Skargi nicponia

Lata oglądam znów żaluzje domykane

Żaluzje których pragną na próżno krzewy różane

Ach! wielkie białe ryby na obrusie szklanym

Zacna Katarzyno! I ty chłopcze Mikołaju!

Ponad sadzawką za gazownią słońce

Jest to choroba miłości

Co tu mnie skłóconymi wstrzymuje żądzami

Pośród demonów i dziewcząt z rozstaju

Ach! wychylmy puchar jednym haustem

By raz jeszcze się wdrapać na wóz drabiniasty!