Odpowiedź na „Psalmy przyszłości”

[Ujęcie wcześniejsze]

Podług ciebie, mój szlachcicu,

Cnotą naszą — znieść niewolę.

Ty przemieniasz ziemską dolę

W żywot ducha na księżycu;

Głosem dziecka wołasz: Czynu!

Czynu — czynu naród czeka!

Lecz ty wiesz, bez ducha gminu

Jaka słaba pierś człowieka...

A ty, który budzisz czyn,

Gdy spojrzałeś w ludu oczy,

Rzekłeś, że z nich rzeź wyskoczy!!

A kto inny jest — niż gmin?

*

Nie tak — nie tak, mój szlachetny,

Bo czyn ludu nie piosenka.

To nie w herbie z mieczem ręka,

To nie ród imieniem świetny,

To nie pieśni próżny twór,

To nie buntu próżna mara,

To nie chmurny lot Ikara,

Gdzie zasługą upaść z chmur!

To nie na słońc, gwiazd granicy

Z kochankami mdlejąc latać,

Włosy splatać i rozplatać,

Tchnienie tracić w błyskawicy;

Ale twardo, ale jasno

Śród narodu swego stać,

Myślą bić, chorągwie rwać,

Świecić czynu tarczą własną!

W drogę, choćby niepowrotną,

Ale prostą — naprzód twarzą,

Z piersią czystą, choć samotną,

Choć ją sztyletami rażą,

Z twarzą smętną, ale białą,

Chrystusową, choć zwiędniałą,

A ciągnącą lud do siebie

Niesłychanym bożym czarem:

Takim duchem i sztandarem

Być na ziemi — jest być w niebie!

*

Jam spróbował na mej głowie,

Na kształt gwiazdy kałakuckiej1,

Nosić gwiazdę myśli ludzkiej

I z tą gwiazdą żyć surowie2.

I przybiegli aniołowie,

Aniołowie betleemscy3

A odbiegli ludzie ziemscy

I drzwi moje pożegnali,

I przeklęli... me domowe

Duchy — serce — moję4 głowę —

Każdy włos poprzeklinali...

A jam przecie bez ich wiedzy

I bez serc ludzkiego ciepła

Czuł, że w żyłach krew nie krzepła.

Ani na rozstajnej miedzy,

Która świat od Boga dzieli,

A do przyszłych idzie światów,

Rosło mniej tęczowych kwiatów,

Choć suszyli ją i klęli.

I dlatego, żem się umiał

Pohamować — być nad zgraję —

Wichr przeleciał i wyszumiał,

I legł martwy... a ja wstaję;

Bo ojczyznę mą w łańcuchu

Widząc, miałem tę pokorę,

Żem żadnego nie klął ruchu...

Czuł gorących — bo sam gorę,

Modlił się o czasy nowe

I o wrogów mych zwycięstwo,

Choć groziło mi męczeństwo

I w sąd... mogło pójść o głowę.

Bo ty nie myśl, że z anioły

Tylko boża myśl nadchodzi;

Czasem Bóg ją we krwi rodzi,

Czasem rzuca przez Mongoły!...

*

A ty, jasny jakiś panie,

Bo cię nie znam, ale słyszę,

Słysząc twoje wierszowanie,

Że ktoś jak perłami pisze,

Że ktoś na kształt się proroka

Stawia ludziom — ale modny,

Jak historyk świata — chłodny,

Obejrzawszy świat z wysoka,

Wieszcze rymy jako cugi

Posłał na świat równym kłusem

I napełnił wóz Chrystusem

Jak Owidiusz Faetonem,

I rozesłał swoje sługi,

Swe kolory czcić pokłonem.

*

Honor myślom, z których błyska

Nowy duch i forma nowa!

Bo są światu jak zjawiska,

Jako jutrznia są różowa,

Jak ogniste meteory,

Stopom ludu podścielona

By gościńce Irydiona5

Pielgrzymowi, który od nich

Bierze ogień i kolory,

Gdy już gwiazd dochodzi wschodnich.

*

Taką była dawniej dana

Poetyczna karm dla ludu,

Objawienie pełne cudu;

Myśl jak mara niespodziana

Z piersi naszej wychodziła

Na kształt gwiazdy lub miesiąca,

Narodowi dźwiękiem miła,

Ludu sen wspominająca,

To jak słońce w półobłoku

Oczom wschodziła i rosła,

To jak róża na potoku

Albo lekki Sylf6 bez wiosła,

Jakaś siła niewidzialna,

Przez poetę na świat lana,

Wolna — jako anioł Pana!

Silna — jako skra zapalna!

*

Dziś co? — Każdy wieszcz z rozkazem,

Każdy patron... lecz za sobą;

Nie z promieniem, lecz z wyrazem,

Nie duch-duchem, lecz osobą;

Kiedy gore świat cierpieniem,

Kiedy wzbiera czynu fala,

On się kładzie sam kamieniem,

Na ruch ludzki nie pozwala;

Chce zawrócić w stare łoże

Nowe fale — rzeki boże;

Do zbolałych serc nie wnika,

Gromu ludu nie ma w dłoni,

Ale w uszy formą dzwoni,

Albo dzwoni — albo syka.

Jego dźwiękiem, jego mową

Nie odetchnie pierś szeroka,

Nie pomyśli jego głową,

Skier nie weźmie z jego oka;

Tylko nędzne ujrzy płachty,

Zamiast wieszcza — sztandar jego

I krzyk: „Na Boga żywego!

Ty, kto jesteś? nie rznij szlachty!!...”

*

Któż i gdzie zagroził nożem?

Któż i gdzie ci stanął sporem? —

Możeś spotkał się z upiorem,

Z całym dawnym Zaporożem7?

Możeś widział pochód głuchy,

Krzyki krwawe i namiętne

I księżyce nad krwią smętne,

I sokoły w mgle jak duchy?

Może tobie zastąpiły

W poprzek twojej sennej stecki8

Same tylko ich mogiły —

A ty zląkł się! — wódz szlachecki!! —

*

Może tylko w noc półjasną

Upiór taki nadlatywał,

Strzały sobie z ran wyrywał

I mgły krwią czerwienił własną,

Hełm rozpalił w błyskawicę,

Miecz potrząsnął purpurowy,

A okropne cztery głowy,

Jako perły zausznice

Z twarzą nieznajomych plemion,

Niby róże — niósł u strzemion.

— A ty zaraz — w ręku kord,

W kosach przed nim cała wieś!

Duch ten — krzyczysz — jest to rzeź!

Duch ten to czerwony mord!...

— Nie mord, nie rzeź: — to z girlandy,

Co leciała ponad Lidą,

Jakiś sługa dziewki Wandy,

Jakiś złoty husarz z dzidą,

Jakiś krzyża kapłan świecki,

Z tęczy widzeń oderwany,

Znów powracał na kurhany —

A ty zląkł się! — syn szlachecki!! —

*

Duchy lecą i nie giną —

Czasem pełne słów czerwonych:

Czy ty jeden z przestraszonych

Ręką rzezi — gilotyną?

Skądże taka w tobie trwoga

I od ludu rów i przedział?

Prawdę mówisz?... Nie, na Boga,

Wiem, żeś prawdy nie powiedział!

Tylko jakieś sny czerwone,

Zaludnione czartów gminem,

Twych firanek karmazynem

Owionięte, osłonione,

Jak róż jasne — jak sen płone9,

Pełne, mówię, mar szkaradnych,

Bez słońc, bez gwiazd, kwiatów żadnych,

Przestraszyły cię, żeś krzyknął;

„Stójmy tak — na ojców kości!”

I twój anioł, już w przyszłości

Zabłyśniony, — jak sen zniknął.

*

Jeszcze co? ani zamachu —

Naród cały hasła czeka —

A krzyk pierwszy z ust człowieka

Był krzyk: Stójmy! był krzyk strachu.

Bo to sen na końcu pieśni,

Że magnaty — kiedyś — staną

Z wielką tęczą chorągwianą

Otrząśnięci z wieków pleśni,

Z wielką myślą w sercu — w głowie —

Chatom — niby aniołowie;

I bunt święty rozpłomienią,

I świat cały od nich zgore...

— W tych magnatach serce chore:

Wąż im sercem, a proch rdzenią!...

*

Kiedyś ze sto was tysięcy

Było szlachty z serc i z lica;

Dziś jednegom znał szlachcica

I kraj cały nie znał więcej.

Jeden tylko serca męką,

Zamiarami, choć nie skutkiem,

Wielkim, cichym, dumnym smutkiem,

Pełną zawsze darów ręką,

Smętną jakąś nieszczęść sławą

Był szlachcicem — i miał prawo...

Dziś i ten nie został z wami

I godności swej nie trzyma;

Poszedł gnić między królami,

Już go nié ma — i was nié ma!

*

Nie myśl, że wszystko na naszej łące

Smutnieje, więdnie, zachodzi nocą,

Że nietoperze ociemniające

W powietrzu cicho skrzydły10 łopocą,

Gdzie znajdą lampę — skrzydły zaduszą,

Gdzie znajdą ciepłą polską krew w żyłach,

To ją wysmokczą — serce wysuszą —

Mózg o wariackich zostawią siłach.

Nie tak, tu nie tak... jak ci się może

Przyśniło, głośny szlachty upiorze!

*

Duch, ogień, młodość

Orla i żywa

Ogniem porywa

I z ducha czerpie.

Nad nią, na sierpie

Z blasków księżyca,

Boga Rodzica

W zorzy czerwonej,

Na wywróconej

Tęczy porannej !

A pod nią mgła

Z ognia i szkła

W skrze nieustannej

Bałwany wznosząca,

By znieść ją z miesiąca,

Z gwiazdami złotemi

Postawić na ziemi,

Ogłosić królową,

Piękność z płomieniem w sercu, z gwiazdami nad głową.

*

Wyszła, wyszła zza obłoku,

Ludom się pokaże,

I na żniwie, i na toku

Ujrzą ją żniwiarze!

Cała w słońcach, cała w błyskach,

Z kwiatem złotym w dłoni;

Pastuszkowie przy ogniskach

Zaśpiewają o niéj!...

Ujrzą ją na polu trzody

I smętnie zaryczą;

Zadrżą drzewa, staną wody,

Sny z niej tęcz pożyczą!

I zgromadzą się włódarze

Z kosami na roli;

Bo się w sercach — w śnie pokaże

Człowiek dobrej woli...

*

Bądźże żywotniejszej cery,

Bo cię żywym być przymuszę;

Wygnaj z myśli Maryjusze11,

Cezary12 i Robespiery13.

Z komet, z meteorów cyfer

Czytaj przyszłość, wieszczu młody,

Nie bądź w przyszłą noc pogody,

Jako gwiazda zła — Lucyfer,

Gdy słoneczny wóz wyciąga,

Jak pies — węża mając szyję,

I zła skrzy... i w oczy bije,

I bezsennym się urąga. —

Bo my z bezsennego łoża

Wzrok rzucamy gorączkowy,

A ty łyskasz blaskiem noża,

Dziecko lub zły duch Jehowy,

Bo nam tworzysz czarną marę

I w zrodzoną rodzisz wiarę.

*

Ten, kto ojcu powie: Raka14!

Ten przeklęty: — więc się bój!

Polski lud to ojciec twój.