Makijaż

Kredowe klify. Powiedzmy, że w Dover,

widoczne z pokładu ryanaira.

Pamięć inwazji i wewnątrzunijnej migracji

do hoteli, portów, na place budowy.

Powierzchnia i głębia morza

w spektaklu równoczesności, w grze

czasom na nosie. Wapienne fale

dbają o kosmetykę

poharatanych ścian wybrzeża, wynosząc

wapień. A raczej strącony węglan wapnia

przyczepny i kryjący

nieszczelne naczyńka pod skórą. Proch,

proszek. Potem magia imion:

Avon, Vichy, l’Oreal.

Z dodatkiem magnezu i talku

kreda przemienia się w puder

do twarzy. W twarz

do czytania. W obraz.