Sale sale sale

paradygmat

ktoś kiedyś

zobaczył ślad stopy

i pomyślał człowiek

od tamtej pory

wiadomość rozniosła się

nie ma ścieżki

bez antylop i wodopoju

kupy słonia mówią o tym że słonie

nie jedzą ludzi i wilków

przed światem

musiał istnieć bóg

po milionach nieskutecznych prób

rozpalenia ogniska kijkami

po miliardach stosunków

nie zakończonych wspólnym orgazmem

kręgach zbożowych

i piramidach

nazywamy coś skutkiem a coś przyczyną

i tkwimy w paradygmacie odbitej stopy nie wiedząc

że w chwilę później

ten ktoś przebija ślad dzidą

żeby szybciej ukończyć

polowanie

z zastanowienia się wynika rytm i piękno rzeczy

z zastanowienia się wynika rytm i piękno rzeczy

które stają przed oczyma umysłu

bez pomocy siatkówki i oka

pomyliłem tę myśl z nieznośną świadomością

jej bezużytecznej przyjemności

jak gdyby woda która drąży myśli

miała wyprodukować megawaty energii

o jakie to smutne i głupie

powietrze jest potężniejsze ale

to ja wypowiadam jego imię

miłość ma sześć liter

ale to ja i ona

myślimy ją jeszcze umowniej

i umowniej

z zastanowienia się wypada i wtedy ktoś inny

dostrzega piękno rzeczy poza nimi

albo też nikt nie dostrzega piękna

nie myli się wiatr kiedy nie wieje

nie myli się ona kiedy komórki jej ciała

dążą do rozpadu

nie myli się w ignorowaniu faktów

nie tych

wszystkiego co za fakt uchodzi

z zastanowienia i miłości chodzę po ulicy

i pomijam przedmioty biorąc je za siebie

czując ciało jak obojętną mi choć własną

kapsułę

którą kieruje pustka

fotografie pustyni wyrażałyby te myśli

gdyby dodać im dźwięku i lekkie falowanie

piasku

umowa faktu nie jest tak straszna i ostateczna

jak tego chcą przerażenie filozofia i media

telewizory wypluwają jakieś skrzepy

oczywiście giną ludzie

giną z głodu

porusza mnie to

jak was

kiedy urywa się film na rzecz reklam

kiedy ulice są puste i nie płaczą dzieci

szare kolory szklanka niedopitej herbaty

i wykrzywienie myśli kojarzone z obojętnością

i

kiedy urywa się prąd na rzecz pisku w uszach

a dyskoteka jest halą ze spoconym mięsem

kiedy zostajesz sam jak ostatnie dziecko

nieodebrane z przedszkola i widzisz

zapalanie świateł kiedy papieże wiszą

za szkłami w oknach i starzy ludzie

którzy są już tylko zazdrośni i zmęczeni

po raz dwutysięczny gotują parówki giną

ludzie z głodu

a reszta jest wzruszona

pisze wiersze ma metafizyczne bądź religijne zaplecze

defekuje rodzi przymierza stringi skanuje liście

z zastanowienia się wynika rytm i piękno rzeczy

które stają przed oczyma umysłu

bez pomocy siatkówki i oka

pomyliłem tę myśl z nieznośną świadomością

jej bezużytecznej przyjemności

wierszyk dla relatywistów

1

to że sytuacja w której ważne są

wszystkie dyskursy jest

komuś na rękę to po pierwsze

ale nie tylko

to że sytuacja w której

odwołać musimy się do czegoś wspólnego

nawet by wypowiedzieć to oto

to po drugie

to że po trzecie

po pierwsze i po drugie stoją

nie tylko w abstrakcyjnej sprzeczności

co znowu

są komuś na rękę

ale nie tylko bo

to że nie wszystkie dyskursy

są ważne

to także sytuacja która

jest komuś na rękę

i dla świętego spokoju

komuś jest na rękę i nie jest na rękę

kiedy wszystkie dyskursy są nieważne

komuś kto wypowiada to zdanie

jak by się miało wypowiadać wojnę

więc może nie chodzi o na rękę

2

to że nie ważne czy komuś

jest to na rękę czy nie

że nie wszystkie dyskursy są równie ważne

ale nie tylko

to że nie ważne czy komuś

jest to na rękę czy nie

że wszystkie dyskursy są ważne

choć

nie wszystkie dyskursy są równie ważne

to że jak wyżej

to co wspólne jest niezbędne

i ustanawia nierówność ważności

nie na mocy przemocy

nie na mocy bezczasowych struktur

ale w każdym akcie ostrej paranoi

świata którego śmierci się boi

każdy we własnym domku ze szkła

w którym mieszkamy i ty i ja

3

to że nie wszystkie dyskursy są

równie ważne

mimo że wszystkie są ważne

i mimo że nie jest ważne

czy komuś to jest na rękę czy nie

to komuś jest to na rękę

choć właśnie nie o to tu chodzi

ziemniak

ziemniak nie podzieli się z nami refleksjami o życiu

ale my możemy podzielić się z nim

choć jedyne czego może od nas oczekiwać to

nasze odchody skądinąd tak podobne do słów

że zarówno bez pierwszych jak i drugich

nie moglibyśmy żyć pisać wierszy smażyć

chipsów w wielkich ośrodkach przemysłu

kolonizacja świata była naszym wspólnym dziełem

dlatego w maju kiedy mogę przyjmować cię ze skórką

i kroić na plasterki mój mięciutki braciszku

myślę o tym czego jeszcze dokonamy jesienią

babcia twoją pomarszczoną skórą nakarmi

oswojone ptaki w jakimś zakątku ja użyźnię glebę

błyskotliwą puentą będzie dalsza wspólna droga

reorganizacja mutualizm eugenika tożsamość

bieg

Ach, wykrwawić się — do Słońca!

kiedy już pobiegniesz tak daleko wypijesz

morze wódki i wyrzygasz morze rzygów

sorry tu nie ma z mojej strony odpowiedzi

jest za to małe pytanie dlaczego

ja mam to widzieć finansować zgadzać się

że to ważne dla kogoś innego niż ty

mówisz to jak dobór krewniaczy będzie

z tego sztuka zyska na tym społeczeństwo

społeczeństwo narkomanów i mistyków

wolę już religię niż rzeczywiste opium dlatego

oświecenie choć przekształca się w swoją własną

antytezę musi odnaleźć inną prawdę niż

bojaźń moc trwoga i różnica sorry

gdybyś się nie zatrzymał i przeżył to

pozdrów ode mnie tego innego

niż człowiek

nowa jakość

w poglądach politycznych także

stajemy przed dylematem tego

co połechtać skoro

nie w smak nam zarówno

dziedziczne bogactwo jak i

niezbędna mu

dziedziczna bieda

a zwłaszcza związane z nimi

aktywności

a z nimi z kolei z nich wyrastające

preferencje i wartości

ludzi

czy chodzi o to aby na piedestał

wynieść wyalienowane zachowania

chyba nie bo jeśli ruszy się klocek

to cały obóz rozsypie się i można

już tylko udawać

że poezja niewolników

jest lepsza czy też równa poezji panów

a przecież są jeszcze nasze

działania i myśli

których skutków nie możemy dociec

z pewnością

z drugiej strony

wyalienowane życie

cerowane pańskim probierzem

mogłoby być właśnie tą nową jakością

o którą chodzi

jak ciężko uchwycić to w modelach klas

w których tak jaskrawo dostrzegamy

niesprawiedliwość i wyzysk

tak mętnie zdając sobie sprawę

z klasowego źródła

naszych szczerych sądów

jak łatwo wybrnąć

usuwając problem wyzysk

klasy fetysze i tak dalej

jak niełatwo usunąć

nie łechtając i

nie będąc łechtanym

tak

1

dzisiaj rano to zrozumiałem

że niektórzy ludzie

mówimy o nich prości

albo bystrzy

ale myślimy że

jeszcze do czegoś ważnego

nie doszli

więc że ci ludzie po prostu

wiedzą o co im chodzi

a my nie

2

sprawa wydaje się błaha

no bo przecież

myślimy

nie może być to prawdą

prawdę trzeba sproblematyzować

obwarować znakami zapytania

rozbić na odmienne dyskursy

zgubić w mętliku czasami tylko

dawać wypowiadać nielicznym

jakieś porządkujące bałagan aforyzmy

natomiast moja dzisiejsza diagnoza

jest

myślimy

z gruntu fałszywa

bez przepuszczenia jej przez sito

3

ale prawdą jest że nie

o co nam chodzi

i czujemy

się z tym dobrze

oni też czują się

z tym dobrze

choć wiedzą

4

ale wróćmy do tego

że to proste

oni tak

my nie

5

my o tym myślimy

oni nie

6

oni już o czymś innym

my tak

mantra wartości dodatkowej względnej i bezwzględnej

po pierwsze nie jesteśmy ale jestem

po drugie jeśli już liczę liczę w sobie

po trzecie o ile określam siebie określam o tych którzy wokół

tych którzy wokół widzę bo wymazałem jesteśmy

modele dynamiczne to jeden z rodzajów mówienia

w innym z ich rodzajów jestem przebiegającą jaszczurką

kadrem z filmu o powojennej grecji

jestem młodym chłopcem który w waszych oczach

nigdy nie dorośnie to co istnieje jest obiadem

który chłopiec chce zjeść bo jest głodny

bo pływał cały dzień bez żadnych symboli

to co istnieje jest głodem którego echo słyszy chłopiec

obraz jest czarno-biały obraz jest idyllą

dlatego nie istnieje

po pierwsze o ile jestem o tyle nie łudzę się co do słów

o ile się nie łudzę o tyle szukam innych wrażeń

ci którzy słuchają opowieści tracą swój bezcenny czas

czas jako fenomen pojawia się wraz ze stratą

horyzonty upojenia to zakładnicy ego

które można wyzwolić o ile zabije się ego

po pierwsze jeśli słowa są zapomnianą umową

co opiewała na wartość która miała wartość

jest ona już nieważna

praca nie była opłacona

po pierwsze jeśli ciało jest spektrum

i jest to ciało sprzedane

jest ono już wolne

jest wolne jak kamień

narośla narracji i wyobraźni

mogą być odgrywane

mogą być odgrywane

nurt który nie wciąga

czas który nie płynie

pustka która nie chłodzi

uśmiech skurcz pewnych mięśni

o ile wkładam w to serce i słowo mówię do was

o ile widać w tym sens może być moim końcem