Przeczucie śmierci

Opłakaną przez wierzby idę w pole drogą...

Strojne majową runią szemrzą sennie drzewa.

Przez ich soczyste liście słońce się przelewa

Roztopionych szmaragdów wilgotną pożogą.

Ni za mną, ni przede mną nie widać nikogo —

Myśl obraca się w przeszłość i smutnie omdlewa

Jako ta zabłąkana nad odmętem mewa,

Którą — nim lądu dopnie — huragany zmogą.

Sam idę, lecz jak zawsze samotny nie jestem.

Jakiś szept pomieszany z cichym zbóż szelestem

Duszę moją kołysze melodią złowrogą.

Jakieś widma zachodzą mi drogę natrętnie,

Patrzą w oczy... Śmierć tylko pogląda tak smętnie...

Opłakaną przez wierzby idę w pole drogą.