Locus1 focus

Miałaś rację ledwie się przyznając. Twoja matka z odległości znów

obcina włosy na bardzo krótko, chociaż jest jeszcze młoda, chociaż kiedy

chadza do parków, mrówki używają jej kciuków jak gładkich drabin.

Macha do ojca, w dłoni trzyma chustkę z ligniny. Wieczne pożegnanie.

Córki są takie przemądrzałe, gdy długo nie rodzą i nie kończą studiów. To

nie jej przypadek, ma magisterium i dzieci: dzieworództwo w działaniu.

Ale motyle z jej brzucha mieszkają na odległych łąkach. Nawet słowa

łąka używa się tutaj na lekkim przydechu — jak wielu innych słów, które

nie znajdą nigdy godnych odbić. Zakradaj się do piwnic, na strychy — na

zagrzanych grzędach

nocuje twój moll, dziewczynko. W ciemni się trzęsiesz, na słońcu

prześwietlasz te klisze. Więc jeśli rankingować strachy, słowo mąż

wysunie się wyraźnie na czoło, a przez czoło przecież lepiej jest

przeciągnąć kosmyk,

jak wtedy, kiedy przy jakiejś poręczy chciałaś się całować, ale

zabrakło ci, bo ja wiem, wdzięku, odwagi, zamaszystej kiecki. Och, wiem

— wolisz sama wbijać w siebie choćby wykałaczki,

bo jedna wiesz, jak daleko stąd do płynnego życia, na które nie

masz żadnego dowodu. I chociaż zakładam, że kłamiesz — ty kłamiesz.

W jakimś letnim parku, na ławce w półcieniach, grzebiesz sobie w oku

zakażoną drzazgą

i nic się nie zmienia.

Przypisy:

1. locus (łac.) — miejsce (cały tytuł wiersza stanowi nawiązanie do Locus solus Raymonda Roussela). [przypis edytorski]