Ballady

[Dedykacja]

Miriamowi

Gad

Szła z mlekiem w piersi w zielony sad,

Aż ją w olszynie zaskoczył gad.

Skrętami dławił, ująwszy wpół,

Od stóp do głowy pieścił i truł.

Uczył ją wspólnym namdlewać snem,

Pierś głaskać w dłonie porwanym łbem,

I od rozkoszy, trwalszej nad zgon,

Syczeć i wić się, i drgać, jak on.

Już me zwyczaje miłosne znasz,

Zwól1, że przybiorę królewską twarz.

Skarby dam tobie z podmorskich den,

Zacznie się jawa — skończy się sen!

Nie zrzucaj łuski, nie zmieniaj lic2!

Nic mi nie trzeba i nie brak nic.

Lubię, gdy żądłem równasz mi brwi

I z wargi nadmiar wysysasz krwi,

I gdy się wijesz wzdłuż moich nóg,

Łbem uderzając o łoża próg.

Piersi ci chylę, jak z mlekiem dzban!

Nie żądam skarbów, nie pragnę zmian.

Słodka mi śliny wężowej treść —

Bądź nadal gadem i truj, i pieść!

Róże

Ocknął się rycerz, snem zatrwożony,

Mówi po ciemku do swojej żony:

«Sen miałem, jakom zwykł3,

Był tu, był tam — i znikł.

Widziałem we śnie róże i róże,

I twoją siostrę, i noc w lazurze,

Tuż obok w sennych mgłach

Szedł ku niej na wprost gach4.

Spłyńże mi cicho, jak krew po nożu,

Do jej alkowy5, by tuż przy łożu,

Co dźwiga ciała znój,

Sen sprawdzić mój — nie mój!»

Zwlekła się pani z leż6 na kolana,

Z kolan powstała wyprostowana,

I poszła przed się7 w mrok,

Za krokiem głusząc8 krok.

Gdy do siostrzynej9 wnikła alkowy,

Szukała głowy obok jej głowy,

Obok lic10 — innych lic,

Lecz nie znalazła nic.

Ujrzała tylko róże i róże,

Wszystkie szkarłatne11 i bardzo duże,

Bo śpiąca, trwając wzdłuż,

Sen pasła jawą róż.

Upadła pani w mrok na kolana.

«Tak będę trudniej zowąd widziana!» —

Tamuje wonny dech,

Nocnych się bojąc ech.

Gdy północ wzmogła sny nieomylne,

Słyszy stąpanie bose i pilne —

Ściągnęła czujne brwi:

Ktoś wręcz12 otworzył drzwi.

Na klęczkach pani wzroku natęża13,

Na klęczkach widzi, że duch jej męża

Idzie, drzwi tłumiąc ruch —

Śpi ciało — czuwa duch!

Idzie ku śpiącej w ogień i burzę,

Pomiędzy róże, pomiędzy róże!

Od róż ją bierze wpół,

W uścisku zwarł i skuł.

«Śpijmy oboje — i duch, i ciało,

Niech żadne nie wie, co się z nim działo!»

Przegina śpiącą wznak,

By docałować tak!

Nad ranem pani powraca blada.

«Czy śpisz, mój mężu?» — Nie odpowiada.

«Różami sen twój czuć!

O zbudź się, zbudź się, zbudź!»

Budzi się rycerz i w oczy pyta:

«Cóżeś widziała14, w mroku ukryta?

Czy mówić nie masz sił?

Byłże gach w łożu?» — «Był».

«Czy szedł ku śpiącej w ogień i burzę,

Pomiędzy róże, pomiędzy róże?

Czy przegiął białą wznak?» —

«Tak — szepcze pani — tak».

«A czyli15 widział ciebie, jak w mroku

Z dłonią na piersi, ze zgrozą w oku

Klęczałaś, zgięta w łuk?» —

«Widział i on, i Bóg!»

Porwał się rycerz ze swej łożnicy16:

«Uchyl, śnie złoty, złotej przyłbicy!

Jam jest17! Poznajesz mnie?»

«Nie inny byłeś w śnie!»

«Spędzałem noce na sennej strawie,

Odtąd chcę żywą pieścić na jawie!» —

«Już — szepcze pani — już

Skonała wpośród róż!

We śnie zabiłam ciało bezszumne,

Złożyć kazałam w podwójną trumnę,

Dwie trumny — trzeci grób —

Trudny z nią będzie ślub!»

A rycerz na to: «Zmarła za wcześnie!

Znowu ją muszę nawiedzać we śnie,

Do trumien wkroczę dwóch

Ja — pan, ja — sen, ja — duch!»

Ballada dziadowska

Postukiwał dziadyga o ziem18 kulą drewnianą,

Miał ci nogę obciętą aż po samo kolano.

Szedł skądkolwiek gdziekolwiek — byle zażyć wywczasu19,

Nad brzegami strumienia stanął tyłem do lasu.

Stał i patrzał20 tym białkiem, co w nim pełno czerwieni,

Oj da-dana, da-dana! — jak się strumień strumieni!

Wychynęła21 z głębiny rusałczana dziewczyca22,

Obryzgała mu ślepie, aż przymarszczył pół lica23.

Nie wiedziała, jak pieścić — nie wiedziała, jak nęcić?

Jakim śmiechem pośmieszyć, jakim smutkiem posmęcić?

Wytrzeszczyła nań24 oczy — szmaragdowe płoszydła25

I objęła za nogi — pokuśnica26 obrzydła.

Całowała uczenie, i łechtliwie, i czule,

Oj da-dana, da-dana! — tę drewnianą, tę kulę!

Parskał śmiechem dziadyga w kark poklękłej27 ułudy,

Aż przysiadał na trawie, jakby tańczył przysiudy28.

Aż mu trzęsła się broda i dwie wargi u gęby,

Aż się kulą obijał o perłowe jej zęby!

«Czemuż jeno29 całujesz moją kłodę stroskaną?

Czemuż dziada pomijasz aż po samo kolano?

Za wysokie snadź30 progi dla czarciego nasienia31,

Ty, wymoczku rusalny — ty, chorobo strumienia!

Pieszczotami to drewno chcesz pokusić do grzechu?

Oj da-dana, da-dana! — umrę chyba ze śmiechu!» —

Spowiła go ramieniem, okręciła, jak frygą32!

«Pójdźże ze mną, dziadoku — dziaduleńku — dziadygo!

Będę ciebie niańczyła na zapiecku33 z korali,

Będę ciebie tuczyła kromką żwiru spod fali.

Będziesz w moim pałacu miał wywczasy niedzielne,

Będziesz pijał z mej wargi pocałunki śmiertelne!»

Pociągnęła za brodę i za torbę żebraczą

Do tych nurtów pochłonnych34, co się w słońcu inaczą35.

Nim się zdążył obejrzeć — już miał falę na grzbiecie —

Nim się zdołał przeżegnać — już nie było go w świecie!

Zakłębiły się nurty — wyrównała się woda,

Znikła torba dziadowska i łysina, i broda!

Jeno kloc ten chodziwy36 — owa kula drewniana

Wypłynęła zwycięsko — oj da-dana, da-dana!

Wypłynęła — niczyja, nienależna nikomu,

Wyzwolona z kalectwa, wypłukana ze sromu37!

Brnęła tędy — owędy szukająca swej drogi,

Niby szczątek okrętu, co się wyzbył załogi!

Grzała gnaty na słońcu ku swobodzie, ku życiu,

Zapląsała radośnie na swym własnym odbiciu!

I we żwawych poskokach38 podyrdała przez fale,

Oj da-dana, da-dana! — w te zaświaty — oddale!

Dusiołek

Szedł po świecie Bajdała39,

Co go wiosna zagrzała —

Oprócz siebie — wiódł szkapę40, oprócz szkapy — wołu,

Tyleż tędy, co wszędy41, szedł z nimi pospołu42.

Zachciało się Bajdale

Przespać upał w upale,

Wypatrzył zezem ściółkę ze mchu popod43 lasem,

Czy dogodna dla karku — spróbował obcasem.

Poległ cielska tobołem

Między szkapą a wołem,

Skrzywił gębę na bakier i jęzorem mlasnął,

I ziewnął wniebogłosy, i splunął, i zasnął.

Nie wiadomo dziś wcale,

Co się śniło Bajdale?

Lecz wiadomo, że szpecąc przystojność44 przestworza,

Wylazł z rowu Dusiołek45, jak półbabek46 z łoża.

Pysk miał z żabia ślimaczy —

(Że też taki żyć raczy!) —

A zad tyli47, co kwoka, kiedy znosi jajo.

Milcz, gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają48!

Ogon miał ci z rzemyka,

Podogonie49 zaś z łyka50.

Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie —

Póty51 dusił i dusił, aż coś warkło52 w chłopie!

Warkło, trzasło, spotniało!

Coć53 się stało, Bajdało?

Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy —

Słuchajta54, wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy!

Sterał we śnie Bajdała

Pół duszy i pół ciała,

Lecz po prawdzie55 niedługo ze zmorą marudził —

Wyparskał ją nozdrzami, zmarszczył się i zbudził.

Rzekł Bajdała do szkapy:

Czemu zwieszasz swe chrapy56?

Trzebać było kopytem Dusiołka przetrącić,

Zanim zdążył mój spokój w całym polu zmącić!

Rzekł Bajdała do wołu:

Czemuś skąpił57 mozołu?

Trzebać było rogami Dusiołka postronić58,

Gdy chciał na mnie swej duszy paskudę wyłonić!

Rzekł Bajdała do Boga:

O, rety — olaboga!59

Nie dość ci, żeś potworzył60 mnie, szkapę i wołka,

Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka?

Świdryga i Midryga

To nie konie tak cwałują i uszami strzygą61,

Jeno62 tańczą dwaj opoje63 — Świdryga z Midrygą.

A nie stęka tak stodoła pod cepów64 bijakiem65,

Jak ta łąka, źgana stopą srożej niż kułakiem66!

Zaskoczyła ich na słońcu Południca67 blada

I Świdrydze, i Midrydze, i tańcowi rada.

Zaglądała im do oczu chciwie, jak do żłobu68.

«Który w tańcu mię69 wyhula, bom jedna70 dla obu?» —

«Moja będzie — rzekł Świdryga — ta pierś i ta szyja!» —

A Midryga pięścią przeczy: „Moja lub niczyja!»

Ten ją porwał za dłoń jedną, a tamten za wtórą71.

«Musisz obu nam nastarczyć, skąpico–dziewczuro!»

A ona im prosto w usta dyszy bez oddechu,

A ona im prosto w oczy śmieje się bez śmiechu.

I rozdwaja się po równu, rozszczepia się żwawo

Na dwie dziewki, na siostrzane — na lewą i prawą.

«Dosyć ciała dwoistego mamy tu na łące!

Tańczże z nami południami, dopóki jarzące!

Jedna dziewka rąk ma czworo i cztery ma łydy!

Niech upoją nas do reszty twe słodkie bezwstydy!»

Nasrożyli się do tańca, jak gdyby do boju —

Przysporzyli kwiatom zgiełku, łące — niepokoju.

Więc Świdryga pląsał z prawą, więc Midryga — z lewą,

Ten obcasem kurz zamiatał, a tamten — cholewą.

Na odsiebkę72, na odkrętkę i znów na odwrotkę —

Podeptali macierzankę73, błyszczkę74 i tymotkę75!

Jeden wrzeszczał: «Konaj żywcem!», a drugi: «Wciornaści!76»,

Tańcowali aż do zdechu77 i aż do upaści!

Aż poczuli, że dziewczyna życie w tańcu traci,

I umarła jednocześnie we dwojej postaci.

«Pochowajmy owo ciało nie bardzo samotne,

Bo podwójne w tańcowaniu, a w śmierci dwukrotne.

Pochowajmy na cmentarzu, gdzie za drzewem — drzewo,

Zmówmy pacierz obopólny — za prawą i lewą».

W dwóch ją trumnach ułożyli, ale w jednym grobie —

A już huczy echo ziemne — tańczą trumny obie!

Tańczą, ciałem nakarmione, syte i hulaszcze,

Ukazując co raz w tańcu niedomkniętą paszczę.

Tańczą, skaczą i wirują, klepką dzwonią w klepkę,

Na odkrętkę, na odwrotkę i znów na odsiebkę!

Aż się kręci razem z nimi śmierć w skocznych lamentach,

Aż się wzdryga wnętrznościami przerażony cmentach78!

Aż się w sobie zatraciło błędne tańca koło,

Aż się stało popod79 ziemią huczno i wesoło!

Aż zmąciły się rozumy Świdrydze-Midrydze,

Jakby wicher je rozhulał na wiatraka śmidze80!

I rozwiała się w ich głowach ta wiedza pomglona81,

Gdzie jest prawa strona świata, a gdzie lewa strona?

W jakiej trumnie lewa dziewka, w jakiej prawa leży?

I która z nich i do kogo po śmierci należy?

Tak im w oczach opętanych świat się cały miga,

Że nie wiedzą, kto Świdryga, a kto z nich Midryga?

Jeno ujrzą otchłań śmierci czarną od ogromu:

«A bądźcie tu, ludzie dobrzy, jak u siebie w domu!

Jedna trumna dla jednego, dla drugiego — druga,

W jednej wieczność prawym okiem, w drugiej lewym mruga!»

Obłąkani nad przepaścią poklękali wzajem

I na klęczkach zatańczyli tuż, tuż nad jej skrajem.

Tańcowali na czworakach, tańcowali płazem82,

Tak i nie tak — i na opak — razem i nie razem!

Aż wwichrzeni w mrok dwóch trumien, jak dwa błędne wióry,

Powpadali w otchłań śmierci nogami do góry!

Mak

Za chruścianym stanęła witakiem83,

A boginiak już czyhał za krzakiem —

Pogiął kibić84, zagarnął twarz białą

I mięśniami pościskał jej ciało!

A ty śpiewaj, śpiewulo —

A ty zgaduj, zgadulo!

I mięśniami pościskał jej ciało.

Tchem się swoim do tchu jej przedostał,

Dreszczem nagłym dreszczowi jej sprostał,

Sponiewierał wargami w ustroniu,

Obezdolił85 pieszczotą na błoniu86!

A ty śpiewaj, śpiewulo —

A ty zgaduj, zgadulo!

Obezdolił pieszczotą na błoniu.

I wykochał jej nogi i ręce,

I wykochał oddechy dziewczęce,

I z chichotem odrzucił na siano

Tę dziewczynę, przez niego ospaną!

A ty śpiewaj, śpiewulo —

A ty zgaduj, zgadulo!

Tę dziewczynę, przez niego ospaną.

«Dokąd pójdę — na które cmentarze?

Jak się Bogu na oczy pokażę?

Ni mi klęknąć na grzeszne kolano,

Ni przeżegnać się dłonią zbrukaną!»

A ty śpiewaj, śpiewulo —

A ty zgaduj, zgadulo!

«Ni przeżegnać się dłonią zbrukaną».

Wspominając jego wargi ssące,

Mak czerwony zerwała na łące.

Pełna lęku i wstydu, i zmazy

Przeżegnała się makiem trzy razy!

A ty śpiewaj, śpiewulo —

A ty zgaduj, zgadulo!

Przeżegnała się makiem trzy razy.

Rozewrzyjcie87 na nieba rozstaju

Wszystkie wrota do mego wyraju88,

Bo ja w niebie dziewczynę mieć muszę

Tę, co makiem przeżegnała duszę!

A ty śpiewaj, śpiewulo —

A ty zgaduj, zgadulo!