Gusła, III

Natchnienie bolesne

Wśród złych moich uczynków, jak wśród traw ospałych,

Płynie Twój strumień, Panie,

Porusza moje ziemie, otwiera moje skały,

Twarde, znieruchomiałe.

Pozwól za tym strumieniem i miodu, i mleka

Ludziom wejść na nie.

O człowieka, o miłość człowieka,

Modlę się, Panie.

Dzwony

I

1. Wykuwała nas z brązu wieczność.

Twarde dźwięki słodkie dla ucha,

Ale ranią Bogiem i miażdżą,

Każdego kto się zasłucha.

2. My dzwony, dzwony szumiące,

Jak łany spęczniałe ziarnem —

Mówimy do was pokarmem,

Mówimy chlebem białym.

3. My dzwony wśród dzwonów najmniejsze,

Do ciebie wołamy wyłącznie —

Nie myśl, że niby na łące,

W naszych szumach utoniesz i spoczniesz.

II

1. Niewzruszone są nasze wieże,

A przecież stoją na ziemi,

Dźwiękiem mocnym, dźwiękiem powszednim

Rozdzierają wieczność pacierzem.

2. Tym, którym w serce zagląda

Krzew miłości — pali i kłuje —

O świcie przy naszym biciu,

Bóg ciernie z serca wyjmuje.

3. W naszych tonów krótkich komendzie —

Surowa jest rzeczywistość.

Wyrąbałyśmy drogę pokorze,

By szły po niej męstwo i czystość.

III

1. Jak pługi o pługi dzwoniące,

Chcemy z ziemi wyorać kościół,

Rozcinamy skorupę jałową,

Docieramy do gliny wieczności.

2. Kołysałeś się pośród ludzi,

Dzwon ci pusty w piersiach łomotał,

Pękł dzwon głuchy i dzwon samotny,

Gdy dźwięk nasz do ciebie dotarł.

3. Naprzód dźwięk ten nosiłeś dla siebie,

Ale dźwięk się na ludzi rozpinał,

Odnalazłeś ten sam dźwięk w innych —

I stała się jedna rodzina.

Św. Katarzyna Genueńska

W srebrnym obłoku chodząca,

W fałdach nieba ukryta,

Jak w adamaszku1,

Spłakana, drżąca,

Światłami Boga pobita,

Jak Paweł2 u bram Damaszku.

W wysokich skrzydłach aniołów,

Jak w deszczu gęstym i czystym

Myjąca życie.

Wieżo kościołów,

Szczytem i aktem strzelistym

Uwidoczniona w błękicie.

Bij w serce me, jak w naczynie,

Co samo sobie wystarcza,

Wstępuj pożogą,

Niech szczękiem spłynie,

Gnie się i łamie jak tarcza,

Pod twoją złoconą nogą.

O, jeśli Jakuba schody3,

Wyścieła gorące słowo

Aż do niebiosów! —

Zniszcz moje chłody!

Zalewaj płomienną mową

Miarowy dźwięk mego głosu.

O, Pani Doskonałości!

Duszo i ciało z diamentu —

Mą słabość wzniosłą

Mieczem miłości

Przemierz i połam do szczętu,

Jak gałąź nazbyt wyrosłą.

Dolor ante lucem4

(Z Aleksandra Błoka)

W zachodu krwawych, ostatnich promieniach,

Pragnący śmierci — nie czekam już na nic.

I znów dzień wstaje, brzask bije z otchłani,

Powraca męka codzienna istnienia.

Chciałem zło rzucić i dobro zostawić,

Poznałem śmierci trwogę i nadzieję —

I znów powracam, by patrzeć, jak dnieje,

By zło przeklinać, dobru błogosławić.

Boże mój, Boże — Panie nieomylny —

Czyś wszystkich równym obdarzył wyrokiem —

Człowiek śmiertelny, ku Tobie się wlokę,

Od jutrzni rannej do nocy — bezsilny.

Anioł żalu

Nie ciszą jak obłok miękką,

Nie chłodem, nie tkliwą ręką,

Ale mieczem, ale ogniem —

Bez orszaku, zagniewany,

Ale smutny i spłakany,

Przystąpiłeś do mnie.

Bez litości — miłosierny,

Kochający i niewierny,

Jak ziemia w grobie —

Moje ziemie nieorane,

Moje ciało zbuntowane

Upatrzyłeś sobie.

Nie w spokoju, jak owoc źrałym5,

Nie w cieniu drzewa omdlałym —

Ale w ogniu i w lamencie,

Biorę w piersi twoje ciosy,

Ostrza błyszczące jak rosy

I twoje objęcie.

Gorliwy i ustający,

Nasycony i pragnący,

Jak płomień w drewnie —

Moje drewna wysuszone,

Skrzydłem na ścięcie znaczone,

Odrąbuję pewnie.

Anioł Żalu wszedł we mnie niby w sidło grzeszne

I miota mną w słów rozterce, —

Boże, któryś stworzył człowieka —

Ucisz serce.

Kuszenie

— Przyznaj, twa mowa

Chłodna i dumna,

Bez serca — trumna.

— Nieprawda, słyszę,

Zwycięża serce

Trumnę i ciszę.

— Śmiertelna, przyznaj,

Głęboka rana

Pustką zadana.

— Nieprawda, czuję,

Pustką złamany,

Krwią się prostuję.

— Z mroków ogromu

Innym i sobie

Nie dźwigniesz domu.

— Nieprawda, z wiary

Jak z brył się złoży

Jeden dom boży.

— Wiara, jak ogień,

Wypali oczy,

Dymem otoczy.

— Wzrok mi przywraca,

W jej światłach wstaje

Codzienna praca.

— Jednak grzech ciemny

Podzielisz ze mną,

Jak chleb powszedni.

— Nieprawda, z grzechu,

Spod jarzma wstanę,

Pełen oddechu.

— Stępią się miecze,

W ciemność, spłoszone

Uderzą chwiejnie.

— Łaska nade mną,

Z upadku anioł

Znów mnie podejmie.

Litania do Marii Panny6

Łodzi z koralu,

Serc Przewoźniczko

Ponad głębiną,

Kładko cedrowa

W nas przerzucona —

Przenieś mą miłość.

Granico prosta,

Którą Bóg serca

Nasze przemierzył —

Włącz ziemie żyzne

Do ciała mego,

Co puste leży.

Dwunastodźwięczna

Cytaro, której

Struny są z nieba —

Dźwięk mowy ludzkiej

Dla ucha mego

Przywróć od nowa.

Łask Błyskawico,

Rozwiąż mi oczy,

Bym w nich obudził:

Matkę i ojca,

Siostry i braci,

I wszystkich ludzi.

O, wstąp w me grzechy,

Jak w miasta judzkie7,

Swoim imieniem:

Mario z Libanu!

Mario z Egiptu!

Mario z Betlejem!

Jak krzak skarlały,

Jałowiec ciemny,

Jest moja wiara,

Pozwól jej rosnąć,

Panno wysoka,

Ku niebu dalej!

Niech w Ciebie wejdzie,

Za Tobą idzie,

Przed Tobą pada —

Różo otwarta,

Lipca pogodo,

Psalmie Dawida!

Jeździec

Uciekałem przed Tobą w popłochu,

Chciałem zmylić, oszukać Ciebie —

Lecz co dnia kolana uparte

Zostawiały ślady na niebie.

Dogoniłeś mnie, Jeźdźcze niebieski,

Stratowałeś, stanąłeś na mnie.

Ległem zbity, łaską podcięty,

Jak dym, gdy wicher go nagnie.

Nie mam słów, by spod Ciebie się podnieść,

Coraz cięższa staje się mowa.

Czyżby słowa utracić trzeba,

By jak duszę odzyskać słowa?

Czyli trzeba aż przejść przez siebie,

Twoim słowom siebie zawierzyć —

Jeśli trzeba, to tratuj do dna,

Jestem tylko twoim żołnierzem.

Jedno wiem, i innych objawień

Nie potrzeba oczom i uszom —

Uczyniwszy na wieki wybór,

W każdej chwili wybierać muszę.

Dawne słowa

Rafałowi Blüthowi

Włókna napięte wrastają w ciało,

Pod siecią leżę, przybity siecią —

Aleś mnie do dna Sobą nie przeciął:

Pod siecią słowo ze mną zostało!

Próżno pod włókna twardo splecione

Poddaję siebie, Łowcy nie bluźnię,

Darmo, daremnie — prędzej czy później

Powraca słowo nieukojone...

Pod korą serca krąży i woła,

Gałęzie ramion w górę unosi,

Wszystko, com zebrał i com wyprosił,

Rozwiewa w szumie, trwoni dokoła.

Usta zacięte nagle rozłamie:

Powie o sobie, wszystko wyliczy!

Nie zapomniałem dotąd o niczym,

Pamiętam wszystko, umiem na pamięć...

Z chmur świerszcze deszczu znów zaszeleszczą,

Potoki ciepłe popłyną we mnie,

Próżno się bronię, walczę daremnie —

Wraca, co było, wraca, co przeszło...

Przeciągi wonne idą nad głową,

Górne i chmurne, trują i mroczą,

Aż mnie zaplotą w siebie, zatoczą,

Upadnę w słowa, uwierzę słowom...

W dźwięki się wśpiewam, w śpiewy się wsłucham,

Odnalezione piersią przytłoczę,

Zatrzymam oddech, zacisnę oczy...

Niech bije skrucha, niech bije skrucha!

Próby

I

1. Gnuśne i harde,

Nieokrzesane,

Jest twoje czoło,

Gdy się ku górze,

Jak berło wznosi,

Rządzące tobą.

2. Jak światło zimne

Kamieni cennych,

Jest miłość twoja,

W ust rozchyleniu

Przebłyska nagła,

Jak dno jeziora.

3. Jak kwiatów wystrzał —

Biorących za cel

Przepych powietrza:

Brzmi twa modlitwa

I słowo każde

Z przepychem miesza.

4. Widoki świetne,

Doliny senne,

Wzgórza różane:

Odbieram tobie —

Ziemi ci dając

Na kolan dwoje.

5. Turysto ciemny,

Wicher łaskawy

Niech cię ochłodzi,

W głowy schyleniu

Jest słabość, z której

Siła się rodzi.

6. Na łące świeżej,

Co się jak dziecko

Gubi w przestrzeni —

O, rozwiąż serce

I usta rozłam

Zacięte w gniewie.

7. A łzy odnajdziesz

W swych oczach proste,

Jak ludzkie krzywdy —

Wrogu mój, któryś

Nocą pod niebem

Nie płakał nigdy.

II

1. Czemu mnie pytasz,

O niepojęte

Dla ludzi sprawy?

Czemu w mych oczach

Fosforem skrzy się

Twój wzrok ciekawy?

2. Czemu myśl czystą

Mącisz i plączesz

Zawieją ciemną?

O, jakaż miłość,

Miłość żarliwa,

Skuła cię ze mną?

3. Z kielicha twego

Zatrute wino

Wypijam co dnia —

I mówią zmysły:

Pokój w ciemnościach,

Niebiosa w ogniach.

4. I krzepną w piersi

Krople krwi wrzącej,

Stłoczone w biegu,

A ty, schylony,

Na usta moje

Kładziesz: «dlaczego».

5. A potem uśmiech

Niepokojący,

Tryumfujący...

Samotny jestem,

A ty najbliższy

I kochający.

6. O, wiem, poznałem

Samotność moją

I twoje moce,

Czuję twój oddech

W południa ciepłe

I ciemne noce.

7. Z gotyckich sklepień

Spoglądasz ku mnie

Skrzydlaty, drwiący —

O, nieodstępny

Cieniu złowieszczy,

Ze mnie rosnący.

Boża noc

Pokąd8 mnie będziesz gnębił, gniótł,

Smolisty stropie — smołą trwożył?

Rozdawco plag, szafarzu cnót,

Bezgwiezdny szpiegu boży!

Dokąd mnie wzywasz? Wołasz, skąd —

Kogucim śpiewem o północy,

Zza szyb, w świetlicy każdy kąt

Hyzopem9 wpływasz nocy?

Budzisz mnie, grozisz — czegóż chcesz,

Nieludzki, od mych spraw człowieczych,

Powiedz, o jaką stoisz rzecz,

Ty, ciemny Sens Wszechrzeczy?

W smolistej pustce głos twój brzmi,

Kołuje, dzwoni przenikliwy.

Za co mnie ścigasz? Płoszysz sny,

Trapisz, żywiole mściwy!

Wiesz dobrze, nie od dziś ten spór

Trwa nierozumny między nami...

Dość! Dość już! Niech raz zmilknie kur,

Złowróżbny ptak otchłani.

Anioł pokoju

— Z dłoni odbieram ci oręż.

— Więc na zawsze zostanę bezbronny?

— Oręż zawieszam na sercu.

— Serce małe, ciężar ogromny.

— Z trudu miłość się rodzi.

— W miłości początek wojny.

— Tej wojnie pokój przewodzi.

W niej zbrojnego zwycięża bezbronny.

— Za ręce mnie wiedziesz, dokąd?

W ciemnościach się mylę i gubię.

— Wytrzymaj poddany próbie.

— Tyle głosów przeze mnie biegnie,

Jak w gałęziach w piersiach wiatr dzwoni.

— Wytrzymaj, wicher ulegnie.

— Ale kto mnie przed myślą obroni,

W zawiei kto myślą wesprze?

— Anioł Ładu, anioł Harmonii.

— Skądżeś przyszedł? Pamiętam, żyłem

Pod dachem, co w słońcu się bielił,

Matka stała u mej pościeli,

A Najświętsze Dzieciątko się śmiało.

— Lecz spod dachu serce wyjrzało;

Nie odegna dziś matka lęku,

Inna bojaźń przyszła i trwoga,

Gdy Dzieciątko urosło w Boga.

— Co czynić? Wszystko za mało.

Dłoń Twoja jak prawo twarda.

— Niebo w słowie czekać kazało.

— Lecz dla słowa rośnie pogarda.

Ręce proszą o czyn dzisiejszy,

Ręce od słowa silniejsze.

— Ręce z serca podjęły siłę,

I dla słowa pogardy nie miej:

Słowa z serca i kłosy z ziemi,

Jednakowo Bogu są miłe.

— Więc kiedyż na świecie Bóg da mi

Przymierze ręki ze słowem?

— Kiedy słowo dotkniesz rękami.

— Czekałem od Ciebie pokoju.

— A jam cię napełnił szczękiem.

— Myślałem, że Twoje objęcia

Są jak mięta wonne i miękkie.

— A trawy zadały cięcia.

— Myślałem, że jak rzeki czyste,

Niezatrute potoki ojczyste,

Dasz mi wodę przaśną i słodką.

— A jam cię płomieniem dotknął.

— Myślałem, że jak ziemia ciepła,

Będziesz we mnie szedł o południach,

Moje rosy wypijesz zimne.

— Jam ci wtedy dał chłód jak studnia.

— O, czemu tak niepojętą

Sprawujesz nade mną władzę

I skrzydeł Twych dotyk bolesny?

— Bo cię kocham i do jutra prowadzę.

— Więc jest jutro i dzień przed nami,

Więc wyjdę z pustki i nocy?

— Dzień przed tobą jak próg drewniany.

— Więc ukochać jest w mojej mocy?

— Ukochałeś, bom ciebie zranił.

— Więc jest pokój i ład najwyższy?

— Jest Pokój i Ład niedoli.

— Więc ucisza się serce ludzkie?

— Tak, lecz serce do śmierci boli.

— Odpowiedz. — A jeśli zdradzisz?

— Odpowiadam. Niech Bóg prowadzi.

Ptaszki św. Franciszka

Ptaszki lecą pytać się, com widział w niebiosach: duszyczki wasze bardzo tęskniące.

Tadeusz Miciński

O szybę błękitną

Bijemy co dzień, Panie,

Wątłymi skrzydełkami.

Po drzewach stłoczeni,

Czekając, śpiewamy

Za Twymi drzwiami.

Słońce oglądamy,

I nad drzewem fruwamy,

I śpiewamy od zorzy.

Czy już tak na zawsze

Zostaniemy tutaj,

Na świecie bożym?

Nie masz na nas kary,

Nie będzie i nagrody?

W swój śpiew zasłuchani,

Któregoś dnia w roku

Na drzewach pomrzemy,

W liście wplątani.

Wiatr tylko nas trąci,

Tylko ziemia odbierze

Skrzydełka zasuszone.

Czyż żaden z nas, Panie,

W niebiosach nie zaśpiewa

Przed Twoim tronem?

Bo przecież śpiewanie

Miłe jest Tobie, Panie?

Przecież nasze czekanie

Za wiele rzeczy stanie?

Weź, Panie, od niepewności

Ptaki na wysokości.

A z wszystkich zakątków świata

Okrągłego, ogromnego,

I z lasku brzozowego,

Domu naszego,

Polecimy, sfruniemy

Do boku Twojego.

Bo jaka by nie była Twa wola —

Dla ptaków niepojęta —

I na niebie, i na ziemi

Tobie podobać się chcemy,

Tylko dla Twego uśmiechu

Śpiewamy po drzewach stłoczeni.

Przypisy:

1. adamaszek — wzorzysta tkanina z rysunkiem z błyszczących i matowych splotów tkackich. [przypis edytorski]

2. Paweł z Tarsu a. Apostoł Paweł (ok. 5 – ok. 67 n.e.) — Żyd, obywatel rzymski, święty chrześcijański. Prześladowca pierwszych chrześcijan, nawrócony przez oślepiające objawienie boskie na drodze do Damaszku w Syrii. [przypis edytorski]

3. Jakuba schody, własc. drabina Jakubowa — nawiązanie do opisanego w Biblii snu Jakuba, syna Izaaka. W tym śnie Jakub widział sięgającą od ziemi do nieba drabinę, po której chodzili aniołowie, a znajdujący się na szczycie drabiny Bóg obiecał Jakubowi swoje wsparcie. [przypis edytorski]

4. Dolor ante lucem (łac.) — cierpienie przed świtem; lęk przed światłem. [przypis edytorski]

5. źrały (daw.) — dojrzały. [przypis edytorski]

6. Litania do Marii Panny — muzykę do tego wiersza (jako opus 59) napisał w latach 1930–1933 Karol Szymanowski (1882–1937). [przypis edytorski]

7. judzki — przym. utworzony od rzecz. Juda (staroż. państwo izraelickie). [przypis edytorski]

8. pokąd (daw.) — póki, dopóki; jak długo. [przypis edytorski]

9. hyzop — ziele służące jako lek wykrztuśny, przyprawa lub ozdoba; w staroż. Izraelu używane w obrzędach oczyszczenia. [przypis edytorski]