Pieśń świętojańska o Sobótce12

Gdy słońce Raka zagrzewa3,

A słowik więcej nie śpiewa,

Sobótkę, jako czas niesie4,

Zapalono w Czarnym Lesie.

Tam goście, tam i domowi

Sypali sie ku ogniowi;

Bąki5 zaraz troje grały,

A sady sie sprzeciwiały6.

Siedli wszyscy na murawie,

Potym wstało sześć par prawie7

Dziewek jednako ubranych

I belicą8 przepasanych.

Wszytki9 śpiewać nauczone,

W tańcu także niezganione10;

Więc koleją zaczynały,

A pierwszej tak począć dały.

Panna I

Siostry, ogień napalono

I placu nam postąpiono11;

Czemu sobie rąk nie damy,

A społem nie zaśpiewamy?

Piękna nocy, życz pogody,

Broń wiatrów i nagłej wody.

Dziś przyszedł czas, że na dworze

Mamy czekać ranej zorze.

Tak to matki nam podały,

Samy także z drugich miały,

Że na dzień świętego Jana

Zawżdy Sobótka palana.

Dzieci, rady mej słuchajcie,

Ojcowski rząd12 zachowajcie:

Święto niechaj świętem będzie,

Tak bywało przedtym wszędzie.

Święta przedtym ludzie czcili,

A przedsię wszytko zrobili;

A ziemia hojnie rodziła,

Bo pobożność Bogu miła.

Dziś bez przestanku pracujem

I dniom świętym nie folgujem13;

Więc też tylko zarabiamy14,

Ale przedsię nic nie mamy.

Albo nas grady porażą,

Albo zbytnie ciepła każą15;

Co rok słabsze urodzaje,

A zła drogość za tym wstaje16.

Pracuj we dnie, pracuj w nocy,

Prózno bez Pańskiej pomocy;

Boga, dzieci, Boga trzeba,

Kto chce syt być swego chleba.

Na Tego my wszytko włóżmy,

A z sobą sami nie trwóżmy;

Wrócąć sie i dobre lata,

Jeszczeć nie tu17 koniec świata.

A teraz ten wieczór sławny18

Święćmy jako zwyczaj dawny:

Niecąc ognie do świtania,

Nie bez pieśni, nie bez grania.

Panna II

To moja nawiętsza wada,

Że tańcuję barzo rada;

Powiedzcież mi, me sąsiady,

Jest tu która bez tej wady?

Wszytki mi sie uśmiechacie,

Podobno ze mną trzymacie;

Postępujmyż tedy krokiem,

Aleć nie masz jako skokiem.

Skokiem taniec nasnadniejszy19,

A tym jeszcze pochopniejszy20,

Kiedy w bęben przybijają:

Samy nogi prawie21 drgają.

Teraz masz czas, umiesz li co,

Mój nadobny bębennico:

Wszytka tu wieś siedzi wkoło,

A w pośrzodku samo czoło22.

Żeby też tu ta nie była,

Która twemu sercu miła;

Każesz li, wierzyć będziemy,

Aleć insze rozumiemy23.

Pomóż oto dobrej rzeczy,

A nasz taniec miej na pieczy;

Owa24 najdziesz i w tym rzędzie,

Coć za wszytki płatna będzie25.

Ja sie nie umiem frasować,

Toż radzę drugim zachować;

Bo w trosce człowiek zgrzybieje

Pierwej, niż sie sam spodzieje.

Ale gdzie dobra myśl płuży26,

Tam i zdrowie lepiej służy;

A choć drugi zajdzie w lata,

I tak on ujdzie za swata27.

Za mną, za mną, piękne koło,

Opiewając28 mi wesoło!

A ty sie czuj29, czyja kolej,

Nie masz li mię wydać30 wolej.

Panna III

Za mną, za mną, piękne koło,

Opiewając mi wesoło!

Czuję się, że moja kolej,

A ja nie mam wydać wolej.

Sam ze wszytkiego stworzenia

Człowiek ma śmiech z przyrodzenia31;

Inszy wszelaki źwierz niemy

Nie śmieje sie, jako chcemy.

Nie ma w swym szaleństwie miary,

Kto gardzi Pańskiemi dary;

A bodaj miał płakać siła,

Komu dobra myśl niemiła.

Śmiejmy sie! Czy nie masz czemu?

Śmiejmy sie przynamniej temu,

Że, nie mówiąc nic trefnego32,

Chcę po was śmiechu śmiesznego.

Wystąp ty, coś ciągnął kota33,

A puść sie na chwilę płota34.

Uchowa cię dziś Bóg szkody,

Bo tu opodal35 do wody.

Ciągnie go drugi na suszy36,

Tobie trzeba aż po uszy.

Nieboże mój, kto cię zbłaźnił37,

Żeś tak srogie źwierzę draźnił?

Nie znasz ludzi, co przed kotem

Pierzchają nawiętszym błotem?

A na jego głos straszliwy

Ledwe drugi będzie żywy.

Głaszcz na nim, jako chcesz, skórę,

On przedsię ogonem wzgórę.

Zły z nim pokój, gorsza zwada;

Jeszcze i dziś strach sąsiada38.

Czasem też i z dachu spadnie,

A przedsię na nogi padnie;

I chłop foremniejszy39 bywa,

Gdzie kot we łbie przemieszkiwa40.

A to jako w nim szacować,

Że umie i praktykować41?

A to tak wieszcza42 bestyja,

Że sie zawżdy na deszcz myja43.

Więc44 łowiec niepospolity

A w swych sprawach dziwnie skryty;

K temu rzadko usnie w nocy,

Ale ufa zawżdy mocy.

Kocie, wszytko to do czasu,

Strzeż wilka wyszczekać z lasu45;

A może być i w tym stadzie46,

Co już myśli o zakładzie47.

Panna IV

Komum ja kwiateczki rwała,

A ten wianek gotowała?

Tobie, miły, nie inszemu,

Któryś sam mił sercu memu.

Włóż na piękną głowę twoję

Tę rozkwitłą pracą moję;

A mnie samę na sercu miej,

Toż i o mnie sam rozumiej.

Żadna chwila ta nie była,

Żebych cię z myśli spuściła;

I sen mię prace nie zbawi48,

Spię, a myślę, by na jawi.

Tę nadzieję mam o tobie,

Że mię też masz za co49 sobie

Ani wzgardzisz chucią50 moją,

Ale mi ją oddasz swoją.

Tego zataić nie mogę,

Co mi w sercu czyni trwogę:

Wszytki tu wzrok ostry mają

I co piękne, dobrze znają.

Prze Bóg, siostry, o to proszę,

Niech tej krzywdy nie odnoszę,

By mię która w to tknąć miała,

O com sie ja utroskała.

O wszelaką inszą szkodę

Łacno przyzwolę na zgodę,

Ale kto mię w miłość ruszy,

Wiecznie będzie krzyw mej duszy51!

Panna V

Zwierzęć sie, gromado moja,

Nie mam przed Szymkiem pokoja:

Za trzewik mi zastępuje52,

A powiada, że miłuje.

Szymku, by to prawda była,

Dobrze bych Bogu służyła;

Ale ty rad z ludzi szydzisz,

Zwłaszcza gdy prostaka53 widzisz.

Tobie to wolno samemu,

Ale, wierę54, nie inszemu;

Bo ty z tym nadobnie umiesz,

A gdzie kogo tknąć, rozumiesz.

I któraż by nie szła rada

Za tak gładkiego sąsiada?

Podajże jej kęs nadzieje,

Alić sie już moja55 śmieje.

I samam tak głupią była,

Żem ci też kiedy wierzyła;

Dziś już nic i pókim żywa,

Znam cię, ziółko, żeś pokrzywa.

Ze mną sobie rzecz najdujesz56,

Drugiej nogę przystępujesz57;

Odpuść mi, silnyś58 przechyra59,

A ja z takim nie mam mira60.

Nie sprawujże sie przez miarę61,

Boć zaś ludzie dadzą wiarę;

A mało sobie poprawisz,

Że mię w nieprawdzie zostawisz62.

Panna VI

Gorące dni nastawają,

Suche role sie padają63;

Polny świercz, co głosu zstaje,

Gwałtownemu słońcu łaje.

Już mdłe64 bydło szuka cienia

I ciekącego strumienia,

I pasterze, chodząc za niem,

Budzą lasy swoim graniem.

Żyto sie w polu dostawa65

I swoją barwą znać dawa,

Iż już niedaleko żniwo,

Miej sie do sierpa co żywo66!

Sierpa trzeba oziminie,

Kosa sie zejdzie67 jarzynie68;

A wy, młodszy, noście snopy,

Drudzy układajcie w kopy.

Gospodarzu nasz wybrany69,

Ty masz mieć więniec kłosiany,

Gdy w ostatek zboża zatnie

Krzywa kosa już ostatnie70.

A kiedy z pola zbierzemy,

Tam71 dopiero odpoczniemy,

Dołożywszy z wierzchem broga72;

Już więc, dzieci, jedno Boga73!

W ten czas, gościu, bywaj u mnie,

Kiedy wszystko najdziesz w gumnie74;

A jesli ty rad odkładasz75,

Mnie do siebie drogę zadasz76.

Panna VII

Prózno cię patrzam w tym kole:

Twoja, miły, rozkosz pole77;

A raczej źwierz leśny bijesz,

Niż tańcujesz albo pijesz.

Ja też, bym nabarziej chciała,

Trudno bym sie zdobyć miała

Na lepszą myśl78, bo po tobie

Serce zawżdy teskni sobie.

Wolałabym też tym czasem79

Gdziekolwiek pod gęstym lasem

Użyć z tobą towarzystwa,

Pomogę ja i myślistwa80.

Czego miłość nie przywyknie?

Już ja trafię81, gdy pies krzyknie,

Gdzie zajeżdżać zającowi

Mając charty pogotowi82.

A kiedy rzucisz sieć długą,

Jeslić sie swoją posługą

Ni nacz więcej nie przygodzę83,

Niech za tobą smycz psów84 wodzę.

Żadna gęstwa, żadne głogi

Nie przekażą85 mojej drogi;

Tak lato jako śrzeżogę86

Przy tobie ja wytrwać mogę.

Albo, mój myśliwcze, tedy

Pokwap sie do domu kiedy;

Albo mnie ciężko nie będzie

Ciebie naszladować87 wszędzie!

Panna VIII

Pracowite woły moje,

Przy tym lesie chłodne zdroje

I łąka nieprzepasiona88,

Kosą nigdy nie sieczona.

Tu wasza dziś pasza będzie;

A ja, mając oko wszędzie,

Będę nad wami siedziała

I tym czasem kwiatki rwała.

Kwiatki barwy rozmaitej,

Które na łubce89 obszytej

Usadzę w nadobne koło

I włożę na swoje czoło.

Tak dziewka, jako młodzieniec,

Nie proś mię nikt o mój wieniec;

Samam go swą ręką wiła,

Sama go będę nosiła.

Dałam wczora taki drugi,

Będzie mi go żal czas długi;

Bo mię zaraz pobrać90 dano,

Czego mi czynić nie miano.

Pracowite woły moje,

Wam płyną te chłodne zdroje;

Wam kwitnie łąka zielona,

Kosą nigdy nie sieczona.

Panna IX91

Ja śpiewam, a żal zakryty

Mnoży92 we mnie płacz obfity.

Śpiewa więzień okowany,

Tając na czas93 wnętrznej rany.

Śpiewa żeglarz, w cudze strony

Nagłym wiatrem zaniesiony;

I oracz ubogi śpiewa,

Choć od pracej aż omdlewa.

Śpiewa słowik na topoli,

A w sercu go przedsię boli

Dawna krzywda; mocny Boże,

Iż z człowieka ptak być może.

Nadobnać to dziewka była,

Póki między ludźmi żyła;