niechże pan zabierze Matyldę.
CHAVIGNY
sucho
Nie mieszam się do niczyich spraw.
PANI DE LÉRY
Och! och! pan, widzę, lubi niebieski kolor. A zatem, słuchaj, wiesz, co zrobię? Daj mi herbaty, zostanę tutaj.
MATYLDA
Och, jakaś ty poczciwa, droga Ernestyno! Nie, nie chcę pozbawiać balu jego królowej. Idź, przetańcz parę tur walca i wracaj o jedenastej, jeżeli będziesz miała jeszcze ochotę; pogawędzimy sobie we dwie przy kominku, skoro pan de Chavigny nas porzuca.
CHAVIGNY
Ja? wcale nie; nie wiem jeszcze, czy wyjdę.
PANI DE LÉRY
A więc, rzecz ułożona15, do zobaczenia niebawem. Ale, ale, słyszeliście wszak o moich niedolach: okradziono mnie jak w lesie.
MATYLDA
Okradziono! co ty powiadasz?
PANI DE LÉRY
Cztery suknie, moja droga, cztery cud-suknie prościuteńko z Londynu, przepadły na komorze16. Gdybyś je była widziała17, to można się zapłakać! jedna gołąbkowa, druga kremowa; nigdy nie zrobią nic podobnego.
MATYLDA
Żal mi cię z całego serca. Skonfiskowano je zatem?
PANI DE LÉRY
Ale gdzie tam. Gdybyż tylko to, krzyczałabym póty, ażby mi je oddano, bo to istne morderstwo. Na całe lato zostałam po prostu nago. Wyobraź sobie, naszpikowali mi suknie; wpakowali mi swój rożen, nie wiem już którędy, do skrzyni; porobili dziury takie, że można palec włożyć. Taką wiadomość podano mi wczoraj na śniadanie.
CHAVIGNY
A nie było tam przypadkiem między nimi niebieskiej?
PANI DE LÉRY
Nie, drogi panie; ani na lekarstwo. Do widzenia, ślicznotko, tylko pokażę się i uciekam. Przebyłam niedawno moją dwunastą grypę tej zimy; upoluję trzynastą. Skoro tylko tego dokonam, pędzę tu i tonę w tej berżerce18. Opowiem ci jeszcze raz o komorze, o szmatkach, nieprawdaż? Nie, smutno mi na sercu dzisiaj, będziemy sentymentalizować. Wszystko jedno zresztą! Dobrej nocy, lazurowy panie... Jeżeli mnie pan zechce odprowadzać, nie pokażę się wcale.
Wychodzi.
SCENA CZWARTA
Chavigny, Matylda.
CHAVIGNY
Cóż za pusta głowa! Dobrze wybierasz sobie przyjaciółki.
MATYLDA
To ty życzyłeś sobie, aby ją przyjąć.
CHAVIGNY
Założę się, że myślisz, iż to pani de Blainville robiła sakiewkę.
MATYLDA
Nie, skoro przeczysz.
CHAVIGNY
Jestem pewien, że tak myślisz.
MATYLDA
I czemu jesteś pewien?
CHAVIGNY
Bo znam twój charakter: pani de Léry jest dla ciebie wyrocznią. Doprawdy, to pomysł zupełnie niedorzeczny.
MATYLDA
Nie zasłużyłam wcale na ten piękny komplement.
CHAVIGNY
Och, mój Boże, owszem; i wyznaję, że wolałbym raczej szczerość niż udanie.
MATYLDA
Ależ, jeżeli nie myślę, nie mogę udawać, że myślę, jedynie dlatego, aby ci się wydać szczerą.
CHAVIGNY
Powiadam ci, że myślisz: czytam to na twojej twarzy.
MATYLDA
Jeżeli ci to sprawia przyjemność, więc dobrze, zgadzam się; myślę.
CHAVIGNY
Zatem, myślisz? A gdyby i tak było, cóż w tym złego?
MATYLDA
Nic a nic; dlatego nie widzę, czemu miałbyś przeczyć.
CHAVIGNY
Toteż nie przeczę; pani de Blainville dała mi tę sakiewkę.
wstaje
Dobranoc; wrócę może niedługo wypić herbatę w towarzystwie twojej przyjaciółki.
MATYLDA
Henryku, nie odchodź w ten sposób.
CHAVIGNY
Co nazywasz „w ten sposób”? Czyśmy się pogniewali? Mnie się to wydaje bardzo proste: ktoś zrobił mi sakiewkę, noszę ją; pytasz mnie kto, odpowiadam. Nie ma w tym najmniejszego podobieństwa do sprzeczki.
MATYLDA
A gdybym cię poprosiła o tę sakiewkę, darowałbyś mi ją?
CHAVIGNY
Być może; na cóż by ci się zdała?
MATYLDA
Mniejsza; proszę cię o nią.
CHAVIGNY
Nie masz zamiaru jej nosić, przypuszczam? Chcę wiedzieć, co z nią zrobisz.
MATYLDA
Będę nosić.
CHAVIGNY
Cóż za żart! Nosiłabyś sakiewkę roboty pani de Blainville?
MATYLDA
Czemu nie? Wszak ty ją nosisz.
CHAVIGNY
Dobra racja19! Ja nie jestem kobietą.
MATYLDA
Więc dobrze! Jeżeli nie będę jej używać, rzucę ją w ogień.