Wybrane utwory
Ars poetica1
List do Pizonów
Gdyby nam malarz2 chciał ludzką głowę na końskim osadzić
karku3 i upstrzyć4 różnymi pióry5, tak zewsząd zebrane
członki6 spajając7, ażeby śliczna u góry niewiasta
szpetnie u dołu się czarnym ryby ogonem kończyła,
czyż moglibyście, ten obraz widząc, od śmiechu się wstrzymać?
Wierzcie, Pizony8! Do tego nader podobnym obrazu
będzie to dzieło, którego będą się marne pomysły,
jak sny chorych, tak tworzyć, żadna iż postać mieć własnej
głowy ni nogi nie będzie. Wszakże poeta i malarz
równe od wieków miał prawo puszczać się zgoła na wszystko9;
wiem i przyznając tę wolność10, chciałbym z niej także korzystać,
lecz nie w tym stopniu, by łączyć skromne ze srogim11, by spajać
ptaki z wężami pospołem, albo z tygrysem jagniątko.
Nieraz w poważnych, na wielkość zakrawających utworach
szmat purpurowy12 zobaczysz jeden i drugi przyszyty,
aby z daleka już świecił; otóż ci gaik lub ołtarz
Diany13 opiszą, lub kręty strumień po miłych spieszący
niwach14, lub Renu szerokie nurty i tęczę deszczową;...
ślicznie!... lecz wcale nie w swoim miejscu!... A może potrafisz
cyprys przedstawić?... I na cóż, jeśli malujesz biedaka,
co z rozbitego okrętu goły wypłynął!... Amforęś15
zaczął16, a czemu, z bieżącym kołem17, podnosi się garnek?
Wreszcie we wszystkim przynajmniej jedność, prostota niech będzie.
Zwodzą nas, wieszczów18 najczęściej (ojcze i ojca takiego
godni synowie19!) pozory prawdy. Ot, ciemnym20 się staję,
chcąc być zwięzłym21; szukając lekkiej22 ogłady23, wnet tracę
siły i zapał; nadętym będzie, kto szczytnym24 być pragnął,
nazbyt ostrożny po ziemi pełza, lękając się burzy,
a kto rozrzutnie w swym dziele rozmaitością szafuje25,
ten tam w lesie delfina, w morzu odyńca26 dorobi.
Błędu się strzegąc, wpadamy w wadę27, gdy nie ma poczucia
sztuki. W bliskości Emila szkoły28 jest rzeźbiarz, jedyny
do wyrabiania paznokci z spiżu i włosów cieniutkich,
lecz mu się żaden nie uda posąg; całości utworzyć
bowiem nie umie. Ot, takim, gdybym miał zamiar coś zrobić,
być nie chciałbym, jak nie chcę nosa krzywego, chociażby
czarne me oczy i czarne włosy uwagę zwracały...
Wy, pisarze, obierzcie przedmiot29, któremu sprostają
siły wasze; co barki dźwigną, a czego nie mogą,
pilnie rozważcie! Kto przedmiot obrał do sił swych stosowny,
tego wymowa i jasny rzeczy porządek nie zdradzą30;
to też zaiste zaletą będzie i wdziękiem porządku,
żeby już teraz powiedział wszystko, co teraz ma mówić31,
wiele zaś rzeczy na później schował, a teraz opuścił,
w jednym się kochał, a drugim gardził poeta, co wiersze
swe zapowiada. Ostrożnie, przy tym subtelnie, twe słowa
łącząc, potrafisz wybornie nieraz przemówić, gdy zręcznym
już przestarzałe wyrazy związkiem odświeżysz. Gdyć przyjdzie,
może potrafisz wyrazy starym Cetegom32 nieznane
stworzyć, a czyniąc to skromnie, wszelką w tym wolność uzyskasz.
Znajdą przyjęcie wyrazy nowe i świeżo ukute33,
jeśli w niewielkiej ilości z greckich je źródeł dobędziesz.
Czemuż co Stacjusz34 i Plautus35 czynić mógł, teraz by w wierszach
Wirgil36 i Warius37 nie mogli? Jeśli choć trochę bym zyskać
zdołał, to czemu zazdroszczą wszyscy, a Kato38 i Ennius39
mogli, bogacąc ojczysty język, nadawać przedmiotom
nowe nazwiska40. I było wolno i będzie przeć’41 zawsze
naznaczone dzisiejszym piętnem wyrazy nam tworzyć.
Jako przy schyłku gdy roku liście zmieniają się w lasach,
stare spadają, tak giną rody wiekowych wyrazów,
świeżo powstałe, jak młodzież, kwitną i pełne są siły.
My i wszystko, co nasze, śmierci ulegniem... czy Neptun
w ląd wpuszczony42 (królewskie dzieło!) od wiatrów północnych
chroni okręty, czy bagno43 z dawna niepłodne44 już słucha
wioseł i żywi sąsiednie miasta, i ciężki pług dźwiga,
czy tam potoki musiały zmienić bieg zgubny dla żniwa,
gdy im wskazano kierunek lepszy, te dzieła zaginą;
czyżby więc słowa pozostać miały w zaszczytach i łaskach
wiecznie? Odrodzi się mnóstwo tych, co zginęły, a zginą
te, co teraz w poszanie45, jeśli tak zechce ów zwyczaj46,
który rozstrzyga i sądzi, prawa nadając językom...
Czyny i królów i wodzów, przy tym i wojny żałobne47
w jakich to rytmach opiewać można, pokazał nam Homer.
Skargi ujęto najpierwej w wiersze nierówno spojone48,
potem miłosne pragnienia, które do celu dobiegły,
kto zaś tam pierwszy w świat puścił skromną elegię, to sprzeczka
w świecie uczonym i żaden wyrok dotychczas nie zapadł.
W szale49 Archiloch50 właściwym sobie uzbroił się jambem51;
sztuka komiczna z poważną wzięła tragedią tę miarę
odpowiednią rozmowie, wrzaski ludowe mogącą
przemóc52, stworzoną, by jasno osób działanie przedstawić...
Fletniom pozwala Muza bogów i boskich potomków,
i zapaśników zwycięstwa, konia, co w walce był pierwszy,
troski młodzieńców opiewać oraz swobodę przy winie...
Na cóż mnie zowią poetą, jeśli nie zdołam, nie umiem
naznaczonej zachować dziełom odmiany i barwy?
Czemu, niż53 uczyć się, wolę z wstydu głupiego nic nie znać?...
Przedmiot54 komiczny się nie da w wierszach tragicznych przedstawić,
również Tyesta55 oburza się uczta, wierszem gdy godnym gawędki,
niemal komedii, ktoś zacznie ją opowiadać na scenie.
Niech przyzwoicie wybrana każda rzecz w miejscu swym będzie!
Wszak i komedia czasami głosem poważnym przemawia
i namiętnymi wyrazy sierdzi się56 Chremes57 zgniewany,
często też w mowie potocznej Telef58 i Peleus59 się skarżą
w naszych tragediach, gdy nędzny jeden i drugi wygnaniec
słowa nadęte porzuca oraz łokciowe60 wyrazy,
jeśli skargami swoimi serca słuchaczy chce wzruszyć.
Nie dość, iż piękność odznacza dzieła poety, gdyż miłym
jeszcze być musi i serca wodzić słuchaczy, gdzie zechce.
Jak ze śmiejącym się śmieją ludzie, tak płaczą z płaczącym;
jeśli chcesz jednak, bym płakał, musisz twą boleść objawić,
wtedy dopiero mnie dotkną twoje nieszczęścia, Telefie
albo Peleusie! A jeśli powiesz niezręcznie, co prawić
wieszcz ci rozkazał, to usnę albo się śmieję... Strapionym
smutne przystoją wyrazy, groźby zaś szumne zgniewanym,
żarty przystoją wesołym, słowa poważne surowym,
naprzód nam bowiem natura duszę do wszelkiej sposobi
losu naszego postaci, bawi lub pędzi do gniewu,
ciężkim lub smutkiem61 nas dręcząc, prawie do ziemi przygniata,
za pośrednictwem języka wreszcie uczucia wyjawia.
Gdy z stanowiskiem mówiących słowa ich będą niezgodne,
to i piechota, i jazda rzymska wybuchnie wnet śmiechem.
Przecież różnica niemała, bóg czy bohater rozprawia,
czy dojrzały już starzec, młodzik lub w wiosny gorączce,
czy pracowita mameczka, czyli62 też pani dostojna,
taki, co pólko uprawia, albo wędrowny sprzedawacz,
czyli63 w Asyrii, czy w Kolchis, w Tebach, czy w Argos zrodzony.
W tym lub podania się trzymaj, lub też stosownie wymyślaj!
Jeśli przypadkiem słynnego znowu przedstawiasz Achilla64,
dzielnym niech będzie, gniewliwym, nieubłaganym, porywczym,
twierdząc, iż nie ma dlań prawa, wszystko iż broni podlega;
dziką i srogą Medea65 będzie, a Ino66 płaczliwą,
zdradnym Iksjon67, Orestes68 smutnym, wylękłą zaś Io69!...
Coś nowego jeżeli scenie powierzasz i śmiałeś
nową osobę wymyślić, taką niech będzie do końca,
jaką wystąpi z początku, zgodną ze sobą we wszystkim.
Wspólne nam wszystkim pojęcia trudno wyrażać odrębnie,
lepiej więc, że nam tragedię z pieśni iliackich70 utworzysz,
niżbyś miał pierwszy wprowadzić przedmiot nieznany, nietknięty.
Własność, choć wspólna, wyłącznie twoją się stanie, gdy w kołach
zbyt pospolitych, otwartych wszystkim, nie będziesz się kręcił,
ani, zbyt wiernie tłumacząc, słowa oddawał dosłownie
gdy, naśladując, nie wpadniesz w obręb tak ciasny, iż z niego
wstyd by ci albo plan dzieła nie dał już nogi wyciągnąć.
Ty zaś nie zacznij, jak zaczął kiedyś ów pisarz cykliczny:
«Losy Priama opiewać będę i wojnę przesławną!»
Tak rozdziawionej cóż gęby potem godnego nam powie?
Wszakże ta góra w porodzie myszkę maleńką ulęże71.
Ileż to lepiej rozpoczął ten, co dorzecznym jest zawsze:
«Męża opiewaj mi, Muzo, który po Troi zdobyciu
błądząc, niemało narodów widział zwyczaje i grody72».
Ten z błyskawicy nam dymu nie chce pokazać, lecz z dymu
światło73, by potem uroku pełne przedstawić nam cuda,
Antifata74 i Scyllę75, razem z Cyklopem76 Charybdę77.
Zgonem Melagra78 nie zacznie przecież powrotu Diomeda79,
ani też wojny trojańskiej od podwójnego tam jaja80;
zawsze do końca się śpiesząc, w środek wypadków, jakoby
znane mu były, porywa swego słuchacza, opuszcza
to, o czym sądzi, że w pięknym świetle wystawić się nie da,
tak zaś nam zmyśla, tak prawdę z fałszem zespolić potrafi,
że się początek ze środkiem, środek zaś z końcem wżdy81 zgodzą...
Czego ja sobie wraz z ludem życzę, posłuchaj (gdy pragniesz,
by do spuszczenia zasłony widze82 z oklaskiem czekali,
siedząc, dopóki im śpiewak: «Wy zaś klaskajcie!»83 nie powie),
musisz, ot, wieku każdego poznać i oddać obyczaj,
zmienne natury i lata ludzi stosownie przedstawić.
Chłopiec, co biegle już mówić umie i pewną po ziemi
nogą już stąpa, najchętniej z rówieśnikami się bawiąc,
zły bez powodu, wnet dobry, w każdej godzinie jest inny.
Młodzian bez brody, gdy wreszcie pozbył się swego ochmistrza,
w psach się i koniach, w ogrzanych słońcem równinach rozkocha;
nagiąć go, jakby był z wosku, można do złego; z hardością
słucha napomnień, swą korzyść pozna nierychło84, pieniądze
trwoni, a butny i chciwy, prędko porzuca, co lubił.
Wiek zaś i umysł dojrzały, dążność zmieniwszy, dostatków
szuka i związków korzystnych, żądzy zaszczytów hołduje,
strzeże się takich postępków, które by wkrótce chciał zmienić.
Starca zaś trapi ze wszech stron mnóstwo przykrości, gdyż albo
zbiera, lecz zbiorów swych użyć biedak się boi lub nie chce,
albo lękliwie, ozięble czynić zwykł wszystko, co robi;
lubi odkładać, daleką nieraz się cieszyć nadzieją;
teraz nieczynny, w przyszłości żyje, wybredny i gderacz,
chwaląc zaś dawne swe czasy, młodszych poprawia i karci.
Przybywające nam lata wiele dobrego przynoszą,
ustępując, niejedną z sobą przyjemność zabiorą;
abyś wyrostka więc starcem, starca nie zrobił młodzieńcem,
tego się trzymaj, co z wiekiem w związku i jemu właściwe...
Rzecz się na scenie odbywa albo się tylko opowie;
mniejsze na duszę wrażenie czyni, co uchem dochodzi,
niż to, co wiernym się oczom naszym przedstawia i na co
sami widzowie się patrzą. Tego zaś, co się w ukryciu
tylko dziać może, na scenę nie chciej wprowadzać; niejedno
z oczu usuniesz, co potem świadek wymowny opowie.
Niechaj Medea85 swych dzieci wobec słuchaczy nie dławi86;
Zbrodzień niech Atreus87 publicznie jelit bratanka nie warzy,
niechaj się Prokne88 nie zmienia w ptaka, ni Kadmus89 w gadzinę;
wszystko, co tak nam przedstawisz, wzbudzi niewiarę, nienawiść...
W pięciu niech aktach twa sztuka będzie, ni krótsza, ni dłuższa90,
na publiczności żądanie jeśli ją mają powtarzać;
nie wprowadzaj nam boga, chyba że węzeł dramatu
godzien takiego rozjemcy; niech się też czwarta osoba
mieszać do rozmów nie stara. Chóry twe czynną i męża
godną niech rolę zajmują, między aktami śpiewając
to jedynie, co w związku ze sztuką i pomóc jej może;
zacnym sprzyjając, życzliwe dając im rady, niech zbytnim
gniewem porwanych wstrzymują, koją wzburzenie namiętnych,
skromną niech biesiad zastawę chwalą, zbawienną zaś wielbiąc
wżdy91 sprawiedliwość i prawa, pokój przy bramach otwartych,
wszelkich tajemnic niech strzegą, bogów błagają i proszą,
by utrapionym wróciło szczęście, przed dumnym uciekło...
Nie tak jak teraz, oprawna w mosiądz i trąby rywalka,
fletnia, lecz cienka i prosta, dziurek niewiele mająca,
nutę umiała podawać, chórom przygrywać skutecznie
i swym brzmieniem napełniać niezbyt zapchane siedzenia,
ludem nielicznym zajęte; wtenczas on bowiem był szczupły92,
cnych obyczajów, oszczędny, pełen skromności i wstydu.
Lecz gdy zwycięski swe pola począł rozszerzać, a miasta
rozleglejszym otaczać murem i w czasach świątecznych,
za dnia już pijąc, bezkarnie bogu stróżowi dogadzać,
wtedy i rytmy, i tony więcej swywoli przybrały.
Jakże by bowiem ów nieuk wiejski po pracy był jeszcze
rozum zachował, z mieszczaństwem zmieszan w teatrze, on prostak,
siedząc przy panach? Tak starej sztuce rozpusty i ruchu
dodał i, z chórem obchodząc, włóczył swą szatę po scenach
fletnik, a lutnia poważna liczbę swych tonów zwiększyła...
Chórów wymowa w pośpiechu dużo niezwykłych wyrażeń
wniosła; w swych zdaniach szukając bacznie pożytku, zgadując
przyszłość, tak samo jest ciemną, wieszczych jak Delfów93 proroctwa...
Ten, co się kozła lichego wierszem tragicznym dobijał,
wkrótce też leśnych Satyrów94 nago na scenę wprowadził
i, nie ujmując powadze sztuki, na szorstkie się puszczał
żarty, bo musiał nowością widzów przyciągać i bawić,95
którzy, odbywszy ofiarę, przyszli swywolni i spici.
Tak jednakże słuchaczom trzeba zalecić szyderczych
i gadatliwych Satyrów, rzeczy poważne z żartami
tak połączyć, by żaden bożek i żaden bohater,
który się wprzódy odznaczył swoją purpurą i złotem,
nie powędrował do podłych karczem nędznymi przemowy,
albo też, ziemi się strzegąc, w próżni i chmurach nie bujał...
Rzecz to tragedii niegodna bredzić płochymi96 wierszyki97;
jak matrona, gdy tańczyć w dzień uroczysty jej przyjdzie,
tak i tragedia poniekąd wstydzi się bratać z swywolną
zgrają Satyrów. Nie tylko zawsze właściwych i prostych
chciałbym się trzymać wyrażeń, gdybym Satyrów przedstawiał,
ani bym pragnął tragicznej barwy tak całkiem zaniechać,
iżbyś różnicy nie dojrzał, Dawus98 czy prawi i śmiała
Pithias99, co zgarnia tysiączek, za nos ścisnąwszy Simona100,
czyli też ochmistrz i sługa boskiej dzieciny, Silenus101.
Z samych bym znanych wyrazów wiersze me złożył, tak iżbyś
myśląc, że każdy to zrobi, próżno się pocił i biedził,
gdybyś spróbował; tak wielkie szyku i związku znaczenie,
tyle przez układ nabiorą wdzięku znajome wyrazy.
Strzec się powinni, mym zdaniem, z lasów zwołani Faunowie102,
aby, jak hołysz103, co miejskie rynki za młodu wycierał,
nie cedzili, żaczkując104 zbytnio, gładzonych wierszyków,
ani zelżywym i brudnym ciągle pluskali językiem;
zgorszy się bowiem rycerstwo, zgorszą bogaci i szlachta
i spokojnego tam sądu u nich, ni wieńca nie znajdzie
to, czym bawi się motłoch, groszek, orzeszki jedzący...
Długa gdy zgłoska po krótkiej stoi, nazywa się jambem105;
miara to szybka, skąd także nazwę jambicznych trójmiarom
dano, gdyż one w swych stopach, równych od pierwszej do szóstej,
przycisk sześćkrotnie wznawiają106. Lecz nie tak dawno, jak mniemam,
aby poważniej i wolniej nieco do uszu dochodził,
w obręb praw swoich poważne wciągnął spondeje107 usłuszny
i cierpliwy jambus, zgodnie im jednak z drugiego,
ani z czwartego nie znijdzie miejsca. Też rzadko zajmuje
spondej te miejsca w Akcjusa108 świetnych trójmiarach, lecz wiersze,
które nam Ennius109 z niezwykłym rzuca ciężarem110 na scenę,
gnębi on szpetnym zarzutem albo niedbalstwa, lub nadto
wielkich pośpiechów, lub wreszcie nieobeznania się z sztuką.
Ale nie każdy poczuje wiersze złym dźwiękiem grzeszące,
często w tej sprawie niegodnie rzymskim przebaczasz poetom;
przeto więc błądzić i pisać miałbym swywolnie, lub sądząc,
moje iż biedy świat cały widzi, wystrzegać się tylko,
abym się nie zwiódł w tej myśli, że mi już wszystko wybaczą?
Winym w ten sposób uniknął, alem pochwały niegodzien...
Wy zaś i we dnie, i w nocy wzory helleńskie badajcie!
Przecież to wasi przodkowie Plauta111 i rytmy, i słony
dowcip chwalili, cierpliwie nazbyt i jedno i drugie
wielbiąc, lecz głupio, jak sądzę, jeślim ja zdolny wraz z wami
od rzetelnych dowcipów gburne wybryki odróżniać,
oraz i brzmienia poprawne uchem i palcem naznaczać...
Mówią, że przedtem nieznany rodzaj tragicznej Kameny112
Tespis113 wynalazł i sztuki swoje na wozach obwoził,
które śpiewano i grano, zasmarowawszy policzki
lagrem; ozdobne zaś po nim maski i płaszcze wymyślił
Eschil114 i scenę na deskach niezbyt wzniesionych umieścił,
chodzić w wysokich trzewikach, gadać wspaniale nauczył...
Wkrótce za nimi też przyszła stara komedia115, zyskując
poklask niemały; jej wolność jednak w rozpustę i gwałty
skoro popadła, trza było prawem ją skrócić; to prawo
przeszło, a chóry zamilkły, szkodzić haniebnie nie mogąc...
Sił swych we wszystkim doświadczyć nasi pragnęli poeci;
zaszczyt to dla nich niemały, greckie iż ślady porzucić
i narodowe przedmioty śmieli na scenie przedstawić,
bądź to tragedie, bądź także pisząc ludowe rozrywki.
Lacjum też byłoby niemniej wielkim przewagą języka,
jak jest i męstwem i bronią, gdyby każdemu z poetów
nie przykrzyło się gładzić wierszy cierpliwie i długo.
Wy więc, Pompila116 potomki! dzieła nie chwalcie, którego
w karby nie wzięły i długa praca, i liczne poprawki,
nie okrzesawszy dziesięćkroć, aż do zupełnej ogłady...
Zapał wrodzony Demokryt117 zowie szczęśliwszym od sztuki
pełnej mozołu i trzeźwych wieszczów z Parnasu118 wyklucza;
przeto niemała poetów zgraja paznokcie i brodę
zwykła zapuszczać, ustronia szukać i łaźni unikać,