Oda XXI

Skarga zerwana

Z drżącej powieki nocy łza mi opada,

Podczas gdy dzień utęskniony zwiastuje pianie kogutów:

Zbudź się, duszo, pełna zgryzoty,

Zawrzyj przymierze z Bogiem!

Ślubuję piękną przysięgę, że zawsze wierny będę

Srogiemu prawu, nie sprzeniewierzę się nigdy,

Dłonie położę na lirze,

Pokorny, śpiewnej, mosiężnej!

O, racz z ducha mojego raz jeden zdjąć ów ciężar.

Zezwól, bym, nieprzytomny z miłości, na piersi, podobnej własnej,

W triumfie, zapomniawszy o sobie,

Poczuł się wreszcie człowiekiem!

Na darmo. Stygnie dłoń, gdy pychą ziębnąca

Po ziemski owoc sięga! Wzdycha pod tobą,

O, ciężkie brzemię myśli,

Kark mój, zaryty w pył!

Oko zasnute mgłą. Światłości przeczysta,

Niechaj się wzbiję na rozwidnioną wysokość!

Ale któżże z śmiertelnych

Na chmurę postawił stopę?

Szczęśliw ów, jeśli taki narodził się kiedy,

Kto noce spędzał w spokoju, dnie w ciszy,

Komu róża starczyła i wiosna,

Komu serca nie zżegłaś1, miłości!

Przypisy:

1. zżegłaś (daw.) — spaliłaś. [przypis edytorski]