Thoreau: wstawaj wolny od trosk przed świtem i poszukuj przygód

Językiem i wargami tak nieporadnymi w mowie, sprawnie uruchamiam rytmy ukryte

w niej jak mechanizm w pudle instrumentu.

Traperskim nożem przekrawam na pół mydło z powodu różnicy płci, bo natryski dla

pań i panów są na campingu osobne,

Kopię w drzwi, za którymi kryje się ktoś, kto rzucał w nas z okna jajkami a teraz drży

ze strachu, bo muszę wyglądać strasznie w judaszu choć oba śmieszne pociski chybiły.

Przeszedłszy jakoś przez pełen dziur most kolejowy nad Pasłęką, rozstawiamy po

ciemku namiot za miastem, w miejscu upatrzonym z okna pociągu,

Zsuwamy się stromą ścianą wąwozu Wałszy nieopodal staropruskiego grodziska,

urzeczeni sobą lecz przytomni, bez długoterminowych przysiąg,

Chwilę zespolenia przeżywamy i wtedy, gdy ze ściśniętymi gardłami patrzymy na

perseweracyjny, kilkumetrowy szlak psa dingo w ZOO, do którego weszliśmy

niechcący i nielegalnie,

Przywiązani do swoich plecaków żołnierze mijają nas z zazdrością na głównej ulicy

Braniewa, da Bóg, wezmą kiedyś odwet gwałcąc i paląc.