Antymonachomachia1
Pieśń I
I
Często pozory łudzą słabe oczy,
Zwłaszcza, gdy staną na widok gromadnie;
Często i malarz, w dziele zbyt ochoczy2,
Zmyli się, obraz chcąc wydać3 dokładnie;
I w kunszcie4 nieraz rzemieślnik wykroczy,
Kiedy się w złoto szych5 podły zakradnie;
Nie traci przeto6 kruszec swej korzyści,
Szych pełznie7 w ogniu, a złoto się czyści.
II
Jędzo niezgody8! Twoje to są sztuki:
Ty, co się w dziełach zjadliwych objawiasz,
Mieszasz się w kunszta, mieszasz i w nauki,
Słodycze żółcią mieszasz i zaprawiasz,
Wkładasz obmierzłe9 jarzmo10 twej przynuki11,
A gdy się tylko niesnaski12 zabawiasz,
Nie dość dla ciebie państw, narodów klęski,
W cienie zakonne rzucasz grot zwycięski.
III
Twój to kunszt zdradny, żeś zacisze święte
Nowym podejściem mieszać13 zamyślała.
Jużeś poczęła14 dzieło przedsięwzięte,
Jużeś na poły15 z twych sztuk korzystała —
Niebo, sług swoich niewinnością tknięte,
Nie dopuściło, byś tryumfowała.
Opowiem, jakeś padła z piekłów16 łona,
Opowiem, jakeś była zwyciężona.
IV
Nie podła gnuśność17 rządziła klasztorem,
Gdzie się te sceny wydały18 tragiczne.
Klasztor był cnoty zawołanym19 wzorem,
Klasztor, obfity w dzieła heroiczne,
Klasztor, od wieków wsławiony wyborem,
Budował20 wszystkie miejsca okoliczne.
Dzielny przykładzie! Ach, któż cię wychwali!
Tyś tarczą twoich, co ciebie dawali.
V
Święte więzienia21 miłość cnoty wzniosła,
Niewinność twierdzą otoczyła wieczną,
Żarliwość z świeckiej marności uniosła,
Pokora skryciem22 czyniła bezpieczną,
Przykładność dzielna w ich cieniu urosła,
Wiara obronę znalazła waleczną.
Ukryte światło stanęło na korcu23
W nauczycielu świętym cudotworcu24.
VI
W takim schronieniu lepszy, niż wiek złoty25,
Trawiły26 prawe27 dla Boga ofiary
W straży ubóstwa, posłuszeństwa, cnoty28,
W zaszczycie pewnej nadziei i wiary,
W czułych zapędach żarliwej ochoty,
A niebieskimi obdarzona dary29
Miłość, rękojmia30 cnoty i załoga31,
Słodziła prace dla bliźnich i Boga.
VII
Te Jędza przerwać zabawy32 gdy chciała,
Zbliża się, kędy33 w głębokim ukryciu
Księga zakonnej wojny34 zostawała,
Płód żartobliwy... Chcąc ją mieć w użyciu,
Tyle przewrotnych kunsztów używała,
Że wpadł w jej ręce — a, w klasztornym życiu
Chcąc wzniecić pożar, raduje się zjadła35,
Że dzieło przyszłej niezgody wykradła.
VIII
Wzbiła się wgórę a, jak jabłko owe36,
Co poróżniło i ludzie, i bogi37,
Niesie płód żartów; gmachy klasztorowe38
Skoro zoczyła39, wydała krzyk srogi,
Cieszy się, widząc klęsk przyszłą osnowę40.
Forty41 warownej już przebyła progi
A myśląc, wściekła, o przyszłym pożarze,
Przebiega szybkim krokiem kurytarze42.
IX
Staje przed drzwiami mieszkania doktora43,
Pewna, że starzec rozkosznie spoczywa;
Omyliła się: najpierwszy z klasztora44
Do służby Bożej45 śpieszy i przybywa.
W chórze północna trzymała go pora,
W chórze wraz z bracią46 chwały Boże śpiewa.
Wielka rzecz — z zasług być od prawa wolnym.
Większa — z zasługą być prawu powolnym47!
X
Weszła — a widząc i sprzęty48, i łoże,
Jęknęła z złości, czując baśnie płonne49:
Zamiast kotary wytarte rogoże50,
Wszędzie ubóstwo zastała zakonne.
Ksiąg mnóstwo, których zrachować51 nie może,
Ledwo objęły52 pokoje przestronne;
Sprzęt godny mędrca, godny zakonnika,
Jadem ją nowym żarzy i przenika.
XI
Rzuciła pismo — a, zawywszy wściekła,
Powróciła się do swego łożyska;
Z nią zazdrość zjadła53 i zemsta przewlekła,
Fanatyzm, straszny z daleka i z bliska.
Wpadły, skąd wyszły, jędze w otchłań piekła,
Wpadły w zwyczajne sobie54 stanowiska;
Tam z źródła jady na nowo czerpały,
Aby tym dzielniej55 truły, zarażały.
XII
Wrócił się doktor, a gdy pismo czyta,
Rozśmiał się56: taka zemsta wielkiej duszy.
Trwoga występnym tylko przyzwoita57,
Kto się złym czuje, tego zarzut wzruszy58;
Cienia się swego boi hipokryta,
Gdy go wewnętrzne przeświadczenie głuszy59;
Ubezpieczona w niewinności swojej,
Prawdziwa cnota krytyk się nie boi.
XIII
Tak brzeżna60 skała, gdy niebo się chmurzy,
I groźne coraz zbliżają obłoki61,
Wzrusza się morze, grzmi chmura wśrzód burzy,
A choć uderza bałwan62 w brzeg wysoki,
Chociaż się w fluktach63 zapienionych nurzy64,
Chociaż szturm srogi rwie twarde opoki,
Trwa niewzruszona: pełzną wiatry chyże65,
A bałwan hardy66 piasek pod nią liże.
XIV
Wchodzi Honorat, a pismo podane
Z rąk od doktora kiedy czytać bierze,
Na pierwszą strofę67 znać68 po nim odmianę:
Miesza się, płoni69, blednieje70 w cholerze71,
Karty nie skończył, już rzuca o ścianę.
Chce drzeć, lecz doktor hamuje72 w tej mierze.
Sroży73 się starzec, dziki i surowy,
Tymi na koniec obwieszcza gniew słowy:
XV
„Tać to nam korzyść za tyle podjętych
Prac, trudów! Takie wdzięczności zadatki74!
Targa się75 śmiałość na mądrych i świętych,
Wyszydza zjadła i ojce76 i matki,
A, niekontenta77 z bluźnierstw przedsięwziętych,
Hańbi różaniec. Jeżeli ostatki78
W nas jeszcze cnoty żarliwej zostały,
Niechaj jej dozna bluźnierca zuchwały!
XVI
„Heretyk sprośny79, Turczyn80, jansenista81,
Ateusz82, piekła zarażony jadem,
Oszczerca, z cudzych defektów83 korzysta,
Godzien największej być kary przykładem;
Niechaj go hańba ogarnie wieczysta
I wszystkich, którzy tym będą iść śladem!
Niech go...” Dech ustał ojcu żarliwemu;
Wtem tak się doktor odezwał ku niemu84:
XVII
„Złorzeczyć, nie wiem, jeżeli85 przystoi
Tym, którzy tylko winni błogosławić86;
Jad bardziej ranę rozjątrza, niż goi —
Na cóż się próżnym87 narzekaniem bawić?
Nie z zemsty pozna Bóg, którzy są swoi:
Jeśli należy88, Jemu ją zostawić,
A choć nas boleść najsrożej dotyka,
Cierpieć, a milczeć — podział89 zakonnika.
XVIII
„Ten, który swoim naśladowcom wiernym
Za złe stokrotnie dobrem kazał płacić90,
Potrafi ulżyć troskom, choć niezmiernym,
Potrafi oddać, co możem utracić.
Zyskiem się zemsty nie zmożem91 mizernym,
Cierpliwość lepiej nas zdoła zbogacić92.
Darujmy!” Uciekł Honorat i mruczał,
A doktor westchnął, który go nauczał.
XIX
Mógł był ukarać, ile przełożony93,
Ale, że starszy, nie spieszył się z karą.
Starzec był laty i pracą zwątlony94,
A, zwykłą wieku swemu tchnąc95 przywarą,
Nadto96 był w zdaniu swoim uprzedzony,
Gdy kładł zakonność w równej szali z wiarą97.
Choć zdrożność98 widział, ale, że przy cnocie,
Przebaczył doktor żarliwej prostocie.
Pieśń II
XX
Jak chmura, co grom po polach roznosi,
Obiegł Honorat wszystkie kurytarze99,
Wszędzie wiadomość nieszczęśliwą głosi,
Wszędzie o wszczętym100 znać daje pożarze.
O zemstę wszystkich nalega i prosi,
Niechaj to dzieło i autora skarze.
„Kupcie się101 — woła — ku wspólnej odsieczy!
Kupcie się, bronić pospolitej rzeczy102!”
XXI
Na taki odgłos, jak piorunem tknięte,
Tłumy się braci ze wszystkich stron spieszą,
Rzucają prace i zabawy103 święte,
A, coraz większą gromadząc się rzeszą,
Tam idą, kędy104 żale rozpoczęte
Wynurzał105 starzec: wzmagają106 i cieszą.
Próżne107 starania! Honorat się trwoży,
Im bardziej miękczą, tym zjadlej108 się sroży109.
XXII
Tak łań110 po puszczach dzikich obłąkana111
Z płodem112, którego pilnie dotąd strzegła,
Nagłym łoskotem113 myśliwców zmieszana114,
Z miejsc się porywa, na których obiegła;
Próżno115 ucieka, wkoło opasana116,
Unosząc życie, choć płodu odbiegła117,
Chociaż rąk uszła i buja po lesie,
Tkwi grot śmiertelny, który z sobą niesie.
XXIII
Wrzask, krzyk, hałasy: i prośbą, i wsporem118
Nie da się starzec ubłagać rozjadły119,
Niezbytym120 punktu ujęty honorem.
Gdzież się zdrożności121 nasze nie zakradły?
Pędzi, księgarni drzwi zastał otworem,
Tam wpadł, strwożeni bracia tam z nim wpadli.
Jednym zamachem starzec nieużyty
Wywrócił cztery ksiąg pełne pulpity.
XXIV
O ty, wszech rzeczy płodnej rodzicielki122
Dzielny tłumaczu, i w lewą i w prawą,
Którego wielbić musi człowiek wszelki,
Ty, coś jest świata nauką, zabawą,
Perło pisarzów123, o Albercie Wielki124,
Coś tajemnice objawiał tak żwawo,
Uczczenia godny, nieuszanowany, —
Spadłeś pod szafę z twoimi kompany125!
XXV
Wielki Tostacie126! Ty, coś znamienicie
Pisał o wszystkim, o czym pisać można,
Nie osiedziałeś się127 na twym pulpicie,
Złość cię zrzuciła, ale złość pobożna;
Poznał cię starzec, zapłakał obficie,
Twym spadkiem128 myśl się powiększyła trwożna.
A gdy się coraz wzmaga i rozżarza,
Tak z płaczem mówił do bibliotekarza:
XXVI
„Nie tylko ludziom i księgom uwłacza129
Bezbożnik, co się uwziął na zakony.
Co winien Tostat, że mu nie przebacza?
Co winien Alfons130, ów król uwielbiony?
Zuchwalec śmiało grzeszy i wykracza,
Kroniki nawet dotknął zaślepiony131;
Nie godzien czytać piękności dobranych:
„Wojska afektów zarekrutowanych132”.
XXVII
„Wiem, skąd te złości i jady pochodzą.
Już się świat zepsuł, a płody odrodne
Polorem133 niby jady swoje słodzą,
Nazwiska nawet uczonych niegodne.
Ich to koncepty134 — prawdzie nie zagrodzą,
Znajdziem my na nich sposoby dowodne135.
Umilkną zdrajcy, damy się we znaki,
Spełznie z konceptem pisarz lada jaki136!
XXVIII
„Bogdaj 137to dawni w księgach nie szperali!
Było też lepiej, każdy cicho siedział.
I cóż nowego teraz wybadali?
Bogdajby lepiej o nich świat nie wiedział!
Nie tak to nasi ojcowie 138działali,
A, jeśli który co pisał, powiedział,
Nie dął się139 z swojej mądrości mniemanej140,
A nie zaczepiał141 książki drukowanej”.
XXIX
„Niejeden głupi był wydrukowany, —
Biblijotekarz142 rzekł do Honorata —
Druk nie jest piętnem143 chwały lub nagany,
Dawniejszych, świeższych czasów alternata144
Głupstwo i rozum stawia naprzemiany145,
Jednym je węzłem wiąże i przeplata;
Z powszechnej wady my się nie odkupim146,
Można i u nas być mądrym i głupim.
XXX
„Że się z prostoty śmiał pisarz swywolny147,
I my się śmiejmy, zagadniem i snadnie148:
Pozna po śmiechu, w wyrazach zbyt wolny149,
Że fałsz napisał, odwoła dokładnie.
Będziem się dąsać? Nie będzie powolny150,
Gorszy jad może w pióro mu się wkradnie.
A kto wie wreszcie, czyli151 nie chciał użyć
Tego sposobu, aby się przysłużyć?”
XXXI
„Piękna przysługa! Paszkwilem152, potwarzą153?”
„Posłuchaj tylko, ojcze Honoracie:
Różne się myśli wierszopisom marzą,
Jeszcze ich trybu154 zupełnie nie znacie.
Bywa częstokroć, gdy się zbyt rozżarzą155,
Że mniej pamiętni156 o sławy utracie,
Zbyt lekko157 cudzą dotkliwość158 tłumaczą”.
„Zły to śmiech, ojcze, gdy na niego płaczą!”
XXXII
„Targa się paszkwil na niewinność trwożną,
Zaraża jadem, na złe zbyt ochoczy;
Satyra, cierpieć nie mogąc rzecz zdrożną159,
Karze bez względu160, wyrzuca na oczy;
Krytyk żarliwość ma, ale ostrożną,
Śmiechem poprawia, jadem nie uwłoczy161,
A kunsztu162 jego te prawe163 sposoby:
Występek karać, oszczędzać osoby.
XXXIII
„Ale mnie wytknął164!” — „Przypadkiem się stało”.
„Jakto przypadkiem? Szydzić moje lata165!”
„W myśli to jego może nie postało166,
Osławiać167, szydzić z ojca Honorata.
Co tam wyraził, u nas się nie działo,
Jakaż stąd sławy168 być może utrata?
Nigdy się, ojcze, taki nie frasuje169,
Który zarzutu przyczyny nie czuje.