Książę niezłomny

Z Calderona de la Barca1. Tragedia w trzech częściach.

DZIEŃ2 I

Ogród nad morzem w Maurytanii. — NIEWOLNICY pracują — Wchodzi ZARA, służebna królewnej Fezu.

ZARA

Zaśpiewajcie, niewolnicy.

Moja pani śród łazienki

W perłowej igra miednicy

Jak łabędzie bałamutne,

I prosi was o piosenki,

Ale tęskne, ale smutne.

PIERWSZY NIEWOLNIK

Czyliż naszych brzęk kajdanów,

Czyliż pieśni niewolników

Rozweselić mogą panów?

ZARA

Ona lubi śpiew słowików,

Kiedy się po laurach gubi.

I piosenki wasze lubi.

Zaśpiewajcie, Feniks słucha.

NIEWOLNIK

Nasza pierś boleścią głucha.

Ach! Najgorsze przeznaczenie!

I najgorsze to cierpienie

Śpiewać, kiedy serce boli!

Śpiewać temu, co w niewoli.

Trzeba na to być ptaszkami

Bez rozumu.

ZARA

Czyż wy sami

Nie śpiewacie bez rozkazu?

NIEWOLNIK

Każda boleść chce wyrazu,

Kiedy w sercu jej za ciasno.

I my tłumim boleść własną.

Gdy nas z kajdan pieśń unosi.

ZARA

Zaśpiewajcie, Feniks prosi.

NIEWOLNICY

śpiewając.

Czas jest panem tego świata,

Czas jest panem i mąk duszy;

Czegóż srogi czas nie skruszy,

Nad grobami gdy przelata!

ZARA

Dosyć pieśni, Feniksana,

Już umyta i ubrana.

Sama schodzi do ogrodu

Użyć porannego chłodu.

Niech się każdy kwiatek lęka,

Że pięknością go zagasi,

Bo wychodzi jak jutrzenka.

Wchodzi FENIKSANA, córka króla Fezu i niewolnice jej ESTRELLA, ROZA i SELINA.

ESTRELLA

do Feniksany.

Wstałaś, piękna?

ZARA

Wdzięk twój krasi

Cały ogród, oko pali.

Niech się jutrzenka nie chwali,

Że ten ogród nie ciemnieje,

Bo nie ona światło leje;

Bo ogród ten pośród gmachów

Nie od drzew nabrał zapachów,

Nie od róż nabrał rubinów,

Białości nie od jaśminów,

Lecz od ciebie.

FENIKSANA

do Estrelli.

Daj zwierciadło.

ESTRELLA

Nie dziw, piękna, żeś ciekawa

Tej płci3, na którą nie padło

Żadnej plamki.

FENIKSANA

Głosi sława,

Że ja piękna, że ja mila.

Gdyby to i prawda była,

Cóż mi po tym? Kiedy źle mi!

Niewesoło na tej ziemi!

SELINA

Cóż ci jest?

FENIKSANA

Co jest, Selino?

Ach! Gdybym ja to sama zgadła!

Gdyby mi to od zwierciadła

Powiedziano!... Ach! Dziewczyno,

Wnet bym sama boleść własną

Nakarmiła do przesytu

I widziała w sercu jasno.

Ale teraz, w mgle przedświtu,

Czuję tylko, że mnie kruszy

Jakiś smutek i tęsknota;

I że to jest męka duszy,

Męka duszy i zgryzota,

Gdy w uczuciach się tych miota,

Których czuciem czuć nie może.

ZARA

Jeśli cię, pani, nie bawią

Te ogrody w barw ubiorze,

Gdzie wiośnie posągi stawią

Róże, w poplątanych czołach,

Na jaśminowych kościołach;

Obróć twe oczy na morze,

Kędy4 dla twojej tęsknoty

Płynie wóz ze słońca złoty.

ROZA

Gdy taki zachód zobaczy

Na morza ognistym łonie,

Ten cały ogród w rozpaczy

I melancholiach utonie,

I zawoła, idąc w cień:

Ach! Jak krótki był ten dzień!

FENIKSANA

Ani się tym rozweselę,

Ani tym żądań ukorzę,

Że moje smutki podzielę

Pomiędzy ziemię i morze,

Że pójdę z myślami w tan

I sprzęgnę te oba światy,

Z pianami równając kwiaty,

Kwiaty równając do pian.

Bo ogród, kiedy zazdrosny

Spojrzy na fale szalone,

Chciałby tak płynąć jak one:

I zaraz zefir miłosny

Dwa razy miłośniej dysze;

I szaleniej rozkochany,

Z gałęzi, które kołysze,

Czyni kwiatów oceany.

A morze, gdy się zasmuci,

Spojrzawszy na te ogrody,

Wnet ucisza szklane wody;

Z fal wysokich pianę zrzuci

I drugim prawom poddane,

Równe zdobywa uroki,

Z szmaragdów mając zatoki,

Z błękitów piersi ulane.

I tak, tu kwiatowy łan

I ogród pełen szkarłatów

Wydaje się morzem kwiatów

Tam morze — ogrodem pian.

Ach! Cóż to za smutek głęboki,

Ten smutek, co w sercu ma łoże?

Że nie dba na kwiatów uroki,

Na niebo, na ziemię i morze.

ZARA

Wielki smutek twój! Ach! I głęboki!

Wchodzi KRÓL FEZU, ojciec Feniksany, z miniaturą w ręku.

KRÓL

Jeśli, moja Feniksano,

Na piękność i smutek chora,

Chcesz być zdrowszą dziś niż wczora,

I zdrowszą niż byłaś rano:

Oto jest portret Infanta5

Maurytanów, Tarudanta,

Który cię uleczy pewnie

Na długo... Cóż to, tak blada?...

Infant u nóg twoich składa

Koronę, jako królewnie,

A ten portret, choć nie gada

Za niego, u nas zagości.

Każda niema ambasada

Ambasadą jest miłości.

Za Infantem najgoręcej

Wstawiam się... bowiem mieć będę

Zięcia i dziesięć tysięcy

Przyprowadzonych łuczników,

Z którymi Ceutę zdobędę.

Płoń się, córko... tych płomyków

Miłosnych tobie pozwolę...

Owszem... serce puść na wolę,

Niech kocha przyszłego Pana.

FENIKSANA

O Boże!

KRÓL

Cóż tak zmieszana?

FENXANA

na stronie.

Wyrokiem śmierci!

KRÓL

Cóż, przecie?

Trwogi te łatwo ukoim.

FENIKSANA

Jestem twe posłuszne dziecię,

Ty ojcem... ty królem moim.

Na stronie.

Cóż mu powiem?... ach, kochanku,

Muleju, straciłeś żonę!

O! Nieszczęśliwy poranku!

O! Chwile nie w czas stracone!

Głośno.

Ojcze! Pokora mnie łamie

Aż tu. Klęka. Aż do twych obuwi.

Na stronie.

Dusza, co to myśli... kłamie!

Kłamie głos, który to mówi!

KRÓL

Weź portret.

FENIKSANA

biorąc miniaturę.

Ojciec przymusza?

Na stronie.

Ręce go biorą, nie dusza.

Wchodzi SELIM, dozorca niewolników.

SELIM

Mulej, twój wódz, królu panie,

Prosi cię o posłuchanie.

Z Fezańskiego morza wraca.

KRÓL

Niech wejdzie.

Wchodzi MULEJ, wódz galer fezańskich.

MULEJ

Gdzie zorza ozłaca

Tak wysokie pańskie progi,

Gdzie człowieka czeka z drogi

Taka zorza, córka słońca,

Któż czoła nie rozpogodzi?

Nie uczyni z siebie gońca,

Za którym pomyślność nie chodzi?

Pozwól mi twej ręki, pani.

Niechaj dar taki otrzymam,

Jak najwierniejsi poddani,

Pełni serca i przymiotów:

Bo dla usług twych miecza się imam

I dla usług twych zginąć jam gotów.

FENIKSANA

na stronie.

Cóż mu powiem? O chwilo boleści!

Cóż mu powiem? Ach, umrę z rozpaczy!

Głośno.

O Muleju, czy dobre są wieści?

MULEJ

Czy są dobre, sam król to zobaczy

I osądzi... podług mnie, będą dobre.

KRÓL

Cóż tam przecie?

MULEJ

Lecz serce miej chrobre6

I na wszystko, o panie, odważne,

Bo czas ważny i wieści są ważne.

KRÓL

Gadaj wszystko, co wiesz, gadaj śmiało.

Kto ma duszę na wszystko wytrwałą,

Złe i dobre... z równą twarzą powita.

Siadaj, córko...

MULEJ

Czyż mu wszystko obwieszczę? ...

KRÓL

Niech twarz złego nie będzie mi skryta.

MULEJ

Trudno mówić... milczeć trudniej mi jeszcze.

Jakoś mi, panie, polecił,

Wziąwszy tylko dwie galery,

Wypłynąłem z tego portu

Zwiedzić brzegi barbaryjskie.

A jakoś chciał, bym podstąpił,

Aż pod to miasto przesławne,

Przed wiekami zbudowane

U Herkulesowych słupów7,

Ceutą u ludzi nazwane.

Które słowo u Hebreów

I u Arabów znaczyło:

Piękność... Jakoż miasto owo

I dzisiaj w piękność rozkwita;

A na hańbę naszej wierze

I na wstyd Mahometanom,

Na murach dziś portugalskie

Sztandary nosi i krzyże,

I przeciwko flotom naszym

Obrócone trzyma spiże

I wieczny opór stanowi

I wieczną skałę zakłada

Twych zwycięstw wielkiemu Nilowi;

A z Hiszpanią aż przez morze gada...

Pod to miasto podpłynąłem,

Abym obaczył rynsztunek

I wierny ci zdał rachunek:

Ile wież z krzyżowym czołem

Grozi ci marnymi trwogi,

Ile w nim stoi załogi;...

Abym wypatrzył, jakimi

Siłami weźmiesz je, panie,

Czy od morza, czy od ziemi,

Czy przez głód, czy szturmowanie...

I wiem, że niebo ci chowa

To zwycięstwo i tę chwałę;

Abyś to miasto wspaniałe

Przywrócił do swej korony...

Ale dzisiaj trwoga nowa,

Inna troska, z innej strony,

Czeka cię, panie: i siły

Na Ceutę przygotowane

Będą Tangieru broniły...

A to wiem... bo fale szklane

Depcąc jednego poranku,

O tej godzinie, gdy zorza

Wyziera nad szafir morza,

A na chmur ognistych wianku

Słońce swe rozwiesza włosy