Fragmenta albo pozostałe pisma

Pieśń

Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?

Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?

Kościół Cię nie ogarnie, wszędy pełno Ciebie,

I w otchłaniach, i w morzu, na ziemi, na niebie.

Złota też, wiem, nie pragniesz, bo to wszytko Twoje,

Cokolwiek na tym świecie człowiek mieni swoje.

Wdzięcznym Cię tedy sercem, Panie, wyznawamy,

Bo nad to przystojniejszej1 ofiary nie mamy.

Tyś Pan wszytkiego świata, Tyś niebo zbudował

I złotemi gwiazdami ślicznieś uhaftował.

Tyś fundament założył nieobeszłej2 ziemi

I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznemi.

Za Twoim rozkazaniem w brzegach morze stoi,

A zamierzonych granic przeskoczyć sie boi.

Rzeki wód nieprzebranych wielką hojność mają,

Biały dzień a noc ciemna swoje czasy znają.

Tobie k woli3 rozliczne kwiatki Wiosna rodzi,

Tobie k woli w kłosianym wieńcu Lato chodzi.

Wino Jesień i jabłka rozmaite dawa,

Potym do gotowego gnuśna Zima wstawa.

Z Twej łaski nocna rosa na mdłe4 zioła padnie,

A zagorzałe5 zboża deszcz ożywia snadnie6.

Z Twoich rąk wszelkie źwierzę patrza swej żywności,

A Ty każdego żywisz z Twej szczodrobliwości.

Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie!

Twoja łaska, Twa dobroć nigdy nie ustanie.

Chowaj nas, póki raczysz, na tej niskiej ziemi;

Jedno zawżdy niech będziem pod skrzydłami Twemi!

Pieśń I7

Pewienem tego, a nic sie nie mylę,

Że bądź za długą, bądź za krótką chwilę,

Albo w okręcie całym8 doniesiony,

Albo na desce biednej przypławiony9

Będę jednak u brzegu,

Gdzie dalej nie masz biegu,

Lecz odpoczynek i sen nieprzespany10,

Tak panom, jako chudym zgotowany.

Ale na świecie kto tak głupi żywie,

Żeby nie pragnął przejechać szczęśliwie

Dróg niebezpiecznych, a uść niepogody

I szturmów11 srogich krom12 swej znacznej szkody?

Lecz tylko że pragniemy,

Ale nie rozumiemy,

Czego sie trzymać, jako sie sprawować

Żeby nie przyszło na koniec bobrować13.

A chytre morze, ile znakomitych14,

Tyle pod wodą żywi skał zakrytych.

Tu siedzi złotem Cześć koronowana,

Tu lekkim piórem Sława przyodziana,

Tu Chciwość nieszczęśliwa

Zbiera, a nie używa;

Tu luba Rozkosz i Zbytek wyrzutny15,

Pod nimi Nędza prędka i Żal smutny.

Tamże i Krzywda, i Zazdrość przeklęta,

Przed którą biada zawżdy Cnota święta.

Więc jesli człowiek jednę skałę minie,

Wnet na to miejsce na inszą napłynie;

Tak iż snadź namędrszemu

Trudno pogodzić16 temu,

Aby przynamniej więznąć albo zbłędzić

Nie miał, chyba gdy kogo Pan chce rzędzić17.

Wodzu prawdziwy i Wieczna Światłości,

Uskróm z łaski swej morskie nawałności.

A podnieś ogień portu18 zbawiennego,

Na który patrząc moglibysmy tego

Morza chytrego zdrady

Przebyć bez wszelkiej wady19,

A odpoczynąć po tym żeglowaniu

W długim pokoju i bezpiecznym spaniu.

Pieśń II2021

Nie ma świat nic trwałego, a to barzo k rzeczy22:

Jaki liścia, taki jest rodzaj i człowieczy23.

Ale rzadki, co by tę powieść Homerowę,

Przypuściwszy do uszu, wlepił sobie w głowę.

Bo każdego swa własna nadzieja uwodzi

A ledwie sie z człowiekiem zaraz nie urodzi.

Póki zakwitła młodość stoi w swojej mierze24,

Lekka25 myśl niepodobne26 rzeczy przed się bierze:

O starości nie myśli ani na śmierć pomni

A w dobrym zdrowiu będąc, choroby nie wspomni.

Szalony ludzki rozum — ani oni27 znają,

Jako młodość i żywot prędko upływają.

Co ty wiedząc, bądź cierpliw do kresu żywota,

Strzegąc sie, ile możesz, troski a kłopota.

Pieśń III2829

Oko śmiertelne Boga nie widziało,

Prózno by sie tym kiedy chłubić miało.

Lecz On w swych sprawach30 jest tak znakomity,

Że naprostszemu nie może być skryty.

Kto miał rozumu, kto tak wiele mocy,

Że świat postawił krom żadnej pomocy?

Kto władnie niebem? Kto gwiazdami rządzi,

Że sie z nich żadna nigdy nie obłądzi?

Za czyją sprawą we dnie słońce chodzi,

A miesiąc świeci, kiedy noc nadchodzi?

Każdy znać musi krom wszelakiej zwady31,

Że sie to dzieje wszytko z Pańskiej rady32.

Jego porządkiem Lato Wiosnę goni,

A czujna Jesień przed Zimą sie chroni.

Ten opatruje33, że morze nie wzbierze,

Choć wszytki rzeki w swoje łono bierze.

A to nas namniej niechaj nie obchodzi,

Że nad niewinnym czasem zły przewodzi

Albo że gorszy34 świat po woli35 mają,

A dobrzy rychlej niedostatek znają.

Wszystko to Pan Bóg wywróci na nice,

Jeno kto wejźrzy w Jego tajemnice,

Jako na koniec zły przedsię wypada36,

A dobry w Jego Majestacie siada.

Toć grunt wszytkiego, bysmy Boga znali,

A Jemu sprawę wszego przypisali.

Kto sie za czasu tego nie napije37,

Człowiek na świecie niepobożny żyje.

Tego swych dziatek, starszy, nauczajcie,

To wychowanie synom waszym dajcie;

A niech nie będą nazbyt pieszczonemi,

Niech przywykają spać na gołej ziemi.

A skoro który doroście swej miary,

Niechaj sie w polach ugania z Tatary,

Niech wzdycha żona mężnego tyranna,

Patrząc nań z murów, i dorosła panna.

Niestetyż, by ten najeznik tak młody

Nie popadł jakiej znakomitej szkody38,

Jesli gdzie na lwa nieborak ugodzi,

Który po szyję we krwi ludzkiej brodzi.

Przed śmiercią żaden schronić sie nie może

I pierzchliwemu prędkość nie pomoże.

Azaż nie lepiej sławy swej poprawić

Niż, prózno siedząc, w cieniu wiek swój trawić?

Męstwem Achilles39, męstwem Hektor40 słynie,

A ich pamiątka wiecznie nie zaginie;

Męstwem Alcydes41 do nieba sie dostał

I Polluks42 bogiem nieśmiertelnym został.

Pieśń IV43

Kiedy by kogo Bóg był swymi słowy

Upewnił, że miał czasu wszelakiego

Strzec od złych przygód jego biednej głowy,

Miałby przyczynę żałować sie44 swego

Nieszczęścia, płacząc, że mu sie nie zstało

Dosyć tak zacnej obietnicy Jego,

Ale że Bogu z nami sie nie zdało

Tak postępować; prózno narzekamy,

Że sie co przeciw myśli nam przydało45.

Wszyscy w niepewnej gospodzie mieszkamy,

Wszyscysmy pod tym prawem sie zrodzili,

Że wszem przygodom46 jako cel być mamy.

Na tym rzecz wszytka, żebysmy nosili47

Skromnie, cokolwiek na człowieka przydzie,

A w niefortunie nazbyt nie tesknili48.

Płacz albo nie płacz, z drogi swej nie zydzie

Boskie przejźrzenie49, prózno sie kto zdziera50:

Niewola ciągnie, choć kto nierad idzie.

Nadzieja dobra serca niech podpiera51;

Zaż to, że źle dziś, ma źle być i potym?

Jedenże to Bóg, co i chmury zbiera,

I co rozświeca niebo słońcem złotym.

Pieśń V52

Panie, jako barzo błądzą,

Którzy Cię niedbałym sądzą;

A iż prawie żadnej rzeczy

Nie chcesz mieć na swojej pieczy.

Nie wiem, czego więcej trzeba,

Przeciwko nim świadczą nieba;

Świadczą gwiazdy niezliczone,

Na powietrzu zapalone.

Kiedy słońce swego wschodu

Albo chybiło zachodu?

Kiedy miesiąc53 jasne rogi

Skłonił od swej zwykłej drogi?

Toż nam i ziemia zeznawa,

Która pewnych czasów54 dawa

Zboża w wielkiej obfitości,

Synom ludzkim ku żywności.

Niechaj źli we złocie chodzą

I nad lepszymi przewodzą;

Jednak złe sumnienie mają,

Sądu Twego sie lękają.

A ja patrzając z daleka

Na szczęście złego człowieka;

Im dalej, tymem pewniejszy,

Że jest żywot pośledniejszy55.

Wzywałem Cię, wieczny Boże,

Idąc wieczór na swe łoże;

Wzywałem Cię o północy,

A byłeś mi ku pomocy.

Nieprzyjaciel stał nade mną,

Mógł uczynić wszytko ze mną;

Spałem jako zarzezany57,

On mi nie śmiał zadać rany.

A na pierwsze me ocknienie

I słów kilka przemówienie,

Panie, znać, żeś mię Ty bronił:

Uciekł, a nikt go nie gonił.

A co mnie był nagotował,

To sam mało nie skosztował;

Bowiem od wielkiego strachu

Wypadł oknem na dół z gmachu.

Ani miecz, ani mię siła

Złej przygody obroniła,

Jeno szczyra łaska Twoja,

Co wyznawa dusza moja

I pójdę do domu Twego,

A w pośrzodku zboru58 wszego

Będęć, mój Panie, dziękował,

Z łaski Twej żeś mię zachował.

A ludzie zapamiętali59,

Którzy spraw Twych nie poznali,

Niechaj dziś na oko60 znają,

Że Cię dobrzy stróżem mają.

A przepuścisz li co na nie,

Zlitujesz sie zasię, Panie;

Jako więc i złym sowito

Płacisz zatrzymane61 myto.

Pieśń VI62

Co by ty, urodziwa Hanno, na to dała,

Aby ta twoja gładkość63 wiecznie z tobą trwała?

Wierzę, w tym wieku młodym ani myślisz o tym,

Ale byś też i dobrze myśliła, nic po tym.

Bo czas nie da trwać żadnej rzeczy w jednej mierze,

A jako wszytko niesie, tak zaś wszytko bierze.

Widziałem ja po ranu piękny kwiat przyjemny,

A widziałem zaś wieczór zwiędły i nikczemny.

I drzewa, które teraz odziały sie w liście,

Złupi z tego ubioru mroźnej zimy przyszcie.

W tymże prawie i człowiek, a w gorszym, bo kwiaty

I drzewa w rok wetują zawżdy swej utraty,

Odmładzając sie znowu; ale człowiekowi

Kiedy sie raz na twarzy zima postanowi64,

A włos śniegiem przypadnie, gęsta wiosna minie,

Niżli65 z głowy przeziębłej ten zimny rok zginie.

Czemu jeleń pierzchliwy łaskawsze ma bogi,

Któremu wolno zrzucić pochodzone66 rogi?

Czemu wąż fortunniejszy, który z przyrodzenia

Każdy rok wiotche67 lata na młodą płeć68 mienia?

Człowiek, choć wyraz69 Boży, niesposobny na to70

Ani nalazł fortelu na szedziwe lato71.

Oszukały sie króla tessalskiego córy72,

A ojca nieboraka jeszcze barziej, który

Dać gardło musiał dla ich głupiej pobożności73;

Bo, życząc mu nowych lat i pierwszej młodości,

W nadzieję74 ziół schwalonych spólnie go zabiły,

Żeby w rzeczy75 starą krew’ z niego wycedziły.

Potym go czarownica76 w kocioł wrzącej wody

Wrzuciła między zioła; a ten, nie rzkąc77 młody,

Ale ani wstał żywy; jakoby78 to było

Kosztowne ziele, co by sto lat wyparzyło.

Przeto póki panuje wiosna w twarzy twojej,

Daj sie, Hanno, napatrzyć wdzięcznej79 krasy swojej;

Która nie da nic naprzód ani Fosforowi80,

Kiedy napiękniej z morza wynika81 ku dniowi.

A wy, malarze, i wy, co marmór cieszecie82,

Jesli przyszłemu wieku zachować sie chcecie,

Malujcie tę piękną twarz i rzeźcie83 w kamieniu.

Nie był jako żyw Zewksis84 w takim podziwieniu

Ani zacny Fidyjas85, jako wy możecie

Z tej tylko samej sztuki sławni być na świecie.

Ja na farbach malarskich nic sie nie rozumiem,

Także wiele z marmórem postępować umiem86,

Ale wierszem ozdobnym i rymy gładkiemi

Mam nadzieję, że z mistrzmi porównam dobremi.

Temi ja przeciw długim latom87 sie zastawię,

A za chęcią cnych bogiń88 imię twe wybawię

Z niepamięci nieszczęsnej, że o twej urodzie

Będzie wiek pozny wiedział i po naszym schodzie89.

Nie była wiecznie gładka sławna pani ona90,

Dla której mocna Troja z gruntu wywrócona;

By ją był Parys poznał w szostymdziestym lecie91,

Nigdy by był tej trwogi92 nie wzbudził na świecie.

Ale jednak, co jej wiek łakomy93 uszkodził,

To swym pismem życzliwy poeta94 nagrodził.

Za co, nie wiem, przecz go Bóg ślepoty nie zbawił95,

Ponieważ Stezychora96 o wzrok był przyprawił,

Że tęż istą97 śmiał ganić rymem uszczypliwym,

Acz to potym odwołał piórem osobliwym98.

Ja stąd oczu nie stracę i w tym będę stały,

Że chwalić nie omieszkam, co jest godno chwały.

Bo nie leda Bóg jako swych darów rozdawa,

Temu łaskawszy, komu co nad ludzi dawa.

Przeto tusz99 dobrze, Hanno urodziwa, sobie,

Z twoich darów znać, że Bóg jest łaskawym tobie.

Który jako ozdobę i piękność szacuje,

Ten czyn niezmierzonego świata okazuje

Tak pięknie zbudowany; kto sklepowi100 temu,

Nadobnemi gwiazdami ślicznie sadzonemu,

Nadziwować sie może? Kto nocoświetnego

Miesiąca101 abo słońca niespracowanego

Napatrzył sie do wolej, lubo rano wstaje,

Lubo ku wieczorowi prędki bieg podaje?

Taki więc z swej łożnicy nowy oblubieniec

Wychodzi; na nim złoty płaszcz i złoty wieniec,

Perłami przeplatany, gore znakomity,

Jego ze wszech namilszej102 dar niepospolity.

Ale i ziemia nie jest bez swojej ozdoby,

Bo i tę Bóg oszlachcił dziwnymi sposoby:

To górami, to lasy, to kryształowemi

Rzekami, to łąkami pięknie kwitnącemi.

A w poły ją przepasał morzem urównanym103,

Prosto jakoby pasem śrebrem okowanym.