Bajki i powiastki

Dwa pługi

Raz na podwórzu stanęło dwa pługi:

Jeden długo spoczywał, z pracy wrócił drugi.

«Przyjacielu! rzekł pierwszy, nie rozumiem wcale,

Czemu ja tak przyćmiony, ty błyszczysz wspaniale,

Wszak z jednegośmy kruszcu, przecież nie jednacy,

Skądżeś ty nabył blasku? — Czy chcesz wiedzieć?...

Z pracy.

Henryś i Waluś

HENRYŚ

Czemu-to, Walusiu drogi,

Choć’eś ubogi

Zawsześ tak schludnie odziany?

WALUŚ

Nic dziwnego mój kochany!

Ochraniam grosika mamy:

Jak mogę strzegę się plamy.

Gdy dziurka zrobi się mała,

Proszę mateczki, by ją załatała,

I nie rozedrze się dalej:

A jak czysto i schludnie, to każdy pochwali.

Pierścionek

Jubiler z Rzeszowa pudełko otwiera,

A mama pierścionek z kamyczkiem wybiera,

I śliczny wybrała.

I Maryni dała.

Widziała go Andzia na siostry paluszku,

Nie zazdrość, nie boleść uczuła w serduszku;

Ale się cieszyła, z radości skakała;

Bo Andzia Marynię serdecznie kochała.

Dobrą dziecinę naśladujcie dzieci!

Niech brzydka zazdrość serc waszych nie szpeci.

Adelka

Adelciu! twa imienniczka

Napierała się pierniczka;

Myślisz Adelciu, że jej mama dała?

Nie. — A dlaczego? — Bo się napierała.

Dziewczynka i matka

Dziewczynka

Jam przy gościach nie płakała

Choć-em jeszcze taka mała.

«Nic dziwnego, — mama powie,

Kto płacze, beksą się zowie».

Czysty kotek

Czemu się często myjesz? pytano raz kota.

Bo czystość — odpowiedział — jest to piękna cnota,

Jakoż doprawdy, kocina

Mył się prawie co godzina;

Chętnie mu do pokoju wchodzić pozwalano,

Powszechnie go kochano,

Doznawał wszelkich pieszczotek:

A czemu? bo czysty był kotek.

Zając

Wyszedł zając z za krzaka,

I udawał Junaka:

Wąsy podniósł do góry,

Wzrok nasrożył ponury.

A w tem jakoś z niechcąca,

Wietrzyk z krzaczka liść strąca —

Patrzą... nie ma zająca.

Pierniczek

Henrysiu! na ci pierniczek, rzekł przyjaciel domu,

Ale zjedz go gdzie w kącie i nie daj nikomu. —

Ej, pan chyba żartuje, odpowie Henryczek:

Mam zjeść sam, to dziękuję, schowaj pan pierniczek.

Zgodne rodzeństwo

Kochany braciszku! nie rusz mi stoliczka,

Raz mała Ludmiłka rzekła do Eryczka,

Bo tu moje lalki niedługo usiędą:

Widzisz to nakrycie? tu obiad jeść będą.

ERYCZEK

Masz dla nich przysmaczki?

LUDOMIŁKA

Nie, bracie kochany.

ERYCZEK

Z wczorajszego balu mam dwa marcypany,

Mam jedno jabłuszko, cukierki, pierniczek. —

Pobiegł i przynosi to wszystko Eryczek.

Bawiły się grzecznie i zgodnie dziateczki,

I same zjadały, co miały laleczki.

Teraz, rzekł Eryczek, bądź siostro wzajemną,

Bawiłem się z tobą, ty się pobaw ze mną.

Widzisz, w tem pudełku mam ja polowanie,

Strzelec będzie strzelał, i zabije łanię. —

Ach żal mi jej bracie! powiada Ludmiła.

ERYCZEK

Eh! to nic nie szkodzi, będzie znowu żyła. —

I tak się bawiły zgodnie i przyjemnie.

I całe się życie kochały wzajemnie.

Siwe włoski

Powiedz mi dziaduniu, jak to się zrobiło,

Że ci coś jak śniegiem włoski opruszyło?

Już śniegi i lody na dworze stopniały,

I słońce dogrzewa, a włosek twój biały.

Dziecino kochana! dziadunio odpowie,

Starością posiwiał mój włosek na głowie:

Żyjemy, rośniemy, jak na polu kłoski

Dojrzeją, zżółknieją, nam — zbieleją włoski:

A kto włosy ma takie, żył długo na świecie,

Szanujże go lube dziecię,

I powstań przed nim, choć biedny, w niedoli,

A Bóg ci siwych włosków doczekać pozwoli.

Zuzia i pokrzywa

MAMA

Na ci Zuziu pokrzywkę. — Kiedy parzy Mamo!

— Niegrzecznym, rzecze mama, dzieje się to samo;

Każdy ich tak unika, jak ty tego ziela;

Bądź łagodną, uprzejmą, znajdziesz przyjaciela.

Matka i dziecię

MATKA

Dam ci wisienkę,

A zaśpiewaj piosenkę.

DZIECIĘ

Kiedy każe mama,

Zaśpiewam i sama.

PIEŚŃ

W ogródeczku rośnie trawka, między trawką kwiatki,

Rwą je dzieci na wianeczki dla ojca, dla matki,

Bo nam Pan Bóg przykazanie zesłał takie z nieba:

Że o mamie i o tacie pamiętać potrzeba.

Teodorek

Teodorek łapał muszki,

Obrywał im skrzydła, nóżki.

Siostra na to patrząc z boku,

Mówiła mu z łezką w oku:

O niedobry Teodorze!

Jak cię też to bawić może?

Cóż ci winny biedne muszki?

Czyż ty im dał skrzydła, nóżki?

Plama i łata

Plama przy łacie raz na sukni siadła,

I tak sąsiadkę zagadła:

Mnie nosi czasem i pani bogata,

A ty cóż jesteś?... godło nędzy... łata.

CZŁOWIEK

Że się tu wmieszam, Jejmość mi przebaczy,

Łata staranność i porządek znaczy,

A plamką się i małą brzydzą pospolicie:

Bo plama zawsze plamą, choć na aksamicie.

Zdzisławek

MAMA

Zdzisławku! pij lekarstwo! — Pił ani się skrzywił;

A kiedy się braciszek młodszy temu dziwił,

Tak Zdzisio odpowiedział: Złem złego zbywamy,

Lepiej wypić lekarstwo, niż widzieć łzy mamy.

Mysz młoda i stara

Wyjdź kochanko z ciasnej chatki,

I posłuchaj głosu matki, —

Mówiła mysz do córki, — w świat cię wyprowadzę,

Ja ci doradzę:

Jak zbierać ziarneczka,

Jak się strzedz koteczka,

Jak łapki unikać,

Jak do jamki zmykać:

Powiem ci, czem słoninka pachnie przypiekana,

Ale mnie słuchaj córko ukochana. —

Myszka była posłuszna i nie żałowała;

Długo sobie szczęśliwie po świecie bujała;

Tysiąc myszek zginęło, ona jedna żyła:

A czemu? bo posłuszna swojej matce była.

Justynka

Justynko, mówił Ludwiś, czy dobra bułeczka?

Dobra. — A dasz mi trochę? — Ani kawałeczka.

Mama dobywszy ciastko, rzecze do Justynki

To i ja tobie nie dam ani odrobinki.

Piesek Kruczek

Chodź piesku! a ten piesek nazywał się Kruczek,

Chodź, mówił Hipolitek, nauczę cię sztuczek. —

Kiedym ja jeszcze mały, ucz panicz Azora. —

Nie, piesku, rzecze chłopczyk, to najlepsza pora;

Azor stary, nie pojmie, pracować z nim nudno.

I tobie później byłoby trudno.

O wieleby cię, wiele, pracy kosztowało,

Teraz zobaczysz jak mało.

Wkrótce pojętny Kruczek

Nauczył się wiele sztuczek.

Służył, podawał i pływał,

Tysiąc figlów dokazywał,

A to tak zręcznie, tak śmiało.

Iż się zdawało,

Że go nic nie kosztowało.

Pamiętaj Hipolitku coś mówił do Kruczka:

«Że się z młodu najlepiej nabywa nauczka».

Matka i dziecię (Przyszedł Jaś zrana...)

Przyszedł Jaś zrana do ogródka w lecie,

Patrzy.... łzy na każdym kwiecie.

Biegnie do mamy z rozpaczą.

I woła: patrz, kwiatki płaczą.

Co mają znaczyć te łezki?

MATKA

Jest to ich pokarm niebieski.

Łza każda pochodzi z nieba,

Do życia łez im potrzeba.

Tak bywa i u nas ludzi.

W kim się uczucie nie wzbudzi,

Kto serce kamienne nosi,

Łzą nigdy oka nie zrosi,

Choć widzi niedolę czyję;

Możeż powiedzieć, że żyje?

Walercia

Są czasem dziewczynki dobre, jak aniołki,

Posłuszne córeczki, tkliwe przyjaciółki;

Niegrzecznych służącym nie mówią słóweczek,

Kochają braciszków i strzegą się sprzeczek.

Walercia to mi-to wyborna dziewczynka!

Już zaraz jej dobroć pokazuje minka,

Jak niebo bez chmurki, jej czoło pogodne,

Usteczka z uśmiechem, spojrzenie swobodne.

Wejdź tylko, Walercia powita cię mile,

Biednemu uczyni, co tylko w jej sile,

O piesku pamięta, nie drażni koteczka,

To mi-to Walercia, milutka dzieweczka

Chcesz wiedzieć, jak na tem Walercia wychodzi?

Mateczka ją kocha, nieraz jej dogodzi.

Nigdy się tateczko na nią nie rozgniewa.

Walercia wesoła i zawsze szczęśliwa,

Wszyscy ją kochają, niosą upominki,

O bierzcie z niej przykład kochane dziecinki.

Marcinek

Do Józia

Między grzecznemi dziećmi są czasem mazgaje,

Jak ci się też Józiu zdaje,

Czy dobrze na tem wychodzą?

O! wierz mi, jak cię kocham, same sobie szkodzą.

Marcinek, jak ty, malutki,

O najmniejszą drobnostkę zaraz stroił dudki:

Czy mu się co zapowiedziało,

Czyli kiedy od mamy dostał czego mało.

Czy kto nań palec zakrzywił,

Zaraz się rzewnie roztkliwił;

Zaraz beczał, zaraz szlochał.

Nikt go też za to nie kochał;

Wszyscy się z niego naśmiali,

Mazgajem go nazywali.

Nareszcie widzi, że to brzydka wada,

Choćby oczy wypłakał, wszystko nic nie nada.

Wziął się na inny sposób:

Grzecznym był dla wszystkich osób;

A o co tylko poprosi uprzejmie,

Każdy od swych ust odejmie:

I chętnie się z nim podzieli.

O dawnej wadzie wszyscy zapomnieli.

Ledwie się popatrzy ładnie,

Już myśl jego każdy zgadnie,

Nikt mu już w niczem niesprzeczny:

Bo Marcinek bardzo grzeczny.

Szerszeń i wiewiórka

Co się to znaczy? powiedz, wiewióreczko!

Zawsze coś w pyszczku zanosisz w gniazdeczko

I próżno wracasz... i tak bez ustanku. —

No to wiewiórka: ot widzisz kochanku,

Jesień nadchodzi, owoc spada z drzewa,

Wicher dmie srogi wszystko porozwiewa.

Otóż na zimę dziś się zapas zbiera.

Próżniak, niedbalec, to z głodu umiera.

Kwiatek znaleziony

Leżał kwiatek na drodze,

Niejeden go nie widział, choć go miał przy nodze,

Niejeden choć widział, minął,

I byłby zginął.

Przechodzi dziewczynka mała,

Podniosła go, rozchuchała,

A potem w szklankę do wody włożyła,

I słaba roślinka na nowo odżyła.

Zajrzyjmy w serduszko tej dobrej dziewczynki:

Ach, co tam uciechy z odżycia roślinki!

I słusznie, bo litość najsłodszą jest cnotą;

A biedny kwiateczek był także sierotą.

Kryś i Leoś

Leoś płakał nad książką, jednak się mozolił;

Kryś niepomny na przyszłość, wesoło swawolił.

Nadszedł wiek dojrzały, wszystko w spak obrócił

Cieszył się Leoś z nauk, Kryś niebaczny smucił,

I westchnął poniewczasie, gdy mu głód dokuczył

«O jakżem ja źle robił, żem się nic nie uczył!»

Pszczółka

Pszczółka spotkawszy człowieka w ogrodzie,

Rzecze: nieprawdaż? w całym zwierząt rodzie

Nie masz takiego, jak ja, przyjaciela?

Na to człowiek: „mam owcę, co wełny udziela,

Twój miód tylko przyjemny, wełna pożyteczna,

A przytem, prawdę rzekłszy, tyś trochę niegrzeczna:

Owieczka mi swą wełnę daje dobrowolnie,

Pszczółka czasem za miodek dobrze żądłem kolnie”.

Pszczoła i gołąbek

Wpadła w strumyk pszczółka mała,

Skrzydełkami trzepotała,

Już w nich siłę utraciła.

O! w jakimże strachu była:

Gołąbeczek śnieżno-pióry,

Na ratunek bliźnich skory,

Spuszcza listek... pszczółka rada,

Na zieloną łódkę siada,

Skrzydła siłę odzyskały,

I uleciał owad mały.

Nikt o swem nieszczęściu nie wie.

Jakoś wkrótce gołąbek siadł sobie na drzewie,

Spokojny! szczęśliwy!

Aż tu myśliwy