Żaby

[Wstęp tłumacza]

W styczniu r. 405 przed Chr. wystawiono podczas uroczystości Lenajskich po raz pierwszy Żaby Arystofanesa.

Zachwyt po tym przedstawieniu był powszechny i tak niezwykły w Atenach, że publiczność domagała się powtórnej wystawy sztuki, którą odegrano prawdopodobnie już w marcu podczas wielkich świąt Dionizosa w tymże samym 405 r.; a był to wielu względów rok dla Ateńczyków pamiętny, coś jakby ostatni błysk zachodzącego słońca ich wielkości duchowej i politycznej.

Wojna peloponeska srożyła się nad Helladą już blisko 30 lat; Ateny wiodły ją wśród ostatecznych wysiłków z rozmaitym szczęściem: moralne i materialne zasoby państwa wyczerpane, czuć początek końca...

Wojnę zaczęło pokolenie junaków wyrosłe w czasach Peryklesa1, Fidiasza2 i Ajschylosa3: dżuma i krwawe na morzach i lądach pobojowiska wyłuszczyły już i starły hufce dawnych chrobrych4 wojów i zawodników.

Chłop attycki, ten mężny hoplita z krwi i kości — jak powiada Droysen — wybity prawie do szczętu; niedobitki stłoczone wśród murów Aten, bo hardy Lakon5 zajął właśnie Dekeleję6 i rozpuścił zagony po żyznej równinie.

Młode pokolenie — pod wpływem wszechmożnej ochlokracji7 i ustawicznej wojny — zdziczałe; rośnie rozpusta, hazard, obojętność na zysk lub stratę, cyniczna pogarda śmierci i zużycie przedwczesne.

W sofistyce wstają kierunki niezdrowe i podejrzani mistrze, niemający nic wspólnego z Sokratesem, którego Arystofanes niesłusznie szarpie8, policzywszy go między żywioły rozkładowe. Hasłem nauki jest materializm płytki i niewiara. Młodzież zaniedbuje zapaśnictwo; kult gimnastyki, śpiewu, muzyki i poezji zaczyna upadać wobec niepewnego jutra oraz rozluźnienia zasad etyczno-estetycznych.

Po zwycięstwach Peryklesa i Kleona9 zawarto wprawdzie chlubny pokój, ale trwał niedługo, gdyż żywiołowa siła Ateńczyków pragnęła upokorzyć i zgnieść Spartę. Na czele wyprawy na Sycylię stanął Alkibiades10, wiodąc potężną flotę. Wtem wytaczają mu oligarchowie proces o zdradę tajemnic misterii eleuzyjskich i uzyskują nań wyrok banicji. Następuje klęska po klęsce, wojsko i wodzowie dostają się do niewoli. Marnieją tysiące dzielnych obywateli, między nimi mężny Lamachos, nieustraszony Demostenes i sędziwy lew, Nikias11. Z trudem powstrzymują Ateńczycy odwet Spartan, którzy wkroczyli już do Attyki; sprzymierzeńcy odpadają jak liście od zamierającego pnia. Wygnany Alkibiades wraca, usuwa oligarchów, odnosi zwycięstwa i korzyści, aliści nikczemna zazdrość i zawiść gotują mu powtórny upadek w chwili, gdy on jeden mógł ojczyznę uratować.

Lud wybiera w miejsce jego dziesięciu wodzów, ludzi po większej części niewątpliwie dzielnych i zacnych; zapał patriotyczny dosięga szczytu. Wytężono wszystkie siły, zbudowano 140 okrętów, uzbrojono nawet niewolników i z tą nową eskadrą wyprawiono wodzów pod Arginuzy, gdzie stare bojowce ateńskie blokowały flotę spartańską. Bitwę uwieńczyło świetne zwycięstwo Ateńczyków (406 przed Chr.).

Ale burza morska nie dozwoliła wyłowić z rozbitych naw12 rannych i trupów; o to zaniedbanie obowiązków religijnych i humanitarnych oskarżono wodzów, a ci, którzy mieli odwagę powrócić, popadli w ręce kata.

Ludek ateński żałuje już na drugi dzień szalonego postępku, ale żal umarłych nie wskrzesza. Oligarchom, którzy wszczęli ten nikczemny proces, uchodzi sztuczka bezkarnie, uchodzi przede wszystkim Teramenesowi, głównemu wichrzycielowi, który w rok potem zgubi ostatecznie Ateny, gdyż to on i Adejmantos, nowy dowódca floty ateńskiej, wypoczywającej po zwycięstwie arginuskim w Hellesponcie, popełniają haniebną zdradę: ostatnia armada ateńska rozbita, 3.000 jeńców wymordowano, w ślad za tym otoczono Ateny od morza i lądu, Teramenes podejmuje się rokowań pokojowych, które rozmyślnie, w obozie Spartan gościnnie podejmowany, miesiącami przewleka tak długo, aż głód, choroby i ostateczna nędza zmuszają Ateńczyków do zdania się na łaskę i niełaskę wroga.

Przy dźwięku fletów spartańskich i świście ich batogów, własnymi rękami kruszą Ateńczycy mury Pireja i Munichii13, mury ukochanego ἄστυ14, które tak niedawno a tak gonno15 wypiętrzyli za radą Peryklesa. Sparta zaprowadza rządy „trzydziestki”. Między „tyranami” jest oczywiście zdrajca Teramenes.


Żaby wystawiono w cztery miesiące po zwycięstwie arginuskim.

Już padły głowy nieszczęsnych wodzów, już Adejmantos objął dowództwo nad flotą, którą zdradzi za kilka miesięcy; w Atenach gazduje16 Teramenes, typ zaprzedańca-dyplomaty: układny, elegancki, modny — szykowiec17, ludowiec i oligarcha, jak tego wymaga potrzeba; w tej chwili tajny zwolennik Targowicy, zezującej ku Sparcie.

Przeciw takiemu dyplomacie staje tromtradrata18 Kleofant, trybun ludu, z bielmem odwetu na obu oczach, który odrzuca wszystkie, nawet znośne, warunki pokoju, kilkakrotnie ofiarowanego przez Spartan.

Lud zrazu potajemnie i trwożliwie, potem szczerze ogląda się za Alkibiadesem, widząc w nim ostatnią deskę ratunku, ale wyciągnięta do zgody ręka spotyka się z niedowierzaniem...

Alkibiades uchodzi powtórnie i... na zawsze.

Zdaje się, że bogowie sami odwrócili się od Aten.

Nie ma wodzów.

Zginęli w boju, poszli pod topór katowski lub na wygnanie.

Nie ma myślicieli-statystów.

Diagoras, Protagoras, Gorgias na obczyźnie.

Nie ma poetów...

Ajschylos, Sofokles19, Eurypides20 nie żyją; młodziutki a genialny Eupolis21 zginął gdzieś w utarczce.

Lud, płacząc po nim, wydać miał uchwałę, aby odtąd żaden poeta nie szedł na wojnę.

Oto nastrój i tło ówczesnych Aten; pomimo wszystko, życie tam kipi i domaga się swych praw. Ateńczyk kochał teatr, kochał sztukę. Nadchodziły świątki Lenajskie, czas wystawienia sztuk nowych. I nieraz zabrzmiało pytanie, czy to na Pnyksie22, czy na agorze23, czy w gimnazjum24, czy też na Akropoli25, pytanie ust wielu, pytanie wiszące w powietrzu:

„I któż nam teraz napisze dramat, kto nam da nową tragedię?” — „Tak, to prawda. Ach! gdybyż ci nasi mistrze, gdybyż który z nich wstał z mogiły!”

I tu występuje Arystofanes ze swoją komedią Żab, której treść taka:

„Bóg Dionizos — który, jak słusznie zauważa Droysen, jest rzeczywiście bogiem, tj. Świętą Publicznością — otóż ten Bóg-publiczność wędruje do podziemia, aby stamtąd wydostać mędrca Eurypidesa. Zastaje tam spór osobliwy, gdyż Eurypides pokusił się był o tron tragiczny, który dotychczas dzierżył Ajschylos; następują artystyczne zapasy między oboma zawodnikami. Zwycięzcę na turnieju poetycznym, Ajschylosa, zabiera na świat Dionizos”.

Krytyka artystyczna rozwinięta przez obu poetów jest na wskroś oryginalna i tak dowcipna, że śmiało można twierdzić, iż równego komizmu krytycznego nie ma w literaturze świata; czy jest słuszną, sąd o tym niech sobie wyrobi czytelnik.

Arystofanes przedstawia Eurypidesa jako ateistę, który usuwa wszelki pierwiastek bóstwa, podstawiając natomiast mechaniczne siły przyrody oraz kult Rozumu. (Wielka Rewolucja Francuska buduje ołtarze dla kultu Rozumu: la Raison).

Eurypides w tym przedstawieniu to szczwany sofista, który uwielbia Swadę-Pejtho, lekkomyślną boginkę wymowy, gotów wszelkich zasad kolejno to bronić, to je potępiać. Rozpowszechnia i udostępnia te poglądy, rzucając je wprost z desek teatralnych pomiędzy rzesze ludu, jeśli nie ciemne, to umysłowo niedojrzałe, rozpuszcza i rozpieszcza młodzież, nieopatrznie rozszerza i rozluźnia więzy obyczajności i moralności, przedstawiając zabawkę trójkąta małżeńskiego jako rzecz niewinną, a nawet prawem serca usprawiedliwioną; działalność poezji wychowawczo etyczną i estetyczną zastępuje nastrojami, grą na nerwach i algebrą nadrozumu.

Tak samo w teorii poezji, aby zyskać tanie poklaski przeróżnych mydlarzy ateńskich, wprowadza jednostajność prologów, puste, płaskie, szablonowe plany, pstrokaciznę osób i figur, sztuczną mechanikę sceny, marne tematy i marnych bohaterów, język obfitujący w zwroty gładkie, salonowe, lub niedbałe, uliczne, nawet kostium ordynarny. Forma wiersza zaniedbana, rytmika koszlawa26, muzyka wypaczona.

Więc stał się bożyszczem pospolitości, więc go mob27 Hadesu pragnie osadzić na stolcu28 tragicznym, „gdzie Ajschylos siadywał”.

Czy można wymyśleć silniejszy kontrast?

Ajschylos dąb, który „huczy, kiedy płonie”, starych bogów czciciel i obrzędów, majestatyczny, potężny, straszny tą swoją nieubłaganą „Ananke”29. Za dumny, aby uznać kogo sędzią swej sztuki, ale nie za dumny na to, aby kochać Sofoklesa i tronu mu dobrowolnie ustąpić. W sztuce prosty, jednolity, wzniosły, straszny: tworzący bohaterów-tytanów, których serca wobec śmierci — zimne i obojętne jak pierś kamiennych bogów, wobec nieszczęścia — dźwięczą głębią uczucia jak wawelskie dzwony!

Mimo woli nasuwa się pytanie, dlaczego w tym turnieju Sofokles pominięty, pomimo wszelkich a tak stanowczych pochwał poety. Otóż w tym rysie błyska geniusz Arystofanesa: chodzi mu przecież o przeciwwagę do Eurypidesa, którego „uświadamiające” poglądy wryły się szeroko i głęboko w lud ateński. Sofokles, ideał równowagi artystycznego piękna, nie może tu przeciwdziałać, po prostu nie wystarczy; bo tu trzeba silnej przeciwwagi, trzeba wyraźnie odwrotnego kierunku, aby sprowadzić uleczenie, tj. równowagę zdrowia etycznego i estetycznego.

Chór w tej komedii jest niesłychanie zgrabnie przyczepiony, raczej tak spojony z całością, że wydaje się czymś zupełnie organicznym. Pomijamy naturalnie chór żab: jakkolwiek piękny i oryginalny, ma znaczenie przejściowe, dekoracyjno-epizodyczne — działa najprawdopodobniej za sceną i tylko śpiew i głos jego daje się słyszeć. Ale właściwy chór stanowi orszak mystów, Wtajemniczonych w święte bractwo misterii eleuzyjskich, którego uczestnicy doznawali czci niesłychanej w całej Helladzie; wszak oni jedni byli „wtajemniczeni” w życie pozagrobowe, oni tylko oglądali twarzą w twarz Bóstwo, oni jedynie mieli przywilej niejako zupełnego „odpustu” (bez obowiązków pokuty i poprawy). Jakżeż się potęguje przez to wrażenie widzów, słuchających hierofanta mystów, z ust którego wychodzą bądź wzniosłe rady, bądź też szydercze pociski przeciw wichrzycielom!

Podczas gdy w innych komediach chór wchodzi na scenę — jako chór, często nawet wprost zapowiadany przez aktora — w Żabach zjawia się w podziemiu niemal równocześnie z Dionizosem, wkracza obiema, na cześć Jakcha (Dionizosa) śpiewanymi strofami na scenę, łamie się na dwa półchóry, pląsające lub stojące po obu stronach thymeli (ołtarza) i działa aż do końca jako doskonały i jednolity zespół artystyczny.

Słynna parabaza Żab zawiera owe dwie przemowy (epirrhema i antepirrhema), wypowiadane kolejno przez przodowników (koryfajosów) obu półchórów, za które, jak powiada legenda (Άριστοφάνους βίος Bergk. Proleg. ust. XII, p. 8), lud ateński, porwany pięknem formy i treści, ofiarował poecie wieniec oliwny.

Lud ateński nie mylił się co do wartości tej sztuki. Od chwili gdy po raz pierwszy zagrzmiały oklaski u stóp Akropolis ateńskiej w wielkim, podniebnym teatrze Dionizosa, minęło z górą dwadzieścia trzy wieki.

Dwa tysiące trzysta jedenaście lat przewaliło się nad ludzkością. Stara Hellada padła w gruzy, Rzym Brutusów i Rzym Cezarów zapadł się w podziemia, z gruzów wstały nowe Ateny i dźwignął się nowy Rzym, a czar, zaklęty w ten kryształ dowcipu i piękna Muzy Arystofanesowej, trwał i trwa niezmiennie — i tak samo jak ongi, przed lat dwoma tysiącami, niby czarodziejski kwiat, niewiędnący nigdy, śle nam woń klasycznego storczyka ostrą... lecz woń miłą, oszołomną30.

I nam rwą się ręce do oklasków.

Dlaczego? — Odpowiedź prosta.

Geniusz poety porusza w niej kwestie zawsze żywotne, kwestie ostatecznych celów sztuki i poezji, kwestię piękna w literaturze, kwestie ideału w sztuce oraz ideału w życiu i polityce.

Spór między Ajschylosem a Eurypidesem nieskończony nigdy, objawia się z całą siłą w literaturach narodów i czasów.

I u nas po Kochanowskich i Mickiewiczach, po Słowackich i Krasińskich, przyszli Przybyszewscy, dekadenci i symboliści, oraz ich marni naśladowcy.

W dziejach ducha ludzkiego, wypisującego się na wstędze sztuki i polityki, powtarza się co pewien czas nie tylko tło, ale cała girlanda wypadków, stosunków i faktów.

Stąd geniusz, który widzi wszystko jasno, choćby pisał przed lat tysiącami, tworzy nie tylko dla współczesnych, ale i dla potomnych, a prawdy, które odkrył, nie starzeją i nie zmieniają się nigdy.


Tłumaczenia dokonałem z greckiego oryginału wydania Teodora Kocka. W niektórych miejscach poszedłem za tekstem I. van Leeuwena, jak również w podziale na sceny trzymałem się jego cennej książki (Aristophanis „Ranae” I. van Leeawen. Lugduni Batavorum, 1896, Lyon).


OSOBY:

  1. Dionizos
  2. Ksantias, czyli Rudas, niewolnik Dionizosa
  3. Herakles
  4. Charon
  5. Ajakos, odźwierny pałacu Plutona31
  6. Panna dworska z fraucymeru32 Persefony33
  7. Karczmarka pierwsza
  8. Karczmarka Platana
  9. Eurypides
  10. Ajschylos
  11. Pluton
  12. Umrzyk

CHÓRY:

  1. Chór Żab niewidzialny
  2. Chór Mystów, czyli bractwa Wtajemniczonych, złożony z 24 choreutów, czyli śpiewaków-tancerzy

OSOBY NIEME:

  1. Pogrzebnicy, niosący umrzyka
  2. Orszak kobiet w procesji Dionizowej, chórowi towarzyszący
  3. Parobcy Ajakosa: Pluchacz, Garbus, Pukała i inni

Role: aktor pierwszy, protagonistes, grał Ksantiasa i Ajschylosa. Aktor drugi, deuteragonistes, Heraklesa, Charona, Ajakosa, Pannę dworską, Szynkarkę pierwszą i Eurypidesa. Aktor trzeci, tritagonistes, Dionizosa. Aktor czwarty, Umrzyka, Platanę i Plutona.

Komedia zaczyna przed domem Heraklesa na tym świecie, kończy na tamtym świecie w Hadesie.

PROLOG

(1–352)

Przy gościńcu stoi dom Heraklesa, po prawej stronie widać puste brzegi, jakby jeziora lub rzeki. Dionizos, tłuścioszek o cerze i miękkich, pulchnych kształtach kobiecych, na koturnach purpurowych, w sukni szafranowej34; przez ramię niedbale przewieszona skóra lwa, w ręku tęga maczuga35. Ksantias, jadąc na osiołku, trzyma nosidła na karku, a do nich przyczepiona para juk36 z bagażem pana.

SCENA I

Ksantias, Dionizos.

KSANTIAS

Wasza Miłość pozwoli coś z tych modnych żartów,

Z których zawsze pękamy od śmiechu w teatrze?

DIONIZOS

Mów acan37, coć się widzi, lecz przebogi, wara

Z tym: „brzuch boli” wyjeżdżać; to mi żółć porusza!

KSANTIAS

Ani z innym dowcipem?

DIONIZOS

Z każdym, byle nie z tym,

Że popuścisz na scenie, jeśli juk nie puścisz...

KSANTIAS

Cóż to znowu? Rzecz powiem śmieszną do rozpuku...

DIONIZOS

Mówże śmiało rzecz śmieszną, tylko tego nie mów...

KSANTIAS

przerywając

Czegóż to?

DIONIZOS

Puszczę juki, bo mi się chce bardzo.

KSANTIAS

Czyż i tego nie mogę rzec, że tobół taki

Dźwigając, zahurkotam, gdy mi go nie zdejmą?

DIONIZOS

Nie bratku, chyba na to, żebym zwymiotował.

KSANTIAS

zuchwale

I po cóż tedy noszę cały ten tu bagaż,

Gdy nie mogę nic zrobić takiego, co Frynich

Lub Likis i Ameipsjas38 zwykli zawsze czynić,

Gdy w komediach swych dają pachoła z jukami?

DIONIZOS

Nie czyń tego, bo zawsze, ilekroć w teatrze

Patrzę na ich pomysły, powracam do domu

Jak gdybym się postarzał o cały rok z nudów!

KSANTIAS

z dąsami

O trzykroć nieszczęśliwy, o mój biedny grzbiecie!

I gniesz się pod jukami, i stęknąć nie możesz!

DIONIZOS

Acan jesteś bezczelny, acan mi tu bryka:

Gdy ja, bóg Dionizos, syn dzbana, sam pieszo

Maszeruję z mozołem, trutnia tego szczędząc,

Aby się nie oberwał, ten gałgan kaprysi!

KSANTIAS

Więc ja niby nie dźwigam?

DIONIZOS

Co?? Ty dźwigasz, jadąc?

KSANTIAS

Jadę, lecz dźwigam.

DIONIZOS

Jakżeż??

KSANTIAS

Z ogromnym wysiłkiem.

DIONIZOS

Czy tych sakw, które trzymasz, twój osioł nie dźwiga?

KSANTIAS

Nie, broń Boże; co niosę, tego on nie dźwiga.

DIONIZOS

Jakże ty dźwigać możesz, gdyś sam jest dźwigany?

KSANTIAS

Nie wiem tego, lecz wiedzą o tym moje bary.

DIONIZOS

żartem

Kiedy twierdzisz, że osioł tobie nie pomaga,

Na odwrót chwytaj osła i dźwigaj go teraz!

KSANTIAS

do siebie

Biada mi, nieszczęsnemu! Czemużem nie walczył

W bitwie morskiej!39 Zaiste miałbyś ty się z pyszna!

DIONIZOS

Złaź, obwiesiu! — Więc wreszcie jestem już na miejscu,

Przy podwojach, do których tak wytrwalem dążył.

Ksantias schodzi z osła, którego potem odprowadza niewolnik Heraklesa. Dionizos bije w drzwi kołatką bardzo gwałtownie.

Hej chłopie, słyszysz, puszczaj!

Wychodzi Herakles, sługa Heraklesa zabiera po chwili osła.

SCENA II

Ciż sami, Herakles.

HERAKLES

ostro

Kto tam we drzwi tak wali, co za hajdamaka40?

zobaczywszy i poznawszy Dionizosa, nieco się cofa i ze zdumieniem patrzy na niezwykły strój jego

Gadajże do stu katów, co się to ma znaczyć?

DIONIZOS

przestraszony, stłumionym głosem do swego niewolnika

Hej, chłopcze!

KSANTIAS

Cóż takiego?

DIONIZOS

po cichu

Jak to, ślepyś?

KSANTIAS

Cóż więc??

DIONIZOS

półgłosem

Ale to się mnie przeląkł!

KSANTIAS

Boi się... wariatów!

HERAKLES

wybuchając śmiechem

Nie, na Demetrę41! Dłużej śmiechu nie powstrzymam:

Chociaż wargi przygryzam, jednak śmiać się muszę.

DIONIZOS

do Heraklesa

Mój drogi, przystąp bliżej; mam się o coś spytać.

HERAKLES

wśród śmiechu

Nie mogę, pęknę, skonam od śmiechu na widok

Twej lwiej skóry, wiszącej na szafrannej42 kiecce.

Cóż za pomysł?! Co znaczy ta maczuga kuta

Przy koturnowych ciżmach? Skądże wiedzie droga?

DIONIZOS

Służyłem na okręcie w majtkach Klejstenesa43...

HERAKLES

Walczyłeś mężnie w majtkach?

DIONIZOS

Tak, robiłem dziury,

Tuzin okrętów wroga w mig zatopiliśmy.

HERAKLES

Obaj?

DIONIZOS

Tak, na Apolla44!

KSANTIAS

do siebie

Śniło nam się wszystko.

DIONIZOS

A kiedym na pokładzie ze skupieniem czytał

Andromedę45 — tęsknota znienacka mnie naszła...

HERAKLES

Co? Tęsknota cię naszła? Za czym i jak wielka?

DIONIZOS

O tak! Wulkan tęsknoty.

HERAKLES

Za panną?

DIONIZOS

Nie, gdzież tam!

HERAKLES

Za chłopcem?

DIONIZOS

Nie.

HERAKLES

Mężczyzną?

DIONIZOS

żałośnie

Tak właśnie, niestety!

HERAKLES

złośliwie

Cóż, może się tak wtedy zżyłeś z Klejstenesem?

DIONIZOS

O nie szydź, bracie, ze mnie, bo zaiste cierpię!

Tak mnie tęsknota moja zawzięcie katuje.

HERAKLES

Ale powiedz no, za kim, mój drogi braciszku?

DIONIZOS

Trudno się wyjęzyczyć, lecz jakoś to zrobię

Z pomocą porównania lub jakiej przenośni...

myśli

Czyś tak kiedy nie tęsknił za świeżą prażuchą?4647

HERAKLES

Prażuchą?

robi gesty żołądkowe, mlaska

Mnia, mnia, mnia... tysiąc razy w życiu!

DIONIZOS

„Czym ci jasno przedstawił, czy mam rzec inaczej?”48

HERAKLES

Nie. — Tak jest bardzo jasno: prażucha

mlaska i oblizuje się

rozumiem.

DIONIZOS

Taka to, w tym rodzaju, szarpie mną tęsknica

Za wieszczem Eurypidem.49

HERAKLES

Jak to? Wżdy50 on umarł!

DIONIZOS

Lecz żadna siła w świecie odwieść mnie nie zdoła,

Bym do niego nie poszedł.

HERAKLES

Ty chcesz iść w głąb Hadu?

DIONIZOS

Tak, na Zeusa, a nawet głębiej niż w głąb Hadu.

HERAKLES

I w jakimże to celu?

DIONIZOS

Chcę wieszcza nad wieszcze,

„Dobrzy bowiem pomarli, żywi nic nie warci”51.

HERAKLES

Czy Ijofon52 nie żyje?

DIONIZOS

A zachowaj Boże,

Toć jedyny on dobry, jeśli iście53 dobry:

Nie wiem bowiem na pewno, jak tam ma się sprawa...

HERAKLES

Czy Sofokles nie lepszy jest niż Eurypides,

Jeśli chcesz już koniecznie wieszcza stamtąd dostać?

DIONIZOS

Nie. Trzeba się przekonać, co zdziałać potrafi

Ijofon tu na ziemi, sam, bez Sofoklesa.

Eurypides atoli54 — to przebiegła sztuka —

Może łatwo spróbować umknąć razem ze mną...

A Sofokles, ten zawsze i z wszystkimi w zgodzie.

HERAKLES

Ale gdzież jest Agaton55?

DIONIZOS

Gdzie jest? Już nas rzucił

Ten szlachetny poeta, druhom ukochany!

HERAKLES

I gdzież bawi nieszczęsny?

DIONIZOS

W szczęśliwych przybytku.

HERAKLES

Boleję. A Ksenokles56?

DIONIZOS

Niech go licho porwie!

HERAKLES

Lecz gdzie jest Pytangelos?

Dionizos robi wzgardliwy gest ręką.

KSANTIAS

do widzów

O mnie ani wzmianki,

A te juki mi skórę żrą już do żywego...

HERAKLES

Wszak są inni panicze, którzy mogą tworzyć

Krocie tragedii dla was, a są wymowniejsi

O całe niebo nawet od Eurypidesa!

DIONIZOS

Ach, toż to same śmieci! Świegotliwa rzesza

Jaskółek ćwierkających i oprawców sztuki,

Co toną w niepamięci, gdy jeden chór sklecą

I gdy raz nad tragedią każdy się posika.

Natchnionego poety nie szukaj, bo nigdzie

W Atenach nie wynajdziesz talentu twórczego!

HERAKLES

Jak? Talentu twórczego?

DIONIZOS

Tak właśnie, który by

Coś tak śmiałego wyrzekł, jak te oto słowa:

„Eterze, Zeusa gmachu”57 lub „O Stopo Czasu”58.

z patosem

„Serce dało przysięgę najświętszą wbrew woli,

Język krzywo przysięgał, serce jest niewinne!”59

HERAKLES

I to ci się podoba?

DIONIZOS

Tak, że mnie szał bierze!

HERAKLES

oburzony

Przebóg, ależ to głupstwo, jak sam przecie widzisz!

DIONIZOS

Pozwól mi też mieć zdanie, swego pilnuj nosa!

HERAKLES

z powagą

A jednak to błazeństwo i szelmowskie zdanie!

DIONIZOS

Lepiej znasz się na kuchni!

KSANTIAS

do widzów

O mnie ani wzmianki.

DIONIZOS

Lecz słuchaj, po com ja tu zjawił się w tym stroju,

Udając się za ciebie60: proszę, wskaż mi swoich

Wszystkich znajomych z piekieł... na wszelki wypadek,

Których poznałeś, gdyś tam szedł po Kerberosa61.

Tych mi wylicz i wskaż mi: przystanie, stragany,

Zamtuzy62 i schroniska, rozdroża i źródła,

Drogi, miasta, noclegi, karczmy, gdzie jest najmniej

Pluskiew...

KSANTIAS

do widzów

...Lecz dotąd o mnie nie ma ani wzmianki.

HERAKLES

Szaleńcze! Masz odwagę puszczać się w te strony?

DIONIZOS

Ech! Nie ruszaj odwagi, ale wskaż mi drogę,

Którędy jak najprędzej w głąb Hada zalecę;

Lecz niech skwarną nie będzie ani nazbyt mroźną.

HERAKLES

Zgoda, wskażę ci z tychże pierwszą lepszą... mam już.

Jedna wiedzie przez powróz i stołka oparcie

Tego, który się wiesza.

DIONIZOS

Przestań! Droga ciasna.

HERAKLES

No, tedy jest gościniec walcowany, tarty,

Przez moździerz...

DIONIZOS

Wałkiem utłuc szaleju63 w moździerzu?

HERAKLES

Zgadłeś bratku!

DIONIZOS

Brrrr! Mroźny, trzęsący gościniec.

Natychmiast wszystkie gnaty lodem ci otęgną64.

HERAKLES

Jeśli chcesz, wskażę drogę krótką, z pieca na łeb?

DIONIZOS

Wybornie! Już to piechur ze mnie nieszczególny.

HERAKLES

Powlecz się na Keramik65!

DIONIZOS

I cóż dalej, bratku?

HERAKLES

Wstąp na wysoką wieżę...

DIONIZOS

Dobrze, ale potem?

HERAKLES

Patrz, jak będą zaczynać gonitwy z pochodnią66,

A gdy tłum „puszczaj” krzyknie, i ty się puść naprzód.

DIONIZOS

Dokąd?

HERAKLES

Na dół.

DIONIZOS

Mózgowe oba knedle rozbić?

Nie, tą drogą nie pójdę.

HERAKLES

zniecierpliwiony

Więc jaką, do kata?!

DIONIZOS

Tą, którą ty już szedłeś.

HERAKLES

O! To długa podróż.

Albowiem naprzód przyjdziesz nad sine jezioro67,

Olbrzymie, niezgłębione.

DIONIZOS

Lecz jak się przeprawić?

HERAKLES

W tyciusiem czółeneczku wioślarz cię zgrzybiały68

Przewiezie, gdy zapłacisz dwa obole myta69.

DIONIZOS

Ho, ho! Patrz, ile znaczą wszędzie dwa obole.

Skąd one się tam wzięły?

HERAKLES

Tezeusz70 je wprowadził.

Potem zobaczysz gadów i poczwar miriady71.

DIONIZOS

Tylko mnie nie strasz darmo, ani nie odrażaj72,

Bo i tak nic nie wskórasz.

HERAKLES

Wnet ujrzysz kałużę

I przedwieczną gnojówkę: tam się wiją wszyscy,

Którzy kiedy skrzywdzili w sposób niecny gościa,

Którzy chłopca zażywszy, zapłaty nie dali,

Którzy matkę młócili lub ojca w łeb bili

I ci, co się parali fałszywą przysięgą...

DIONIZOS

do widzów

Przebóg! Wszak tam powinien być ten między nimi,

Kogo tanecznej pieśni Kinesjas73 nauczył,

Kto sobie wiersz przywłaszczył albo zwrot z Morsyma74.

HERAKLES

Wnet cię potem zaleci miły podmuch fletów,

Zobaczysz jasne światła, jakbyś był na ziemi —

I mirtowe gaiki, i święte orszaki

Tańczących mężów, kobiet; śpiew, klaskanie w dłonie...

DIONIZOS

Ale cóż to za jedni?

HERAKLES

To Wtajemniczeni.

KSANTIAS

do siebie

A zatem ja gram osła, co służy w misteriach?

Miła zabawa, tylko — dość tego dźwigania.

Zrzuca toboły z pasją.

HERAKLES

Oni ci wskażą wszystko, o co tylko spytasz,

Oni bowiem najlepiej owe drogi znają75,

Które wiodą w podwoje pałacu Plutona.

Teraz bywaj zdrów, bracie!

DIONIZOS

Żegnaj mi, na Zeusa!

Herakles wchodzi do domu.

SCENA III

Ksantias, Dionizos i Umrzyk.

DIONIZOS

Bierz manatki, a żywo!

KSANTIAS

Jeszczem ich nie puścił!

Gdzie, dokąd, po co, na co?

DIONIZOS

Na tamten świat, żwawo!

KSANTIAS

ze strachem

Daj mi pokój, zmiłuj się, najmij nieboszczyków,

Co ich do grobu niosą, może się kto trafi!

DIONIZOS

Jak się nie trafi — pójdziesz?

KSANTIAS

Pójdę!

DIONIZOS

Śmiała sztuka!

Lecz oto właśnie niosą jakiegoś umrzyka.

Służba pogrzebowa wnosi z prawej strony na marach76 umrzyka.

Zwrócony do umrzyka

Hej, słyszysz ty, truposzu, hej, do ciebie mówię!

Umrzyk podnosi głowę, potem siada na marach, karawaniarze stają

Nie chciałbyś mi nieść, człeku, mej sakwy w podziemie?

UMRZYK

Gdzież te sakwy? A ciężkie?

Dionizos pokazuje toboły

Zapłacisz dwie drachmy77.

DIONIZOS

targuje

Dwie! Za co?

UMRZYK

Nie dasz tyle? Nieście mnie do grobu!

DIONIZOS

Stójże, stój już wariacie, może się zgodzimy.

UMRZYK

Dajesz, nie dajesz? Dwie drachmy. Nie ma co i mówić.

DIONIZOS

Daję dziewięć obolów.

UMRZYK

pogardliwie

Wolę raczej ożyć!78

Służba pogrzebowa wynosi go na lewo.

KSANTIAS

To święty potępieniec! Nie głupi ci stękać!

A więc idę.

DIONIZOS

Szlachetnyś, jak widzę, i słowny.

Puszczają się w drogę. Scena się zmienia: widać brzegi jeziora, ukazuje się Charon zgrzybiały na czółnie.

Teraz szukajmy czółna.

CHARON

za sceną

Hola! hop! Przybijaj!

SCENA IV

Ksantias, Dionizos, Charon.

DIONIZOS

w strachu

Cóż tam znowu?

KSANTIAS

Jezioro.

DIONIZOS

Na Zeusa! To samo,

O którym Herakl mówił: widzę czółno nawet.

KSANTIAS

Na Posejdona! Wszakże tam sam Charon siedzi?

DIONIZOS

coraz głośniej

Charonie witaj, witaj, Charonie, Charonie!

CHARON

posępna twarz

Któż tam idzie ze świata na wieczny spoczynek,

Z padołu łez i cierpień? Czy na błonie Lety79?

Na ogrojec Oknusa80, do szczeniąt Kerbera,

Czy do biesów stolicy? Czy do skał Tartaru81?

Kto tam?

DIONIZOS

Ja.

CHARON

Siadaj na czółn82!

DIONIZOS

Dokąd mnie powieziesz?

Czy w istocie do biesów?

CHARON

A ty, gdzieżeś myślał?

Siadaj zaraz!

DIONIZOS

zbliżając się do czółna, woła na Ksantiasa

Hej pachoł! I ty siadaj tutaj!

CHARON

odpędza go wiosłem

Niewolnika nie wiozę, chyba że się w bitwie,

Tej na morzu, jak lew bił.

KSANTIAS

Nie mogłem, na Zeusa,

Bo mnie oko bolało!

CHARON

do Ksantiasa

Dyrdaj wkoło młaki83!

KSANTIAS

Ale gdzież się spotkamy?

CHARON

Na skałce Suchciela,

Bo właśnie tam jest przystań.

DIONIZOS

drwiąco

Rozumiesz?

KSANTIAS

ironicznie

Wybornie!

Biada! Ki kaduk drogę dzisiaj mi przebieżał?

Ksantias znika. Dionizos sadowi się wygodnie w łodzi.

SCENA V

Dionizos i Charon.

CHARON

Siadaj do wiosła! Spieszcie, kto tam siadać pragnie!

Co ty robisz?!

DIONIZOS

Co robię? A cóż bym miał robić?

Siedzę sobie przy wiośle, jak sam przykazałeś.

CHARON

Co?! Nie siędziesz84 do wiosła, ty beko brzuchata!

Dionizos siada przy drugim wiośle.

DIONIZOS

Już siedzę.

CHARON

No dalejże! Rękami się dzierżaj85!

DIONIZOS

kładzie rękę na wiosło

Już dzierżę.

CHARON

groźno

Głupstw nie robić, lecz zaprzeć się dobrze

I wiosłować co siły!

DIONIZOS

Jakże mam wiosłować

Nieuczony, niemorski, ja — nie z Salaminy86,

Jakżeż ci to potrafię?

CHARON

Bardzo łatwo, wierzaj!

Usłyszysz takt najmilszych pieśni — uderz tylko!

DIONIZOS

A kto śpiewa?

CHARON

Śpiewają żaby, jak łabędzie;

Cudownie, melodyjnie!

DIONIZOS

chwyta za wiosło, wznosi je w poziom

A więc komenderuj!

CHARON

Hopa-hop! Hopa-hop!

Wiosłują Dionizos i Charon; czółno sunie wolno. W tej chwili daje się słyszeć śpiew żab, w sitowiu i trzcinie ukrytych.

SCENA VI

Dionizos, Charon, Żaby (niewidzialne).

śpiew (209–267)

ŻABY

Brékeke kēks, koāks, koāks,

Brékeke kēks, koāks, koāks.

O źródeł plemię, bagien dzieci!

Przy fletni dźwięku pieśń niech leci,

Pieśń słodkohuczna, nasza pieśń!

Koāks, koāks!

Bakchosie, Nyzy87 gospodynie!

Tobie pieśń hymnem niechaj płynie

Kędy bagniska stara pleśń!

Koāks, koāks!

Gdzie rzesza, wina szałem zdjęta,

Obchodząc Dziadów88 roczne święta,

Faluje mimo89 naszych pól!

Brékeke kēks, koāks, koāks!

Wiosłują do taktu w przyspieszonym tempie.

DIONIZOS

Mnie tyłek boleć już zaczyna;

„Koaks”, „koaks”, w tym wasza wina,

Lecz nie obchodzi was mój ból!

ŻABY

Brékeke kēks, koāks, koāks,

Brékeke kēks, koāks, koāks!

DIONIZOS

Niech piorun trzaśnie wasze koāks,

Gdzie się obrócę, wszędzie koāks!

ŻABY

Tak być powinno, ty — wiercipięta!

Mnie Muz lirniczek broni moc święta

I Pan90 nasz, kozłonóżka, dujący w piszczałki.

Lutnista Apoll rado91 nas chroni;

My jemu trzcinę w podwodnej toni

Pod lutnię hodujemy na gędziebne92 wałki!

Brékeke kēks, koāks, koāks!

DIONIZOS

Ja bąble mam na obu rękach,

Pośladek już się poci w mękach,

A niech się schylę, wypali znów!

ŻABY

żywo

Brékeke kēks, koāks, koāks.

DIONIZOS

Ach, śpiewny rodzie żab, o nieba,

Zamilknij!

ŻABY

wpadają w nutę

Głośniej śpiewać trzeba,

Jeśliśmy kiedy w dniach pogody

Skakały z wonnych ziół do wody,

Wdychając ostre zapachy traw,

Nogami fale tratując wpław;

Albo się bojąc Zeusa ulewy,

W otchłani wodnej taneczne śpiewy

W takt zawodziły z pękaniem baniek.

Brékeke kēks, koāks, koāks.

DIONIZOS

uderza w złości wiosłem w wodę

Brékeke kēks, koāks, koāks

Za wami drę się, wtóruję wam!

ŻABY

ironicznie

Niebezpieczeństwo zagraża nam?

DIONIZOS

wali wiosłem

Mnie gorsze, bo już pęknąć muszę

I wiosłem więcej nie poruszę.

ŻABY

z werwą

Brékeke kēks, koāks, koāks.

DIONIZOS

w złości

Kumkajcie! Nie dbam o to zgoła!

ŻABY

Tak, będziem kumkać bez wytchnienia;

Ile wytrzymać gardło zdoła,

Przez cały dzień rechotać pienia!

Brékeke kēks, koāks, koāks!

DIONIZOS

w pasji wali wiosłem

Brékeke kēks, koāks, koāks!

Nie przebreszycie93 wy mnie wcale!

ŻABY

Tym mniej nas zmogą twoje żale!

DIONIZOS

Będziemy widzieć! Całymi dniami

Potrafię wrzeszczeć pospołu94 z wami,

Aż was przekraczę tym koaksem!

na nic nie zważa, tylko wrzeszczy jakiś czas sam

Brékeke kēks, koāks, koāks

Brékeke kēks

Brékeke!

Brékeke!

spostrzega się, że Żaby umilkły

z tryumfem

A więc wreszcie zmusiłem do milczenia koaks!

Przybywają do drugiego brzegu.

CHARON

Przestań! Dosyć, przybijaj wiosełkiem do lądu,

Ruszaj, zapłać przewoźne!

DIONIZOS

płaci

Masz tu dwa obole.

Wychodzi.

Charon znika z czółnem. Dionizos rozgląda się za niewolnikiem i woła.

SCENA VII

Drugi brzeg podziemia. Mirtowe gaiki w dali. Bliżej łączka.

Dionizos i Ksantias.

DIONIZOS

woła

Hej, Ksantiasie, gdzieżeś tam? Ksantusiu, Ksanteczku!

KSANTIAS

z daleka

Rety!

DIONIZOS

Bywajże ku mnie!

KSANTIAS

z radością

Witaj, wasza miłość!

DIONIZOS

Coś widział z tamtej strony?

KSANTIAS

Ciemności i smrody.

DIONIZOS

Czy nie spostrzegłeś tam gdzie ojcobójców jakich

Albo krzywoprzysięzców, których mienił95 Herakl?

KSANTIAS

Nie; a ty?

DIONIZOS

patrzy bystro ku widzom

Aha! Teraz, przebóg, tam ich widzę!

Ale cóż my poczniemy?

KSANTIAS

Odejść stąd najlepiej,

Gdyż tutaj owe nory, gdzie, mówił Herakles,

Srogie poczwary broją.

DIONIZOS

potrząsa groźnie maczugą

A niech go gęś kopnie!

Najwidoczniej łgał w czambuł, aby mnie nastraszyć,

Zna bowiem moje męstwo, a szło mu o sławę.

O, ambitniejszej sztuczki nie znałem jak Herakl!

A ja właśnie, na przekór, chcę się z kim poczubić

I zrobić awanturkę godną tej wyprawy.

KSANTIAS

Na Zeusa! A tam właśnie słyszę jakieś mruki!

DIONIZOS

w przestrachu

Gdzie, co, dla Boga?

KSANTIAS

W tyle...

DIONIZOS

szybko wyskakuje przed niewolnika

Więc idź z tyłu, za mną!

KSANTIAS

Lecz teraz z przodu chrapie!

DIONIZOS

cofa się gwałtownie

To idźże przede mną!

KSANTIAS

Ratuj Zeusie! Już widać olbrzymiego stwora...

DIONIZOS

Jak to? Stwora?

KSANTIAS

Poczwara, co się raz w raz zmienia!

Już z niej krowa, muł teraz i znów... naga dziewka,

Jaka gładka do tego!

DIONIZOS

nagle i zuchwale

Pokaż! Idę na nią!

KSANTIAS

Kiedyż bo patrzcie, z dziewki wyskoczyła suka!

DIONIZOS

w przerażeniu, głosem stłumionym

A więc to jest Empusa96!

KSANTIAS

Z każdego jej pyska

Skry się sypią...

DIONIZOS

A czy ma jeden gnat ze spiżu?

KSANTIAS

Zgadłeś, lecz druga noga z gnoju bydlęcego.

DIONIZOS

krzyczy

Z gnoju! Gdzież ja się schronię? Ratujcie!

KSANTIAS

A ja — gdzie!?

DIONIZOS

zwraca się ku widzom, gdzie w pierwszym rzędzie siedzi kapłan jego własny

Mój księżuniu, ratuj mnie, ratuj współpijusa!

KSANTIAS

Przepadliśmy z kretesem, królu Heraklesie!

DIONIZOS

Będziesz ty cicho, drabie; z tym imieniem wara!

KSANTIAS

Ratuj więc, Dyjonizie!

DIONIZOS

Jeszcze gorsze drugie!

KSANTIAS

rozgląda się i woła radośnie

Górą nasi, mój panie, idźmyż dalej śmiało!

Idzie naprzód sam, Dionizos się boi.

DIONIZOS

Cóż tam znowu?

KSANTIAS

Pociesz się! Wszystko dobrze idzie;

Możemy deklamować z Hegelochem górnie:

„Po groźnej burzy jasny słoneczny cień nastał”97.

Znikła Empusa.

DIONIZOS

Przysiąż!98

KSANTIAS

Przysięgam na Zeusa.

DIONIZOS

Jeszcze raz mi przysięgaj.

KSANTIAS

Na Zeusa ci klnę się.

DIONIZOS

Powtórz jeszcze!

KSANTIAS

Na Zeusa!

DIONIZOS

Alem zbladł ze strachu...

KSANTIAS

pokazuje na kapłana

Ten ze strachu o waszmość sczerwieniał jak burak.

DIONIZOS

Dla boga! Skąd nieszczęścia te walą się na mnie?

Który z bogów się zawziął łeb mi skręcić dzisiaj?

KSANTIAS

parodiując swego pana

„Eter, Zeusa świątynia” albo „Stopa Czasu”!

Z oddali daje się słyszeć muzyka fletów i śpiewy.

Hej, słyszysz?

DIONIZOS

Co takiego?

KSANTIAS

Jak to? Nie słyszałeś?

DIONIZOS

Czego?

KSANTIAS

Fletów podmuchu?

DIONIZOS

nadsłuchuje

Aha, tak! Zawiała

Woń pochodni żywicznych ku mnie tajemniczo.

Lecz przycupnijmy milczkiem i słuchajmy pieśni!

Idą w róg sceny na lewo. Ksantias składa juki, tam się kryją i przyczajają.

Chór głosów z oddali, jeszcze niewidzialny śpiewa:

CHÓR

Jakchu, Jakchosie! Jakchu, o Jakchu!

KSANTIAS

Więc to oni zaprawdę, to Wtajemniczeni,

Którzy tu gdzieś pląsają, jak mówił Herakles,

Wyśpiewując pieśń Jakcha niby Dyjagoras99.

DIONIZOS

Ja też tak samo myślę. Przycichnijmy zatem,

Byśmy mogli zobaczyć i usłyszeć wszystko.

CHÓR

jeszcze niewidoczny, ale już wyraźny

Jakchu, który zamieszkałeś kraj nasz uwielbiany,

Jakchu, Jakchu, hej!

Chybaj100 do nas, na polanę i wiedź nasze tany!

W taneczników świętym gronie

Hasaj, a w takt chylaj101 skronie,

I wieńczone mirtem czoło;

Jagód kiścią trzęsąc wkoło,

Wybijaj takt nóżką żwawą!

Och! Taniec dla mnie zabawą

W bezkarnym szale wesołą!

W tańcu naszym wszystkie boże Charyty102 rej wodzą,

Tu w bractwie Wtajemniczeni swe pląsy zawodzą!

KSANTIAS

O szanowna, wspaniała córeczko Demetry!

Toż mnie zawiał prosiątka pieczonego zapach.

DIONIZOS

Milcz, a może oberwiesz jaką tłustą kiszkę!

CHÓR

teraz jeszcze wyraźniej, całkiem blisko

Wstrząsaj gorejącą żagwią, niech buchną płonienie!

O gwiazdo, co światło sypiesz pośród nocy cienie!

Niech błoń zaleją pożary!

Patrz, jak hasa tamten stary:

Zgryzotę zagłuszył taniec,

Sędziwych lat brzemię strząsa,

Raźno na cześć boga pląsa!

Lecz ty chwytaj za kaganiec103!

Prowadź młódź, o niebios synu, na kwietne żuławy!

Tam korowód, tam sobótka, tam będą zabawy!

PARODOS. WEJŚCIE CHÓRU

Śpiewy i recytacje (351–459)

Scena się zmienia: przedstawia część Hadesu, w głębi widać pałac Plutona. Chór Wtajemniczonych (mystów) wkracza ze strony prawej od widzów na orchestrę tj. na przedscenie. W chórze jest 24 choreutów i koryfajosy tj. przodownicy. Ubrani w białe, śnieżne, wełniane szaty (chitony) i sandały, na głowie zielone wieńce, pochodnie płonące w rękach. Orszak niewiast w szatach szafranowych postępuje za nimi. Rolę Hierofanta mystów tj. Daducha obejmuje przodownik chóru, tj. koryfajos, który deklamuje przy wtórze fletów.

SCENA VIII

Dionizos, Ksantias, Hierofant, Chór.

KORYFAJOS104

jako Hierofant, do swego orszaku

Uciszcie się wszyscy zgodnie, z chórów niechaj idzie precz

Kto nie poznał naszej pieśni lub ma w sercu jaki brud,

Kto Obrzędu nie zna jeszcze, ni też pląsał na cześć Muz,

Kogo nie wyświęcił Kratyn105, turów łowca, Bakcha wieszcz,

Kogo błaznów bawią żarty, powiedziane w nie swój czas,

Kto nie tłumi ziomków zwady i rodakom życzy źle,

Kto ich nawet szczuje wzajem, by mieć osobisty zysk,

Kto, hetmaniąc, dał się kupić, gdy ojczyzny tonie łódź,

Kto gród albo korab106 zdradził, kto wzbroniony towar słał,

Przez Ajginę107, jak Thorykion108, zatracony celnik, łotr,

Co rzemienie, płótno, smołę na Epidaur109 wrogom niósł,

Kto wyłudzał z braci złoto, by miał z czego flotę wróg,

Kto w Hekaty110 chórach śpiewał, a do jej kapliczek plwał111,

Kto w komedii wychłostany podczas Dyjoniza świąt,

Sławy wieniec wieszczom wydarł, bałamucąc z zemsty lud112

— Tym zapowiem, tym powtarzam, tym po trzeci mówię raz:

Precz niech idą z kół tanecznych! Wy zacznijcie święty pląs,

Rozśpiewany, całonocny, godny uroczystych świąt!

CHÓR

śpiewa

strofa (372–376)

Kto żyw, niech wartko goni

Ku kwiatobujnej błoni

Żartując, szydząc do woli

Z każdego, kogo to boli!

Wszak długo czas cnót naszych trwał!

Niech młodzież pląsa dalej,

Boginię zdrowia chwali,

Co tarczą naszej krainie

Była, będzie i jest ninie113,

Choć nie tak ów Thorykion chciał!

PRZODOWNIK CHÓRU

Żywo teraz mi zapiejcie114 w cześć Demetry inny ton,

Wielbiąc hymny i pieśniami królewnę, dającą plon!

CHÓR

śpiewa

strofa (384–388)

Demetro, obrzędu królowo!

Tu ku nam, błagamy, zleć!

Ochraniaj drużynę godową115,

Wesele i pląsy wznieć!

Niech mija noc święta swobodnie,

Niech śmiech się wesoło rozlega,

Wśród szczerej modlitwy słów

Niech każdy pląsa i biega!

Ty uwieńcz zwycięzcę znów,

Co święta obchodzi twe godnie!

PRZODOWNIK CHÓRU

Ha! Heja!

Teraz pieśnią wzywać boga, wiecznej krasy116 syna,

Towarzysza i świętego reju117 gospodyna118!

CHÓR

Część I

Najmilszych świąt twórco, Jakchu uwielbiony,

Błagamy Cię społem119, bywaj w nasze strony,

Tu do bogini!

Pokaż dzielność twoich nóg,

Przebież120 wartko ogrom dróg,

Jakchu, wodzireju boży, przoduj w naszych pląsach!

Część II

Od śmiechu i figlów stoisz się w łachmany,

Dziurawe sandałki i płaszcz potargany:

Chcesz być oszczędnym!

Pokazałeś tedy sam,

Jak bez szkody hasać mam.

Jakchu, wodzireju boży, przoduj w naszych pląsach!

Część III

Zobaczyłem dziewczę, co tam szumnie hasa,

Me oczy przykuwa jej buziaka krasa,

Lecz że koszulka

Rozerwała się na szwie,

Wyprysnąły piersi dwie...

Jakchu, wodzireju boży, przoduj w naszych pląsach!

Chór milknie.

KSANTIAS

półgłosem do Dionizosa

Och, co do mnie, ja zawsze pohulałbym chętnie

I utonął w zabawie!

DIONIZOS

A mnie nogi skaczą!

PRZODOWNIK CHÓRU

sam

Będziem teraz zgodnie dalej

Archedema121 wyszydzali:

Siedem lat u nas żyje, ojców ani ojczymów nie mając.

CHÓR

A teraz rej wodzi przecie

U tych umrzyków na świecie.

Atoli sam jest łotrem, z łotrami się równymi kumając.

PRZODOWNIK CHÓRU

sam

Słyszę, że syn przy grobie

Klejstenesa122 się skrobie

Jedną ręką po tyłku, a drugą po pysku!

CHÓR

I w pół zgięty pierś bije,

I zawodzi, i wyje,

Że nie może kumeczka trzymać w swym uścisku!

PRZODOWNIK CHÓRU

sam

Mówią też o Kaliasie, synu Jebkonika123,

Że w lwiej skórze — z panienką — na wroga pomyka!

DIONIZOS

występuje z nagła i przerywa śpiewem

Hej! Powiedzcie, gdzie strona,

W której pałac Plutona?

Nie tutejsiśmy bowiem, jeno124 z dala przybyli.

PRZODOWNIK CHÓRU

Ot! Niedługa to droga:

Wprost, do tego wal proga,

A mnie daj święty pokój i nie pytaj w tej chwili!

DIONIZOS

do Ksantiasa śpiewem

Bierz manatki, mój mały!

KSANTIAS

dźwigając nosidła z jukami, odśpiewem

Takie czasy nastały?

Ej, u biesa, to stara i nudna piosenka!

PRZODOWNIK CHÓRU

recytuje — flety wtórują

Dalej, naprzód!

Na boginki święte błonie, na kwiecisty spieszcie gaj

Wśród igraszki i hulanki uczestników boskich świąt.

Ja w dziewic i kobiet gronie rozpląsanym pójdę stąd,

Gdzie pochodnie święte paląc, święcić będziem nocy raj!

Przodownik chóru odchodzi z niewiastami, które odbierają pochodnie z rąk mystów.

CHÓR

strofa (448–453)

Biegaj na łąki, gdzie kwitną róże,

Gdzie dyszą kwiaty wonne.

Naszym zwyczajem hasając w chórze,

Na pola goń przestronne!

antystrofa (454–459)

Chór nasz prowadzą doli boginie,

Przeto125 Sobótki słońce

Świeci nam tylko, świętej drużynie.

Wszak bliźnich my, obrońce,

Obcych czy ziomków zarówno chronim.126

Podczas tego śpiewu zbliżają się Dionizos i Ksantias do podwoi pałacu Plutona.

SCENA IX

Dionizos, Ksantias, Chór, odźwierny Ajakos.

DIONIZOS

ostrożnie

Jakby tu pukać mądrze; pytam: jak zapukać,

W jakiż sposób pukają mieszkańcy tych krain?

KSANTIAS

Nie marudź, ale spróbuj stuknąć we drzwi śmiało,

Zwłaszcza gdyś Heraklesem z miny i czupryny!

DIONIZOS

wali kołatką w drzwi

Hej, otwórz chłopie!

AJAKOS

odźwierny, wychodzi z podwoi

Kto tam?

DIONIZOS

Bohater Herakles.

AJAKOS

O łajdaku, wisielcze, o ty łotrze jakiś!

Ty zbóju, ty rozboju, ty herszcie rozbojów,

Tyś nam naszą sobakę127, naszego Kerbera

Porwał, mało nie zdusił i uciekł z nim razem,

Omal nie sprzed mych oczu! Zapłacę ci teraz!

Za karę ciebie Styksu128 bezlitosne turnie

I krwią oblane skały Acherontu129 zamkną!

Psy Kokytu130 przysiędą ciebie, wkoło wyjąc,

Żmij stułebny wyszarpie ci jelita z brzucha,

A płuca twoje połknie Murena z Tartesu131!

Posoką zlane nery, wątrobę i... resztę

Rozedrą, pożrą, zmiażdżą Gorgony132 z Tejtrasji133!

Do nich też pokieruję moje lotne skoki!

Wpada do wnętrza i drzwi za sobą zatrzaskuje. Dionizos przykucnął ze strachu i...

KSANTIAS

zatykając nos

Co ty robisz?!

DIONIZOS

słabym głosem

Popuszczam. Wołaj: „Boże wspieraj!”

KSANTIAS

O ty błaźnie, co żywo podźwignij się z ziemi,

Nim cię ujrzy kto z widzów!

DIONIZOS

usiłując na próżno powstać

Ależ bo zemdleję!

Podaj mi mokrą gąbkę i przyłóż do... serca!

KSANTIAS

wyciąga z juk gąbkę, macza i podaje mu z przodu

Na! Masz, bierz i przykładaj!

DIONIZOS

szuka za sobą

Gdzież jest?

Robi z niej użytek.

KSANTIAS

Złote bogi!

Czy to tam twoje serce?

DIONIZOS

No tak, bo ze strachu

Wlazło mi serce właśnie do tej dolnej jamy.

KSANTIAS

Wiesz, jesteś pierwszym tchórzem i z bogów, i z ludzi...

DIONIZOS

wstając

Ja? Tchórzem? W jaki sposób? Czyż nie zawołałem

O gąbkę? Inny pewnie tego by nie zrobił.

KSANTIAS

Proszę?

DIONIZOS

Byłby tak leżał, wąchając w przestrachu.

Jam zaś powstał, a nawet obtarłem staruszkę.

KSANTIAS

Cud odwagi, w istocie!

DIONIZOS

A tak jest, na Zeusa!

Ale czyś ty się nie bał, słuchając słów huku

I groźnych klątw?

KSANTIAS

Na Zeusa, ani mi się śniło.

DIONIZOS

Więc dobrze; skoro tedy masz taką odwagę.

Zamieńmy nasze role! Bierz lwa i maczugę,

Bądź Heraklem, gdy nie zna twoje serce trwogi,

Ja zaś będę na odwrót — twoim pacholikiem.

KSANTIAS

Niechże ta, niechże, dajcie! Cóż robić, trza słuchać.

Przebierają się, zamieniwszy role.

No, teraz na Herakla-Ksantiasa rzuć okien!

Czy jestem tchórzem, gadaj, czy mam postać twoją?

DIONIZOS

Na Zeusa, wykapany skurczybyk z Melity134!

dźwigając nosidła z jukami

A zatem ja mam dźwigać teraz owe torby.

Podwoje otwierają się powoli. Dionizos w strachu wskakuje za Ksantiasa, który groźnie podnosi maczugę, gotów walczyć przeciw wszelkim monstrom piekielnym, jakie zapowiedział Ajakos. Ukazuje się śliczna panna dworska z fraucymeru Persefony.

SCENA X

Dionizos, Ksantias, Chór i Panna dworska.

PANNA DWORSKA

Witaj nam, Heraklesie, proszę, racz wejść do nas!

Gdy usłyszała nasza bogini, żeś przybył,

Kazała piec chleb zaraz, nagotować bobu

I prażuchy coś ze trzy albo ze dwa kotły,

Wołu całego pieką na węglach żarzących,

Robią pączki, kołacze... racz wejść, pani prosi.

KSANTIAS

gburowato

Bardzo pięknie dziękuję.

PANNA DWORSKA

Na Apolla! Nigdy

Nie pozwolę ci odejść: ależ tam się właśnie

Rumieni pieczeń z ptaków, smażą naleśniki

I wino przyprawiają najsłodsze. Wejdź tylko!

KSANTIAS

Mocno dziękuję.

PANNA DWORSKA

ciągnie go za lwią skórę

Głupstwo, ja ciebie nie puszczę.

Wiesz? Jest tam już fletnistka i to cud dziewczyna,

Jest też tancerek kilka, dwie czy trzy, nie pomnę135.

KSANTIAS

żywo

Są, powiadasz, tancerki?!

PANNA DWORSKA

Młodziutkie, świeżutkie,

I właśnie sobie teraz włoski wyskubały!

Lecz wejdź, bo kucharz prawie chciał pieczeń wyjmować

I stół jadalny nawet przed chwilą nakryto.

KSANTIAS

zmienia ton i zamiar

Idź zatem i zapowiedz najpierwej tancerkom,

Które u was czekają, że sam wnet przybędę.

Panna dworska odchodzi.

do Dionizosa

A ty chłopie marsz za mną, niosący me rzeczy!

DIONIZOS

Hola! Wstrzymaj się acan! Czyś to wziął za prawdę,

Gdy ja w żarcie zrobiłem z ciebie Heraklesa?

Dajże pokój tym dąsom, mój miły Rudasku,

I na powrót zabieraj na plecy me sakwy!

KSANTIAS

Cóż to znowu? Nie myślisz Waszeć136 mi odbierać

Tego, coś sam darował?

DIONIZOS

wydzierając maczugę

Nie myślę, lecz biorę:

Zdejm lwicę!

KSANTIAS

z patosem

Dobrze — zdejmę, lecz bogów na świadki

Wzywam, im polecając teraz moją krzywdę!

DIONIZOS

Jakich ty bogów wzywasz? Czyż to nie błazeństwo,

Myśleć, że ty, niewolnik, śmiertelny, być możesz

Synem Alkmeny!!!

KSANTIAS

Zgoda. Niech tak będzie, bierz lwa:

„Przyjdzie koza do woza”, jeśli bóg pozwoli!

Ksantias i Dionizos przebierają się, a chór śpiewa zwrócony do Dionizosa.

CHÓR

strofa (534–548)

To są sprawki godne człeka,

Co rozumem się przechwala,

Co obwąchał każdy żłób:

Zawsze na czas tam ucieka,

Gdzie nie miota łodzią fala...

Nie stać mu jak ryty słup,

Co ma wiecznie jedno lice!

Lecz kierować tam źrenice,

Kędy wionie milszy wiew...

Spryt i rozum mu pozwala!

Znam! To Teramena śpiew!

DIONIZOS

Ale czyż nie głupstwo grube,

Abym Ksantię — niewolnika

Na kobiercze puchy słał?

By tancerki pieścił lube,

By mi wołał: „Daj nocnika”,

A ja tylko patrzeć miał,

Dusząc mego brysia w łapie???

Aż gdy na nich się zagapię,

On, jak zwykle, łotr i gbur,

Bęc mnie w gębę, nieszczęśnika,

Zbije zębów przedni chór?

Wpadają dwie karczmarki, każda z chłopakiem z prawej strony od widzów.

SCENA XI

Dionizos, Ksantias, Chór i Karczmarki.

PIERWSZA KARCZMARKA

Platano! Hej, Platano, pójdź tu, oto rabuś,

Co raz przybył do naszej budy, co to zeżarł

Szesnaście chleba naraz!

PLATANA

zbliża się, patrzy na Dionizosa

O dla boga, prawda,

A dy to ten wisielec!

KSANTIAS

do widzów

Na kimś to się skrupi!

PIERWSZA KARCZMARKA

Tyś dwadzieścia porcji pieczeni pochłonął,

Po pół obola sztuka!

KSANTIAS

Ktoś to będzie płacił...

PIERWSZA KARCZMARKA

Tyś zeżarł wszystek czosnek!

DIONIZOS

Nie bredź, głupia babo!

Sama nie wiesz, co pleciesz!

PIERWSZA KARCZMARKA

Jak to, czy żeś myślał,

Że cię nie poznam, skoro koturny obujesz?

Lecz to nie koniec jeszcze, a wędzonka moja?

PLATANA

A moja bryndza, ser mój świeżuteńki, to nic?

Połknąłeś moje serki razem z plecionkami!

PIERWSZA KARCZMARKA

A potem, gdy zbójowi mówię, by zapłacił,

To, wytrzeszczywszy ślepie, jak nie huknie na mnie!

KSANTIAS

chyłkiem do szynkarek

To właśnie jego zwyczaj. On tak zawsze, znam go.

PIERWSZA KARCZMARKA

A potem dobył majchra137, udając wariata...

PLATANA

Ach tak, moja sieroto!

PIERWSZA KARCZMARKA

My się obie bały

Tak, żeśmy ledwie, ledwie na stryszek wylazły.

PLATANA

A wtedy ukradł kołdrę i wyniósł się wreszcie.

KSANTIAS

chyłkiem

Ho! On to dobrze umie. Lecz trzeba coś działać!

PIERWSZA KARCZMARKA

do swego pachołka

Leć, wołaj mi patrona narodu, Kleona138!

PLATANA

do swojego

A mnie tu Hyperbola139 przyślij, gdzie go spotkasz.

Chłopaki pędem wybiegają.

do pierwszej

Już my go tu sprościmy140.

PIERWSZA KARCZMARKA

do Dionizosa podchodząc

O zbójecka paszczo!

Hej! z radością bym tobie kamieniem wybiła

Wszystkie kielce141, którymi pożarłeś mi towar!

PLATANA

Ja bym cię do Otchłani na łeb strącić rada!

PIERWSZA KARCZMARKA

Ja bym sierpem urznęła gardziel, którą przeszło

Wszystko jadło do brzucha! Idźmyż po Kleona!

On ci to z paszczy wydrze, gdy przed sąd zawezwie!

Przekupki wybiegają za chłopakami.

SCENA XII

Dionizos, Ksantias, Chór.

DIONIZOS

do Ksantiasa słodko

Żeby mnie piorun strzelił, ja kocham Rudaska!

KSANTIAS

Wiem ja, wiem już... co myślisz, daj pokój tym trelom.

Heraklesem nie będę.

DIONIZOS

Ależ, jakże można,

Mój Ksanteczku!

KSANTIAS

naśladując i powtarzając dosłownie wyrazy Dionizosa

Ależ bo „jak mogę być synem

Alkmeny, ja — śmiertelny, ja — niewolnik — sługa”?

DIONIZOS

Wiem ja, wiem, że się gniewasz. Masz zupełną słuszność

I gdybyś mnie bił nawet, nie pisnąłbym słówkiem.

Lecz jeśli ci w przyszłości cokolwiek odbiorę,

Niech sam marnie przepadnę wraz z żoną i dziećmi;

Ze wszystkim... i z kaprawym nawet Archedemem142!

KSANTIAS

Wierzę twojej przysiędze i przyjmuję rolę.

Przebierają się po raz trzeci.

CHÓR

śpiewa zwrócony do Ksantiasa

antystrofa (590–604)

Teraz twoją będzie sprawą,

Gdy się boga strój przywdziało,

Odrzuciwszy brzemię juk,

Rześką szczycić się postawą,

Groźnym okiem patrzeć śmiało,

Jak to czyni prawy143 bóg,

Któremu się równać kwapisz.

Lecz jeżeli się poszkapisz144

W czynie, słowie choć na włos,

Tobół twoje grzeszne ciało

Musi dźwigać! Taki los!

KSANTIAS

Wasza rada — niezła wcale

I ja właśnie w głowie mojej

Nicowałem myśli te;

Wiem to z góry doskonale,

Że się znowu pan przestroi,

Jeśli szczęście spotka mnie.

Ano, niech tam, nie dbam o to.

Zucha będę grał z ochotą,

Wkoło groźny miotał wzrok.

Lecz już słychać zgrzyt podwoi,

Robię tedy śmiały krok!

Brama z trzaskiem otwiera się: wypada odźwierny Ajakos z nahajką145 w ręku, za nim dwaj draby w strojach scytyjskich146; Ajakos wskazuje im Ksantiasa.

SCENA XIII

Dionizos, Ksantias, Ajakos, Chór.

AJAKOS

odźwierny

Dalej! Wiązać mi zaraz tego porwikundla!

Będzie łoza147! No, brać go!

DIONIZOS

naśladując słowa Ksantiasa

Na kim to się skrupi.

KSANTIAS

broniąc się maczugą, do łapaczy

Precz z oczu! Wara tykać.

AJAKOS

Tak? Jeszcze śmiesz brykać!

krzycząc do bramy bardzo donośnie

Hej Garbusie, Pluchaczu, hej i ty, Pukała,

Sam tu148 do mnie! Bić, wiązać mi tego junaka!

Wypadają piekielni łapacze, rozbrajają i dzierżą Ksantiasa.

DIONIZOS

I nie jest to bezczelność, że śmie się bić jeszcze,

Chociaż kradł cudze dobro?

AJAKOS

Ba! To rzecz szczególna.

DIONIZOS

A to rzecz niesłychana!

KSANTIAS

Lecz przebóg! Słuchajcie:

Jeślim tu był już kiedy albo jeślim ukradł

Choć ździebełko w podziemiu, niech mnie piorun spali!

A jednak zrobię chętnie poświęcenie z siebie:

Masz tu mojego ciurę149, więc bierz go na męki!

Jeżeli z jego zeznań docieczesz mej winy,

Możesz mi kark ukręcić.

AJAKOS

pokazując na Dionizosa

Jego brać na męki?

KSANTIAS

Wszelakiego rodzaju: oto na drabinie

Skrępowanego zawieś, wal batem, drzyj pasy,

Łam kołem, lej do nosa wrzącej smoły z octem,

Pal zapieczoną cegłą, no... i tym podobnie,

Tylko go nie bij młodym cybuchem cebuli!150

AJAKOS

Sprawiedliwe twe głowa. Gdybym ci zaś chłopa

Okaleczył na mękach, będziesz miał zapłatę.

KSANTIAS

pospiesznie

Nie potrzeba. Masz, bierz go i prowadź na męki!

AJAKOS

Nie. Tutaj pozostanie, by zeznał do oczu151.

do Dionizosa

Szybko zrzucaj te łachy, lecz ostrzegam, nie mów

Żadnych kłamstw ni wykrętów!

DIONIZOS

ku któremu podchodzą łapacze, woła groźnie

Zasię!!!152 Kto bądź jesteś

Nie radzę ci — mnie — boga — na tortury ciągać,

Bo inaczej następstwa sam sobie przypiszesz!

AJAKOS

Co ty breszysz?

DIONIZOS

Jam jest bóg Dioniz, syn Zeusa,

Ten tam to mój niewolnik, pachoł. Tak ja mówię.

AJAKOS

do Ksantiasa

Słyszysz to?

KSANTIAS

Dyć153 mam uszy. A przeto tym bardziej

Ochłostać go należy, gdyż jestli154 on bogiem,

To nie będzie czuł chłosty!

DIONIZOS

Wszak i ty się bogiem

Podajesz, przeto weźmiesz równą porcję batów.

KSANTIAS

Uwaga wcale słuszna, a który się pierwej

Zdradzi płaczem lub znakiem, że na chłostę zważa,

Tego nie miej za boga!

AJAKOS

do Ksantiasa

Z ciebie człek rzetelny,

Tobie o prawdę idzie. A więc zdejmcie szatki!

Z obnażonymi tyłami stają ten z tej, tamten z drugiej strony.

KSANTIAS

Jakże nas o tę prawdę będziesz badał?

AJAKOS

Prosto,

Będę bił na przemiany155.

Uderza Ksantiasa, który udaje, że nawet nie wie o tym.

KSANTIAS

Bardzo pięknie; bij więc,

I bacz, czy ci się ruszę.

AJAKOS

Już cię uderzyłem.

KSANTIAS

Na Zeusa, anim wiedział.

AJAKOS

Tego zatem palnę.

Bije Dionizosa.

DIONIZOS

udaje, że nie czuł

No, będzie dziś?

AJAKOS

W tej chwili właśnie uderzyłem.

DIONIZOS

Jak to? A jam nie kichnął?

AJAKOS

Nie wiem, nie słyszałem.

idzie do Ksantiasa

Aha! Teraz kolejka na ciebie, kochasiu!

Uderza mocniej.

KSANTIAS

Bij do wol...

uderzony

Gwałtu, rety!

AJAKOS

Co to: „gwałtu, rety”?

Może cię zabolało?

KSANTIAS

Głupstwo! Ot westchnąłem,

Myśląc, kiedy to będą świątki Heraklesa

W Dijomi156.

AJAKOS

Święty człowiek. Idźmyż do drugiego.

Bije bardzo mocno.

DIONIZOS

Ojej, ojej!

AJAKOS

Cóż ci to?

DIONIZOS

Konnicę ujrzałem.

AJAKOS

A czemu ci łzy kapią?

DIONIZOS

Bo cebulę czuję.

AJAKOS

Ale to nie bolało?

DIONIZOS

Ani myślę o tym.

AJAKOS

Idźmyż znów do pierwszego i spróbujmy.

KSANTIAS

Au, au!

AJAKOS

A to co?

KSANTIAS

pokazując nogę

Ciernia wbiłem do nogi, wyjmijże go, proszę!

AJAKOS

Cóż się to znowu znaczy? Idźmyż tam raz jeszcze.

Bije mocno.

DIONIZOS

wrzeszczy

Apollu!

udając, że deklamuje hymn

„Który władasz w Delos czy w Pytonie!”

KSANTIAS

do Ajakosa

Oho! Jęknął, czyś słyszał?

DIONIZOS

przerywa

Nieprawda, nieprawda.

Przypomniał mi się tylko wierszyk z Hiponaksa.

KSANTIAS

do Ajakosa

Ty z nim nic nie poradzisz, chyba wal go w sedno!

AJAKOS

Oczywiście, na Zeusa! Wystaw no tu brzuszek!

Dionizos nie chce, ale łapacze go przytrzymują.

DIONIZOS

ryczy uderzony

Posejdonie!

KSANTIAS

Ktoś beknął! Ktoś naprawdę beknął.

DIONIZOS

deklamuje szybko

„Którego tronem Ajgejskie skały,

I głębie morza, i sine wały!...”

AJAKOS

Na Demetrę! Nie mogę w żaden sposób dociec,

Który z was prawym bogiem. Ale pójdźcie za mną!

Pan mój zaraz was pozna z łatwością lub sama

Fersefatta157, bo przecie oboje bogami.

DIONIZOS

boleśnie skrzywiony, trąc pobite miejsca

Dobrze mówisz, a jednak wolałbym, byś pierwej

O tym sobie przypomniał, nim te wzięlim cięgi.

Wszyscy aktorowie wchodzą do pałacu, chór zwraca się do widzów.

PARABASIS (ZWROT DO WIDZÓW)

Chór zwraca się pięknym, uroczystym pochodem, łamiąc się na połówki, do widzów.

(674–737)

oda czyli strofa

Muzo przeświętej chóralnej poezji przybywaj i przystrój mi pieśń w mir i czar,

Spojrzyj po falach narodu niezmiernych, którego powagi siedzą niezliczone,

Chwalby godniejsze niżeli Kleofont158, na wargach którego robiących wciąż gwar,

Tracka jaskółka się drze,

Przeraźliwie piszcząc,

Niezrozumiale pienia zawodząc w języku barbarów,

Że zdechnie, gdyż proces ten przegra.

EPIRRHEMA

wygłasza deklamację Przodownik pierwszego półchóru przy wtórze fletów

Prawo takie, że ojczyźnie rai159 dobro święty chór,

Że poucza i powabia160. Naszych myśli taki tor,

Że należy wszystkim ziomkom zwrócić prawa, ująć mąk.

Chociaż może kto i zbłądził, gdy z Frynicha161 jadał rąk,

Trzeba bracia dać sposobność tym, co się potknęli raz,

Aby naprawili błędy; trzeba, bracia, dać im czas!

Więcej nie powinien z miasta wywołany być już nikt,

Boć to hańba. Niewolnicy, co raz poszli w święty bój,

Są panami na platejskich prawach162: to wolności cud!

I zaprawdę, czyż nie piękna ta nagroda za krwi trud?

Ale to jest tylko jedno, co uczynił rozum wasz:

Godzi się więc, byście dali ubłagać się jeszcze tym,

Którzy sami i ojce ich nieraz w krwawą poszli waśń

Za ojczyznę. Toć krew wasza, więc odpuśćcie im już kaźń!

Zemsty bowiem się wyrzekłszy, my, z natury mędrców lud,

Wszystkich ziomków łatwo zgarniem w jeden wielki bratni ród

Uprawnionych synów miasta, którzy pójdą w morski bój!

Lecz jeżeli teraz pycha lub was olśni pochlebstw rój,

Kiedy gród i jego sprawy chwieją się na łasce fal,

Wątpić musim, czy nam kiedy wróci rozum, wróci żal!

antoda czyli antystrofa

Jeżeli mnie spryt nie myli,

Umiem patrzeć na wskroś łona:

Znam takich, co będą wyli!

Słuchaj, małpo utrapiona,

Kleigenesie163 ty malutki, najpodlejszy sługo łaźni,

Królu mydlin, podrabiaczu mydła własnej wyobraźni!

Sprawa dobra poszła w górę!

Drżyj, pijaku, o swą skórę!

Obedrą cię do szeląga,

Kiedy będziesz szedł bez drąga!

ANT-EPIRRHEMA

wygłasza Choregos drugiego półchóru

Nieraz miasto doznawało siła złego z tych dwu stron:

Są obywatele prawi, ale za to złych jak wron!

Jest moneta stara, dobra, ale jest i nowych norm,

My już groszy staroświeckich, szczerosrebrnych, pięknych form

— I w Helladzie, i w Barbarów kraju pewny był ich dźwięk —

My tych groszy już nie chcemy! Lecz jest za to nowa miedź,

Bita wczoraj i przedwczoraj! Stempel na niej zżarła śniedź!

Ludzi zacnych i rozsądnych, pięknych dusz i pięknych ciał,

Miłujących dzielność, sztukę, chór, muzyki święty szał,

W błoto tłoczym, a podnosim tych miedzianych z kału dna,

Obcych, nędznych i bezczelnych! Każdy z nich do zguby pcha.

Dawniej miasto ni na żertwy164 nie chciałoby takich szuj!

Lecz się teraz z nich otrząście, dzielnych bierzcie wy na bój!

Wszystko jedno, czy zwyciężą, czyli165 pójdą w morską głąb:

Mędrzec mówi: Masz się wieszać, upatrz sobie piękny dąb!

SCENA XIV

Z pałacu wychodzą odźwierny Ajakos i Ksantias.

AJAKOS

Na Zeusa zbawiciela! Zacny jakiś szlachcic

Twój pan!

KSANTIAS

Szlachetny szlachcic, widać to od razu:

Zna się tylko na dwojgu, winie i dziewczynie.

AJAKOS

Ale że cię nie wyprał, gdy się wręcz wykryło,

Że ty niewolnik marny, udawałeś pana!

KSANTIAS

Niech spróbuje!

AJAKOS

Wiesz, zuchu, zrobiłeś to wszystko

Tak czysto po naszemu. Cieszy mnie to mocno.

KSANTIAS

Cieszy cię? Ejże, prawda?

AJAKOS

Ależ jestem w raju,

Gdy mogę nakląć panu, choćby gdzie na boku.

KSANTIAS

Umiesz warczeć, gdy tęgie oberwiesz batogi

I wynosisz się za drzwi?

AJAKOS

Ależ arcyprzednio!

KSANTIAS

U was roboty dużo?

AJAKOS

Diabli mi robota!

KSANTIAS

O Zeusie pobratymie, umiesz podsłuchiwać,

O czym mówią panowie?

AJAKOS

Z radości szaleję!

KSANTIAS

I zaraz tam za drzwiami wszystko paplać?

AJAKOS

Tak jest.

Lecz potem bal mam taki, że z uciechy leję!

KSANTIAS

O Febie166 Apollinie! Dawaj tu swą łapę,

Pozwól się ucałować, pocałuj i gadaj,

Na Zeusa, który dla nas jest kijów patronem,

Co to za burda u was, wrzaski i wyzwiska?

AJAKOS

To kłótnia Ajschylosa i Eurypidesa.

KSANTIAS

z podziwu

Aaaaa!

AJAKOS

Sprawa wielka powstała, awantura, mówię;

Między nieboszczykami bunt i rewolucja!

KSANTIAS

Jak to?

AJAKOS

Jest prawo, z dawna tu ustanowione

Dla wszystkich sztuk szlachetnych, aby mistrz największy

Spomiędzy współartystów miał stół swój w prytanii167

I tron obok samego Plutona...

KSANTIAS

Rozumiem.

AJAKOS

Dopóki nie przybędzie inny większy jaki.

Wtedy musi ustąpić.

KSANTIAS

Któż śmiał Ajschylosa

Niepokoić?

AJAKOS

Toż siedział na tragicznym tronie,

Arcymistrzem swej sztuki będąc.

KSANTIAS

Któż go wygryzł?

AJAKOS

Gdy tutaj Eurypides zstąpił, przedstawienie

Dał przed bandą złodziejów kąpielowych, zbójów,

Rzezimieszków, włamaczy, zbirów, ojcobójców.

A jest tu tej hołoty huk, ot, jak w Hadesie.

Ci słuchając tych kruczków, wykrętasów, zwrotów,

Zwariowali do reszty: zrobili go mistrzem,

A on, poparty przez nich, targnął się na stolec,

Gdzie Ajschylos siadywał.

KSANTIAS

Bili kamieniami?

AJAKOS

Bili weń, ale naród wołał, aby złożyć

Sąd, który z nich w swej sztuce mistrzem się pokaże.

KSANTIAS

Naród tych łotrów?

AJAKOS

Tak jest. Wrzeszczał wniebogłosy!

KSANTIAS

Byli tu przecież inni, stronnicy Ajschyla!

Zwraca się do widzów.

AJAKOS

Ale liczba szlachetnych tu, patrz, jaka mała!

KSANTIAS

Cóż więc Pluton z tym fantem zamierza uczynić?

AJAKOS

Zapasy nam wyprawi, próbę i sąd sztuki.

KSANTIAS

Ależ bo czemu tronu Sofokles nie zajął?

AJAKOS

Nie chciał tego, na Zeusa! Skoro tutaj zstąpił,

Ucałował Ajschyla, prawicę uścisnął,

Chociaż mu się Ajschylos sam usuwał z tronu.

Teraz zaś postanowił czekać, jak w odwodzie.

Jeśli Ajschylos wygra, to go uzna chętnie;

Jeśli nie, z Eurypidem wystąpi do walki.

KSANTIAS

A więc zacznie się heca?

AJAKOS

Tak jest, za chwileczkę:

Właśnie tu, na tym miejscu, wnet się zakotłuje

I na ogromną wagę wpakują poezję!

KSANTIAS

Co? Na kramarską wagę wysypią tragedię?

AJAKOS

Ba, i prawidła168 wniosą, łokieć169 od wyrazów,

I formy czworoboczne...

KSANTIAS

Cegłę robić będą?

AJAKOS

I kliny, i podziałki. Eurypides twierdzi,

Że będzie każde słowo tragedii rozmierzał.

KSANTIAS

Sądzę, że się Ajschylos bardzo teraz sierdzi.

AJAKOS

Jak byk poziera, groźnie pochyliwszy rogi.

KSANTIAS

A kto im będzie sędzią?

AJAKOS

W tym ci sęk nie lada,

Uznali bowiem obaj, że tutaj brak mądrych.

pokazuje na widzów

Ajschylos nie chciał nawet Ateńczyków wybrać!

KSANTIAS

Sądził słusznie, że ogół z nich to rzezimieszki.

AJAKOS

Innych ma on za błaznów, by się poznać mogli

Na wartości poetów. Przeto panu twemu

Rzecz oddali; on przecie rzeczoznawca, majster.

Lecz wejdźmy, bo panowie, kiedy się zawezmą,

To się nam bardzo łatwo dostaną batogi.

Wbiegają w dom.

CHÓR

śpiew (814–819)

Oto gniewem wybuchnie gromowładny wieszcz,

Aż przez białka źrenicą dziki błyśnie szał,

Gdy zobaczy, jak rywal na krytyczny bój

Ząbki ostrzy i wdziewa swój wojenny strój!

Z jednej strony huf w szyszakach pióropusznych rytmów.

Wódz potrząsa grzywą hełmu i grzywą czupryny,

Brwi namarszczy, głosem ryknie, na wroga wyzionie

Wiersze jak maczugi kute — oddechem olbrzyma

Rwąc na drzazgi przeciwnika ni to morski orkan.

Z drugiej strony huf otrębów i na szczudłach wióry.

Wódz się czai, mistrz na gębę, wyrazów oprawca,

Jęzor lata jak kołowrót, wargi drżą złośliwie;

Jak pochwyci w swoje szpony rytm tubalnych dźwięków,

Będzie go krytycznym zębem szarpał, darł ze skóry!

Z pałacu wychodzą Dionizos, Eurypides, Ajschylos.

SCENA XV

Dionizos, Eurypides, Ajschylos, Chór.

EURYPIDES

do Dionizosa

Dajże pokój. Powiadam: nie porzucę stolca,

Twierdzę bowiem, że lepszym odeń jestem w sztuce.

DIONIZOS

do Ajschylosa

Ajschylu, czemu milczysz, słyszysz, co powiada?

EURYPIDES

Obwija się w płaszcz dumy, jak to zawsze czyni

W tragedii, aby zyskać urok tajemniczy.

DIONIZOS

Szalona głowo, przestań, nie przesadzaj słowy!

EURYPIDES

Znamy się bardzo dobrze, ja na wskroś przejrzałem

Tego wieszcza dzikunów o butnej fantazji.

Ma on ci gębę sprośną, wyuzdaną, wrota

Nieprzegadane, blagi, huku-puku, pełne!

AJSCHYLOS

Ślicznie, synu boginki z widłami od gnoju170,

Śmietnika klątw i wyzwisk ordynarnych, grubych,

Obszarpańców poeto i dziadów patronie!

Pamiętaj, pożałujesz tych słów!

DIONIZOS

Dajże pokój,

Ajschylu, bo wątroba od gniewu ci spłonie!

AJSCHYLOS

Nie! Ja temu poecie kalek i dusz chorych171

Wpierw pokażę, na kogo porwać się ośmielił!

DIONIZOS

Hej! Baranka czarnego niech tu daje służba!

Hej, ofiarnik! Huragan wybuchnie, jak widzę.

AJSCHYLOS

Błazeńskich z Krety pieśni172 rymotwórco lichy,

Coś wprowadził na scenę kazirodne173 śluby!

DIONIZOS

Wstrzymuj się w gniewie, wstrzymuj, czcigodny Ajschylu,

A ty — przed gradu chmurą, nędzny Eurypidzie,

Umykaj, co tchu starczy, jeżeli masz klepki,

Bo jak cię palnie w złości tak rymem od serca,

To ci ze łba wyleci tragedia Telefos174!

do Ajschylosa

Ty Ajschylu, bez gniewu, owszem z łagodnością

Dowódź, słuchaj dowodów. Wcale nie przystoi,

Aby się wieszcze lżyli jak przekupki z placu;

A ty huczysz natychmiast jak dąb, kiedy płonie!

EURYPIDES

Gotów jestem do boju i gryźć nie przestanę,

Gryźć będę, a zechceli175, niechaj i on gryzie

Dialogi i chóry, i tragiczne żyły,

Na Zeusa: i Peleusa, Eola i inne

Tragedie moje własne, zwłaszcza też Telefa!

DIONIZOS

Cóż więc ty teraz na to? Powiadaj, Ajschylu!

AJSCHYLOS

Nie chciałem tego sporu tu, w tym miejscu, zwodzić,

Walka bowiem nierówna i broń także.

DIONIZOS

Jak to?

AJSCHYLOS

Moja poezja żyje, nie umarła ze mną,

Jego zmarła z nim razem, więc ma ją pod ręką.

Jednak, skoro tak sądzisz, walkę podjąć trzeba.

DIONIZOS

Niechaj tam który poda kadzidła i ognia.

Niech się pomodlę naprzód, zanim sądzić będę

Ono176 igrzysko sztuki w sposób najzgodniejszy

Z poezji zasadami.

do chóru

Wy Muzom śpiewajcie!

Przynoszą kadzielnice i ogień. Dionizos kadzi ołtarz.

SCENA XVI

CHÓR

śpiewa

O Muzy, wy dziewięć cór świętych Dyjosa177,

Spojrzyjcie na czułe, słodkodźwięczne serca

Mężów rymotwórczych, gdy idą do walki

Na zmyślne i kręte wyrazów igraszki!

Da się widzieć nam potęga ust zdolnych wyśpiewać

Rytmy mocne jako kłody i rytmy jak wióry.

Oto turniej poetyczny przed wami się pocznie!

DIONIZOS

do obu wieszczów

I wy się też pomódlcie, nim rymy spuścicie!

AJSCHYLOS

modli się i prószy kadzidłem na ogień

Demetro, coś mi serce wykarmiła pieśnią,

Zwól178, niech stanę się godnym twych świętych tajemnic!

DIONIZOS

do Eurypidesa

I ty przyrzuć kadzidła!

EURYPIDES

odwraca się wzgardliwie od ołtarza

Obejdzie się, nie chcę;

Inni bogowie moi, do których się modlę.

DIONIZOS

Jacyś prywatni, nowi, dopiero spod stempla?

EURYPIDES

Tak jest.

DIONIZOS

Przyzywaj tedy swoich nowych bogów!

EURYPIDES

patrząc w niebo

Eterze, mój żywiole, Gębo, Kołowrocie,

Wszechrozumie179, wy, Nozdrza Węszące, dozwólcie,

Niech dobrze krytykuję wiersze, które schwycę.

AGON (TURNIEJ)

CHÓR

I nam także słyszeć zda się,

Jak spór mistrzów się odbędzie,

Jak szykiem uderzą na się180

Chóry, dialogi w pędzie!

Język bowiem rozjuszony,

U obydwu wola śmiała,

W piersiach serca jako dzwony,

Umysł twardy ni to skała.

Ten koncepty dworne rzuci,

Subtelności swej dowody;

Tamten zaraz go ukróci,

Puści rytmy jako kłody

I rozbije w puch, rozniesie

Zwrotne harce na frazesie!

SCENA XVII

Ci sami.

DIONIZOS

Teraz macie tu natychmiast deklamować pięknie, dwornie,

Nie powtarzać nic cudzego, nie kryć prawdy, choć pozornie!

EURYPIDES

Jakim jestem ja poetą, to wam powiem na ostatku.

Naprzód tutaj udowodnię, że wróg mój był samochwalcą

I oszustem, bo w teatrze oszukiwał swoich widzów,

Durnych dudków, na Frynicha181 nudnych sztukach utoczonych.

Naprzód tedy dał na scenie jedną postać zasłoniętą;

Achillesa lub Niobę, nieme maski dla tragedii,

Ale twarz im zakrył szczelnie, więc na scenie nic nie mówią...182

DIONIZOS

Tak, na Zeusa, tak zupełnie!

EURYPIDES

Chór zaś dreptał nieustannie,

I piał hymnu cztery sążnie183! Tamci za to wciąż milczeli.

DIONIZOS

Ach! Ta cisza uroczysta — ona mnie cieszyła więcej

Niźli modne dziś gadanie!

EURYPIDES

Jesteś głupi, mój mospanie!

DIONIZOS

Wiem, mówili mi to nieraz. Cóż więc dalej on nabroił?

EURYPIDES

Sama blaga, a widzowie siedzą cicho w tej nadziei,

Że Niobe choć raz jęknie... i tak dramat grał się dalej.

DIONIZOS

A to łajdak! Toż, jak widzę, pięknie umie mydlić oczy.

do Ajschyla, który mruczy

Cóż ty? Jeszcze się tu zżymasz?!

EURYPIDES

Cyt! Chcę dalej krytykować.

Gdy więc takie brednie płodzi, a sztuka już jest w połowie,

Wtedy słów bawolich tuzin w hełmach i buńczukach184 powie,

Słów okropnych, upiorowych, których słuchacz nie rozumie...

AJSCHYLOS

grozi Eurypidesowi

Och, ty, nędzny!!!

DIONIZOS

Milczeć teraz i zębami tu nie zgrzytać!

EURYPIDES

Czyż choć raz rzekł co mądrego? Lecz Skamandry185 i okopy,

Orłolwice miedziokryte i podobne karkozłomy,

Czego diabeł nie zrozumie!

DIONIZOS

Tak, to prawda; wszak ja kiedyś

Całą noc przemyśliwałem, co to znaczy ten kurokoń

Białogrzywy? Jakiż to ptak?

AJSCHYLOS

Ależ, głowo do pozłoty,

Wszak tu sztandar na korabiu, malowane godło perskie!

DIONIZOS

Jam zaś myślił186, że to śliczny Filoksena syn, Eryksys!

EURYPIDES

do Ajschylosa

Mów, co robi twój kurokoń, jakim prawem jest w tragedii?

AJSCHYLOS

A czy pomnisz, boży wrogu, praktyki sam jakieś czynił?

EURYPIDES

O, na Zeusa! Jam nie robił kurokoni, kozłocapów,

Ni potworów, jakie tkają na kobiercach krasnych perskich;

Lecz gdym objął wraz po tobie sztukę mocno napuchniętą,

Rozepchaną twym szalbierstwem i słowami niestrawnymi,

Wziąłem leczyć i odtłuszczać. Zaraz tuszy jej ująłem

Przez drobniutkie dawki piosnek, przez wywody mędrkujące

I środki rozwalniające, jako barszczyk i kleiczek

Z paplaniny, przecedzony przez me księgi i papiery187.

Odżywiałem potem dobrze potrawką z mimicznych pieśni

Na sosie z Kefisofonta188 i już więcej nie paprałem,

Anim wierszy nie nicował, lecz od razu, prosto z mostu

Pierwszy aktor, co wychodzi, wyłuszcza genezę dramy.

DIONIZOS

Ale twej genealogii on nie tyka, rzecz to śliska...

EURYPIDES

Dalej już od głównej roli jam nikogo nie oszczędzał.

Więc też u mnie mówią wszyscy: mówi pani i niewolnik

Nie mniej jako sam pan domu, mówi dziewka i babunia...

AJSCHYLOS

Że cię też gdzie nie ubili, żeś te brednie śmiał wprowadzać!

EURYPIDES

Jak to? Za co? Na Apolla! Wszak demokratycznie działam!

DIONIZOS

Daj no pokój demokracji, dla cię śliska to materia.

EURYPIDES

Tych tam nauczyłem gadać...

AJSCHYLOS

Oj, to prawda! Szkoda tylko,

Że cię na pół nie rozdarli, nim skończyłeś tę naukę!

EURYPIDES

Wskazałem im też formułki, kątomierze od poezji,

Nauczyłem myśleć, śledzić, kręcić, kochać, kokietować,

Intrygować, węszyć, wietrzyć...

AJSCHYLOS

Smutna prawda, ja to mówię!

EURYPIDES

Jam wprowadził tu na scenę życie w domu, sprawki nasze,

Te codzienne, drobne, znane. Z tego bierzcie mnie na spytki.

do widzów zwrócony

To widzowie rozumieją, niech więc moją sztukę sądzą.

Alem nigdy nie junaczył, od rozumum nie odwodził,

Ani ich nie tumaniłem, przedstawiając jakichś Kyknów189,

Czy Memnonów jutrzenkowych190, na rumakach w dzwonki strojnych!

Każdy pozna moją szkołę, a odróżni jego uczniów:

Formisja i Megajneta, nieboraków, perukarzy,

Wyrwidębów sarkastycznych, pancernych trębaczy blagi.

Z mojej szkoły zaś Kleitofont i syn mody, Teramenes191.

DIONIZOS

Teramenes? Mądra jucha, do wszystkiego, zuch nad zucha.

poważnie

Gdy na druhów gromy biją, on się skurczy, uda niskim,

Inni giną, w pętach gniją, ten wychodzi z grubym zyskiem!

EURYPIDES

Jam rodaków wprawiał głowy

Do myślenia, pogląd nowy

W sztuce dając i zasady.

Teraz wszystkie znają wady,

Każdy krytykuje, bada;

Nawet domem lepiej włada

I rozrządza niźli pierwej:

„Jak tam?” — krzyczy, pełen werwy,

Jeszcze w progu; „Gdzie to, co to?”

„Któż to porwał?” „Ty niecnoto!”

DIONIZOS

Tak, na bogów, tak w Atenach!

Każdy, wpadłszy, jeszcze w sieniach

Niewolników łaje, fuka,

Przewraca, odmyka, szuka:

„Gdzież ten garnek? Któż tu główkę

Śledzia ugryzł? Kto makówkę?

Kto zjadł czosnek, kto sardynkę?

Oho! Już ktoś porwał rynkę?

Znów oliwy skradli trochę!”

Przedtem niby dudki płoche,

Czyste gapie i niedźwiadki

Siedzieli, ot, jak gagatki!

CHÓR

„I ty to widzisz, przesławny Achillu!”

Cóż więc odpowiesz, wieszczu mój, Ajschylu?

Lecz miarkuj gniew,

By cię nie uniósł za godności szranki!

Prawda, że krew

Burzy się na te oszczercze zachcianki.

Ty zemstę tłum!

Powściągaj żagle i trzymaj co siły,

Aż burzy szum

Wyhuczy się i powiew wionie miły!

SCENA XVIII

Ci sami.

DIONIZOS

Ty z Hellenów pierwszy piałeś niebotycznie pieśń dramatów,

Tyś ozdobił kram tragiczny, więc wal śmiało, do stu katów!

AJSCHYLOS

do Dionizosa

Całe zajście jest mi wstrętne, wnętrzności się we mnie burzą,

Że takiemu dziś chłystkowi stawać muszę —

do Eurypidesa

znaj to dobrze,

Że mi nie zabraknie broni — więc mi zaraz tutaj mów,

Dla jakich powodów trzeba uwielbiać poetę, wieszcza?

EURYPIDES

Dla artyzmu i tendencji, by udoskonalić ziomków

Na pożytek miasta-państwa...

AJSCHYLOS

Jeśliś tego nie uczynił,

Lecz przeciwnie, z dzielnych, prawych, wytworzyłeś nikczemników,

Na co wtedy zasłużyłeś?

DIONIZOS

Na śmierć z takim — słyszysz, bratku?

AJSCHYLOS

Zważaj tedy, jakich pierwej zdałem tobie mężów w spadku;

Czy dorodnych i sążnistych, miłujących obowiązek?

Nie kramarzy, nie trefnisiów, nie łotrzyków, jako teraz,

Lecz ziejących walki żądzą, rozkochanych w kopiach, grotach,

W hełmach buńczukowych, w kordach192, w siedmiobyczych tarcz193 przewadze...

EURYPIDES

Już się wali ta parada! Zasypie mnie przyłbicami...

Niby prawda. Ale jakże, czym żeś ich tak zbohaterzył?

Ajschylos nie zważa, milczy.

DIONIZOS

Mów, Ajschylu, bez urazy, opór, duma — teraz na bok.

AJSCHYLOS

Dałem im wojenny dramat, Aresowy!

DIONIZOS

Jaki dramat?

AJSCHYLOS

Walka Siedmiu przeciw Tebom. Kto w teatrze tę rzecz widział,

Walki żądzą dyszał każdy i na wroga chciał iść w bój!

DIONIZOS

I tu właśnie rzecz chybiłeś, bo Tebanów tam przedstawiasz

Wręcz mężniejszych niźli nasi, za to patrzą ci się baty...

AJSCHYLOS

Wolno było iść w zawody, ale wam rzecz inna194 w głowie...

Potem Persów wystawiłem, arcydzieło mojej sztuki,

Czym wzbudziłem w piersiach braci żądzę boju i zwycięstwa...

DIONIZOS

Radowałem się, gdym słyszał, że król Dariusz zdechł nareszcie,

Ale twój Chór, ręce splótłszy, ot tak, ryczał: „Biada, biada!”

AJSCHYLOS

Więc tak mają działać wieszcze. Uważ bowiem: od początku

Prawdziwi poeci byli źródłem dobra dla ludzkości.

Orfeusz195 święte związki stworzył i zakazał ofiar z ludzi;

Księgę leków i uroków dał Musajos196, a Hesjodos197

Gospodarki pieśnią uczył, kiedy orać, kiedy zbierać;

Z czegoż boski Homer słynie? Czyż nie z tego, że opiewał

Szyki zbrojne, męstwa czyny i oręża jak zażywać?

DIONIZOS

Nie potrafił jednak durnia Pantaklesa nic nauczyć,

Kiedyś bowiem na procesji przypiął na tył hełm przyłbicą.

AJSCHYLOS

Iluż innych za to dzielnych? Ot, nasz Lamach bohaterski!

I ja, idąc w ślad Homerów, przedstawiałem bohaterów:

Lwa Patrokla i lwa Teukra198, by dźwignąć rodaków serca,

By silili im dorównać, gdy posłyszą hasła surmy.

Lecz, na Zeusa, jam nie tworzył nigdy ścierek, jak Stenobia

Albo Fedra199. Jam nie wpuszczał romansowych bab na scenę!

EURYPIDES

Tak, przebogi! Afrodyta czci od ciebie nie doznała!

AJSCHYLOS

Mniejsza o nią — lecz przez ciebie i twych gachów grubo czczona,

To cię nawet kosztowało!

DIONIZOS

Tak, to prawda, coś tam było.

Wiarołomstwo, które wielbił, na nim w końcu się skrupiło!200

EURYPIDES

Cóż Stenobie moje mogą szkodzić państwu, mój olbrzymie?

AJSCHYLOS

Co? Tyś sprawcą, że uczciwe i uczciwych mężów żony,

Zhańbione przez twych gładyszów201, trucizną ratują sławę!

EURYPIDES

Przecież nie ja wymyśliłem mit o Fedrze: zło istniało.

AJSCHYLOS

Tak, istniało. Lecz poeta winien zło omijać, kryć,

A nie szerzyć i zachwalać! Szkolarz uczy pacholęta,

Lecz mistrzem dorosłych ludzi jest poeta — więc my musim

Głosić zawsze ideały!

EURYPIDES

Takie twoje ideały,

Że im prawisz o Parnasach, o innych niebotycznościach,

Zamiast mówić raz po ludzku...?

AJSCHYLOS

Ależ, czarcie, to konieczność

Wielkie myśli i zamiary wyrażać wielkimi słowy.

Z drugiej strony wszak półbogi winni mówić stylem wzniosłym,

Strój ich nawet okazalszy niż codzienna szata nasza.

Jam to wszystko zaprowadził, a tyś zepsuł!

EURYPIDES

Jak to? Zepsuł?!

AJSCHYLOS

Tyś mocarzy w łachy ubrał, by wzbudzali większą litość

W sercach widzów na teatrze...

EURYPIDES

Czyż i przez to zawiniłem?

AJSCHYLOS

Tak jest. Żaden bogacz nie chce bojowych korabi sprawić,

Lecz w łachmany ustrojony piszczy, biadka, że jest dziadem!

DIONIZOS

Gdy w ten sposób władzę ołga, patrz, gdzie idzie: do handelku!

AJSCHYLOS

Tyć wychuchał paplaninę i krzykliwe oratorstwo,

Tyś wyplenił zapaśnictwo i młodzieńcy mają teraz

Nikłe zady, ale za to paplą, bają bez ustanku.

Tyś zbuntował pomorzanów! Za mych czasów ci wioślarze

Nie umieli nic, jak tylko żreć i ryczeć w takt do wioseł...

DIONIZOS

No — i pierdnąć prosto w gębę najbliższego podwioślarza,

Osikać wspólnika miski, a na lądzie troszkę kraść!

AJSCHYLOS

Iluż to łotrostw on jest powodem!

Wszak on zapuścił rajfurów jad,

Świątynie splamił Augi porodem202,

On, kazirodnej miłości swat!

Jego damy rezonują,

„Być czy nie być”203 deklamują.

A w mieście na tle tych bredni

Powstał hufiec niepośledni

Literackiej gryzipiórków hołoty:

Darmozjadów i krzykaczy,

Małpikrólów i gardłaczy,

Co uwodzą na bezdroża lud złoty.

Lecz nie umie nikt z pochodnią

Biec do mety w zawody,

Gimnastyka dziś zbrodnią!

Dawno wyszła już z mody!

DIONIZOS

Tak, na Zeusa! Jam od śmiechu

Mało nie pękł, kiedy podczas

Panateńskich świąt patrzyłem,

Jak z pochodnią jakiś grubas,

Tłuścioch blady, biegł zgarbiony:

Sapał, dyszał, cuda jawił;

Ale wraz pozostał w tyle!

A w keramskiej bramie stali

Chłopcy stamtąd: nuże walić

W brzuch tłuściocha, w łydki, w bary!

Dłoń po dłoni w zad trzaskała.

On zaś drzysnął204 raz i drugi,

Smolak zgasił, rżnął o ziemię

I umykał, aż dudniło!

CHÓR

śpiew, strofa (1099–1108)

Wielka sprawa, spór zacięty, wojna sroga tu się toczy,

Rozejm teraz niemożliwy.

Jeden bowiem prze gwałtownie,

Drugi umie się zawrócić i atak paruje cięto.

Ale trzeba zmienić oręż!

Jednym walka trwa za długo, inne przecież są przyrządy

By ocenić wartość sztuki.

Więc gdy macie spór wieść dalej,

Walczcie, mówcie, pytajcie się ze sztuk starych albo nowych!

Ale macie ryzykować dowcip gładki i sens zdrowy!

A jakkolwiek boicie się, że słuchacze niedouki

Nie poznają się na razie

Na foremnych słów zastawie.

Pomimo to nie zwlekajcie! Tak bardzo źle bowiem nie jest...

Wszak to wszystko kute wygi;

Głowy dobre, każdy teraz księgi czyta i w tej chwili

Słuchać będą całą duszą

Te natury arcyprzednie.

Więc bez trwogi mówcie, wierząc, że widzowie nie są durnie!

SCENA XIX

Ci sami.

EURYPIDES

Więc do prologów jego naprzód ja się wezmę

I krytykować będę pierwszą część tragedii

Tego „mistrza nad mistrze”, który wręcz niejasno

Wypowiada osnowę głównego działania.

DIONIZOS

Któreż chcesz badać dzieło?

EURYPIDES

Wszystkie prawie mógłbym,

Lecz najpierw niech wygłosi prolog z Orestei.

DIONIZOS

Każdy ma milczeć teraz! Ty mów, Ajschylosie!

AJSCHYLOS

deklamuje prolog z trylogii „Oresteja”, II część „Choefory” („Ofiarnice”):

„Dozorco duchów z ojca świętej woli,

Hermesie, błagam, bądź mi zbawcą, druhem.

W kraj mój przybywam, a wracam z niedoli...”

Eurypides przerywa gestem.

DIONIZOS

Tu chyba nic nie ganisz?

EURYPIDES

Tuzin błędów znajdę!

DIONIZOS

Ależ tu, razem wziąwszy, tylko trzy są wiersze...

EURYPIDES

W każdym zaś byków znajdę więcej niż dwadzieścia.

AJSCHYLOS

Widzisz, jak ty łżesz czelnie205!

EURYPIDES

Gadaj zdrów, nie szkodzi!

DIONIZOS

Ajschylu! Nakazuję milczeć teraz, albo...

Do tych trzech wierszy swoich dołożysz coś grubo!

AJSCHYLOS

Mam wobec niego milczeć?

DIONIZOS

Tak — i mnie masz słuchać.

EURYPIDES

Od razu palnął bąka arcyzabawnego.

AJSCHYLOS

Jak to, gdzież ty błąd widzisz?

EURYPIDES

Mów zatem na nowo!

AJSCHYLOS

„Dozorco duchów z ojca świętej woli,

Hermesie, błagam”...

EURYPIDES

przerywa

Wszak to Orestes mówi, stojąc na mogile

Zmarłego ojca swego?

AJSCHYLOS

Tak jest, jako mówisz.

EURYPIDES

Więc gdy mu ojciec zginął z rąk zdradzieckiej żony,

Podstępnie zamordowan, jakże mógł on wzywać

Hermesa, dusz dozorcę, więc dozorcę ojca,

Który tak dozorował, że aż go zabito?

AJSCHYLOS

Ależ ty nie rozumiesz: chodzi o Hermesa,

Przewodnika umarłych, stróża grobów, mogił,

Co ma powinność zmarłych pilnować od ojca!

DIONIZOS

Jak? Pilnować od ojca? To Zeus jest złodziejem,

Co groby łupi, kradnie?

AJSCHYLOS

To ruszył konceptem:

Dionizos, bóg wina, ma dowcip wodnisty.

DIONIZOS

Wygłoś teraz wiersz drugi. Ty — czyhaj na błędy!

AJSCHYLOS

„Hermesie, błagam, bądź mi zbawcą, druhem.

W kraj mój przychodzę, a wracam z niedoli...”

EURYPIDES

Mistrz Ajschylos dwa razy powiedział to samo.

DIONIZOS

Jak, dwa razy?

EURYPIDES

Uważaj, ja to udowodnię:

„W kraj — powiada — przychodzę i wracam z niedoli”;

„Przychodzę” zaś to samo, co „wracam” oznacza.

DIONIZOS

Na Zeusa, to tak, jakby kto rzekł do kumotra:

„Pożycz, proszę, beczułki, lub wolisz baryłki!”

AJSCHYLOS

do Dionizosa

Ależ, paplo nieznośny, to nie jest to samo.

I owszem — doborowe są tutaj wyrazy.

DIONIZOS

Więc jak? Wytłumacz jaśniej, nie rozumiem jeszcze!

AJSCHYLOS

Przychodzić wolno temu, który ma ojczyznę.

Przybywa, kto z niej wyszedł bez przymusu, wolny;

Lecz wygnaniec przybywa i wraca z niedoli.

DIONIZOS

Na Apollona, prawda! Cóż Eurypidesie?

EURYPIDES

Nie uznaję, że Orest powrócił z wygnania,

Wszak potajemnie przybył, nie ufając władcom.

DIONIZOS

Na Hermesa, to prawda, choć jej nie rozumiem.

EURYPIDES

Mów dalej!

Ajschylos milczy, rozgniewany.

DIONIZOS

Deklamujże, a żwawo, Ajschylu,

Rżnij do końca! Ty zważaj i wyłapuj błędy!

AJSCHYLOS

„I z tej mogiły zwiastuję ci, ojcze,

Że słucham, słyszę”...

EURYPIDES

Znów masło maślane,

„Słucham, słyszę” — to samo dwa razy; to jasne.

DIONIZOS

do Eurypidesa

Do nieboszczyków mówi, ty zakuta pało,

A do nich i trzy razy powiedzieć — to mało!

AJSCHYLOS

do Eurypidesa

Lecz jakież twe prologi?

EURYPIDES

Doskonałe, słuchaj!

A jeżeli dwa razy to samo powtórzę

Lub wynajdziesz gdzie łatę, napluj mi do oczu!

DIONIZOS

Nuże, wygłaszaj swoje, mnie słuchać wypada,

Czy wyrazy użyte w prologach są trafne.

EURYPIDES

wygłasza prolog z „Antygony”

„Był naprzód Edyp człowiekiem szczęśliwym”...

AJSCHYLOS

przerywa

Fałsz, na Zeusa, przenigdy! To nieszczęśnik z rodu,

Bo zanim na świat przyszedł, Apollon wywróżył,

Że ojca zamorduje; nędzarz od kolebki!

Więc mógł być Edyp „naprzód człowiekiem szczęśliwym”?

EURYPIDES

Później najnieszczęśliwszym stał się był dopiero.

AJSCHYLOS

Nie, przez Zeusa, on być nim przenigdy nie przestał!

Bo skoro się narodził, choć to sroga zima,

Wynieśli go na pustyń w starym jakimś trzopie206,

By się nie stał, wyrósłszy, rodzica mordercą.

Z opuchłymi nogami, znajdę, Polib chował.

Pfuj! Stare babsko pojął, choć sam junak młody,

I to swą rodną macierz. Na domiar wszystkiego

Oczy sobie wyłupił!

DIONIZOS

do widzów

To do szczęścia tego

Brakuje, by wojował pod Erasynidem207!

EURYPIDES

Koszałki, a ja przecież pięknie piszę prolog!

AJSCHYLOS

A ja, przebóg, nie będę pastwił się nad każdym

Słowem twoim z osobna, lecz z pomocą bogów

Zniszczę twoje prologi marnym słojkiem jednym!

EURYPIDES

Czym? Słoikiem? No proszę!

AJSCHYLOS

I to jednym tylko!

Piszesz bowiem z manierą, że da się przyczepić

Do twoich wierszy wszystko, wszelaka ozdóbka,

Szminka, słojek z pachnidłem, jak to udowodnię.

EURYPIDES

Zobaczymy.

AJSCHYLOS

Ujrzymy.

DIONIZOS

Więc mów, Eurypidzie!

EURYPIDES

deklamuje prolog z „Archelaosa”

„Wieść gminna niesie, że Ajgipt na łodzi

Wraz z pięćdziesięcią synami do Argos

Przybywszy”...

AJSCHYLOS

kończy za niego

Zgubił słojek z pachnidłami.

DIONIZOS

zaciekawiony i ucieszony

Jakiż to był ten słojek, czy nie płakał za nim?

do Eurypidesa

Wygłaszaj inny prolog, będziemy słuchali.

EURYPIDES

z „Hipsipili”

„Bacchus, pręt dzierżąc święty, w jagniąt runie,

Z Parnasu schodził przy pochodni łunie,

Pląsając”...

AJSCHYLOS

kończy za niego

Zgubił słojek z pachnidłami.

DIONIZOS

Biada nam! Już raz drugi spadł nam słojek na łeb!

EURYPIDES

Mniejsza o to, nie szkodzi. Do tego prologu

Nie potrafi przyczepić swojego słoika.

Prolog ze „Sthenoboi”

„Nikt nie był nigdy we wszystkim szczęśliwy:

Urodzon w szczęściu, żywot frasobliwy

Prowadząc”...

AJSCHYLOS

Zgubił słojek z pachnidłami.

DIONIZOS

Eurypidesie!

EURYPIDES

Czegoż?

DIONIZOS

Wiesz, co myślę: ustąp!

Bo ten flakon z perfumem woń roznosi przykrą.

EURYPIDES

Na Demetrę, nie szkodzi, ja kpię sobie z niego.

DIONIZOS

Mów zatem coś innego, lecz chroń się słoika!

EURYPIDES

deklamuje początek z tragedii „Fryksos”

„Syn Agenora, Kadmus, gród sydoński

Żegnając”...

AJSCHYLOS

Zgubił słojek z pachnidłami.

DIONIZOS

Szalona głowo, odkup ten nieszczęsny słojek,

Bo ci zdruzgoce wszystkie prologi do szczętu!

EURYPIDES

Co? Kupować? Od niego?

DIONIZOS

Tak radzę, posłuchaj!

EURYPIDES

Jeszcze nie. Mam ci hurmę prologów w zapasie,

Do których nie potrafi przylepić słoika.

Początek „Ifigenii w Taurydzie”

„Pelops do Pizy szybkimi klaczami

Zdążając”...

AJSCHYLOS

Zgubił słojek z pachnidłami.

DIONIZOS

do Eurypidesa

A co, widzisz? Przylepił jak raz swój słojeczek.

do Ajschylosa

Lecz ty, poczciwa duszo, przedaj mu go zaraz,

Przecie dostaniesz nowy za grosz i piękniejszy!

EURYPIDES

Na Dyjosa, nie jeszcze — mam prologów legion!

„Ojnej raz”...

AJSCHYLOS

Zgubił słojek z pachnidłami.

EURYPIDES

z pasją

Dajże mi wypowiedzieć naprzód cały dwuwiersz!

Z dramatu „Ojneus”, nie sam początek, dalsza część

„Ojnej raz piękne zebrał z pól pokosy,

I na ołtarzu tych pierwocin kłosy

Składając”...

AJSCHYLOS

Zgubił słojek z pachnidłami.

DIONIZOS

Jak to, podczas ofiary? Pewnie mu ktoś ukradł!

EURYPIDES

Daj pokój, mój ty złoty, niech teraz spróbuje:

Z „Melanippy”

„Zeus, jak to mówią podania prawdziwe”...

DIONIZOS

przerywa

Przepadliśmy z kretesem, znów przylepi słojek.

Do tych twoich prologów przylepił się słojek,

Jak jęczmień do powieki. Dajmy temu pokój,

A do chórów się zabierz teraz z bogów wolą!

EURYPIDES

Na pewno ci wykażę, jakim jest partaczem

W chórach; jak wszystko robi na jedno kopyto.

CHÓR

Co to będzie, co to będzie?

Mam obawę tę na względzie,

Czy w krytycznym swym zapędzie

Znajdzie wadę w mistrza chórach,

Najpiękniejszych pieśni tworach!

Po dziś niezrównanych wzorach!

SCENA XX

Ci sami.

EURYPIDES

z ironią

Tak... chóry przecudowne, zaraz się pokaże.

Wszystkie chóry mu naraz wyrżnę... do jednego!

DIONIZOS

Ja zaś będę rachował ściśle na kamyczkach.

Słychać grę na flecie solo.

EURYPIDES

parodiuje śpiew z „Mirmidonów” Ajschylosa

„Ftyjocki Achillesie tam rzeź mężów, bitwa!

Grzmot boju słyszysz, więc na pomoc bież!

Praojcze nasz, Hermesie, czci lud cię znad jezior —

Grzmot boju słyszysz, więc na pomoc bież!”

DIONIZOS

odkłada dwa kamyki

Ajschylu, już dwa grzmoty!

EURYPIDES

z „Ifigenii”

„Synu Atreusa dawny, mocarzu, odpowiedz!”

Grzmot boju słyszysz, więc na pomoc bież!

DIONIZOS

trzeci kamyk

To trzeci grzmot, Ajschylu!

EURYPIDES

„Ifigenia w Taurydzie”

„Ukorzcie się — kapłanki Artemidy kroczą!”

Grzmot boju słyszysz, więc na pomoc bież!

z „Agamemnona”

„Mogę głosić od króla wróżbę dobrą z drogi”.

Grzmot boju słyszysz, więc na pomoc bież!

DIONIZOS

odkłada kilka kamyków naraz

Królu Zeusie! Toż chmura grzmotów spada na nas.

Okropność! Ja bym chętnie poszedł do łazienek,

Bo od tych grzmotów srodze spęczniały mi jądra!

EURYPIDES

Zaczekaj, a usłyszysz inny rodzaj pieśni,

Utworzonych do śpiewu i do gry na cytrze!

DIONIZOS

Więc zaczynaj, a nie grzmoć już tym swoim grzmotem!

EURYPIDES

śpiew z „Agamemnona” Ajschylosa

„Jako Achajscy dwu tronów mocarze,

Wiodąc Hellady młódź...

muzykę naśladuje ustami i rękoma

Flatto-dratto, flatto-dratt!

Sfinksę208, złowrogą sukę, wysyłają,

Co daje straszny los...

Flatto-dratto, flatto dratt!

Dzidą i mieczem potrząsa wichrowy,

Zemstą dyszący ptak(??)...

Flatto-dratto...

Lotne samice nadstawiają się mu

Z szumem ogromnych piór...

Flatto-dratto...Flatto-dratto...

Obok Ajasa wbity miecz...

deficit209

Flatto-dratto...”

DIONIZOS

ostro do Ajschylosa

Cóż to za „flatto-dratto”, może flaki, dratwy,

Koncept z przedmieścia wzięty, gdzieś od powroźników?

AJSCHYLOS

Lecz ja z pięknych — piękniejsze wytworzyłem chóry;

I nie widziano, abym na lewadzie210 Muzom

Poświęconej te same co Frynich rwał kwiaty.

Wżdy on niby kurwiątko wszystko kradzie: pieśni

I toasty Meleta211, karskie212 jeremiady213,

Treny, śpiewki taneczne; udowodnię zaraz.

Niech kto lirę przyniesie! Ale zresztą po co

Nam liry? Gdzie ta panna, co gra na skorupach?

do owej

No, sam tu ku nam, jejmość Muzo Eurypida —

Do jego pieśni takiej trzeba muzykantki!

DIONIZOS

Arcyskromna ta Muza i nie półdziewica!

Wychodzi stara wiedźma, mając w ręku skorupy.

AJSCHYLOS

parodiując Eurypidesa, śpiewa

„Zimorodki, piejące na burzliwej fali!214

Wam skrzydełek piórka lotne

Zwilżają kropie wilgotne.

I wy, co gdzieś pod strychem po kątach siedzicie,

Wij-wij-wij-wij-wij-wijąc nić pająki:

Niby przędzę cienkosnutą

Przez to czółenko z dźwięczną nutą,

Gdzie delfin muzykalny pląsa poprzed215 sztaby216

Czarnodzióbych łodzi, wróżąc dobrą sławę.

Blask pączka winogradu,

Siły krzepiącego grona,

Dziecię, zarzuć ramiona!”

do Dionizosa

A miarkujesz tę stopę217?

DIONIZOS

Hm!

AJSCHYLOS

A tamtę?

DIONIZOS

Widzę...

AJSCHYLOS

Taką rytmów siekankę stworzyłeś i ty śmiesz

Przyganiać moim chórom, ty, coś chór obracał

Jak heterkę218 Kirenę219 na dwanaście figur?!

Więc takie twoje chóry. — Teraz usłyszycie

I poznacie monodię — jego wynalazku!

śpiew i taniec solo

I

„O Nocy ponure mroki!

Jakiż miałam sen straszliwy.

Sen to Hadesa wysłannik,

Duszę umarłą mający,

Czarnej nocy syn

Z upiorową głową,

W czarnotrupich szatach,

Z ślepi łyskał krwią

I szponami rwał!

Lecz mi, służebne, światło zapalcie

I wody w dzbanach z rzeki przynieście,

I prędko ją zagotujcie!

Chcę obmyć się z boskiego snu”.

II

„Och! Duchu mocny, stało się, stało!

Och! Do mnie, słudzy, biegajcie wraz!

Och! I wyrocznia już się spełniła:

Glika ukradła mego kogutka

I z nim uciekła!

O Nimfy, szczytów mieszkanki,

I ty, Maryna, a gońcież ją!

Właśnie tak byłam zajęta nieboga

Moją robotą: na wartkie wrzeciono

Wij-wij-wij-wijąc przędzy cienką nić,

A z nici pasma, aby je o świcie

Na targu w rynku za grosz dobry zbyć.

Wtem sen się uniósł, podleciał w etery

Lekkimi skrzydeł odruchy,

A mnie zostawił boleść i żałobę

I ronię, ronię z oczu gorzkie łzy!”

III

„Lecz kreteńscy rycerze, wy synowie Idy220,

Wziąwszy łuki, zatoczcie wraz wojenny taniec

I otoczcie jej dom!

Ty prześwięta dziewico, Artemido221 piękna,

Co powściągasz psów sforę, przybądź mi na pomoc

I otocz dom zewsząd!

I ty, córo Zeusowa,

Hekato, co w obu dłoniach

Dzierżysz pochodnie płomienne,

Poświeć mi do domu Gliki,

A złapię ją na kradzieży

Mego kogutka!”

DIONIZOS

Pfe! Dajże już pokój chórom!

AJSCHYLOS

Już i ja mam dosyć.

Tylko jeszcze na wagę chciałbym go wpakować,

A to jedno oznaczy wartość naszej sztuki

I wykaże dokładnie treść — wagę wyrazów.

DIONIZOS

Więc dawać tutaj wagę, bo widzę, że trzeba

Sztukę wieszczów tak ważyć, jako owcze sery.

Służba wnosi ogromną dwuszalną wagę; poeci zbliżają się do niej.

CHÓR

Dzielni obaj, obaj zuchy!

Nastąpi zaś nowy sposób:

Niebywały, niewidziany,

Nikt go inny nie wymyśli!

Gdyby mi kto wśród obecnych

Opowiadał, że tak było,

Nie wierzyłbym, leczbym rzekł,

Że po prostu wszystko łże!

SCENA XXI

Ci sami.

DIONIZOS

Stańcie po obu stronach szal!

Obaj się ustawiają.

EURYPIDES i AJSCHYLOS

Stoimy.

DIONIZOS

Ująwszy je, niech każdy swoje wypowiada

I nie pierwej puszczajcie, aż wam powiem „kuku”!

EURYPIDES i AJSCHYLOS

Trzymamy.

Każdy chwyta za szalę.

DIONIZOS

Teraz mówcie, ale wprost do wagi!

EURYPIDES

pierwszy wiersz z „Medei”

„Oby łódź Argo nie płynęła nigdy”.

AJSCHYLOS

z „Filokteta”

„Sperchejskie222 wody i łąki bawole”.

DIONIZOS

Kuku! Puszczajcie teraz! Jego szala spadła

Gwałtownie, Eurypidzie!

EURYPIDES

Cóż to za przyczyna?

DIONIZOS

Ha! Poszachrował, widać, jak handlarze wełną:

Zamoczył słowa wodą tak jak oni wełnę.

Ty zaś wsadziłeś wierszyk lekki, użaglony...

AJSCHYLOS

To niech mówi raz drugi i stawia na szalę!

DIONIZOS

Chwytajcie więc raz drugi!

EURYPIDES i AJSCHYLOS

Trzymamy.

DIONIZOS

No — mówcie!

EURYPIDES

z „Antygony”

„Świątynią pierwszą Swady jest duch ludzki”.

AJSCHYLOS

z „Nioby”

„Wśród bóstw — Śmierć jedna nie łaknie kadzideł”.

DIONIZOS

Kuku! Puszczajcie! Znowu jego przeważyło,

Bo śmierć, najcięższe z nieszczęść, na wagę położył!...

EURYPIDES

Przecież ja Swadę dałem, słowo ślicznie brzmiące!

DIONIZOS

Ech! Swada — pusty wyraz i często... bez sensu.

Lecz szukaj co innego, coś bardzo ważnego,

Co ci przechyli szalę: wiersz potężny, wielki.

EURYPIDES

Ba! Gdzież u mnie wiersz taki, gdzie jest?

DIONIZOS

drwiąco

Wiesz co? Powiedz:

„Zgrał się Achilles, choć grał nieźle w kości223”.

Mów to śmiało, bo teraz ostatnia już stawka!

EURYPIDES

z „Meleagra”

„Ujął maczugę ciężką, jak ze stali”...

AJSCHYLOS

z „Glaukosa”

„Rydwan na rydwan, trup na trupa wali”...

DIONIZOS

I znowu zakpił z ciebie!

EURYPIDES

Coś tu niewyraźnie...

DIONIZOS

Gadanie! Dwa rydwany a na to dwa trupy:

Tego by nie udźwigło stu egipskich chamów!

AJSCHYLOS

Więc mniejsza o wiersz jakiś... Niechaj tu na wagę

Wejdzie on, dzieci jego, żona, Kefisofont,

Niech nawet siędzie razem ze swą biblioteką,

A ja dwa słowa powiem, dwa tylko...

Tu brakuje w tekście kilku wierszy.

Wchodzi Pluton w orszaku dworzan i piekielnych dygnitarzy, robi się rumor, tok się przerywa, a Dionizos zwraca się do Plutona.224

SCENA XXIL

Ci sami i Pluton.

DIONIZOS

do Plutona i jego orszaku

Przyjaciele kochani, ja ich nie rozsądzę,

Nie chcę też do żadnego objawić niechęci.

Jednego mam za mędrca, drugi mnie zachwyca.

PLUTON

Więc nie załatwisz tego, po co się wybrałeś?

DIONIZOS

No, a jeśli rozsądzę?

PLUTON

Weźmiesz na świat tego,

Kogo wolisz, byś darmo nie trudził się do nas.

DIONIZOS

Serdecznie ci dziękuję. — Wy obaj słuchajcie:

Jam do podziemia wstąpił po wieszcza.

EURYPIDES

W zamiarze?

DIONIZOS

By miasto ocalone zaprzęgnął do chórów.

Który z was chce ojczyźnie służyć dobrą służbą,

Tego zabiorę z sobą na świat między żywe.

Przede wszystkim wyjawcie o Alkibiadesie

Wasze zdanie sumiennie, boć ojczyzna cierpi

A tęskni doń, przeklina, nienawidzi, pragnie!

EURYPIDES

„Obywatelem gardzę, co leniwą

Niósł pomoc miastu, a szkodził zbyt żywo,

Zyski brał dla się, miastu dawał szkodę!”

DIONIZOS

Dobrze, na Posejdona. A ty, co nam powiesz?

AJSCHYLOS

„Nie trzeba było lwiątka w mieście żywić:

Gdy na lwa wzrosło, nie lza225 się przeciwić!”

DIONIZOS

Na Zeusa zbawiciela! Nie wydam ja sądu!

Ten ci wyrzekł przebiegle, a tamten przemyślnie.

Lecz jeszcze jedno tylko wyjawcie mi zdanie:

Jak się zapatrujecie na miasta ratunek?

EURYPIDES

Wiem wszystko! Zaraz mówię!226

DIONIZOS

Mów tedy, słuchamy.

EURYPIDES

Kiedy właśnie niewiarę zamienimy w wiarę,

A wiarę na niewiarę...

DIONIZOS

Zgoła nie rozumiem.

Powiedz to w mniej uczony a jaśniejszy sposób!

EURYPIDES

Jeśli obywatelom, którym dziś wierzymy,

Przestaniemy wręcz wierzyć, a tych wybierzemy,

Których nie wybieramy — ocalim ojczyznę.

Jeśliśmy teraz w biedzie wśród danych warunków,

Zmieńmy je na przeciwne, musim się ocalić227.

DIONIZOS

Ślicznie! O mądra głowo! Palamedzie228 drugi!

do Ajschylosa

A ty zasię229 co powiesz?

AJSCHYLOS

Rzeknij ty mnie pierwej,

Jakich miasto wybiera do rządu, czy prawych?

DIONIZOS

Gdzież tam! Tych nienawidzą.

AJSCHYLOS

A kochają łotrów?

DIONIZOS

Kochają? Nie, lecz biorą do służby z przymusu.

AJSCHYLOS

Jak więc można ocalić państwo, które nie chce

Iść ni w prawo, ni w lewo, ni w tył, ani naprzód?

PLUTON

Racz teraz wydać wyrok!230

DIONIZOS

Sąd mój będzie taki:

Wybiorę tego, kogo serce me uwielbia.

EURYPIDES

Więc pamiętaj na bogi, na które przysiągłeś,

Że mnie zabierzesz na świat. Wybaw przyjaciela!

DIONIZOS

„Język tylko przysięgał”231— ja biorę Ajschyla!

EURYPIDES

Cóżeś zrobił, ty błaźnie, ty idioto!

DIONIZOS

Kto? Ja?!

Sąd wydałem, że wygrał Ajschylos, czy nie tak?

EURYPIDES

Postąpiwszy tak podle, śmiesz mi patrzeć w oczy?

DIONIZOS

Podłe jest, co widzowie za podłe uznają.

EURYPIDES

Nędzniku, więc dozwolisz, bym naprawdę umarł?

DIONIZOS

Któż wie, czy nie to samo u cię „żyć” i „umrzeć”

Czy bić a pić nie jedno, spać a być podściółką??

PLUTON

do Dionizosa

Pozwólcie Waszmość do mnie, proszę w dom...

DIONIZOS

Dziękujem...

PLUTON

Chcę Waszmościów ugościć, nim stąd odpłyniecie.

DIONIZOS

Doskonale. Ba, o to nigdy się nie gniewam.

Wszyscy oprócz chóru wchodzą do pałacu Plutona.

CHÓR

(1482–1499)

antystrofa I

Szczęsny mąż on, co posiada

Umysł bystry jasnowida:

Krociom duch się jego przyda.

Ten wykazał um232 nie lada,

Więc odejdzie stąd na światy

Gwoli szczęścia swej ojczyźnie

Między rodne swoje braty,

Między druhy, między bliźnie.

antystrofa II

Jakże pięknie, że młodziki,

Wyrwawszy się raz z pazurów,

Sokratesa nie obsiędą,

Żeby paplać, a muzyki

Lub tragicznych niechać chórów!

Wżdy, kto harde słowa miota,

O włos kozi — durno-ścisły

Spór wywodząc, bając wszędzie:

Próżnująca to robota

Męża, co postradał zmysły!

EXODOS. WYJŚCIE CHÓRU

Wychodzą z pałacu Pluton, Ajschylos, Dionizos.

SCENA XXIII

Pluton, Ajschylos, Dionizos, Chór.

PLUTON

Idź więc, Ajschylu, w szczęściu, weselu

I miasto wasze radą uczciwą

Ratuj, pouczaj i dźwigaj żywo

Tych nierozsądnych, a jest ich wielu!

Kleofontowi zanieś ten sztylet,

Te stryczki tutaj daj podskarbnikom,

Nikomachowi i Myrmekowi,

A tę truciznę Archenomowi233.

W moim imieniu odkaż234 im, aby

Tu przyszli martwi, a nie zwlekali.

Jeśli się dusznie235 nie stawią, przebóg,

Ja sam na skórze piętno wypalę236

I każę okuć w kajdanki łotrów

Wraz z Adejmantem, synem Leuklofa237,

I do podziemia raz dwa przystawię!

AJSCHYLOS

Spełnię nakazy. Ty tron mój zasię

Sofoklesowi oddaj na czasie.

Niechże go dzierży, aż tu przytomnie

Wrócę sam do was: zawżdy ja wierę,

Że on w mądrości wtór trzyma po mnie.

Wżdy pomnij: wyżeń238 tego przecherę,

Tego wykpisza, ździercę ołtarzy,

Jeśli na tron mój targnąć się waży,

Nawet niechcący!

PLUTON

do Chóru

Wy przeto na cześć jego zapalcie

Święte pochodnie, w krąg korowody

Zatoczcie, piejcie w głos jego ody

I hymnem chwalcie!

Pluton z orszakiem wraca do pałacu. Chór zapala pochodnie i przeprowadza śpiewem Dionizosa i Ajschylosa.

CHÓR

Szczęścia na drogę użyczcie też odchodzącemu poecie,

Zmierzającemu na światło poszczęśćcie, bogowie podziemni,

Miastu zaś dajcie szlachetnych powodzeń szlachetne pomysły!

W ogóle z wrogich obieży239 i wojny nieznośnych pochrzęstów

Obyśmy wyszli nareszcie! Kleofont zaś dalej niech walczy

Oraz podobne przywłoki240 na swoichże własnych śmietnikach!

Przypisy:

1. Perykles (ok. 495–429 p.n.e.) — polityk i mówca ateński. [przypis edytorski]

2. Fidiasz (ok. 490–ok. 430 p.n.e.) — najwybitniejszy rzeźbiarz grecki okresu klasycznego; autor m.in. posągów Ateny Promachos i Ateny Partenos na ateńskim Akropolu oraz posągu Zeusa w Olimpii, zaliczanego do siedmiu cudów świata staroż. [przypis edytorski]

3. Ajschylos (525–456 p.n.e) — dramaturg grecki, uważany za twórcę tragedii jako gatunku literackiego. [przypis edytorski]

4. chrobry (daw.) — dzielny, odważny. [przypis edytorski]

5. Lakon — Spartanin; Lakonia, kraina w płd.-wsch. części Płw. Peloponeskiego, stanowiła gł. część państwa spartańskiego, ze stolicą w Sparcie. [przypis edytorski]

6. Dekeleja — staroż. wioska w pobliżu Aten; w 413 p.n.e., podczas wojny peloponeskiej, zajęta i ufortyfikowana przez Spartan, którzy pozostali tam na stałe, ciągłymi wypadami zagrażając okolicom, podczas gdy wcześniej na zimę powracali do domu. [przypis edytorski]

7. ochlokracja (z gr.) — rządy tłumu; wynaturzona forma demokracji bezpośredniej, w której nie obowiązują zasady prawne ani nie występują struktury organizacyjne, zaś władzę sprawuje kierujący się zmiennymi emocjami tłum, ustawicznie ulegający wpływom demagogów. [przypis edytorski]

8. z Sokratesem, którego Arystofanes niesłusznie szarpie — w komedii Chmury. [przypis edytorski]

9. Kleon (zm. 422 p.n.e.) — ateński wódz i polityk, demagog, przeciwnik Peryklesa; w 425 p.n.e. wspólnie z Demostenesem pokonał i wziął do niewoli garnizon spartański na wyspie Sfakteria. [przypis edytorski]

10. Alkibiades a. Alcybiades (450–404 p.n.e.) — wódz i polityk ateński, w młodości uczeń Sokratesa, jako strateg odegrał dużą rolę w ostatnich 15 latach wojny peloponeskiej. [przypis edytorski]

11. Lamachos, Demostenes, Nikias — wodzowie ateńscy podczas wyprawy na Sycylię; Lamachos zginął w bitwie, Demostenes i Nikiasz trafili do niewoli spartańskiej i zostali straceni. [przypis edytorski]

12. nawa (daw.) — statek, okręt. [przypis edytorski]

13. mury Pireja i Munichii — w Pireusie znajdowały się główne porty Aten, m.in. jeden z dwu portów wojennych, którego broniła twierdza na pobliskim wzgórzu Munichia. Silnie ufortyfikowany Pireus połączono z Atenami Długimi Murami, zapewniającymi bezpieczne połączenie pomiędzy oboma miastami, odległymi o ok. 6 km. [przypis edytorski]

14. ἄστυ (gr.) — miasto; w Attyce: Ateny, centralna część miasta-państwa (polis) w przeciwieństwie do okolicznych wiosek, portów i innych terenów. [przypis edytorski]

15. gonno (daw.) — strzeliście; por. gonny: śmigły, wybujały, wysoki i prosty. [przypis edytorski]

16. gazdować (reg.) — być gazdą (właścicielem gospodarstwa), gospodarzyć. [przypis edytorski]

17. szykowiec (daw.) — człowiek szykowny, elegant. [przypis edytorski]

18. tromtradrata — człowiek, który krzykliwie, efekciarsko głosi jakieś poglądy lub górnolotne hasła pozbawione treści. [przypis edytorski]

19. Sofokles (496–406 p.n.e.) — jeden z trzech największych tragików greckich. [przypis edytorski]

20. Eurypides (ok. 480–406 p.n.e.) — dramaturg grecki, autor tragedii, uznawany za reformatora gatunku. [przypis edytorski]

21. Eupolis (ok. 445–ok. 410 p.n.e.) — komediopisarz ateński; jego dzieła zachowały się tylko we fragmentach; istnieje kilka tradycji staroż. co do jego śmierci. [przypis edytorski]

22. Pnyks — wzgórze ateńskie w pobliżu Akropolu, miejsce zgromadzeń ludowych w staroż. Atenach. [przypis edytorski]

23. agora — rynek; centralny plac w miastach greckich, na którym koncentrowało się życie polityczne (dysputy, obchody świąt) oraz handel. [przypis edytorski]

24. gimnazjum (łac. gymnasium, z gr. gymnasion: miejsce ćwiczeń) — w staroż. miastach greckich ośrodek ćwiczeń fizycznych i treningu sportowego (por. gimnastyka), złożony z otwartego placu z bieżnią i boiskiem oraz półkrytych i krytych budynków. Gimnazjony, jako popularne miejsca spotkań, stały się również miejscami wykładów, dysput i nauczania. [przypis edytorski]

25. Akropola — dziś popr. w r.m.: Akropol. [przypis edytorski]

26. koszlawy — dziś: koślawy; krzywy, niezgrabny. [przypis edytorski]

27. mob (z ang.) — motłoch, tłuszcza, hałastra. [przypis edytorski]

28. stolec (daw.) — krzesło, tron; por.: stolica. [przypis edytorski]

29. Ananke (mit. gr.) — bogini konieczności, nieuchronności. [przypis edytorski]

30. oszołomny (rzad.) — wprawiający w oszołomienie, oszałamiający. [przypis edytorski]

31. Pluton (gr. Πλούτων; mit. gr.) — określenie boga świata umarłych, Hadesa, pochodzące od wyrazu πλοῦτος: bogactwo. [przypis edytorski]

32. fraucymer (z niem. Frauenzimmer: komnata kobiet, pokój dla dam) — damy dworu, stałe towarzystwo królowej lub księżnej. [przypis edytorski]

33. Persefona (mit. gr.) — bogini podziemnej krainy zmarłych, córka Zeusa i Demeter, małżonka Hadesa. [przypis edytorski]

34. szafranowy — intensywnie żółty; barwiony żółtym barwnikiem uzyskiwanym z krokusów. [przypis edytorski]

35. przez ramię (...) przewieszona skóra lwa, w ręku tęga maczuga — atrybuty Heraklesa, herosa znanego z ogromnej siły, który gołymi rękami udusił lwa z Nemei, a jego skórę nosił później jako pancerz. [przypis edytorski]

36. juki — para połączonych ze sobą skórzanych worków służących do przewożenia bagażu na grzbiecie zwierzęcia. [przypis edytorski]

37. acan (daw.) — pot. skrót. od: waszmość pan. [przypis edytorski]

38. Frynich, Likis i Ameipsjas — współcześni komediopisarze. [przypis tłumacza]

39. Czemużem nie walczył / W bitwie morskiej — mowa o bitwie pod Arginuzami 406 r., stoczonej przed kilku miesiącami; Ateńczycy, wycieńczeni już blisko 30-letnią walką, uzbroili niewolników, nadając im wolność. [przypis tłumacza]

40. hajdamaka (daw., z tur.) — hultaj, zbój, rabuś. [przypis edytorski]

41. Demeter (mit. gr.) — bogini zbóż, pól uprawnych i rolnictwa, matka Persefony, żony Hadesa. [przypis edytorski]

42. szafranny (daw.) — szafranowy. [przypis edytorski]

43. Klejstenes — bogaty Ateńczyk, znany z rozpusty i hulaszczego życia, zwłaszcza z homoseksualnych skłonności. Własnym kosztem zbudował trierę i brał udział w bitwie zwycięskiej pod Arginuzami. [przypis tłumacza]

44. Apollo (mit. gr.) — bóg słońca, sztuki, wróżbiarstwa i gwałtownej śmierci, przewodnik dziewięciu muz. [przypis edytorski]

45. Andromeda — tu: dramat Eurypidesa. [przypis tłumacza]

46. prażucha (gw.) — potrawa z prażonej mąki, zwykle z dodatkiem słoniny. [przypis edytorski]

47. Czyś tak kiedy nie tęsknił za świeżą prażuchą? — Heraklesa przedstawiają komicy jako nieskromnego żarłoka. [przypis tłumacza]

48. Czym ci jasno przedstawił, czy mam rzec inaczej? — cytat z Eurypidesa Hipsipili. [przypis tłumacza]

49. szarpie mną tęsknica za wieszczem Eurypidem — Eurypides zmarł rok przed zaprezentowaniem Żab. W Atenach sztuki teatralne wystawiano w ramach świąt religijnych ku czci Dionizosa, dlatego właśnie Dionizos, skądinąd bóg płodności i wina, szczególnie interesuje się sztuką dramatyczną i jej twórcami. [przypis edytorski]

50. wżdy (daw.) — przecież, jednak. [przypis edytorski]

51. Dobrzy bowiem pomarli, żywi nic nie warci — cytat z Eurypidesa Oineus. [przypis tłumacza]

52. Ijofon — syn Sofoklesa, tęgi poeta, ale posądzano go, że mu ojciec pomaga lub że korzysta z ojca pism. [przypis tłumacza]

53. iście (daw.) — rzeczywiście, naprawdę. [przypis edytorski]

54. atoli (daw.) — jednak, ale; spójnik wyrażający przeciwstawienie, kontrast. [przypis edytorski]

55. Agaton — jeden z lepszych współczesnych tragików. Nie umarł, lecz wyjechał do Macedonii. [przypis tłumacza]

56. Ksenokles, Pytangelos— obaj nietędzy tragicy współcześni. [przypis edytorski]

57. Eterze, Zeusa gmachu — z Eurypidesa Melanippe. [przypis tłumacza]

58. O Stopo Czasu — z Eurypidesa Aleksandros. [przypis tłumacza]

59. Serce dało przysięgę najświętszą wbrew woli... — z Eurypidesa Hippolytos. [przypis tłumacza]

60. Udając się za ciebie — dziś popr.: będąc przebranym za ciebie, udając ciebie. [przypis edytorski]

61. Kerberos a. Cerber (mit. gr.) — wielogłowy pies strzegący bram Hadesu, królestwa zmarłych. Ostatnim z dwunastu zadań wykonanych przez Heraklesa było pojmanie Kerberosa i dostarczenie na ziemię. [przypis edytorski]

62. zamtuz (daw.) — dom publiczny. [przypis edytorski]

63. szalej, szalej jadowity — silnie trująca roślina, z której wytwarzano cykutę. [przypis edytorski]

64. otęgnąć (gw.) — otężeć (daw.), zesztywnieć, stać się nieruchomym. [przypis edytorski]

65. Keramik — Keramejkos, dzielnica staroż. Aten zamieszkiwana przez garncarzy. [przypis edytorski]

66. gonitwy z pochodnią — podczas świąt Hefajstosa, Prometeusa, Panateńskich i w święto Pana biegali pieszo lub konno efebowie z pochodnią do mety. Wyścigi zaczynały się w gaju Akademosa: przez Keramską bramę do miasta. Zwycięzca, który przybył z pochodnią płonącą do celu, dostawał wieniec. [przypis tłumacza]

67. sine jezioro — wg źródeł greckich kraina zmarłych znajdowała się na drugim brzegu Acheronu, płynącej przez Podziemia rzeki; niekiedy mowa o przeprawie przez jezioro lub moczary (λίμνη) Acherońskie (Eurypides, Alcestis, w. 439). [przypis edytorski]

68. wioślarz (...) zgrzybiały — tj. Charon, przewożący dusze zmarłych na drugą stronę wód oddzielających świat żywych od krainy zmarłych. [przypis edytorski]

69. Przewiezie, gdy zapłacisz dwa obole myta — zapłatą dla Charona była pojedyncza moneta, zwyczajowo w źródłach gr. nazywana obolem (faktycznie jako opłatę dla przewoźnika wkładano w usta zmarłego jakąś miejscową monetę o drobnej wartości). Dwa obole stanowią aluzję do sytuacji widzów: wystawiane widowiska, początkowo bezpłatne jako część obrzędów kultowych, stały się tak popularne, że w czasach Arystofanesa władze miasta pobierały opłatę za wstęp w wysokości dwóch oboli. Najbiedniejsi obywatele mogli otrzymać zasiłek teatralny na pokrycie kosztów biletów. [przypis edytorski]

70. Tezeusz (mit. gr.) — heros ateński, zabójca Minotaura. Tezeusz i jego przyjaciel Pejritoos przysięgli, że zdobędą córki Zeusa za żony. Tezeusz towarzyszył Pejritoosowi w drodze przez Podziemia, by pomóc mu uprowadzić Persefonę, córkę Zeusa i żonę Hadesa. Kiedy zmęczeni wędrówką po krainie zmarłych usiedli na głazach, nie mogli powstać ani się ruszyć. Tezeusz został po dłuższym czasie uwolniony przez Heraklesa, kiedy ten przybył, by porwać psa Cerbera. Próba uwolnienia Pejritoosa się nie udała. [przypis edytorski]

71. miriada (z gr. myrias) — grecki liczebnik oznaczający dziesięć tysięcy, używany zwykle w liczbie mnogiej na określenie ogromnej, trudnej do policzenia liczby czegoś. [przypis edytorski]

72. odrażać (daw.) — zrażać, zniechęcać. [przypis edytorski]

73. Kinesjas — poeta nowomodny, twórca dytyrambów, wyśmiany przez Arystofanesa w Ptakach. Syn tego Meletosa, który oskarżał Sokratesa, niesłychanie długi, chudy i wątły był przedmiotem drwin i szyderstw ze strony licznych poetów. [przypis tłumacza]

74. Morsym — syn Filoklesa, powinowaty Ajschylosa, sam marny poeta. [przypis tłumacza]

75. Oni ci wskażą wszystko, o co tylko spytasz (...) najlepiej owe drogi znają — aluzja do tajemnic eleuzyjskich. Hierofant, jak wiadomo, pouczał mystów o życiu przyszłym. [przypis tłumacza]

76. mary — nosze do przenoszenia zmarłego. [przypis edytorski]

77. drachma — staroż. moneta grecka o wartości sześciu oboli. [przypis edytorski]

78. Wolę raczej ożyć! — wszystko na odwrót, tam na świecie mówi się: „Wolałbym umrzeć!”. [przypis tłumacza]

79. Lete (mit. gr.) — jedna z rzek podziemnej krainy zmarłych. [przypis edytorski]

80. Oknus a. Oknos (mit. gr.) — uosobienie powolności, wahania i zwlekania, po śmierci skazany na bezsensowną pracę: wieczne splatanie słomianego sznura, którego koniec zjada osioł. [przypis edytorski]

81. Tartar (mit. gr.) — przepaść w podziemnej krainie zmarłych, miejsce pobytu dusz skazanych na wieczne cierpienie. [przypis edytorski]

82. czółn (daw.) — czółno. [przypis edytorski]

83. młaka — teren podmokły, zabagniony, moczary. [przypis edytorski]

84. sięść (daw.) — siąść. [przypis edytorski]

85. dzierżać (daw.) — dzierżyć, trzymać. [przypis edytorski]

86. nie z Salaminy — mieszkańców wyspy Salaminy uważano za świetnych wioślarzy. [przypis edytorski]

87. Nysa (gr. Νῦσα) (mit. gr.) — góra, na której nimfy deszczu wychowywały młodego Dionizosa. [przypis edytorski]

88. Dziadów... święta — trzeci dzień Anthesteriów, poświęcony Hermesowi, w którym garnki napełnione potrawami ofiarowano duszom zmarłym; a zatem to, co nasze Dziady (Zaduszki), obchodzone jednak bardzo wesoło, pląsami i sobótką. [przypis tłumacza]

89. mimo (daw.) — obok. [przypis edytorski]

90. Pan (mit. gr.) — bóg pasterzy, przedstawiany z koźlimi nogami i rogami; jego rzymski odpowiednik to Faun. [przypis edytorski]

91. rado (daw.) — chętnie, z zadowoleniem, ochoczo. [przypis edytorski]

92. gędziebny (daw.) — muzyczny (od „gędźba”, muzyka). [przypis edytorski]

93. breszyć (daw., reg.) — mówić głupoty. [przypis edytorski]

94. pospołu (daw.) — wspólnie, razem. [przypis edytorski]

95. mienić (przestarz.) — nadawać miano, nazywać kogoś lub coś. [przypis edytorski]

96. Empusa (mit. gr.) — monstrum zesłane przez Hekatę, niepokoiło podróżnych, a żywiło się mięsem ludzkim. [przypis tłumacza]

97. deklamować z Hegelochem górnie:/ „Po groźnej burzy jasny słoneczny cień nastał” — aktor Hegelochos pomylił się w wymowie, czym rozśmieszył cały teatr. Ksantias przytacza tę pomyłkę. Po polsku oddałem to grą wymów: „cień” i „dzień”. [przypis tłumacza]

98. przysiąż — dziś popr.: przysięgnij. [przypis edytorski]

99. Dyjagoras [dziś popr. Diagoras] — poeta dytyrambiczny, którego wypędzono z Aten za bezbożność: Ksantias ironizuje. [przypis tłumacza]

100. chybać (daw.) — biec, pędzić. [przypis edytorski]

101. chylać (daw.) — chylić. [przypis edytorski]

102. Charyty (mit. gr.) — boginie wdzięku i piękna. [przypis edytorski]

103. kaganiec (daw.) — prymitywna lampka: naczynie, wewnątrz którego płonął ogień; częściej spotyka się formę zdrobn.: kaganek. [przypis edytorski]

104. KORYFAJOS — dalej występujący pod polskim określeniem Przodownik Chóru. [przypis edytorski]

105. Kratyn — jeden z najstarszych znakomitych komików z czasów Peryklesa, za dytyramby, na cześć Bacchusa, otrzymał nieraz pierwszą nagrodę, którą był młody byk: stąd „łowca byków”. [przypis tłumacza]

106. korab (daw.) — statek. [przypis edytorski]

107. Ajgina a. Egina — wyspa w Zat. Sarońskiej, na płd.-zach. od Aten; od 457 podporządkowana Atenom. [przypis edytorski]

108. Thorykion — jakiś celnik, zdrajca. [przypis tłumacza]

109. Epidaur — staroż. miasto na Peloponezie, nad Zatoką Sarońską. [przypis edytorski]

110. Hekate (mit. gr.) — bogini ciemności, strzegąca bram Hadesu. [przypis edytorski]

111. w Hekaty chórach śpiewał, a do jej kapliczek plwał — opowiadano o niestosownym zachowaniu poety Kinesjasa w pobliżu świątyni Hekaty. [przypis edytorski]

112. Sławy wieniec wieszczom wydarł, bałamucąc z zemsty lud — atakowany przez komediopisarzy polityk ateński Agyrrios miał zaproponować na Zgromadzeniu Ludowym obniżenie im honorariów. [przypis edytorski]

113. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

114. piać (daw.) — śpiewać. [przypis edytorski]

115. godowy (daw.) — świąteczny; odświętny. [przypis edytorski]

116. krasa — uroda, piękno. [przypis edytorski]

117. rej (daw.) — korowód taneczny. [przypis edytorski]

118. gospodyn a. gospodzin (daw.) — pan. [przypis edytorski]

119. społem (daw.) — wspólnie, razem. [przypis edytorski]

120. przebieżyć (daw.) — przebiec. [przypis edytorski]

121. Archedemos z przydomkiem „kaprawy” — wpływowy Ateńczyk owej epoki, wichrzyciel znany i pierwszy oskarżyciel jednego z wodzów bitwy pod Arginuzami, Erasinidesa, czym dał powód do wytoczenia procesu owym 10 wodzom, z których siedmiu pod błahym pozorem nieratowania rozbitków stracono. Był to przybłęda, obcy, który nie należał do attyckich fratrii; stąd te docinki. [przypis tłumacza]

122. Klejstenes — bogaty Ateńczyk, znany jako rozpustnik, sybaryta, perwers, ale brał udział w bitwie arginuskiej na własnej trierze w r. 406. [przypis tłumacza]

123. Kalias, syn Jebkonika — syn Hipponika. Arystofanes robi zeń Hippobina, co dosłownie oddaje użyty wyraz. Kalias odziedziczył po ojcu olbrzymią fortunę, którą prędko na hulanki przeszastał. [przypis tłumacza]

124. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

125. przeto (daw.) — więc, zatem. [przypis edytorski]

126. Obcych czy ziomków zarówno chronim — pochwała Ateńczyków za ich ludzkie prawa, dające opiekę i schronienie rozmaitym emigrantom politycznym. [przypis tłumacza]

127. sobaka (pot., z ros.) — pies. [przypis edytorski]

128. Styks (mit. gr.) — najbardziej znana z pięciu rzek podziemnej krainy zmarłych, wypływająca ze stromej skały; według autorów rzym. stanowiła (razem z Acheronem lub samodzielnie) granicę pomiędzy światem żywych a królestwem umarłych. [przypis edytorski]

129. Acheron a. Acheront (mit. gr.) — jedna z rzek podziemnej krainy zmarłych. [przypis edytorski]

130. Kokytos (mit. gr.) — jedna rzek podziemnej krainy zmarłych, dopływ Acheronu. [przypis edytorski]

131. Tartessos — półmityczne staroż. portowe miasto i region na południu Płw. Iberyjskiego, słynące z bogactw centrum handlu metalami. Dla staroż. Greków Tartessos, położone za Cieśniną Gibraltarską, na brzegu Oceanu, znajdowało się na krańcach świata. [przypis edytorski]

132. Gorgony (mit. gr.) — trzy siostry-potwory, przedstawiane ze skrzydłami, ostrymi kłami i szponami oraz wężami zamiast włosów. [przypis edytorski]

133. Tejtrasja (gr. Τείθρας) — jedna ze staroż. gmin ateńskich (demów), położona ok. 20 km na wsch. od Aten, na terenie ob. miasta Pikermi. [przypis edytorski]

134. skurczybyk z Melity — w Melite, zachodnim krańcu Aten, była sławna świątynia Heraklesa, z posągiem znanym powszechnie, dłuta jednego z Fidiaszowych uczniów, Ageladasa. [przypis tłumacza]

135. pomnieć (daw.) — pamiętać. [przypis edytorski]

136. waszeć (daw.) — skrócona forma grzecznościowa: waszmość, tzn. wasza mość, wasza miłość. [przypis edytorski]

137. majcher (gw.) — nóż. [przypis edytorski]

138. Kleon — Kleon „garbarz” odegrał po śmierci Peryklesa bardzo ważną rolę w Atenach: wojnę ze Spartą prowadził na ogół zwycięsko, ale jego krwiożerczość względem sprzymierzeńców oraz niskie, ochlokratyczne zapędy usposobiły doń źle Arystofanesa. Przeciw niemu wymierzona jest komedia tegoż autora pt. Rycerze. [przypis tłumacza]

139. Hyperbolos — również demagog, ale o bardzo małym znaczeniu. Obaj już nie żyją, więc w Hadesie trudnią się, jak ongi na świecie, pieniactwem i tu również są trybunami motłochu. [przypis tłumacza]

140. sprościć — wyprostować. [przypis edytorski]

141. kielce — kły. [przypis edytorski]

142. Archedemos — wspomniany powyżej wichrzyciel. [przypis edytorski]

143. prawy (daw.) — prawdziwy. [przypis edytorski]

144. poszkapić się (pot.) — nie podołać czemuś a. pomylić się w czymś. [przypis edytorski]

145. nahajka — skórzany bicz z krótką rączką. [przypis edytorski]

146. dwaj draby w strojach scytyjskich — w staroż. Atenach miejskie siły porządkowe stanowił oddział Scytów, członków koczowniczego ludu z płd. Ukrainy i Krymu. [przypis edytorski]

147. łoza — długa gałązka, zwłaszcza wierzbowa, witka; tu: chłosta. [przypis edytorski]

148. sam tu! (daw.) — chodź tu! podejdź! [przypis edytorski]

149. ciura (daw.) — pachołek, sługa wojskowy. [przypis edytorski]

150. Tylko go nie bij młodym cybuchem cebuli! — w Atenach straszono pieszczochów i pieszczoszki, dzieci małe, obiciem zielonymi cybuchami (pędami czosnku lub cebuli). [przypis tłumacza]

151. zeznał do oczu — zeznał przed czyimiś oczami, tj. w obecności jakiejś osoby. [przypis edytorski]

152. zasię (daw.) — wara, precz. [przypis edytorski]

153. dyć (gw.) — przecież. [przypis edytorski]

154. jestli (daw.) — jeśli. [przypis edytorski]

155. na przemiany — dziś: na przemian. [przypis edytorski]

156. Dijomia, dziś popr.: Diomeja (gr. Διόμεια) — podmiejska gmina ateńska ze świątynią Heraklesa, gdzie na przełomie lipca i sierpnia obchodzono święto upamiętniające jego śmierć. [przypis edytorski]

157. Fersefatta — Persefona, żona Plutona. [przypis tłumacza]

158. Kleofont — por. Wstęp. [przypis tłumacza]

159. raić — doradzać, polecać. [przypis edytorski]

160. poucza i powabiaKazania Świętokrzyskie [„pobudza, ponęca i powabia”; red. WL]. [przypis tłumacza]

161. Frynich — Frynichos tu wspomniany nie ma nic wspólnego z współzawodnikiem Arystofanesa w komedii, ani z Frynichosem, tragikiem starej szkoły sprzed Ajschylosa. Jest to Ateńczyk bardzo wpływowy, przewrotny demagog, przeciwnik Alkibiadesa, potem ogłoszony przez lud zdrajcą i na rynku w Atenach zabity. (Tukidydes, Wojna peloponeska 8, 92). [W wyniku spisku i zamachu stanu w 411 na krótko obalono demokrację; rządy przejęła oligarchiczna Rada Czterystu, w skład której wchodził radykał Frynichos; skrajni oligarchowie z Rady Czterystu za cenę utrzymania władzy byli gotowi poddać miasto Spartanom; red. WL]. [przypis tłumacza]

162. Niewolnicy, co raz poszli w święty bój / Są panami na platejskich prawach — niewolnikom, którzy brali udział w bitwie pod Arginuzami, darowano wolność oraz, jak wskazuje tekst, przyznano ograniczone prawa obywatelskie, takie jak w 427 nadano uciekinierom z Platejów, po zburzeniu tego miasta przez Spartan. [przypis edytorski]

163. Kleigenes — o Klejgenesie niewiele dowiedzieć się można. Przyjaciel Kleofonta, był czynny przy wypędzeniu Alkibiadesa (407), działał przeciw zawarciu pokoju, nadto jako właściciel podrzędnych łaźni słusznie przez Arystofanesa wzgardliwie wyśmiany. Znienawidzony, nie wychodził bez palicy. [przypis tłumacza]

164. żertwy — w czasie świąt Thargelia palono na stosie dwóch zbrodniarzy na mocy prawa skazanych już na śmierć, jako ofiary pojednawcze za ogół ludu. Palenie odbywało na na wybrzeżu morza, po czym popioły rozsypywano. Ofiary te nazywam starym językiem: żertwy, tj. ofiary całopalne. [przypis tłumacza]

165. czyli — „czy” z partykułą wzmacniającą -li; tu w znaczeniu: czy też. [przypis edytorski]

166. Feb a. Febus (mit. gr.) — zlatynizowana forma słowa Fojbos (gr.: promienny), przydomka Apolla, boga światła i słońca, opiekuna sztuk, patrona poetów i pieśniarzy. [przypis edytorski]

167. prytania — kolegium prytanów, urzędników zarządzających miastem, losowo wybieranych z Rady Pięciuset; także okres ich kadencji (1/10 roku); tu mowa o prytanejonie, tj. oficjalnym budynku władz miejskich, gdzie zasłużonym obywatelom przysługiwały posiłki na koszt państwa. [przypis edytorski]

168. prawidło — forma (najczęściej drewniana) o kształcie stopy, służąca do wyrobu, rozciągania bądź utrzymania fasonu obuwia. [przypis edytorski]

169. łokieć — tu: miarka używana przez kupców do odmierzania długości sukna itp. [przypis edytorski]

170. synu boginki z widłami od gnoju — przytyk do niskiego pochodzenia Eurypidesa: jego matka miała być handlarką jarzyn. [przypis edytorski]

171. poecie kalek i dusz chorych — Niemcy również nazywają Przybyszewskiego: Kranker Seelen Dichter. [przypis tłumacza]

172. Błazeńskich z Krety pieśni — Eurypides posługiwał się nowinką, której twórcami mieli być Kreteńczycy: stosował monodie, solowe pieśni śpiewane przez aktorów. [przypis edytorski]

173. kazirodny (daw.) — kazirodczy. [przypis edytorski]

174. Telefos (mit. gr.) — król Myzji, sojusznik Achajów podczas wojny trojańskiej, tytułowy bohater zaginionej sztuki Eurypidesa. Rana, którą zadał Telefosowi Achilles w nogę, nigdy się nie goiła, mogło ją uleczyć jedynie to samo ostrze. [przypis edytorski]

175. zechceli — daw. konstrukcja z partykułą -li; znaczenie: jeśli zechce. [przypis edytorski]

176. on, onego (daw.) — ten, tego a. on, jego; tu B. lp r.n. ono: to. [przypis edytorski]

177. Dyjos, Dios (mit. gr.) — Dzeus, Zeus, najważniejszy z bogów, władca Olimpu, ojciec dziewięciu Muz. [przypis edytorski]

178. zwolić (daw.) — pozwolić. [przypis edytorski]

179. Wszechrozum — Eurypides, novi aevi praeco, herold nowego wieku i pokolenia składa ofiarę Bóstwu swemu, Wszechrozumowi. Wielka Rewolucja Francuska wali ołtarze dawne a stawia nowe dla nowego bóstwa Rozumu, la Raison. [przypis tłumacza]

180. na się (daw.) — na siebie. [przypis edytorski]

181. Frynich, syn Polifradmona — należy do najstarszych tragików. Żył około r. 500. Dramaty jego miały budowę bardzo prostą: używał jednego tylko aktora; akcja ustępuje u niego całkowicie na plan drugi wobec partii chórowych. [przypis tłumacza]

182. Achillesa lub Niobę (...) na scenie nic nie mówią — w niezachowanych sztukach Ajschylosa: Okup za Hektora (znanej też jako Frygowie) oraz Niobe. [przypis edytorski]

183. sążeń — daw. jednostka długości, równa szerokości rozpostartych ramion dorosłego mężczyzny, tj. ok. 1,8–2 m. [przypis edytorski]

184. buńczuk — tu: pęk włosia z ogona końskiego, przyczepiany do szczytu hełmu. [przypis edytorski]

185. Skamander (mit. gr.) — rzeka opływająca Troję. [przypis edytorski]

186. myślił (daw.) — dziś popr. forma: myślał. [przypis edytorski]

187. me księgi i papiery — Eurypides posiadał dużą prywatną bibliotekę. [przypis edytorski]

188. Kefisofont — przyjaciel Eurypidesa, podobno nawet współpracownik w pracy pisarskiej. [przypis tłumacza]

189. Kyknos (mit. gr.) — syn Posejdona i Kalyke, król Kolonaj; sprzymierzeniec Trojan podczas wojny trojańskiej, zabity przez Achillesa. [przypis edytorski]

190. Memnon (mit. gr.) — syn bogini Eos (Jutrzenki), król Etiopii; sprzymierzeniec Trojan podczas wojny trojańskiej, zabity przez Achillesa. [przypis edytorski]

191. Teramenes — patrz Wstęp. Był to arcymistrz intrygi, który z każdego niebezpieczeństwa umiał się wykręcić sianem. [przypis tłumacza]

192. kord — rodzaj krótkiego miecza bądź ogólnie: broń biała sieczna. [przypis edytorski]

193. siedmiobycza tarcza — tarcza z siedmiu warstw byczej skóry. [przypis edytorski]

194. wam rzecz inna w głowie — poezja Eurypidesa. [przypis tłumacza]

195. Orfeusz (mit. gr.) — niezrównany tracki śpiewak i poeta, swoim śpiewem uspokajał dzikie bestie i poruszał nawet rzeczy nieożywione; w starożytności różne poematy rozpowszechniano jako rzekomo jego dzieła. [przypis edytorski]

196. Musajos (mit. gr.) — legendarny mędrzec, kapłan i śpiewak, uważany za inicjatora poezji kapłańskiej w Attyce; z jego imieniem wiązano różne teksty mistyczne i wyrocznie. [przypis edytorski]

197. Hesjodos, dziś zwykle: Hezjod (VIII–VII p.n.e.) — epik grecki porównywany z Homerem, autor m.in. dydaktycznego poematu o rolnictwie pt. Prace i dni. [przypis edytorski]

198. Teukros (mit. gr.) — syn Telamona, doskonały łucznik, w wojnie trojańskiej walczący po stronie Achajów; jeden z bohaterów Iliady Homera. [przypis edytorski]

199. Stenobia (Stenoboja), Fedra (mit. gr.) — Stenoboja, żona władcy Tyrynsu, zakochana w Bellerofoncie, gdy spotkała się z jego strony z odmową, z zemsty oskarżyła go przed mężem o próbę gwałtu. Podobnie postąpiła Fedra, żona Tezeusza, wobec swego pasierba Hippolita. Obie były bohaterkami sztuk Eurypidesa. [przypis edytorski]

200. Wiarołomstwo, które wielbił, na nim w końcu się skrupiło! — Kefisofont, przyjaciel Eurypidesa, który miał współpracować przy tworzeniu dramatów jego, rozszerzył to współpracownictwo i na żonę mistrza. To wyszło na jaw i dlatego to podobno Eurypides porzucił Ateny i wyjechał do Macedonii. [przypis tłumacza]

201. gładysz (daw.) — piękniś; piękny młodzieniec. [przypis edytorski]

202. Świątynie splamił Augi porodem — w jednej z tragedii Eurypidesa tytułowa bohaterka, kapłanka Auge, urodziła syna Telefosa w świątyni Ateny. [przypis edytorski]

203. Być czy nie być — Szekspira Hamlet, monolog. [przypis tłumacza]

204. drzystać a. drystać (daw., gw.) — mieć rozwolnienie, wypróżniać się rzadko. [przypis edytorski]

205. czelnie (daw.) — bezczelnie, zuchwale. [przypis edytorski]

206. trzop (gw.) — stary garnek gliniany; skorupa. [przypis edytorski]

207. Erasynides — nieszczęsny, choć zwycięski admirał spod Arginuz: pierwszy został oskarżony i pierwszy z owych dziesięciu wodzów dał gardło za urojone winy (patrz Wstęp). [przypis tłumacza]

208. Sfinks (mit. gr.) — skrzydlaty potwór o głowie kobiety i tułowiu lwa, zadający zagadki i pożerający tych, co nie umieli na nie odpowiedzieć; tu w r.ż.: Sfinksa, gdyż był to potwór żeński. [przypis edytorski]

209. deficit (łac.) — brakuje (tu domyślnie: fragm. tekstu). [przypis edytorski]

210. lewada (daw., reg.) — polana, łąka okolona drzewami, ogród. [przypis edytorski]

211. Meletos — ten sam Meletos, który w kilka lat później oskarża Sokratesa, był lirykiem od siedmiu boleści. [przypis tłumacza]

212. karski — dziś popr.: karyjski, odnoszący się do Karyjczyków, ludu mieszkającego w Karii, płd.-zach. części Azji Mniejszej; tu użyte na określenie stylu obcego i w złym guście. [przypis edytorski]

213. jeremiady — narzekanie, biadanie; nazwa utworzona od imienia biblijnego proroka Jeremiasza, który wygłaszał mowy zawierające skargi na moralny upadek ludu Izraela oraz upomnienia i przewidywania nieszczęść, jakie mogą stąd wyniknąć. [przypis edytorski]

214. Zimorodki, piejące na burzliwej fali!... — są to autentyczne wiersze Eurypidesa, wybrane przez Ajschylosa jako typy „dekadentyzmu” z całej jego poezji. [przypis tłumacza]

215. poprzed (daw.) — przed. [przypis edytorski]

216. sztaba (daw.) — dziób, przednia część statku. [przypis edytorski]

217. stopa — tu: klasyczna miara wiersza; dalej żart: Dionizos rozumie stopę jako część ciała. [przypis edytorski]

218. hetera (gr. ἑταίρα: towarzyszka) — w staroż. Grecji zawodowa kurtyzana, posiadająca społ. niezależność i wysoką pozycję; heterami były bogate, wykształcone kobiety, związane z ważnymi osobistościami: wodzami, politykami, filozofami; jedną z najbardziej znanych jest towarzyszka Peryklesa, Aspazja. [przypis edytorski]

219. Kirene — znana i głośna wtedy hetera, która, jak widzimy, z owych paryskich quarante manières umiała dwanaście. Postęp przy nas! [quarante manières, fr.: „czterdzieści sposobów”, od tytułu książki Les quarante manières de foutre (1790); red. WL]. [przypis tłumacza]

220. Ida — góra na Krecie, gdzie wychowywał się Zeus ukryty przez swoją matkę Reę przed Kronosem, który pożerał swoje dzieci w obawie przed przepowiednią, że jedno z nich pozbawi go władzy. Przed grotą z małym Zeusem kureci, kapłani Rei, wykonywali taniec, uderzając bronią o tarcze, by zagłuszyć płacz dziecka. [przypis edytorski]

221. Artemida (mit. gr.) — dziewicza bogini-łuczniczka, opiekunka zwierzyny łownej, bliźniacza siostra Apollina; jej strzałom przypisywano nagłą śmierć kobiet. [przypis edytorski]

222. Sperchejon — rzeka w środkowej Grecji, wpada do Zat. Malijskiej kilka km na płn. od Termopil. [przypis edytorski]

223. Achilles (...) grał nieźle w kości — popularnym motywem na wazach greckich było przedstawienie Achillesa grającego w kości z Ajaksem. [przypis edytorski]

224. Wchodzi Pluton (...) robi się rumor... — w ten sposób grać należy, aby wejście Plutona i jego wspaniałego orszaku królewskiego narobiło rumoru i od razu przerwało dysputę. Tak będzie się zdawało, że przerwa jest naturalna. [przypis tłumacza]

225. nie lza (daw.) — nie należy. [przypis edytorski]

226. Wiem wszystko! Zaraz mówię! — tu opuściłem 5 wierszy nieautentycznych. [przypis tłumacza]

227. Zmieńmy je na przeciwne, musim się ocalić — Nietzsche: Umwertung aller Werte [Przewartościowanie wszystkich wartości]. [przypis tłumacza]

228. Palamedes (mit. gr.) — syn Naupliosa i Klimeny, znany z przenikliwości: zdemaskował podstęp Odyseusza, udającego obłąkanie, by nie wyruszyć na wyprawę trojańską. [przypis edytorski]

229. zasię (daw.) — zaś, natomiast. [przypis edytorski]

230. Racz teraz wydać wyrok! — sześć wierszy nieautentycznych opuściłem. [przypis tłumacza]

231. Język tylko przysięgał — Eurypides, Hippolytos uwieńczony, w. 612. [przypis edytorski]

232. um (daw.) — rozum. [przypis edytorski]

233. Archenom — nieznana osobistość. [przypis tłumacza]

234. odkazać (daw.) — nakazać, polecić. [przypis edytorski]

235. dusznie (daw.) — koniecznie; szybko. [przypis edytorski]

236. na skórze piętno wypalę — jak piętnowano zbiegłych niewolników. [przypis edytorski]

237. Adejmantos, syn Leuklofa — admirał floty ateńskiej, którą haniebnie zdradzi za kilka miesięcy, wydając ją na łup Spartanom pod Ajgospotamoj, czym zgotuje zgubę Aten. Arystofanesa pocisk był bardzo celny. Poeta znał swoich ludzi. [przypis tłumacza]

238. wyżenić (daw., gw.) — wypędzić, wygnać. [przypis edytorski]

239. obieża (daw.) — pułapka, matnia (dosł.: sieć myśliwska). [przypis edytorski]

240. przywłoka (pot.) — ktoś, kto się przywłóczył, niemile widziany przybysz. [przypis edytorski]