Oblubienica z Messyny

Tragedia z chórami

OSOBY:

  1. Donna Izabella, księżna Messyny.
  2. Don Manuel, jej syn.
  3. Don Cezar, jej syn.
  4. Beatrixa.
  5. Diego.
  6. Posłańce.
  7. Chór złożony z przybocznej świty dwóch braci.
  8. Najstarsi Messyny. Osoby nieme.

Scena przedstawia salę z kolumnami. Po obu stronach drzwi — a wielkie środkowe podwoje prowadzą do kaplicy

Donna Izabella w grubej żałobie. Najstarsi Messyny otaczają ją.

IZABELLA

Mężowie starzy mądrością i laty

Nie z własnej woli, lecz dla spraw ojczyzny

Opuszczam niewiast milczące komnaty

I twarz odsłaniam przed wzrokiem męczyzny.

Bo wdowie smutnej po małżonka stracie

Co był jej życia i światłem, i chwałą,

Posępne lice w pogrzebowej szacie

I w cichych marach ukrywać przystało.

Ale tej chwili stanowczej głos tajny

Niepowstrzymanie, potężnie mnie woła

Od niewiast domu samotnego koła,

Na świat wzrokowi memu niezwyczajny.

Księżyc dwa razy zmienił się od chwili

Jakeśmy męża popioły książęce

Do ostatniego spoczynku złożyli.

On rządy miasta trzymał w silnej ręce,

W jego obronie stawiał mężne czoło

Przeciwko światu grożącemu wkoło.

Król wasz i władca leży w przodków grobie,

Ale duch jego żyje okazały

W dwóch synach pełnych bohaterskiej chwały,

Waszego miasta dumie i ozdobie.

Wyście widzieli, jak dzieci wzrastały,

Lecz razem z nimi, z tajemniczej woli,

Niezrozumienie wzrastało powoli,

Węzłów braterskich rozrywając zgodę,

Trując igraszek dziecinnych swobodę,

Aż się w nienawiść zamieniło z wiekiem.

Obydwóch pierś ta wykarmiła mlekiem,

Tkliwość matczyna jednakową była,

Jednako matkę obydwa kochali

I gdy we wszystkim walka ich dzieliła,

W tym jednym czuciu razem się spotkali.

Wprawdzie gdy ojciec dzierżył kraju rządy,/

Jego straszliwe, ale słuszne sądy

Trzymały w karbach surowych zarówno

Obydwóch braci porywczość gwałtowną.

On jarzmem silnym w milczenie pokorne

Naginał synów umysły niesforne.

Zbrojni nie mogli zbliżać się ku sobie

Ani pod jednym noc przepędzać dachem.

Tak surowością mądrą w każdej próbie

Straszliwy wybuch opóźnił w nich strachem.

Ale nienawiść, tak dawno poczęta

W dzikim ich łonie, została nietknięta.

Potężny siłą nie uczyni kroku

Żeby odwrócić cichy bieg strumienia,

Kiedy on mocą swojego ramienia

Może zatrzymać groźny pęd potoku.

Co miało wypaść, wypadło niebawem:

Gdy głowa ojca w grobie się układła

I dłoń potężna bezsilnie opadła,

Dawny gniew braci ożył w boju krwawym,

Tak jak zarzewie chwilę przytłumione

Wybucha w ogniu wiatrem rozniecone.

Powtarzam, czego nikt z was nie ukrywa;

Niezgoda braci Messynę rozdziela,

Najświętsze związki natury rozrywa,

Do krwawej walki mieszkańców ośmiela.

Miecz na miecz pada, miasto placem bojów,

Krew zlała nawet ściany tych pokojów.

Wy prawa kraju zgwałcone widzicie,

Mnie męki serca zatruwają życie.

Wy tylko ludu czujecie niedolę,

A nie zważacie na matczyne bole —

Oto jest mowa, z jaką przychodzicie:

„Widzisz, że długo twoich synów zwada

Walkę domową śle do naszych progów.

Kraj zagrożony od złego sąsiada

Jednością tylko może wyprzeć wrogów.

Ty jesteś matką, więc tobie przystoi

Wynaleźć sposób przywrócenia zgody.

Po co nas, cichych mieszkańców zagrody,

Długa nienawiść panów niepokoi?

Czyliż my zgubne mamy znosić szkody,

Że twoje dzieci nie ustają w sporze? —

My sami bez nich radę sobie damy;

Innemu panu otworzymy bramy,

Który nas zbawić i zechce, i może”.

Takąście mową, ludzie skamieniali,

Troskliwi tylko o wasz byt i całość

Trudy krajowe na to serce zdali —

Jak gdyby długie cierpienia i żałość,

Jak gdyby matki tęskne niepokoje

Nie dosyć łono obciążały moje! —

W zamiarach moich bez wielkiej nadziei

Rzucam się z matki piersią zakrwawioną

W walkę pomiędzy synami wznieconą

Zgody wołając — błagam po kolei

Niepowstrzymana bez trudu i strachu

Aż uprosiłam matczynym wołaniem:

Że tu, w Messynie, ojcowskim ich gmachu

Witać się będą przyjaznym spotkaniem.

Tego nie było od śmierci książęcia.

Dzisiaj co chwila czekam, by mi posły

O wjeździe synów obydwóch doniosły;

Bądźcie gotowi do panów przyjęcia

Ze czcią należną dla synów książęcia.

Miejcie powinność tylko na pamięci,

Waszymi sprawy my będziem zajęci.

Zgubne krajowi i wam, Messeńczykom,

Niszczące walki moich synów były —

Dziś zgodni znajdą w sobie dosyć siły

Przeciw całego świata najezdnikom

W obronie kraju waszego uderzyć

I słuszność sobie z was samych wymierzyć.

Starce odchodzą w milczeniu z ręką na piersiach. Izabella daje znak staremu słudze.

Izabella, Diego.

IZABELLA

Diego!

DIEGO

Co księżna rozkaże?

IZABELLA

Mój sługo,

Przybliż się do mnie, sługo mój poczciwy,

Ty ból mój, cierpienia podzielałeś długo,

Podzielże dzisiaj i szczęście szczęśliwy. —

Jam twojej wiernej piersi powierzyła

Bolesną, słodką tajemnicę świętą;

Dzisiaj szczęśliwa chwila się zbliżyła,

Że z niej zasłona może być odjętą.

Długom ja silne natury wzruszenie

We wnętrzu łona mojego tłumiła,

Bo mi groziło straszne przeznaczenie.

Dziś wolnym głosem odezwać się mogę

I uspokoić serce bolejące;

Pokoje długo pustkowiem stojące

Obejmą dzisiaj wszystko, co mi drogie.

Obróć więc prędzej krok twój ciężki laty

Do ścian klasztoru znajomego tobie,

Gdzie przechowany był skarb mój bogaty.

Tyś go sam ukrył ku szczęśliwej dobie,

Smutną przysługę oddając stroskanej.

Pospiesz więc teraz i powróć bez zwłoki

Zakład od serca tak długo czekany.

Słychać głos trąby.

Spiesz; niechaj radość odmłodni twe kroki —

Słyszę już brzmienie wojennego rogu,

Co mi oznajmia powrót moich dzieci.

Diego odchodzi. Słychać z przeciwnej strony coraz głośniejszą muzykę.

Messyna w ruchu — słuchaj, od bram progu

Zmieszanych głosów dziki szmer tu leci.

To oni — piersi macierzyńskiej bicia

W krew swą przyjmują bliskość ich przybycia.

To oni sami! Dzieci moje, dzieci!

Wychodzi spiesznie.

CHÓR

Składa się z dwóch półchórów, które w tej samej chwili wchodzą z dwóch przeciwnych stron, okrążają scenę, a potem szykują się w szereg po tych stronach, skąd weszli. Jeden półchór złożony jest ze starszych, drugi z młodszych — obaj znakami i odzieniem się różnią. Skoro dwa chóry ustanowią się na przeciwko siebie. — Muzyka ustaje a naczelnicy chórów mówią. (Chór ten podług nadesłanej uwagi autora do dyrekcji teatralnej złożony jest z Kajetana, Manfreda, Tristana i ośmiu rycerzy Don Manuela. Drugi z Bohemunda, Rogera, Hippolita i dziewięciu rycerzy Don Cezara. — W nawiasach oznaczone, kiedy każda z tych osób ma mówić).

1. CHÓR (KAJETAN)

Bądź nam pozdrowiona

Budowo gościnna,

Naszych możnych panów

Kolebko rodzinna

Na licznych kolumnach wspaniale wzniesiona!

W pochwie schowany

Niech się oręż skrywa;

Przed bramą spętany

Niechaj odpoczywa

Wężowłosego boju skrwawiony mord srogi;

Bo sal tych gościnnych

Święte dla nas progi

Strzeże przysięga, syn Eryniona,

Bóg najstraszniejszy piekielnego łona.

2. CHÓR (BOHEMUND)

Gniewne się w piersiach serce moje wzdyma,

Pięście bez walki nie mogą się ostać;

Bo łeb Meduzy widzę przed oczyma,

Mojego wroga nienawistną postać.

Zaledwie w żyłach krew się wrząca trzyma;

Mamże przyjaznym uczcić jego słowem,

Czy pójść za moim popędem bojowym?

Ale mnie tylko bojaźliwym czyni

Tych gmachów świętych potężna władczyni,

Straszna Eumenida1, pokoju bogini.

1. CHÓR KAJETAN

Mędrszy stan duszy przystoi wiekowi;

Najrozumniejszy najpierwej pozdrowi.

Do drugiego Chóru.

Wam więc pozdrowienie

Co dzielicie razem

Braterskim obrazem

Jednakie wzruszenie.

Wam, co tego gmachu

Bogom opiekuńczym

Kłaniacie się w strachu.

Gdy się przyjaźnie witają książęta,

Niech i nam słowa zamienić pokoju

Pozwoli zgoda dla obu stron święta,

Słowa przyjazne słodkie są po znoju;

Lecz gdy na wolnym spotkamy się razem

Niech krwawa zawiść odnowi się w boju,

Naszą odwagę probujmy żelazem.

CAŁY CHÓR

Lecz gdy na wolnym spotkamy się razem

Niech krwawa zawiść odnowi się w boju,

Naszą odwagę probujmy żelazem.

1. CHÓR (BERENGAR)

Nie tobie gniew mój, tyś nie moim wrogiem;

Jedno nam miasto jest rodzinnym progiem,

Oni skądinąd wiodą imię swoje.

Lecz gdy ród książąt na siebie nastawa,

Słudzy iść muszą na mordercze boje —

Tak chce porządek, tak chcą ludów prawa.

2. CHÓR (BOHEMUND)

Niechaj brat bratu przyczynę wywodzi,

Czemu na siebie wiodą szyki zbrojne

Do krwawej walki — mnie to nie obchodzi;

Ale my za nich prowadzimy wojnę —

Bo ten nie mężny, ten się hańbą kala

Kto pana swego znieważać pozwala.

CAŁY CHÓR

Ale my za nich prowadzimy wojnę —

Bo ten nie mężny, ten się hańbą kala

Kto pana swego znieważać pozwala.

JEDEN Z CHÓRU (BERENGAR)

Słuchajcie, jakie miałem myśli nowe,

Kiedym przeciągał, w wolnej od prac chwili,

Między szumiące ulice zbożowe.

Gdy bez ustanku grał w nas boju gniew,

My między sobą nigdy nie radzili;

Bo nas głuszyła wrząca w żyłach krew.

Czyż to nie nasze te zboża zasiane?

Te wiązy winnym liściem oplatane

Nie sąż naszego słońca dzieci drogie?

Czemuż radosne spokoju użycie

Nie ma nam uprząść dnie ciche i błogie,

Wolne od trosków2 śmiejące się życie?

Czemuż szalonych dzieli walka krwawa

Za plemię obce, nieznanego rodu?

Oni nie mają do tej ziemi prawa;

Gdzieś od czerwonych obłoków zachodu

Morska ich do nas przypłynęła nawa3

Przodkowie nasi, bo temu czas długi,

Wzięli przybyszów w gościnne schronienia;

A dziś my z wolnych najemnicze sługi,

Poddani nędzni obcego plemienia!

DRUGI (MANFRED)

Prawda — mieszkamy na szczęśliwej ziemi

Gdzie słońce, nieba przebiegając kraje,

Złoci jej niwy promieńmi4 jasnemi

I nam bogactwa do użycia daje.

Ale wał żaden brzegów nie zamyka —

A wzdęte morza sęsiedniego fale

Dają nas często na łup rozbójnika,

Co wyspę naszą pustoszy zuchwale.

Domowa kosa co roku uderza

O zgubny oręż obcego żołnierza.

My niewolniczą nosimy obrożę,

A kraj swych synów zasłonić nie może.

Nie stąd, gdzie złota Ceres5 się uśmiecha

I Pan6 dostrzega bujną w kwiaty ziemię,

Lecz skąd żelazo warstwy gór napycha,

Wychodzi groźne panujących plemię.

1. CHÓR (KAJETAN)

Nierówno skarby rozdzielone w dani

Pomiędzy ludzi gromadą przechodną;

Ale natura, sprawiedliwa pani,

Nam dała w dziale pełność zawsze płodną,

Im moc potężną i wolę wszechrodną.

Zbrojni w potęgę straszną majestatu

Namiętnej duszy nasycają szały

I grzmotem władzy zagrażają światu.

Ale z wierzchołka olbrzymiego chwały

W przepaść głęboką upada zuchwały —

Dlatego lepiej, że na tym padole

Mogę się ukryć w moją cichą dolę.

Te groźne, burzą zrodzone potoki

Wylęgłe z gradu ziarek niezliczonych,

Z czarnych obłoków w deszcze rozpuszczonych

Posępnym szumem grzmią z góry wysokiej.

Woda ich w groźne wały7 się nadyma,

Mosty i groble razem z nimi płyną;

Nic tych potężnych władców nie zatrzyma.

Lecz jedna chwila zawiodła ich w życie;

Ślady potoku straszne przed godziną

Po drobnych piaskach karłowato giną,

Ruiny tylko świadczą o ich bycie.

Zdobywce wchodzą, potem idą dalej —

My, ich poddani, będziem w miejscu stali.

Tylne drzwi otwierają się, pomiędzy Don Manuelem a Don Cezarem ukazuje się Izabella.

OBYDWA CHÓRY (KAJETAN)

Pokłon ci i chwała:

Żeś nam zajaśniała

Jak słońce wschodowe.

Na kolanach czcimy pysznę twoją głowę.

1. CHÓR

Piękna jest księżyca

Jasność łagodniejsza

Między gwiazd gromadą co nocy przyświeca.

Lecz matka piękniejsza

Miłością przeczystą

Między dwóch synów potęgą ognistą.

Takiego obrazu