Wołosaty

Widok jak z widokówek. Słoneczny blask czepia się obramowań kamieni

sterczących z dna potoku, którego korytem Magda

oddala się z „Chłopami” pod pachą i sandałami w ręku,

w prześwietlonej sukience. Potem przychodzę jej pomóc

umyć długie włosy porywane prądem, półnagi, ze swoimi

uczuciami z cepelii. Odgrywam miłosną scenkę z czołówki „Janosika”

(skakanie po kamieniach, wzięcie w objęcia, obrót)

przez cały czas pogwizdując odpowiednią melodię.

Przez cały czas pogwizdując odpowiednią melodię.

Przez cały czas pogwizdując odpowiednią melodię.

Znowu uległem rytmowi. Jak wtedy, gdy tętno dyktuje

swoje iloczasy potężniejącemu prąciu, bezpodstawne tempo.