w kolorowej nocy

taanis noc była noc

wiatr wełnił włosy traw rękoma po nich wiodąc

za pajęczyną jeszcze księżyc w rudawej tęczy

srebrne słupy na wodach rozstawiał

z błyskliwego chłodu

gdy nic nie nosi korony

królem powietrza cię nazwę

taanis tytanie młodzieńczy

królu z tarczą na tarczy orły są i mirt

gwiazdy w niebiosach siekły twą wielką twarz

a ten księżyc to z niego się śmiałeś

bezbożnymi ramionami trząsłeś witając jego wschód i świt

taanis namioty tak trzepocą jak twój płaszcz

i świecisz torsem przejrzystym oczu jeziorem

a bursztynowymi stopami w mozaikę zenitu bijesz

i szumisz konchami muszlami

w zielonawym złocie konstelacji nad modrym nocą borem

wywołany czy mocą czyją

czy może myślą alegoryczną fosforyzującą

idziesz na płomień ze srebra księżycowego

taanis taanis taanis taanis

który jesteś który powstajesz

ku słońcom

o królujące powietrze

w srebrze modrości promieniu

szemrzesz urokiem nie z ziemi nie sponad ziemi

jesteś muzyki świetlistej przestrzeń

wypełniona muszlami stopami bursztynowymi

dalej tylko granica

kotary niezapomnienia zwane pajęczyną

podksiężycową

u nocy ogromnego tchnienia

migoce nicość

a jest ona taanis taanis jakie słowa

lazurowych piękności otchłanią