Bal w operze

Przedmowa

I zrzucony jest smok wielki, wąż on starodawny, którego zowią diabłem i szatanem, który zwodzi wszystek okrąg świata. Zrzucony jest na ziemię i aniołowie jego z nim są zrzuceni... (Objawienie Jana, XII1).

Chodź, okażęć osądzenie onej wielkiej wszetecznicy, która siedzi nad wodami wielkimi. Z którą wszeteczeństwo płodzili królowie ziemi i upili się winem wszeteczeństwa jej obywatele ziemi. I odniósł mię na puszczę w duchu. I widziałem niewiastę, siedzącą na szkarłatno-czerwonej bestii pełnej imion bluźnierstwa... A ona niewiasta przyobleczona była w purpurę i szkarłat, i uzłocona złotem i drogim kamieniem, i perłami, mając kubek złoty w ręce swej, pełnej obrzydliwości i nieczystości wszeteczeństwa swego... I widziałem niewiastę onę pijaną krwią świętych i krwią męczenników Jezusowych. A widząc ją, dziwowałem się wielkim podziwieniem... (Objawienie Jana, XVII).

Potem słyszałem głos wielkiego ludu na niebie, mówiącego: „Alleluja! Zbawienie i chwała, i cześć, i moc, Panu, Bogu naszemu. Bo prawdziwie i sprawiedliwe są sądy Jego, iż osądził wszetecznicę onę wielką, która kaziła ziemię wszeteczeństwem swoim, i pomścił się krwi sług swoich z ręki jej” (Objawienie Jana, XIX).

I

Dzisiaj wielki bal w Operze!

Sam Potężny Archikrator2

Dał najwyższy protektorat,

Wszelka dziwka majtki pierze

I na kredyt kiecki bierze,

Na ulicach ścisk i zator,

Ustawili się żołnierze,

Błyszczą kaski kirasjerskie3,

Błyszczą buty oficerskie,

Konie pienią się i rżą,

Ryczą auta, tłumy prą,

W kordegardzie4 wojska mrowie,

Wszędzie ostre pogotowie,

Niecierpliwe wina wrą,

U fryzjerów ludzie mdleją,

Czekający za koleją,

Dziwkom łydki słodko drżą.

Na afiszu — Archikrator,

Więc na schodach marmurowych

Leży chodnik purpurowy,

Ustawiono oleandry,

Ochrypł szef-organizator,

Wyfraczony krępy mandryl5,

Klamki, zamki lśnią na glanc,

W blasku las ułańskich lanc,

Szef policji pierś wysadza

I spod marsa6 sypiąc skry,

Prężnym krokiem się przechadza...

Co za gracja! Co za władza!

Co za pompa! Jezu Chry...!

Zajeżdżają futra, fraki,

Lśniące laki, szapoklaki7,

Uwijają się tajniaki

W paltocikach Burberry8.

Szofer szofra macią ruga,

Na tajniaka tajniak mruga...

«No jadź, jadź! Będziesz tu stać?

Caf się, frrruwa twoja mać!»

Zajeżdżają gronostaje

I brajtszwance9,

Barbarossy10, oxenstierny11

I braganze12,

Zajeżdżają buicki, royce’y

I hispany13,

Wielkie wstęgi, śnieżne gorsy,

Szambelany,

I buldogi pełnomocne

I terriery

I burbony i szynszyle

I ordery

I sobole i grand-diuki14

I goeringi15,

Akselbanty16 i lampasy

I wikingi,

Admirały, generały,

Bojarowie,

Bambirały, grubasowie,

Am!

Ba!

Sado!

Rowie!

Raz!

Dwa!

Hurra, panowie!

Hurra, panowie!

Hurra, panowie!

I już — do loży — która? Druga...

Na tajniaka tajniak mruga,

Na lewo, na prawo, na le, na pra,

A w środku już orkiestra gra,

Orkiestra gra! Orkiestra gra!

Ostro gra orkiestra-kiestra,

Z czterech rogów, czterech estrad

Pryska ekstra bluzgi grzmiące,

Miedzią pluska i mosiądzem —

I bac! W blask, w oklaski, brawo,

W drgawki metalową lawą

I jazz w blask, grzmiąc furioso

— I nagle duszną tuberozą17

W krew, w nozdrza placadiutanta

(Tempo: szampan, szatan, szantan)

I już — wziąć, i już — udami

I już — da mi! da mi! da mi!

I chuć — w skok, i wzrok — kastetem

I pod żyrandol piruetem —

solo! solo! małpa! nie po...!

buch magnezja foto ślepo

uda uda da mi da mi

gene orde dzwoni rami

zęby śmiechem do maestra

i gra orkiestra, gra orkiestra...!

II

Ze swych wież astronomowie,

Zapatrzeni w gwiezdne mrowie,

W teleskopach cud ujrzeli:

Małpy biegły przez firmament!

W zodiakalnej karuzeli

Apokaliptyczny zamęt.

Na przystankach dawnych zwierząt

Siadło szpetnych małp dwanaście

I zaczęły małpi nierząd

W planetarne siać przepaście.

Obręcz niebios w pęd szalony

Złe puściły małpiszony,

Skaczą, kręcą się, iskają,

Jak za kratą swojej klatki,

I czerwone pulchne zadki

Ziemi, krążąc, wystawiają.

Nie ma już niebieskich znaków!

Małpa toczy się w zodiaku!

I wisząca ciężką zmorą

Nad tą groźną nocą gwiezdną,

Każe tańczyć gwiazdozbiorom,

Gdy małpiarzy diabli biorą,

Diabli biorą, diabli wezmą!

III

A na scenie Satanella18

Chwyta gwiazdy w tamburino,

Tarantella19, tarantella

Meteorów serpentyną,

Satanella — młynek rtęci,

Satanellę niebo kręci

Mgławicową pienną plamą,

Satanella — blasku smuga

I oblana srebrną lamą

Bystrych bioder centryfuga20!

...Z satyrycznym erotyzmem

Na tajniaka tajniak mruga.

Satanellę księżyc porwał,

Wzniósł ze sceny w niebo sine

I nad placem teatralnym

Znowu zawisł tamburinem.

A tu dalej wrą w zabawie,

I na scenie, rosnąc w blaski,

Wybuchają białe pawie

Ogniomiotem zórz bengalskich,

Rozigraną wbiega sforą

Tłum różowych świń z maciorą

I kaczuczą i macziczą,

I jak zarzynane kwiczą,

Aż tancerzy diabli biorą

diabli biorą

diabli biorą!

Potem księżyc nad Taiti

I gitary na Haiti,

Potem śpiewa Włoch Tęsknotti

Zakochane totti-frotti,

Potem duo Pitt and Kitty,

Klauny się po pyskach piorą

I śpiewają:

I am Pitty

I am Pitt

I love you Kitty,

Aż tancerzy diabli biorą,

diabli biorą,

diabli biorą!

«Patrz go, jak wariata struga»,

Na tajniaka tajniak mruga.

Brzuchem do czarnego gacha

Babilońska trzęsie swacha21,

Chrzęszcząc w drgawkach, z małpim krzykiem,

Bananowym nabiodrnikiem,

Centaur wlazł na centaurzycę,

Dęba stanął koń w muzyce

I oderżał arię końską,

Mierząc w swachę babilońską,

A w basenie pełnym syren

Kozłonogi pływa Sylen22.

Brawo! Brawo! Brawo! Brawo!

Jazz — zamiecią, dym — kurzawą,

Sześć tysięcy w jedno ciało

Zrosło się i oszalało!

Hucznie, tłusto, płciowo, krwawo,

Brawo! Brawo! Brawo! Brawo!

Płciowo, hucznie, tłusto, biało,

Mało! Mało! Mało! Mało!

I po piętrach, i przez schody

Opętanym korowodem,

Piekłem, żarem, pląsem, tanem,

Gąsienicą — Lewiatanem,

Pterofiksem23, Kikimorą24,

Archimałpą, Zadozmorą,

Szampankanem, Pankankanem

Grzmocą w tempie obłąkanem25,

Tak że wszystkich diabli biorą,

diabli biorą,

diabli biorą!

IV

Przy bufecie — żłopanina,

Parskanina, mlaskanina,

Burbon z młodym Rastakowskim

Serpentynę flaków wcina,

Na talerzu Donny Diany

Ryczy wół zamordowany,

Dżawachadze, prync gruziński,

Rwie zębami tyłek świński,

Szach Kaukazu, po butelce

Rumu cum spiritu vini26,

Przez pomyłkę tknął widelcem

W cyc grafini Macabrini,

Rozdzierane kaczki wrzeszczą,

Tłuszczem ciekną, w zębach trzeszczą,

A najgorzej przy kawiorze:

Tam — na zabój, tam — na noże,

A jak złapią — szczerzą zęby

I smarują głodne gęby

Czarną mazią jesiotrową,

A bieługi białe kłęby

Żrą od razu na surowo,

Bo to dobrze, bo to zdrowo!

(«Bycza, bracie, rzecz — bieługa!»

Na tajniaka tajniak mruga.)

Ćwierciomirski z Podhajdańca

Sarni udziec wziął do tańca,

Esterhazy, w sztok zalany,

Zrobił z wędlin przekładańca

I na wszystkie strony pchany

Klaps go w talerz Donny Diany,

W ostry sos — więc ryk pijany,

Śmiech prezesów i burbonów —

A nad wszystkim — pułk garsonów

Fruwa zmotoryzowany.

W okolicznych hotelikach

Całą noc robota dzika,

Seksualny kontredansik:

Na momencik, na kwadransik,

Na portiera tajniak mruga:

Portier — owszem, portier — sługa,

Ta w woalu, tamta w szalu,

Na kwadransik, prosto z balu,

Na momencik, ot przelotem,

Szybko — i na bal z powrotem:

Rotmistrz Rewski z miss Lenorą,

Oxenstierna z panią Fiorą,

Borys Silber z księżną Korą

Na kwadransik, szofer! Wio!

Potem znów ich diabli biorą,

diabli biorą,

diabli biorą,

W wir tej nocy diabli biorą,

Roztańczeni diabli bio — — —!

Rąbią w ziemię Buicki, Royce’y,

Akselbanty, śnieżne gorsy

I buldogi i terriery,

I szynszyle i ordery,

Generały i wikingi,

Admirały i goeringi,

Bambirały, bojarowie,

Deterdingi27

Am!

Ba!

Sado!

Rowie!

Raz!

Dwa!

Hurra, panowie!

Brawo, panowie!

Mało, panowie!

... Raz... Dwa... Druga, panowie...

V

Na ratuszu bije druga,

Na tajniaka tajniak mruga,

Na widowni i w sznurowni,

I pod dachem i w kotłowni,

I pod sceną i w bufecie,

Na galerii i w klozecie,

W kancelarii i w malarni,

W garderobach i w palarni,

I w dyżurce u strażaka

Mruga tajniak na tajniaka...

Poziewając, siedzą w szatni

Czterej z gliny, dwaj prywatni,

Poziewują, pogadują,

Przechadzają się, pogwizdują,

Pogwizdują, przechadzają się,

Swym kamaszkom przyglądają się.

Słowikowski z trzeciej śledczej

Mówi, że mu w żółtych letczej28,

Czarne palą jak cholery,

A najgorzej — to lakiery.

Macukiewicz z jedenastki

Patrzy w szpice, widzi gwiazdki:

«Dobra pasta, połysk śliczny,

Całkowicie elekstryczny».

Szulc z ósemki ma giemzowe:

«Powiedz, Czesiek, nie jak nowe?

Drugi rok na co dzień noszę

A raz fleki dałem — proszę!»,

Wańczak z piątki, zwany Blindzia,

Chwali pastę marki India,

Popatruje, pogwizduje:

«Udibidibindia, udibindia».

Kruman (karniak) nosi nowe

Stebnowane, orzechowe.