część pierwsza: O2

Po

Gładkie morze jak kawałek szkła w tej dłoni

która rozsypuje piasek pulsujących gwiazd.

Albo nie ma dłoni: dziki oddech słońca, czułe ciało ziemi

pod stopami tych, co nie widzą gwiazd.

Czułe ciało ziemi pod stopami brzóz,

zamrożone gwiazdy na rzęsach jeziora.

Gładkie morze jak kawałek lodu na języku tego

kto umiera zimą.

Niebo szumnie spada na zimowy las.

Pomyśl: siedmiu jeźdźców jak siedem barw tęczy.

Albo nie ma jeźdźców: twoja krew pulsuje i nabiera barw.

Pomyśl: kropla twojej krwi na śniegu.

Garść zielonych szkiełek w ciepłej rączce dziecka.

Ramię Oriona

Wielkie poruszenie na tych gładkich morzach,

kłębią się ciężkie, ciemne ciała ryb.

To duch awaryjnie ląduje na wodzie,

ślizga się, tnie toń, wytraca prędkość, czas.

Czas rozdzielić poły słonecznego płaszcza,

uwolnić wiatr —

i już.

Pył międzygwiazdowy na listkach pierwszych drzew.

Rozmodlony zając strząsa słoną rosę,

lgnie do ciepłej ziemi wsłuchany w jej musujące tętno.

Asymilacja i dysymilacja. CO2, H2O,

i światło, światło, światło,

przemiana materii w materię, wzrost i dojrzewanie

w płaskim dysku falującej Galaktyki.

Czarna śmierć pulsuje cicho pomiędzy gwiazdami,

„Koło biegunu krąży wiecznymi obwody1” —

płomienna Betelgeuse, Rigel, Bellatrix —

jadą Kosiarze na jesienne niebo, patrz!

Patrzymy. Masz we włosach mgłę i nitki pajęczyny,

niesiesz reklamówkę pełną zimnych gruszek.

Relentlessly craving2

B.G.

wierszu, wierszu bądź mocny

jak fala uderzeniowa, koncert A-moll Griega

zapuść korzenie, znajdź źródło, kwitnij, wydaj owoc

ożyj, wierszu, chcę twojej krwi

wierszu, wierszu bądź tak niebezpiecznie piękny

jak pijana kobieta na obrazie Muncha

liczą się tylko podstawowe barwy, żółty, czarny, czerwony

liczy się ogień

jest czas nadziei

i czas rozpaczy

liczy się ogień

jeśli nie masz ciała

nie znasz miłości

ani nie znasz śmierci

wierszu, wierszu bądź w słońcu

w oku świata

w przemianie chleba w ruch

w ustawicznym rozpadzie, który jest warunkiem wszelkiej syntezy

we krwi

ogniu

bądź

jest czas nadziei

i czas rozpaczy

liczy się ogień i lód

wierszu, wierszu bądź jak ciemna noc duszy

Bum!

i świat rozkwita jak odświętna raca

ciekawe co to za okazja

że od tej pory wszystko zmierza na zewnątrz

z dala od tej osobliwości, której potem nadawano różne nazwy

w sumie nic takiego, garść nagrzanych gwiazd

ok. 200 miliardów w naszej mlecznej okolicy

a miejsce akcji jest częścią przedstawienia

bo kiedyś nie było miejsca

i nie było kiedyś

Neutrino samotny żeglarz

mały Odyseusz co podbija pustkę, która jest we wszystkim

i co to znaczy wrócić

i co to znaczy dom

i co to znaczy do?

Kolejny przełom w historii ludzkości

radość w TV

opanowaliśmy nowe słowo bozon

jesteśmy na żywo informowani

o tym co widzimy

całkiem nam nie straszne takie czarne dziurki

(What if darkness became unhinged right now?

to Ashbery, ale o czym innym)

bo tak naprawdę wymiarów jest jedenaście

a wszechświat to gigantyczne organy

i jak to jest stale być wyśpiewywanym

o tym Coleridge w „Harfie Eolskiej”

i Wordsworth w „Preludium” co prawda

żaden z nich nie słyszał o superstrunach

blisko, coraz bliżej

ciepło, coraz cieplej

pytanie o częstotliwość głosu anioła

w pewnym sensie jest to bowiem remake

starych teleologicznych historii

chodzi o odświętne zagęszczenie czasu

żeby wszyscy przez chwilę popatrzyli w tę samą stronę

co i my czynimy

przy zgaszonym świetle

kiedy nas otacza szarość pełna szmerów

i drżenia

Dziwadełko

i cała ziemia na łyżeczce:

To see a World in a Grain of Sand3

tak blisko jedni drugich

Początek i Koniec

jak ciasno zwinięty kłębek kolorowej włóczki

młody liść paproci

skompresowane sny

Lew obok jagnięcia a obok Buddowie

nic do powiedzenia

nic

nic nic

nic mężczyzny i nic kobiety

nic dziecka nic drzewa nic tlenu

kropla plazmy

w gęstym sercu gwiazdy

Sorella la luna

E.P.

Niebywałość światła w tej potężnej nocy.

Która nie ma źródła.

Która nie maleje.

Twarz księżyca pocięta kreskami gałęzi,

mozół mrówki, która nieustannie

idzie do nieba.

Ponieważ mrówka jest częścią procesu,

taniec starych sosen w tej ciemnej katedrze,

gdzie jeden mrok łączy się z drugim.

Ponieważ liść jest częścią procesu,

tylko żyć i umierać, żyć i umierać,

żyć i umierać powoli

jak gwiazda. Te robią wrażenie,

małe eksplozje wielkiej duszy świata,

która nie ma źródła i rośnie.

Mamo, jaka duuuuża muzyka!

Na styku sezonów,

w czasie przejrzystym jak kryształek piasku,

czułość jeży śpiących blisko tętna ziemi.

Wysoko w gałęziach szepty i wołanie.

Pierwsze płatki śniegu na policzkach dziecka,

kiedy biegniemy po prezent:

rozgwieżdżony listopad

nad Narwią.

Kompost

J.C.

Te maleństwa, które jedzą ciała liści na podłodze lasu.

Rozcieram w palcach zimną grudkę ziemi,

proch wypełnia poziomice egzotycznej mapy.

W moich tętnicach koncert obcej muzyki,

szum krwi i życia, które mnie chwilowo gości jak rzeka

przypadkowy liść:

wyboista podróż w dół błyszczących wodospadów z widokiem na niebo.

Kładę się na mchu.

Ołów chmur pocięty żyłkami gałęzi,

białe słońce, wiatr i poruszenie skrzydeł,

bez znaczenia, oczy, pazury i pierze,

bez znaczenia iskra między ciemnościami.

Wdech i wydech. Wdech i wydech poza mną,

ponieważ jestem zgięciem wielkiej płachty czasu,

mieszkam w wygnaniu,

zmarszczka na powierzchni wody ciemnej jak milczenie.

Liść wpada do rzeki, a rzeka do morza.

Morze zakwita czerwienią ukwiałów.

Nad tą cudną łąką, pod sklepieniem fali

wolno pływają obojętne ryby.

Pewnego dnia

zgasną telewizory

i wojna skończy się bez fajerwerków,

posprzątamy mieszkania,

w okna wstąpi blask.

pewnego dnia cisza będzie naczyniem na deszcz,

samochody staną, żeby się w nią wsłuchać.

z ciszy urodzi się dźwięk

żywy jak źrebaczek.

piszę ci o tym słowami

bo ko-

cham

(sic!)

a hemoglobina wychwytuje kółka tlenu:

o

o

o

oddychaj

oddychaj

ko-

Tlen

Pokażę ci miłość w jednej garści gwiazd.

Znasz feerię śniegu na przydrożnych liściach?

Fioletowy kontur grudniowego dnia?

Przyszłam tu, żeby oddychać.

Są mali tancerze w kropli rzecznej wody.

Raje owadów za bramą ogrodu,

gniazdo w zgięciu ramion tamtej grubej sosny,

w gnieździe moich ramion mleczny oddech dziecka.

Lekko mieszkamy na wydechu świata,

jeden mrok dodany do drugiego mroku.

Usta przy policzku.

Policzek przy udzie.

Lekko mieszkamy na wydechu świata,

ciepła sierść wilczycy i jej ostre zęby,

brzytwa mrozu gładzi ciemną skórę rzeki,

jej mieszkańcy bezszelestnie opadają na dno.

Przyszłam tu, żeby oddychać.

Smutek naszych rzeczy na zimowym niebie.

Śnieg szybko topnieje na policzkach dziecka,

nasze oczy śmieją się do gwiazd,

niebo spotyka gładką skórę rzeki,

oddycham, oddycham więc jestem.

Niebo

radość człowieka, który klęka w śniegu

duch świata

tli się

w jego krwi

Alnitak Alnilam i Mintaka ku wschodowi słońca

za nim Syriusz, najjaśniejszy Pies

jeżeli Proxima jest satelitą Alfa Centauri

to jej obrót wokół systemu trwa około miliona lat.

Przypisy:

1. Koło biegunu krąży wiecznymi obwody — fragment Iliady Homera. [przypis edytorski]

2. Relentlessly craving — Tytuł pochodzi z tekstu piosenki „Wanderlust” Björk Gudmundsdottir (z płyty Volta). [przypis edytorski]

3. To see a World in a Grain of Sand (ang.) — widzieć świat w ziarnku piasku (incipit wiersza Williama Blake’a Auguries of innocence. [przypis edytorski]