Szara godzina

Krótkiego dnia znużone, senne światło kona,

Krótkiego dnia, co z sobą nic nie przyniósł w dani,

Kroplą w zamierzchłej czasu gasnący otchłani,

Smutny jak rzecz bezcenna, swoja — a stracona...

Kończy się dzień dżdżu ciężkim umęczonym płaczem,

Kończy się i w zmąconych odblaskach dogasa;

Na mokry błękit nieba wyszedł znów zza lasa...

Żal mi, choć nie wiem czemu, ani pomnę za czem.

Coś w piersi mej się skarży jak pieśń niewygrana,

Coś, co słów się domaga dzień cały, od rana,

Coś, co myśl moją przędzą osnuwa mozolną...

Nie wiem, co to — lecz czuję, że mnie gnie tęsknota,

Że się z tym dusza moja zmaga i szamota

I że mówić mi o tym nie wolno — nie wolno...