Sofista
Osoby dialogu:
Teodor: Zgodnie z wczorajszą umową3, Sokratesie, przychodzimy sami, jak się należy, i przyprowadzamy kogoś jeszcze: tego oto Gościa. On pochodzi z Elei; bliskie mu są koła związane z Parmenidesem4 i Zenonem5 i to jest wielki miłośnik wiedzy.
Sokrates: A może ty sam nie wiesz, Teodorze, że nie gościa, tylko jakiegoś boga prowadzisz, jak to Homer powiada? On mówi, że niejeden bóg ludziom towarzyszy, którzy mają w sobie wstyd i uczciwość, a nie najmniej bóg-opiekun gości. Z góry patrzy na dobre szelmostwa i dobre postępki6. Więc kto tam wie — może tak i z tobą ktoś taki z wyższych sfer chodzi, żeby z góry patrzeć, jak my tu nic myśleć nie umiemy, i żeby nas kłaść w dyskusjach — jakiś taki bóg pogromca w dysputach?
Teodor: To nie jest charakter naszego Gościa, Sokratesie. On zna miarę we wszystkim, lepiej niż ci, co się zawodowo zajmują sporami. I mam wrażenie, że bogiem ten człowiek nie jest w żadnym razie, ale coś boskiego w nim jest. Bo ja to mówię o wszystkich filozofach.
Sokrates: To ładnie, przyjacielu. Ale ten rodzaj bodaj że jakoś nie łatwiej rozpoznać niż rodzaj boga, żeby tak powiedzieć, bo ci ludzie w przeróżnych postaciach grody przebiegają7, korzystając z tego, że ich nikt nie zna. Nie tacy malowani, ale prawdziwi filozofowie, patrzą z góry, z wysoka, na to życie tutaj na dole i jednym ludziom się zdaje, że nie są nic warci, a drugim, że są godni wszystkiego. I raz się zjawiają jako politycy, raz jako sofiści, a zdarza się też, że mogą się komuś przedstawiać jako skończeni obłąkańcy. Więc ja bym się chętnie od naszego Gościa dowiedział, gdyby był taki łaskaw, co też to w tamtych stronach o tym myślano i jak to nazywano.
Teodor: Ale o czym właściwie?
Sokrates: O sofiście, o polityku i o filozofie8.
Teodor: Ale co właściwie i czego takiego tyś o nich dobrze nie wiedział, więc chciałeś się zapytać?
Sokrates: Tego: czy oni tam to wszystko uważali za jedno, czy za dwie rzeczy, czy też tak jak nazwy są trzy, tak i trzy rodzaje rozróżniali i z każdą nazwą łączyli jeden rodzaj?
Teodor: No, ja myślę, że on nie będzie skąpił tej informacji. Czy też jak powiemy, Gościu?
Gość: Tak jest, Teodorze. O skąpstwie nie ma mowy i to nietrudna rzecz powiedzieć, że uważali to za trzy rzeczy. Ale jasno określić każdą z osobna, co to właściwie jest, to nie jest ani mała, ani łatwa robota.
Teodor: Doprawdy, Sokratesie, przypadkiem zaczepiłeś o ten sam temat, o który myśmy go też pytali, zanimeśmy9 tu przyszli. I on się wtedy wobec nas zasłaniał tak samo jak teraz wobec ciebie. Bo przecież mówi, że nasłuchał się dość i pamięta dobrze.
II. Sokrates: W takim razie, Gościu, nie odmawiaj nam tej pierwszej łaski, o którąśmy poprosili. A tylko to nam powiedz: Czy wolisz zwykle sam, na własną rękę, dawać dłuższy wykład, mówiąc to, co byś chciał komuś wyłożyć, czy też wolisz metodę pytań? Tak jak to swojego czasu i Parmenides się nią posługiwał i bardzo piękne myśli rozwijał. Byłem przy tym jako młody człowiek, a on był już wtedy bardzo stary.
Gość: Jeżeli ktoś, Sokratesie, pozwala się w dyskusji bez problemów prowadzić, to łatwiej tak, z kimś drugim. A jak nie, to już lepiej samemu.
Sokrates: Toż możesz sobie wybrać kogo bądź z obecnych; wszyscy ci będą powolni i łagodni. A gdybyś mojej rady posłuchał, tobyś sobie wybrał kogo z młodych; ot, tego, Teajteta, albo i z tych innych, jeżeli ci ktoś odpowiada.
Gość: Sokratesie, ja się trochę wstydzę — bo teraz pierwszy raz się z wami zetknąłem — nie prowadzić rozmowy drobnymi krokami: ja słówko, ktoś słówko, tylko samemu ciągnąć długą przemowę, choćby i do kogoś drugiego, jakby człowiek popis urządzał. Bo doprawdy to zagadnienie, rzucone w tej chwili, to nie jest taki drobiazg, jakby się to mogło komuś przedstawiać przy zadawaniu pytania, to wymaga bardzo długiego wywodu. A znowu nie spełnić twojej prośby i tych innych — tym bardziej, żeś to mi tak powiedział — wydaje mi się, że gościowi tak nie wypada i to byłoby nieprzyzwoicie. Teajteta przyjmuję jako partnera dyskusji, bo już i przedtem z nim rozmawiałem, i ty mi to w tej chwili doradzasz.
Teajtet: To zrób tak, Gościu, a jak mówi Sokrates, zrobisz przyjemność wszystkim.
Gość: Zdaje się, Teajtecie, że na to już nic nie można powiedzieć. Więc już teraz może niech do ciebie będzie skierowany wywód. A jeżeli ci się to sprzykrzy, kiedy się zmęczysz, bo to będzie długie, to nie miej o to pretensji do mnie, tylko do tych tutaj twoich towarzyszów.
Teajtet: Ależ ja myślę, że w ten sposób jak teraz nie zbraknie mi sił. A gdyby coś takiego miało zajść, to weźmiemy do pomocy tego Sokratesa. To jest imiennik Sokratesa, a mój rówieśnik i kolega z gimnazjum10, jemu to nie pierwszyzna znosić trudy razem ze mną. Nieraz to robił.
III. Gość: Dobrze mówisz. Ale to już będzie twoje własne zmartwienie w dalszym toku rozmowy. A razem ze mną wypadnie ci rozpatrzyć, zaczynając — takie mam wrażenie — od sofisty, poszukać i ująć w słowa, czym też on jest. Bo przecież w tej chwili ty i ja w odniesieniu do tej sprawy mamy tylko wspólną nazwę. A rzecz, którą tak nazywamy — bardzo być może, każdy z nas ma osobną dla siebie. A trzeba zawsze, o cokolwiek by szło, raczej rzecz samą z pomocą ścisłych ujęć wspólnie ustalić niż samą tylko nazwę przyjmować, bez ścisłego ujęcia. A to plemię, które teraz zamierzamy zbadać, nie jest najłatwiej ująć i dojść, co to właściwie jest: sofista. Ale kiedy trzeba ładnie opracować jakąś sprawę wielką w tym rodzaju, to wszyscy uważają, i to od dawna, że wypada najpierw zrobić to na przykładach małych i łatwych, zanim się kto weźmie do samych spraw największych. Więc teraz, Teajtecie, ja i nam samym tak radzę; uważamy, że rodzaj sofisty jest trudny i uchwycić go niełatwo, więc przećwiczmy sobie naprzód drogę do tego na jakimś innym przykładzie, łatwiejszym — chyba że ty potrafisz skądś podać jakąś inną drogę, gładszą.
Teajtet: Ależ nie potrafię.
Gość: Więc jeżeli chcesz, to zajmijmy się jakimś drobiazgiem i próbujmy zrobić z niego przykład dla sprawy większej?
Teajtet: Tak jest.
Gość: Więc, co by to tak wziąć na pierwszy ogień, coś, co poznać łatwo, jakiś drobiazg, który by jednak dopuszczał ujęcie nie mniej ścisłe niż rzeczy większe. Ot, na przykład: wędkarz. Czyż to nie jest coś, co wszyscy znają, i rzecz nie taka znowu zbyt poważna?
Teajtet: Tak jest.
Gość: Ale ja się spodziewam, że będzie go dotyczyła jakaś metoda i że znajdzie się dla niego ujęcie słowne, które się nam może przydać do naszych celów.
Teajtet: Pięknie by było.
IV. Gość: Więc proszę cię, tedy11 się do niego bierzmy. Powiedz mi: przyjmiemy, że on ma pewną umiejętność, czy też nie ma żadnej, tylko jakąś inną zdolność?
Teajtet: Nie jest przecież bez umiejętności.
Gość: A prawda, że wszystkich umiejętności są mniej więcej dwa rodzaje?
Teajtet: Jak to?
Gość: No, rolnictwo i hodowla wszelkich ciał śmiertelnych, i produkcja ciał złożonych i wytworów plastycznych, które nazywamy sprzętami, i naśladownictwo, wszystko to powinno by najsłuszniej nosić jedną nazwę.
Teajtet: Jaką i którą?
Gość: Zawsze jeżeli ktoś to, co przedtem nie istniało, później do bytu powołuje, to mówimy chyba, że to, co przychodzi do bytu, jest tworem, a ten, kto to do bytu powołuje, jest twórcą.
Teajtet: Słusznie.
Gość: A to wszystko, cośmy w tej chwili przeszli, czy miało swoją zdolność do tego?
Teajtet: No, miało.
Gość: W takim razie uogólnijmy to i nazwijmy to twórczością.
Teajtet: Niech będzie.
Gość: A teraz cały zakres matematyki i nauk, i dochodzenie do pieniędzy, i walka, i polowanie — to przecież nie wykonywa niczego, tylko przedmioty już istniejące i powstałe bądź to zagarnia słowami i czynami, bądź też ich drugim zagarniać nie pozwala. Więc może by właśnie dlatego te wszystkie części najlepiej było nazwać jakąś umiejętnością nabywczą.
Teajtet: Tak, wypadałoby.
V. Gość: Więc ponieważ twórczość i nabywczość — to są wszystkie umiejętności razem wzięte, w której my, Teajtecie, pomieścimy umiejętność wędkarza?
Teajtet: Chyba w nabywczości — to oczywiste.
Gość: A nabywczości, czyż nie dwa są rodzaje? Jeden to wymiana, dobrowolna z obu stron, za pomocą darów i układów najmu i sprzedaży; a reszta to wszelkie zagarnianie czynami albo słowami — to byłaby umiejętność zagarniania?
Teajtet: No tak, widać, wedle tego, co się powiedziało.
Gość: No cóż? A tego zagarniania — czyby nie rozciąć na dwoje?
Teajtet: Jak?
Gość: Wszelkie zagarnianie jawne to walka, a każde skryte to polowanie.
Teajtet: Tak.
Gość: A byłoby głupio nie rozciąć i polowania na dwoje.
Teajtet: Powiedz, jak?
Gość: Wyróżnić polowanie na to, co nie żyje, i na to, co żyje.
Teajtet: No cóż? Jeżeli rzeczywiście istnieją te dwa rodzaje.
Gość: Jakże nie istnieją? Tylko my dajmy pokój polowaniu na to, co nie żyje, ono nie ma nazwy osobnej, oprócz pewnych tam gałęzi w umiejętności nurków i innych drobiazgów, a łowy na istoty obdarzone duszą nazwijmy polowaniem na istoty żywe.
Teajtet: Niech będzie.
Gość: A polowania na istoty żywe czy nie można słusznie wymienić dwóch rodzajów? Jeden to na czworonogi. Ten się dzieli na liczne gatunki i nosi różne nazwy. To jest polowanie na to, co chodzi. A drugi rodzaj — na zwierzęta pływające — to wszystko jest polowanie wodne.
Teajtet: Tak jest.
Gość: A pośród pływaków widzimy jedno plemię: skrzydlate, a drugie żyjące w wodzie?
Teajtet: Jakżeby nie?
Gość: A wszelkie polowanie na rodzaj skrzydlaty nazywa się u nas chyba polowaniem na ptaki.
Teajtet: A nazywa się.
Gość: A wszelkie polowanie na to, co żyje w wodzie, to rybołówstwo.
Teajtet: Tak.
Gość: No cóż? A tego polowania czy nie moglibyśmy rozebrać na dwie części największe?
Teajtet: Na jakie?
Gość: Na takie. Jeden rodzaj po prostu poluje przy pomocy pułapek, a drugi przy pomocy uderzeń.
Teajtet: Jak mówisz i w jaki sposób rozróżniasz jedno i drugie?
Gość: W ten sposób, że wszystko, cokolwiek otacza i zamyka coś, aby stanowić dla niego przeszkodę, wypada nazywać pułapką.
Teajtet: Tak jest.
Gość: Zatem więcierze12 i sieci, i sidła, i saki13, i tym podobne trzeba nazywać nie inaczej, tylko pułapkami.
Teajtet: Nie inaczej.
Gość: Więc tę część polowania nazwiemy polowaniem z pomocą pułapek albo jakoś tak.
Teajtet: Tak.
Gość: A polowanie z pomocą ości albo trójzębów, przy czym się uderza, jest różne od tamtego i to musimy teraz jednym słowem nazwać — to będzie jakieś rybobicie. Albo jaki ładniejszy wyraz potrafiłby ktoś znaleźć, Teajtecie?
Teajtet: Mniejsza o wyraz. Wystarczy i ten.
Gość: Otóż mam wrażenie, że tego bicia jeden rodzaj jest nocny; odbywa się przy świetle ognia i zdaje mi się, sami łowcy mówią, że to połów ogniowy.
Teajtet: Tak jest.
Gość: A to dzienne, ponieważ także i trójzęby mają na końcach haczyki, nazywa się w ogóle połów „na ość”.
Teajtet: No, nazywa się.
VI. Gość: Otóż w tym rybobiciu na ość raz ość idzie z góry na dół — tak się przeważnie używa trójzębów i to się nazywa jakoś „na trójząb”.
Teajtet: Mówią tak niektórzy.
Gość: A to, co zostaje, to jest jeszcze jeden tylko rodzaj, żeby tak powiedzieć.
Teajtet: Jaki?
Gość: Ten, w którym uderzenie idzie w przeciwnym kierunku. Tak idzie ość. I ryba ją dostaje nie byle gdzie, jak się trafi, jak to przy trójzębach, ale ość trafia zawsze w głowę i w pysk ofiary, idzie z dołu do góry, bo się ją na kijach i trzcinkach wyciąga na górę. Co powiemy, Teajtecie? Jak to wypadnie nazwać?
Teajtet: Mam wrażenie, że cośmy sobie przed chwilą przedsięwzięli odszukać, to się teraz dokonało.
VII. Gość: Więc teraz, jeżeli chodzi o wędkarstwo, to ty i ja zgodziliśmy się nie tylko na ten wyraz, ale i pojęcie rzeczy samej uchwyciliśmy należycie. Bo z umiejętności wszystkiej połowa jedna to jest nabywczość, połowa nabywczości to zagarnianie, zagarniania — polowanie, polowania połowa to polowanie na istoty żywe. Polowania na istoty żywe pół to polowanie wodne. Z tego wodnego cały odcinek dolny to rybołówstwo. Rybołówstwa pół to rybobicie, rybobicia pół: „na ość”. A z tego — uderzanie ością z dołu do góry i wyciąganie na wierzch od samej tej roboty dostało nazwę podobną i to jest to wędkarstwo, któregośmy teraz szukali.
Teajtet: Więc to jest ze wszech miar należycie wyjaśnione.
VIII. Gość: Więc proszę cię. Według tego przykładu spróbujmy i sofistę znaleźć, czym też on jest.
Teajtet: Doskonale.
Gość: Otóż tam było pierwsze pytanie, czy wędkarza przyjąć jako tego, co nic nie umie, czy też jako posiadającego pewną umiejętność.
Teajtet: Tak.
Gość: I czy teraz tego przyjmiemy jako nieuka, Teajtecie, czy też w każdym razie on ma naprawdę coś wspólnego z mądrością.
Teajtet: Nigdy jako nieuka. Ja rozumiem, co ty myślisz. Że w każdym razie musi być taki ktoś, kto się tak nazywa.
Gość: Więc wypadnie nam, zdaje się, przypisać mu jakąś umiejętność.
Teajtet: Ale jaką właściwie?
Gość: Dla bogów14, czy my nie widzimy, że ten człowiek jest krewny tamtego?
Teajtet: Który którego?
Gość: Wędkarz sofisty.
Teajtet: W jaki sposób?
Gość: Łowcami pewnego rodzaju wydają mi się jeden i drugi.
Teajtet: Na co poluje ten drugi? Bo na co tamten, tośmy powiedzieli.
Gość: Na dwie części chyba przed chwilą rozdzieliliśmy łowy wszelkie; odcięliśmy łowy na istoty pływające i na to, co chodzi.
Teajtet: Tak.
Gość: I omówiliśmy łowy na istoty pływające, na istoty żyjące w wodzie. A polowanie na istoty chodzące zostawiliśmy niepodzielone. Powiedzieliśmy, że ono ma wiele postaci.
Teajtet: Tak jest.
Gość: Więc aż do tego punktu sofista i wędkarz, obaj razem, wychodzą ze sztuki nabywczej.
Teajtet: Zdaje się, że obaj.
Gość: I teraz, od polowania na istoty żywe, ich drogi się rozchodzą. Jeden idzie na morze gdzieś tam i na rzeki, na bagna i będzie polował na zwierzęta, które tam żyją.
Teajtet: No cóż?
Gość: A drugi idzie na ziemię i na rzeki znowu innego rodzaju: rzeki bogactwa i młodości, niby na łąki obfite, i będzie zagarniał to, co na nich żyje.
Teajtet: Jak to rozumiesz?
Gość: Polowania na lądzie są dwa największe chyba rodzaje.
Teajtet: Jaki jest każdy z tych dwóch?
Gość: Jedno na zwierzęta łaskawe, a drugie dzikie.
IX. Teajtet: No, ale czyż istnieje jakieś polowanie na zwierzęta łaskawe?
Gość: Jeżeli tylko człowiek jest zwierzęciem łaskawym. Załóż sobie jak ci się podoba: albo nie przyjmuj żadnego zwierzęcia łaskawego, albo przyjmij jakieś inne zwierzę łaskawe, a powiedz, że człowiek to dzikie, albo mówisz, że człowiek to łaskawe, ale uważasz, że nie istnieje żadne polowanie na ludzi. Którekolwiek z tych zdań miło ci jest wypowiedzieć, wyjaśnij je nam.
Teajtet: Ja, Gościu, uważam, że my jesteśmy zwierzęta łaskawe, i mówię, że istnieje polowanie na ludzi.
Gość: Więc powiedzmy, że polowanie na istoty łaskawe dzieli się też na dwa rodzaje.
Teajtet: Według czego, powiemy?
Gość: Jeden rodzaj — to rozbój i porywanie ludzi, i rządy despotyczne, i w ogóle wojna. Wszystko to razem określamy jako jedno: polowanie gwałtem.
Teajtet: Pięknie.
Gość: A wymowa sądowa i polityczna, i obcowanie osobiste to znowu jedna całość. Nazwijmy ją może umiejętnością wywierania wpływu.
Teajtet: Słusznie.
Gość: I powiedzmy, że istnieją dwa rodzaje umiejętności wpływania.
Teajtet: Jakie?
Gość: Jeden w życiu prywatnym, a drugi w życiu publicznym.
Teajtet: A są te oba rodzaje.
Gość: I z tego polowania prywatnego jedno bierze za to pieniądze, a drugie daje prezenty.
Teajtet: Nie rozumiem.
Gość: Na łowy zakochanych, widać, jeszcze nie zwróciłeś uwagi.
Teajtet: Że co?
Gość: Że tym, których upolowali, dają w dodatku prezenty.
Teajtet: Świętą prawdę mówisz.
Gość: Więc ten rodzaj — to niech będzie umiejętność erotyczna.
Teajtet: Tak jest.
Gość: A z tego rodzaju, który bierze pieniądze, jedna część zbliża się towarzysko i uprzejmie, i przyjemność wystawia jako przynętę, a za to dostaje dla siebie tylko utrzymanie. Mam wrażenie, że wszyscy byśmy to nazwali jakąś umiejętnością schlebiania albo robienia się przyjemnym.
Teajtet: Jakżeby nie?
Gość: A taki rodzaj, który się ogłasza, że dopuszcza do obcowania z sobą dla postępu w dzielności, a w nagrodę za to bierze pieniądze — czy tego rodzaju nie należałoby nazwać innym wyrazem?
Teajtet: Jakżeby nie?
Gość: A jakim by? Spróbuj powiedzieć.
Teajtet: To przecież jasna rzecz. Mam wrażenie, żeśmy odszukali sofistę. Więc jeżeli powiem to słowo, to myślę, że go nazwę właściwym imieniem.
X. Gość: Więc, Teajtecie, według obecnego toku myśli, zdaje się, że należące do umiejętności przywłaszczania sobie, zagarniania, polowania, i to na istoty żywe, na lądzie, na łaskawe, na istoty ludzkie, w życiu prywatnym, za pieniądze i dla pieniędzy, a niby to dla wychowywania ludzi młodych, bogatych i obiecujących — takie polowanie, jak nam z obecnego toku myśli wynika, powinno się nazywać sofistyką.
Teajtet: Ze wszech miar przecież.
Gość: A jeszcze i z tej strony popatrzmy. Bo to, czego teraz szukamy, nie należy do umiejętności byle jakiej, tylko do bardzo wielostronnej. Toż i w tym, co się poprzednio powiedziało, ono się nam ukazuje nie w tej postaci, jak to teraz mówimy, że jest, tylko w nieco innym rodzaju.
Teajtet: Jak mianowicie?
Gość: Były chyba dwa rodzaje umiejętności nabywczej. Ona miała część łowczą i część polegającą na wymianie.
Teajtet: No, tak było.
Gość: Otóż, powiedzmy, że wymiana ma dwie postacie. Jedna posługuje się prezentami, a druga sprzedaje.
Teajtet: Powiedzmy.
Gość: A powiemy też, że sprzedawanie dzieli się znowu na dwie części?
Teajtet: Jak?
Gość: Wyróżnimy część jedną, która sama sprzedaje własne wytwory, i drugą, która wymienia roboty cudze. To wymiana.
Teajtet: Tak jest.
Gość: No cóż? A tej wymiany część jedna, odbywająca się na mieście — ta wymiana jest bodaj że połową całości — czy nie nazywa się kramarstwem?
Teajtet: Tak.
Gość: A wymiana międzymiastowa w drodze kupna i sprzedaży to handel?
Teajtet: Czemu nie?
Gość: A czyśmy nie zauważyli, że jedna część handlu wymienia za pieniądze to, czym się ciało żywi i czym się posługuje, a druga to, czym dusza?
Teajtet: Jak to myślisz?
Gość: Tej części, która duchowe wartości wymienia, może być, że nie znamy, ale z tej drugiej chyba zdajemy sobie sprawę.
Teajtet: Tak.
Gość: Więc powiedzmy: cała służba muzom15. Wciąż ją wożą z miasta do miasta, tu kupili, gdzieś indziej zawożą i sprzedają. I malarstwo, i teatrzyki, i wiele innych wartości duchowych — jedne się wozi i sprzedaje dla rozrywki, drugie na serio. Czy takiego kogoś, kto te rzeczy wozi i sprzedaje, nie należy z równą słusznością nazywać kupcem, jak gdyby sprzedawał pokarmy i napoje?
Teajtet: Świętą prawdę mówisz.
Gość: Nieprawdaż? I takiego, co sobie nakupił nauk i jeździ z miasta do miasta wymieniać je na pieniądze, i tego tą samą nazwą oznaczysz?
Teajtet: Stanowczo.
XI. Gość: Tego handlowania wartościami duchowymi jedna część czy nie powinna by się najsłuszniej nazywać umiejętnością prelegentów popisowych? A druga, nie mniej zabawna od pierwszej, ponieważ to jest sprzedaż nauk — czy nie trzeba jej naznaczyć jakiejś nazwy pokrewnej tej robocie?
Teajtet: Tak jest.
Gość: Więc tego handlu naukami część jedną, która sprzedaje wiedzę z innych umiejętności, trzeba nazywać inaczej, a tę, która ma na sprzedaż dzielność, inaczej?
Teajtet: Jakżeby nie?
Gość: Więc handel umiejętnościami to by była nazwa stosowna dla tych innych. A dla tego tu staraj się ty podać nazwę.
Teajtet: Jakąż by inną nazwę mógł ktoś podać i nie strzelić głupstwa, jeżeli nie sofistykę, rodzaj, którego właśnie w tej chwili szukamy?
Gość: Nie ma innej. Więc proszę cię, zbierzmy to razem i powiedzmy, że częścią umiejętności nabywania, wymiany, sprzedaży, handlu, i to handlu wartościami duchowymi, myślami i naukami, tą częścią, która ma dzielność na sprzedaż, za drugim razem okazała się umiejętność sofisty.
Teajtet: Zupełnie słusznie.
Gość: A myślę, że trzeciego też nie nazwiesz inaczej, tylko tak samo jak teraz, gdyby ktoś osiadł na stałe tu w mieście i kupowałby sobie jedne nauki, a drugie by sam składał na te same tematy i sprzedawałby je, i zamierzałby się z tego utrzymywać.
Teajtet: Czemuż bym nie miał tak nazwać?
Gość: Zatem część umiejętności nabywania, wymiany, sprzedawania i kramarstwa, choćby ktoś nawet i własne wytwory sprzedawał, to w każdym razie, o jakikolwiek by tutaj szło rodzaj handlu naukami, ty to, zdaje się, zawsze nazwiesz sofistyką.
Teajtet: Z konieczności. Trzeba przecież iść za tokiem myśli.
XII. Gość: A zastanówmy się jeszcze, czy może rodzaj, którego w tej chwili dochodzimy, nie jest podobny do czegoś takiego.
Teajtet: Do czego tak?
Gość: U nas walka była pewną częścią nabywania.
Teajtet: A była.
Gość: To nie od rzeczy będzie rozdzielić ją na dwie części.
Teajtet: Według czego, mów!
Gość: Załóżmy, że jedna jej część to rywalizacja, a druga to bój.
Teajtet: Zgoda.
Gość: Otóż część boju, w której się walczy wręcz, można i wypada też nazwać. Przyjmijmy coś takiego, jak zmaganie.
Teajtet: Dobrze.
Gość: A tamtą, gdzie słowa padają przeciw słowom, jakby ktoś mógł nazwać inaczej, jeżeli nie sporem?
Teajtet: Niczym innym.
Gość: A spory trzeba rozróżnić dwojakie.
Teajtet: Jak?
Gość: O ile się odbywają z pomocą długich przemów i dotyczą tego, co sprawiedliwe i niesprawiedliwe, a odbywają się publicznie — to będą spory sądowe.
Teajtet: Tak.
Gość: A odbywające się na terenie prywatnym i posiekane na pytania i odpowiedzi, tych przecież nie zwykliśmy nazywać inaczej, jak tylko sprzeczkami.
Teajtet: Nie inaczej.
Gość: A ze sprzeczek jedna część obraca się około umów, kłóci się byle jak i nie trzyma się reguł umiejętnych — trzeba to też uważać za pewien rodzaj, skoro to jako coś osobliwego tok naszej myśli wyróżnił, ale nazwy to nie dostało ani od naszych przodków, ani też nie warto, żeby ją teraz dostało od nas.
Teajtet: Prawda. Bo to się rozpada na bardzo małe i różne gatunki.
Gość: Ale spory prowadzone umiejętnie o sprawiedliwość samą i o niesprawiedliwość, i o inne rzeczy w ogóle, czyż nie przywykliśmy ich nazywać dysputami?
Teajtet: Jakżeby nie?
Gość: A z dysput jedne służą do marnowania, a drugie do przysparzania pieniędzy.
Teajtet: Ze wszech miar.
Gość: To spróbujmy powiedzieć, jak należy nazywać jedne i drugie z nich.
Teajtet: No tak, trzeba.
Gość: Ja uważam, że gdy zamiłowanie do tego zajęcia prowadzi do zaniedbywania domu i majątku, a styl tych rozpraw większości spośród słuchaczy nie sprawia przyjemności dla ucha, wtedy to się, według mego zdania, nazywa nie inaczej, jak tylko: niepotrzebne mielenie językiem.
Teajtet: A mówią tak jakoś.
Gość: Więc jego przeciwieństwo, które zbija majątek na sporach prywatnych, z kolei ty próbuj teraz nazwać.
Teajtet: Jakąż by można inną znowu podać nazwę i nie chybić? Nic, tylko znowu wraca, po raz czwarty, ten przedziwny sofista, za którym wciąż gonimy.
Gość: No nic, tylko zdaje się, że sofista to właśnie jest rodzaj, który sobie przysparza pieniędzy, a zalicza się do umiejętności dysputowania, która należy do umiejętności sprzeczania się, do umiejętności prowadzenia sporów, a więc jest pewnym bojem, rodzajem walki i umiejętności nabywania. Tok myśli znowu tak nam pokazał sofistę.
Teajtet: No całkowicie.
XIII. Gość: Widzisz, jaka to prawda, że ten okaz wielostronny mieni się w oczach i, jak to mówią, nie złapiesz go jedną ręką.
Teajtet: To brać go dwiema — nieprawdaż?
Gość: No, trzeba to zrobić, i to co siły, śledząc jakiś jego ślad. Powiedz mi, z takich wyrazów, co to przy gospodarstwie, używamy chyba niektórych?
Teajtet: Nawet i niejednego. Ale o które ty się pytasz spośród tych wielu?
Gość: O takie, jak to mówimy: cedzić, przesiewać i przewiewać, i przebierać.
Teajtet: No cóż?
Gość: A do tego jeszcze rozczesywać, prząść, tkać, i bez końca znamy takich innych wiele; wiemy, że są takie rzeczy wśród umiejętności. Czy nie?
Teajtet: A coś ty chciał o nich powiedzieć, bo podałeś je jako przykłady i zapytałeś o wszystkie.
Gość: W tych wszystkich słowach mówi się chyba o rozłączaniu.
Teajtet: Tak.
Gość: Otóż, według mego zdania, ponieważ w tym wszystkim jest jedna umiejętność, zaszczycimy ją jednym imieniem.
Teajtet: I jak ją nazwiemy?
Gość: Umiejętnością rozłączania.
Teajtet: Niech będzie.
Gość: A zobacz no. Tego rozłączania potrafimy chyba dojrzeć dwa rodzaje.
Teajtet: Szybkiego, jak na moje siły, żądasz spostrzegania.
Gość: No tak. Przecież w wymienionych rozłączaniach raz szło o oddzielenie czegoś gorszego od lepszego, a drugi raz — czegoś podobnego od podobnego.
Teajtet: Tak mniej więcej wygląda to, co się przytoczyło.
Gość: Otóż dla tego drugiego nie mam nazwy używanej, ale dla takiego rozłączania, które zostawia to co lepsze, a to co gorsze odrzuca, mam.
Teajtet: Powiedz, jaką?
Gość: Wszelkie takie rozłączanie, o ile ja rozumiem, wszyscy nazywają pewnym oczyszczaniem.
Teajtet: A nazywają.
Gość: Nieprawdaż? A że oczyszczanie bywa dwojakie, to chyba każdy potrafi dojrzeć?
Teajtet: Tak — przy wolnym czasie, to może być, ale ja tego w tej chwali nie dostrzegam.
XIV. Gość: O tak. Jednym wyrazem wypada objąć wiele rodzajów oczyszczeń cielesnych.
Teajtet: Jakie i którym wyrazem?
Gość: Oczyszczania ciał żywych wewnętrzne, w których umiejętność gimnastyczna i lekarska właściwych rozłączeń dokonywa i one się przez to oczyszczają. A zewnętrznych, o których niemiło mówić, dokonywa umiejętność służby kąpielowej. A oczyszczaniem ciał nieożywionych zajmuje się umiejętność sukienników i wszelkie zdobnictwo. Ono się dzieli na wiele drobnych działów, które podostawały śmiesznie brzmiące nazwy.
Teajtet: Bardzo zabawne.
Gość: Ze wszech miar, Teajtecie. Ale metodzie myślenia zgoła nie chodzi o umiejętność posługiwania się gąbką albo lekarstwami, ani też mniej ani więcej o to, czy jedna z nich mały, a druga wielki nam pożytek przynosi, kiedy nas czyści. Ta metoda stara się dojrzeć pokrewieństwo i brak pokrewieństwa wszystkich umiejętności, chcąc zyskać pełne zrozumienie, i poza tym ona szanuje każdą zarówno i nie uważa, żeby jedne umiejętności przez jakieś podobieństwo były bardziej zabawne niż inne, i nie wydaje się jej ani o włos poważniejszy ktoś, kto jako przykład objaśniający umiejętność łowiecką podaje strategikę16, niż ten, kto podaje bicie wszy. Poważniejszy nie — tylko bardziej nadęty. Więc tak i teraz tyś zapytał, jak nazwiemy wszystkie czynniki, którym w udziale przypada oczyszczanie ciała żywego lub nieożywionego, i dla metody to będzie zupełnie obojętne, który wyraz wyda się najprzyzwoitszy, byleby tylko odgraniczał od oczyszczeń duszy i wiązał razem wszystko, co oczyszcza cokolwiek innego. Bo tok myśli zaczął w tej chwili odgraniczać oczyszczenie duchowe od innych oczyszczeń, jeżeli dobrze rozumiemy do czego zmierza.
Teajtet: Ja rozumiem i zgadzam się, że istnieją dwa rodzaje oczyszczenia; jeden dotyczy duszy i jest różny od oczyszczenia cielesnego.
Gość: Bardzo pięknie. Ale posłuchaj jeszcze tego, co potem, i próbuj znowu rozciąć na dwoje to, co powiem.
Teajtet: Jakąkolwiek poprowadzisz drogą, będę próbował ciąć razem z tobą.
XV. Gość: Mówimy, że zły charakter to jest coś innego w duszy niż dzielność?
Teajtet: Jakżeby nie?
Gość: A prawda, że oczyszczenie polegało na tym, by jedno z dwojga zostawić, a wyrzucić drugie, o ile by było gdzieś coś lichego.
Teajtet: No, tak było.
Gość: Zatem i w duszy, jeśli znajdujemy jakieś usuwanie tego, co złe, to jeśli je nazwiemy oczyszczaniem, będzie to brzmiało właściwie?
Teajtet: I bardzo.
Gość: Trzeba powiedzieć, że w duszy bywa dwojakie zło.
Teajtet: Jakie?
Gość: Jedno to tak jak choroba w ciele, a drugie to jak oszpecenie.
Teajtet: Nie zrozumiałem.
Gość: A może ty choroby i rozterki nie uważasz za jedno i to samo?
Teajtet: Na to też nie wiem, co mam odpowiedzieć.
Gość: Czy nie uważasz, że rozterka to nic innego, tylko skutkiem jakiegoś zepsucia poróżnienie się pierwiastków pokrewnych?
Teajtet: Nic innego.
Gość: A szpetność to nic innego, tylko to, że w środku jest jakiś brak miary. On wszystko zawsze oszpeca.
Teajtet: No, to nie może być nic innego.
Gość: A cóż? Czy nie zauważyliśmy, że w duszach ludzi lichych przekonania kłócą się z żądzami i serce z przyjemnościami, i rozum ze smutkami, i wszystko to się sprzecza jedno z drugim?
Teajtet: I bardzo.
Gość: A to wszystko przecież z konieczności stanowi jedną rodzinę.
Teajtet: Jakżeby nie?
Gość: Więc jeżeli mówimy, że zły charakter to jest rozterka i choroba, to powiemy słusznie?
Teajtet: Najsłuszniej przecież.
Gość: No cóż? Jeżeli coś ma ruch w sobie, zakłada sobie jakiś cel i stara się w niego trafić, a co się zamierzy, zawsze chybia celu, wtedy my powiemy, że mu się to zdarza dzięki proporcjonalności wewnętrznej, czy też na odwrót, dlatego że w nim miary nie ma?
Teajtet: Jasna rzecz, że to przez brak miary.
Gość: Ale my wiemy też, że żadna dusza nie chce pozostawać w zupełnej niewiedzy.
Teajtet: Bardzo mocno przecież.
Gość: A wobec tego, że dusza dąży do prawdy, to niewiedza nie jest niczym innym, jak chybianiem celu, kiedy rozum nie trafia gdzie trzeba.
Teajtet: Tak jest.
Gość: Więc trzeba przyjąć, że dusza nierozumna jest szpetna i nie ma miary w sobie.
Teajtet: Zdaje się.
Gość: Więc pokazuje się, że istnieją w duszy te dwa rodzaje zła. Jeden z nich szerokie koła nazywają złym charakterem, a to jest najoczywiściej choroba duszy.
Teajtet: Tak.
Gość: A drugi rodzaj nazywają niewiedzą, ale nie chcą się zgodzić, że to jest zło, które tylko w duszy powstaje.
Teajtet: Całkowicie trzeba się na to zgodzić, chociaż ja w tej chwili w to wątpiłem, kiedyś ty to powiedział, że istnieją w duszy dwa rodzaje zła. Jednakże i tchórzostwo, i rozpustę, i niesprawiedliwość — to wszystko trzeba uważać za chorobę tkwiącą w nas, a stan niewiedzy obfitej i różnorodnej uważać za oszpecenie.
XVI. Gość: Nieprawdaż, jeśli o ciało chodzi, to w związku z tymi dwoma stanami powstały dwie umiejętności?
Teajtet: Które to?
Gość: W związku ze szpetotą — gimnastyka, a w związku z chorobą — medycyna.
Teajtet: Tak to wygląda.
Gość: Nieprawdaż? I czy w związku z butą i z niesprawiedliwością, i z tchórzostwem nie istnieje umiejętność karania, najbardziej ze wszystkich umiejętności związana z boginią sprawiedliwości?
Teajtet: Tak wypada, żeby odpowiedzieć zgodnie z tym, co ludzie myślą.
Gość: No cóż? A przeciwko wszelkiej niewiedzy chyba nikt nie mógłby słuszniej wymienić niczego innego, jak tylko umiejętność nauczania?
Teajtet: Żadnej innej.
Gość: No, proszę cię. A umiejętności nauczania trzeba przyjąć jeden tylko rodzaj, czy też więcej? Dwa z nich są największe, uważaj!
Teajtet: Uważam.
Gość: Mam wrażenie, że w ten sposób najprędzej znajdziemy.
Teajtet: W jaki sposób?
Gość: Zobaczmy niewiedzę, czy w niej nie ma jakiegoś rozcięcia przez środek. Bo jeżeli ona jest dwojaka, to musi też umiejętność nauczania mieć dwie części — jedną i drugą przyporządkowaną jednemu rodzajowi niewiedzy.
Teajtet: Więc co? Jakoś ci się tam zjawia to, czego teraz szukamy?
Gość: Zdaje mi się, że widzę pewien wielki i przykry, osobliwy rodzaj niewiedzy — równie ciężki jak wszystkie inne jej części, razem wzięte.
Teajtet: Jakiż to rodzaj?
Gość: Nie wiedząc czegoś, myśleć, że się wie. Bodaj że stąd się u nas wszystkich biorą wszelkie błędy naszego umysłu.
Teajtet: Prawda.
Gość: I zdaje mi się, że ten jeden rodzaj niewiedzy powinien się nazywać głupotą.
Teajtet: Tak jest.
Gość: A jak nazwać tę część nauczania, która ten rodzaj usuwa?
Teajtet: Ja mam wrażenie, Gościu, że poza tym są umiejętności specjalne, a to tutaj u nas się nazywa pracą nad kulturą umysłową.
Gość: I bodaj że u wszystkich Hellenów, Teajtecie. Ale my jeszcze musimy i na to popatrzeć, czy to już jest niepodzielne, czy też ma jakieś działy, godne nazwy.