Czy trudno jest być pisarzem?

Cóż, ja to robię tak:

Po pierwsze ściągam frak

(jeśli akurat go mam,

a to się rzadko zdarza).

Następnie idę sam

i z szafy, z korytarza,

wyciągam krótkie spodnie.

Ubieram się wygodnie,

otwieram drzwi — i w las!

A stoper mierzy czas.

Przez pierwsze dwie minuty

mózg mi się wietrzy w lesie,

niosą mnie same buty,

nawet sam las mnie niesie!

Jest zakręt i po skręcie

wciąż biegnę dość zawzięcie

(mam nawet takie zdjęcie).

Wtem kryzys mnie dopada

i strasznie głośno sapię.

— Już dość! — coś do mnie gada,

mam myśli o kanapie.

— Odpocznij — kusi licho,

lecz „Precz!” mówię mu ja

i mknę, stękając cicho:

Raz, dwa!

Raz, dwa!

Raz, dwa!

Pierś boli nieprzyjemnie

(właściwie boli wszędzie)

lecz gość ambitny ze mnie

i nikt mnie nieść nie będzie!

Dobiegam w średnim pędzie,

jak ptak się serce tłucze

i „Klucze! — myślę. — Klucze!

Gdzie te przeklęte klucze?”

Wreszcie znalazłem.

Wchodzę.

Przez chwilę na podłodze

bez życia prawie leżę,

a potem, dysząc srodze,

spisuję w komputerze

me myśli, póki świeże.

W końcu do wanny włażę

i sen mnie morzy błogi.

Oj, trudno być pisarzem!

Oj, bolą po tym nogi!