Księgi trzecie

Człowiek boże igrzysko

Nie rzekł jako żyw żaden więtszej prawdy z wieka,

Jako kto nazwał bożym igrzyskiem człowieka.

Bo co kiedy tak mądrze człowiek począł sobie,

Żeby się Bóg nie musiał jego śmiać osobie?

On, Boga nie widziawszy, taką dumę w głowie

Uprządł sobie, że Bogu podobnym się zowie.

On miłością samego siebie zaślepiony,

Rozumie, że dla niego świat jest postawiony;

On pierwej był, niżli był; on, chocia nie będzie,

Przedsię będzie; próżno to, błaznów pełno wszędzie.

Do doktora1

Fraszka a doktor — to są dwie rzeczy przeciwne;

Przeto u mnie, doktorze, twe żądanie dziwne,

Że do mnie ślesz po fraszki, tak daleko k’temu;

Ja jednak dosyć czynię rozkazaniu twemu.

Ty strzeż swojej powagi, nie baw się fraszkami,

Ale mi je odeśli prędkimi nogami,

A nie dziwuj się, że je tak drogo szacuję,

Bo chocia fraszki, przedsię w nich doktory czuję.

Do dziewki

Jeśli to rada widzisz, a życzysz mi tego,

Abych prze cię używał frasunku wiecznego,

Cóż ci rzec, dziewko sroga? Po prawdzie jam tobie

Inaczej to zadziałał, a co dziś na sobie

Odnoszę, dzieje mi się nad moje zasługi;

Ledwe taki na świecie niefortunny drugi.

Czego dalej chcesz po mnie? Czy jeszcze wątpliwa

Moja chęć przeciw tobie? Noc w myślach teskliwa

I te ogniste gwiazdy, rozsiane po niebie,

Świadkiem, że nic milszego nie mam okrom ciebie.

Czy zgoła nie chcesz2, abyś sługę ze mnie miała?

Po prawdzie, by się miłość z rozumem sprzągała,

Wzgarda by miała ruszyć każdego, a już by

Lepiej się odrzec za raz i pana, i służby.

Ale co potym? Miłość ma swe obyczaje,

Zna, co lepiej, a przedsię przy gorszym zostaje.

A ty, jeśli nadzieję chcesz o łasce swojej

Zgasić we mnie, już dawno pragniesz śmierci mojej.

Do dziewki

Nie uciekaj przede mną, dziewko urodziwa,

Z twoją rumianą twarzą moja broda siwa

Zgodzi się znamienicie; patrz, gdy wieniec wiją,

Że pospolicie sadzą przy różej leliją.

Nie uciekaj przede mną, dziewko urodziwa,

Serceć jeszcze niestare, chocia broda siwa;

Choć u mnie broda siwa, jeszczem niezganiony,

Czosnek ma głowę białą, a ogon zielony.

Nie uciekaj, ma rada; wszak wiesz: im kot starszy,

Tym, pospolicie mówią, ogon jego twarszy3;

I dąb, choć mieścy4 przeschnie, choć list5 na nim płowy,

Przedsię stoi potężnie, bo ma korzeń zdrowy.

Do fraszek

Fraszki nieprzepłacone, wdzięczne fraszki moje,

W które ja wszytki kładę tajemnice swoje,

Bądź łaskawie Fortuna ze mną postępuje,

Bądź inaczej, czego snać więcej się najduje.

Obrałliby się kiedy kto tak pracowity,

Żeby z was chciał wyczerpać umysł mój zakryty:

Powiedzcie mu, niech próżno nie frasuje głowy,

Bo się w dziwny Labirynt6 i błąd wda takowy,

Skąd żadna Aryjadna7, żadne kłębki tylne

Wywieść go móc nie będą, tak tam ścieżki mylne.

Na koniec i sam cieśla8, który to mistrował,

Aby tu rogatego chłopobyka chował,

Nie zawżdy do wrót trafi, aż pióra szychtuje

Do ramienia, toż ledwe wierzchem wylatuje.

Do gospodarza

Nie bądź gościem u siebie, wiedz, co się w cię wleje;

Wedle tegoż swe sprawy miarkuj i nadzieje!

Do gościa

Gościu, tak jakoś począł, już do końca czytaj,

A jeśli nie rozumiesz, i mnie się nie pytaj!

Onać to część kazania, część niepospolita,

Słuchaczom niepojęta, kaznodziei skryta.

Do gościa

Gościu, własną twarz widzisz przeważnej Dydony9,

Obraz pozorny, obraz pięknie wystawiony.

Takam była; ale myśl różna od tej sławy,

Która mię zła potkała za me chwalne sprawy.

Bom Eneasza jako żywa nie widziała

Anim w trojańskie burdy Afryki poznała,

Ale uchodząc łoża Ijarby srogiego

Puściłam się na ostrość miecza śmiertelnego.

Kto cię na mię podburzył, Maro niechutliwy,

Żeś swym kłamstwem śmiał zelżyć żywot mój cnotliwy?

Do gór i lasów10

Wysokie góry i odziane lasy!11

Jako rad na was patrzę, a swe czasy

Młodsze wspominam, które tu zostały,

Kiedy na statek człowiek mało dbały12.

Gdziem potym nie był? Czegom nie skosztował?

Jażem przez morze głębokie żeglował,

Jażem Francuzy, ja Niemce, ja Włochy,

Jażem nawiedził Sybilline lochy13.

Dziś żak spokojny, jutro przypasany

Do miecza rycerz14 dziś miedzy dworzany

W pańskim pałacu, jutro zasię cichy

Ksiądz w kapitule15, tylko że nie z mnichy

W szarej kapicy a z dwojakim płatem16;

I to czemu nic17, jesliże opatem?

Taki był Proteus18, mieniąc się to w smoka,

To w deszcz, to w ogień, to w barwę obłoka.

Dalej co będzie? Srebrne w głowie nici,

A ja z tym trzymam, kto co w czas uchwyci.

Do Jadama Konarskiego biskupa poznańskiego19

Tobie, zacny biskupie, tobie, jeśli komu,

Ten piękny klejnot służy cnych Habdanków domu,

Bo ty, służąc ojczyźnie przodków swych przykłady,

Nie pierścień, aleś wszytki wylał swe pokłady20

Prze sławę domu swego, prze pożytek Rzeczy

Pospolitej, którą ty zawżdy masz na pieczy.

Ciebie posłem papieskie pałace widały,

Ciebie Rzesza i uszy cesarskie słuchały.

Świeżo i król francuski sławny, z której strony

Przywiodłeś nam monarchę pod zimne Tryjony21

Miej tedy i dziś dziękę, biskupie cnotliwy,

Żeś Pospolitej Rzeczy służyć tak chętliwy.

Lepiej tym dom swój zdobisz, niżby wsi skupował,

Bo kto dobry nad złoto sławy nie szacował?

Do Jana

Janie, cierp’, jako możesz! Przyjdzie ta godzina,

Że ludziom złym będzie swa zapłacona wina,

A Bóg pomści niecnoty i fałesznej zdrady,

Którąś odniósł za swą chęć świeżymi przykłady.

Czyś ludzi nie znał? Czyś tak rozumiał, niebożę,

Że czernie inszy owoc niż tarnki dać może?

Albo wilk nie miał szkodzić rogatemu stadu,

Albo wąż miał za czasem przestać swego jadu?

Daremnąś pracą podjął czyniąc dobrze złemu,

Bo się on nie odejmie przyrodzeniu swemu.

A ty sam siebie winuj, bo co cię dziś boli,

Stąd idzie, iżeś ludziom obłudnym był g’woli,

Dla których coś ty czynił, a ci też czym ci to

Płacili, niechaj wszytko światu będzie skryto!

I sam byś mógł zapomnieć, snać by lepiej było,

Bo serce swymże żalem często się zwalczyło.

Na koniec, masz dróg wiele krzywdy swej wetować,

A to bych wolał, niż się ustawnie frasować.

Ale mężem być trzeba, ani dbać na owe

Zmyślone skargi, bo to łzy krokodylowe22.

Do Jana

Jeśli stąd jaką rozkosz ma człowiek cnotliwy,

Gdy wspomina na przeszły wiek swój świętobliwy,

Że ani wiary zgwałcił, ani jako żywo

Ku krzywdzie ludzkiej przysiągł na Bóg żywy krzywo:

Wieleś ty, Janie, sobie pozyskał radości

Na czas potomny z tej to niewdzięcznej miłości;

Bo co jedno kto komu abo mówić dobrze,

Abo i czynić może, obojeś to szczodrze

Wypełnił, czego serce niewdzięczne przechować

Nie mogło. A tak przecz się dalej masz frasować?

Owszem, umysł swój utwierdź, odejm się swej woli,

A szczęściu na złość nie bądź dłużej w tej niewoli.

Trudno nagle porzucić miłość zastarzałą,

Trudno, lecz się już na to udaj myślą całą.

To samo zdrowie twoje, na tym wszytko tobie:

Możno abo nie możno, przełom to na sobie.

Panie, jeśli należy Tobie się zmiłować,

A możesz i w ostatnim zginieniu ratować,

Wejrzy na mię, smutnego, a jeśli cnotliwy

Żywot mój, oddal ten wrzód ode mnie szkodliwy23,

Który, wkradszy się, jako gnuśność, w skryte kości,

Wygnał mi wszytki prawie z serca me radości.

Już nie o to ja stoję, by mię miłowała,

Albo, co niepodobno, cnotliwą być chciała,

Sam zdrów być pragnę, a ten ciężki wrzód położyć.

Panie, za mą pobożność chciej mi to odłożyć!

Do Kachny

Choć znasz uczynność moję i chęć prawą czujesz,

Przedsię ty mnie szpetną twarz, Kachno, ukazujesz.

Do Kachny

Po sukni znam żałobę, znam i po podwice24.

Kasiu, to nie żałoba — ubielone lice25!

Do kaznodzieja

Za twym długim kazaniem, księże kaznodzieja,

Gody chciał mieć gospodarz, ale go nadzieja

Omyliła, bo obiad nie chciał pojąć żony26;

Owa wieczerza przedsię i obiad zjedzony.

Do kogoś

Już to, jako to kiedyś zdrów, a pijesz do mnie,

Podobnoć i ja mogę podpić sobie skromnie.

Ale kiedy ty puszczasz krew, czemu ja piję?

A nie obeszło mię to, ażem nalał szyję.

Do Lubomira

Idąc mimo libraryją27,

Kędy mądre księgi biją,

Lubimir28 miedzy tytuły

Przeczytał: Bitwa u Huły29.

Zlękł się i padł. Hej, panowie,

Moskiewscy bohatyrowie,

Dla Boga, nie zabijajcie,

Raczej żywo poimajcie!

Do Łask30

Wam swe nieszczęsne rymy, wam swe smutne strony,

Zgodne Łaski, oddawam, żalem zwyciężony.

Taki upad w mym sercu miłość uczyniła,

Że mię tylko cień został, samego zniszczyła.

Do Magdaleny

Ukaż mi się, Magdaleno, ukaż twarz swoje, Twarz, która prawie wyraża różą oboje31.

Ukaż złoty włos powiewny, ukaż swe oczy,

Gwiazdom równe, które prędki krąg nieba toczy.

Ukaż wdzięczne usta swoje, usta różane,

Pereł pełne, ukaż piersi miernie wydane

I rękę alabastrową, w której zamknione

Serce moje. O głupie, o myśli szalone!

Czego ja pragnę? O co ja, nieszczęsny, stoję?

Patrząc na cię, wszytkę władzą straciłem swoję;

Mowy nie mam, płomień po mnie tajemny chodzi,

W uszu dźwięk, a noc dwoista oczy zachodzi.

Do Mikołaja Firleja

Mało na tym, że moje fraszki masz pisane,

Lecz je chcesz, Mikołaju, mieć i drukowane;

Ku ćci czy hańbie mojej? — Cóż, nie wierzysz temu

Żeś i sam w nich? Ba, jesteś, już wierz słowu memu

A tak rozmyśl się na to, trefno li to będzie,

Gdy we fraszkach kasztelan32 drukowany siędzie?

Jać wytrwam, choć mię będą fraszkopisem wołać,

Bom nie mógł ani bojom, ani mężom zdołać.

Do Mikołaja Wolskiego33

Owa jedziesz precz od nas, mieczniku drogi!

Gdzież to mnie też mieć było życzliwsze bogi,

Żebych był towarzystwa twego mógł zażyć,

Przy tobie i do Kolchów śmiałbym się ważyć

Przez morskie Symplegady34 płynąć, gdzie śmiały

Jazon ledwe mógł uwieść swój korab35 cały.

Przy tobie ja, cnotliwy starosto, mogę

Wszytkę Lartijadego objechać drogę,

Trący ją, Lotofagi i jednookie

Cyklopy, i możnego dwory wysokie

Eola, Antyfata, i jędzę zioły

Możną ludzi przetwarzać to w psy, to w woły;

Piekło, syreny, Scyllę, Charybdę srogą

I czabany słoneczne, potrawę drogą,

Nimfy morskie, tyrany szerokowładne,

Wszytko to rzeczy wytrwać przy tobie snadne.

Ale mnie (czego taić zgoła nie mogę)

Niewiasta smutna trzyma, której gdy drogę

Wspomionę, wnet twarz blednie, oczy łzy leją,

A mnie patrząc i serce, i członki mdleją,

Że już ani w omacmie pruć się brzytwami,

Ani pomyślę szachów grać z Sybillami.

A tak jedź sam w dobry czas, mnie zostawiwszy,

A potym, świat wedle swej myśli zwiedziwszy,

Bodaj w sławie i w dobrym zdrowiu do Polski

Przyjechał, dobrych ojców cnotliwy Wolski!

Do miłości

Długoż masz, o Miłości, frasować me lata?

Czy podobno przed czasem chcesz mię zgładzić z świata?

Nie tegoć zasłużyły wdzięczne rymy moje,

Które od umarzłego morza imię twoje

Rozniosły aż do brzegu murzyńskiej granice36

Gdzie wieczny znój panuje i wieczne cieplice.

A ty mię za to zabij, o rozbój ca srogi,

Aby nie tylko Orfeus wysławiając bogi

Był piorunem trozębym z wysoka przerażon37,

Ale i ja od ciebie za swoję chęć skażon.

Jednak: abo nie każda krwawa twoja rana,

Abo znośna niewola u wdzięcznego pana.

Tak li ty chcesz, tak li to niesie szczęście moje,

Nie chcę przeć; mam czym cieszyć smutne serce swoje.

A ty, przebóg, nie zajrzy; gniew li to twój czuję,

Łaskę li, niech do śmierci tę jednę miłuję!

Do miłości

Gdzie teraz ono jabłko i on klinot drogi,

Który mógł zahamować nieścignione nogi

Pierzchliwej Atalanty38? Gdzie taśma szczęśliwa39,

Która serca i myśli upornych dobywa?

Ciebie na pomoc wzywam, ciebie, o Miłości.

Której z wieku używa świat dobrotliwości,

Która spornych żywiołów gniew spinasz łańcuchem,

Dna morskiego i nieba sięgasz swoim duchem,

Lwom srogość odejmujesz i żubrom północnym,

Użyte serce dajesz bohatyrom mocnym.

Ty mię ratuj, a swoją strzałą uzłoconą

Ugodź w serce, a okróć myśl nieunoszoną

Zapamiętałej dziewki, której ani skokiem

Człowiek dogonić może, ledwe zajźrzeć okiem.

Do miłości

Jam przegrał, ja, Miłości! — Tyś plac otrzymała,

Tyś mię prawie do zimnej wody40 już dognała.

Widzę swój błąd na oko i próżne nadzieje,

A przed wstydem i żalem serce prawie mdleje.

Ku temuś mię kresowi swym pochlebstwem wiodła,

Abyś mię czasu swego tak haniebnie zbodła.

Zbodłaś mię, a ten zastrzał twój nielitościwy

Mnie być pamiętny musi, pókim jedno żywy.

Acz i żywot w twych ręku, a jeśli litości

Twej nade mną nie będzie, jam zginął, Miłości!

Zginąłem, a łzy moje dokonać mię mają

Które mi z oczu płynąć nigdy nie przestają.

Postaw słup marmurowy41, znak zwycięstwa twego,

Na nim zawieś zewłoki poimania swego42,

Zewłoki, jakie widzisz, i korzyść ubogą,

Bo w tyraństwie twym ludzie zbogacieć nie mogą.

Cokolwiek jest, twój łup jest: weźmi naprzód z głowy

Na poły już przewiędły wieniec fijołkowy.

Potym lutnią, a przy niej pieśni żałościwe,

Na jakie się zdobyło serce nieszczęśliwe;