Pieśń trzydziesta siódma. Pieśń rzeźbiarska

Dalsze przechodzenie, poruszanie się za pomocą wiatru

Rzeźbiony jestem podczas moich mistycznych spacerów

Pod skórą rzeźbią mnie słowa głęboko, boleśnie niekiedy

Rytmiczne strupy po nich na śliskim ciele podróżnika

W powietrzu rysują się słowa właściwe

odrzucając niepotrzebne kawałki moich tkanek

Materiał odcinany odsłania właściwy kształt głęboki

Drążą mnie pewne brzmienia prawie muzyczne wokół

bardzo ostre, łagodne zarazem uderzenia dłuta w cielesność

Ostatnie poprawki, szlifowanie do gładkiej chropowatości

Tutaj znaczenia są bardzo wnikliwe i docierają celnie, oj

Przechodzę przez ich delikatne łuskanie i pieszczoty

zabierają coraz więcej zbytku z mojego nieciała

Wielkie szczotki w myjni samochodowej przenikliwe

wycinają resztki styropianu cichego, ciepłego, izolacyjnego

Strzepuję się z niego, z jego resztek, strzepuję się z siebie

Idąc po brokatowym piasku, nie mając głowy na karku

w murzyńskim tańcu zbliżam się do następnego przystanku

Rytmiczne uderzenia we mnie, ślady słów mnie biczują

dla pięknego niewyglądu, dla nieistotnego nastroju sytuacji

To one jeszcze mnie określają, trzeba jeszcze zamieść resztki

Sam jestem teraz zaskoczony swoim prawidłowym wyobrażeniem

Śpiewam pieśń rzeźbiarską, rozkruszając się w brokat dekoracyjny

bliski morskiemu oddechowi, bez wygimnastykowania się w pocie

molto allegro

Pomału gubię swoje nogi i ręce

O rzeźb mnie, rzeźb, słowo wiekuiste

Pakuj mnie w czarne foliowe worki

te rozproszone tłuszcze po mnie

Niech całkiem nowy stanę przed tobą

wszystko zgodnie z naturą materiału

słuchając jej technologicznego szeptu

Nic nie będzie przeciwko mnie

pogłębi mnie bardziej do środka

za pomocą nowej wymowy