Joyzella
Sztuka w pięciu aktach
OSOBY:
- MERLIN
- LANCEOR, syn Merlina
- JOYZELLA (czyt. Żuazella)
- ARIELLA, duch Merlina, niewidzialny dla innych osób
Sprawa na wyspie Merlina.
AKT I
Galeria w pałacu Merlina.
SCENA I
Merlin, Ariella.
Merlin siedzi koło Arielli, uśpionej na stopniach schodów marmurowych. — Noc.
MERLIN
Ty śpisz, Ariello, ty siło moja wewnętrzna, potęgo zapomniana, drzemiąca w każdej duszy, a którą ja sam tylko jeden, jak dotąd, na ziemi budzę do woli. Śpisz, moja młoda wróżko, uległa i pojętna, a twoje włosy rozwiane jak błękitna para, niewidzialne ludziom, mieszają się z promieniami księżyca, z zapachami nocy, ze światłem gwiazd, z pękającymi różami i przypominają nam, że wszystko się łączy ze sobą, że nic nie dzieli nas od wszystkiego, co istnieje, i że myśl nasza nie wie, gdzie się zaczyna światło, do którego dążymy, i gdzie się kończy ciemność, od której uchodzimy... Śpisz głęboko, a w czasie twego snu tracę wszystką swą wiedzę i staję się podobny swoim ślepym braciom, którzy dotąd jeszcze nie wiedzą, że na świecie tylu jest bogów utajonych, ile serc uderza... Niestety, jam jest dla nich złym duchem, od którego należy uciekać, czarownikiem, który spiskuje z ich wrogami. Oni nie mają wrogów, mają tylko poddanych bez króla. Wierzą, że moja moc tajemna, która nakazuje posłuch roślinom, gwiazdom, wodzie, kamieniom, ogniowi i której chwilami przyszłość ujawnia cząstkę swoich błyskawic; wierzą, że ta siła nowa, a przecież tak ludzka ukrywa się w czarodziejskich napojach, w słowach zaklętych, w ziołach piekielnych, w znakach straszliwych... Nie, ta siła jest we mnie, jako i w nich... Ona jest w tobie, moja krucha Ariello, która byłaś we mnie... Uczyniłem dwa, trzy śmielsze kroki naprzód w ciemności. Uczyniłem nieco wcześniej to, co oni zrobią jutro... Wszystko im będzie ulegało, gdy się w końcu nauczą ożywiać twoją dobrą wolę, jak ja ją ożywiłem... Ale na próżno mówiłbym im, że ty tutaj drzemiesz, na próżno bym pokazywał twój promienny wdzięk: nikt by cię nie zobaczył. Każdy musi cię odkryć sam w sobie... Każdy musi, jak ja, otworzyć grób swego życia i obudzić cię, jak ja cię budzę...
Przechyla się nad Ariellą i całuje ją w czoło.
ARIELLA
Mistrzu!
MERLIN
Oto czas, Ariello, w którym miłość czuwać musi. Nieraz w tych dniach będę sen twój niepokoił.
ARIELLA
Sen mój był tak długi, że usypiam wciąż na nowo. Ale czuję się mocniejsza i szczęśliwsza za każdym przebudzeniem, jakie mi twoja myśl nakazuje...
MERLIN
Którędy prowadzisz mego syna i kiedy go zobaczę?
ARIELLA
Śledziłam go wzrokiem w czujnym marzeniu. Zbliża się do nas. Sądzi, że się zabłąkał, a przeznaczenie wiedzie go tam, gdzie go czeka szczęście.
MERLIN
Czy mnie rozpozna? Tyle minęło lat, jakich wymaga przepisana próba, abyśmy żyli obcy sobie, chętnie bym już go ucałował, tak jak wtedy, kiedy był małym dziecięciem.
ARIELLA
Nie, los musi wywikłać się swobodnie. Miłość ojca, o którego istnieniu nie może wiedzieć, niechaj nie fałszuje próby.
MERLIN
Ale odkąd Joyzella jest tu, w pobliżu nas; odkąd on idzie ku niej, czy przyszłość się wyjaśnia, czy tam czytasz nieco dalej w jutrze?
ARIELLA
Czytam to, co wyczytałam w pierwszej chwili... Przeznaczenie twego syna całe jest wypisane w kole miłości. Jeżeli pokocha i jeżeli zostanie pokochany miłością cudowną, która zresztą powinna być udziałem wszystkich ludzi, ale która bywa tak rzadka na ziemi, że zdaje się obłędem; jeżeli więc pokocha i zostanie pokochany miłością szczerą i jasno widzącą, miłością prostą i czystą jak woda górska, a tak potężną jak ona, miłością bohaterską a słodszą od kwiatu, miłością, która wszystko bierze, a oddaje więcej, niż bierze, która nigdy się nie waha, która nigdy się nie myli, której nic nie wytrąci z równowagi i nic nie zrazi, która słyszy i widzi jedynie szczęście tajemnicze, niewidzialne nikomu, która je dostrzega wszędzie, poprzez wszystkie postaci i wszystkie próby, i która z uśmiechem idzie naprzód, gotowa nawet do zbrodni... Jeżeli zdobędzie taką miłość, która gdzieś istnieje i czeka na niego w jakimś sercu, które sądzę, że poznałam — to życie jego będzie dłuższe, piękniejsze i szczęśliwsze, niż życie innych ludzi... Ale jeżeli nie znajdzie takiej wielkiej miłości, zanim ten miesiąc upłynie (gdyż koło się zamyka), jeżeli miłość Joyzelli nie jest tą wielką miłością, którą przyszłość z wyżyny niebios sunie ku niemu, jeżeli płomień nie sięgnie granic płomienia, jeżeli go zwątpienie zamroczy albo żal zasłoni — w takim razie śmierć przeważy i syn twój jest zgubiony.
MERLIN
Ach, zapewne dla każdego człowieka godzina miłości jest wielką godziną.
ARIELLA
Dla Lanceora, niestety, jest to godzina nieubłagana. Teraz wchodzi on na najwyższy szczyt życia... Po omacku krąży między szczęściem a mogiłą... W całości zależy od ostatnich kroków, jakie robi, i od ruchu dziewicy, która idzie na jego spotkanie...
MERLIN
A jeśli Joyzella nie jest tą, którą los mu wyznacza...
ARIELLA
Lękam się, czy próba, jaką zamierzamy zrobić, nie jest jedyną z prób możliwych... Lecz nigdy człowiek nie powinien tracić odwagi w obliczu przyszłości.
MERLIN
Czemuż robić próbę, skoro jest niepewna?
ARIELLA
Jeżeli my jej nie wykonamy, los ją wykona... Jest ona nieunikniona, ale oddana na pastwę przypadku... I dlatego staram się pokierować jej biegiem.
MERLIN
A jeżeli on pokocha Joyzellę, ona zaś kochać go nie będzie tak, jak tego wymaga przeznaczenie?
ARIELLA
Wówczas będziemy musieli jawniej wdać się w sprawę.
MERLIN
Jak to?
ARIELLA
Postaram się o tym dowiedzieć.
MERLIN
Ariello, błagam cię, ponieważ idzie tu o istotę najdroższą, droższą mi nawet od samego siebie, ponieważ mam tylko jednego syna i ponieważ on może stać się tym, czym, jak wiesz, ja bym nie mógł już być, czy niepodobna wykonać niesłychanego wysiłku, rozpaczliwego niemal wysiłku w przyszłość, zgwałcić czas, wydrzeć latom — choćby miały się za to pomścić na nas obojgu — tajemnicę, ukrytą tak surowo, a która mieści w sobie więcej niż nasze własne życie i nasze własne szczęście.
ARIELLA
Nie, wysilam się na próżno, dalej już nie sięgam... Przyszłość to świat, którego granicą jesteśmy my sami: odkrywamy w nim tylko to, co nas dotyczy, a czasami, przypadkowo, i to, co dotyczy najdroższych nam osób... Widzę jasno to, co się rozwija koło Lanceora, aż do chwili, gdy jego ścieżka krzyżuje się ze ścieżką Joyzelli. Ale dokoła Joyzelli lata są zasłonięte. Zasłona to świetna, zasłona promienna, ale kryje dni jutra równie głęboko, jak zasłona mroku... Życie się przerywa... A potem poza zasłoną stoją Śmierć i Szczęście, które czekają, jak dwoje gospodarzy niezmiennych, obojętnych, nieprzeniknionych... I nie mogę rzec, który jest bliższy i bardziej przeważający. Nie mogę przeniknąć, czy Joyzella jest właśnie tą przeznaczoną. Wszystko zapowiadać się zdaje, że to ona, lecz nic tego nie potwierdza... Oblicze jej skierowane ku czasom, które nadchodzą... na próżno całą swoją moc przyzywam: nie odpowiada i nie odwraca się do mnie. Nic jej uwagi nie rozstroi i nigdy nie widziałam rysów jej ducha, choć je przeczuwam... Jeden znak jest pewny: znak prób, wyraźnych i okrutnych, które będzie musiała przezwyciężyć. Po tych próbach ją poznamy.
MERLIN
Musimy zatem, począwszy od tego punktu, który mogę przestąpić, musimy poddać się nieznanym potęgom i pytać wypadków tak, jak inni ludzie, czekać ich odpowiedzi i starać się je pokonać, gdyby chciały unieszczęśliwić naszych ukochanych...
ARIELLA
Ale spójrz, oto idą, ku zorzy powstającej... Śpieszmy się, zbliżają się ku sobie... Przeznaczeniu ich, które już rozpoczyna swe dzieło, pozostawmy samotność i milczenie, jakich ono wymaga.
Merlin i Ariella wychodzą. W kilka chwil potem, gdy światło dzienne szybko się powiększa, wchodzą i spotykają się Joyzella i Lanceor.
SCENA II
Joyzella, Lanceor.
JOYZELLA
zdziwiona, zatrzymuje się przed Lanceorem
Czego szukasz?
LANCEOR
Nie wiem, gdzie jestem. Szukam schronienia. Któż ty jesteś?
JOYZELLA
Nazywam się Joyzella.
LANCEOR
Joyzella... Powtarzam twe imię... Ono pieści jak poszmer skrzydeł, jak tchnienie kwiatu, jak oddech wesela, jak promień światła... Maluje ciebie całą, śpiewa w sercu, opromienia usta...
JOYZELLA
A ty kto jesteś?
LANCEOR
Już sam nie wiem, kto jestem... Przed paru dniami nazywałem się Lanceor, wiedziałem, gdzie jestem, i znałem samego siebie... Dziś szukam siebie, wnikam w siebie, dokoła siebie, ale wciąż błądzę we mgle wśród widziadeł...
JOYZELLA
Co za mgły? Co za widziadła?... Od kiedy jesteś na tej wyspie?
LANCEOR
Od wczoraj.
JOYZELLA
To dziwne, nic mi o tym nie mówiono.
LANCEOR
Nikt mnie nie widział... Zrozpaczony, błądziłem po wybrzeżu...
JOYZELLA
Ach, dlaczego?
LANCEOR
Byłem daleko stąd, daleko od mego starego ojca, gdy nagłym listem zawiadomiono mnie, że mój rodzic umiera... Wyjeżdżam natychmiast... Płyniemy długo. Potem w pierwszej przystani, gdzie się okręt zatrzymuje, nowy list mi donosi, że już jest za późno, że ojciec mój już nie żyje. Płynę dalej, aby przynajmniej oczy mu zamknąć i spełnić jego ostatnią wolę...
JOYZELLA
Dlaczegóż więc tu jesteś?
LANCEOR
Dlaczego, nie wiem, i jak, nie wiem... Morze było tak jasne, niebo tak czyste... Widać było tylko wodę drzemiącą w lazurze... Naraz, bez żadnego powodu, wielkie błękitne piany rozwichrzyły fale... Wschodziły niby opary mgliste, czepiając się rąk, masztów, twarzy... Potem zahuczał wiatr, a ślepy okręt, popychany strasznym wirem, znalazł się wieczorem w nieznanej przystani tej nieoczekiwanej wyspy... Smutny i zrozpaczony schodzę tu na wybrzeże; usnąłem w grocie zwróconej ku morzu, a gdym się obudził, tumany opadły; spoglądam: okręt jak białe skrzydło znika na widnokręgu fal!
JOYZELLA
Cóż się stało?
LANCEOR
Nie wiem... Chciałem płynąć za nim, ale nie znalazłem łodzi w przystani... Muszę więc czekać zjawienia się innego okrętu.
JOYZELLA
To szczególne. To tak jak ja...
LANCEOR
Jak ty?
JOYZELLA
Tak, i mnie tak samo gęsta mgła zaciągnęła na tę wyspę... Ale mój okręt się rozbił...
LANCEOR
Kiedy i jak? Skąd tu przybyłaś, Joyzello?
JOYZELLA
Przybyłam z innej wyspy.
LANCEOR
Dokąd płynęłaś?
JOYZELLA
Tam, gdzie ktoś mnie oczekiwał.
LANCEOR
Kto?
JOYZELLA
Ten, który sądził, że mam być jego wybranką.
LANCEOR
Byłaś zaręczona?
JOYZELLA
Tak.
LANCEOR
Kochasz go?
JOYZELLA
Nie.
LANCEOR
A więc?
JOYZELLA
Matka życzyła sobie.
LANCEOR
Chciałaś być jej posłuszna?
JOYZELLA
Nie.
LANCEOR
To dobrze... To mi się podoba... I mnie też ojciec mój w chwili śmierci nakazał wybrać tę, którą on wybrał... Miał, jak się zdaje, swoje powody, bardzo poważne. A ponieważ on sobie życzył, a nie ma go już na ziemi, muszę mu być posłuszny.
JOYZELLA
Dlaczego?
LANCEOR
Nie wolno się sprzeciwiać nakazom umarłych.
JOYZELLA
Dlaczego?
LANCEOR
One są niezmienne. Trzeba mieć litość, trzeba je szanować.
JOYZELLA
Nie.
LANCEOR
Ty byś nie słuchała?
JOYZELLA
Nie.
LANCEOR
Joyzello, to okropne!
JOYZELLA
Umarli są okropni, gdy wymagają, abyśmy kochali tych, których nie kochamy...
LANCEOR
Joyzello, ja się lękam ciebie.
JOYZELLA
Powiedziałam. Cóż powiedziałam? Może jestem zbyt porywcza?
LANCEOR
Joyzello, oczy twoje łzawią na wspomnienie umarłych i kłamią twoim słowom.
JOYZELLA
Nie, to nie z tej przyczyny... Może byłam zbyt surowa... A jednak oni nie mają słuszności...
LANCEOR
Nie mówmy już o umarłych... Nie powiedziałaś mi jeszcze, jak się rozbił twój okręt.
JOYZELLA
Gęsta mgła nas sprowadziła na manowce. Mgła tak gęsta, że zapełniała ręce jakby białym pierzem... Sternik się omylił, zgubił drogę. Sądził, że widzi latarnię... Okręt uderzył o podwodne skały... Ale nikt nie zginął... Fale mnie uniosły; a potem widziałam dokoła wodę błękitną, jakbym się zsuwała w głąb jakiegoś dusznego nieba... Zsuwałam się wciąż... Potem ktoś mnie pochwycił za rękę i straciłam przytomność...
LANCEOR
Któż cię pochwycił?
JOYZELLA
Pan tej wyspy.
LANCEOR
Kto to jest ten pan?
JOYZELLA
Starzec jakiś, który błądził jak cień niespokojny po tym marmurowym pałacu.
LANCEOR
O, gdybym tam był!
JOYZELLA
Cóż byś uczynił?
LANCEOR
Uratowałbym cię.
JOYZELLA
Czyż nie jestem uratowana?
LANCEOR
To co innego. Nie cierpiałabyś i nic by cię nie dotknęło. Poniósłbym cię po grzbiecie fal... Ach, nie wiem, nie wiem, jak by to było!... Niósłbym cię jak czarę pełną drogocennych pereł, z których żadnej cień nie powinien musnąć, jak cudny kwiat jutrzni, w którym boimy się zakołysać kroplę rosy... Gdy myślę o niebezpieczeństwach, na jakie byłaś narażona, ty, tak piękna, tak wiotka, wśród wzburzonych fal i surowych urwisk, w ramionach tego starca... To, co uczynił, jest piękne; uczynił rzecz niemożliwą... Ale to nie dość... Jak w końcu dotarłaś do brzegu?
JOYZELLA
Po przebudzeniu leżałam na piasku... Starzec był przy mnie. Potem kazał mnie zanieść do pałacu.
LANCEOR
Czy on jest królem tej wyspy?
JOYZELLA
Wyspa jest prawie bezludna, nie widać na niej nikogo prócz kilku sług, którzy błądzą w milczeniu. Za poddanych miałby on tylko drzewa, kwiaty i szczęśliwe ptaki, których ta wyspa zdaje się pełna...
LANCEOR
To, co uczynił, było dobre.
JOYZELLA
Jest on dobry i ludzki; przyjął mnie jakby ojciec rodzony... A jednak go nie lubię...
LANCEOR
Dlaczego?
JOYZELLA
Zdaje mi się, że on mnie kocha.
LANCEOR
Jak to? Czyżby śmiał?... Nie, to niepodobna!... Albo wiek nie jest ciężarem, jakim być powinien, a rozum od nas uchodzi, gdy śmierć się zbliża...
JOYZELLA
A jednak ja się boję. Dał mi to do zrozumienia. Jest osobliwy i smutny. Podobno daleko stąd ma syna, który może i zginął... Myśli o nim ciągle... Gdy przypuszcza, że go zobaczy, twarz jego się rozjaśnia... on... Oto on...
Wchodzi Merlin.
SCENA III
Lanceor, Joyzella, Merlin.
MERLIN
Szukałem cię, Joyzello!
zwraca się do Lanceora i patrzy nań groźnie
Co do ciebie, to wiem, kim jesteś, i znam powody, które cię sprowadziły na tę wyspę, znam też fortel rzekomego rozbicia i wiem, jaki wróg cię tu przysłał.
LANCEOR
Mnie? Ależ na te brzegi rzucił mnie przypadek...
MERLIN
Nie wymawiajmy słów bezużytecznych.
JOYZELLA
Cóż on zrobił?
MERLIN
Chciał, niestety, zrobić to, co człowiek uczynić może najnędzniejszego: zdradzić dobroć, okłamać przyjaźń i wrogom sprzedać gospodarza zbyt szlachetnego, który go miał przygarnąć.
JOYZELLA
Nie.
MERLIN
Dlaczego nie? Czy ty go znasz?
JOYZELLA
Tak.
MERLIN
Od kiedy?
JOYZELLA
Odkąd go ujrzałam.
MERLIN
A dawnoś go ujrzała?
JOYZELLA
Od chwili, gdy wszedł do tej sali.
MERLIN
To zbyt mało.
JOYZELLA
To wystarcza.
MERLIN
Nie, Joyzello, i wnet ci wypadki dowiodą, że to nie dosyć i że otwarte wejrzenie, uśmiech niewinny, łagodne słowa kryją nieraz zasadzkę niebezpieczniejszą niż siwy włos niewdzięcznej starości albo uczucie bez nadziei.
JOYZELLA
Cóż zamierzasz uczynić?
MERLIN
Czekam pewności ostatecznej, a wtedy uczynię to, co prawowite i konieczne, aby już się nie lękać wroga, co gotów się nie cofnąć przed niczym. Nielitościwe środki, jakie przedsięwezmę, tyleż są ważne dla twego bezpieczeństwa, co i dla mojego. Bo ta sama kabała nas otacza, a los wiąże nas... Nie mogę dziś mówić ci więcej. Ufaj mi. Może już wiesz, że twoje szczęście jest moim.
JOYZELLA
Uratowałeś mi życie, pamiętam o tym.
MERLIN
Wspominasz o tym bez życzliwości, ale sądzę, że kiedyś oddasz mi sprawiedliwość.
do Lanceora
A ty idź. Wieść, którą otrzymałem, jest niewątpliwa. Gdy wypadki, których się lękam, wieść tę potwierdzą, zacznę działać. Tymczasem jesteś moim więźniem. Wskażę ci miejsce zachowane dla ciebie w pałacu. Gdybyś przestąpił zakreśloną granicę, sam siebie będziesz zmuszony sądzić i sam na siebie wydasz wyrok. Będzie on nieodwracalny. Idź, oto moje rozkazy.
LANCEOR
Jestem posłuszny, ale w nadziei, że uznasz swój błąd. Do widzenia, Joyzello.
MERLIN
Nie, powiedz jej: „żegnam”, bo wątpię, czy się kiedykolwiek zobaczycie. Tymczasem, Joyzello, może cię kiedyś przypadek postawi wobec tego człowieka. Wtedy, mówię ci, uchodź: życie twoje i jego zależą ściśle od twojej rychłej ucieczki. Gdy się dowiem, żeście się widzieli, jesteście nieodwołalnie zgubieni.
do Lanceora
Czy mi obiecujesz, że będziesz jej unikał?
LANCEOR
Jeżeli idzie o jej życie, tak!
MERLIN
A ty, Joyzello?
JOYZELLA
Nie!
AKT II
Ogród dziki, opuszczony, pełen cierni i traw jadowitych. Na prawo wielka ponura ściana z rozwartą bramą.
SCENA I
Joyzella, potem Lanceor.
JOYZELLA
wchodząc
To ogród nieodwiedzany przez nikogo. Słońce tu nie dochodzi, biedne dzikie kwiaty, które niszczy się dlatego, że nie są piękne, oczekują tu rychłej śmierci, a ptaki milczą... Oto fiołek pozbawiony już zapachu, złoty jaskier, drżący i smutny!... i mak, którego płatki wciąż opadają... Oto skabioza1 spragniona odrobiny wody, jadowity ostromlecz, co ukrywa swe zielone liście, dzwonek błękitny, co porusza milcząco swe kwiaty bezużyteczne. Poznaję was wszystkie, pokorne i wzgardzone, tak dobre i tak brzydkie... Mogłybyście być piękne; mało co brak do tego: promienia szczęścia, chwili łaski, uśmiechu nieco śmielszego, aby tu ściągnąć pszczoły... Ale żadne was oko nie widzi, żadna ręka was nie zrywa... Jakże tu wszystko zmartwiało! Trawa opuszczona i sucha, liście chore, stare drzewa zamierają, a wiosna sama i zorza poranna lękają się zarazić żałością tej samotni...
Lanceor ukazuje się za drzwiami.
LANCEOR
Joyzello!
JOYZELLA
odwraca się nagle
Lanceorze!
LANCEOR
Joyzello!
JOYZELLA
Uchodź, uchodź! Strzeż się! Gdyby cię ujrzał, zginąłeś.
LANCEOR
Nie zobaczy nas. Jest daleko stąd.
JOYZELLA
Gdzie?
LANCEOR
Widziałem go, wychodził. Śledziłem jego odejście ze szczytu tej wieży, gdzie siedzę zamknięty jako więzień. Jest na krańcu wyspy koło sinego lasu, który zamyka widnokrąg.
JOYZELLA
Ale może powrócić albo mu ktoś o tym powie. Uchodź, uchodź, mówię ci. Idzie o twoje życie.
LANCEOR
Pałac jest pusty. Przebiegłem sale, ogrody, podwórce, długie szeregi bukszpanów, schody marmurowe.
JOYZELLA
Uchodź... To tylko zasadzka... Sprzysiągł się na twoje życie. Wiem o tym, powiedział mi... Podejrzewa, że cię kocham. Szuka tylko pozoru, aby wykonać swój zamiar. Uchodź... To już za wiele...
LANCEOR
Nie.
JOYZELLA
Jeżeli ty nie chcesz, to ja odejdę.
LANCEOR
Jeżeli odejdziesz, Joyzello, to ja pozostanę tu przy bramie, póki go noc nie sprowadzi do domu... Znajdzie mnie tu na zakazanym progu... Przestąpiłem granicę mi wyznaczoną, a więc byłem nieposłuszny, i chcę, aby to widział, i chcę, aby to wiedział...
JOYZELLA
Lanceorze, miej litość! Błagam cię, Lanceorze!... Całe nasze szczęście kładziesz na szalę przypadku... Nie myśl tylko o sobie... Pójdę, dokąd zechcesz, abyś tylko opuścił tę kratę. Zobaczymy się gdzie indziej, później, innego dnia... Potrzeba nam czasu, potrzeba ostrożności, przygotowań... Patrz, ręce wyciągam do ciebie... Mów, co mam uczynić... Co mam ci obiecać?
LANCEOR
Otwórz furtę.
JOYZELLA
Nie, nie, nie mogę!
LANCEOR
Otwórz, otwórz, Joyzello, jeżeli chcesz, bym żył.
JOYZELLA
Dlaczego chcesz, bym otworzyła?