Klątwa

Tragedia

OSOBY:

  1. KSIĄDZ
  2. MATKA
  3. MŁODA
  4. SOŁTYS
  5. DZWONNIK
  6. PAROBEK
  7. DZIEWKA
  8. PUSTELNIK
  9. CHÓR

Rzecz dzieje się we wsi Gręboszowie pod Tarnowem.

DEKORACJA:

Na plebanii.

Głąb zasłonięta przez całą szerokość domem na podmurowaniu: przed dworkiem ogródek, opłocony1 sztachetkami. W domostwie, środkiem, wrota od sieni otwarte, z widokiem na przestrzał; po prawej i lewej stronie podwoje okien, poprzez które widać pokoiki plebańskie i w pokoikach tych, na wprost okien, drzwi do dalszych wnętrznych2 izb.

Od wrót wschodowych3 wiedzie ścieżka ku przodowi sceny do wrotek4 w ogródku, który, przepołowiony w ten sposób, jest ze strony lewej zapełniony tykami sterczącymi, z których zwieszają się strzępy suche marniejącego, pnącego bobu; przed okienkami krzaki malw badylaste, rozkwitłe i zgasłe, w łachmanach liści przepalonych w słońcu.

Z prawej zaczyna się zagon ziemniakami wysadzony; widać tylko kilka grzęd i te przerywają się przy płocie granicznym; z boku, tuż za płotem, gościniec. Z lewej, w pewnej oddali widać kościółek drewniany, ocieniony olbrzymimi lipowymi konarami. Z tyłu, poza plebańskim dworkiem, grunt podnosi się z wolna, pochyło, później dość stromo, aż kończy się wałem, który ponad strzechą domu wysoko garbem się znaczy; tamtędy wiedzie ścieżka w pole, na ugór.

Wzdłuż zagonu, przy ziemniakach stoją ludzie wsiowi, chłopy i baby, i kopią.

We drzwiach plebanii staje Młoda i patrzy czas jakiś ku pracującym.

Pracujący, spostrzegłszy ją, przerywają robotę; przystają, podparci na motykach.

MŁODA

Haj tam, robota coś niesporo5!

A raźnijże6! Niemrawce!

Cóż to z tymi okopinami7?

Pierwszy raz wam to, stare ludzie,

że się to nie umiecie brać?

Krzepcej8 się ruszcie!

CHÓR

Stęgłe9 bryły, — nieokież10 skała,

co jej nie można ubić;

nijak ich nie roztłuce11.

MŁODA

Co by zaś ubić się nie dała?

Jeno12 bić z mocą! — Memłace13!

CHÓR

Zdziwiajcie, jak ta wola14!

Ziemia się sparła15; nie puści. —

MŁODA

Ziemia człowieczej ręce korna16;

A komuże to rola?!

Zstępuje ze schodków podmurowania i idzie ku przodowi.

Imajcie17 motyk! — Cóż to? Tela18

dzisiok19 skopane? Marnotrawce20!

Leda21 psom braty, darmolęgi22!

Kijców23 by na was trza, poganiać!

CHÓR

Przestańcie ta przyganiać24!

Krzyk wasz gosposiu niczem

a sami pracy życzem25,

jeno26, z dopustu Boga,

ziemia spiekotą stęgła;

widzicie, jako wszędy27

wezdłuż, jak idą grzędy,

żywość28 w badylach powięgła29.

MŁODA

Dopust, nie dopust,

to nie prawda, gadanie!

Wasz kłam!

Wam się roboty nie chce!

I cóż, że jest spiekota?!

CHÓR

O cóż tyle30 wołanie?

Nie dziwna nam robota.

Kiejście tacy ozsierdzeni31,

ano dziekujem za nię32!

MŁODA

Przyjdą ta inksi33, bo im dam

tela drugie34, co wam!

Porobią!...

CHÓR

Twój kłam, gadanie!

Nie przyjdzie do cię nikt

na skopywanie!

U was tu praca hańbi człeka!

MŁODA

Psiewiary! Wyklinace!

CHÓR

Psiewiara ty! I plemie twe sobace35!

Bier36 se twoje motyki!

Sama se skały kop!

Rzucają jej pod nogi motyki.

MŁODA

Znajdzie sie ta kaindziej37 chłop

robotny38; jest ich ta dość,

co przyjdą kopać, nie trza39 was!

CHÓR

Nie przyjdzie nikt, nie damy.

My nie damy, — ty przeklętnico! —

MŁODA

A precz mi zjadłe40 chamy!

CHÓR

Ty chamska! Co ty inksego41!?

Zwiedłaś ludzi do złego!

Grzesznico, — Bóg cię skarze!

MŁODA

Precz, od pola, — bajcarze42!

Od strony kościoła słychać kilkakrotnie ponawiane dzwonienie.

Wsiowi43 odchodzą, porzucając robotę.

Dziewka, ze służby plebańskiej, która się od chwili krzątała w sieni, podchodzi ku Młodej.

MŁODA

Wierzysz ty we sny?

DZIEWKA

Nie. —

MŁODA

Ale to prawda co we śnie — ?

DZIEWKA

Ano juści. —

MŁODA

Jakoż nie wierzysz ty?

DZIEWKA

A bo mi się nic nie śni.

MŁODA

Tak... — ?

DZIKWKA

próbuje gruntu motyką

Spalony grunt do krzty44. —

Ziemia nie puści. — Skała!

MŁODA

No?

DZIEWKA

A coście śnili?

MŁODA

milczy

mówi:

Nic, — jeno mam się strzec

czyjego przeklinania,

bo stałoby się prawdą,

co ze snu wiem.

DZIEWKA

Cóż wiecie ze snu?!

MŁODA

To, czego nie chciał rzec.

To, o co pytać broni.

DZIEWKA

To z wami nic nie gada?

MŁODA

Jeno nade mną biada.

Odepchnął mię wylękłą;

milczy, ode mnie stroni,

że mi ano okież45 serce nie pękło — —

DZIEWKA

Ano to się trza strzec.

MŁODA

Ludzie skorzy do słowa,

cóż ta ludziom obmowa,

cóż im kogo na gębie mleć?

A to się, patrzę, leda46 śmieć

na mnie rzuca! —

A ja bez to47 mam drżeć,

żeby nie zaklął!? —

DZIEWKA

A snu nie opowicie?

MŁODA

A wy to nic nie śnicie,

nic? —

DZIEWKA

Jak legnę spracowana,

dak dośpiem48 zawdy49 rana

kamieniem,

bez nijakiego lęku. —

Straszycie się złym snem — ?

Wiecie co — — ?

MŁODA

Wiem, — co wiem!

Słychać ponowne dzwonienie od strony kościoła. Dziewka pozbierała tymczasem porzucane na ziemi motyki i niesie je do sieni, gdzie znika z drugiej strony domu;

Młoda stoi czas jakiś, zasępiona, — odchodzi powoli ku plebanii, do sieni i znika w komorze.

Z boku, z prawej, od gościńca, spoza dworku, idzie Parobek ku plebanii; tejże chwili z wrót plebanii występuje Ksiądz, w rewerendzie50 czarnej, w berecie, z książką, zmierzając ku kościołowi; Parobek zastępuje mu drogę, Ksiądz na jego głos zwraca się ostro.

PAROBEK

Idę się pytać;

jak to naskładać tego drzewa,

co to kupione. —

KSIĄDZ

Pomówiewa51

teraz co insze, — słuchaj no ty,

jak mi tu będziesz w noc się włóczył

do dziwek52 wsiowych, — precz wygonię!

Spłać Kaśce krzywdę!

PAROBEK

Ja ta o nię

nie stoję53, proszę Wielebności.

KSIĄDZ

Skrzywdziłeś, napraw głupią winę.

PAROBEK

Ja winien, ona też jednako!

KSIĄDZ

Dla dziecka litość cię nie ruszy?

Twoja powinność, zgodzić jako.

PAROBEK

A dyć54 mi łeb dość suszy55.

KSIĄDZ

Najlepiej zrobisz, jak ją pojmiesz56.

PAROBEK

Za babę? — ? To mię do krzty57 zmoże58.

Nie mam ta tela59 grontów60.

KSIĄDZ

Przemarnisz61 resztę, to ci gadać;

ona ma uskładane trochę.

PAROBEK

Ćmaje62 tak, chytra; mnie nie złapi63.

Kiej64 mnie, jagem jest, prawie65.

KSIĄDZ

W pogwar66 z przecherą67 się tu zadać — ?!

Sprośniku, spomnij68 srogie Piekło;

widziałeś w kruchcie obraz Sądu;

duszę podajesz Diabłu!

PAROBEK

Po co sobakę69 próżno wołać,

tak niby nadaremno;

trza70 splunąć, by co nie urzekło71!

KSIĄDZ

Bluźnierstwo ci się gruźli w ustach!

Uroki? — We łbie wciąż ciemno? —

— Chcesz ta czego?

PAROBEK

...bo bym składał

do sągów, co na wozach stoi.

KSIĄDZ

— Powiedzą ci tu w domu!

Krzywdziłby!?

Cię72!? Kary Bożej się nie boi!

PAROBEK

Tego nie mówię. — Gospodyni

powiedzą, co z sągami??

KSIĄDZ

Patrz swego nosa! — Mnie ci wara,

bąkać z gospodyniami73!

woła za odchodzącym

Hej, — !

Niech stoją! Potem się wywiezie.

PAROBEK

Gdzie?

KSIĄDZ

Gospodyni powie. —

patrząc za idącym

— Jak to lezie! — —

Spoza dworku z lewej wychodzi Dziewka; zbliża się do Księdza; całuje go w rękę; Ksiądz się zwraca ku niej.

DZIEWKA

Postójcie, proszę, krótkie słowo.

KSIĄDZ

Znów czego? —

DZIEWKA

Jużem i gotowo74

dać ze swego na ornaty75,

żeby się ino, —

KSIĄDZ

Trapisz76 wciągle77;

raz powiedziałem, nie odstąpię.

DZIEWKA

A no kiej78 dziecku trza79 chrztu.

KSIĄDZ

Juści80!

DZIEWKA

Niechta Jegomość z gniewu spuści81.

KSIĄDZ

Tak mi być trzeba82, dla pouki83!

— Nieślubne! —

DZIEWKA

Cóż ta, takie fuki84 — ?!

A inksze85 łażą dziecka ochrzczone,

Choć też nieślubne...

KSIĄDZ

Cicho!

DZIEWKA

Muszę!

Dościem już napłakała86 wprzódy87.

KSIĄDZ

Samaś to napytała licho88.

DZIEWKA

To dziecku chcę ozjaśnić89 duszę.

KSIĄDZ

No, no — toć mówię! —

DZIEWKA

Już się godzą?!

KSIĄDZ

Zwolę90. —

DZIEWKA

Bóg zapłać!

KSIĄDZ

Ludzie płodzą,

jak ślepi, —

Grzechem jest wszelki pomazany,

pokąd duch Boży płodu nie skrzepi.

Dziewka odchodzi rozradowana; od ogrodzenia kościelnego zbliża się Dzwonnik; Ksiądz ostro nawołuje ku niemu.

KSIĄDZ

Cóżeście tak we dzwony bili!?

Po cóż to!?

DZWONNIK

O świtaniu?

KSIĄDZ

Nie kręć! Cóżeś tak przyczajony?!

Czyj wymysł?

DZWONNIK

— Wójt prosili.

KSIĄDZ

Cóż się wójtowi mieszać w dzwony?!

DZWONNIK

Wójt miał powody.

KSIĄDZ

A tyś był skory.

hałasowaniu. —

DZWONNIK

Zwoływać było trza91 gromadę

trwogą, tom dzwonił92.

KSIĄDZ

Mówisz trwoga!?

DZWONNIK

Że z tej posuchy93 klęska sroga.