Nokturn

Pod wieczornym powiewem kwiecie bzów się prószy,

Osypując pod stopy, jak wonna kaskada,

Chrzęstem płatków deptanych, żaląca się w głuszy...

Znużony jestem w sercu i smutek mam w duszy.

Na strzechę siadła białych gołębi gromada,

Gruchając szlochem rzewnym pod zorzy odmętem...

A niekiedy z ich dziobków puch wyrwany spada.

Serce zawiewa śniegiem tajnych bólów zwada...

Na sadzawce fontanna szemrze cichym smętem,

Marszcząc uśpioną wodę w kręgi koncentryczne...

Dreszcz porusza nadbrzeżną wiklinę i miętę...

W sercu płaczą wspomnienia przyćmionym lamentem.

Idzie noc, niosąc grozę i strachy paniczne:

Wiatr ucichł; dziki gołąb pierzchł w cichej pomroczy...

Fontanna szlocha swoje pacierze rytmiczne...

W noc idą za mną wielkie, rozwarte twe oczy. —