Sonet

Niechętnie w twojej formie kwiat mych myśli mieszczę.

Czynisz na mnie wrażenie poziomego karła,

Który smukłą dziewczynę, by się nie wydarła,

Wiąże w brutalny uścisk jak w żelazne kleszcze.

Gdy czytam piękny sonet — to czuję w nim dreszcze

Zdławionej raptem pieśni, co się miała z gardła

Wylać szeroką falą i nagle umarła,

Choć mogła jeszcze dźwięczeć i chciała żyć jeszcze.

Lecz gdy widzę, że nawet w tej ciasnej łupinie

Zanadto jest przestronno, że pustkami świeci,

Szersza niźli uczucie, że wątła myśl ginie

W niej bez śladu jak piosnka śpiewana przez dzieci,

Siląca się dźwiękami napełnić świątynię

Nadto wielką dla głosu: to mi wstyd — poeci!