Sofijówka

Wstęp

Poezja opisowa na pierwszą uwagę1 zdaje się być łatwiejszą od innych rodzajów, bo główną część dzieła, rzecz2 jego, samo nastręcza przyrodzenie3, zostawując4 tylko talentowi poetyckiemu rozkład przedmiotu i stosowne wydanie5. Ale ta łatwość jest tylko pozorną, bo rzeczywiście niełatwe do zwalczenia spotykają się trudności. Opisując na przykład przedmioty powszedne, każdemu znajome, jakiejże potrzeba sztuki, aby je czy to zręcznym wszystkich części wystawieniem i odbiciem, czy wtrącaniem własnych myśli, postrzeżeń i ustępów podnieść, uślachetnić6 i barwą nowości przyodziać! W malowaniu okolic najhojniej od natury upięknionych i godnych podziwienia śliski jest nader środek między pochwałą zbyt ogólną, deklamacyjną a dokładnym tylko, topograficznym szczegółów wyliczaniem. Dodajmy trudność utrzymania interesu7 tam, gdzie żadnej nie masz akcji, gdzie nic do namiętności nie przemawia, gdzie wszystkie zalety obrazu poetyckiego kończą się na doskonałej perspektywie, światłocieniu i kolorycie, a poznamy, jak wielkiego talentu, jak wysoko ukształconego smaku poema opisowe wymaga.

Wszystkie te trudności pokonał Trembecki i wszystkie połączył zalety w opisaniu Sofijówki, które uważać można za arcydzieło, stawające obok najcelniejszych poematów tego rodzaju w jakiejkolwiek literaturze. Ale chwała Trembeckiego nie kończy się na przymiotach powszechniejszych, jakich wymagać by można po8 każdym sztukmistrzu9 i po każdym dziele sztuki pięknej. Trembecki ma przymioty sobie właściwe, które jemu i jego poezji dają wyższość nad poezją i poetów spółczesnych; gdy albowiem mowa polska poetycka charakter swój właściwy tracić zaczęła i postać przybierać obcą, francuską — Trembecki zachował cechy złotego wieku poezji narodowej. Kiedy naśladowanie i tłumaczenie poetów francuskich wprowadziło styl jednostajny tak dalece, że ta jednostajność w tłumaczeniu Iliady, Raju utraconego i Georgik1011 francuskich co do zewnętrznego wydania zaciera zupełnie różnicę charakterów między odległymi wiekami, prostotą majestatyczną zdumiewającym Grekiem12, między ponurym i olbrzymim Anglikiem13 i wreszcie lekkim, wymuskanym Francuzem — styl Trembeckiego wypływa z natury mowy ojczystej, jest więc giętki, sposobny równie do wydania górności, jak prostoty myśli i różnych w tej mierze połączeń i odcieniów, ale zawsze właściwym sobie sposobem, nie tracąc bynajmniej piętna narodowości i oryginalnego talentu. Kiedy sztuka rymotwórcza dzisiejsza zdaje się przechodzić w sztukę wierszowania i ubiegać się szczególniej o płynność, harmonią14, połysk, rzadkie rymowanie i inne zewnętrzne ozdoby — mowa Trembeckiego potężna, z wyboru i mocy myśli zalety szukająca, bogata, rozmaita, powinna by zawstydzać i rozżalać nas, że tak ją na czerkieską przerabiamy.

Czymże się stało15, że Trembecki tak się wysoko nad innych wyniósł? Oto bez wątpienia, że warunki ukształcenia się na poetę w porze swojej poznał i dopełnić ich usiłował. Bo sztukmistrze, teraz zwłaszcza, podobnie jak uczeni, znać powinni dokładnie drogę doskonalenia się swojego; inaczej talent ich łatwo albo się wykrzywi i zdziwaczy16, albo spospolituje i potworne albo niedołężne, jakich zawsze pełno, będzie przymnażał płody. Trembecki był silniejszy niż zwyczaj powszechny, niż moda i opinia panująca,. Więc świeżo wprowadzona gallomania17 nie miała wpływu na jego talent i mowę. Talenta i język klasyków starożytnych, talenta i język ojczysty wieków zygmuntowskich, poznawanie gruntowne historii, literatury i innych nauk, oto jest wszystko, z czego Trembecki pokarm talentowi swojemu wyciągnął, zdrowo go pielęgnował i po mistrzowsku kształcił. Stało się więc, że Trembecki, w mowie polskiej znalazłszy niewyczerpane skarby, umiał nimi hojnie, ale zawsze rozsądnie zarządzać. Wskrzeszanie wyrazów niesłusznie zaniedbanych, wcielanie cudzoziemskich z języka pobratymczego, nowych tworzenie, łamanie składni, śmiałych wyrażeń i zwrotów używanie, słowem: samowolna, ale szczęśliwa nad mową władza jemu samemu właściwą być się zdaje, którą gdyby kto nie talentem i nauką, ale ślepo naśladując, zuchwałym wdzierstwem chciał osiągnąć, skaziłby język i wydał się dziwacznie; czego liczne miewamy przykłady. A jako piękności poezji Trembeckiego skutkiem są wielkich talentów, obszernej i gruntownej erudycji, połączonej ze smakiem ukształconym mianowicie na wzorach klasyków polskich dawnych i klasyków starożytnych — tak, ażeby te piękności uczuć w całej mocy, potrzeba, oprócz stosownego usposobienia, znać dokładnie dawny język polski, a nawet języki starożytne. Dlatego to dzieje się nierzadko, że młodzi czytelnicy Trembeckiego chwalą go, łącząc tylko głos swój ad vocem populi18, a niekiedy o jego poezjach dziwaczne na cudzą wiarę powtarzają zdania19; dlatego to objaśnianie i komentowanie wszystkich pism Trembeckiego byłoby nader ważnym i użytecznym, prowadząc ku temu, iżby smak Trembeckiego mógł się stawać coraz powszechniejszym.

Tak rozległe przedsięwzięcie nie zgadza się z planem niniejszego wydania; obraliśmy więc jedno tylko dzieło, to jest Zofiówkę, która pod tym względem na szczególną ze wszech miar uwagę zasługiwać powinna. Oprócz albowiem ogólnych wyżej wytknionych zalet, przypomnijmy, iż wielką, a może najgłówniejszą poematów opisowych ozdobą jest koloryt, czyli zewnętrzne ubranie; tu więc Trembecki miał pole rozwinienia swojej mowy poetyckiej w całej wielmożności i blasku. Dlatego spotykamy w Zofiówce częściej niż w innych poety naszego dziełach zwroty śmiałe i niepospolite składnie. Wiele także przywiedzionych imion i miejsc historycznych stosownego wymaga objaśnienia.

Układ poematu jest bardzo naturalny i prosty. Po ogólnym powitaniu ziemi ukraińskiej (do w. 4020) i krótkiej pochwale Potockiego (od w. 4121), który w owym kraju nad wszystkich „obywateli wyższość w sobie niesie”, poeta schodzi do opisania ogrodu Potockich jako okolicy szczególnie Ukrainę zdobiącej. Wymyśliwszy zdarzenie dające początek założeniu Zofiówki (od w. 53 do 10022), przebiega następnie wszystkie jej części, gaiki (w. 11723), groty (w. 121 i 12624), ogląda skałę (w. 133 do 15225), drzewa zasadzone na pamiątkę zmarłych dzieci (w. 153 do 16826), mostem wstępuje do chłodniku27, kędy niegdyś Pelej zdybał Tetydę (ustęp od 183 do 234 [w.]28), przez kanał podziemny (od 237 do 258 [w.]29) płynie do wyspy „AntiCirce”, której cudowne wymienia własności (do wiersza 29030). Czerpając z przezroczystego strumienia (w. 29531), dziwi się nad szaleństwem ludzi, którzy mając tak zdrowy i posilny napój, wolą ukracać sobie życie mocnymi trunkami; wszakże troskliwością rządu nałóg ten zgubny coraz staje się rzadszym; stąd poeta cieszy się nadzieją, że wkrótce pospólstwo ukraińskie, lepiej oświecone, wyrówna przodkom swoim, którzy niegdyś z mądrości u postronnych słynęli. (Ustęp o mędrcach północnych, od w. 337 do 35232.) Od strumienia udaje się na pobliskie miejsce, zwane szkołą ateńską (w. 35633), gdzie słucha rozprawiających mędrców (ustęp od 367 do 454 [w.]34), nareszcie, obejrzawszy pomnik grobowy (od 469 do 492 w.35), kaskadę (do 506 [w.]36), kończy ogólną pochwałą ogrodu zawierającego tyle piękności i apostrofą do Zofii Potockiej (od w. 517 do końca37), której pamiątce okolica ta poświęcona i od której przyjęła nazwanie.

Uważać wypada, iż oprócz wmieszanych stosownych ustępów dla rozmaitości, samo to przechodzenie z miejsca na miejsce okazuje wielką sztukę poety, który prowadzając niejako za sobą czytelnika, martwemu obrazowi życie i ruch nadał; a wśród mnogich opisów, opowiadań, wtrąconych zdań i uwag każdy szczegół tak naturalnie wypływa z poprzedzającego i wiąże się z następnym, iżby rzec można słowami samegoż poety: „Nie przypadkiem, porządnym wszystko idzie ładem” (w. 384).

[Adam Mickiewicz]

Sofijówka

Forsan et haec olim meminisse iuvabit38.

Virg[ilius]

Miła oku, a licznym rozżywiona płodem39,

Witaj, kraino mlekiem płynąca i miodem!40

W twych łąkach wiatronogów rżące mnóstwo hasa41;

Rozroślejsze42 czabany43 twe błonie44 wypasa.

Baran, którego twoje utuczyły zioła45,

Ciężary chwostu46 jego nosić muszą koła.

Nasiona, twych wierzone47 bujności48 zagonów,

Pomnożeniem49 dochodzą babilońskich plonów.

Czernią się żyzne role; lecz bryły tej ziemi

Krwią przemokły, stłuszczone ciały podartemi50.

Dotąd jeszcze, wieśniaczą grunt sochą rozjęty,

Zębce51 słoniów i perskie wykazuje szczęty52 53.

W tych gonitwach, od obcych we śrzodku54 poznany55,

Szesnaście potem razy kraj odmienił pany56.

W nim najsroższe z Azyją potyczki Europy57,

W nim z szlachtą wielokrotnie łamały się chłopy58.

Przeszły więc niwy w stepy, a trawa bez kosy

Pokrewne Pytonowi mnożyła połosy59.

W leciech niższych60, otwartej acz nie było wojny61,

Utrapiał Ukrainę pokój niespokojny.

To sieczowe nachody62, to tauryckiej63 ordy

Zdradne zawsze nad karkiem strzały, spisy64, kordy65,

Dzicz wnętrzna, częsty rozruch i sąsiad niemiły66

Majętniejszych opodal mieszkać niewoliły.

Dozorca się panoszył, a posiadacz grodu

Za łaskę swego cząstki przyjmował dochodu.

Katarzyna, przez czyny nieśmiertelna swoje,

Gdy zniosła Zaporoża i Krymu rozboje67 68,

Odtąd dopiero każdy swojej pewien właści69,

Pod zbrojnym żyje prawem70 wolny od napaści.

Wygnała barbarzyństwo rzeczy postać inna

I obfita ziemica jest, czym być powinna.

Ciągną ninie71 ku sobie te pola karmiące

Przez niegościnne morze7273 korablów74 tysiące.

Ordessa75 zmartwychwstała76 i wymienia złotem

Uroszony rolniczym owoc ziemi potem77.

Skutkiem przezornych rządów78 zaniedbane wioski

Na wzór się przekształcają angielski i włoski;

Zapomnianego niegdyś przystrojeniem kąta

Gromadny obywatel79 pilnie się zaprząta.

A jak w dodońskim drzewo Jowiszowe80 lesie,

Tak Potocki81 nad innych wyższość w sobie niesie.

Wielu o stopnie różne ubiegać się sili,

Pierwszego jemu wszyscy zgodnie ustąpili.

Wspominać przodków miałbym zbyt osnowę82 długą:

Któż się z tym domem równać ośmiela zasługą?

Wielkość męża, szanownych zbiór przymiotów rzadki,

Przebaczanie, umysłu równość83 na przypadki

I co dla swego kraju, co czynił dla ziomków,

Na osobnej to karcie damy dla potomków.

A dziś mię określania zatrudnią jedynie,

Skąd imię Sofijówki i dlaczego słynie?84

Raz dano znać, że się lud z użaleniem skupił,

Skarżąc się, że im ten zwierz pasieki wyłupił

Ten porwanych jągniątek krew niewinną chłeptał,

Tamten kłosy Cerery85 wyżarł i wydeptał.

Zwołano zaraz psiarnie, stoją koni zgraje,

Młódź, chciwa niebezpieczeństw, znak ochoty daje.

Niebawem idą w pole. Jeno86 zdjęto sfory87,

Głosy psów, trąb, myśliwych powtarzały bory.

Pan sam w dzikie przesmyki między skały spieszył,

Wtem bełt88 puszczony łukiem89 śród piersi mu przeszył90.

Gdy chcąc postrzec mordercę, pojźrzy wkoło z jękiem,

Strzelczyk91 się na powietrzu kołysze z uwdziękiem

I mówi: «Nie narzekaj, przyjazna ta rana

Dla pełności twojego szczęścia jest zadana.

Dostojne masz honory, mnogie masz dostatki,

Miej i tę, co przyjemność mojej zrówna matki92.

Gdzie Silnica z Tulczynką93 strugi czyste sączy,

Hymen94 twoje z Zofiją przeznaczenia złączy.

Imię jej tym dasz miejscom, gdziem ci się objawił,

Słuszna, byś je z tych przyczyn wiekopomnie wsławił,

A na powinnej dla mnie dodatek ofiary,

W rozkoszne zamień sady te niezgrabne jary95.

Własnej ku budownictwu nie żałując dłoni,

Poznaczę ci obrysy96 mojej grotem broni.

Tu, gdzie się w amfiteatr wyższe toczą góry,

Wznieś mieszkanie dla naszej przyjaciółki, Flory97.

Tam dalej pysznym rzędem koryncka kolumna

Niechaj dźwiga świątynię kochanki Wertumna98 99.

Nie jest ona niewdzięczną. Jej odpłatnym darem

Giąć się będą jesiennym gałęzie ciężarem100.

Tam, gdziebyś miał rozrywkę ty i twoje dziatki,

Z tajoną wspaniałością porozsiewasz chatki101,

Resztę oddałbym woli, gdy postawisz z przodu

Posąg Minerwy102, twego opiekunki rodu.

Wysoką waszę świetność winniście Palladzie103,

Ona was w boju, ona zasilała w radzie,

Ona cię zawsze wiedzie i w tym tylko błądzisz,

Że wielu serca twemu podobnymi sądzisz104.

Na łowach ten się układ między nami czyni,

A że córa Latony105 jest łowu mistrzyni,

Zrobisz jezioro, w które Wilgi kryształ zlany106

Może nosić nazwisko zwierciadła Dyjany.

Zrób, nie zrób, co ci prędzej myśli radzą chętne,

Czczenia upartej panny są mi obojętne107».

Rzekł i na krwawym brusie108 pociągnąwszy strzały109,

Unosić się poleciał nad chersońskie110 wały111.

Te umowy rzetelność iścić każe święta112,

Stąd dane Sofijówce i wzrost, i przynęta.

Łamanych skał rządniejsze poczyniwszy składy113,

Mieszkać na nich zamorskie wezwano dryjady.114

Stali dające odpór i chropawe głazy

Przechodzą na kolosy i bogów obrazy.

Robota trwa bez granic i po każdej wiośnie

Zawsze coś pamiętnego zdobieniom przyrośnie.

Takiego tu dawnymi nic nie znano laty:

Rozgłos miejsca odległe napełnia powiaty.

Nie dość nam słyszeć, wszystko chce przebiec szeroko

Ciekawe, a w Tulczynie znarowione oko115,

Gdzie znajdując przedmioty z każdej miary znaczne,

Wszelkie potem średniości zdają się niesmaczne.

Pędzę, z utrudzonego nie zstępując konia,

Aż gdy mię Sofijówki otoczyła wonia116,

Stworzenie wszędy świeże spostrzega źrenica117

To mię bawi, to cieszy, to zmysły zachwyca118.

Chudą pierwej golizną świecące pagorki

Z daleka przyniesione ocieniły borki,

Gdzie między krajowymi umieszczane drzewy,

Są z Libanu119, z Atlasu120, z antypodów121 krzewy122.

Od nich mię po kamieniach noga niesie letka

Ku niższej grocie króla, rzeczonej Łokietka123.

Nie wszystkim w tę jaskinię uczęszczać się godzi,

Młodszy świat w niej się bawi, Patagon nie wchodzi124.

A stamtąd pochodziste przebiegłszy zielenie125,

Starowniej126 kuta grota większe ma przestrzenie,

Z czoła olbrzymi granit na kształt słupa stoi,

Krenica127 ją z opoki128 wytłoczona129 poi.

Tam słodki wiersz, którego żaden wiek nie zmaże,130 131

Wchodzącemu w tę grotę szczęśliwym być każe.

Smutnym nieposłuszeństwem ciężko jest przewinić,

Ten kazał, co szczęśliwszych chce i może czynić.

Przy lewej stronie drogi, od swych sióstr osobna,

Wisząca grozi skała Leukacie podobna132,

Na której, gdy ich miłość niewzajemna pali,

Lekarstwa długiej męce amanci133 szukali:

Po wzdychaniach ostatnich, w krótkim ciała rzucie,

Żalu, gryzot, boleści pozbywając czucie.

Młode i hoże nimfy, co na wasze wianki

Przy wdzięcznych Bohu134 nurtach łączycie równianki135,

Nie bądźcie nieużytne136 i przez wspólną tkliwość

Nagradzajcie uprzejmą kochanków życzliwość.

Bo jeśli na ich modły duszę macie twardą,

Jeśli wierne usługi płacicie pogardą,

Jeśli w daniu otuchy zbyt jesteście trudne,

Jeśli dla szczerze prawych będziecie obłudne,

Gdy kto, wpędzony w rozpacz, z tej wyżyny zleci,

Okrucieństwa waszego pamiątkę zaszpeci.

Tymczasem, żeby takiej nie podpadać szkodzie,

Przezorność nakazała zabieżeć137 przygodzie.

Z dębu w leśnej odzieży ułożona sala,

Zasłaniając przepaści, gorzką myśl oddala.

Idąc, gdzie znęcająca murawa się ściele,

Znak skończenia naszego138 przerwał me wesele.

Posępne stoją ciosy, ukochane cienie,

Wam na cześć: Konstantemu, Mikule, Helenie139.

Bez względu na maleństwo zamknął los do trumny

Wielkie domu nadzieje i przyszłe kolumny.

Żyjecie dotąd w sercach, a wasze wspomnienia

Łzy matki wyciskają i ojca westchnienia.

Nikłą im radość, długą sprawiliście żałość,

Mający krasę kwiatów i onych nietrwałość.

Co nam zostaje życzyć: niech do tej ustroni

Popioły z ciałek waszych przenasza Fawoni140.

Święte pola Elizu141 opuściwszy czasem,

Bawcie się z nasadzonym od rodziców lasem;

Niech was dziecinny szelest świadczy tu przytomnych142,

Zmieszany z szmerem zdrojów i powiewów skromnych.

Stąd krążę, gdzie rozlewu pilnujący ścieków143

Z jednego most granitu kły wyzywa wieków144.

Inne z kruszcu Chalybów wytopione sztucznie145,

Mniemam, że je ulali Mulcybera146 147 ucznie.

A na rzucenie z procy czworogranną miarą148

Leży ucieczka pewna udręczonych skwarą149.

Gmach ten, z miąższego muru, od wierzchu do dołu

Z płynącego namiotem okryto żywiołu150.

Imię ma Tetidijon151. Troskliwością ginę152,

Pytając niewiadomych153 o zwiska154 przyczynę.

Nad moją ciekawością raczył się użalić

Metzel155156, uczony zamki wystawiać i walić.

Tęgiego wychowaniec pojętny Gradywa157,

Tymi, rzecz objaśniając, słowy się odzywa:

«Między morskiego niegdyś królewnami stanu158 159

Cudnej była urody wnuczka Oceanu.

Tetis tylko słyszała swe powszechnie chwały,

Sam Wszechmocny nieszczupłe czuł do niej upały160,

Ale zoczywszy161 w starej przeznaczenia księdze,

Że syn Tetydy ojca przewyższy w potędze,

Gdy ten przedwieczny wyrok niecelnym rozumie,

Wstrzymał się i kochanie ustąpiło dumie.

Garnęła się prócz niego do dziadowskich progów

Wielka liczba zalotnych i bóstw, i półbogów.

Wyniosła wnuczka, takim okolona162 dworem,

Nie uznała potrzebą kwapić się z wybiorem163.

Dostrzegł Pelej, że Tetis często na delfinie164

Do swojego chłodnika165 w żary słońca płynie.

Czatuje i gdy ona, zrzuciwszy obsłonki,

Snem posilnym znużone uczerstwiała166 członki,

Dech wstrzymał, cicho dybie, a będąc już bliski,

Na pieszczone ramiona zarzuca uściski,

Strzelistą łączy prośbę. Ta mu się nie szczęści:

Znaki wziął za odpowiedź paznokcia i pięści.

Zapalczywa bogini, gdy szybko wyskoczy,

W nieznanego zuchwalca groźne topiąc oczy,

Wnet się czoła wzajemnym odpieraniem gniotły,

Noga nogę podcina i barki się splotły.

Chce ją nieulękniony syn Eaka pożyć,

Chce Tetis złamanego pod swe stopy złożyć.

Ten ręce silno chwyta, ta silno wydziera,

Tę pycha mocną czyni, tego miłość wspiera.

Po daremnie straconych usiłowań wielu

Udała się bogini do przemian fortelu.

Raz mu się zda lampartka, znowu hydra śliska,

Nie puszcza jednak młodzian i potężnie ściska.

Widząc, że bohatera straszydła nie trwożą,

Postawę sobie Tetis przywróciła bożą.

Rzekł Pelej: »Musisz ulec i być ze mną w parze,

A jutro ci przez wdzięczność wystawię ołtarze«.

Ta się wszelako broni, nie mogąc nim miotać,

Gniewna, że się jej próżno przychodzi szamotać;

A choć się natarczywą napaścią obraża,

Gładkość młodzieńca, zręczność i odwagę zważa.

Pobudzani kolejną zwycięstwa nadzieją,

Gdy po tylu dużaniach167 znoje się z nich leją,

Gdy ta poczęła słabieć, a ten siły krzepił,

Broniącej się mężnego Achilla zaszczepił.

Za gwałt zrazu nieznośny, ale potem luby,

Na doskonne168 z nim Tetis zezwoliła śluby.

Grzech ten niezmierną sławę śmiertelnikom czyni:

Przemożona i wzięta za żonę bogini.

Śmiały zamiar i walka chwalebnie skończona

W pismach zadunajskiego wiekują Nazona169.

Pan miejsca na pamiątkę szczególnej przygody

Wskrzesił chłodnik Tetydy, odziały go wody».

O tym przypadku myśli roztargniony tłokiem,

Minąwszy obłąkanym zwykłe ścieżki krokiem,

Widzę łódź, której strzeże przewoźnik sędziwy.

Kędzior modrawą brodę zagęszczał mu siwy,

Wzrokiem błysnął ponurym, ani mię powitał,

Ani wsiadającego, gdzie chcę płynąć, pytał.

Mamli170 wstyd mój wyjawić? Tylko ruszył wiosła,

W podziemne mię ciemnice171 jego barka wniosła.

«Żegnam cię, słońce lube... za cóż tyle kary?

Żywy, siódmym przykładem, wchodzę między mary172.

Tu więc na mnie czekałeś, o Charonie chytry!

Ani trackiego wieszcza173 nie mam z sobą cytry,

Ani Sybilla złotej dała mi gałęzi174,

W swych głębinach bezdennych Pluton mię uwięzi.

Och! Jak przykre, jak długie zdają się tu pory,

Kiedy noc wieczna rzeczom wydarła kolory.

Głos mój niknie... krew ziębnie... aż postrzegam zorze

I barka się na słodkie wysunęła morze175.

Po morzu tym szedł okręt, sprawnym cięty dłotem,

Ujaśniony farbami i lśnący się złotem;

Wiatrom on igrającym bisiory176 nadstawiał.

W takim się wódz177 Wenetów uroczyście pławiał

I na takim zaślubiał adryjackie wody,

Wprzód niż mu poniewolne dał Francuz rozwody.

Okręt dążył do wyspy; acz niewielkiej miary,

Wielkimi ją bogowie uczcili obdary.

Postać ma w długi okrąg, Anti-Circe miano,

Które jej dla dzielności osobliwszej dano.

Łakoma swoje Circe178 bogacąc obory,

Cnych rycerzy w podlejsze zamieniała twory,

Bystrzejszym z przyrodzenia napełnianych duchem

Tych szczecią nikczemniła, tych przydłuższym uchem.

Tu179 przeciwnie: przybywszy bydlątka i zwierzę,

Każde z nich lepszość, każde twarz człowieka bierze.

Tygrys, którego na to chce natura chować,

Żeby miał kto na ziemi psuć, niszczyć, mordować180,

Jak tylko kroki stawił na błogim tym brzegu,

W mężów ludzkości pełnych uczuł się szeregu.

Małpeczka181 przez krój szaty, ruszenia i miny

Odległej przetwarzała mieszkańców krainy;

Tu rzuciwszy nowotki, przestawszy być modną,

Stała się z obyczajów naśladowań godną.

Wieprz182, którego zabawa przemyślać o jadle,

Cała rozkosz w próżniactwie, cały zaszczyt w sadle,

Żarłoctwo i lenistwo czyniło go winnym,

Teraz jest wstrzemięźliwym i z rychłością czynnym.

Gryf183, trudniący się złota nadpotrzebnym kryciem,

Głośny był potem kruszców przystojnym184 zażyciem.

Kret185, który w ziemskie tylko dawniej rzeczy wglądał,

Pojźrzał186 w niebieskie gmachy i być w nich zażądał.

Motyl187, który wpadając między kwiatów gminy,

Swawolnie z jednej latał do drugiej rośliny,

Płochej na tym ostrowie przestawszy podróży,

Stałym został i znalazł trwałe smaki w róży188.