Tęcza
Słychać go było, jak po młodym życie
Biegł coraz śpieszniej — ciepły deszcz majowy,
Zbryzgany słońcem, co przez obłok płowy1
Wzdłuż mu kropliste rozwidniało nicie2.
Pyląc, uderzył w piach drogi spróchniały,
Poszperał w krzaku, co lśniąc, się kołysze,
Strącił liść z wierzby, przyciemnił głaz biały
I ustał, w nagłą zasłuchany ciszę.
Teraz mu patrzeć, jak wierzchem obłoku
Tęcza, bezmiary objąwszy, rozkwita,
Poprzerywana i niecałkowita,
Jakby się śniła zmrużonemu oku.
Aż luźne znikąd jednocząc migoty3,
Nagłą zawisa ponad światem bramą,
By ci przypomnieć, że zawsze tak samo
Trwasz w każdym miejscu u wnijścia4 tęsknoty.
By ci przypomnieć, żeś z duszą, snem zżartą,
Wpatrzony w bezmiar, wsłuchany w swe dreszcze,
Wszedł do tych światów przez bramę rozwartą,
Co się za tobą nie zamknęła jeszcze.
Przypisy:
1. płowy — tu: jasny; szarożółtawy. [przypis edytorski]
2. nicie — dziś popr. forma B. lm rzecz. nić: nici. [przypis edytorski]
3. migot — drgający blask. [przypis edytorski]
4. wnijście (daw.) — wejście. [przypis edytorski]