Wojna żydowska

Przedmowa tłumacza

W pustynię zmieniona ziemia palestyńska, runęła w gruzy stołeczna Jerozolima, po wspaniałej świątyni Heroda Wielkiego1 została góra popiołów. Gdzież świadkowie historyczni tych wstrząsających zdarzeń? Gdzie śpiewacy ruin, opłakujący okropny los zabitych i stokroć okropniejszy los żywych, których pognano w niewolę? Gdzież Mikołaj z Damaszku2 i pisma jego, z których może dałoby się wyłowić pierwszą nić zdrajczą, jaka się snuła między Jerozolimą a Rzymem? Gdzież Justus z Tyberiady3, który w swej kronice już ostatnie dni pogromu opisał, co jeszcze w wieku dziewiątym ery naszej czytał Focjusz4? Gdzież głosy tych, którzy zapalali pochodnię wojny przeciw Rzymianom, i głosy tych, którzy ją z rąk im wyrywali, a cisnąć chcieli do płytkich wód Kedronu5? Nie ma ich, wszyscy przepadli, wszystkich zasypał pył wieków, kamień na kamieniu nie pozostał, żaden szmat pergaminu. I oto nad ruiną ojczyzny palestyńskiej i nad ruiną stolicy ukazuje się jedyny świadek, jedyna twarz, jedyne oblicze, utkane z najsprzeczniejszych rysów. Na tym obliczu wszystkie uczucia, złe i piękne, wszystkie prawdy, wszystkie fałsze. Z jednej strony od tego oblicza odwraca się z gniewem, żalem i pogardą skołatany lud żydowski, z drugiej strony szereg wieków zbliża się do niego, bada je, osłania starannie od ciosów, chce je zachować, bo to oblicze już jedyne i oblicze niepospolite. Nie koniec tragedii. Oto sam lud ów skołatany, lud żydowski, staje w swoim męczeńskim pochodzie, obraca się, pogląda na onego świadka i musi wysłuchać jego opowieści. On go będzie słuchał i sądził; sądził, ale i słuchał. Ale jakże to on go sądzić będzie? Na podstawie świętej tradycji, której skarbnica w łonie, w umyśle, w sercu? Nie — mówi sumienie skołatanego ludu — nie będziesz go sądził wedle tej tradycji, bo długie a mozolne wieki tyle z tego łona wyjmowały, tyle nowizn w to łono kładły, bo epoki tak zmieniały umysł i tak przebudowały komory serca, że nawet tradycje uległy zmianom, że nawet świętości pieczęć wielka bywała wyciskana na całkiem nowym kruszcu myśli. Tradycja nie będzie sędzią temu tajemniczemu świadkowi i chyba sędzią mu będzie jeden żal, żal...

Ale do kogo żal? Do niego żal? Do tego jedynego świadka żal? Za to, że nie przepadł, gdy wszystko przepadło, za to, że sam pozostał, zbiorową winę weźmie na siebie? „Za królów, którzy zawinili”, jak rozlega się do dziś dnia tren religijny pod siwym szczątkiem świątyni jerozolimskiej, odpowiadać będzie Józef Flawiusz? „Za kapłanów, którzy pobłądzili”, przed sądem stanie Józef Flawiusz? Za całe pokolenia zdrajców, którzy woleli widzieć w Jerozolimie rzymskiego prokuratora6 niż znienawidzonego rywala w królewskim diademie, przeklęty będzie Józef Flawiusz? Tak woła żal, tak pieni się tradycja, tak niekiedy nawet błądzi nauka, bo i ją robią ludzie, a ludzie cierpią i bywają ślepi.

Mów, Józefie, synu Mateusza, mów ty rzymski Flawiuszu, jakim sposobem ocalałeś jako świadek7, a pisma twoje nie poginęły razem z pamiętnikami rzymskich cezarów? Zagniewany na ciebie naród nie byłby ich przechował. Cywilizacja imperatorów także runęła, a żadna straż pretoriańska archiwów od pożogi nie uchroniła. Chrześcijaństwo? Tak. Ale jakim sposobem? Chrześcijaństwo to odłam twego narodu. Wszelako chrześcijaństwo wierzyło w Chrystusa, a ty, jak zaświadcza Orygenes8, pisząc Przeciw Kelsosowi (I, 35), „nie wierzyłeś, iż Jezus był Chrystusem”, co się wykłada „Mesjaszem”. Ale ty opisałeś, jako to rzeczywiście kamień na kamieniu nie został, jako to przyszedł dzień sądu, jako spełniło się wszystko, co było powiedziane w „Objawieniach” i „Listach”, a potem co było we wszystkich „Dobrych nowinach”9 i wedle tego, jak je wykładano z linii Mateusza i z linii Marka, i z linii Łukasza, i z odrębnej całkiem linii Jana. A potem, gdy Euzebiuszowe10 nastały czasy, gdy przepisywacze jęli11 mnożyć teksty, mylić się i poprawiać, gdy w twoich Starożytnościach12 poczęła się kształtować interpolacja jedna o Mesjaszu w XVIII, III, 3 i wtóra interpolacja o Jakubie „bracie Pana” w XX, IX, 2, gdy w nich postać Jana Esseńczyka zamieniła się na Jana Chrzciciela (XVIII, V, 2), gdy Euzebiusz w swojej Historii Kościoła (I, 11) uznał to wszystko za słowa twoje, stałeś się rzekomym świadkiem innej sprawy, świadkiem ważnym jak Tacyt13 (Roczniki XV, 44), choć jak Tacyt rzekomym. Oto jednak pomost, po którym wyszedłeś z grobu, w jakim legły całe narody, całe cywilizacje, a tym samym całe biblioteki.

Runął w Rzymie twój pomnik, o którym mówi nam Euzebiusz (Historia Kościoła II, 9), prac ręką twoją pisanych nie zostawiły nam zazdrosne, a burzliwe wieki, najstarszy odpis pochodzi gdzieś z dziesiątego stulecia, a na podstawie tych rękopisów już nie sam lud żydowski sądzić cię będzie, ale lud badaczy, lud uczonych, którzy wygrzebią, odcyfrują i zestawią ze sobą jakieś trzydzieści jeden tych odpisów i jeszcze ekscerptów14 i przekładów, i ułomków przekładów. Powstanie cała literatura twego tekstu, krytyki tekstu, monografii o tobie, o twej filozofii, o twej teologii, o stosunku twoim do Biblii, o twojej geografii, o źródłach, z których czerpałeś; a ponieważ wyjawiłeś, że pierwszy tekst Wojny został napisany w „języku ojczystym”, powstanie cały szereg traktatów, czy językiem tym był aramejski, język Jezusa, czy hebrajski, na ów czas już umarły. Potem stawią przed trybunałem twój charakter i twoją prawdomówność, o ile nią jest i o ile nią nie jest. Sąd się rozpocznie, ale zakończony nie będzie, świadku tajemniczy, bo każdy twój sędzia inne wygłosi zdanie, bo uznając twoją własną Autobiografię za dzieło tendencyjne i polemiczne, niewarte uwagi historycznej, całą historię swoją na tym dziele opierać będzie, bo każdy niemal spomiędzy uczonych sędziów twoich z polityką dzisiejszej ulicy nic wspólnego nie mając, będzie ci zarzucał, żeś się z ówczesną ulicą nie łączył, bo gdy irredenta15 zarzucała ci, żeś był ugodowcem, ugoda pienić się nad tobą będzie, żeś nie był irredentystą...

Józefie, synu Mateusza, rzymski Flawiuszu, ironia dziejów jest niezgłębiona!

Ale i nie koniec jej. Cudzoziemcy, którzy spokojniej sądzą cię, gdy w Rzymie z portyku Oktawii16 przypatrujesz się pochodowi tryumfalnemu trzech cezarów i strąceniu ze Skały Tarpejskiej17 wodza żydowskiego Szymona bar Giory18, uznali twoją Wojnę za kwiat pisarskiej działalności. Twoi współwyznawcy, którzy tego spokoju mieć nie mogli, za taki kwiat uznali Starożytności. Uczeni uważali cię za swoją podsądną własność. Przeznaczony dla tłumów, zamknięty byłeś w bibliotekach przed tłumami. Ludzie, którzy żyjąc w Polsce, myślą są ciągle w rzekomej Jerozolimie, a zawinąwszy do prawdziwej Jerozolimy, rzekomą Polską ją sobie całkiem przysłaniają, którzy wszystko, co na ten temat wiedzą, zawdzięczają tobie, niemal nawet z imienia ciebie nie znają. Ze sprzeczności powstałeś, sprzecznością byłeś, sprzeczności głosiłeś, sprzeczności działy się z tobą przez dziewiętnaście kolejnych wieków i — najnowsza sprzeczność, pierwszy polski tłumacz, który sięgnął do twego oryginału greckiego i który jakieś jedno całe dzieło twoje chce podać publiczności, będąc z natury irredentystą, uważa za doniosły fakt oświatowy, jeżeli ciebie, ugodowcze, wiernie, cierpliwie i z entuzjazmem na polskie, jakby powiedział Słowacki, „wytłumaczy”...

*

Od stu lat źle działo się w państwie żydowskim. Rzym obrócił na nie potężne oko i rękę na jego stosunkach położył. A fatalna to była ręka i na fatalne trafiła charaktery. W Jerozolimie nie Hyrkan19 słaby królował, nie Herod potężny, nie arystokracja lub demokracja, ale panowała Świątynia, panował Zakon20, panowała Religia. Kto tedy21 umiał osadzić się w Świątyni, kto umiał Zakon wytłumaczyć na swoją korzyść, kto zdołał otoczyć się Religią jak murem ochronnym, ten nie tylko głosił, że posiada słuszność za sobą, ale głosił to z wściekłością na twarzy i z odwoływaniem się, do kogo tylko odwołać się dało, czy do Jehowy w niebie, czy do cezara w Rzymie. Polityka staje się wrząca, staje się namiętna, odwołuje się bezustannie do religijnych idei kierowniczych. Polityka woła, że jest tradycją ojców, że jest jedyną wiarą, że jest jedynym wytłumaczeniem Zakonu, że zamach na nią będzie świętokradztwem. A zawsze, ilekroć usta ogłoszą sprawy praktyczne za zagadnienia moralne, ręce gdzieś w ciemności sięgają do matactwa i zdrady. Judea nie mogła się ukształtować społecznie, a przeto i urządzić politycznie. Jeżeli dawniej, wciśnięta między Asyrię i Egipt, dusiła się, to zyskawszy nareszcie oddech na krótką chwilę, dostała się między ród Machabeuszów22 i Idumejczyków23, o ile za cały ród nie starczył Idumejczyk jeden, Herod Wielki, który wszelkich już pretendentów do korony wytępił, Palestynę urządził niby swoją posiadłość i niby wyłącznie dla siebie, nie licząc się zupełnie z przyszłością, z charakterem ludu, z jego potrzebami. Toteż gdy zamknął powieki, spieszą do Rzymu całe gromady nowych, a z niego już idących pretendentów, gromady zawistne, zgorączkowane, chciwe, a tak zacięte, iż wolą widzieć w Jerozolimie prokuratora rzymskiego niż swojskiego rywala (Wojna II, II, 3).

Więc już do Rzymu udaje się każdy. Obywatele jerozolimscy przyjmują tytuł obywatelstwa rzymskiego, do Świątyni płyną dary imperatorów, na urzędach i stanowiskach wojskowych państwa rzymskiego pojawiają się Żydzi. Przyjaźń wymaga przyjaźni wzajemnej, usługi usług. Za królami, którzy wchodzą w układy z Rzymem, idą ludzie wybitnych rodów, za wybitnymi rodami wszelkie wybitniejsze jednostki. Rzym daje wpływy, Rzym daje bogactwa, zaszczyty, stanowiska. Rzym uznaje grecką kulturę, Rzym mówi po grecku; garnący się do świata Żydzi mówią i piszą także po grecku. Jeszcze prokuratorem Judei jest Żyd, choć duszą już Rzymianin; w Jerozolimie będzie się nawet zasługiwał Żydom; pójdzie potem do Aleksandrii i będzie tam już jako rzymski arabarcha24 tłumił rozruchy żydowskie; a gdy tyle uszedł, ujdzie i resztę drogi, podąży nawet za Tytusem25 oblegać Jerozolimę, zostanie głównym wodzem, bo Tytus młodzik, młodzik przyjaciel, a przyjacielowi się pomaga...

Ten palestyński Paskiewicz26 będzie się zwał: Tyberiusz Aleksander, nie byle kto, bo synowiec27 wielkiego Filona z Aleksandrii28.

Będzie Agryppa29, król, na ziemiach swych niespokojny, że Żydzi rwą się do powstania i że jemu może się popsuć cała polityka. Więc „dla dobra” Żydów, dla ich „uspokojenia” pośle pod Jerozolimę posiłki młodemu Tytusowi, także „przyjacielowi”...

Więc gdy zdrada stanie się czymś całkiem normalnym, czymś powszednim, czymś ogólnym, gdy Jerozolima zamieni się w przedmieście Rzymu, gdy kobiety najwybitniejszych rodów będą wychodziły za rzymskich prokuratorów albo zostaną kochanicami cezarów rzymskich, jak świadczy już nie Józef, ale Tacyt i Swetoniusz30 (Tacyt, Dzieje II, 2; Swetoniusz, Żywot Tytusa VII), gdy narodowa organizacja zgryziona zostanie zgnilizną do cna, gdy wszystko, co się dzieje i jak się dzieje, będzie się zwało wolą bożą, karą bożą, rozporządzeniem bożym nieodmiennym, spełni się ostatnia rzecz, intelekt żydowski przejdzie na stronę Rzymu, nowy intelekt, mózg narodu i upadek ostateczny stanie się już nieuchronny.

Reprezentantem tego intelektu może będzie — Józef Flawiusz?

Tyberiusz Aleksander — organizacja wojskowa, Agryppa — organizacja państwowa, Józef Flawiusz — organizacja umysłowa. Może.

A cóż się dzieje w dole? Lud walczy o wolność? Ale jak on walczy? Niech Schuerer wszystkich przez Józefa nazywanych „rozbójników” poda za ludzi znakomicie znających rzemiosło wojenne, niech Graetz nazywa ich patriotami, niech oni, walcząc o wolność, nawet nie grabią, jak im to srodze przymawia nasz niedający się skontrolować świadek, ale jakie idee kierownicze tej wolności? Odrębność, niepodległość — tak. Ale pod jakim kątem politycznego spojrzenia? Rozruchy o signa31 rzymskie? Protest przeciwko płaceniu podatków w świętych didrachmach32, Bogu tylko jako jedynemu Panu składanych? Więc jeśli cezar rzymski żąda podatku, to podaje się za Pana? I oto takie zagadnienia polityczno-ekonomiczne zapalają umysły ogniem obrazy religijnej; już nie ruch, ale odruch, już nie polityczna walka, ale emeuta33, nie rewolucja, ale zamieszki.

Naród żydowski, rozpadły w sobie, chcąc uczynić rewolucję na zewnątrz przeciw Rzymianom, musiał ją pierwej wszcząć na wewnątrz u siebie przeciwko ugodzie rzymskiej. Ale i ta rewolucja mogła tylko przybrać charakter emeuty, formę zamieszek. Stara organizacja narodu żydowskiego przegniła, nowa nie zdołała się wytworzyć; rewolucja wewnętrzna odbywała się na oczach Rzymian. Francja dwa razy w ciągu jednego niemal wieku dokonała takiego wysiłku zwycięsko; Judea w jednym takim wysiłku legła. Ale też Niemcy nie były państwem rzymskim, ani też Paryż Jerozolimą, szyderczy liberalizm francuski nie krępował się fanatycznymi doktrynami szafarzy „świętej oliwy i świętych pierwocin”. Działo się raczej to i tak się działo, jak nad Wisłą i Niemnem, co wyrozumiał wydawca skrótu Józefowej Wojny pod nagłówkiem Sława dawney Jerozolimy przy zburzeniu swoim y całey Żydowskiey ziemi spustoszeniu w własnychże popiołach y ruinie od Rzymskiey potencyi zagrzebiona, wydana w Supraślu roku 1725 kosztem Jerzego Krakiewicza, obywatela wileńskiego, który też w przedmowie zwraca się do czytelnika słowy: „starożytności zważywszy upadek, krwawymi zalewaj się łzami nad strapioną ojczyzną naszą w podobnej zostającą toni”.

*

Więc któż to jest Józef Flawiusz? Co nam powie jego kłamliwa, a w obronie własnej napisana Autobiografia? Co nam powiedzą jego dzieła? W jakim stosunku staną te dzieła do całego piśmiennictwa żydowskiego? Flawiusz-kapłan, Flawiusz-strateg galilejski, Flawiusz-historyk, który, jak chce rosyjski tłumacz Henkel, tworzy historyczną literaturę sam i od razu jedyną na dziewiętnaście wieków, a tylko dlatego, aby się usprawiedliwić? Przed kim? Przed Rzymianami? Wystarczyłaby skromna Autobiografia. Przed Żydam? Wystarczało wsiąść na okręt i pojechać do Italii, machnąwszy ręką. Flawiusz uczy się i pisze, walczy i pisze, zdradza i pisze. Gdzież jest to tertium34 charakteru? Flawiusz pisze.

Tak. Flawiusz to nie Ziethen lub Chłopicki, to nie Wielopolski nawet, jak chciał jakiś Szwajcar. To pisarz. To typ literacki.

To nawet nie historyk. To po prostu pisarz. Już Hausrath zauważył, że on tylko w Galilei „bawił się” w generała. Organizując i ćwicząc wojsko galilejskie, zakładając tam synhedrion35, więc lewym okiem patrząc na Rzym, prawym na Jerozolimę, robi literaturę. Temat porywa go. Wybacza sykariuszowi36 w Masadzie całe „rozbójnictwo”, bo ten daje mu wspaniałą scenę tragicznego wymordowania się całej załogi i pisze za niego mowę o nieśmiertelności duszy, mowę tak piękną, że Eleazar, gdyby jej był dożył, może rzuciłby mu się na szyję, o ile bohaterowie mogą w ogóle mieć czucie dla pieśni, które ich opiewają. Flawiusz posłany do Galilei celem organizowania powstania, organizuje je. Graetz sądzi, że porwał go ruch ogólny, ale że potem wytrzeźwiał. Nie. Flawiusz ciągle robi literaturę, a gdy zbliżają się Rzymianie, cofa się, bo to już jest życie. Gdy jednak owi Rzymianie zamknęli go w Jotapacie, a Żydzi nie pozwolili mu uciec, z konieczności robi literaturę wojny, literaturę obrony twierdzy, wpada na znakomite, wprost epickie pomysły. Potem, gdy musi wraz z innymi skryć się przed zdobywcami do zbiornika, gdy mu śmierć samobójcza zagląda w oczy, znowu robi literaturę i poczyna do fanatyków „filosofein”. Pisze scenę, jakiej mógłby mu pozazdrościć Niemirycz-Danczenko37, szczęśliwszy od Józefa, bo dzięki zróżnicowaniu się już tylko pisarz, a nie strateg-pisarz. Powstańcy zamknięci w zbiorniku nie dali się jednak „przefilozofować”. Żądają, by Józef umarł razem z nimi. Ciągnijmy losy — woła Józef. Ciągną losy. Józef chce żyć, on ma jeszcze coś do powiedzenia światu, to literat, to człowiek słowa. Jemu samemu się zdaje, czy nie zdaje, że ma coś powiedzieć Wespazjanowi38, jakieś proroctwo, jakąś wróżbę o przyszłym wydźwignięciu się na tron rzymskich cezarów. Nie. To psychologiczny pozór. Józef ma powiedzieć światu Wojnę, Starożytności, Przeciw Apionowi, Autobiografię. On, może całkiem bez uświadomienia i na pewno bez uświadomienia, chce żyć nie jakieś jeszcze lat trzydzieści, ale dwa tysiące lat, trzy tysiące lat. Póki będzie istniało słowo pisane i póki je ludzie czytać będą.

Więc „z woli bożej”, jak się wyraża, idzie do Rzymian, towarzyszy Tytusowi w czasie oblężenia Jerozolimy, a nawet w czasach tych okropnych... żeni się ku wielkiemu zgoryczeniu profesora Graetza. Ale gdyby profesor Graetz udał się do profesora Krafft-Ebinga i zapytał go o „życie seksualne” wrażeniowców, czy po rozmowie z nim byłby istotnie w dalszym ciągu tak bardzo zgoryczony? Czy „Hochzeit”39 albo „weselisko” są nazwami właściwymi dla stanów psychicznych owych bujnych, nieposkromionych, niespokojnych natur, do jakich niezawodnie zaliczyć wypada naszego historyka? I czy sąd nasz w ogóle będzie trafny, jeżeli za podstawę weźmiemy fakt Flawiusza wyjaśniony psychologią Graetza, a nie psychologię Flawiusza uwydatnioną faktami skrzętnie zebranymi przez Graetza? Ba, czy sądzić można takich ludzi już nie na podstawie etyki naszej, ale etyki jego rówieśnych? Czy nie wypada go sądzić wedle jego własnej etyki?

Jak to, etyka i Flawiusz?

Tak, etyka i Flawiusz; tylko nie ta, od której roi się w jego mowach, w jego odezwach i uwagach. To jest doktryna, nie etyka. Etyka Flawiusza wypływa z jego uczuć, z jego wzruszeń. Uczucie ma swoją logikę, której ogniwa brakujące w tekście mogą być dopełnione przez znawców dusz. Flawiusz, kłamiąc, cierpiał, Flawiusz, kłamiąc, gniewem starał się siebie oszołomić, ale Flawiusz nigdy nie kłamał na zimno. Flawiusz upadał jako człowiek, ale człowiekiem pozostał; tymczasem ze zwykłych charakterystyk, jakie znamy, wypadałoby, że Flawiusz był zwierzem. Czy zwierz dałby taki opis gorejącej świątyni? Czy napisałby taką mowę dzieciobójczyni dzieciożerczej? Niekiedy zachowanie się Flawiusza jest straszne, jest nie do zrozumienia, ale też i samo życie stało się wtedy jakimś bezsensem.

*

Flawiusz typem literackim?

Flawiusz śród40 proroków, sybillistów, objawieńców, psalmistów?

Ależ to miał być historyk.

Jeżeli historyk, to już typ nowy, nie na Judeę, nie na Jerozolimę. Byli historycy, byli kronikarze, ale w ciągu stu ostatnich lat zaszła taka zmiana stosunków, że albo można było istnieć jako rynkowy wykładacz pisma, albo jechać — przez Aleksandrię do Rzymu lub przez Rzym do Aleksandrii.

W Rzymie jest cezar i oświata grecka, w Aleksandrii oświata grecka i namiestnik rzymski. Tylko właściwie namiestnik rzymski, bo oświata grecko-żydowska.

Filon nie wyżyłby w Jerozolimie ani jako człowiek, ani jako myśliciel. Spojrzałby z pogardą na wykwintnego saduceusza, z gniewem na zaciętego faryzeusza. Faryzeusz z owym pieniążkiem w ręku, pytający: czy płacić podatek ziemskiemu panu? — ten faryzeusz popsułby mu cały pobyt w mieście ojczystym. A saduceusz? Chłodny, wykwintny, ironiczny, który z ledwie dostrzegalnym uśmiechem bąkał może, iż wie, kto jest autorem strasznej satyry na króla Heroda, która się zwie Kohelet, czyli, jak u nas tłumaczą, Kaznodzieja Salomonowy (p. Wojna II, VIII, 2, 14, uwaga), ten nie ująłby sobie myśliciela, pragnącego odkryć łącznik między Stwórcą a Stworzeniem, którym to łącznikiem Logos41. A co jest Logos Filona Żyda? Izrael wojujący. Faryzeusz? Saduceusz??

Więc miał w Jerozolimie wytrwać Józef Flawiusz? Prorok, nebi, to był trybun ludu, to był rzecznik gminu; nebi mówił, nie pisał; kto inny spisywał jego słowa płomienne. Prorok nie był stylistą, nie kochał się w pięknych obrazach, nie pisał powieści, bo sam bywał nieraz straszliwą powieścią. W krainie proroków, sybillistów, objawieńców rodzi się nowy typ człowieka, zjawia się modernista i od razu cały w swoim stylu, zjawia się człowiek, który nie słowem zaklina czyny, lecz z czynów stara się uszczknąć prześliczne wieńce słów.

Krytyka historyczna napiętnowała Flawiusza mianem zdrajcy. Napiętnowała charakter jego mianem przewrotności. Odjęła mu wszystko. Uczyniła z niego wstrętnego świadka jakiegoś skandalicznego procesu kryminalno-politycznego. A jednak Flawiusz stoi, stoi niewzruszony. Więc krytyka mówi: nie istnieje on dla mnie jako człowiek, tylko jako pisarz, jako źródło. To dialektyka. Nie możemy odłączyć człowieka od pisarza, nie możemy posiadać rzeki bez źródła, ustawicznego źródła. Musi dla nas istnieć człowiek. Musi być w tym człowieku obok zdrad i fałszów coś cennego, coś niespożytego, coś wieczystego, coś nieśmiertelnego, coś — ach, ostatnie słowo — coś wielkiego, jeżeli mimo zabójczych faktów z jego życia, człowiek ten istnieje, człowiek ten świadczy i wieki całe świadectwa tego człowieka słuchają.

To był nie tylko człowiek, ale intelekt. To był zaczątek cywilizowanej organizacji umysłowej narodu żydowskiego. To była alfa, ale i na alfie się skończyło.

Opowieść o pogromie ojczyzny, nie psalm, nie elegię, nie tren, nie apokalipsę, ale historyczną opowieść tak modernistyczną, że przydatną dla umysłów wszystkich ludów i wszystkich epok, mógł dać tylko jakiś całkiem nowy człowiek. Psychologię narodu zdenerwowanego i przez cierpienia doprowadzonego niemal do monomanii teokratycznej, mógł dać tylko człowiek całkiem innej psychologii, całkiem innej struktury psychicznej. A Józef znał psychologię swego ludu, której tragiczną cechą było to, że zaledwie z jednych wyszedł nieszczęść, już następnych gorączkowo szukał. To jego własne słowa (Wojna III, IX, 6).

Flawiusz od dziecka jest literatem. Studiuje po kolei wszystkie trzy sekty, trzy lata spędza nawet u pustelnika Banusa. Majer Bałaban nazywa to przerzucaniem się z partii do partii. Więc koniecznie szukać tylko mamy złych pobudek? Flawiusz tłumaczy się z tego, mówiąc, że pchał go żar wiedzy. Wiedza została rychło nakarmiona, ale wiedza była tylko formą treści tego umysłu. Treścią była odtwórcza wyobraźnia. Flawiusz tak plastycznie maluje nam ludzi, że dochodzimy do wniosku, iż on nie tylko mówiących mistrzów słuchał, ale i na mówiących patrzył. Flawiusz ogromnie umiał patrzeć.

On widzi wszystko, co opisuje. Widzi linie, bryły, barwy; widzi okolice i przesuwające się jak w kalejdoskopie postaci. Flawiusz jest artystą.

Pisze nie greczyzną Platona lub Arystotelesa, lecz językiem współczesnych (ἡ κοινὴ διάλεκτος42), w wielu wypadkach pod względem form podobnym do języka ewangelii, ale tylko zewnętrznie, bo nie posiada bynajmniej jego surowości; jest barwny, kwiecisty, „powiada wszystko, co zamyśli głowa”, a czasem jest „jak piorun jasny, prędki”, to znowu „smutny jak aniołów mowa” i istotnie niemal „wszystko przelatuje ducha skrzydłem”43, choć niekiedy płaszczy się stylem dworaka, wywierając wrażenie, że z historyka żydowskiego przedzierzga się w historyka rzymskiego.

Bo ten artysta, ten pierwszy artysta jerozolimski, miał od razu zostać czymś, czym w żaden sposób zostać nie mógł. Miał zostać bohaterem.

A kto wtedy nie mógł zdobyć się na bohaterstwo, ten musiał popaść w tortury zawikłań, z których się wychodziło pomalowanym na nikczemnika. Bohaterem był i ten, który ginął w powstaniu, bohaterem był i ten, którego jako przeciwnika powstania rewolucjoniści zabili. Tylko taki, który chciał żyć, upadał moralnie, czy wobec moralności. Flawiusz chciał żyć i dlatego życie to wikłało się. Przeżył Jerozolimę, więc okrzyczano go za nie-Żyda; pisze w obronie Żydów Przeciw Apionowi, więc jest Żydem; pisze Autobiografię w obronie przeciw delatorom44, co donosili, że to niby on zapalił żagiew buntu przeciw Rzymianom; wypiera się tego, więc nie jest Żydem. Tak, ale Flawiusz miał może żydowskiemu narodowi za czasów jego państwowości dać kulturę piśmienniczą? Nie dał, nie zaszczepił. Do Flawiusza Biblia, od Flawiusza Talmud. Dla Flawiusza w dawnej państwowości żydowskiej miejsca nie było.

Ale naród żydowski nie przepadł razem z potrójnym murem jerozolimskim. Po wiekach i czasach wszedł na drogę kultury umysłowej. Snuje swoje beta, gama, delta. Ogląda się — brak alfy? Pójdź, Józefie, synu Mateusza! Po Biblii i Talmudzie od ciebie zacznie się historia, czy w ogóle modna kultura Nowego Syjonu45.

Ale modna kultura nie zna ekskluzywizmów nacjonalistycznych. Józef, syn Mateusza, nie należy dziś już tylko do Żydów. On stał się własnością całego świata.

*

Lecz u nas trzeba go wydrzeć bibliotekom i uczonym. Oni trzymali go zazdrośnie w swych pracowniach i najwyżej robili na nim wiwisekcje przed kolegium uniwersyteckich słuchaczy. Z tej niewoli, z tego więzienia naukowego trzeba go wyprowadzić, trzeba uderzeniem młota rozbić kajdany archiwalne, w które zakuto jego dzieła. Zdało się nam, że wrócić go może tłumom najwłaściwiej taki, który się uczył do onych tłumów przemawiać. Uczony przemawia do specjalistów lub specjalizujących się. Do tłumów przemawia literat. Uczony mówi definicjami, literat obrazami. Językiem obrazowym pisał Józef Flawiusz, filologowie tłumaczyli go językiem definicji.

Flawiusza trzeba rzeczywiście tłumaczyć. Trzeba tłumaczyć nie tylko słowa, ale i myśli, nie tylko myśli, ale i uczucia, nie tylko uczucia, ale i aluzje, nie tylko aluzje, ale i jego specjalny — ton.

Tłumacz Flawiusza musi znać nie tylko greczyznę, ale i Palestynę; musi nie tylko zwiedzić ją dokładnie, ale wróciwszy, gdy siądzie przy biurku, widzieć ją przed sobą. Musi także znać kulturę żydowską i mieć dla niej czucie; musi stanąć w piątek wieczorem pod olbrzymim szczątkiem Muru Zachodniego zburzonej świątyni jerozolimskiej i słuchać płaczu Żydów nad utraconą wielkością ojczyzny swojej. Musi zatem do swej pracy wprowadzić pierwiastek subiektywizmu, czego jak ognia boi się współczesny uczony.

*

Autor niniejszego przekładu, czując całą powagę zadania i odpowiedzialność przed sumieniem i czytelnikiem, starał się uczynić zadość możliwie wszystkim warunkom, jakie wedle jego mniemania były niezbędne. Wybrał najpoprawniejsze wydanie tekstu dokonane przez Justyna Destinona i Benedykta Niesego na podstawie siedmiu za najlepsze uznanych rękopisów, a z uwzględnieniem dwudziestu czterech pozostałych. Następnie, niezależnie od całego krytycznego materiału dodanego do tej edycji, tłumacz sprawdził tekst klasycznego do niedawna wydania Dindorfa z owym wydaniem najnowszym Niesego i Destinona. Dalej sprawdził tekst oryginału greckiego z przekładem łacińskim podanym u Dindorfa, prócz tego z najnowszym przekładem niemieckim dokonanym przez dra Henryka Clementza i z jedynym przekładem rosyjskim, a bardzo świeżym H. H. Henkla. Wreszcie tę część Wojny, która odpowiada Starożytnościom, sprawdził jeszcze z polskim przekładem Starożytności dokonanym przez Jana Lippomana. Następnie uwzględnił wszystkie uwagi Graetza tyczące tekstu Wojny. Posługiwał się znakomitymi słownikami dra W. Papego i tegoż słownikiem greckich imion własnych. Miał wciąż pod ręką Gustawa Boettgera Topograficzno-Historyczny Leksykon, Biehma Handwoerterbuch des biblischen Alterthums, Fryderyka Luebkera Reallexikon des klassischen Alterthums etc., mapy F. W. Putzgera, Kieperta etc., dzieła Tacyta, Swetoniusza, Herodota46, Pliniusza Starszego47 etc., Biblię we wszystkich polskich przekładach, w różnych wydaniach hebrajskiego oryginału, Septuagintę48 (LXX), grecko-łacińskie wydanie Nowego Testamentu Tauchnitza, apokryfy49 etc., szereg dzieł nowszej literatury naukowej orientalnej. Zwiedził też cały Wschód, stojący w związku z Flawiuszem i z oną cywilizacją, co uczynił dość systematycznie: Włochy, Grecję, Turcję (Konstantynopol), Krym i dalej również takim pasem Egipt, Palestynę i Syrię aż do Baalbeku50. A ponieważ powiadają, że Renan51 uczył się pisać na Flawiuszu, przeto tłumacz i tę szansę posiadł, gdyż miał już poza sobą przekład jego podstawowego dzieła Żywot Jezusa, co mu się przy pracy nad Flawiuszem rzeczywiście przydało.

Zdaje się tedy, że w kierunku przygotowawczym tłumacz uczynił wszystko, co było w jego ułomnej mocy. Następnie, siadłszy do roboty, starał się poznać tradycję przekładu Wojny, a raczej tradycję rozumienia tekstu i następnie ustalić zasady, które go zmuszają do odstępstw od tej tradycji. Ponieważ jednak wszelkie odstępstwa mogą być słuszne i niesłuszne, uznane przez krytykę lub nieuznane, przeto aby nie zacierać za sobą śladów, tłumacz wszędzie w odsyłaczach stanowisko swe odrębne zaznaczył i wedle możności uzasadnił, wobec czego nawet prawdopodobne błędy jego dla czytelnika niebezpieczne nie będą, gdyż krytyk zdoła je dość łatwo poodznaczać. Sam na krytykę, i to surową wystawiony, tłumacz jednak nie wahał się poddać krytycznym uwagom trzy sprawdzone przez siebie przekłady; zdawało mu się bowiem, że będzie to poniekąd sprawdzianem jego własnego przekładu, materiałem należytym do osądzenia jego wniosków, przypuszczeń, zapatrywań. Miejsca, w których tekst został popsuty, czy to przez czas, czy przez przepisywaczy, tłumacz starał się oddać w odpowiednio ułomnym stanie, wbrew zdaniu Marcina Lutra, który taką zasadę potępił. Tłumacz ślepo trzymał się edycji greckiej Niesego i Destinona, używając edycji Dindorfa i całego aparatu krytycznego tylko w tym celu, aby tamtą edycję lepiej zrozumieć. Jeżeli zatem polski przekład pod względem szczegółów rzeczowych i pod względem stylu różni się nieraz znacznie od tradycji przekładów, to powodem tego z jednej strony charakter edycji Niesego i Destinona, z drugiej zaś strony poczucie językowe, konieczna literackość, charakter kulturalnej polszczyzny, która także ma swoją duszę, a na szczęście bardzo plastyczną. Tu warto by raz jeszcze wspomnieć Marcina Lutra, który w sprawie zniemczenia Biblii pisał: „Nie ma się co pytać łacińskich liter, jak się powinno gadać po niemiecku, co czynią osły, ale trzeba się pytać matki w domu, dzieci na ulicy, prostego człowieka na rynku i wszystkim im patrzeć na gębę, jak gadają, a wedle tego tłumaczyć, to i oni potem wymiarkują, że się z nimi po niemiecku gada”. Jest w tym dużo słuszności. Ale Flawiusz był Żydem, pisał po grecku, greczyzna jego ma być spolszczona. Sprawa tedy nie jest tak prosta. Przekład musi być — stylizowany.

*

Edycja tekstu greckiego dokonana przez Benedykta Niesego i Justyna Destinona, którą w uwagach zwykle oznaczam „Niese”, albo „N”, jest pracą pomnikową, a dla tłumacza niesłychanie ważną z powodu całego szeregu drobnych poprawek tekstu, wszelako niekiedy zmieniających sens całych zdań. Nowa interpunkcja, usunięcie w różnych miejscach niepotrzebnych przecinków, wypaczających myśl, uporządkowanie tekstu, że nieraz końcowe zdanie przeszło do ustępu następnego albo wstępne zdanie do ustępu poprzedniego, korekta pisowni imion własnych, odznaczenie krzyżykami miejsc, w których tekst uległ zepsuciu, i gwiazdkami, gdzie rękopis został przez czas uszkodzony, oto szereg innowacji, które rzeczywiście w całym rozmiarze tylko tłumacz należycie ocenić i błogosławić potrafi. Wszystko to zostało dość szczegółowo omówione w odsyłaczach. Edycja ta nie daje zwykłych streszczeń na początku poszczególnych ksiąg, rozdziały są oznaczone tylko liczbami, nigdy oratio obliqua52 nie jest ujęta w cudzysłów, jak się to zdarza u Dindorfa, przy transkrypcji imion własnych popełniono według naszego zdania jedynie omyłkę tradycyjną, a mianowicie w VI, V, 1 biorąc περαία (zarzecze) za imię własne; w tym wypadku wydawcy poszli nie za rękopisami, które mieli przed sobą, a w których nie ma dużych liter, i nie za editio princeps Arlenii53, gdzie dużych liter użyto tylko na początku rozdziałów, ale za jakąś późniejszą, a mylną tradycją drukowania tego ustępu, aczkolwiek w III, X, 10 u nas już imię własne, w edycji Niesego i Destinona zostało całkiem słusznie wydrukowane literą małą. Mówimy o tym szczegółowo w odnośnej uwadze. Niektóre poprawki, jakie np. Graetz przewidywał, znalazły się również w tej edycji. Wypada tylko zaznaczyć, że w Indeksie korekta pisowni imion własnych nie jest tak staranna i że z tego powodu lepiej jego pisownię za każdym razem sprawdzać z pisownią samego tekstu. Indeks jest dziełem Benedykta Niesego. Swoją drogą należy go nazwać znakomitym, a tłumaczowi służył do pewnego stopnia za wzór przy obmyślaniu i układaniu skorowidza polskiego.

Pomnikowa ta edycja Flavii Josephi opera omnia drukowana była kilka lat, tom za tomem, w Berlinie. Wojnę zawiera tom szósty, który się ukazał 1894 roku, a ogólny indeks, obejmujący tomik siódmy, w roku następnym. Zrobiono od razu dwa wydania, jedno z samym tekstem, drugie z dodaniem całego aparatu krytycznego.

Tekst został opracowany na podstawie zestawienia siedmiu następujących, a za najlepsze uznanych rękopisów:

1) rękopis paryski nr 1425 (tekstów greckich), pochodzący z X albo XI wieku.

2) rękopis mediolański, znajdujący się w Bibliotheca Ambrosiana, a nazwany przez wydawców „przyrodnim bratem” poprzedniego.

3) rękopis wenecki Biblioteki św. Marka nr 383 (tekstów greckich), która to biblioteka roku 1903 została przeniesiona do słynnej, przez Sansovina 1536 roku zbudowanej Mennicy (Zecca).

4) rękopis florencki z Bibliotheca Lauremiana (Codex Laurentianus plutei 69 cod. 19), który wraz z poprzednim (weneckim) pochodzi z XI albo XII wieku.

5) rękopis biblioteki watykańskiej nr 148 (tekstów greckich), pochodzący prawdopodobnie z XI wieku.

6) rękopis drugi tejże biblioteki (Codex Romanus bibliothecae Vaticanae Palatinus gr. nro 284), pochodzący z XI albo XII wieku.

Wreszcie:

7) rękopis trzeci tejże biblioteki (Codex Urbinas bibliothecae Vaticanae inter Urbinates gr. nro 84), pochodzący z XI wieku.

Prócz tych siedmiu podstawowych tekstów sprawdzono, zestawiono i uwzględniono jeszcze 24 innych, przekłady łacińskie i syryjski przekład księgi szóstej, pochodzący wedle wszelkiego prawdopodobieństwa z VI wieku.

Teksty, które niemal przez tysiąc lat były zdane na łaskę i niełaskę najróżnorodniejszego gatunku przepisywaczy, musiały ulec zepsuciu i dziwić się tylko trzeba, że stosunkowo tak małemu. Jeżeli sam Józef w Starożytnościach (I, VI, 1) powiada, że dla „rozkoszy” Greków hellenizował zgodnie z „wdzięczną” Greków mową „nieodmienne” imiona własne Żydów, to przepisywacze, żadną nie krępując się filologią czy lingwistyką, mieli tu zaiste wolne i żyzne pole do wprost nieobliczalnych przekręcań, a w wielu wypadkach żadną miarą dociec nie można, jak mogło brzmieć pierwotnie dane imię własne, a nawet z jakiego pochodziło języka, gdy w dodatku sami Żydzi imiona swoje chętnie hellenizowali. Feliks czy Chelkiasz (V, I, 1)? Tolemeusz czy Ptolemeusz (I, XVI, 5)? Neos czy Ananiasz (II, XX, 4)?

Wojna nie posiada właściwie tytułu ustalonego. Pełny tytuł naszego przekładu Dzieje Wojny Żydowskiej przeciwko Rzymianom pojawia się po raz pierwszy w edycji Niesego i Destinona. W wydaniu Dindorfa tytuł brzmi jeszcze: O wojnie żydowskiej, czyli historia żydowska o pogromie. W najlepszym rękopisie greckim paryskiej Biblioteki Narodowej (nr 1425) tytuł Dzieje wojny żydowskiej przeciwko Rzymianom widnieje dwa razy. Tytułu tego używał wielokrotnie sam Józef (Starożytności, wstęp 1, 2; XVIII, I, 2; XX, XI, 1 etc.), aczkolwiek gdzie indziej posługuje się także tytułem skróconym: Żydowska historia itp. (Starożytności XIII, III, 3; V, 9; X, 6). Ale ów tytuł pełny jest najwłaściwszy; używali go, pisząc o Wojnie, tacy pisarze, jak Euzebiusz (Historia Kościoła I, v, 6; II, vi, 4), Teofil Antiocheński, Stefan Bizantyjski, aczkolwiek Euzebiusz tytułował Wojnę także krótko Historią (III, viii, 1), a Porfiriusz Historią żydowską w siedmiu księgach zawartą. W różnych rękopisach spotyka się z tytułami Żydowska historia o pogromie, albo krótko O pogromie etc. Na łacińskim rękopisie Watykanu znajduje się tytuł Historiarum Josephi libri numero VII.

Za różnicami, jakie się z biegiem czasu ujawniły w tytule tego dzieła wiekopomnego, wylęgły się różnice w samych tekstach. „Ari, Simon” zamienia się na „Arsimon”, „Murkos” miesza się z „Markos”, „Ana” i „Kana”, końcowe „n” jednego wyrazu dostaje się na początek wyrazu następnego, tworząc z czysto żydowskiego „Ain” (źródło) jakieś „Nain”, „Idumea” (II, XII, 2) zamienia się na wyraz „Judea”, „Kaisennios” miesza się z „Kestios”, dwa słowa „Betharamin” i „entha” łączą się się w jedno „Betharaminentha”, „Bentidios” plącze się z „Kyintos Didios”, z „Didios” nawet z „kaididios”, „Rhesa” i „Thresa”, „Chabulon” i „Zabulon”, „Ina” i „Jamnea”, „Gomorra” i „Somorra”, „Ginnabris” i „Dennabris”, „Gionos” (drugi przyp.) z „Simonos”, „Kalouarios” i „Kerealios”, „Kaatha” z „Klatha” i „Kathla”, „Bethega” z „Baithela” i „Bethela”. Następnie κάπί γής zamienia się na καί πηγῆς, λῃστρικοί na λειτουργοί, φυγαῖς na ψυχαῖς, θυγάτηρ na μήτηρ, μικρά na μακρά, Περαιων na πεζῶν, a nawet παίδων, πυρί καθαροῦντες na περικαθαιροῦντες, ὑμῶν na ἡμῶν, βαρβάρων na ὑτερβάλλοντες, ἁυτῶν na αὐτῶν, προάστειον na προσάρκτιον, πόλις δ’ ἐστίν na πρόσεστιν ἡ πόλις, co geograficznie nie jest wszystko jedno, ἑν σκότῳ i ἑν κοντῷ κάκεῖνοι δίχα φρίκης ἠλείφοντο καὶ ἔπινον zamienia się i otrzymuje dodatek φρίκης πλέον τοῦ ἳν albo , nie mówiąc już o przekręcaniu liczb jak np. ἑπτακόσιοι na πεντακόσιοι, δισχιλίους na τρισχιλίους albo πεντακισχιλίους, niekiedy nawet ἑβδομήκοντα na διακοσίους, albo τι χιλίους na τρισχιλίους, czy odwrotnie τριςμυρίους na τοὺς. Niekiedy przez pomyłkę przepisywacz zdanie jakieś dwa razy z małą zmianą przepisał, albo chciał może w jedną zgodną całość dwa rękopisy stopić, jak np. ἀλλὰ πᾶς λιμοῦ νεκρὸν εἶχεν ἢ στάσεως i zaraz potem καί πεπλήρωντο νεκρῶν ἢ διἁ στάσιν ἢ διἁ λιμόν απολωλότων, co też zarówno u Dindorfa, jak i w edycji Niesego-Destinona, zostało ujęte w nawias jako „niepewne”, a czego w naszym przekładzie wcale nawet nie tłumaczyliśmy (zakończenie VI, VII, 2). Jasne zdanie z IV, IX, 10 κάν τούτοις επίνοιᾳ κακών και τόλμῃ τό σύνταγμα τῶν Γαλιλαίων διέφερεν zamieniło się na całkiem niezrozumiałe, gdy jeszcze w edycji Dindorfa po kropce czytamy: Κάν τούτοις επίνοια κακών και τόλμα τό σύνταγμα τῶν Γαλιλαίων διέφθειρε, co Graetz w swoim czasie znakomicie wyświetlił (Geschichte der Juden, III, 515, uwaga).

*

Trzy przekłady, o których wyżej wspomnieliśmy (a jest ich ogółem przeszło sto), są wierne, ścisłe w znaczeniu naukowym, ale nie oddają barwy stylistycznej oryginału. Przekład łaciński jest dobry, wierny, profesorski. Przekład niemiecki jest „robiony” ściśle według niemieckiej akademickiej recepty: es muss deutsch klingen54. Więc prześliczne okresy Flawiusza zostały pokawałkowane na zdania małe, aczkolwiek sama natura języka niemieckiego tak się do okresów nadaje! Tonu Flawiusza tam nie ma. Ale natomiast jest inna rzecz. Dr Clementz „wiedział”, że Flawiusz lubi o sobie wyrażać się pochlebnie, że uchodzi za pyszałka; tedy w odpowiednich miejscach wcale się nie krępował, brutalizując wykwintniejsze samochwalstwo greckie na samochwalstwo krzyżackich potomków, na czym traci ogromnie autocharakterystyka Józefa. Dr Clementz jest nawet niekiedy niedbały, nie stara się o styl, nie zestawia różnych wątpliwych ustępów celem ich wyjaśnienia; o tych wszystkich usterkach znajdzie czytelnik szczegółowe wzmianki w uwagach. Indeks (Namenregister) szczupły, korekta jego pozostawia wiele do życzenia. Jest to rzekomo wydanie popularne, prawie bez odnośników, popularne, o ile pojęcie takie nie jest zasadniczo błędne. Wedle naszego zdania bowiem takie przekłady dosłowne, takie przekłady przecinek za przecinkiem, których idealnym wzorem może być Eberharda Nestlego tłumaczenie syryjskiego tekstu Historii Kościoła Euzebiusza, mogą interesować tylko specjalistów. Dla szerokich mas czytelniczych powinno się dawać przekłady możliwie idealne pod względem stylu i tonu, bo inaczej publiczność zostanie po prostu błędnie poinformowana o pisarskiej wartości danego autora.

Najsłabiej pod względem wydawniczym przedstawia się przekład rosyjski, umieszczony w „Woschodzie”, a dokonany przez Henkla i może Izraelsona, albowiem w książce, którą tłumacz miał do dyspozycji, brak karty tytułowej. Tłumacz szukał jej, gdzie tylko mógł, ale nadaremnie, a uprzejma redakcja „Woschodu” na listy widocznie z zasady nie udziela odpowiedzi. Wnioski tedy co do autorstwa przekładu opieram na studium Henkla Józef Flawiusz, umieszczonym w tymże „Woschodzie”, w książeczce dodatkowej za listopad 1899 r. Zdaje się jednak, że J. I. Izraelson do spółki z H. H. Henklem tłumaczył tylko Przeciw Apionowi. Przekład Wojny w języku rosyjskim nie posiada żadnego stylu; tłumacz bez najmniejszych skrupułów używa współczesnych określeń wojskowych, wywierających nieraz bardzo komiczne wrażenie, jak oficer, szwadron (eskadron), awangarda, korpus itp. W tekście pozwala sobie umieszczać nawiasy ze swymi uwagami, zamiast przenosić je do odnośników, które to nawiasy mieszają się z nawiasami tekstu oryginału. Następnie gdzie tylko może zamienia wszelką oratio obliqua na oratio recta55. Zarzucano przecież Flawiuszowi, że zbyt wiele mów tych napisał; rosyjski tłumacz mnoży je do nieskończoności. Tłumacz, nie oddawszy indywidualności pisarskiej Flawiusza, wycisnął natomiast na tekście naszego historyka indywidualność stylistyczną swoją, co np. bardzo razi w mowie Antypatra, I, XXIII, 3. Talentu odgadywania charakterów tłumacz widocznie nie posiada, przeto wszystkie postaci, tak różnie przez Flawiusza odmalowane, w przekładzie są pociągnięte jednym pokostem jakiegoś żargonu rosyjskiego, pełnego anachronizmów, boć56 słowa mają swoje wieki, swoje epoki, swoje podłoża kulturalne. Niepodobna językiem armii napoleońskiej, przetłumaczonym utylitarnie na wojskowość rosyjską, oddawać języka legionów rzymskich lub powstańczych gromad żydowskich. Skorowidz jest również skąpy, jak u dra Clementza bez żadnych objaśnień. Na ogół biorąc jest to robota pilna, uczciwa, ale bez duszy.

*

W języku polskim nie posiadaliśmy dotąd ani jednego dzieła Flawiusza, które byłoby przełożone z oryginału greckiego i w całości. Mamy wprawdzie tłumaczenie Starożytności Jana Lippomana, wydane w trzech tomach w Warszawie 1829 r. nakładem i drukiem N. Gluecksberga, ale tłumaczenie to jest przede wszystkim skrócone, a następnie dokonane z przekładu rosyjskiego (co sam Lippoman zaznacza, Uwiadomienie III, w. 4), przekład rosyjski z francuskiego, francuski z łacińskiego, a ten dopiero z greckiego. Jest to zatem jeśli nie dziesiąta, to co najmniej piąta woda po kisielu. Pisownia imion własnych przerażająca, Wiryta zamiast Berot albo Berytos, Mathia zamiast Mateusz, Kipr zamiast Kypros, Abranitida zamiast Auranitis etc. Niemal ani jedno zdanie z tekstem greckim się nie zgadza, przekładu specjalista nie doczyta do końca, a dla zwykłego czytelnika byłby on po prostu stekiem najbłędniejszych informacji. Styl pełen najordynarniejszych rusycyzmów. Ilekroć pragnęliśmy zacytować Starożytności w tym przekładzie, trzeba było każde zdanie sprawdzać z greckim oryginałem.

Ale Flawiuszem interesowano się u nas już począwszy od XVI wieku. Estreicher w swej bibliografii podał wykaz dość jak na nasze stosunki pokaźny przekładów (właściwie przeróbek) Wojny, czy to jako Historii Józefa starego dziejopisa żydowskiego o wojnie ostatniej, Kraków 1555, Kraków 1588, Wilno 1595, w Lubczu 1617, Kraków 1619, czy też jako Sława dawnej Jerozolimy przy zburzeniu, Wilno 1725. W bibliotekach warszawskich (uniwersyteckiej, Zamojskich, Krasińskich) nie umiano nam pokazać ani jednego z tych wydawnictw, aczkolwiek w czasie spotkania się w Lublinie z profesorem Hieronimem Łopacińskim usłyszeliśmy, że w bibliotece Krasińskich znajduje się egzemplarz edycji krakowskiej z r. 1555, który to egzemplarz prof. Łopaciński miał w ręku, gdyż interesował go dodany tam rysopis „postawy” Jezusa. Następnie prof. Łopaciński objaśnił nas, że jeszcze jeden egzemplarz znajduje się w księgozbiorze p. Tarnowskiego w Dzikowie (w Galicji, naprzeciwko Sandomierza) i egzemplarz niekompletny u p. Józefa Lipińskiego w Strzałkowie pod Stopnicą. W lwowskiej bibliotece uniwersyteckiej nie znaleźliśmy ani jednego egzemplarza, natomiast w bibliotece Ossolińskich Historię Józefa, Kraków 1555, i Sławę dawnej Jerozolimy, w Supraślu 1725 (więc nie w Wilnie), a w Krakowie w bibliotece jagiellońskiej jeden kompletny egzemplarz Historii Józefa z r. 1595 i drugi niekompletny tejże samej edycji, tylko tytułowa karta pochodzi prawdopodobnie z edycji r. 1555.

Historia Józefa i Sława dawnej Jerozolimy to dosłownie (z drobiuchnymi gdzieniegdzie odmianami) jeden i ten sam tekst, tylko pod różnymi tytułami, z tymi samymi dodatkami w odmiennym jedynie układzie, no i naturalnie z różnymi przedmowami. Wobec tego w ciągu czterech wieków zdobyliśmy się na jedną przeróbkę Wojny i na jeden skrócony i z czwartej ręki pochodzący przekład Starożytności. Pod słowem „Józef” Estreicher mylnie zanotował książeczkę Oblężenie i zburzenie Jerozolimy według opisu Józefa Flawiusza, zeszyt I, II i III z 2 kart, Lwów, wydanie K. Pillera i H. Stupnickiego; sam zaznacza, że jest to przekład z tłumaczenia francuskiego, uskutecznionego przez Delepsa w 1787 r. Informacja ta nie jest ścisła. Deleps nic nie przetłumaczył, tylko własnymi słowami skrócił księgę piątą i szóstą Wojny, tak przynajmniej sądzimy, w niektórych tylko wypadkach trzymając się bliżej tekstu Flawiusza, gdy już nie było nic do skrócenia. A więc polskie Oblężenie i zburzenie Jerozolimy (druk Korn. Pillera, Lwów 1856) nie ma nic wspólnego z autorstwem Flawiusza, uchodzić może tylko za więcej lub mniej szczęśliwą obróbkę francuską w przekładzie polskim, uwaga zaś Estreichera do tego stopnia myli, iż nas solennie zaręczano, jakoby istniał rzeczywisty przekład Wojny, dzięki czemu dużo czasu straciliśmy na poszukiwania po bibliotekach, antykwarniach, zbiorach prywatnych, aby się w końcu dowiedzieć, że nie będziemy mieli w dziedzinie prawdziwych polskich przekładów Flawiusza ani jednego poprzednika.

*

Historia Josepha starego Dzieiopisa Żydowskiego w dwoie księgi rozdzielona. Pierwsse. O woynie ostatniey y zepsowaniu ziemie żydowskiey. Wtore. O oblężeniu i zborzeniu miasta Jeruzalem y o zniewoleniu ludu y ziemie ich przez Rzimiany Vespasiana i Titusa, oto tytuł wydania Wojny z r. 1555. Następuje przedmowa do Beaty księżnej Ostrogskiej. Data: „Kraków dnia świętego Sebastiana 1554 roku”. Podpis: „Leonarth z Urzędowa”. Z kolei idzie przedmowa do samego dzieła, w której pod koniec autor powiada: „nie każdy jest tak dołożny, aby mógł mieć wielkie księgi Józefowe, w których wszystke historia żydowska, począwszy od początku świata aż do zepsowania Jerozolimskiego wypisuje, widziała mi się rzecz niezdrożna, abych część historyey jego, która niedawno z żydowskiego w łaciński przełożona jest na Polski przełożił”. Zatem p. Leonarth z Urzędowa mniemał, iż oryginał tekstu Flawiusza istnieje w języku „żydowskim”. Po przedmowie tej wtórej następuje zestawienie miesięcy żydowskich z polskimi. Dalej osobny ustęp: O postawie Krystusowej czasów Oktawiana Augusta etc. „Niektóry Lentulus ymieniē w stronach żydowskiey ziemie Heroda króla maiącz urząd Senatora, y wssythkiey radzie Rzimskiey, o Krystusie tako napisał”. Tu następuje dokładny opis postaci Jezusa. A wreszcie podany jest apokryficzny list Piłata „starosty jerozolimskiego o dziwiech y śmierci y o zmartwychwstaniu pana Jezusowym ku Klaudiussowi Tyberiussowi posłany” o umęczeniu przez Żydów Jezusa, z dopiskiem: „Then Pilath był Francuz z miasta Lugdunu”. Następuje właściwa „Historia”. Druk całości szwabachą, od „Historii” poczyna się numeracja kartami, nie stronicami, przedmowa całkiem nienumerowana zawiera kart dwanaście, tekst kart 170 i jedną dodatkową. Treść rozpoczyna się od rzezi dokonanej przez „Pilusa” w Jerozolimie, przyjazdu „Beroniki” „na nabożeństwo” i wstawienia się jej nadaremnego za Żydami. Mowa Agryppy krótka, mało podobna do tej, którą czytelnik u nas pozna. Agryppa wygłasza ją „przed kościołem w obecności biskupa Ananiasa”. Kończy się ona powszechnym płaczem Agryppy, Rady, mędrszych ludzi, „biskupa Ananiasa”, prócz Eleazara, za którym była młódź i żołnierstwo. Józef broni się w „Jorpacie” (Jotapacie). Pierwsza księga kończy się ucieczką Jana do Jerozolimy. Tu następują wtręty z Mateusza i Łukasza o „upominaniach i proroctwach pana Cristusowych na Jeruzalem”. Księga wtóra rozpoczyna się od zamieszek jerozolimskich i od przyjścia „Edomczyków” (Idumejczyków). Powstańcy są nazywani „zwaycami”. Data spalenia świątyni jest tak określona: miesiąca piątego dnia dziewiątego. W „Caput 33” jest podana część mowy Eleazara wygłoszonej w Masadzie. „Historia” kończy się wiadomością o śmierci Tytusa. Dodatek zawiera słynny ustęp ze Starożytności, poczynający się od słów: „Był tedy na ten czas Jesus mąż mądry, ieśli go słuszno zwać mężem” etc. Na końcu edycji: „Drukowano w Krakowie u dziedziców Marka Szarffenberga 1555 roku”.

*

Sława dawney Jerozolimy, przy zburzeniu swoim y całey Żydowskiey ziemi spustoszeniu, w własnych że popiołach y ruinie od Rzimskiej potencyi zagrzebiona. Od Józefa Syna Goryonowego Dziejopisa Żydowskiego opłakana. A teraz znowu z przydanym tak Jerozolimy, jako i ziemi Świętej opisaniem spod pras drukarskich na świat wystawiona kosztem Jerzego Krakiewicza, Obywatela Wileńskiego, W Supraslu, w drukarni W. W. O. O. Bazylianów Unitów Roku 1725. Przedmowy stron 10, tekstu stron 362 (nie kart, jak w wydaniu 1555 r.). W przedmowie do czytelnika jest wzmianka o podobieństwie stanu Jerozolimy do stanu Polski. Po przedmowie następuje znowu rzecz O postawie Jezusa Chrystusa. Podajemy to w transkrypcji współczesnej:

„Ukazał się czasów tych naszych i jeszcze jest Człowiek wielkiej mocy, któremu imię Jezus Chrystus, który rzeczon jest od ludzi prorok prawdy, a uczniowie jego zowią go Synem Bożym: wzbudza umarłe, a uzdrawia niemocne. Człowiek jest postawy wysokiej, krasnej i wdzięcznej, oblicze mając poczciwe, iż którzy nań patrzą, mogą go miłować i bać się; włosy ma barwy orzecha laskowego dojrzałego, gładkie, niemal aż do uszu, a od uszu na dół promienie kędzierzawe, nieco złotsze i jaśniejsze, po plecach się roztaczające, przedział mając pośród głowy, podług obyczaju Nazarejczyków: czoło gładkie a bardzo jasne, twarz też niezmarszczona i bez żadnej zmazy, którą rumianość mierna krasi. Nosa i ust żadna owszeki nie jest przygana, brodę mając gęstą a wdzięczną, włosom w barwie podobną, nie długą, a pośrodku rozdwojoną, wzrok mając prosty a stateczny. Oczu poczesnych żółtych, a rozmaicie jasnymi bywających, w strofowaniu groźny, w upominaniu łaskawy, miły i wesoły, zachowując poważność, którego nigdy nie widano, aby się śmiał, ale płacze często, w postawie ciała wysoki a prosty, ręce i ramiona mając ku widzeniu rozkoszne, w wymowie poważny, rzadki i mierny, a między syny ludzkimi najkraśniejszy”.

Następuje list Piłata:

„Poncjusz Piłat Klaudiuszowi Tyberiuszowi zdrowia.

„Przydało się niedawno, czegom i sam doświadczył, że Żydowie przez nienawiść siebie i swoje potomki srogim zasądzeniem zatracili. Albowiem gdy ich ojcowie mieli obietnicę, że im Bóg ich miał posłać z nieba swojego Świętego, który by królem ich słusznie był nazwan. Tegoż według obietnice między nas posłał, z Panny narodzonego. Mnie zaiste w Żydowskiej ziemi Starostą będącym, ślepe oświecał, trędowate oczyściał, opuchłe uzdrawiał, diabły z ludzi wyganiał, umarłe wskrzeszał, wiatrom rozkazował, suchymi nogami po wodach morskich chodził i wiele innych dziwnych cudów uczynił. A gdy wiele z ludu Żydowskiego tego Synem Bożym być wierzyli, nienawiścią przeciw jemu Xsiążęta Ofiarnickie zapalili się i Mistrzowie Faryzeuszów, a uchwyciwszy go, dali mnie Staroście, a lżąc go, czarnoksiężnikiem zwali i przeciwnym Zakonowi. Ja ich słowom uwierzywszy, na ich wolą onego ubiczowanego wydałem. Tedy oni go na drzewie ukrzyżowali, a umarłego pogrzebszy, strażą dworu mego żołnierze postawili, a zapieczętowawszy grób, odeszli. Ale on trzeciego dnia Zmartwychwstał. I tak bardzo złością pałali Żydowie, iż straży mej dali pieniądze, rzekąc: mówcie, że ciało jego Uczniowie w nocy ukradli. Lecz oni żołnierze, choć pieniądze wzięli, wżdy tego zamilczeć nie mogli, co się było stało, ale iż z grobu powstał, świadczyli, a iż od Żydów wzięli pieniądze, aby przeciw temu mówili. Przeto objawiam tobie królowi, aby żaden tobie prawdę wiedzącemu inaczej nie opowiadał, abyś też nie mniemał, abym wierzył płonnym powieściom żydowskim, gdyż te wszystkie cuda i rzeczy, które się działy z Jezusem na ratuszu moim, znajome czynię przez teraźniejsze pisanie. Z Jeruzalem”.

Następuje cytata (kwestionowana) ze Starożytności XVIII, III, 3:

„Tego czasu był Jezus, mąż mądry, jeśli go słusznie zwać mężem, albowiem był sprawcą wielkich cudów i nauczycielem onych wszystkich ludzi, którzy radzi przyjmują rzeczy prawdziwe, a wiele ich, tak z żydów, jako i z poganów do niego przystawało. Ten był Chrystusem. Którego z oskarżenia naszych starszych, gdy go Piłat skazał na śmierć krzyżową, nie opuścili ci, którzy go przedtem przyjęli byli i umiłowali. Albowiem się im trzeciego dnia żyw ukazał, tak jako to o nim Prorocy Duchem Świętym natchnieni i inne niezliczone cuda przyszłe przepowiadali. Ale i do tego czasu Rodzaj i imię Chrześcijanów trwa, którzy tymże imieniem od niego Chrześcijanami są przezwani”.

Po liście Piłata następuje zestawienie miesięcy żydowskich z polskimi.

Teraz dopiero idzie tekst właściwy, będący dosłownym przedrukiem (czcionkami łacińskimi) Historii wydania 1555 roku lub wydań następnych.

Przedmowa do wydania 1595 roku jest podpisana przez Jana Kozakiewicza.

*

Mimo całej naiwności traktowania przedmiotu, formy obróbek itp. wydania te, dość liczne jak na nasze stosunki, dowodzą, że się interesowano Józefem i samym przedmiotem. Rozglądamy się tedy w nich nie bez pewnego rozrzewnienia i przyznać im musimy, że zadanie swoje ówczesne spełniły.

Tłumacz dzisiejszy, przystępując do przekładu, znalazł się w położeniu korzystniejszym niż tłumacze niemieccy, rosyjscy etc., bo miał do dyspozycji lepszy tekst i zebrany w jedną księgę aparat krytyczny.

Pozostaje u nas jednak wiecznie otwartą kwestia pisowni imion własnych starożytności. Właściwie w Galicji już powszechnie zgodzono się na to, żeby imiona własne łacińskie pisać i wymawiać w ich brzmieniu łacińskim. Nasza kultura łacińska przeniosła to nawet na imiona własne greckie. Wszelako tyczy to głównie prac naukowych, a nie literatury pięknej. Tu bowiem autorzy po staremu polszczą antyczne imiona własne i ze względów artystycznych niepodobna mieć im tego za złe. Tłumacz Wojny długo się nad tym głowił, a także wielu specjalistów pytał o radę, jakiej winien by trzymać się metody, gdyż Wojna to znowu całkiem specjalny wypadek. Nie jest to dzisiejszy traktat naukowy; jest to raczej epos. Żyd Józef pisał po grecku, hellenizował imiona łacińskie i żydowskie, a w wielu wypadkach nawet dociec niepodobna, jak dane imię pierwotnie brzmiało po łacinie, po hebrajsku czy po aramejsku. Po długich wahaniach tłumacz zdecydował się ze względów dźwiękowych i ułatwionej deklinacji imiona własne polszczyć, o ile się da, o ile poczucie tego wymaga, o ile to wypadnie wedle jego ucha dobrze, chodziło bowiem o możliwe zachowanie kolorytu pierwowzoru greckiego. Nieraz tłumacz sięgał do Wujka57, czerpał pełnymi rękami z tradycji, korzystał z tego, co Polska już w tym kierunku zrobiła. Żeby jednak wzorem Lippomana nie popełnić przeistoczeń, żeby czytelnika zabezpieczyć przed wszelkimi możliwymi nieporozumieniami, tłumacz w skorowidzu przy każdym imieniu własnym podaje brzmienie greckie w greckiej pisowni. Jest to może aż do przesady posunięta drobiazgowość, ale inaczej niepodobna się było zabezpieczyć ani przed sobą samym, ani przed krytyką. W dopiskach oprócz nazw greckich znajdzie czytelnik także, jak dane imię własne brzmiało w hebrajszczyźnie, jak w klinach58, co jest choćby z tego względu ciekawe, iż wykazuje starożytność owych nazw. Tłumacz posługiwał się materiałem przez naukę powszechnie przyjętym albo co najmniej przez naukę rozważanym, sam w dociekania się nie zapuszczał, mając jedynie na celu popularyzację tych wiadomości. Jedynie w tych wypadkach, w których dzięki podróżom inne nasunęły mu się myśli, występuje z własnymi zapatrywaniami. Wszelkie możliwe błędy niechaj krytyka prostuje, ale w ten sposób, aby literatów od podobnych prac nie odstraszała, lecz przeciwnie, gorąco do nich zachęcała, bo według naszego zdania tylko literaci mogą dawać dobre przekłady, czego dowodem pomnikowy przekład Tacyta, dokonany przez literata Naruszewicza.

Przekład ten kosztował nas wiele mozołu. Nieraz nie nad jednym zdaniem, ale nad jednym słowem siedziało się noc całą, aż ranek jął ściany bielić. Flawiusz jest pełen aluzji, domyślników; Flawiusz w dziedzinie wiadomości historyczno-filozoficznych stał bezwarunkowo na wysokości swych czasów. A więc w takich wypadkach trzeba było dokładnie zapoznać się z owymi czasami. Ale w dziedzinie wiadomości przyrodniczo-lekarskich Flawiusz myśli jak prostak zabobonny. Toteż przekład np. opisu choroby Heroda przedstawiał ogromne trudności, trzeba się było wystrzegać określeń ścisłych, wyrażać się tak trochę z chłopska, coś w rodzaju „bolało go na wnętrzu”, „miał palenie w sobie”. Inni tłumacze, scientyfikując, że się tak wyrazimy, styl Flawiusza w tych wypadkach, przypinali niejako kwiatki do kożucha. Wypadało także strzec się językowych anachronizmów; trudno żmiję „aspis” zwać „okularnikiem”, gdy o żadnych okularach w dobie Józefa nie słyszano. Spolszczone nazwy wojskowości rzymskiej zostały przeważnie zachowane, a wyrażenia takie, jak „chiliarcha”, „strateg” etc. czytelnik wybaczy, jak „muezzinów”, „minarety” etc. wybaczył naszym romantykom, którzy dzięki temu wydobywali barwę. Tłumacz starał się zachować wszystkie okresy Flawiusza, lecz nadać im tę lekkość, jaką posiadają w oryginale. Trzeba było styl w przekładzie nieco archaizować, ale nie formami gramatycznymi, to byłoby brutalnie i naiwnie, czytelnik poznawałby polski wiek XI, XII, XIII, XIV, XV, XVI, a nie grecko-żydowski wiek pierwszy. Więc trzeba było tylko archaizować składnię, a tu mamy już tradycję, mamy Wujka, mamy innych. Chodziło też o nową archaizację, boć to nie Biblia, boć to dzieło świeckie, boć to właściwie historia w formie eposu pisanego prozą.

Plan Jerozolimy i świątyni narysował na podstawie źródeł i wzorów powszechnie przyjętych artysta-malarz Jan Bukowski, co czytelnikowi bezwarunkowo pomoże do zorientowania się należytego w opisach Flawiusza.

Księga pierwsza Wojny i początek drugiej zawierają istny labirynt postaci należących do rozgałęzionej rodziny Heroda. Aby czytelnik nie zgubił się w tym labiryncie, umieściliśmy na końcu książki w Dodatkach drzewa rodu Hasmonejczyków, linii idumejskiej i domu Heroda, uzasadniając je cytatami.

*

Nie będziemy też stereotypowo powtarzali w przedmowie wszystkiego, co się zazwyczaj pisze w takich razach o życiu i dziełach Józefa Flawiusza. Czytelnik, którego ta rzecz zainteresuje, zajrzy do Historii Żydów Graetza, która, choć w skróceniu, już ukazała się po polsku, a której tytuł powinien właściwie brzmieć Historia Judejczyków (Geschichte der Judaeer), ale sam tłumacz Wojny raz tylko w całym przekładzie nazwy tej ze względów ścisłości użył, gdy chodziło rzeczywiście o mieszkańców Judei, a nie np. Galilei. Wreszcie czytelnik może zajrzeć do pracy najnowszej Majera Bałabana Josephus Flavius, charakterystyka człowieka i historyka na tle współczesnych wypadków, Lwów 1904, pracy treściwej, 32 stron mającej. Praca ta jest użyteczna, bo czytelnika zaznajamia z różnymi ważnymi, a skrzętnie zebranymi szczegółami. Nowego poglądu na „człowieka i historyka” szanowny autor dać nie zamierzał. Charakterystyka Graetza, który jest pisarzem świetnym, będąc świetnym uczonym, jest przerażająca. Graetz jak prokurator ściga na każdym kroku Flawiusza i mimo woli chciałoby się spytać pana profesora, jak się on też zapatruje na białostocko-łódzkich Achtesów? Nam osobiście zdaje się, że jeżeli nawet nauka niekiedy Judasza bierze w obronę, który przecież po sobie nic prócz smutnej pamięci ohydnej zdrady nie zostawił, to przecież i na duszę Flawiusza można by nareszcie bodaj raz z innej strony spojrzeć, zwłaszcza że klątwa nad nim ciążąca jemu osobiście już nie szkodzi, a natomiast umysły mniej liczące się z nauką od jego dzieł odstrasza, jak rzeczywiście odstraszała. I gdy polscy Żydzi posiedli Biblię w kilku przekładach, gdy nawet samego profesora Graetza już w polskim mają tłumaczeniu, dokument dziejowy, Wojna, epos o zburzeniu ojczystej Jerozolimy, pamiątka narodowa, jedyne dzieło w swoim rodzaju, leżało w niezdobytej dla tłumów warowni wiedzy, nieznane, nieczytane, powiedzmy nawet przez szerokie masy lekceważone. Skoro zaś uczeni nasi nie poczuli się do obowiązku spopularyzowania tego arcydzieła, interesującego ze wszech miar i z wszelakich względów zarówno Żydów nacjonalistów, jak i Żydów-Polaków, Polaków katolików i po prostu Polaków, wziął się do rzeczy literat i z prawdziwą radością stwierdził, iż w tej chwili wśród publiczności znaleźli się wydawcy, nie wydawcy zawodowi, wcale ich nie trzeba było szukać, nie instytucje naukowe, można je było całkiem pominąć, ale po prostu — obywatele, którzy po zapoznaniu się z treścią arcydzieła Flawiuszowego oświadczyli tłumaczowi: pracuj, a będzie wydane. Jeżeli tedy ów „literat”, mówiąc językiem ewangelicznym, tu lub tam „z niepełności wiedzy” pobłądził, niechaj „uczeni” trochę siebie winią, że „z pełności wiedzy” — milczeli.

*

Żadna może praca literacka tak nie porwała autora niniejszego przekładu, żadnej może tyle trudu i zapału nie poświęcił i żadnej chyba w tak trudnych nie dokonał warunkach. Rozpoczął pracę w kraju, gdzie każdą książkę specjalną kupić sobie potrzeba, bo jej w żadnej bibliotece nie dostanie, gdzie ludzie sztuki i nauki wciąż sobie pytanie stawiać muszą: śniadanie czy słownik? albo: obiad czy atlas? W połowie pracy wzburzyło się polityczne życie, zakipiało dokoła, autor żył życiem podwójnym, przestała istnieć noc, przestał istnieć wprost ludzki spoczynek. A w końcu trzeba było z całą podręczną biblioteczką wałęsać się z miasta do miasta, z kraju do kraju. Czy jakiś pracownik niemiecki, francuski lub angielski dokonał czegokolwiek w podobnych warunkach? Czy bodaj o takich warunkach słyszał? Czy mu los porywał wszystkie książki, a potem w nieładzie oddawał? Nie. Ale tego się nie mówi dla ujęcia sobie krytyki. Bynajmniej. Praca w takich warunkach jest dla człowieka jeszcze droższa, on ją kocha, on musi ją osłaniać przed niebezpieczeństwami. A potem zacina się i powiada sobie: a ja i tak zrobię. I zrobi.

*

Józefie, synu Mateusza, ty rzymski Flawiuszu! Gdziekolwiek jesteś, „jeśliś jest”59, powiedz, czy irredentysta ciebie, ugodowcze, dobrze, jakby powiedział Słowacki, na polskie wytłumaczył?

Czy słusznie pojął, że twoje mowy są czymś więcej niż popisami retorycznymi dla wykazania, że i Żydzi mówić pięknie umieją, ale że są skarbnicą ówczesnych mniemań, wyobrażeń, wierzeń, aczkolwiek zdarzało ci się, że jedną i tę samą mowę w dwóch dziełach całkiem inaczej napisałeś? Mowy te to coś więcej niż oracje. To jakiś głos publiczny, który z drugim głosem publicznym toczył walkę; mowy te są tak konkretne, tak dźwięczne, że gdy umilkniesz, a człowiek wsłucha się w przeszłość, słyszy mimowolnie mowy „dopełniające”, jak silna barwa po zapadnięciu powieki jest w stanie wywołać widzenie jej dopełnienia. Dlatego twoje mowy są tak prawdziwe mimo swej jednostronności; jest w nich namiętność, jest w nich to, co cały Wschód dawny za bezwzględną prawdę uważał, jest w nich indywidualność.

Dziwne, jak po latach i czasach księga jakaś, z prochu bibliotecznego wydobyta, może posiadać znaczenie aktualne!

Dziwne, jak przeszłość przyszłości przydać się może! Dziwne, jak na scenie dziejów powtarza się w maskujących odmianach owe przysłowiowe „trzydzieści sześć sytuacji dramatycznych”60.

Ukochanie przeszłości i ukochanie teraźniejszości zawiodło tłumacza do ciebie, rzymski Flawiuszu, żydowski Józefie!

Dałeś prócz historii psychologię rodaków. Czy poznają oni siebie w twoim zwierciadle? Jeżeli spojrzą tylko uważnie, może odnajdą niejeden rys wieczysty, niejedną linię trwałą, niejedną cechę godną zatarcia, niejedną zasługującą na wskrzeszenie.

Taki „upadek” Masady może rzeczywiście „podźwignąć” niejednego potomka Eleazarowego narodu.

Księga, której przekład wręczamy dziś publiczności, wywoła entuzjazmy, wywoła zgrzyty. Wiemy o tym. I dlatego ją właśnie podajemy. Książka dziś nie powinna człowieka kołysać, ale nim wstrząsnąć i bodaj do głębi.

Oby ten przekład, o ile na to zasługuje, znalazł się w każdej bibliotece, w każdej czytelni, w każdym księgozbiorze szkolnym, w każdym prywatnym domu narodu, który rozważając słowa Psalmisty w Wujku, w Kochanowskim, zdobył się w pewnym modlitewniku klasztornym na wiersz następujący:

Jeruzalem, Jeruzalem, biedna ziemio ty,

Jeśli tobie nie poświęcę każdej mojej łzy,

Jeśli cię nie okupię moim żalem,

To mnie przeklnij i zapomnij, matko Jeruzalem!

KONIEC PRZEDMOWY TŁUMACZA, A ZACZYNAJĄ SIĘ

FLAWIUSZA JÓZEFA DZIEJE WOJNY ŻYDOWSKIEJ PRZECIWKO RZYMIANOM

Księga pierwsza

[Wstęp]

Gdy wielu już kusiło się opisać wojnę Żydów z Rzymianami, i to wojnę nie tylko największą spomiędzy tych, na które współczesność patrzyła, ale zarazem najsroższą, jaką kiedykolwiek toczyły ze sobą państwa i ludy, wszelako pisarze ci albo nie byli naocznymi świadkami i zbierając tylko bałamutne, a sprzeczne o tej wojnie wieści, zadanie swoje pojmowali czysto retorycznie61, albo wreszcie świadkami byli, lecz chcąc Rzymianom schlebić, a nienawiść swą ku Żydom okazać, o prawdę się nie troszczyli, że pisma ich są raczej zbiorem oskarżeń i pochlebstw niż wiernym obrazem historycznym, przeto ja, Józef, syn Mateusza, jeruzalemczyk62, kapłan, z początku do zbrojnego wystąpienia przeciwko Rzymianom należący, a potem dalszych wypadków przymusowy świadek, postanowiłem dać dzieje tej wojny w obrobieniu greckim, jak to już pierwej byłem uczynił dla cudzoziemców63 pozostających pod panowaniem rzymskim, w ich mowie ojczystej64.

2. W chwili, kiedy się na te ważne ruchy zanosiło65, a państwem rzymskim wstrząsały różne burze wewnętrzne, ta część Żydów, która zawsze myślała o przewrocie istniejących stosunków, zaczęła wierzyć, iż nastała stosowna pora do wzniecenia powstania, zwłaszcza że nie brakło ni rąk, ni środków; wszelako w rozruchu powszechnym jednych zapalała nadzieja zawładnięcia Wschodem, drugich właśnie nękała trwoga z powodu możliwości całkowitej jego utraty; jednakowoż w końcu utwierdziło się pośród Żydów mniemanie, że jeśli chwycą za oręż, to natychmiast powstaną zamieszkałe po drugiej stronie Eufratu pokrewne im plemiona, że Rzymianie będą zajęci nie tylko sąsiednimi Galami, lecz że również pochłoną ich uwagę wiecznie niespokojni Celtowie66, zgon zaś Nerona67 do reszty wszystko zaburzył, albowiem natychmiast wysunął się cały szereg ramion, sięgających łapczywie po koronę, wojsku zaś, czującemu przedsmak podarunków, zmiana taka jako zawsze była również po myśli. Skoro tedy68 wskutek mych piśmienniczych usiłowań z prawdziwym stanem rzeczy mogli się zaznajomić Partowie69, Babilończycy, najodleglejsze plemiona Arabów70 i nasi współrodacy zza Eufratu, skoro dowiedzieli się o przyczynach powstania, zmiennych kolejach wojny i ostatecznym jej wyniku, zdało mi się niewłaściwym, aby Grecy i ci spomiędzy Rzymian, którzy udziału w wojnie nie brali, pozostawać mieli dłużej w nieświadomości, albo też zmuszeni byli sięgać do źródeł zanieczyszczonych przez kłamstwa czy pochlebstwa.

3. Ośmielają się bowiem pewni pisarze nadawać tytuł historii pracom, które nie tylko kuleją pod względem treści, ale według mego zdania całkiem chybiają celu. Starając się wywyższyć Rzymian, ukazują potęgę Żydów jako nikłą i wzgardy godną. Nie widzę, aby pogromcy tak słabego wroga pozór wielkości zyskiwali. Pisarze ci nie biorą pod uwagę tego, że wojna trwała długo, że wojska rzymskie ponosiły dotkliwe straty, obniżają wielkość ich wodzów, bo na to według mnie wyjść musi, jeżeli się nie wykaże, że niesłychanie mozolne zdobywanie Jerozolimy było po prostu świetnym czynem wojennym.

4. Ale bynajmniej nie chcę iść o lepsze z chwalcami Rzymian i z kolei wynosić czyny moich rodaków, tylko pragnę dokładnie przedstawić działania jednej i drugiej strony, trzymając na wodzy osobiste uczucie z powodu nieszczęść, które gromem w ojczyznę moją uderzyły. Bo grom ten sprowadziły na głowę naszą wewnętrzne rozterki, bo nie kto inny, tylko wichrzyciele71 ludu żydowskiego wtykali w ręce rzymskie te żagwie, które zamieniły świątynię naszą w górę popiołów, czego świadkiem sam cezar72 Tytus; on to w czasie całej wojny litował się nad tym ludem, wodzonym przez wywrotowców, on to umyślnie przedłużał oblężenie i odkładał jako ostateczność zburzenie miasta, aby dać winnym czas do namysłu. A jeżeli mnie ktoś zechce ganić, że bolejąc nad upadkiem ojczyzny, głosem oskarżyciela odzywam się o tych tyranach wichrzycielskich i o ich rozbójniczych gromadach, niechaj cierpieniom moim odda hołd, a wini prawa, którym podlega historyk; albowiem żadne z miast przez Rzymian ujarzmionych nie doszło do takiego rozkwitu i żadne też tak okropnego nie doczekało się upadku. Z wszystkich nieszczęść, jakie kiedykolwiek spadły na ludzkość, największe stało się udziałem Żydów i to mnie właśnie tak niesłychanie boli, że nie obcy ściągnęli je na nas, ale wyłącznie swoi. A kto będzie tak nieubłaganym sędzią, iż zakamienieje dla wszelkiego współczucia, niechaj historię sądzi wedle zdarzeń, a historyka wedle jego biadań.

5. Zarzuciłbym zresztą uczonym greckim jako żywym świadkom donioślejszych zdarzeń wojennych doby dzisiejszej niż minionej, że zawsze starają się obniżyć zasługi historyków, którzy opisywali wojny dawne, może mniej błyskotliwie, ale za to z większą uczciwością; uczeni ci biorą się do kreślenia dziejów Asyryjczyków lub Medów, jak gdyby tego dawni historycy daleko lepiej od nich nie zrobili. Dawni historycy stanowczo ich przewyższają pod względem należytego ujęcia i przedstawienia rzeczy; każdy z nich bowiem opisywał tylko to, na co patrzył własnymi oczami, dawał zatem obraz wierny, a kłamliwe przedstawienie byłoby natychmiast napiętnowane przez współczesnych. Ten tylko zasługuje na pochwałę, kto własne czasy wiernie opisawszy, przekazał je pamięci potomnych; i ten jest tylko godny sławy, kto obrabia rzecz oryginalnie, nie zaś ten, który pracę przez kogo innego dokonaną w nową jedynie formę obleka. To wytknąwszy sobie jako zasadę, nie szczędziłem ni kosztów, ni trudów, aby, choć obcokrajowiec, dać Grekom i Rzymianom dziejowy obraz owych wypadków. Ludzie tutejsi bowiem zawsze są wymowni, ilekroć chodzi o ich osobiste korzyści lub zyski, ale gdy trzeba wziąć się do pisania historii, wyławiać szczegóły i mozolnie składać z nich całość, nagle niemieją i pozostawiają spełnienie tego zadania osobnikom nieudolnym, niemającym nawet często wyobrażenia, w jaki sposób przedstawia się dzieła strategów73. Niechaj przeto u nas dziejopisarstwo o tyle większym cieszy się poważaniem, o ile u Greków podległo zaniedbaniu74.

6. Nie będę tu kreślił starożytnej historii Żydów ani charakteryzował ich jako narodu; nie będę opowiadał, jak wywędrowali z Egiptu, przez które ziemie ciągnęli, jakie dziedziny czasowo zajmowali, aby znowu ruszyć dalej, gdyż wielu pisarzy żydowskich opracowało już dawniej i dość wiernie dzieje swych przodków, Grecy zaś, przekładając ich prace na swój język, nie oddalili się nazbyt od prawdy. Zacznę raczej tam, gdzie się urywa piśmiennictwo historyków i proroków. Opiszę dokładnie wojnę, na którą sam patrzyłem, a wypadki poprzedzające tę wojnę postaram się przedstawić treściwie.

7. A więc zacznę od tego, jak Antioch75 z przydomkiem Epifanes76, zawładnąwszy Jerozolimą i dzierżąc nad nią władzę w ciągu trzech i pół roku, przez Hasmonejczyków77 został z kraju wypędzony, jak potomkowie tych Hasmonejczyków z powodu walki o tron wezwali pomocy Rzymian i Pompejusza78, jak Herod79, syn Antypatra, przy pomocy Sosjusza położył koniec ich rządom; jak po śmierci Heroda, a za panowania rzymskiego cesarza Augusta80, gdy wielkorządcą był Kwintylius Warus, lud się zbuntował; jak w dwunastym roku panowania Nerona wybuchła wojna, co się działo za Cestiusa oraz w jakich miejscowościach Żydzi najpierw chwycili za broń.

8. Następnie opowiem, jak się Żydzi w szeregu miast obwarowali, jak po klęsce Cestiusa Neron już mniemał, że zwierzchnictwo jego nad krajem jest zachwiane, przeto dalsze prowadzenie wojny powierzył Wespazjanowi81, i jak ten z najstarszym synem wkroczył do ziemi żydowskiej, jak liczne było jego wojsko i przy pomocy jakich sojuszników spustoszył całą Galileę, czy to biorąc miasta po kolei szturmem, czy też zmuszając je do kapitulacji. Następnie opiszę taktykę wojenną Rzymian, zastanowię się nad ich legiami znakomicie wyćwiczonymi, nakreślę obraz Górnej i Dolnej Galilei pod względem obszaru i charakteru jej przyrody, także Judei i wszelkich szczególnych jej właściwości, jej rzek i jezior, wreszcie przedstawię z największą sumiennością losy każdego zdobytego miasta wedle tego, co sam widziałem i co sam przeżyłem.

9. Potem przejdę do owych czasów, kiedy sprawy Żydów już źle stały, kiedy Neron umarł, a Wespazjan, który właśnie był na Jerozolimę wyruszył, z powodu następstwa tronu z drogi został odwołany; wspomnę, jakie znaki zapowiadały mu jego wyniesienie, jaki przewrót dokonał się w Rzymie, jak legie wbrew jego woli obwołały go imperatorem; jak następnie, gdy dla uporządkowania spraw państwowych do Egiptu pociągnął, wybuchły pomiędzy Żydami niesnaski, jak potem Żydzi dostali się pod władzę tyranów, którzy wszelako koniec końców we wzajemne między sobą popadli rozterki.

10. Z kolei opowiem, jak Tytus, opuściwszy Egipt, znowu do ziemi naszej wkroczył, jakie siły skupił, jak w chwili jego zbliżania się Jerozolima wrzała od wewnętrznych zatargów, ile szturmów przypuścił, jakie okopy sypał; przedstawię wielkość i oporność potrójnego muru miasta oraz całą warowność Jerozolimy; opiszę świątynię z zewnątrz i z wewnątrz, podam najdokładniejsze wymiary wszystkich jej zabudowań oraz ołtarza; nakreślę obraz niektórych uroczystości, będę mówiło siedmiu rodzajach oczyszczenia, o obrzędach kapłańskich; opiszę szaty, jakie wdziewali kapłani i arcykapłan, opiszę także miejsce w Przybytku zwane Święte Świętych, przy czym zastrzegam się, że nic nie ukryję i w niczym nie popełnię przesady.

11. Dalej przedstawię, jak srogo znęcali się nad własnym ludem tyrani, a jak pełne względu było postępowanie Rzymian; jak Tytus wielokrotnie celem oszczędzenia miasta i świątyni wzywał wichrzycieli do układów; przedstawię bezmierną niedolę ludu aż do upadku miasta, co przecierpiał z powodu wojny i głodu, a co z powodu niezgody. Nie pominę też smutnego losu zbiegów, karanych śmiercią; opowiem, jak wbrew woli cezara świątynia stała się pastwą płomieni, jakie przedmioty dało się z niej uratować, jak potem całe miasto zostało doszczętnie zburzone i jakie cudowne oznaki i widziadła zburzenie to zapowiadały; jak pojmano tyranów, jak Rzymianie złamali ostatnie wysiłki zbrojnego oporu, jak wszystkie warownie zburzyli do fundamentów, jak Tytus objechał cały kraj, zaprowadził ład, jak wrócił do Italii i odbył tryumf.

12. Wszystko to ująłem w siedem ksiąg i tak opracowałem, aby nie dać żadnego powodu do skarg lub zarzutów ze strony świadków naocznych i ludzi zaznajomionych z przebiegiem wypadków, co uczyniłem wszelako jedynie dla tych, którzy w słowie pisanym szukają prawdy, a nie rozrywki. Zaczynam tedy snuć rzecz od początku, rozwijając tok zdarzeń wedle powyższego streszczenia.

I

1. Kiedy Antioch Epifanes walczył z Ptolemeuszem VI82 o panowanie nad całym obszarem Syrii83, powstały między możnowładztwem żydowskim spory o wpływy, równy nie chciał iść pod władzę równego, którą to chwilę wyzyskał jeden z arcykapłanów imieniem Oniasz i wypędził z Jerozolimy synów Tobiasza84. Ci, schroniwszy się do Antiocha, prosili go, aby wkroczył do Judei, a im powierzył dowództwo nad wojskiem. Król, który już od dawna nosił się z podobnymi zamiarami, przystał na to chętnie, uderzył ze znacznymi siłami na Jerozolimę, wziął ją szturmem, wymordował znaczną ilość stronników Ptolemeusza, oddał miasto na pastwę żołnierstwa, a nawet zrabował świątynię, zawiesiwszy na trzy lata i sześć miesięcy składanie codziennych ofiar. Wtedy arcykapłan Oniasz zbiegł do Ptolemeusza, a ten pozwolił mu w obwodzie heliopolitańskim85 zbudować mieścinę niby drugą Jerozolimę oraz świątynię na jerozolimskiej wzorowaną, o czym rozpiszę się szerzej na miejscu właściwym86.

2. Antiochowi wszelako nie wystarczyło ani tak nadspodziewane zajęcie miasta, ani splądrowanie, ani nawet okrutna rzeź, lecz mszcząc się jeszcze za trudy oblężenia i puszczając wodze przyrodzonej swawoli, nie pozwalał Żydom obrzezywać noworodków, czym naruszył zakon87 żydowski, oraz zmuszał ich do składania na ołtarzu ofiar z wieprzowiny. Przeciw temu zawrzał ogół, ale najznakomitsi obywatele zostali straceni. W dodatku naznaczony przez Antiocha dowódca załogi jerozolimskiej imieniem Bakchides88, bardziej krwiożerczy niż jego pan i dzięki naturze swojej dalej jeszcze od niego we wszystkim idący, brał na tortury po kolei wszystkich znakomitszych obywateli, grożąc im codziennie zburzeniem miasta, aż wreszcie nadmiar tych krzywd tchnął w prześladowanych żądzę zemsty.

3. I wtedy to Mateusz89, syn Hasmoneusza90, jeden z kapłanów wsi Modeein91, uzbroiwszy siebie i synów, a miał ich pięciu, zażgał Bakchidesa92. Natychmiast potem, obawiając się licznej załogi, uszedł w góry. Ale gdy skupiła się dokoła niego liczna rzesza, nabrał odwagi, wyszedł z ukrycia, pobił wodzów Antiocha w walnej bitwie i wygnał ciemiężców z kraju. Wdzięczni obywatele za to zrzucenie obcego jarzma obrali go władcą swoim; on zaś, umierając, zdał rządy najstarszemu synowi imieniem Juda93.

4. Ten tedy, przypuszczając z góry, że po takim obrocie rzeczy Antioch bynajmniej nie będzie spoczywał, zebrał wojsko z obywateli i zawarł z Rzymianami pierwsze przymierze94, a gdy Epifanes wtargnął do kraju, odparł go, zadawszy mu poważną klęskę. Ośmielony tym powodzeniem, rzucił się na przebywającą dotąd w Jerozolimie załogę i wyparł ją z Górnego Miasta do Dolnego, które zwano Akra95; następnie zajął świątynię, oczyścił cały jej obszar, opasał murem, na miejsce zbezczeszczonych sprzętów liturgicznych postarał się o inne, zbudował nowy ołtarz i przywrócił składanie ofiar96. Zaledwie jednak Żydzi odetchnęli i zaledwie trochę się nacieszyli przywróceniem świętego obrządku, umiera Antioch, a dziedzicem jego tronu i jego nienawiści względem Żydów zostaje jego syn, również zwany Antioch97.

5. Ten na czele pięćdziesięciu tysięcy piechoty, pięciu tysięcy konnicy i osiemdziesięciu słoni wkracza do Judei98, posuwając się w stronę gór. Zdobywszy miasteczko Betsuron99 w pobliżu Betsacharii100, natyka się na Judę i jego wojsko. Nim jednak przyszło do bitwy, brat Judy Eleazar, dojrzawszy olbrzymiego słonia, dźwigającego wielką wieżę i ozdobionego złocistym rzędem, mniemając, że na nim jedzie sam Antioch, przedziera się przez szeregi nieprzyjacielskie i dobiega do owego słonia. Nie mogąc sięgnąć orężem domniemanego króla, płata słoniowi brzuch, ten zaś, padając, przygniata go na śmierć swoim cielskiem, czym właściwie ów Eleazar niczego nie dokonał, tylko, poświęcając życie dla sławy, padł ofiarą zuchwałego przedsięwzięcia. Na słoniu zresztą siedział prosty żołnierz; a gdyby nawet znajdował się na nim przypadkowo sam Antioch, napad ów nie dawał śmiałkowi żadnych innych widoków prócz głośnej śmierci. Dla brata jego było to niejako wskazówką, jaki obrót weźmie bitwa; Żydzi bowiem dość długo i dość mężnie czoło stawiali, ale niebawem przechyliła się szala szczęścia wojennego na stronę zastępów królewskich, które będąc w przeważającej sile, zadały Judzie straty ciężkie i zmusiły go, że z niedobitkami cofnął się do toparchii101 Gofna. Antioch zaś ruszył na Jerozolimę, którą jednak z powodu braku żywności po kilku dniach opuścił, zostawiając w niej wedle swego mniemania dostateczną załogę, sam zaś z resztą wojska podążył na leże zimowe do Syrii.

6. Po oddaleniu się króla Juda nie spoczął, lecz zebrawszy garnących się do niego licznie obywateli oraz niedobitków walki ostatniej, natarł powtórnie pod wsią Akedasa102 na wodzów Antiocha, wszelako, choć walczył świetnie i zadał nieprzyjacielowi poważne straty, legł na polu bitwy103, po kilku zaś dniach brat jego Jan został przez stronników Antiocha podstępnie napadnięty i zamordowany.

II

1. Po Judzie104 nastąpił jego brat Jonates105, który wszystkie sprawy swoich rodaków załatwiał z wielką ostrożnością, zawarł przymierze z Rzymianami, czym stanowisko swoje wzmocnił, wreszcie pogodził się z młodym Antiochem. Ale i to nie zabezpieczyło go dostatecznie. Tyran Tryfon, opiekun młodego Antiocha, nastając na życie tegoż i chcąc przede wszystkim zgładzić jego przyjaciół, napadł podstępnie na Jonatesa, gdy ten z nielicznym orszakiem udał się do przebywającego w Ptolemaidzie Antiocha, wziął go w niewolę, a następnie ruszył z wojskiem przeciwko Żydom. Ale Szymon, brat uwięzionego, pobił go. Rozjątrzony Tryfon kazał Jonatesa zgładzić106.

2. Wtedy107 Szymon chwycił rządy w dzielne ręce, zdobył pobliską Gazarę, Joppę i Jamneę108, zburzył Akrę, a załogę jej wziął do niewoli. Potem sprzymierzył się z Antiochem przeciwko Trytonowi, którego ten przed wyruszeniem na Medów obległ w Dor109. Ale choć Szymon pomógł Antiochowi obalić Tryfona, nie zdołał ujść jego chciwości; Antioch wysłał niebawem wojsko pod wodzą Kendebajosa110 celem spustoszenia Judei i pojmania Szymona. Ale ten pomimo sędziwego wieku chwycił za oręż jak młodzieniec; wysławszy na Kendebajosa synów z siłami głównymi, sam na czełe reszty zaszedł wroga z tyłu; poczyniwszy w górach różne zasadzki i przeciąwszy wszystkie drogi, odniósł świetne zwycięstwo, a lud natychmiast wybrał go na arcykapłana. Tym sposobem wybawił Żydów spod panowania Macedończyków, które trwało sto siedemdziesiąt lat.

3. Ale i Szymon został podstępnie zabity na uczcie przez własnego zięcia Ptolemeusza, który prócz tego wtrącił do więzienia jego żonę z dwoma synami111, na trzeciego zaś Jana, zwanego także Hyrkanem, nasłał skrytobójców. Młodzieniec jednak w porę uprzedzony podążył do Jerozolimy, licząc na to, że lud przez pamięć dla niespożytych zasług ojca weźmie go w obronę przed Ptolemeuszem. Ten pospieszył także do Jerozolimy i chciał wkroczyć do miasta przez drugą bramę; wszelako lud, który się już o wszystkim dowiedział i stanął po stronie Hyrkana, nie wpuścił go do miasta. Wtedy Ptolemeusz udał się do twierdzy Dagon112, która razem z szeregiem innych twierdz góruje nad Jerychem113; Hyrkan zaś, objąwszy po ojcu godność arcykapłana i złożywszy Bogu ofiarę, wyruszył pospiesznie na Ptolemeusza, aby wyrwać z jego rąk matkę i braci.

4. Ale chociaż przystąpił do oblężenia twierdzy na czele przeważających sił, Ptolemeusz umiał go w okrutny sposób obezwładnić. Ilekroć bowiem czuł, że wskutek naporu wojsk zastępy jego się chwieją, sprowadzał na mury matkę i braci Hyrkana, kazał ich chłostać do krwi w obliczu wojsk i samego Hyrkana, krzycząc w dodatku, że strąci ich z muru, jeżeli Hyrkan natychmiast nie zaniecha oblężenia. W tak srogich chwilach wszelki gniew ustępował z duszy Hyrkana; serce jego targał ból i okropny lęk. Ale matka, której nie zdołały przełamać ani chłosty, ani pogróżki niechybnej śmierci, wyciągała z murów ręce do syna, zaklinając go, aby nie dawał się zmiękczyć widokiem jej boleści, aby nie ustępował potworowi i wywarł na nim pomstę za pohańbienie całej rodziny, bo wtedy śmierć z ręki Ptolemeusza będzie dla niej słodsza niż nawet nieśmiertelność. Ilekroć tedy Jana zagrzało bohaterstwo matki i jej zaklęcia, rzucał się na miasto niby miotany szałem; skoro jednak rozpoczynało się ponownie chłostanie jej na murach, tracił ducha, zawieszał bój i tarzał się z boleści. W ten sposób oblężenie przeciągało się, a tymczasem nastał rok ugorny, to jest ów siódmy rok, który Żydzi tak święcą jak siódmy dzień w tygodniu. Wojsko oblegające musiało ustąpić, a Ptolemeusz, zabiwszy matkę i braci Jana, schronił się do Zenona Kotylasa, tyrana Filadelfii114 .

5. Tymczasem Antioch, wciąż jeszcze wściekły z powodu klęski, zadanej mu przez Szymona, wkroczył do Judei i obległ Hyrkana w Jerozolimie115. Ten jednak, sięgnąwszy do grobu Dawida116, najbogatszego spomiędzy królów, jacy kiedykolwiek byli, dobył stamtąd przeszło trzy tysiące talentów117, za trzysta skłonił Antiocha do ustąpienia, a za resztę zgromadził wojska najemne — a był pierwszym Żydem, który to uczynił.

6. Gdy następnie Antioch wyruszył przeciwko Medom, nadarzyła się Hyrkanowi stosowna chwila do zemsty; napadł bezzwłocznie na miasta syryjskie, które, jak słusznie przypuszczał, nie były strzeżone przez załogi. Zajął Medabę, Samagę118, wraz z sąsiednimi miastami, potem Sykimę i Argarizein119, opanował także Chutajczyków120, mieszkających dokoła świątyni, zbudowanej na wzór jerozolimskiej. Zdobył także wiele miast idumejskich, między innymi Adoreos i Marysę121.

7. Następnie pociągnął do Samarii122, gdzie obecnie stoi zbudowane przez króla Heroda miasto Sebaste123; otoczywszy je ze wszystkich stron, zdał dowództwo nad oblężeniem dwom synom swoim, Arystobulowi i Antygonowi. Ci przycisnęli miasto tak silnie, że niebawem brakło tam żywności, a ludzie jedli z głodu, co popadło pod rękę. Oblężeni wezwali na pomoc Antiocha Aspendiosa124, który wprawdzie chętnie pospieszył na odsiecz, ale został przez Arystobula pobity. Bracia ścigali go aż do Scytopolis125; on im jednak uszedł; więc wrócili do Samarii, oblegli miasto powtórnie, zdobyli, zburzyli, a mieszkańców sprzedali w niewolę. Nie spoczywając po tych powodzeniach, ruszyli z wojskiem pod Scytopolis, zburzyli to miasto i spustoszyli cały kraj aż po górę Karmel126.

8. Lud jednak począł zawistnym okiem patrzyć na zwycięstwa Jana i jego synów. Jęły127 się zbierać gromady i wystąpiły nawet do otwartej walki, ale zostały pobite. Resztę dni swoich Jan przeżył w niezamąconym szczęściu: umarł po trzydziestu trzech latach świetnego panowania128, pozostawiając pięciu synów, prawdziwy wybraniec losu, który nie zaznał nigdy srogich jego przeciwności. Jan złączył w sobie trzy najwyższe zaszczyty: godność władcy, arcykapłana i proroka. A tak go sobie Bóg upodobał, że tajnie129 przyszłych zdarzeń nigdy nie były jego oczom zakryte, gdyż nawet dwom najstarszym synom przepowiedział, iż nie będą się długo cieszyli panowaniem. Tragiczny ich koniec warto opisać choćby dla wykazania, jak różne szczęście może przyświecać ojcu i jego potomstwu.

III

1. Po śmierci Hyrkana starszy z braci, Arystobul, objąwszy rządy130 ogłosił się królem, a był pierwszym Hasmonejczykiem, który skroń swą przyozdobił diademem. Stało się to w czterysta siedemdziesiąt jeden lat i trzy miesiące po powrocie ludu z niewoli babilońskiej i osiedleniu się w tych stronach. Arystobul, kochając Antygona, obchodził się z nim jak z równym; innych braci natomiast kazał wtrącić do więzienia. Ponieważ ojciec zdał rządy właściwie nie jemu, lecz matce, i ponieważ z tego powodu miał z nią różne zatargi, przeto obszedł się z nią jeszcze gorzej, bo nie tylko ją uwięził, ale kazał zamorzyć głodem.

2. Takie postępowanie nie wyszło mu jednak na dobre i los srodze się na nim zemścił. Antygon, którego bardzo kochał i który razem z nim sprawował rządy, stał się pastwą oszczerstw, miotanych przez niecnych dworaków. Arystobul z początku nie wierzył obmowcom, bo kochał brata i mniemał, że dworakami kieruje zawiść. Ale razu pewnego zdarzyło się, że gdy Antygon wrócił ze świetnej wyprawy w samo święto, kiedy lud starym obyczajem ku czci Boga stawia namioty, Arystobul był właśnie obłożnie chory. Antygon tedy udał się z przepysznym orszakiem przybocznych swoich hoplitów131 do świątyni, aby z głębi serca pomodlić się za brata. Z chwili tej skorzystali oszczercy, weszli do króla, donieśli mu o zbrojnym pochodzie Antygona do świątyni, zwracali mu uwagę na zbyt pyszne zachowanie się brata, nielicujące ze stanowiskiem zwykłego właściwie obywatela, w końcu zaś wręcz oświadczyli, że Antygon przy pomocy tego orszaku chce go zamordować, albowiem przykrzyły mu się wspólne rządy i pragnie władzę zagarnąć wyłącznie dla siebie.

3. Tym podszeptom z wolna, acz niechętnie uległ Arystobul; nie chcąc się zdradzić ze swoich podejrzeń, a pragnąc się swoją drogą na wszelki wypadek zabezpieczyć, rozkazał straży przybocznej stanąć w podziemnym krużganku twierdzy, zwanej pierwotnie Baris132, a w czasach późniejszych Antonia, w którym mieszkał, do brata zaś posłał wezwanie, aby natychmiast stawił się przed nim bez broni; straży polecił przepuścić go, o ile rzeczywiście zjawi się bez uzbrojenia, w przeciwnym razie usiec go. Teraz królowa z wrogami Antygona z niesłychaną przebiegłością ułożyła taki podstęp: podmówiono posłańców królewskich, aby przekręcili rozkaz króla i oświadczyli Antygonowi, iż król słyszał, jakoby on przywiózł z Galilei wspaniałą zbroję, której król z powodu choroby nie mógł dotąd obejrzeć, że skoro Antygon niebawem na nową podąża wyprawę, niechaj spełni gorące życzenie brata i natychmiast przedstawi mu się w tej zbroi.

4. Antygon, który dotąd nie miał nigdy najmniejszego powodu do podejrzewania brata o nieżyczliwość, ruszył bezzwłocznie do króla w ową zbroję odziany niby na popis wojskowy. Zaledwie jednak wszedł w ciemny chodnik baszty, zwanej Wieżą Stratona, straż przyboczna króla obskoczyła go i usiekła, co dowodzi starej prawdy, że potwarz umie potargać najsilniejsze więzy natury i przyjaźni, a zawiść podeptać najszlachetniejsze uczucia.

5. Tu zaiste zdumienie ogarnia z powodu niejakiego Judy, esseńczyka, którego przepowiednie nigdy nie chybiały, a który ujrzawszy Antygona kroczącego z orszakiem przez świątynię, odezwał się w te słowa do licznych, a zaufanych uczniów swoich: „Biada mi, że żyję, gdy prawda przede mną umarła, a jedna z przepowiedni moich kłamliwą się okazała! Wszakże to oczy moje widzą Antygona, który dziś przecież miał umrzeć! Wedle losu, jaki mu przypadł, winien był dziś polec z ręki skrytobójczej około Wieży Stratona, a ta leży stąd o sześćset stajań133, tymczasem jest już godzina czwarta. Zaiste, rzeczywistość urąga proroctwu!”. Po tych słowach starzec zapadł w długą, a gorzką zadumę, gdy niebawem rozeszła się wieść o zamordowaniu Antygona w podziemiu baszty, zwanej jak nadmorska Cezarea134 Wieżą Stratona. To właśnie zmyliło owego wróżbitę.

6. Skrucha, jaka po spełnieniu tej haniebnej zbrodni ogarnęła chorego Arystobula, pogorszyła stan jego zdrowia, a zgryzoty sumienia tak go żarły, że w końcu pękła mu jakaś żyła135 i dostał silnego krwotoku. Gdy jeden z nadwornych pacholików, który go doglądał, krew tę wynosił, potknął się jak gdyby z boskiego zrządzenia właśnie w miejscu, gdzie zginął Antygon, a krew mordercy przelała się na ślady krwi zamordowanego. Świadkowie tego zdarzenia, mniemając, iż pacholik uczynił to umyślnie, krzyknęli ze zgrozy. Król, posłyszawszy wrzawę, zażądał wyjaśnienia; lecz nikt mu go nie chciał udzielić. Wszelako im bardziej się wymawiano, tym król usilniej nalegał, aż wreszcie zagroził, że użyje przymusu. Gdy mu nareszcie prawdę wyznano, jął wzdychać i lejąc łzy rzęsiste, szeptał głosem słabym: „Nie ukryły się zbrodnie moje przed przenikliwym okiem Boga i rychło spotyka mnie kara za pomordowanie krewnych. Dopókiż będzie to skalane ciało więziło duszę, potępioną za to, co uczyniłem z matką i bratem? Mamże im oddawać jako zadośćuczynienie kroplę po kropli krwi mojej? Niechaj ją biorą od razu i niechaj bóstwo dłużej nade mną się nie pastwi, otwierając częściowo żyły moje na przelew ofiarny za umarłych!”. To powiedziawszy, wydał ostatnie tchnienie. Panował zaledwie rok jeden136.

IV

1. Wdowa wypuściła braci z więzienia137 i ogłosiła królem Aleksandra138, bo był najstarszy i odznaczał się umiarkowaniem. Ten jednak, objąwszy władzę, kazał natychmiast zamordować jednego z braci, zdradzającego ochotę do panowania, pozostawiając natomiast w spokoju drugiego, który się do spraw publicznych nie mieszał.

2. Wnet potem wyruszył zbrojnie na Ptolemeusza Laturosa139, który zajął miasto Azochis140; lecz choć mu wielu wojowników ubił, przecież w końcu poniósł porażkę. Gdy jednak Ptolemeusz musiał przed pościgiem matki swej Kleopatry uchodzić do Egiptu, Aleksander wziął szturmem Gadarę, a także Amatus141, najważniejszą twierdzę za Jordanem142, w której były złożone niezmierne skarby Teodora, syna Zenonowego. Niespodzianie jednak spada z wojskiem Teodor, odbija swoje skarby, zagarnia nawet tabory królewskie i kładzie trupem około dziesięciu tysięcy Żydów. Aleksander dźwignął się niebawem po tej porażce i ruszywszy nad morze zajął Gazę, Rafię i Antedon143, które to miasto później przez króla Heroda zostało nazwane Agrypiadą.

3. Nagle podczas pewnego święta powstał przeciwko niemu bunt wśród Żydów; tam w ogóle wszelkie rozruchy powstają zazwyczaj w czasie świąt. Aleksander nie byłby stłumił tego powstania bez najemnego żołnierza. Rozporządzał Pizydami i Cylicyjczykami144; Syryjczyków do zaciągu nie brał z powodu ich dziedzicznej nienawiści do narodu żydowskiego. Zasławszy pole trupem przeszło sześciu tysięcy buntowników, wpadł do Arabii145, zajął jej obszary, a prócz tego ziemie Galaad i Moabit146, na które nałożywszy haracz, podążył znowu na Amatus. Te powodzenia wystraszyły Teodora z twierdzy, którą też Aleksander bez przeszkód zajął i z ziemią zrównał.

4. Zaraz potem musiał stoczyć bitwę z arabskim królem Obaidą147, który pod Gaulaną148 wpędził go w zasadzkę i przyprawił o stratę całego wojska, bo wepchnięte w wąwóz zostało stratowane przez gnane w wielkiej liczbie wielbłądy. Uciekł tedy do Jerozolimy, gdzie wszelako z dawna nienawidzący go naród, a teraz ogromem jego klęski ośmielony, powstał przeciwko niemu. Ale i tym razem Aleksander wziął górę, walczył z powstańcami lat sześć i ubił w ciągu tego czasu pięćdziesiąt tysięcy Żydów149. Zwycięstwo, osłabiające tak dotkliwie jego królestwo, nie mogło go cieszyć, chciał tedy pogodzić się z narodem, a dalszego boju zaniechać. Ale niewiele wskórał na tej drodze; naród nienawidził go jeszcze bardziej, a gdy nareszcie spytał o powód tej nienawiści i chciał, aby mu powiedziano, co powinien uczynić dla przejednania Żydów, odpowiedziano mu bez ogródek: „Powinieneś umrzeć”. Ale potem wszystkim, co zaszło, nawet śmierć nie byłaby go z ludem pogodziła. Żydzi wezwali na pomoc Demetriusza Akajrosa150. Ten, licząc na poważne korzyści, przybył z wojskiem chętnie, a pod Sykimą Żydzi przyłączyli się do swojego sojusznika.

5. Ale i ze zdwojonym w ten sposób przeciwnikiem Aleksander podjął walkę, mając obok tysiąca jeźdźców osiem tysięcy pieszego najemnika, prócz tego stało po jego stronie jeszcze do dziesięciu tysięcy przychylnych mu Żydów. Siły przeciwników składały się z trzech tysięcy konnicy i z czternastu tysięcy piechoty. Zanim jednak przyszło do bitwy, każdy z królów starał się przez pośredników przeciągnąć wojska przeciwne na swoją stronę, Demetriusz najemników Aleksandra, a Aleksander Żydów Demetriusza. Ale zarówno Żydzi stali twardo przy swoim, jako też i Grecy wiernymi się okazali; przeto nie pozostało nic innego, tylko zdać się na miecz. Bitwę wygrał Demetriusz, aczkolwiek najemne wojska Aleksandra biły się mężnie i dzielnie. Po bitwie zaszła dla obu stron rzecz całkiem oczekiwana. Bo aczkolwiek sami Żydzi przyzywali Demetriusza przeciwko Aleksandrowi i ten go rzeczywiście pobił, nie wytrwali w wierności dla swego sojusznika; a chociaż Aleksander musiał po przegranej chronić się w góry, mimo to z litości nad jego nieszczęściem sześć tysięcy Żydów przeszło na jego stronę. Taki obrót rzeczy odjął odwagę Demetriuszowi. Mniemając, że Aleksander ma znowu cały lud za sobą i będzie dalej walczył, cofnął się ze swoim wojskiem.

6. Pomimo odejścia sił sprzymierzonych jadziła się w dalszym ciągu wielka rana niezgody. Aleksander musiał staczać ciągłe walki, póki nie wytępił większości swych przeciwników, a reszty nie zapędził do miasta Bemeselis151, a po zburzeniu tego miasta nie osadził ich w lochach jerozolimskich. Teraz gniew jego nie znał miary i kusił go do czynów wprost nieludzkich. W samym środku miasta nakazuje rozpiąć na krzyżach ośmiuset więźniów, a ich żony i dzieci wyrżnąć na ich oczach. Sam zaś w czasie tego widowiska hula i pije ze swymi nałożnicami. Lud ogarnia takie przerażenie, że z nastaniem nocy osiem tysięcy jego przeciwników ucieka z najdalszych nawet krańców Judei i odważa się zaledwie wrócić po jego śmierci. W ten sposób późno wprawdzie, zaprowadziwszy w państwie swoim spokój, składa oręż.

7. Ale raz jeszcze wyrywa go ze spoczynku brat Demetriusza Antioch Dionizos, ostatni z rodu Seleucydów. Gdy ten bowiem wyruszył z wojskiem na Arabów, Aleksander kazał od gór pod miastem Antypatris152 aż do wybrzeża pod Joppą wykopać głęboką fosę i dźwignąć przed nią mur z drewnianemu wieżycami, aby z tej strony utrudnić wszelką napaść. Nie zdało się to jednak na wiele, gdyż Antioch pali wieżyce, zawala fosę i przedziera się z wojskiem naprzód, przebiega całą Judeę, wszelako zemstę nad Aleksandrem odkłada na później, a natomiast dąży przeciwko Arabom. Król arabski, zająwszy dogodniejsze stanowisko, nagłym zwrotem w dziesięć tysięcy konnicy naciera na niego, nim ten zdołał ustawić wojsko swoje w szyk bojowy. Wywiązuje się zacięta walka. Arabowie nacierają zaciekle; wojsko Antiocha stawia mężnie opór, wszelako dopóty, dopóki wódz żyje, a wódz ten nie cofał się nigdy przed największym niebezpieczeństwem i rzucał się śmiało w wir bitwy tam, gdzie trzeba było zachwiane szeregi podeprzeć; gdy tedy poległ, wojsko jego rzuca się do ucieczki, większość w popłochu ginie, reszta zaś, dotarłszy do Kany153, pada z wycieńczenia i głodu.

8. Tymczasem mieszkańcy Damaszku, znienawidziwszy Ptolemeusza, syna Mennajosa154, wezwali przeciw niemu Areta155 i oddali mu panowanie nad Celesyrią156. Aret ruszył na Judeę157, pobił Aleksandra, ale po zawarciu rozejmu wraca. Aleksander zajmuje Pellę158, osacza potrójnym murem oblężniczym Gerazę159 i łakomiąc się na ukryte tam skarby Teodora, bierze miasto szturmem. Zburzywszy Gaulanę, Seleucję160 i tak zwany Antiochowy Jar161, zdobywa silną warownię Gamalę162, a ponieważ na Demetriusza, dowódcę wprowadzonej przez niego załogi, lud zanosi skargi liczne, przeto składa go z urzędu, wreszcie po trzech latach nieustannych bojów wraca do Judei. Lud, olśniony tymi zwycięstwami, wita go z uniesieniem. Zaledwie Aleksander odetchnął nieco po trudach obozowych, zapada na zdrowiu. Co cztery dni trzęsie go zimnica; mniema, że się jej pozbędzie, jeżeli się porwie do nowego czynu. Ale podjął wyprawę w porze niestosownej, stargał rychło resztę sił w niezwykłych trudach bojowych i umarł. Śmierć zaskoczyła go w chwili, kiedy wrzał dokoła zamęt bojowy. Panował dwadzieścia siedem lat163.

V

1. Rządy zdał164 w ręce swej małżonki Aleksandry w przypuszczeniu, że Żydzi będą jej słuchali chętniej niż kogokolwiek bądź, bo występując zawsze przeciwko jego okrucieństwom i bezprawiom, zyskała sobie rzeczywiście przychylność ludu. Nadzieje te nie były złudne; kobiecina dzięki rozgłośnej pobożności zdołała silnie usadowić się na tronie. Pilnie strzegła starego obyczaju i zaraz w początkach swego panowania złożyła z urzędu wszystkich, którzy w tym kierunku popełnili różne wykroczenia. Mając po Aleksandrze dwóch synów, starszego Hyrkana uczyniła arcykapłanem, zarówno ze względu na jego wiek, jak i gnuśne jego usposobienie; przypuszczała bowiem, że nie zechce się mieszać do spraw publicznych. Drugiego zaś syna, Arystobula, bardziej krewkiego, odsunęła całkiem od publicznego życia.

2. Za jej rządów doszli do wielkiego znaczenia faryzeusze165, jedna z sekt żydowskich, ludzie bardzo nabożni i bardzo biegli w Zakonie. Bogobojna Aleksandra darzyła ich niepomiernie swymi względami. Ludzie ci, obałamuciwszy umysł kobiecy, po niejakim czasie sami właściwie rządzili i kogo chcieli, skazywali na wygnanie lub z wygnania odwoływali, więzili lub wypuszczali na wolność. Cała rozkosz władzy im się w rzeczywistości dostała, gdy tym czasem władzy tej ciężary i przykrości spadały na Aleksandrę. Była to zresztą kobieta, która istotnie dorosła do stanowiska, jakie los jej wyznaczył; zwracała baczną uwagę na pomnożenie siły zbrojnej, zdwoiła ją, skupiła znaczne zastępy najemnika, czym nie tylko wzmocniła bojową odporność ludu, ale zarazem trzymała na wodzy władców ziem sąsiednich. Ona rządziła wszystkimi, a faryzeusze nią.

3. Dlatego też ich należy obarczyć odpowiedzialnością za śmierć niejakiego Diogenesa, męża znakomitego, a przyjaciela zmarłego Aleksandra. Wedle oskarżeń faryzeuszów miał on namówić króla do ukrzyżowania owych ośmiuset. Skłonili też królową do ukarania śmiercią jego i wszystkich innych, którzy w sprawie tej ręce umaczali. Nabożna królowa we wszystkim im ulegała; oni zaś skazywali na śmierć każdego, kto im zawadzał. Ci, którym ze strony faryzeuszów groziło niebezpieczeństwo, udali się ze sprawą do Arystobula, a ten nakłonił przecież matkę, aby nie szafowała w podobny sposób życiem obywateli i winnych co najwyżej skazała na wygnanie. Następuje ułaskawienie, a wygnańcy rozpraszają się po kraju. Teraz Aleksandra pod pozorem, że Ptolemeusz wciąż jeszcze uciska Damaszek166, posyła wojsko na to miasto i zajmuje je bez szczególnych trudności. Gdy Tigranes167, król Armeńczyków, obległ w Ptolemaidzie168 Kleopatrę, mocą układów i podarków stara się go nakłonić do ustąpienia; ten jednak niebawem sam to czyni wskutek zamieszek, jakie powstały w Armenii przez wtargnięcie Lukullusa169.

4. Tymczasem Aleksandra rozchorowała się, a młodszy jej syn Arystobul, uważając, iż nadeszła pora właściwa, przy pomocy licznej drużyny, którą pociągała jego ognista natura, zajmuje wszystkie warownie, rabuje ich skarbce, za te pieniądze werbuje najemników i ogłasza się królem. Gdy Hyrkan z tego powodu zaczyna szerzyć skargi, litująca się nad nim matka każe żonę i dzieci Arystobula uwięzić w Antonii; była to twierdza warowna, przytykająca od strony północnej do świątyni, zwana dawniej, jak to już zaznaczyłem, Baris, a później zapanowania Antoniusza przezwana jego imieniem; podobnie miasta Sebaste i Agrypiada zawdzięczały nowe swe nazwy Sebastosowi170 i Agrypie. Zanim jednak Aleksandra zdołała wziąć się do ścigania Arystobula za wydarcie berła bratu, śmierć zamyka jej oczy. Umarła po dziewięciu latach panowania171.

VI

1. Właściwym następcą był Hyrkan, którego matka jeszcze za życia na to wyznaczyła, ale Arystobul przewyższał go dzielnością i rozumem172. Gdy bracia stoczyli ze sobą pod Jerychem walkę o panowanie, wielu stronników opuściło Hyrkana i poszło za Arystobulem. Hyrkan ze swoim zastępem chroni się do Antonii, gdzie chwyta zakładników, na których opiera swój ratunek; zakładnikami tymi były dzieci Arystobula i jego żona. Nim jednak przyszło do dalszych groźnych zatargów, Hyrkan porozumiał się z bratem w tym duchu, że zrzeknie się tronu na rzecz jego, byle mu oddawano honory królewskiego brata. Na tych warunkach bracia zawarli ze sobą zgodę, uściskali się w świątyni na oczach ludu i zamienili mieszkania; Arystobul sprowadził się do pałacu królewskiego, a Hyrkan do domu Arystobula.

2. Tak niespodziane wyniesienie się na tron Arystobula zaniepokoiło wszystkich jego przeciwników, a zwłaszcza Antypatra, który go z dawna nienawidził. Antypater pochodził z Idumei173, a wskutek rodu, majątku i osobistych przymiotów był pierwszą osobą w narodzie. Podmówił tedy Hyrkana, aby celem wznowienia walki o tron schronił się do Areta, króla Arabii; Areta zaś prosił, aby go przyjął gościnnie i w tej walce wspomógł; by zaś na Araba skuteczniej podziałać, odmalował mu w nader ciemnych barwach charakter Arystobula, nie szczędząc nadzwyczajnych pochwał dla Hyrkana; wreszcie i w to jeszcze bił, iż władca tak potężnego państwa powinien brać w opiekę pokrzywdzonych, a Hyrkan jest pokrzywdzony, bo tron powinien do niego należeć jako do starszego. Gdy już w obu te myśli zasiał, opuszcza nocą Jerozolimę razem z Hyrkanem i zdąża pospiesznie do twierdzy, zwanej Petra174; była to stolica Arabii. Stanąwszy w niej szczęśliwie, oddaje Hyrkana pod opiekę Areta, ujmuje go sobie gładkimi słowami oraz kosztownymi podarkami i wreszcie doprowadza go do tego, iż ten daje Hyrkanowi wojsko dla odbicia zagarniętego tronu; wojsko to składało się z pięćdziesięciu tysięcy piechoty i konnicy. Takiej sile Arystobul nie mógł sprostać; zaraz też w pierwszej bitwie został pokonany i zapędzony do Jerozolimy. Byłby nawet w padł w ręce wrogów, gdyby nie rzymski wódz Skaurus175, który w chwili właściwej natarł na jego przeciwników i uniemożliwił im oblężenie Jerozolimy; ciągnął on bowiem z Armenii do Syrii na rozkaz Pompejusza Wielkiego, toczącego wojnę z Tigranem; przybywszy do Damaszku176, zajętego właśnie przez Metellusa i Lolliusa, których wysłał następnie w inne strony, dowiaduje się o zajściach w Judei i natychmiast tam podąża, jak gdyby go pędziły jakieś skryte zamiary.

3. Zaledwie też tam przybył, a już każdy z braci zwraca się do niego o pomoc. Wszelako bardziej niż jakiekolwiek wywody słuszności podziałało na niego trzysta talentów, ofiarowanych mu przez Arystobula; otrzymawszy je, zaraz zaczął przez posłów straszyć Hyrkana i Arabów Rzymianami oraz samym Pompejuszem, jeżeli nie odstąpią od oblężenia. Zgnębiony Aret opuszcza Judeę i udaje się do Filadelfii, a Skaurus powraca do Damaszku. Arystobulowi jednak nie wystarczyło, że uszedł tak szczęśliwie niewoli, lecz z całym wojskiem swoim podążył za wrogami i pobił ich pod Papyronem177, kładąc trupem sześć tysięcy wojowników, między innymi Faliona, brata Antypatra.

4. Hyrkan i Antypater, pozbawieni tym sposobem pomocy Arabów, postanowili teraz rachuby swe oprzeć na Pompejuszu, który w pochodzie przez Syrię zatrzymał się w Damaszku. Udają się do niego z prośbami, ale już bez podarunków, posługując się jedynie argumentami, którymi działali na Areta, żeby wystąpił przeciwko gwałtom Arystobula i osadził na tronie tego, który ze względu na starszeństwo i zalety osobiste jest do tego powołany. Ale i Arystobul nie zasypiał sprawy; ruszył także do Damaszku, licząc na pomoc przekupionego Skaurusa i roztaczając przepych iście królewski. W drodze jednak rozważywszy, iż byłoby z jego strony rzeczą niegodną czynić podobne zabiegi i tak się uniżać, od Dios-Heliopolis178 zawraca.

5. Taki postępek Arystobula ubódł Pompejusza, a ponieważ wszyscy wstawiali się do niego za Hyrkanem, przeto natychmiast ruszył w pochód przeciwko Arystobulowi, prowadząc całą siłę rzymską i licznych sojuszników syryjskich. Skoro obszedłszy Pellę i Scytopolis przybył do Korei179, skąd się rozpoczyna ziemia żydowska, otrzymał wieści, że Arystobul schronił się do Aleksandrejonu180, twierdzy na górze leżącej i doskonale zaopatrzonej. Każe mu tedy wyjść z twierdzy. Arystobul bynajmniej nie miał ochoty usłuchać tego despotycznego rozkazu i wolał przyjąć raczej, co los da; widząc wszelako, że na otoczenie jego pada trwoga, oraz rozważywszy rady przyjaciół, którzy zwracali mu uwagę na miażdżącą potęgę Rzymian, zmienia zamiar. Wychodzi z twierdzy, staje przed Pompejuszem, wytacza wszystkie swoje prawa do tronu, ale następnie do twierdzy wraca. Na prośbę brata przybył raz jeszcze, porozumiewał się z nim i znowu wrócił do warowni, nie doznawszy ze strony Pompejusza jakichkolwiek przeszkód. Targany nadzieją i obawą starał się nakłonić Pompejusza nawet prośbami do uznania jego żądań; dla pozoru jednak, iż bynajmniej nie zrzeka się swych praw, wracał do twierdzy. Ale po tym wszystkim Pompejusz stanowczo zażądał zdania w jego ręce warowni i wypisania odnośnego rozporządzenia dowódcy twierdzy, który miał polecenie spełniać tylko piśmienne rozkazy nieobecnego króla; Arystobul rad nierad zastosował się do woli Pompejusza, wszelako silnie wzburzony cofnął się do Jerozolimy i tam jął się gotować do walki z Pompejuszem.

6. Ten zaś, nie pozostawiwszy mu na to ani chwili czasu, ruszył za nim w tropy, wieść zaś o zgonie Mitrydata181, która go doszła pod Jerychem, jeszcze go bardziej w tym przedsięwzięciu umocniła. Okolice Jerycha stanowią najżyźniejszą część Judei, obfitując w palmy i krzewy balsamowe. Dla otrzymania balsamu nacina się krzew ostrym głazem i zbiera sok wyciekający z nacięć. Pompejusz stał tu obozem noc jedną, a nazajutrz wczesnym rankiem ruszył na Jerozolimę. Arystobul, widząc zbliżające się wojsko, przestraszył się, wyszedł naprzeciw Pompejusza i błaganiami, obietnicami złożenia okupu oraz gotowością zdania się na łaskę i niełaskę uśmierzył gniew Pompejusza. Wszelako potem żadnej z tych obietnic nie dochował; bo gdy Gabinius182 został wysłany po odbiór okupu, ludzie Arystobula nawet go do miasta nie wpuścili.

VII

1. Takie postępowanie oburzyło do żywego Pompejusza, pilnie strzegł Arystobula w zamkniętym ze wszystkich stron mieście, a podciągnąwszy bliżej, jął rozpatrywać się za miejscem, na które byłoby dogodnie szturm przypuścić; zauważył jednak, iż rzecz pójdzie bardzo trudno, gdyż mury były silne, a ponieważ dźwigały się nad stromym spadem kotliny, przeto niemal nie do zdobycia; świątynia zaś, położona z drugiej strony owej kotliny, była drugą twierdzą, w której przeciwnik nawet po zdobyciu miasta mógł się jeszcze bardzo skutecznie bronić.

2. Gdy to Pompejusz czas jakiś rozważał, wybuchły między obywatelami miasta niesnaski i lud podzielił się na dwa stronnictwa, z których jedno, oddane Arystobulowi, oświadczyło się za wojną i obroną króla, drugie zaś, sprzyjające Hyrkanowi, domagało się otworzenia bram i wpuszczenia Pompejusza; strach zaś, który udzielił się tłumom na widok świetnie wyćwiczonych wojsk rzymskich, niemało się do tego przyczynił, że stronnictwo drugie zaczęło brać górę nad pierwszym. Tedy zwolennicy Arystobula, zauważyszy, iż stanowią mniejszość, przeszli do świątyni, zerwali most wiodący do miasta i postanowili bronić się do ostateczności. Stronnictwo Hyrkana natomiast oświadczyło się z gotowością wpuszczenia Rzymian i wydania pałacu królewskiego. Pompejusz tedy wysłał tam jednego ze swych strategów183 imieniem Pizon, dawszy mu silny oddział, a ten obsadził miasto. Ponieważ zaś nie udało się ani jednego spomiędzy stronników Arystobula przekonać dobrym słowem, przeto rozpoczęto regularne oblężenie świątyni, przy czym stronnicy Hyrkana chętnie służyli Pompejuszowi radą i pomocą.

3. Pompejusz kazał wojsku zasypać od strony północnej fosę i całą kotlinę. Była to praca niezmiernie uciążliwa zarówno z powodu znacznej głębokości kotliny, jako też i przeszkód, które stawiali Żydzi; i byliby może Rzymianie sobie z tym nie poradzili, gdyby Pompejusz nie był nakazał, aby każdego siódmego dnia w tygodniu, kiedy religia zabrania Żydom pracować, zupełnie zaniechano walki wyłącznie zajmowano się powiększaniem nasypu; albowiem napadać w szabat religia Żydom nie dozwala, ale w razie napaści bronić się bynajmniej nie wzbrania. Po zasypaniu kotliny Pompejusz kazał na grobli wybudować wysokie wieżyce i ustawić sprowadzone z Tyru184 machiny oblężnicze, którymi też natychmiast spróbowano tłuc mury, gdy równocześnie procarze starali się spędzić z murów tych, co robocie owej przeszkadzać chcieli. Wieże były zbudowane pięknie i silnie, przeto wytrzymały długo.

4. Aczkolwiek Rzymianie w czasie tego oblężenia wiele znosić musieli, Pompejusz bardzo sprawiedliwie wyrażał swój podziw nad wytrwałością Żydów, a zwłaszcza nad tym, że pomimo wciąż padającego gradu pocisków i strzał nie zaniedbywali służby bożej; codziennie bowiem odbywały się oczyszczania, codziennie składano Bogu ofiary, nic nie pomijając, jak w czasie pokoju. Czyniono to nawet przed samym zdobyciem świątyni, kiedy codziennie dokoła ołtarza ofiarnego piętrzył się wał poległych. Dopiero w trzecim miesiącu oblężenia185, kiedy Rzymianom udało się z wielkim trudem zburzyć jedną z wież, wtargnięto do świątyni. Pierwszy, który stanął na murach, był syn Sulli Faustus Kornelius, za nim wtargnęli dwaj centurionowie186 Furiusz i Fabiusz ze swymi oddziałami, otoczono Żydów ze wszystkich stron, część wymordowano po krótkiej walce, a resztę w czasie cofania się do Przybytku187.

5. I oto kapłani, gdy nieprzyjaciel zdobytymi mieczami ich otaczał, stali nieulęknieni, lejąc obiaty188 i paląc ofiary. Nie myśląc zupełnie o ratunku, zajęci wyłącznie oddawaniem czci Bogu, zostali wymordowani doszczętnie. Większość zresztą oblężonych padła pod ciosami własnych rodaków, należących do stronnictwa przeciwnego; wielu rzucało się z murów do przepaści, inni z rozpaczy wzniecali w budynkach pożary i szukali śmierci w płomieniach. W ten sposób padło dwanaście tysięcy Żydów, gdy tymczasem straty Rzymian były nieznaczne, natomiast znalazła się duża ilość rannych.

6. Ale teraz lud doznał srogiego ciosu: wróg, przybysz, wtargnął do miejsca zwanego Święte Świętych189. Pompejusz bowiem na czele swego orszaku wkroczył do tej części Przybytku, do której miał prawo wstępować tylko jeden arcykapłan. Tu bacznie wszystko oglądał, świecznik, lampy, stół, czary libacyjne, kadzielnice, wszystko wyrobione z szczerego złota; oglądał także wielki zapas kadzidła oraz skarbiec, zawierający około dwóch tysięcy talentów. Wszelako żadnego z poświęconych sprzętów nie tknął ręką, przeciwnie, zaraz nazajutrz po zwycięstwie kazał świątynię właściwej służbie oczyścić i składanie ofiar przywrócić. Następnie zamianował ponownie Hyrkana arcykapłanem, czym chciał mu się odpłacić za udzieloną pomoc w czasie oblężenia, co wszakże uczynił jeszcze i celem uspokojenia ludu, który już tu i ówdzie rwał się do obrony Arystobula. Zatem, jak przystało na prawdziwego stratega, podbił lud nie postrachem, lecz wyrozumiałością. Pomiędzy więźniami znalazł się także teść Arystobula, a zarazem jego wuj. Głównych winowajców tej wojny kazał Pompejusz ściąć; Faustusa i walecznych jego towarzyszy hojnie nagrodził, na Jerozolimę zaś i na cały kraj nałożył podatek190.

7. Z kolei ograniczył wpływy Żydów do ich własnych ziem, odbierając im miasta, jakie zajęli w Celesyrii, i oddając je pod zarząd ówczesnego legata rzymskiego. Na prośbę wyzwoleńca Demetriusza Gadarejczyka, którego lubił, kazał zburzoną przez Żydów Gadarę odbudować. A także wyjął spod władzy Żydów wszystkie te miasta, których nie zdążyli zburzyć, a które były położone w głębi kraju, jak Hippos, Scytopolis, Pella, Samaria, Jamnea, Marysa Azotos, Aretuza191, wreszcie miasta nadbrzeżne jak Gaza, Joppa, Dora oraz miasto zwane dawniej Wieżą Stratona, które później król Herod wspaniale przebudował i przezwał Cezareą. Wszystkie te miasta zwrócił prawym obywatelom, przyłączając je do eparchii192 syryjskiej. Następnie cały ten obszar wraz z Judeą i ziemiami ciągnącymi się z jednej strony do Egiptu, a z drugiej strony aż po Eufrat193, oddał pod zarząd Skaurusa, któremu zostawił dwie legie, sam zaś przez Cylicję pospieszył do Rzymu, uprowadzając w charakterze jeńców wojennych Arystobula z rodziną, która składała się z dwóch synów i dwóch córek. Starszy syn, imieniem Aleksander, zbiegł w drodze, młodszy zaś Antygon został wraz z siostrami przewieziony do Rzymu.

VIII

1. Skaurus tymczasem wkroczył do Arabii194, a choć z powodu niedostępnych gór nie zdołał zająć Petry, spustoszył prawie całą okolicę. Wszelako w końcu znalazł się w ciężkim położeniu. Wojsko jego cierpiało wielki niedostatek. W tym położeniu pospieszył mu z pomocą Hyrkan, przysyłając przez Antypatra żywność, a ponieważ Antypater przyjaźnił się z Aretem, przeto Skaurus polecił mu namówić go do złożeniu okupu i uwolnienia się w ten sposób od wojny. Arab dał się przekonać, zapłacił trzysta talentów, a Skaurus opuścił z wojskiem jego kraj.

2. Teraz niby zmora zawisł nad Hyrkanem syn Arystobula Aleksander, który Pompejuszowi umknął z drogi, zebrał silne wojsko, pustoszył Judeę, groził Hyrkanowi, że go niebawem powali, dotarł do Jerozolimy, jął naprawiać zburzony przez Pompejusza mur, aż wreszcie Gabinius195, który po Skaurusie rządził Syrią, mąż dzielny i wypróbowany, wyruszył na niego. Zatrwożony Aleksander powiększa swoje siły do dziesięciu tysięcy piechoty i tysiąca pięciuset konnicy oraz utwierdza szereg miast, jak Aleksandrejon, Hyrkanię, Machero196, położone w górach arabskich.

3. Gabinius z częścią wojsk wysyła przodem Marka Antoniusza197, sam zaś podąża zanim z głównymi siłami. Do zastępów Antoniusza przyłączyły się zaraz doborowe hufce Antypatra oraz reszta zbrojnej siły Żydów pod dowództwem Malicha i Pitolaosa198; ruszyli wszyscy razem na Aleksandra. Niebawem też nadciągnął sam Gabinius. Z taką potęgą nie mógł się mierzyć Aleksander; począł się tedy cofać. Ale zaskoczony pod Jerozolimą, musiał przyjąć bitwę, w której stracił sześć tysięcy ludzi; z tych połowa padła, a połowa dostała się do niewoli. Aleksander chroni się z niedobitkami do Aleksandrejonu.

4. Gabinius, dążący na zdobycie tej warowni, natyka się w pobliżu jej na znaczny obóz Żydów; obiecuje im, że wszystko puści w niepamięć, jeżeli ustąpią bez walki. Gdy jednak przekonywania te nie odniosły żadnego skutku, dał znak do natarcia, zadał im klęskę, a resztę rozbitych zastępów wepchnął do warowni. W czasie tej bitwy błysnął niezwykłym męstwem zawsze bohaterski Marek Antoniusz. Gabinius zostawia część siły na miejscu dla zdobycia warowni, a na czele reszty rusza dalej, aby miasta, które wskutek wojny ucierpiały, odbudować, a zburzone dźwignąć z ruin. Dzięki jego zarządzeniom zaroiły się znowu od mieszkańców miasta Scytopolis, Samaria, Antedon, Apolonia199, Jamnea, Rafia, Marysa, Adoreos, Gabala200, Azotos oraz wiele innych, do których ludność wracała z uczuciem radości.

5. Potem Gabinius powrócił pod Aleksandrejon i tak ścisnął je pierścieniem oblężniczym, że zrozpaczony Aleksander prosił go przez posłów o przebaczenie, otworzył mu bramy Hyrkanii, Machero, a wreszcie i samego Aleksandrejonu. Wszystkie te miasta jako gniazda ciągłych rozruchów Gabinius kazał zburzyć, idąc za radą matki Aleksandra, która lękając się o los zagnanego do Rzymu męża i dzieci, przybyła do obozu Gabiniusa, aby go dla sprawy swojej dobrze usposobić. Gabinius wprowadził Hyrkana do Jerozolimy, powierzył świątynię jego pieczy, rządy zaś miasta zdał w ręce najwybitniejszych obywateli. Cały kraj podzielił na pięć okręgów, a mianowicie na okręg Jerozolimy, Gadary201, Amatusu, Jerycha i galilejskiego Sefforis202. Lud się cieszył, że nie podlegał już jedynowładztwu i że zastąpiły je rządy arystokratyczne203.

6. Niebawem jednak powstały nowe zamieszki, gdyż i Arystobul uszedł z Rzymu, zbierając dokoła siebie liczne zastępy wywrotowców oraz dawnych stronników. Przede wszystkim zajął Aleksanderjon i starał się tę miejscowość na nowo obwarować. Skoro jednak posłyszał, że Gabinius wysłał na niego trzech strategów, Syzennę, Antoniusza i Serwianusa204, cofa się do Machero. Pozbył się bezużytecznego tłumu, a zatrzymał przy sobie tylko ludzi zbrojnych, których było około ośmiu tysięcy, między nimi zaś Pitolaos, legat jerozolimski, który na czele tysiąca ludzi zbiegł do Arystobula. Rzymianie kroczyli jednak za nim trop w trop; przyszło do bitwy, wojsko Arystobula walczyło mężnie, zostało wszelako przez Rzymian pokonane, pięć tysięcy legło, około dwóch tysięcy schroniło się na pobliską górę, z ostatnim zaś tysiącem Arystobul przebił się przez szeregi Rzymian i zbiegł do Machero. Pierwszej nocy obozował w ruinach, ale następnie obwarował się i miał nadzieję, że może uda mu się zebrać jakie wojsko, jeżeli wojna nie będzie prowadzona zbyt energicznie. Przez dwa dni odpierał z nieludzkim wysiłkiem napady Rzymian; w końcu wraz z synem Antygonem, który swego czasu zbiegł także, został ujęty, skrępowany i ponownie wysłany do Rzymu. Senat kazał go wtrącić do więzienia, natomiast dzieciom jego pozwolił wrócić do Jerozolimy, a to na skutek listownego żądania Gabiniusa, który pisał, iż przyrzekł to małżonce Arystobula w zamian za wydane twierdze.

7. Gabinius zamierzał teraz wyruszyć na Partów205, ale stanęła mu na przeszkodzie sprawa Ptolemeusza, musiał od brzegów Eufratu wracać do Egiptu i tam ponownie go osadzać, w którym to przedsięwzięciu okazali mu pomoc Hyran i Antypater, zwłaszcza ten ostatni nasyłał pieniądze, broń, zboże, żołnierza, a nawet wymógł na Żydach, którzy pod Peluzjum206 obsadzili drogi, że Gabiniusa przepuścili. Ledwie jednak Gabinius oddalił się z wojskiem, kiedy znowu zakotłowało się w całej Syrii. Żydzi, podmówieni przez Aleksandra, syna Arystobullowego, zbuntowali się, Aleksander zaś zebrał dość znaczne siły i zamierzał wszystkich Rzymian przepędzić z kraju. Gabinius zaniepokojny wieściami o tych rozruchach, opuszcza pospiesznie Egipt, posyła Antypatra do wybitniejszych buntowników, skutecznie ich przez niego uspakaja; wszelako Aleksandra otacza jeszcze trzydzieści tysięcy ludzi, których trzeba znieść. Gabinius wyrusza przeciwko tej sile, Aleksander zaś, również nie zwlekając, dąży na spotkanie. I oto pod górą Tabor207 zawrzała bitwa, w której poległo dziesięć tysięcy Żydów; reszta rozbiegła się w popłochu. Gabinius dąży teraz do Jerozolimy i zaprowadza tam rządy wedle wskazówek Antypatra. Potem zwraca się przeciwko Nabatejczykom208, bije ich w polu, a zbiegłych od Partów Mitrydata i Orsanesa potajemnie wypuszcza na wolność, tłumacząc później wojsku, że sami uciekli209.

8. Po nim rządził Syrią Krassus210211. Ten, potrzebując pieniędzy na wojnę z Partami, zagarnął z świątyni jerozolimskiej wszystko, co tylko było złotem, a prócz tego dwa tysiące talentów, na co się nawet sam Pompejusz nie ważył. Zaledwie jednak dotarł do Eufratu, sam zginął i zatracił całe wojsko, o czym jednak nie pora na tym miejscu rozpowiadać.

9. Po śmierci Krassusa Partowie usiłowali wtargnąć do Syrii, gdzie ich jednak pobił Kasjusz212, który się był schronił do tej eparchii. Ten, umocniwszy swoje stanowisko w Syrii, sunie do Judei, zdobywa Tarycheę213, przeszło trzydzieści tysięcy mieszkańców zaprzedaje w niewolę i skazuje Pitolaosa na śmierć za to, że uknuł bunt z Arystobulem; to mu znowu doradził Antypater. Co się zaś tyczy tego ostatniego, to był on żonaty z Arabką imieniem Kypros, kobietą wybitnego rodu, z której miał czterech synów, Fazaela, Heroda, późniejszego króla, Józefa i Ferorasa, a prócz tego córkę imieniem Salome. Złączył się z wszystkimi okolicznymi władcami węzłami gościny i przyjaźni, a dzięki małżeństwu swemu nawiązał wyjątkowe niemal stosunki z królem Arabów; jego też opiece powierzył dzieci, gdy wybuchła wojna z Arystobulem. Kasjusz zaś, zniewoliwszy Aleksandra do zachowywania się spokojnie, dąży ponownie nad Eufrat, aby bronić Partom przejścia przez tę rzekę, o czym jednak będzie mowa na innym miejscu.

IX

1. Gdy Pompejusz wraz z senatem uszedł za Morze Jońskie214, Cezar215 został panem Rzymu, wypuścił Arystobula z więzienia, dał mu dwie legie i chciał go jak najrychlej posłać do Syrii w mniemaniu, że zajmie łatwo i ją, i Judeę. Ale zawiść zniweczyła wszelkie zamiary Arystobula i nadzieje Cezara. Arystobul został przez stronników Pompejusza otruty216. Ciało jego, zabalsamowane miodem, długo czekało na pogrzeb w ziemi ojczystej; dopiero Antoniusz posłał zwłoki Żydom, które pochowano w grobach królewskich.

2. Aleksandrowi, synowi Arystobulowemu, był także rychły zgon pisany. Za wszystko, co przeciw Rzymianom był zdziałał, Scypio217 kazał go w Antiochii osądzić i ściąć. Rodziną jego zaopiekował się Ptolemeusz, syn Mennajosa, władca Chalkidy218, położonej u stóp Libanu219, sprowadziwszy ją do Askalonu220 przez syna swego Filipiona. Ten Antygona z siostrami wyrwał z rąk matki, wdowy po Arystobulu, i zdał ojcu swemu Ptolemeuszowi. Zakochawszy się w młodszej siostrze, Aleksandrze, pojął ją za małżonkę. Ale z tego powodu został zabity przez własnego ojca. Ptolemeusz bowiem uprzątnął syna i sam się z Aleksandrą ożenił, otaczając życzliwą opieką jej rodzeństwo.

3. Po śmierci Pompejusza Antypater przerzucił się od razu na stronę Cezara, a gdy Mitrydates221, król Pergamu222, dążąc z wojskiem do Egiptu i nie mogąc się przebić około Peluzjum, zatrzymał się pod Askalonem, Antypater podmówił Arabów, z którymi był zestosunkowany, aby Mitrydata poparli, sam też z trzema tysiącami Żydów pospieszył mu na pomoc. W dalszym ciągu zyskał dla Mitrydata poparcie ze strony syryjskich potentatów oraz osiadłego na Libanie Ptolemeusza, a także Jamblicha, których wpływ znowu sprawił, że i miasta tej okolicy przyobiecały mu pomoc. Wzmocniony dzięki tym zabiegom Antypatra Mitrydates rusza na Peluzjum, a gdy mu wzbroniono przemarszu, obległ miasto. W czasie szturmu Antypater okrył się sławą; pierwszy zdołał zrobić w murze wyłom i pierwszy też na czele swego oddziału wtargnął do miasta.

4. Peluzjum padło. Wojska spotkały się jednak z nowymi przeszkodami w okręgu Oniasza, gdzie wystąpili zbrojnie Żydzi egipscy. Ale i na tych umiał Antypater wpłynąć, że nie tylko zaniechali oporu, lecz nawet zaopatrzyli wojska w żywność. Dzięki temu zdarzeniu mieszkańcy okolicy Memfis223 także nie podnieśli ręki na Mitrydatesa, lecz przeciwnie, przyłączyli się do niego. Mitrydates obszedł Widły Nilowe224 i starł się z pozostałą resztą sił egipskich w miejscowości zwanej Obozem Żydowskim225. Tu w czasie bitwy prawe jego skrzydło zostało silnie zagrożone; Antypater, dążąc wzdłuż rzeki, wspomógł Mitrydata, rozbiwszy przedtem nieprzyjaciół za pomocą oddanego mu pod komendę lewego skrzydła wojsk. Natarł na tych, którzy przycisnęli Mitrydata, zadał im klęskę, ścigał ich uporczywie, a nawet zagarnął ich obóz. W bitwie tej utracił zaledwie osiemdziesięciu żołnierzy, gdy tymczasem Mitrydates w czasie odwrotu utracił ich przeszło osiemset. Toteż Mitrydates, tak nadspodziewanie przez Antypatra wybawiony, zdał sprawę Cezarowi o wszystkich jego czynach bardzo sprawiedliwie.

5. Cezar obsypał Antypatra pochwałami i rokował mu duże nadzieje, jeżeli w dalszym ciągu będzie sobie tak mężnie poczynał. Podnieciło to niezmiernie zapał Antypatra; nie bacząc na żadne niebezpieczeństwa, ważył się na czyny najśmielsze, skutkiem czego całe jego ciało pokryło się zaszczytnymi bliznami, świadczącymi chlubnie o jego męstwie. Po uspokojeniu Egiptu i powrocie do Syrii otrzymał od Cezara tytuł rzymskiego obywatela; prócz tego Cezar zwolnił go od ponoszenia wszelkich ciężarów podatkowych, co wzbudziło powszechną zazdrość. Antypater zaś wymógł swymi wpływami, że Cezar zatwierdził Hyrkana na stanowisku arcykapłana.

X

1. Zdarzyło się, że Antygon, syn Arystobula, który przebywał u Cezara, jeszcze się ze swej strony w szczególny sposób przyczynił do wyniesienia Antypatra. Zamiast bowiem, żeby ten młody człowiek odwoływał się do sprawiedliwości Bożej za śmierć ojca, otrutego, jak powszechnie przypuszczano, przez Pompejusza, żeby podniósł krzyk na Scypiona za okrutne obejście się z bratem, żeby się starał nie o powszechną nienawiść, ale o powszechne współczucie, wystąpił jawnie jako oskarżyciel Hyrkana i Antypatra, że go w niegodny sposób wyzuli z ojczyzny, naród nikczemnie skrzywdzili i oszukali, w wojnie zaś egipskiej pomagali Cezarowi nie dla jakiejś uległości, ale ze strachu, aby nie wykryły się ich dawniejsze przeciw niemu knowania i przyjazne uczucia dla Pompejusza.

2. Wtedy Antypater oburzony rozdarł szaty i ukazawszy liczne blizny, krzyknął, że prawomyślność jego względem Cezara nie potrzebuje na swoją obronę słów; usta mogą milczeć, gdy mówią blizny. Dziwi go tylko zuchwałość młodzika, który będąc synem rzymskiego zbiega i buntownika, staje się żywym obrazem swego ojca, zdradzając ducha tak niespokojnego i taką żądzę waśni, że zamiast Bogu dziękować, iż w ogóle żyje, ośmiela się przed władcą rzymskim innych napastliwie oskarżać. A z pewnością nie chodzi mu o jakieś krzywdy, które mu rzekomo wyrządzono, ale bierze go chętka podburzenia Żydów, by potem, gdy zyska jakąś władzę, użyć jej przeciwko tym, którzy by mu ją dali.

3. Gdy rzecz doszła do uszu Cezara, natychmiast oświadczył, iż tym milej widzi Hyrkana na stanowisku arcykapłana; Antypatrowi zaś rozkazał wybrać urząd, jaki by tylko zechciał. Ale gdy ten samemu rozdawcy zaszczytów uznanie właściwej miary pozostawił, Cezar zamianował go namiestnikiem226 całej Judei, a nawet pozwolił mu odbudować zburzone mury obronne227 ojczystego miasta. Odnośny dekret posłał do Rzymu, aby go wyryto na spiżu i ustawiono na Kapitolu jako dowód jego sprawiedliwości, a zasług Antypatra.

4. Gdy następnie opuszczał Syrię, Antypater towarzyszył mu aż do granic, sam zaś udał się do Judei. Najpierw zabrał się do odbudowania murów jerozolimskich, zburzonych przez Pompejusza; następnie ruszył na objazd kraju, aby zdrową radą, a gdy trzeba pogróżką uspokoić umysły. Głosił, że każdy, kto uzna Hyrkana, będzie mógł żyć spokojnie i szczęśliwie, ciągnąc wszelkie korzyści z powszechnego pokoju; komu zaś głowę obałamucą podszepty podżegaczy, mających zawsze tylko cele osobiste na względzie, ten w nim znajdzie nie opiekuna, ale srogiego pana, w Hyrkanie nie króla, ale tyrana, w Rzymianach zaś i w Cezarze nie kierowników i przyjaciół, ale wrogów; bo jeżeli Rzymianie dali Hyrkanowi władzę, to mu jej także odebrać nie pozwolą. Głosząc to, sam wedle swego uznania kierował sprawami kraju; Hyrkan bowiem, jak to jasno widział, był zbyt tępy228 i niedołężny. Najstarszego syna swego Fazaela zamianował prefektem Jerozolimy i jej okręgu; drugiego, Heroda, bardzo jeszcze naówczas młodego229, posłał na podobne stanowisko do Galilei230 .

5. Herod, z natury bardzo przedsiębiorczy, natychmiast wynalazł sobie robotę. Albowiem ujął herszta rozbójników Ezechiasza, który znaczną część Syrii napadami swymi niepokoił; kazał go razem z wielu jego współbandytami zgładzić. Syryjczycy byli mu za to prawdziwie wdzięczni; po wsiach i miastach wielbiono go jako stróża pokoju i mienia. To zwróciło na niego uwagę Sekstusa Cezara, krewniaka wielkiego Cezara, zarządcy Syrii. Fazael, rywalizując szlachetnie ze swym sławnym bratem, chciał również pozyskać sobie umysły obywateli, a chociaż był niemal samowładnym panem w Jerozolimie, nie pozwolił sobie nigdy na najmniejszy wybryk. Stało się tedy, że naród czcił Antypatra niby króla i jego właściwie uważał za głowę kraju. Ale Antypater pozostał mimo to wierny Hyrkanowi i we wszystkim jemu oddawał pierwszeństwo.

6. Wszelako ostrze zawiści sięga najszczęśliwszych nawet ludzi. Hyrkan już od dość dawna patrzył niechętnym okiem na sławę owych dwóch młodzieńców; szczególniej zaś drażniły go dzielne czyny Heroda, które roztrąbiono na wszystkie strony. Podlegał też podszeptom dworaków, którym rozumne postępowanie Antypatra i synów mieszało plany. Zaczęli oni przedkładać Hyrkanowi, że właściwie całe rządy zdał Antypatrowi i jego synom, sam zaś zachował sobie tylko czczy tytuł króla i że jest zupełnie obezwładniony. Jak długo chce żyć w fatalnej złudzie, piastując na łonie żmije, które mu kiedyś zadadzą jadowite ukąszenie? Nie są to już jacyś urzędnicy, ale prawdziwi panowie i władcy, którzy go mają za nic. Wszak Herod bez uzyskania jakiejkolwiek sankcji znaczną ilość Żydów po prostu wymordował. Ale nie jest to jeszcze król, tylko dopiero królewski pełnomocnik, którego należy pociągnąć przed sąd za naruszenie prawa, niepozwalającego nikogo zabijać bez wyroku.

7. Z wolna tedy zapalał się pożar w głowie Hyrkana, aż wreszcie, w przystępie najwyższego gniewu, kazał Herodowi stawić się na sprawę. Ten, namówiony przez ojca, przekonany zresztą, że ma słuszność za sobą, udaje się do Jerozolimy, rozłożywszy przedtem załogi po całej Galilei. Prócz tego wziął ze sobą silną straż przyboczną, zbyt wprawdzie nieliczną, by mogła zagrozić Hyrkanowi, wszelako dostateczną, by trzymać na wodzy zawistników. Zaniepokojony o młodzieńca Sekstus Cezar, bo mógł był tam łatwo wpaść w sidła wrogów, posyła Hyrkanowi rozkaz, aby sprawę o rzekome zabójstwo umorzono. Hyrkan tedy zwolnił od odpowiedzialności Heroda, a w końcu uczynił to nawet chętnie, bo go właściwie lubił.

8. Herod mniemając, że król231 uwolnił go od odpowiedzialności nie własnowolnie, ale pod naporem, zbiegł do Damaszku do Sekstusa Cezara i powiedział sobie, że drugi raz na podobne wezwanie już się nie stawi. Znowu jęli owi ludzie zawistni podjudzać Hyrkana, tłumacząc mu, że Herod odjechał w wielkim wzburzeniu i że gotuje mu niezawodnie niespodzianki. I znowu król uległ tym podszeptom; czując wszelako, że przeciwnik jest silniejszy, nie wiedział, co właściwie począć. A kiedy Sekstus Cezar oddał Herodowi zarząd nad Celesyrią i Samarią, ogarnęło Hyrkana zupełne przygnębienie; bo już nie chodziło mu o to, że przychylność ludu jest po stronie młodzieńca, ale wprost oczekiwał, że ów młodzieniec, wzrósłszy tak niespodzianie w potęgę, lada dzień z wojskiem na niego ruszy.

9. I nie omylił się. Herod oburzony, że chciano go splątać i zgubić, zebrał wojsko i ruszył na Jerozolimę, aby Hyrkana strącić z tronu. Byłby też uczynił, jak zamierzał, gdyby nie ojciec i brat, którzy pospiesznie do niego przybywszy, jęli go uspakajać i zaklinać, aby powściągnął żądzę zemsty i poprzestał na dostatecznie zastraszającej pogróżce, króla zaś oszczędzał, pod którym zresztą doszedł do niebywałego znaczenia; jeżeli go jątrzy pamięć owej sprawy, to przecież powinien być zadowolony z jej zakończenia, a jeżeli mu się rzeczywiście nic nie stało, to z jakiego powodu chce się właściwie mścić? Zresztą losem każdej wojny kieruje Bóg. Złej sprawy nie weźmie w opiekę, choćby miała za sobą najsilniejsze wojsko. Niechaj tedy nie będzie tak ufny w siłę oręża i niech tego oręża nie podnosi na króla, który był mu zawsze przychylny. To, co się stało, przypisywać należy winie i matactwom złych jego doradców. Herod ustąpił, gdyż ostatecznie wystarczyło mu zupełnie, iż mógł pokazać przed ludem swą siłę i dowieść, że z nim należy się liczyć.

10. Tymczasem wybuchły pod Apameą232 między Rzymianami rozterki i istna wojna domowa, gdyż Cecyliusz Bassus, stronnik Pompejusza, zamordował skrytobójczo Sekstusa Cezara i zagarnął jego wojska. Wszelako inni wodzowie Cezara233 celem pomsty ruszyli na niego zbiorowymi siłami. Zaraz też Antypater posłał im na pomoc obu synów z wojskiem, co był uczynił zarówno ze względu na zamordowanego Cezara, jak i na żyjącego. Wojna się przeciągała, a tymczasem na miejsce Sekstusa przybył z Italii Murkus,234

XI

1. prócz tego wszystkiego spada na Rzym wielka wojna235 z powodu podstępnego zamordowania Cezara236 przez Kasjusza i Brutusa. Cezar dzierżył władzę w swych rękach zaledwie przez trzy lata i siedem miesięcy. Zdarzenie to spowodowało niesłychane podniecenie umysłów237; Rzym rozpada się na stronnictwa, każdy zaś z ludzi wpływowych starał się przyłączyć do tej partii, która mu rokowała największe korzyści osobiste. Kasjusz, mając na uwadze wojsko, stojące pod Apameą, wybrał się do Syrii. Tu, pogodziwszy Bassusa z Murkusem i zwaśnione ze sobą legie, uwalnia Apameę od oblężenia, następnie ciągnie z tymi wojskami przez kraj i nakłada wszędzie niemożliwe podatki.

2. Skoro i Żydom nałożył daninę wysokości siedmiuset talentów, Antypater, przyparty pogróżkami i koniecznością, powierza zbieranie tych pieniędzy synom i kilku innym krewnym, między którymi znalazł się także nieprzychylny mu Malich. Najrychlej uwinął się z zebraniem przypadłej na niego części Herod, przywożąc Kasjuszowi w krótkim stosunkowo czasie sto talentów z Galilei, czym go sobie bardzo zjednał. Kasjusz zarzucał innym w sposób bardzo obelżywy, że się biorą do rzeczy bardzo niedbale, przy tym jął napadać na różne miasta. Obywateli Gofny, Ammaus i dwóch pomniejszych miast238 zaprzedał w niewolę. Malichowi groził nawet śmiercią. Ale zarówno Malicha, jak i resztę miast wybawił z ciężkiego położenia Antypater, płacąc pospiesznie Kasjuszowi sto talentów.

3. Po odstąpieniu Kasjusza Malich bynajmniej nie odpłacił się Antypatrowi wdzięcznością, choć go ten wielokrotnie ratował; przeciwnie, przemyśliwał tylko nad tym, jakby go zgubić; Antypater bowiem pilnował go i udaremniał różne jego matactwa. Antypater licząc się z wpływami i przewrotnością tego człowieka, udał się za Jordan, aby tam zebrać odpowiednie siły dla zapobieżenia zamysłom Malicha. Ten, przyłapany w sidła, które był na kogo innego zastawił, z całą bezczelnością poczyna jednać sobie względy synów Antypatra. Fazaela, czuwającego nad Jerozolimą, oraz Heroda, dowodzącego siłą zbrojną, omotawszy zręczną gadaniną i zaklęciami, doprowadza do tego, że godzą go z ojcem. Co więcej, gdy Murkus, który wówczas rządził w Syrii, chciał Malicha za różne knowania skazać na śmierć, Antypater znowu się za nim wstawił i uratował mu życie.

4. Gdy następnie zawrzała wojna239 pomiędzy Kasjuszem i Brutusem240 z jednej strony a młodym Cezarem241 i Antoniuszem z drugiej strony, wtedy Kasjusz i Murkus, werbując w Syrii wojsko i poznawszy sprawność Heroda, uczynili go namiestnikiem całej Syrii, oddali do jego rozporządzenia pewną ilość konnicy i piechoty, a Kasjusz obiecywał mu nawet, że gdy się wojna zakończy, zrobi go królem Judei. Za to wyniesienie się syna Antypater zapłacił życiem. Malich bowiem przekupił podczaszego króla, a ten struł go w czasie uczty. Tak wskutek szelmostw Malicha padł ów niezwykły mąż, sprężysty i rozumny, który nie tylko pomógł Hyrkanowi do odzyskania władzy, ale także do jej utrwalenia.

5. Lud, podejrzewając Malicha o ten czyn haniebny, począł się na niego burzyć. Ale Malich po prostu wyparł się wszystkiego. Tymczasem zbierał wojsko. Przypuszczał, że Herod będzie chciał szukać na nim pomsty za śmierć ojca. Herod istotnie przybył na czele swego wojska. Ale Fazael nie radził mu otwarcie występować przeciw Malichowi, aby ten znowu żagwi buntu między lud nie rzucił. Herod tedy, wysłuchawszy usprawiedliwień Malicha i udając, że nie żywi żadnych podejrzeń, zajął się pogrzebem ojca, który był niezmiernie okazały.

6. Potem udał się do Samarii ciągłymi buntami wstrząsanej i zaprowadził w niej porządek. Stąd pospieszył z wojskiem do Jerozolimy na święta. Hyrkan, nakłoniony przez Malicha, wysłał naprzeciw niego posłów, aby nie wprowadzał miasta ludzi obcych z powodu dokonanych już oczyszczeń przedświątecznych. Herod jednak nie uwzględnił ani woli Hyrkana, ani podawanych przez niego powodów, lecz do miasta wkroczył porą nocną. Zaraz też zjawił się u niego Malich i wywodził żale z powodu śmierci Antypatra. Herod kipiał wprawdzie, ale w dalszym ciągu udawał, że mu wierzy. Równocześnie jednak wysłał list do Kasjusza, który i tak przychylny Malichowi nie był, wytaczając skargę o zamordowanie ojca. Kasjusz natychmiast go powiadomił, iż może się pomścić na mordercy, a podwładnym jego trybunom242 przykazał, aby mu przy wymiarze sprawiedliwości wszelką pomoc okazali.

7. Właśnie Kasjusz zajął był Laodikeę243, a gdy ze wszystkich stron napływali możni z darami i wieńcami, Herod osądził, że chwila ta będzie najodpowiedniejsza dla dokonania aktu zemsty. Malich poczuł niebezpieczeństwo, a że właśnie bawił w Tyrze, gdzie syn jego przebywał jako zakładnik, postanowił go tajemnie uprowadzić i zbiec razem z nim do Judei. W rozpaczliwym położeniu wpadał na szalone pomysły. Kasjusz, mówił sobie, jest zaplątany w wojnę z Antoniuszem, lud da się łatwo podburzyć przeciwko Rzymianom; więc wydrze berło Hyrkanowi i sam się obwoła królem.

8. Ale z tych rojeń zadrwił los nieubłagany. Herod, który przejrzał na wskroś jego zamysły, zaprasza go wraz z Hyrkanem na ucztę. Następnie wysyła jednego ze sług swoich rzekomo dla poczynienia przygotowań do uczty, w rzeczywistości zaś z rozkazem do trybunów, aby się ukryli w zasadzce. Ci, mając w pamięci polecenie Kasjusza, gromadzą się za miastem na wybrzeżu, trzymając broń w pogotowiu. Malich nadjeżdża; rzucają się na niego ze wszystkich stron i licznymi ranami okrywszy, powalają. Towarzyszący Malichowi Hyrkan mdleje z przerażenia, a gdy z wolna przyszedł do siebie, pyta Heroda, kto zabił Malicha. Jeden z trybunów odpowiada: „Rozkaz Kasjusza”. Hyrkan zawołał: „Tedy Kasjusz wybawił mnie i ojczyznę, bo ten człowiek na mnie i na nią nastawał”. Czy było to powiedziane szczerze, czy nieszczerze, nie wiadomo. Oto jak Herod wywarł pomstę na Malichu.

XII

1. Zaledwie Kasjusz pociągnął do Syrii244, wybuchły w Jerozolimie nowe zamieszki z powodu Heliksa245, który zebrawszy garść wojska, nacierał na Fazaela, aby na nim jako na bracie Heroda pomścić śmierć Malicha. Herod bawił właśnie w Damaszku u stratega Fabiusza; chciał ruszyć na odsiecz, ale przeszkodziła mu choroba. Lecz tymczasem Fazael sam dał sobie radę z Heliksem; pobiwszy go, gorzkie czynił wyrzuty Hyrkanowi, że jest niewdzięczny, że z Heliksem trzymał i że pozwolił cały szereg twierdz zagarnąć bratu Malicha, zwłaszcza najpotężniejszą ze wszystkich Masadę246.

2. Ale ten ostatni sile Heroda sprostać nie mógł. Herod bowiem, przyszedłszy do zdrowia, odebrał mu zagarnięty łup; z Masady jednak puścił go swobodnie, gdyż bardzo się korzył. Następnie wyparł z Galilei Mariona, tyrana247 miasta Tyr, który w tamtej okolicy już był trzy twierdze zajął. Herod wszystkich wziętych do niewoli Tyryjczyków przy życiu zostawił, niektórych zaś, odsyłając do miasta ojczystego, nawet obdarował, czym zjednał sobie przychylność tyryjskich obywateli, a tym większą nienawiść tyrana. Aczkolwiek Marion otrzymał był swoją tyranię od Kasjusza, który całą Syrię na takie tyranie podzielił, mimo to z nienawiści ku Herodowi popierał Antygona, syna Arystobulowego, tym bardziej iż ten przekupił także Fabiusza, aby mu ułatwił powrót do władzy. Wszystkie środki potrzebne na te cele dawał Antygonowi spokrewniony z nim Ptolemeusz.

3. Herod ruszył przeciwko tym przeciwnikom i pobił ich u granic Judei, a wypędziwszy Antygona, wkroczył do Jerozolimy, witany przez ludność z zapałem z powodu tych zwycięstw. Nawet ci, którzy przedtem byli mu nieżyczliwi, garnęli się teraz do niego jako do krewniaka Hyrkana. Herod bowiem był pierwotnie żonaty z Dorą248, kobietą miejscowego pochodzenia i nie najpospolitszego rodu, z której miał syna Antypatra; teraz zaś pojął za żonę Mariammę249, córkę Aleksandra, syna Arystobulowego, która będąc po kądzieli wnuczką Hyrkana, zestosunkowała go z domem królewskim.

4. Ale gdy Kasjusz legł pod Filippi250, gdy Cezar udał się do Italii, a Antoniusz do Azji, pośród poselstw, jakie wtedy różne miasta wysyłały do Antoniusza, bawiącego w Bitynii251, zjawiła się także delegacja wybitnych obywateli żydowskich, skarżąc się, że Herod i Fazael zagarnęli całą władzę w swoje ręce, a Hyrkanowi pozostawili tylko tytuł zaszczytny. Ale i Herod umiał trafić do Antoniusza za pomocą bynajmniej nie poczesnych252 podarków, skutkiem czego przeciwników jego nawet nie dopuszczono do słowa i musieli z niczym odjechać.

5. Przybyła jednak druga delegacja Żydów, złożona ze stu najwybitniejszych obywateli, tym razem do Dafne pod Antiochią253, kiedy Antoniusza już całkiem pochłonęła miłość dla Kleopatry254. Wybrawszy spomiędzy siebie zarazem najznakomitszych obywateli i zarazem najlepszych mówców, jęli braci oskarżać. Sprawy tych ostatnich bronił Messala255, wspierany przez samego Hyrkana, obecnie krewnego oskarżonych. Antoniusz wysłuchał wszystkiego cierpliwie, a potem spytał Hyrkana, kto wedle jego mniemania najbardziej się nadaje do sprawowania rządów. Ten odpowiedział, że Herod i jego brat. Antoniusz był z tej odpowiedzi bardzo zadowolony, bo gdy swego czasu przybył z Gabiniusem do Judei, znalazł gościnne przyjęcie u ojca oskarżonych Antypatra. Mianował tedy obu braci tetrarchami256 i powierzył im rządy nad całą Judeą.

6. Gdy delegacja zaczęła z tego powodu ujawniać niezadowolenie, Antoniusz kazał piętnastu uwięzić, mając nawet zamiar skazać ich na śmierć, resztę zaś w dość obelżywy sposób wygnał od siebie. Na to zawrzała cała Jerozolima. Wysłano nową delegację, złożoną tym razem aż z tysiąca głów, która odszukała Antoniusza w Tyrze, gdy w drodze do Jerozolimy tam się był zatrzymał. Kiedy delegacja zbliżała się, podniosła niesłychaną wrzawę; Antoniusz wysłał naprzeciw niej archonta257 Tyru z rozkazem położenia trupem każdego, kogo tylko schwyci, aby w ten sposób ustalić władzę zamianowanych przez siebie tetrarchów.

7. Herod i Hyrkan, widząc, na co się zanosi, udali się na wybrzeże do delegatów i poczęli do nich przemawiać, aby siebie samych nie gubili, a nowej wojny na ojczyznę nie ściągali. Lecz delegaci jeszcze się bardziej zaciekli. Wtedy nadbiegli wysłani przez Antoniusza hoplici, którzy wielu wysiekli, wielu poranili. Hyrkan zajął się pogrzebem poległych i pielęgnowaniem rannych. Ale ci, którzy uszli cało, zaczęli podburzać okolicznych mieszkańców, skutkiem czego Antoniusz wpadł w taki gniew, że kazał wszystkich pojmanych wymordować.

XIII

1. Kiedy po upływie dwóch lat258 Bazafranes, satrapa Partów, i Pakoros, syn króla Partów259, rządzili Syrią, wtedy Lizaniasz, który objął władzę po ojcu swym Ptolemeuszu, synu Mennajosa, podmówił satrapę, obiecując mu tysiąc talentów i pięćset nałożnic, aby Hyrkana strącił z tronu i osadził na nim Antygona. Pakoros ze swej strony także się na to zgodził i ruszył brzegiem morza, wysyłając Bazafranesa przodem w głąb kraju. Z miast nadmorskich Tyr zamknął przed Pakorosem bramy, tymczasem obywatele Ptolemaidy i Sydonu260 wpuścili go do siebie. Pakoros oddawszy część konnicy pod dowództwo jednego z podczaszych królewskich, będącego jego imiennikiem, kazał mu wkroczyć do Judei, zbadać stanowiska nieprzyjacielskie i w miarę potrzeby pomagać Antygonowi.

2. Gdy oddział ten pustoszył w pochodzie okolice Karmelu, zbiegło się wielu Żydów u Antygona, oświadczając, iż chcą wziąć udział w najeździe. Ten wysłał ich do miejscowości zwanej Drymos261, aby zajęli tę okolicę. Ci tedy pobili przeciwników, ścigali ich, wtargnęli do Jerozolimy, w pochodzie przez miasto liczba ich rosła ustawicznie, aż dotarli do królewskiego pałacu. Ale tu Herod i Fazael uderzyli na nich znacznymi siłami, wywiązała się na Rynku bitwa, Herod wyparł ich i zamknął w świątyni, rozstawiwszy po przyległych domach sześćdziesięciu żołnierzy, aby ich pilnowali. Lud tymczasem, zbuntowawszy się przeciwko braciom, spalił te domy wraz z żołnierzami. Herod wpadł w gniew, natarł na tłum i posiał śmierć. Tak tedy dzień i noc ścierały się gromady z gromadami i szerzyły się mordy.

3. Tymczasem nadeszły święta zwane Pięćdziesiątnicą262. Dokoła miasta i świątyni zebrała się wielka liczba okolicznego ludu, przeważnie uzbrojonego. Fazael pilnował murów; Herod zaś z nieliczną garstką strzegł pałacu królewskiego. Stąd też spadał do przedmieścia263 na tłumy bezładne, położył trupem wielu, resztę zaś, goniąc, albo zamknął w mieście, albo wepchnął do świątyni, albo wreszcie na zewnętrzny szaniec. Nagle Antygon występuje z prośbą, aby wpuszczono do miasta Pakorosa w charakterze pośrednika. Fazael zgadza się na to, podejmuje gościnnie Parta wraz z pięciuset jego jeźdźcami, choć ten tylko udawał, że chodzi mu o uśmierzenie zatargu, w istocie bowiem miał na myśli wyłącznie cele Antygona. Namawia Fazaela, aby udał się jako poseł do Bazafranesa w sprawie zakończenia wojny. Herod gwałtownie bratu odradza, ostrzegając go przed podstępem, do którego barbarzyńcy już z natury skłonność mają; raczej niech zgładzi go, niżby się dał wziąć na lep jego przewrotności. Lecz Fazael mimo to wybiera się razem z Hyrkanem. Dla uśmierzenia budzących się podejrzeń Pakoros zostawia część jeźdźców, zwanych „wolnymi”, z resztą zaś towarzyszy Fazaelowi i Hyrkanowi.

4. Przybywszy do Galilei zastają cały kraj w rozruchu i pod bronią. Mieszkańcy knują z satrapą przeciw nim zdradę, którą satrapa pokrywa czułościami, a nawet darami. Gdy w drodze powrotnej przybyli do nadmorskiego miasta Ekdippa264, czują już wyraźnie, że są osidleni. Dochodzą ich słuchy o tym, że Antygon obiecał satrapie tysiąc talentów i pięćset kobiet, które w dodatku mają się składać przeważnie z ich własnych żon, że prawie każdej nocy gotowano na nich zasadzki, że wreszcie byliby już dawno pojmani, lecz chciano pierwej ująć w Jerozolimie Heroda, którego mogłyby spłoszyć wieści o ich losie. A że posłuchy te nie były czczą plotką, mogli stąd miarkować265, że już w oddaleniu zauważyli nastawione na siebie straże.

5. Cały ten plan odkrył Fazaelowi Ofelios, który dowiedział się o wszystkim od Saramalli, najbogatszego na owe czasy Syryjczyka. Ofelios błagał Fazaela, aby się ratował ucieczką. Lecz ten nie chciał opuścić Hyrkana. Natomiast udał się wprost do satrapy, wyrzucał mu w oczy całą zdradę i owej zdrady pobudki, polegające wyłącznie na nieposkromionej chciwości; wreszcie ofiarował mu za swoją wolność więcej niż Antygon za pomoc do zajęcia tronu. Lecz przewrotny satrapa udał niezmierne zdziwienie, przysięgał się, że o niczym nie wie i rzekomo dla wyjaśnienia sprawy udał się do Pakorosa. Zaraz potem pozostali Partowie na podstawie otrzymanego rozkazu pojmali Fazaela i Hyrkana, przeklinających wiarołomstwo i krzywoprzysięstwo barbarzyńców.

6. Równocześnie wysłano do Heroda podczaszego, aby go wywabił za mury i ujął. Ale Herod od samego początku nie ufał barbarzyńcom. W dodatku dowiaduje się, że ci przejęli jakieś pismo, które miało go powiadomić o ich zdradach. Nie ruszał się tedy z miejsca. Pakoros kazał go zapewnić, że żadnego listu nie przejęto, że jeżeli o jakiś list chodzi, to chyba od Fazaela, który mu z drogi pisze o sobie; może tedy śmiało ruszyć naprzeciw dążącego posłańca. Herod jednak już się był skądinąd dowiedział o uwięzieniu brata; prócz tego przybyła do niego Mariamme, córka Hyrkana, bardzo przenikliwa niewiasta, radząc mu, aby się nigdzie nie udawał, bo wpadnie w nastawione sidła wrogów.

7. Gdy Pakoros obradował ze swoimi, jakby podstępnie ująć Heroda, bo jawnie rzucić się na tak obrotnego człowieka nie czuł się na siłach, Herod, myląc ich, ucieka nocą ze swoją rodziną do Idumei. Partowie, dowiedziawszy się o tym, rzucają się zanim w pogoń. Herod wysyła przodem matkę, braci, narzeczoną z jej matką i najmłodszym bratem, sam zaś, osłaniając ich ucieczkę, stacza z barbarzyńcami potyczki, wielu z nich zabija, aż wreszcie cofa się do Masady.

8. Podczas tego odwrotu bardziej od barbarzyńców dawali mu się we znaki Żydzi, którzy bezustannie na niego nacierali, a nawet na sześćdziesiąt stadiów przed miastem stoczyli z nim zażartą i długą potyczkę. Ale Herod pobił ich i porządnie w krwi spławił. Na pamiątkę odniesionego zwycięstwa zbudował później w tym miejscu miasto z silną warownią i pysznymi pałacami, które według swego imienia nazwał Herodejon266. Swoją drogą w czasie owego odwrotu przyłączały się do niego codziennie gromady przychylnych mu ludzi. Toteż gdy przybył do Rezy267 w Idumei, dokąd wyruszył na spotkanie jego brat Józef, idąc za radą tegoż, większą część owych ludzi odprawił, albowiem Masada nie byłaby mogła pomieścić takich gromad. Było ich z górą dziewięć tysięcy. Herod starszych wiekiem odesłał do różnych okolic Idumei, zaopatrzywszy ich w pieniądze, z ludźmi zaś dzielniejszymi, których przy sobie zostawił, wkracza do warowni. Przewidując oblężenie, zostawia dla ochrony kobiet załogę złożoną z ośmiuset ludzi, sam zaś udaje się do Petry w Arabii.

9. Teraz Partowie plądrują Jerozolimę, wpadają do domów zbiegłych nieprzyjaciół, do pałacu królewskiego, oszczędzają tylko skarbiec Hyrkana, w którym się co prawda zaledwie trzysta talentów znajdowało. Łupy zawiodły ich nieco. Spodziewali się, że znajdą więcej. Herod bowiem, z dawna przewidując, co mu barbarzyńcy mogą zgotować, znacznie wcześniej wysłał do Idumei wszystko, co tylko większą wartość przedstawiało, a to samo uczynili jego stronnicy. Po splądrowaniu Jerozolimy Partowie posunęli się tak daleko, iż bez jakiegokolwiek wypowiedzenia wojny zalali cały kraj, pustosząc wszystko; zamienili w kupę gruzów Marysę i nie tylko osadzili na tronie Antygona, ale mu jeszcze przywiedli w więzach Fazaela i Hyrkana, aby się nad nim i pastwił. Hyrkanowi, który się przed nim rzucił na kolana, Antygon odgryzł uszy268, aby w razie korzystnych nawet dla niego przewrotów nie mógł już piastować godności arcykapłana, od której wszyscy kalecy byli wyłączeni269 .

10. Nad Fazaelem jednak w podobny sposób pastwić się nie mógł, bo ten, mając ducha niezłomnego, sam ze sobą skończył. Nie posiadając miecza, nie władnąc zresztą spętanymi rękami, roztrzaskał sobie czaszkę o kamienie. Czynem tym istotnie dowiódł, że był prawdziwym bratem Heroda. Hyrkan wobec tego zdarzenia jeszcze marniej wyglądał. Zresztą takim Fazael był zawsze. Dzielnie żył, dzielnie umarł. Niektórzy powiadają, że wtedy na miejscu się nie zabił, lecz odzyskał przytomność i że przysłany przez Antygona lekarz, rzekomo dla ratowania go, zalał mu ranę trucizną. Jakkolwiek rzeczy się miały, w każdym razie to śmiałe targnięcie się na swoje życie było czynem świetnym. Powiadają również, że przed wydaniem ostatniego tchnienia dowiedział się za pośrednictwem jakiejś kobiety, że Herod uszedł. Miał tedy jeszcze wyrzec: „Umieram spokojnie, bo żyją ci, którzy mnie pomszczą”.

11. Taki był koniec Fazaela. Chociaż większość niewiast, o które Partom najbardziej chodziło, zdołała ujść, mimo to osadzili Antygona w Jerozolimie, a Hyrkana powlekli w pętach do swego kraju270.

XIV

1. Herod, nic nie wiedząc o śmierci brata, spieszył do Arabii271, o ile tylko mógł, aby wydostać pieniądze od króla, ów jedyny środek, za pomocą którego można było chciwego barbarzyńcę łagodnie względem brata usposobić. Na wypadek zaś, gdyby Arab niepomny przyjaźni, jaka go łączyła z ojcem Heroda, tak brudny się miał okazać, iżby mu tych pieniędzy dać nie chciał, postanowił pożyczyć je od niego i zostawić mu jako zakładnika siedmioletniego synka Fazaela, którego w tym celu zabrał z sobą. Zdecydował się dać za wolność brata trzysta talentów i użyć pośrednictwa Tyryjczyków. Strzała losu wyprzedziła jednak jego szlachetną gorliwość. Fazael już nie żył; zabiegi brata były bezcelowe. Prócz tego okazało się, że przyjaźń Araba, na którą liczył, rozwiała się jak mgła. Gorzej jeszcze; król arabski Malchos272 wysłał naprzeciwko niego gońców z prośbą, aby czym prędzej zawracał i kraj jego opuścił, pozorując to żądaniem Partów, gdy w rzeczywistości chodziło mu tylko o to, aby zaciągniętego u Antypatra długu wdzięczności nie potrzebował spłacać jego synom w potrzebie, w jakiej ongi sam był. Tej bezczelnej rady udzielili mu ludzie, którzy sami ostrzyli sobie zęby na to, co Antypater był tu pozostawił. Ludźmi tymi byli najbardziej wpływowi dworacy.

2. Gdy Herod przekonał się, że zamiast spodziewanej przyjaźni zastał u Arabów usposobienie wrogie, rzucił gońcom gorzkie słowo i skierował się do Egiptu. Pierwszą noc w kraju tym spędził w jednej z wiejskich świątyń, gdzie go też dopędził jego orszak. Dnia następnego przybył do Rinokurury273. Tu otrzymał wiadomość o śmierci brata. Choć przygniótł go ból, przecież mniej mu on dolegał niż poprzednia ciągła niepewność. Arab tymczasem zaczął żałować swego postępku i znowu wysłał gońców za obrażonym, aby go z drogi nawrócili. Ale Herod był już w Peluzjum. Tu na wszystkich okrętach odmówiono mu przeprawy. Udał się tedy do władzy miejscowej. Ta, widząc przed sobą sławnego i znakomitego męża, ułatwia mu przejazd do Aleksandrii274. Kleopatra przyjmuje go z niesłychaną gościnnością; gotowała się bowiem do wojny i chciała mu powierzyć dowództwo nad wojskami. Ale Herod nie przystał na prośby królowej i nie zważając ani na porę burzliwą, ani na zamieszki italskie, płynie do Rzymu.

3. Na wysokości Pamfilii275 zaskoczyła go nawałnica, musiał prawie cały ładunek rzucić do morza i z niemałym trudem zawinął na wyspę Rodos, wyniszczoną przez wojnę z Kasjuszem. Doznaje gościnnego przyjęcia u przyjaciół swoich Ptolemeusza i Sapfiniusza. Aczkolwiek cierpiał na brak środków, buduje wielki trójrzędowiec276 i wraz z przyjaciółmi płynie do Brentezjonu277, stąd zaś pospiesznie dąży do Rzymu, a licząc na dawny stosunek, który łączył jego ojca z Antoniuszem, staje przed nim, opowiada mu o niepowodzeniach swoich i swojej rodziny, którą musiał zostawić w twierdzy, narażonej każdej chwili na oblężenie przez wroga, i wreszcie oświadcza, iż nie zważając na wzburzone morze, jechał do niego, by go prosić o pomoc.

4. Antoniusz, wzruszony ogromem tych nieszczęść, pomny gościnnego przyjęcia u Antypatra, ceniąc zresztą Heroda dla niezwykłych jego zalet, postanawia mianowanego przez siebie dawniej tetrarchę uczynić królem Żydów278. Oprócz życzliwości, jaką był przejęty dla Heroda, była mu niemałym bodźcem nienawiść, jaką żywił względem Antygona; uważał go bowiem za buntownika i wroga Rzymian. Równie chętny okazał się Cezar279; wspomniał bowiem wojnę, którą Antypater przy boku jego ojca toczył w Egipcie, wspomniał gościnność Antypatra i jego życzliwe wzlędem wszystkim usposobienie, prócz tego osobistego doświadczenia znał dzielność Heroda. Zwołał tedy senat, gdzie najpierw Messala, a potem Atratinus280 zalecali Heroda, rozwodzili się na zasługami ojca i nad życzliwością syna dla Rzymian, następnie wykazywali, jak wrogo dla nich jest usposobiony Antygon, który że się pomija jego dawne sprawki, obecnie Rzym lekceważąc, władzę z rąk Partów przyjmuje. To podziałało na senat, w dodatku występuje Antoniusz i głosi, że niezmiernie ważną okolicznością w wojnie z Partami byłoby wyniesienie Heroda do godności króla. Senat zgodził się na to jednogłośnie. Po posiedzeniu Antoniusz i Cezar, wziąwszy między siebie Heroda, udali się w otoczeniu konsulów i innych dostojników do świątyni dla złożenia ofiar, a następnie na Kapitol dla złożenia tam zapadłego dekretu. Antoniusz zaś, chcąc uczcić ów pierwszy dzień piastowania przez Heroda godności królewskiej, wyprawił dla niego biesiadę.

XV

1. Tymczasem Antygon obległ Masadę281, która we wszystkie środki była dostatecznie zaopatrzona i cierpiała jedynie na brak wody. Przeto Józef, brat Heroda, postanowił z dwustu ludźmi przebić się do Arabów, słyszał bowiem, że podobno Malchos żałował swego postępku względem Heroda. Byłby istotnie twierdzę opuścił, ale właśnie w noc do wycieczki wyznaczoną powstał ulewany deszcz, a zbiorniki napełniły się wodą. Ucieczka stała się tedy bezcelowa, a oblężeni robili nawet wypady na wojsko Antygona i używając przeróżnych podstępów, zabijali mu dużo ludzi. Wszelako nie zawsze dopisywało im szczęście i nieraz musieli cofać się ze stratami.

2. Tymczasem wódz rzymski Wentidiusz282, który miał Partów wypierać z Syrii, wkroczył do Judei pod pozorem, że chce nieść pomoc Józefowi i jego załodze, w rzeczywistości jednak jedynie dlatego, aby z Antygona wydusić pieniądze. Rozbił obóz pod Jerozolimą, a gdy otrzymał okup, natychmiast oddalił się z głównymi siłami, pozostawiając na miejscu z nieznacznym zastępem Sylona, aby wskutek odejścia całego wojska zbyt w oczy nie biło, iż został przekupiony. Antygon w dalszym ciągu liczył na pomoc Partów, ale i około Sylona czynił zachody, aby mu ten nie bruździł.

3. Tymczasem Herod przybył z Italii i wylądowawszy w Ptolemaidzie, zebrał znaczne wojska ze swoich i obcych, po czym podążył przez Galileę na Antygona, wspierany przez Wentidiusza i Sylona, którym wysłany przez Antoniusza Deliusz rozkazał pomagać Herodowi. Wentidiusz jednak zajął się tłumieniem po różnych miastach rozruchów, wywołanych przez Partów, a przekupiony przez Antygona Sylon gnuśniał w Judei. Herod zresztą nie potrzebował pomocy, gdyż wojsko jego zwiększało się z każdym dniem283, a niebawem miał już za sobą prawie całą Galileę. Najpierw należało iść na odsiecz Masady, aby uwolnić oblężoną rodzinę. Wszelako przeszkadzała mu twierdza Joppa; gdyby jej nie zdobył, a ruszył na Jerozolimę, wojska jego byłyby zagrożone z tyłu. Teraz i Sylon przyłączył się do niego, zyskawszy nareszcie pozór do odejścia spod Jerozolimy. Ale Żydzi ruszyli za nimi w ślady i natarli na nich. Wtedy Herod uderzył na Żydów szczupłą garstką, zmusił ich do ucieczki, ratując nawet Sylona, który się wcale nieszczególnie bronił.

4. Herod, zdobywszy Joppę, dąży pod Masadę swoim na pomoc. Teraz ze wszystkich stron poczynają się garnąć do niego żywioły miejscowe. Jednych ściąga przyjaźń sięgająca jeszcze czasów ojca, innych zwabia jego rozgłośna sława, jeszcze innych wdzięczność za wszystkie dobrodziejstwa doznane i od ojca, i od syna. Wszelako dla większości było pobudką to, iż Herod niewątpliwie siądzie na tronie. Niebawem też Herod rozporządzał bardzo znacznymi siłami. W czasie pochodu Antygon starał się go zwabić w różne zasadzki, ale mu tym żadnej albo prawie żadnej szkody nie wyrządził. Herod bez trudu uwalnia od oblężenia Masadę, wybawia rodzinę; następnie zdobywa twierdzę Rezę i rusza na Jerozolimę. Trwoga, jaką dokoła sieje, sprawia, że przyłącza się do niego wojsko Sylona oraz mnóstwo obywateli żydowskich.

5. Zaledwie rozbił obóz w stronie zachodniej miasta, gdy rozstawione tam straże nieprzyjacielskie jęły na jego wojsko miotać strzały i oszczepy, a nawet czynić napady na przednie placówki. Wtedy Herod rozesłał obwoływaczy i kazał im wzdłuż murów głosić, że przybył dla dobra ludu i ojczyzny, że nawet jawnych wrogów swoich prześladować nie zamierza, a gotów najzacieklejszym wszystkie przewinienia darować. Natychmiast stronnicy Antygona wysłali na mury swoich obwoływaczy z przeciwnymi tamtemu obwieszczeniami; pilnowali też, aby obwoływaczy Herodowych nie słuchano, aby nikt z miasta na stronę Heroda nie przemykał się, wreszcie nakazali odpędzić ich całkiem od murów. Padła tedy z wieżyc chmura strzał i rozproszyła szybko ludzi Heroda.

6. Wtedy też zaraz ujawniło się przekupstwo Sylona. Z jego poduszczenia żołnierze zaczęli wyrzekać, że nie mają co jeść, żeby im dano pieniądze na zakup żywności, żeby ich odprowadzono na porządne leże zimowe, bo cała okolica splądrowana przez ludzi Antygona. Sylon zaczął nawet zwijać już obóz, aby z wojskiem odciągnąć. Ale Herod przemówił do starszyzny284 i żołnierzy Sylonowych prosząc ich, aby go nie opuszczali, bo przecież przybył tu z ramienia Cezara, Antoniusza, senatu; dziś jeszcze postara się zaspokoić wszystkie potrzeby wojska. I istotnie, jeszcze tego samego dnia wybrawszy się w okolicę, sprowadził tyle żywności, że cały zamysł Sylona został udaremniony. Aby jednak zabezpieczyć dowóz i na dni następne, przykazał Samarytanom, którzy jego stronę trzymali, dostawiać do Jerycha zboże, wino, oliwę i bydło. Antygon, dowiedziawszy się o tym, wysłał na wszystkie strony oddziały dla przejmowania taborów. Całą okolicę Jerycha obstawił w ten sposób żołnierzem. Ale i Herod nie spoczywał. Wziąwszy ze sobą dziesięć kohort285, pięć rzymskich, a pięć żydowskich, prócz tego pewną ilość ściągniętego z różnych stron najemnika i nieznaczną ilość konnicy, zjawia się pod Jerychem. Zastaje miasto zupełnie opustoszałe; tylko do warowni schroniło się pięciuset zbiegów z żonami i dziećmi. Zrazu zagarnął ich w niewolę, ale wnet potem wypuścił. Rzymianie rzucają się na miasto i plądrują, gdyż domy były przepełnione różnym dobytkiem. Król pozostawia w Jerychu załogę; Rzymian zaś posyła na leże zimowe do sprzyjających mu miast Idumei, Galilei i Samarii. Nawet Antygonowi udało się, gdy znowu przekupił Sylona, dostać część rzymskich wojsk na leże do Liddy, czym zamierzał zjednać sobie Antoniusza.

XVI

1. Rzymianom tedy w czasie owej przerwy wojennej286 całkiem wygodnie czas spływał. Herod natomiast nie spoczywał. Oddawszy pod rozkazy brata Józefa dwa tysiące piechoty i czterysta konnicy, kazał mu obsadzić Idumeę, aby tam nie spiskowano na rzecz Antygona. Następnie wyswobodzoną z Masady matkę i całą rodzinę przewozi do Samarii w miejsce bezpieczne, sam zaś wyrusza do Galilei, aby z reszty warowni wyprzeć załogi Antygona.

2. Dymiła silna śnieżyca, kiedy stanął pod Sefforis. Zajmuje miasto bez wysiłku, gdyż załoga zbiegła na wiadomość o zbliżaniu się jego wojsk. Znalazł też tam dużo żywności, mógł przeto pokrzepić żołnierzy, którzy w pochodzie bardzo ucierpieli od niepogody. Następnie rusza na kryjących się po grotach rozbójników, których ustawiczne napady były dla okolicznych mieszkańców nie mniejszą plagą od wojny. Wysyła przodem do wsi Arbeli287 trzy kohorty piechoty i oddział konnicy, a sam w czterdzieści dni później rusza z resztą sił. Rozbójnicy jednak bynajmniej się nie zastraszyli widokiem takiej potęgi, ale z bronią w ręku gotowali się do obrony; znali bowiem doskonale rzemiosło wojenne i posiadali zuchwałość prawdziwych bandytów. Zawrzała tedy bitwa, w czasie której prawe skrzydło napastnika zdołało zachwiać lewym skrzyłem Heroda. Ale ten szybkim zawinięciem skrzydła prawego powstrzymuje pierzchających, spada na prącego się naprzód wroga i po zaciętej utarczce zmusza go do ucieczki.

3. Ścigał nieprzyjaciela aż do samego Jordanu i głównie jego zastępy wyniszczył; garść niedobitków, przedostawszy się za Jordan, rozpierzchłą się na wszystkie strony. Herod czynem tym bawił Galileę od prawdziwej klęski. Należało jeszcze wygnieść tych, którzy się kryli po jaskiniach, ale na to trzeba było więcej czasu. Rozdał tedy żołnierzom nagrody za poniesione trudy, wypłacają na każdą głowę po sto pięćdziesiąt drachm288 srebrem, a starszyźnie znacznie więcej; następnie odsyła ich na leże zimowe. Najmłodszemu bratu swego Ferorasowi poleca zaopatrywać ich w żywność, a także owartować Aleksandrejon, co ten ściśle wykonał.

4. Antoniusz wtedy bawił w Atenach. Wentidiusz natomiast kazał Sylonowi i Herodowi ruszyć na Partów289, o ile by pierwej zaprowadzili ład w ziemi żydowskiej. Herod jednak puścił chętnie Sylona przodem do Wentidiusza i sam zabrał się do wytępienia rozbójników, gnieżdżących się po jaskiniach. Owych jaskiń należało szukać w niedostępnych zboczach górskich, prowadząc wojsko wąziutkimi ścieżynami. Wejścia do jaskiń były ukryte pośród strzelistych skał nad ziejącymi otchłaniami, z których dna ściany górskie dźwigały się w niebo, niemal prostopadle. Herod długo łamał sobie głowę, szukając dostępu do tych pieczar, aż wreszcie wpadł na pomysł bardzo śmiały. Umieściwszy najodważniejszych żołnierzy w skrzyniach, kazał ich za pomocą lin opuszczać w dół na wysokość pieczar; żołnierze, wisząc, siekli rozbójników i ich rodziny, a na opornych miotali gorejące głownie. Herod chciał niektórych pojmać żywcem, przeto kazał wołać, aby się poddali. Ale żaden nie uczynił tego dobrowolnie, a ci nawet, którzy stracili nadzieję ratunku, woleli śmierć nad niewolę. Pewien stary zbój, ojciec siedmiorga dzieci, gdy żona zaczęła go prosić, aby wraz z dziećmi wyszli z jaskini na słowo, pozabijał ich wszystkich w sposób następujący: stanął u wyjścia, kazał synom kolejno wychodzić i każdego w chwili, gdy go mijał, kładł trupem. Patrzący na to z daleka Herod wyciągnął prawicę w stronę starca i zaklinał go ze wzruszeniem, aby miał litość nad swym potomstwem. Ale nieubłagany starzec, wymyślając jeszcze Herodowi, że ma niskie pochodzenie290, zabił prócz tego żonę, powyrzucał zwłoki do przepaści i sam się wreszcie do niej rzucił.

5. W ten sposób Herod dotarł do owych grot i uprzątnął z nich rozbójników. Następnie zostawił dostatecznie silny oddział pod dowództwem Tolemeusza291 dla duszenia buntu, gdziekolwiekby się jeszcze ujawnił, sam zaś na czele trzech tysięcy piechoty i sześciuset jeźdźców ruszył przeciw Antygonowi do Samarii. Zaledwie opuścił Galileę, znowu z wszelkich kryjówek powychodzili buntownicy, opadli znienacka Tolemeusza, zabili go, spustoszyli kraj, a następnie ukryli się wśród moczarów i pustkowi. Na wieść o tym ponownym wybuchu powstania Herod wraca pospiesznie, kładzie trupem znaczną ilość buntowników, uwalnia warownie od oblężenia, a jako karę za wszczęcie rozruchów ściąga z nieprzyjaciela sto talentów daniny.

6. Tymczasem Partowie zostali z kraju wypędzeni, Pakoros poległ, a Wentidiusz z rozkazu Antoniusza posłał Herodowi na pomoc tysiąc jeźdźców i dwie legie, aby łatwiej poskromił Antygona. Ten do stratega owych posiłków, Machajrasa, pisze list z żalami na gwałty Heroda i kusi go podarkami, aby przeszedł na jego stronę. Machajras nie sprzeniewierzył się jednak swemu zwierzchnikowi; zresztą Herod, do którego szedł, lepiej płacił. Udaje wszelako życzliwość i mimo przestróg Heroda rusza ku Antygonowi, aby przeszpiegować jego położenie. Antygon jednak przejrzał jego zamiary, zamknął bramy miasta, bronił się z murów, obchodząc się z nim jak z otwartym nieprzyjacielem, aż wreszcie zawstydzony Machajras musiał wrócić do Heroda pod Ammaus. Ale rozzłoszczony z powodu porażki, napadał po drodze wszystkich Żydów, zabijał nawet stronników Heroda, postępując z nimi tak, jak gdyby wszyscy byli sojusznikami Antygona.

7. Oburzony Herod chciał na Machajrasa natychmiast ruszyć i zbić go jak wroga, ale gdy nieco ostygł w gniewie, postanowił udać się do Antoniusza ze skargą na jego bezprawie. Machajras, pomiarkowawszy się, podążył do Heroda i przebłagał go. Herod wszelako z drogi do Antoniusza nie zawrócił, albowiem dowiedział się, że oblega Samosatę292, silną twierdzę nad Eufratem, więc zarówno chciał mu pomóc, jak i błysnąć przed nim męstwem. I rzeczywiście wskutek jego przybycia pierścień oblężenia zaraz silniej się zacisnął. Herod mocno poraził barbarzyńców, nabrał dużo łupów, Antoniusz zaś, który był zawsze wielbicielem jego męstwa, teraz jeszcze bardziej go pokochał, zasypując go pochwałami i rokując mu rychłe objęcie tronu. Król Antioch zaś musiał Samosatę poddać.

XVII

1. Nagle sprawy Heroda w Judei bardzo zły wzięły obrót293. Zostawił tam brata i pilnie mu zalecił, aby do jego powrotu żadnych kroków przeciwko Antygonowi nie poczynał, albowiem nie dowierzał Machajrasowi. Ale Józef, skoro tylko poczuł, że brata nie ma w pobliżu, niepomny jego słów rusza na Jerycho na czele pięciu kohort Machajrasa; chciał tam zrabować zboże, które właśnie dojrzewało. W górzystej i bezdrożnej okolicy napadli go nieprzyjaciele, mimo dzielnej obrony legł, a z nim padły wszystkie kohorty, składały się bowiem z samych nowobrańców syryjskich, a nie ze starego żołnierza, który zmieszamy z niedoświadczoną młodzią byłby jej dał niezawodnie silniejsze oparcie.

2. Antygonowi nie wystarczyło zwycięstwo, chciał się jeszcze pastwić nad zwłokami pobitego nieprzyjaciela. Gdy przy uprzątaniu poległych znaleziono ciało Józefa, kazał mu odrąbać głowę, chociaż brat poległego, Feroras, dawał mu za trupa pięćdziesiąt talentów. Ledwie że wieść o tym zwycięstwie Antygona dobiegła do Galilei, a zaraz się wszystko przeciw Herodowi ruszyło, głównych zaś jego stronników chwytano i topiono w jeziorze. Wrzenie poczęło się także w Idumei, gdzie właśnie Machajras naprawiał mury warowni zwanej Gitta294. Herod o tym wszystkim nic nie wiedział. Po wzięciu Samosaty Antoniusz zamianował namiestnikiem Syrii Sosjusza i kazał mu wspierać Heroda przeciw Antygonowi, sam zaś udał się do Egiptu. Sosjusz posłał też Herodowi do Judei dwie legie, za którymi niebawem zresztą wojska sam ruszył.

3. Herod bawił pod te czasy w Dafne około Antiochii. Nawiedza go sen, że brat ginie. Budzi się przerażony; wyskakuje z łoża. W tej chwili wchodzą do niego zwiastuny nieszczęścia. Herod nie oddawał się długo boleści z powodu zgonu brata; odkładając żałobę na później, ruszana wroga spiesznym pochodem. Przybywszy na Liban295, tworzy zastęp z ośmiuset górali; prócz tego znajduje tam całą legię rzymską. Nie czekając nawet brzasku, spada na Galileę. Nieprzyjaciel występuje z twierdzy i dąży naprzeciw niego. Herod uderza, spycha go z powrotem do warowni, przypuszcza nawet szturm, ale właśnie rozszalała się burza i musiał przed nią chronić się do okolicznych wsi. W ciągu kilku najbliższych dni zjawia się druga legia, przysłana przez Antoniusza. Wróg, widząc przed sobą siły przemożne, opuszcza warownię nocą i uchodzi.

4. Herod, chcąc jak najrychlej wywrzeć pomstę na mordercach brata, kieruje się na Jerycho, gdzie miał zdarzenie niezwykłe; a że z niego wyszedł cało, przeto poczęto mówić, iż cieszy się szczególną łaską Boga. Wieczorem podejmował u siebie wielu znakomitych gości. Ledwie biesiadnicy po skończonej uczcie wyszli na próg, dom nagle zawalił się. Z tego zdarzenia Herod wyciągnął wróżbę, że wprawdzie czekają go na wojnie wielkie niebezpieczeństwa, ale wyjdzie z nich cało. Nim zaczęło świtać, ruszył z wojskiem w pochód. Z gór zeszło ku niemu około sześciu tysięcy nieprzyjaciela; niepokoili jego przednie oddziały. Nie ważyli się wdać z Rzymianami w bój ręczny, tylko miotali z daleka oszczepy i ciskali kamienie, raniąc wielu. Sam Herod, gdy zbyt blisko podjechał na koniu, został raniony w bok oszczepem.

5. Antygon chciał dowieść nieprzyjacielowi, że przewyższa go nie tylko śmiałością, ale i liczbą wojsk; posłał tedy do Samarii z garścią żołnierzy jednego z swoich zaufanych imieniem Pappos. Z nim borykał się Machajras296, Herod zaś przebiegał wzburzony kraj, wpadł do pięciu miasteczek, ubił dwa tysiące mieszkańców, miasteczka zburzył i spalił, wreszcie wrócił do obozu, rozbitego pod wsią zwaną Kana.

6. Z Jerycha i z wszystkich okolic napływają do niego codziennie gromady Żydów. Jednych przypędza nienawiść względem Antygona, innych uniesienie dla zwycięskiego Heroda, większość jednak sprowadza tu dziwna żądza przewrotów. Herod pała chęcią zmierzenia się z nieprzyjacielem. Żołnierze Papposa, siłą przeciwnika niezastraszeni, ruszają naprzeciw niego. Powstaje walka. Z początku niektóre oddziały srogo naciskają Heroda. Ale ten, gnany wyłącznie żądzą pomsty brata, nie liczy się z żadnymi niebezpieczeństwami i sieje śmierć tak, jak gdyby każdy żołnierz nieprzyjacielski był brata jego zabójcą. Odparł tedy nacierających, przełamał szeregi tych, którzy mu czoło stawiali, aż wreszcie zmusił wrogów do ucieczki i jeszcze ich ścigał. Trup padał gęsto; Herod zapędził wrogów do wsi297, z której byli na niego wyruszyli, i zwłaszcza w ostatnich szeregach pierzchających wielkie porobił spustoszenia. Wreszcie wpadł do samej wsi, gdzie trzeba było zdobywać dom za domem i gdzie nieprzyjaciel bronił się na dachach. Gdy Herod pokonał tych, którzy walczyli zewnątrz domów, kazał dla wypłoszenia wroga domy burzyć, a pod zawalającymi się dachami mnóstwo żołnierzy ginęło. Kto stamtąd cało uszedł, wpadał na ostrze miecza, aż wreszcie wał trupów samym zwycięzcom zagrodził drogę. Ten pogrom odjął ducha nieprzyjacielowi; jeszcze tu i ówdzie zbierały się kupy, ale okropny widok całymi stosami leżących ciał takim przejął ich lękiem, że się rozpierzchli w nieładzie. Herod byłby zaraz ruszył na Jerozolimę298, ale zatrzymała go wyjątkowo ostra zima. Był to jedyny powód, dla którego nie wyzyskał zwycięstwa i nie zgnębił ostatecznie Antygona, mającego już nawet zamiar wycofania się z miasta.

7. Pod wieczór Herod, rozpuściwszy na odpoczynek swoich towarzyszy broni, cały jeszcze rozgrzany bitwą, poszedł zwyczajem żołnierskim wykąpać się, wziąwszy ze sobą dla posługi tylko pacholika. Gdy wchodził do łaźni, wyskoczył stamtąd żołnierz nieprzyjacielski z mieczem w ręku, potem drugi, trzeci, wreszcie cała ich kupa. Tu bowiem schronili się po bitwie, drżąc z przerażenia. Gdy król ich spłoszył, przebiegali pędem około nieuzbrojonego, szukając wyjścia. Że zaś przy królu nie było prócz owego pacholika nikogo, przeto uszli. Ale tylko dzięki ich przerażeniu Herod uniknął poważnego niebezpieczeństwa.

8. Nazajutrz Herod kazał uciąć głowę poległemu w bitwie Papposowi, strategowi Antygona, i posłał ją Ferorasowi na dowód, że śmierć ich brata została pomszczona. Pappos bowiem ubił wtedy w bitwie Józefa. Kiedy zima nieco złagodniała, Herod ruszył na Jerozolimę, podprowadził wojska pod same mury, a obóz rozbił naprzeciwko świątyni299. A właśnie upłynął rok trzeci, odkąd go Rzym wyniósł na króla Judei. Sądził, że zajął pod Jerozolimą dobre stanowisko, gdyż z tej strony właśnie zdobył ją dawniej Pompejusz. Rozdzieliwszy roboty oblężnicze między wojska, rozkazał dokoła miasta wyciąć całe zadrzewienie, sypać trzy wały i ustawiać na nich wieżyce. Przy robotach tych zostawił najzdolniejszych spomiędzy swoich podwładnych, sam zaś udał się do Samarii, aby pojąć za małżonkę córkę Aleksandra300, syna Arystobulowego, z którą, jak już o tym wspomniałem, był zaręczony. W ten sposób połączył oblężenie z weselem; albowiem już poczynał lekceważyć sobie przeciwników.

9. Gdy uroczystości weselne dobiegły do końca, wraca pod Jerozolimę z większym jeszcze wojskiem, gdyż przyłączył się do niego Sosjusz ze znaczną ilością konnicy i piechoty, który dążył ku Jerozolimie środkiem kraju, podczas gdy Herod obrał drogę na Fenicję301. Wszystkie te wojska Herodowe liczyły prawie jedenaście legionów piechoty i sześć tysięcy konnicy, nie biorąc pod uwagę posiłków syryjskich, które zresztą nie były znaczne. Rozłożono się po stronie północnej miasta. Za Herodem stało orzeczenie senatu, wynoszące go na króla, za Sosjuszem zaś rozkaz Antoniusza, który kazał mu całymi siłami swoimi popierać Heroda.

XVIII

1. Duszą zamkniętego w Jerozolimie ludu wstrząsały najsprzeczniejsze uczucia302. Słabsi gromadzili się dokoła świątyni głosząc, że szczęśliwy i błogosławiony ten, kogo śmierć z owego położenia wybawi; śmielsi łączyli się w bandy, popełniając liczne grabieże i plądrując głównie dzielnice podmiejskie, gdyż uczuwać się dawał brak żywności dla ludzi303 i paszy dla koni. Bardziej karna część obywateli stanęła do obrony miasta, płoszyła nieprzyjaciela sypiącego szańce i wszelakimi sposobami starała się udaremnić działanie machin oblężniczych. A w niczym tak nie przewyższali wroga, jak w robieniu podkopów.

2. Król, poczyniwszy różne zasadzki, położył koniec grabieżom. Potrzebom zaś swojego wojska zaradził w ten sposób, iż kazał sprowadzać żywność ze stron najodleglejszych. Sprawność rzymskich legionistów dawała królowi znaczną przewagę nad oblężonymi; jedynie pod względem śmiałości nikt się z nimi równać nie mógł; boju otwartego z Rzymianami unikali, bo byliby zawsze pobici na głowę, ale z podkopów wypadali, kiedy się ich najmniej spodziewano, a nim jakaś część muru została całkowicie zburzona, niesłychanie szybko dźwigali w tym miejscu mur nowy. Nie brakło tam nigdy ani rąk, ani wojennych pomysłów i z wszystkiego było widać, że się chcą bronić do upadłego. Pomimo przewagi Heroda wytrzymali oblężenie przez okrągłe pięć miesięcy304. Aż nareszcie w czasie szturmu doborowi Heroda żołnierze wdarli się na mur, za nimi ruszyli centurionowie Sosjusza i całe wojsko. Najpierw fala zdobywców zalała dzielnicę dokoła świątyni305, następnie wojska wpadły do samego miasta i wtedy rozpoczęła się rzeź. Rzymianie byli rozwścieczeni z powodu długotrwałego oblężenia, Żydzi zaś Heroda chcieli wytępić wszystkich stronników obozu przeciwnego. Gromadami tedy padał mordowany lud, czy to po domach, czy w wąskich uliczkach, czy też na dziedzińcu świątyni. Nikogo tam nie szczędzono, ani starców, ani dzieci, ani kobiet. Na próżno król rozsyłał na wszystkie strony, aby zaniechano rzezi. Nie spoczęła tam żadna ręka; żołnierzy ogarnął szał mordu. Teraz i Antygon wyszedł ze swojej twierdzy i jak gdyby zupełnie nie zdawał sobie sprawy z całej przeszłości ani z chwili, jaka nastała, przypadł Sosjuszowi do nóg. Tego jednak nie wzruszyła podobna igraszka losu. Zaśmiał mu się w oczy i powiedział, że jest nie Antygonem, lecz Antygoną306. Ale choć go nazwał kobietą, kazał go związać i dobrze pilnować.

3. Teraz, gdy miasto było już zdobyte, Herod pragnął przede wszystkim ukrócić wybryki cudzoziemskiego żołnierza, który party ciekawością gromadami całymi pchał się do świątyni i Przybytku. Król powstrzymywał ich prośbami, groźbami, a niekiedy nawet siłą zbrojną; wiedział bowiem, że w oczach ludu zwycięstwo jego okryłoby się hańbą, gdyby przybysze wtargnęli tam, dokąd nie wolno było wchodzić nawet prawowitemu Żydowi307. Starał się także kres położyć dalszemu plądrowaniu miasta. Raz za razem zapytywał Sosjusza, czy Rzymianie chcą Jerozolimę całkiem ogołocić z mieszkańców i dobytku, a uczynić go królem ruin; bo gdyby można zdobyć panowanie nad całym światem za krew, która się tutaj leje, to wolałbym się tego panowania całkiem zrzec. Sosjusz odpowiedział mu na to, że plądrowanie jest zwykłą nagrodą legionisty za poniesione trudy w czasie oblężenia. Wtedy Herod oświadczył, że wynagrodzi każdego żołnierza z własnego skarbca. Tym przyrzeczeniem uratował resztę miasta; a co obiecał, wykonał natychmiast. Każdego żołnierza po kolei obdarzył hojnie, dowódców stosunkowo jeszcze hojniej, Sosjusza zaś wprost po królewsku. Każdy odchodził od niego dobrze obładowany. Sosjusz złożył Bogu na ofiarę złoty wieniec, a następnie opuścił Jerozolimę, aby Antygona dostawić Antoniuszowi. Antygon był tak przywiązany do swego nikczemnego żywota, że do ostatniej chwili oddawał się złudnym nadziejom308. Nikczemny był, zginął też nikczemnie pod toporem.

4. Król Herod przystąpił teraz do rozdzielenia nagród i wymierzenia kar. Licznym, a wiernym stronnikom swoim porozdawał urzędy, czym ich sobie jeszcze bardziej zjednał, ludzi zaś Antygona pokarał śmiercią. W końcu brakło mu już pieniędzy; kazał tedy stopić wszystkie swoje klejnoty i bić z nich monetę, którą posłał Antoniuszowi i jego powiernikom. Ale nie okupił sobie tym dostatecznego bezpieczeństwa. Albowiem Antoniusz, który rozgorzał miłością dla Kleopatry, stał się był już wtedy zupełną igraszką w jej rękach. Kleopatra ograbiła i straciła wszystkich członków swojej rodziny, tak że ani jeden przy życiu nie został. Teraz krwawe oko zwróciła nieco dalej. Zaczęła przed Antoniuszem oczerniać władców syryjskich, nastając na ich życie, aby tym łatwiej stać się panią ich posiadłości. Z kolei spojrzenie jej padło także na Judeę i Arabię; czyniła tedy zabiegi, aby usunąć królów tych krain, Heroda i Malchosa.

5. Antoniusz, który dotąd spełniał wszystkie jej zachcianki, zawahał się jednak, gdyż zabójstwo królów tej miary i tej dzielności wydało mu się bądź co bądź zbrodnią. Na początek jednak ochłódł dla nich, pozabierał im znaczne obszary i podarował Kleopatrze, tak na przykład lasy palmowe309 pod Jerychem, obfitujące w krzewy balsamowe, oraz wszystkie miasta z tej strony rzeki Eleuteros310, z wyjątkiem Tyru i Sydonu. Gdy Kleopatra stała się panią tych ziem, towarzyszyła Antoniuszowi w czasie wojny z Partami311 aż do Eufratu, skąd zawracając przez Apameę i Damaszek, wstąpiła do Judei. Herod, zasypawszy ją niesłychanymi podarkami, ułagodził ją nieco; za dwieście talentów rocznie wziął od niej w dzierżawę obszary, które mu zrabowała, wreszcie z wielkimi honorami odprowadził ją do Peluzjum. Wnet312 przybył za nią z kraju Partów sam Antoniusz, prowadząc w więzach Artabazesa, syna Tigrana, jako dar dla Kleopatry. Zaraz go jej ofiarował razem z klejnotami i całym łupem wojennym.

XIX

1. Kiedy się gotowało313 na bitwę314 pod Akcjum315, Herod zbroił się, aby wyruszyć razem z Antoniuszem; w Judei bowiem zapanował już spokój, a nawet dostała się w jego ręce twierdza Hyrkania316, którą dotąd dzierżyła w swych rękach siostra Antygona. Ale Kleopatra umiała zręcznie i podstępnie zapobiec temu sojuszowi Heroda z Antoniuszem. Już bowiem, jak to powiedzieliśmy wyżej, zwróciła była oko na Heroda i na króla arabskiego. Podmówiła Antoniusza, aby poruczył Herodowi prowadzenie wojny z Arabami. Jeżeli Herod zwycięży, zagarną Arabię, jeżeli zostanie pobity, zagarną Judeę; w ten sposób jeden władca zetrze drugiego.

2. Ale z tych sideł wyszedł Herod cało. Najpierw chwycił Arabom zakładników, a następnie natarł na nich pod Diospolis317 za pomocą najemnej jazdy i pomimo dzielnej obrony pobił ich. Przegrana wywołała wśród Arabów wrzenie. Niebawem skupili się znowu pod Kanatą318 w Celesyrii i ze znacznymi siłami oczekiwali natarcia Żydów. Herod, przybywszy tam i zobaczywszy ich zastępy, postanowił działać ostrożnie i obwarował się w obozie. Ale żołnierze Heroda, zagrzani wstępnym zwycięstwem, nie posłuchali go; rzucili się na wroga i zaraz przy pierwszym starciu spędzili go z pola. W czasie pościgu wszystko się jednak zmieniło na niekorzyść; albowiem Atenion, jeden ze strategów Kleopatry, czując do Heroda zadawnioną niechęć, podburzył przeciwko niemu mieszkańców Kanaty, ci natarli na Heroda, dzięki czemu ścigani Arabowie nabrali ducha, zawrócili, skupili się w szeregi i wśród skał dzikiej okolicy zadali ścigającym ich oddziałom ciężką klęskę. Kto uszedł z życiem, schronił się do Ormizy319. Ale Arabowie podążyli i tam, zdobyli obóz, a ludzi wzięli do niewoli.

3. Herod pospieszył na pomoc, ale przybył już po klęsce. Całe to nieszczęście wynikło jedynie z nieposłuszeństwa dowódców; gdyby bowiem nie byli rozpoczęli bitwy tak nierozważnie, Atenionowi nie byłaby się nadarzyła sposobna chwila do zdrady. Herod mścił się teraz na Arabach, najeżdżając ustawicznie ich dziedziny, że za jedno odniesione zwycięstwo wielokrotnie musieli odpokutować. Nagle spada na Heroda nowy cios; było to w siódmym roku jego panowania320, a w chwili, kiedy wojna wrzała na całej linii. Albowiem w początkach wiosny nawiedziło jego kraj niebywałe trzęsienie ziemi, które zniszczyło niezliczoną ilość bydła i przyprawiło o śmierć trzydzieści tysięcy mieszkańców. Tylko wojsko jego wyszło cało z tej katastrofy, dzięki temu, że właśnie obozowało pod gołym niebem. Wypadek ten jeszcze bardziej rozzuchwalił Arabów, gdyż wieść o klęsce, biegnąc z ust do ust, podniosła ją do rozmiarów ostatecznych. Mówiono po prostu, że cała Judea została doszczętnie zniszczona. Arabowie mniemali, że teraz łatwo im przyjdzie zająć opustoszały kraj; wymordowali nawet pośredników żydowskich, którzy właśnie u nich bawili. Następnie wpadli do Judei. Wtedy Herod, widząc, że zarówno najście Arabów, jak i szereg idących po sobie nieszczęść napełnił bezmiernym lękiem serca jego żołnierzy, starał się podniecić w nich ducha następującą mową:

4. „Ogarnął was bezrozumny strach. Nie dziwię się, że was trwożą kary zsyłane przez Boga, ale nie bylibyście mężami, gdyby taką samą obawą przejmowały was ciosy zadawane przez ludzi. Mnie osobiście taka rzecz jak trzęsienie ziemi bynajmniej nie odstrasza od walki z wrogiem. Powiedziałbym raczej, że Bóg umyślnie to uczynił, aby wrogów zwabić do naszego kraju. Bo nie ośmieliła ich do napaści na nas ufność w moc własnej ręki i dzielność miecza, ale widok klęsk, zadanych nam przez siły przyrodzone. Zawodna to rachuba, która nie opiera się na własnej potędze, ale na cudzym nieszczęściu! Ludzkie szczęście i nieszczęście trwałe nie jest. Doświadczenie poucza, że powodzenie chyli się raz w tę, to znowu w tamtą stronę. Przykładów na to nie brak! Patrzcie! Byliśmy zwycięzcami, a wróg nas pobił; teraz los jego z kolei łudzi nadziejami zwycięstwa i na pewno skończy się to dla niego pogromem. Pycha zawsze oślepia, a trwoga uczy przezorności. Z waszego onieśmielenia wyciągam dobrą wróżbę. W pysze nie usłuchaliście moich rozkazów, rzuciliście się na wroga i oto daliście Atenionowi sposobność do zdrady: obecna wasza chwiejność i obawa wpaja we mnie niezbite przekonanie, że odniesiemy zwycięstwo. Bądźcie przejęci tym uczuciem, póki nie padnie hasło do boju, ale wtedy niechaj odwaga wasza zbudzi się jako lew z uśpienia, abyście pokazali tym bezbożnym hordom, że Żydzi umieją walczyć do ostatniego tchu w piersiach, choćby niebo i ziemia klęski na nich miotały, i że nie oddadzą swej własności owym Arabom, których już tylokrotnie do niewoli gnali. Niechaj was tedy nie zastraszają zjawiska takie jak trzęsienie ziemi i nie wyciągajcie z podobnych zdarzeń złych wróżb. Ruchy żywiołów podlegają stałym prawom i za każdym razem nie są w stanie wyrządzić człowiekowi innej szkody nad tę, którą właśnie wyrządziły. Nieraz wprawdzie zjawiska szczególne zapowiadają głód, zarazę lub trzęsienie ziemi, ale każda z tych plag działa tylko jako taka. Zastanówcie się, czy istnieje gdziekolwiek wróg, który mógłby nas tak porazić, jak trzęsienie ziemi? Ja wszelako śmiałbym przepowiedzieć nieprzyjacielowi naszemu daleko sroższą klęskę, i to nie czytając w jakichś żywiołach lub innych tajemnych potęgach. Bo oto, podeptawszy prawa, obowiązujące wszystkich ludzi, wymordowali okrutnie naszych pośredników, ofiarując ich Bogu za pomyślność wojny. Ale nie ujdą przed bacznym okiem Wszechmocnego i przed jego niezwyciężoną prawicą; ani przed nami nie ujdą, jeżeli żyje w nas duch przodków i jeżeli tylko zechcemy ich pokarać za takie wiarołomstwo. Niech tedy każdy rusza do boju nie dla żony lub dzieci, nie dla ojczyzny zagrożonej, ale w imię pomsty za wymordowanie posłów. Duchy ich lepiej pokierują bitwą niż my żywi. Byleście za mną szli, pierwszy się rzucę w niebezpieczeństwo. Działajcie tylko rozważnie, a wtedy, jak wiecie, nic się waszemu męstwu nie oprze!”321

5. Kiedy tymi słowy zapalał żołnierzy i gdy przekonał się, że odwaga w nich wstąpiła, złożył Bogu ofiarę i przekroczył Jordan. Rozłożywszy się obozem pod Filadelfią w pobliżu nieprzyjaciela, starał się przede wszystkim zająć twierdzę, leżącą między obu wojskami, zanim przyszłoby do otwartej bitwy. Ale i nieprzyjaciel wysunął swoje oddziały, aby twierdzę zająć. Wojska królewskie ubiegły jednak wroga, odparły go, twierdzę zajęły. Odtąd Herod dzień w dzień występował ze swymi zastępami przed mury, stawał w szyku bojowym i chciał w ten sposób wywabić Arabów do walki. Ale czekał nadaremno, bo już nieprzyjaciela ogarnęła trwoga, a strateg Eltemos, widząc siły Heroda, drętwiał po prostu ze strachu. Wtedy Herod natarł pierwszy i przerżnął się przez ich okopy. Przyciśnięci w ten sposób Arabowie ruszyli bezładnie do boju, pomieszawszy konnicę z piechotą. Przewyższali Żydów liczebnością, ale nie odwagą, aczkolwiek utraciwszy wszelką nadzieję zwycięstwa, walczyli jak szaleni.

6. Póki się jeszcze potykali, póty straty ich znaczne nie były. Dopiero gdy ruszyli do odwrotu, ciął ich albo miecz żydowski, albo też tratowały ich własne szeregi. W ucieczce legło ich pięć tysięcy; reszta tłoczyła się za szańce. Herod otoczył ich tutaj. Ale bezmierne pragnienie wytrąciło im miecz z ręki; gdy brakło wody, wyprawili do króla posłów, ofiarując mu pięćdziesiąt talentów okupu. Król odrzucił tę ofiarę z pogardą i nacisnął ich wojskiem jeszcze bardziej. Wtedy, ginąc z pragnienia, wychodzili zza szańców gromadami całymi i oddawali się dobrowolnie w ręce Żydów. W ten sposób pojmano w ciągu pięciu dni do czterech tysięcy. Dnia szóstego pozostała reszta rzuciła się z rozpaczą do walki ostatecznej. Wtedy Herod położył trupem jeszcze około siedmiu tysięcy. Tymi plagami wywarł krwawą pomstę na Arabii i tak ukrócił pychę jej mieszkańców, że zmuszeni byli uznać jego zwierzchnictwo nad sobą.

XX

1. Niebawem Herod znalazł się w położeniu niemal bez wyjścia322 i to właśnie z powodu przyjaźni, jaka go łączyła z Antoniuszem. Albowiem Cezar323 odniósł nad Antoniuszem zwycięstwo pod Akcjum. Obawy, które Heroda z tego powodu nawiedziły, były jednak przesadne; Cezar bowiem nie uważał Antoniusza za pobitego, póki Herod z nim trzymał. Herod zaś postanowił stawić czoło niebezpieczeństwu. Płynie na wyspę Rodos, gdzie Cezar właśnie bawił, staje przed nim bez królewskiego diademu, z ubioru i zachowania niby zwykły obywatel, ale duszą król. Przemawia do Cezara z niepospolitą szczerością: „Cezarze! Dzięki Antoniuszowi zostałem królem; rzecz tedy prosta, że starałem się być mu w zamian wedle sił moich użytecznym. Nie taję tedy, że byłbyś mnie widział z bronią w ręku obok niego, gdyby Arabowie nie stawili mi przeszkód. O ile tylko mogłem, posyłałem mu posiłki, zboże całymi taborami, a nawet po bitwie pod Akcjum nie opuściłem mego dobroczyńcy, chcąc mu służyć radą, gdy już nie można było służyć bronią, ukazując mu jako jedyne wyjście z fatalnego położenia śmierć Kleopatry. W razie, gdyby się na to zgodził, obiecywałem mu pieniądze, warownie, wojska i osobistą przeciw tobie pomoc. Ale powaby Kleopatry uczyniły go ślepym na wszystko; zresztą może tak właśnie zrządził Bóg, który w twoje ręce złożył zwycięstwo. Tym samym jednak zwyciężyłeś nie tylko Antoniusza, ale i mnie; jego losy uległy zmianie, więc i ja składam koronę. Przyszedłem, gdyż sądzę, że cenisz otwartość i że raczej będziesz brał pod uwagę, jakim, a nie czyim potrafiłem być przyjacielem!”

2. Na to odparł mu Cezar: „Żyj szczęśliwie i króluj jak najdłużej, bo kto tak przyjaźń pojmuje, ten jest godzien przewodzić ogółowi. Bądź równie wierny temu, któremu się los uśmiechnął, a który na twojej dzielności pokłada nadzieje najdalej idące. Rad jestem, że Antoniusz wolał słuchać Kleopatry niż ciebie, gdyż wskutek jego bezrozumnego postępowania widzę cię tutaj. Zresztą, jak widzę z listu Wentidiusza324, już mi zacząłeś świadczyć usługi, bo posłałeś mu posiłki przeciwko gladiatorom. Aby tedy nie było żadnych wątpliwości, osobnym dekretem potwierdzę nadaną ci władzę i będę także nadal starał się być ci pomocny, abyś nie żałował Antoniusza”.

3. Po tych słowach pełnych życzliwości włożył mu diadem na skronie i wydał dekret zatwierdzający go w godności króla, w którym to dekrecie wiele pochwał wielkodusznie na rzecz Heroda wygłosił. Herod chciał go jeszcze za pomocą darów nakłonić do wypuszczenia na wolność niejakiego Aleksasa325, przyjaciela Antoniusza, który go prosił o poparcie. Ale Cezar był na niego zbyt zagniewany i zbyt wiele ciężkich przewinień miał mu do zarzucenia, przeto odmówił Herodowi. Później, gdy Cezar ciągnął przez Syrię do Egiptu, Herod podejmował go z całym przepychem królewskim, w czasie przeglądu wojsk pod Ptolemaidą najpierw326 towarzyszył mu na koniu, następnie wyprawił ucztę dla niego i dla całego jego otoczenia, wreszcie nie zapomniał też i o wojskach, które sowicie uraczył. W czasie przemarszu sił rzymskich do Peluzjum i z powrotem przez okolicę bezwodną dokładał starań, aby je zaopatrzyć w dostateczną ilość wody i żywności. Cezarowi tedy i wszystkim nasuwała się myśl, że Herod dla swej działalności ma właściwie zbyt szczupłe obszary. Gdy więc przybył do Egiptu, gdzie już Antoniusza i Kleopatry przy życiu nie zastał, nie tylko obsypał Heroda całym szeregiem zaszczytów, ale zwrócił mu także ziemie wydarte przez Kleopatrę, do których dodał Gadarę, Hippos, Samarię i prócz tego miasta nadbrzeżne Gazę, Antedon, Joppę i Wieżę Stratona. Ofiarował mu też straż przyboczną, złożoną z czterystu Galów327, którzy przedtem stanowili orszak straży przybocznej Kleopatry. Owe tak hojne dary były spowodowane szczodrością samego obdarowanego.

4. Po upływie pierwszej aktiady328 Cezar rozszerzył jeszcze znaczniej granice jego królestwa, przydzielając mu ziemię zwaną Trachon329 oraz Bataneę i Auranitisę330, a to z następującego powodu. Niejaki Zenodoros, dzierżawca ziem Lizaniasza, ustawicznie podburzał przeciwko Damasceńczykom rozbójników Trachonu. Ci, udawszy się do namiestnika Syrii Warrona, prosili go, aby powiadomił Cezara o ich ciężkim położeniu. Cezar nadesłał rozkaz wytępienia band rozbójniczych. Warron oczyścił kraj z rozbójników i odebrał go Zenodorowi. Ażeby zaś ziemia ta nie była w dalszym ciągu gniazdem wszelkiego rozbójnictwa, niepokojącego Damaszek, Cezar podarował ją Herodowi. Kiedy po upływie dziesięciu lat znowu w te strony zajrzał, uczynił Heroda namiestnikiem nad całą Syrią, tak że żaden z prokuratorów nie mógł nic postanawiać bez jego wiedzy i woli. Po śmierci Zenodora Cezar dał mu jeszcze cały obszar rozciągający się między Trachonem a Galileą. Ale za najpiękniejszy zaszczyt Herod uważał sobie to, iż uchodził za największego przyjaciela Cezara po Agrypie331 i Agrypy po Cezarze. Gdy dotarł w ten sposób na sam szczyt ludzkiego szczęścia, wzbił się duchem wyżej i zabrał się do wykonania wielkich dzieł, które przeważnie były wyrazem zwrotu jego myśli do Boga.

XXI

1. W piętnastym roku swego panowania przystąpił do przebudowania Przybytku jerozolimskiego332, dziedziniec jego rozszerzył w dwójnasób, otoczył dokoła murem, czyniąc to wszystko z wielkim nakładem kosztów i z nadzwyczajnym przepychem. Świadczyły zwłaszcza o tym rozległe kolumnady, wzniesione dokoła świątyni, oraz przytykająca od północy twierdza. Kolumnady były całkowicie jego dziełem; twierdzę natomiast tylko przebudował, ale bardzo kosztownie, iście po królewsku, a ku czci Antoniusza przezwał Antonią. Sobie zaś wzniósł rezydencję na Górnym Mieście, gdzie dwa największe i najwspanialsze gmachy, z którymi nawet Przybytek równać się nie mógł, na cześć przyjaciół swoich nazwał Cezareum i Agrypeum.

2. Ale nie tylko gmachami czcił pamięć i imię tych mężów; później poświęcał im całe miasta. Albowiem w ziemi samarytańskiej otoczywszy jedno z miast prześlicznym murem długości około dwudziestu stajań, osadził tam sześć tysięcy mieszkańców, przydzielił im najżyźniejszą ziemię, w samym środku miasta wzniósł potężną świątynię otoczoną dziedzińcem, mającym obwodu trzy i pół stajania, i miasto to na cześć Cezara przezwał Sebaste333. Mieszkańcom zaś tego miasta nadał znakomitą ustawę.

3. Gdy Cezar obdarował go nowymi dziedzinami, zbudował u źródeł Jordanu ku jego czci świątynię z białego marmuru. Miejscowość ta nazywa się Panejon334. Tu spomiędzy gór strzela w niebo szczyt przepotężny; w dole zaś, u spadu skalnego, znajduje się cienista grota, napełniona wodą, niezbadanej głębokości. Na zewnątrz groty znajdują się źródła. Stąd, jak niektórzy mniemają, wypływa Jordan. Dokładniej pomówię o tym w innym miejscu335.

4. Także w Jerychu między zamkiem Kypros a starym pałacem królewskim wzniósł pałac nowy, piękniejszy, wygodniejszy, któremu nadał nazwę według imienia swego przyjaciela. Koniec końców w państwie jego prawie nie było miejsca, które by nie zapełnił gmachami wystawionymi na cześć Cezara. A gdy już własne ziemie przepełnił świątyniami, wzniósł jeszcze w eparchii szereg gmachów ku jego czci, a w wielu miastach pobudował Cezaree.

5. Zwrócił teraz uwagę na Wieżę Stratonową, miasteczko nadmorskie, chylące się do upadku, ale położone w bardzo pięknej okolicy. Postanowił i tu uczcić Cezara. Przebudował tedy miasteczko całkowicie z białego kamienia i wzniósł szereg wspaniałych pałaców. Tu zwłaszcza wykazał, iż posiada z przyrodzenia zdolność do wielkich przedsięwzięć. Wieża Stratona leżała pomiędzy Dorami i Joppą. Na całej tej przestrzeni nie było ani jednego portu. Okręty dążące do Egiptu wzdłuż brzegów Fenicji, jeżeli tylko powiał najlżejszy wiatr z południa, musiały od wybrzeży oddalać się na pełne morze, gdyż wśród skał powstawała silna fala, która odbijając się od brzegu, na znacznej przestrzeni wzdymała burzliwie odmęty morskie. Król jednak dzięki szlachetnej dumie i szczodrości odniósł zwycięstwo nad żywiołem i zbudował tu przystań większą od Pireusu336, w której utworzono wiele doskonałych miejsc do lądowania.

6. Tam, gdzie się zdawało, że ręka ludzka będzie musiała się cofnąć przed niezwalczonymi trudnościami, król zdobył się na dzieło, które miało być ostoją przeciwko najsilniejszemu naporowi fal morskich, a tak piękne, iż nikt nawet nie zauważał, jakie przeszkody trzeba było tu zwalczyć. Odmierzywszy miejsce na przystań, o której wielkości mówiliśmy wyżej, kazał na głębokości dwudziestu sążni337 opuszczać w morze głazy, mające przeważnie po pięćdziesiąt stóp338 długości, dziewięć stóp szerokości i dziesięć stóp wysokości, niektóre zaś były nawet większe. Ten wał ochronny, dźwigający się z dna morskiego, miał na powierzchni wód dwieście stóp szerokości; połowa tego wału od strony zewnętrznej służyła do odpierania fali, dlatego nazywała się Prokymia339; na drugiej połowie stanął mur biegnący dokoła przystani, ozdobiony szeregiem bardzo wysokich wież, z których najpiękniejsza na cześć pasierba Cezara otrzymała nazwę Druzjon.

7. Było tu dużo sklepionych pomieszczeń dla pomieszczenia ładunków okrętowych. Przed nimi rozciągał się dokoła całej przystani szeroki chodnik, po którym żeglarze swobodnie ruszać się mogli. Wjazd do przystani znajdował się w stronie północnej, a to z tego powodu, że w tej okolicy wiatry północne są najłagodniejsze. Po każdej stronie wjazdu stały na podstawach trzy kolosy; po lewej ustawiono je na silnie zbudowanej wieży, po prawej na dwóch złączonych ze sobą kolumnach, wyższych od przeciwległej wieży. Przylegające do przystani gmachy były także zbudowane z białego marmuru. Wszystkie ulice biegły do przystani w równoległych rzędach. Naprzeciw przystani na wzgórzu znajdowała się świątynia Cezara, bardzo piękna i ogromna; w niej stał kolosalny posąg Dzeusa, rzeźbiony na wzór olimpijskiego, oraz posąg Romy340, ciosany na wzór Hery z Argos. Miasto Herod poświęcił całej eparchii341, przystań przybywającym zewsząd żeglarzom, wszystko zaś razem Cezarowi i dlatego nazwał tę miejscowość Cezareą.

8. Teatr, amfiteatr, rynek były również godne imion, które upamiętniły. Następnie Herod ustanowił tu co pięć lat igrzyska, których nazwa czciła także pamięć Cezara; na pierwsze, które przypadły za sto dziewięćdziesiątej drugiej olimpiady, sam wielkie nagrody wyznaczył i to nie tylko dla zwycięzców, ale również dla tych, co zajęli drugie i trzecie miejsca. Odbudował też zburzone w czasie wojny nadmorskie miasto Antedon i nazwał je Agrypejon342. Posuwając uznanie dla Agrypy aż do przesady, kazał imię jego wyryć na wzniesionej przez siebie bramie świątyni.

9. Nikt też tak nie uszanował pamięci swoich rodziców jak on. Na cześć ojca zbudował miasto Antypatris, położone w najpiękniejszej dolinie całego kraju343, dobrze nawodnionej i zadrzewionej; aby zaś uczcić pamięć matki, obwarował silnie jeden z pięknych zamków położonych w górach nad Jerychem i nazwał go Kypros. Bratu Fazaelowi poświęcił w Jerozolimie wieżę, o której kształcie i wspaniałości pomówię na innym miejscu344. Prócz tego uczcił jeszcze pamięć brata zbudowaniem miasta, które nazwał Fazaelidą; leżało ono na północ od Jerycha w pobliżu rozciągającej się tam doliny.

10. Przekazawszy wiekom potomnym pamięć krewnych i przyjaciół, pomyślał także o upamiętnieniu swego własnego imienia. Na górze sąsiadującej z Arabią zbudował twierdzę i nazwał ją Herodejon. Taką samą nazwę nadał leżącemu sześć dziesiąt stajań za Jerozolimą sztucznemu wzgórzu, mającemu kształt piersi, które wspaniale przyozdobił budowlami. Szczyt wzgórza otoczył krągłymi wieżami, a między nimi zbudował wspaniałe pałace nie tylko o wielce wytwornym wnętrzu, ale również o nader zdobnych murach zewnętrznych, pięknym zrębie i dachu. Nie szczędząc żadnych kosztów, kazał zbudować wodociągi, które z daleka wodę toczyły w ilości dostatecznej. Zbudował także wspaniałe schody z lśniąco białego marmuru o dwustu stopniach; wzgórze bowiem, aczkolwiek ręką ludzką usypane, było wysokie. U stóp wzgórza wybudował szereg innych pałaców dla służby i dworu. Zewsząd bił taki przepych, iż pod względem ogromu i wspaniałości wyglądało to na miasto z rezydencją królewską w pośrodku.

11. Kiedy się uporał z tym i budowlami, okazał szczodrość królewską także grodom leżącym poza granicami jego kraju. Miastom Trypolis345, Damaszek i Ptolemaida zbudował gimnazjonów346, Byblos347 obwiódł murami, Berytos348 i Tyr otrzymały od niego kolumnady, świątynie i rynki; Sydonowi i Damaszkowi dał teatry, nadmorskiej Laodikei wodociągi, Askalanowi łaźnie i wodotryski, a prócz tego kolumnady, niesłychane pod względem rozmiarów i wykonania. Innym miastom ofiarował święte gaje i błonia; niektóre nawet otrzymały znaczne obszary ziemi, jak gdyby wchodziły w skład jego królestwa. Przełożonym obcych gimnazjonów zapewnił stałe roczne dochody, zastrzegłszy tylko, jak na przykład w Kos349, aby nie brakło nigdy nagród igrzyskowych. Wszystkim, którzy byli w potrzebie, rozdawał zboże; Rodyjczykom nawet ofiarował pieniądze na uzbrojenie floty, i to nieraz i nie z jednego powodu. Spalone miasto Pytion350 odbudował z własnego skarbca jeszcze wspanialej. Czyż mam wymieniać, jak obdarował Likijczyków351 i mieszkańców Samos? Jak hojnie wspierał niejednokrotnie w niedoli całą Jonię? Czyż miasta takie, jak Ateny, Lacedemon352, Nikopolis i Pergamon w Myzji353, nie są przepełnione jego ofiarami? Czy to nie on kazał w syryjskiej Antiochii354 główną ulicę, długości dwudziestu stajań, omijaną z powodu błota, wyłożyć płytami marmurowymi, a dla ochrony od niepogody przysłonić ją na całej długości kolumnadą?

12. Ale wszystko, co uczynił dotąd, tyczyło tylko poszczególnych ludów; dopiero Elidzie355 złożył dar, który był przeznaczony już nie tylko dla Hellady, ale dla całego świata, dokądkolwiek dobiegła wieść o igrzyskach olimpijskich. Zasłyszawszy bowiem, że z powodu braku środków igrzyska te upadają i że ta jedyna pamiątka po starożytnej Helladzie ma zniknąć, nie tylko tej olimpiady, kiedy się wybrał do Rzymu, wziął w tych igrzyskach udział jako sędzia, ale po wsze czasy ustanowił dochody dla utrzymania tych igrzysk, czym uwiecznił pamięć swego sędziostwa. Nie skończyłbym zaiste, gdybym chciał wyliczać, ile prócz tego umorzył długów i podatków; dla przykładu przytoczę tylko miasta Fazaelis i Balaneę356 oraz wspomnę szereg miasteczek na pograniczu Cylicji, którym przez zmniejszenie rocznego podatku wielce ulżył. W wielu wypadkach powściągał swą hojność jedynie z obawy, aby nie wzbudzić zazdrości i podejrzeń, że powodują nim jakieś cele ukryte, skoro różnym miastom większe świadczył dobrodziejstwa niż ich władcy.

13. Zaletom duszy Heroda odpowiadały przymioty ciała. Był znakomitym myśliwym, zwłaszcza dzięki temu, że świetnie dosiadał rumaka. Razu pewnego w ciągu jednego dnia ubił czterdzieści sztuk zwierzyny. Często bowiem w tej krainie trafia się odyniec, choć więcej tam jeleni i dzikich osłów. Jako żołnierz był niezwyciężony. Na igrzyskach powszechną w zbudzał wśród zapaśników obawę, gdyż widziano, jak pewnie uderzał oszczepem i jak celnie wypuszczał strzałę. A przy tym nigdy prawie nie zaćmiło się jego szczęście; bo jeżeli kiedykolwiek doznał na wojnie niepowodzenia, to nie z winy własnej, ale wskutek jakiejś zdrady albo nieroztropności żołnierzy.

XXII

1. Niezwykłe szczęście, któremu przyświecało w sprawach publicznych, zostało zaprawione goryczą niepowodzeń domowych357. Powód do tego dała żona, którą niezmiernie kochał. Doszedłszy bowiem do władzy, oddalił był od siebie Dorę, Jeruzalemitkę, pierwszą małżonkę swoją, z którą się ożenił, kiedy był jeszcze zwykłym obywatelem; natomiast pojął Mariammę, córkę Aleksandra, syna Arystobulowego. Już dawniej miewał z powodu niej różne w domu zatargi, ale dopiero po powrocie z Rzymu przybrały one poważniejsze rozmiary. Najpierw ze względu na synów Mariammy musiał wydalić z Jerozolimy syna swego Aleksandra, urodzonego z Dory, pozwalając mu zjawiać się w mieście tylko w dni świąteczne. Następnie pozbawił życia dziada swej małżonki, Hyrkana, który przybył do niego od Partów i popadł w podejrzenie, że uknuł spisek; Hyrkan był, jak wiadomo, wzięty przez Bazafranesa do niewoli podczas jego napadu na Syrię; z niewoli tej wyprosili go rodacy zza Eufratu358, litując się nad jego położeniem. Gdyby słuchał ich rad i nie jechał do Heroda, byłby ocalał. Ale zwabił go ślub wnuczki. Pokładając nadzieje na tym związku i tęskniąc za ojczyzną, wrócił i znalazł śmierć. Zresztą Herod nie dlatego zabił go, iżby się obawiał, że Hyrkan chciał zostać królem, ale że miał prawo zostać królem359.

2. Mariamme porodziła Herodowi pięcioro dzieci, dwie córki i trzech synów. Syn najmłodszy umarł w Rzymie, gdzie się kształcił; dwaj pozostali synowie byli już zupełnie chowani po królewsku, zarówno ze względu na wysokie pochodzenie matki, jak i dlatego, iż przyszli na świat, kiedy Herod rzeczywiście już rządził Judeą. Ale głównym powodem była miłość, jaką czuł dla Mariammy, która to miłość z każdym dniem stawała się gorętsza, że puszczał w niepamięć wszystkie zmartwienia, jakich mu przysparzała. Bo równie silnie ją kochał, jak silnie ona go nienawidziła. Mając do tej nienawiści powód słuszny, bo oparty na postępowaniu Heroda, ośmielona przy tym jego miłością, otwarcie mu wyrzucała, co był uczynił z dziadem jej Hyrkanem i z bratem Jonatesem360. Bo i tego mimo jego młodości Herod nie oszczędził; w siedemnastym roku życia uczynił go arcykapłanem i zaraz potem zabić kazał. Stało się to z następującego powodu. Gdy Jonates w czasie pewnego święta stanął przed ołtarzem w szatach arcykapłańskich, cały naród zapłakał ze wzruszenia. Jeszcze tej samej nocy Herod kazał młodzieńca uwieść do Jerycha i tam przez nasłanych Galów w czasie kąpieli utopić.