Kładąc Dawidowi pod poduszkę prezenty

Lidce.

Kładąc Dawidowi pod poduszkę prezenty,

po pierwsze, niespodziewanie jestem kimś świętym.

Po drugie, wreszcie światy za pierwszym zakrętem

czasoprzestrzeni to najbliższe okolice.

Po trzecie przez chwilę jestem własnym rodzicem

i rozumiem twarz Matki zniszczoną przez kłótnie,

na której rano tkwił giocondowski półuśmiech

tajemnej wiedzy. „Ktoś chodził w nocy po domu,

sprawdź, może Mikołaj dał ci coś po kryjomu...”

Po czwarte wierzę, że niweluję złe czyny

podkładających bomby, stawiających miny,

i gładzę własne grzechy, wygładzając kołdrę,

pod którą to dziecko nie dobre i nie mądre

lecz poza mądrością i dobrem ma swój świat, w którego obręb

nie wejdę już po poplątanej nitce.