Eros i Psyche
Powieść sceniczna w siedmiu rozdziałach
ὁδὸς ἄνω κάτω μία1
Heraklit
Tuum fac nec respicias finem2
I. W Arkadii
- Psyche, arkadyjska królewna
- Arete
- Hedone, Kallone, Melike, Hagne, służebne dziewki Psychy
- Blaks, parobek
- Eros, bóg
- Hermes, poseł bogów
Rzecz działa się w kraju szczęśliwym, w czasie, kiedy bogowie chodzili po ziemi.
Łąka przerznięta3 strumieniem, płynącym pośród traw i kwiatów. Za strumieniem drzewa, a za nimi w głębi skały ogromne, strome i czarne, wyglądające jak mur, który kwiecistą i cichą łąkę oddziela od świata. Po skałach tu i ówdzie pną się bujne bluszcze. Na lewo w dali, na łagodnym trawiastym wzgórzu widno4 zamek królewski, do greckiej świątyni podobny. — Nad strumieniem rozłożyste drzewo i wielki kamień pod nim. Widać też głazy, z rzadka po łące porozrzucane. W głębi wiedzie przez strumień kładka z obalonego pnia. Krajobraz pełen zachodniego słońca, ciszy i wesela.
SCENA I
Arete rozwiesza na głazach i gałęziach nad strumieniem świeżo wyprane białe szaty.
Blaks leży na wznak z rękoma pod głową i śpi.
DZIEWKI SŁUŻEBNE
trzymając się za ręce, pląsają dokoła stojącej w pośrodku Psychy i śpiewają:
Razem z wiatrem, co rozwiewa
nasze śnieżnobiałe szaty,
między strojne, wonne drzewa,
z których w słońcu kapią kwiaty,
po równinie,
co tak płynie,
— od skał płynie
traw puszystych słodką falą:
dalej w pląsy! w pląsy! W pląsy!
stopy się nam palą! — O hej!
BLAKS
budzi się i wstaje
Zmierżone5 dziewki! drą się, jakby sojki! ani się człowiek zdrzemnąć nie może!
Idzie w głąb i kładzie się znowu, zatykając uszy.
DZIEWKI SŁUŻEBNE
tańcząc, znów śpiewają:
Wiatr się z włosem naszym pieści
i tak śpiewa,
— jak ptak śpiewa;
ptasząt śpiewu pełne drzewa —
a złocisty liść szeleści,
a do wtóru
dzwoni strumień, gęśl z lazuru — o hej!
Dalej w pląsy! W pląsy! W pląsy — o hej!
ARETE
od pracy:
A sam, dziewczęta!6 W główkach wam pustoty,
a tu jest jeszcze tyle do roboty!
Dziewki służebne rozwiązują taneczne koło i biegną do Arety.
Psyche zbliża się z wolna ku strumieniowi.
KALLONE
do Arety tonem usprawiedliwienia:
Prałyśmy matko, od samego świtu
w strumyku pełnym srebra i błękitu
dziane odzieże i bieluchną wełnę...
HEDONE
Czyż nie czas teraz, gdy karoca chyża
słońca ku ziemi pod wieczór się zniża
a fale złota i purpury pełne,
potańczyć, ciesząc się słońcu i wiośnie,
i tak dzień pracy zakończyć radośnie?
ARETE
Praca nie wszystka jeszcze ukończona,
choć słońce długą już przebyło drogę.
Zwińcie się, dziewki!
HAGNE
Ja ci dopomogę!
ARETE
Pomóżcie wszystkie! Z szat wilgłego łona
niech wszystkie pary wyssie i wypije
wiatr i słoneczny boski żar, co bije
z niebios, spragniony woni i wilgoci —
i wełnę bieli, a twarz dziewcząt złoci.
Służebne wraz z Aretą krzątają się, rozwieszając wyprane szaty na głazach i gałęziach.
Psyche siada na przodzie nad strumieniem i zapatrzona w nurt, igra palcami po wodzie.
SŁUŻEBNE
śpiewają przy pracy:
Suszcie się rychło, białośnieżne szaty,
bo was przywdzieje pan nasz, król bogaty,
co mieszka w dworcu o smukłych kolumnach,
stad ma bez liku i moc7 zboża w gumnach,
zbroje i złoto, i drogą purpurę,
a przenajdroższą bogolicą córę,
— a przenajdroższą bogolicą córę.
HAGNE
odłączywszy się od dziewcząt, podchodzi ku królewnie i z wolna osuwa się przed nią na kolana
Cóż bogolica, nie pląsałaś z nami
ani nie śpiewasz? Czy ci co dolega?
Czy tak twe oczy równe gwiazdom mami
lic twych odbitych obraz, co tak biega
z fali na falę po szybie strumyka
w błyszczących kropel świetlistej koronie?
Na białej dłoni białe wsparłaś skronie
i zapatrzona w nurt, jak w dal pomyka,
nie spojrzysz nawet na twoje służebne,
co wiodą pląsy i śpiewy gędziebne
dla ciebie — jeno na serca kądzieli
przędziesz zadumę...
Psyche z tęsknym uśmiechem kładzie dłoń na głowie Hagny i z wolna głaszcze jej włosy.
MELIKE
która się była odłączyła8 od pracujących w głębi dziewcząt i zbliżyła się do Psychy podczas ostatnich słów Hagny, mówi:
Otośmy radosne,
że bogi słońce dały, młodość, wiosnę;
wszystko się w okrąg cieszy i weseli —
ty jedna — cicha — patrzysz na te skały,
na dworzec ojca twego okazały
i na wawrzynów gaj kwieciem różowy,
na ciemne, liściem szumiące dąbrowy,
na łąki, strumyk i to białe płótno
— i łzy masz w oczach, pani?
PSYCHE
po chwili:
Tak mi smutno...
MELIKE
Smutno? I o co?
HAGNE
Wszakżeśmy9 przy tobie!
PSYCHE
Pójdźcie tu do mnie, pójdźcie bliżej, obie...
Czyście wy nigdy o tym nie myślały,
aby się wyrwać za te czarne skały —
tam! I zobaczyć, co tam jest za niemi?
Czy, jako tutaj, szmat zielonej ziemi,
czy też kraina jaka dziwna, złota, wyśniona...?
Nigdy o tym nie myślicie?
MELIKE
Nigdy!
HAGNE
Ja — nigdy!
MELIKE
Tu — tak słodkie życie,
cóż cię tam ciągnie, królewno?
PSYCHE
Tęsknota...
HAGNE
Co to?
MELIKE
Królewno, cóż to jest? Nie wiemy...
PSYCHE
Wiemże ja sama10?...
ARETE
w głębi:
Schną już w słońcu szatki
na białe głazy rzucone i kwiatki;
teraz już pora przynieść kosze z łozy11
i piękną, w wodzie wybieloną wełnę
znieść na wysokie, na koleśne12 wozy,
aby do domu powróciły pełne,
jako tu pełne przyjechały z rana,
ciążąc leniwym mułom.
HEDONE
klaszcze w ręce
Hejże, dana!
Teraz już mogę oddać się zabawie,
pląsać, ach, pląsać po puszystej trawie
i echu rzucać pieśni, jako pragnę!
Zawołam tamte, Melikę i Hagnę.
ARETE
Zawołaj wprzódy jeszcze na parobka,
by przyniósł żwawo kosze wyplecione...
HEDONE
spostrzega Blaksa i biegnie ku niemu
Śpi tam! Dalibóg! Wstawajże, mazgaju,
rusz się nareszcie, szkaradny leniuchu!
BLAKS
przeciera oczy
Co tam?
ARETE
A wstawaj!
BLAKS
Jest co do roboty?
HEDONE
I on się pyta! Biegaj jeno13 żwawo
i przynieś kosze, które tam za ławą
ponad strumykiem zostały od rana. —
Bielizna schnie już, od dawna wyprana!
Blaks podnosi się z wolna, przeciąga i ziewa.
KALLONE
wybucha śmiechem
Jeszcze po drodze drzemkę sobie utnie!
HEDONE
rzuca na Blaksa zerwane liście
Nuże14!
BLAKS
A idźcież15, uprzykrzone dziewki,
bo pókim dobry, tom dobry okrutnie,
lecz jak się zgniewam — mówię — nie przelewki!
Odchodzi poza strumyk w stronę zarośli i szuka koszów wśród krzewin. Po chwili wraca, wlokąc kosze za ucha.
HEDONE
Teraz do tańca! Hejże! Pójdźcie do mnie!
KALLONE
Albo — dziewczęta — naprzód do kąpieli,
potem oliwą namaścim się złotą
i tak w wspaniałej, nieskażonej bieli
ciał naszych młodych staniemy tu wieńcem,
aż pląsy łona ubarwią rumieńcem!
HEDONE
Więc dalej, dziewy! Niechaj zabrzmią echa
zbudzone głosem pieśni i ochoty
naszej — niech złota zadzwoni uciecha —
dalej!...
ARETE
Hej, Blaksie, chodź tu do roboty!
BLAKS
idzie, mrucząc:
Tamte sroki mogą sobie skakać do woli, ale ty Blaksie, chodź do roboty!
Zbiera wraz z Aretą bieliznę do koszów i wychodzi z nią razem.
MELIKE
Ja pieśń zawiodę16 — taneczną, rozlewną!
HEDONE
Królewna z nami! Królewno, królewno!
PSYCHE
Tańczcie wy same...
HAGNE
O, nigdy bez ciebie!
PSYCHE
Tańczcie... To słońce gasnące na niebie,
ta woń na ziemi dziwnie mnie rozmarza...
Z ziemi woń bije, jak gdyby z ołtarza,
na którym leży słońce, żertwa17 krwawa...
Cóż to? Siadłyście wszystkie wkoło, ciche?
Tańczcie, dziewczęta, pozwala wam Psyche —
bawcie się, proszę!
KALLONE
Bez ciebie zabawa
jest dla nas niczym!
HEDONE
Słuchaj, bogolica,
czymże rozchmurzyć twoje jasne czoło?
MELIKE
Chcesz pieśni może? — Zaśpiewam — wesołą!
Lub... o potędze twojego rodzica,
tajemniczego pana mnogich włości,
albo... o wiośnie lub o twej piękności? —
Rozkazuj, pani!
PSYCHE
Czy słyszysz te drzewa?
Każdy liść na nich pieśń przedziwną śpiewa,
hymn uroczysty jakiś na przybycie
wieczornych, świętych, tajemniczych godzin...
MELIKE
nadsłuchuje
Pono18 szum taki w dniu twoich narodzin
niósł się po świecie... Stara wieść tak prawi...
PSYCHE
Wieść...?
MELIKE
Czy jej nie znasz? Może cię zabawi...
Ta pieśń odwieczna, dziwna, która baje,
jak raz w wiosenne i słoneczne rano
dziki Człek, idąc przez rosiste gaje,
zobaczył zorzę na niebie świetlaną,
której nie widział do onejże pory,
po nocy jeno goniąc łup przez bory —
i nagle tknięty jakąś wielką mocą,
ten pan potężny, co dotąd żył nocą,
padł na kolana i podniósł ramiona:
— O zorzo, zorzo! O zorzo złocona!...
I wtedy pono wystrzelił mu z łona
kwiat tajemniczy, ukochanie świata,
motyl złocisty, co ku słońcu wzlata
i światłem żyje... W pieśni owej rymie
królewno, twoje powtarza się imię...
PSYCHE
I co pieśń mówi?
MELIKE
Mówi, że w tej porze
śpiewać poczęły drzewa i strumienie —
i hymn ogromny szedł przez wszechstworzenie:
śpiewały góry, śpiewał las i morze...
PSYCHE
A dalej? Dalej?
MELIKE
Prawi... o tęsknocie,
o jakimś wielkim, niebosiężnym locie,
któremu skrzydło motyle nie sprosta —
i o kimś, co ma przyjść po latach wielu...
PSYCHE
Ma przyjść?
MELIKE
...o bogu i poświęcicielu
jakimś, co zbawia i wznosi, choć chłosta...
Więcej nie pomnę...
PSYCHE
O moja tęsknoto!
HAGNE
To pieśń o tobie, o tobie, królewno!
Gdy wieczór słońcu twarz zakryje złotą,
na czole twoim widno jasność zwiewną,
a u twych ramion, jak dwie nikłe tęcze,
coś jakby barwne dwie błonki pajęcze
lub listki róży: skrzydełka motyle
z świateł utkane, co błysną na chwilę
i nikną znowu... i znów widne, rosą
ranną się mienią...
ARETE
zbliża się do grupy dziewcząt
Wstawajcie! Dziewczęta!
Oto zachodu już godzina święta
spływa na ziemię. Pokłon — po zwyczaju —
oddajmy bóstwom strumienia i gaju,
który nam w żarach dnia dał słodkie cienie —
i pójdźmy. Czas nam zejść z tej wonnej łąki,
gdzie pośród trawy skryte kwiatów pąki
czekają w ciszy na ożywcze tchnienie
tajnego bóstwa, co okrąża światy