Urzeczona1

Причинна

Stękają, ryczą, dnieprowe fale,

Wicher w gwałtownym uderza szale,

Nadbrzeżne wierzby skrzydły silnemi2

Wyrzuca w górę, zgina ku ziemi.

Bladawy księżyc tylko przez szpary

Wyjrzy niekiedy z chmurnej pieczary,

Jak w Czarnym Morzu łódka wśród burzy,

To się pogrąży, to znów zanurzy.

A jeszcze kury nie piały trzecie,

I jeszcze cicho na bożym świecie.

Świegoce ptactwo w rozliczne tony

I rozłożyste skrzypią jesiony.

Kiedy wszystko tak w naturze

Tchnęło niepogodą,

Coś bieleje tam przy górze,

Czerni się nad wodą.

Czy rusałka wyszła jaka

Bawić się jak dziecko,

Albo czeka na Kozaka

Zwabić go zdradziecko?

Nie rusałka, lecz dziewczyna,

Aż spojrzeć boleśnie,

Sama nie wie, co poczyna,

Bo się błąka we śnie.

Stara wróżka tak zaklęła

Zaklęciem swej woli,

By tęsknoty jej ujęła,

Co w jej sercu boli,

Aby chodząc o północy,

Dotknięta urokiem,

Wyglądała kochanego,

Co zginął przed rokiem.

Miał powrócić w krótkiej chwili,

Ale powrót zwłoczy3.

Nie kitajką4 gdzieś pokryli

Mołodzieckie5 oczy,

Nieomyte łzą dziewczyny

Jego białe lice:

Orzeł z obcej gdzieś krainy

Wykłuł mu źrenice,

Wilki ciało rozszarpały

Wilczętom na strawę...

Próżno czeka przez dzień cały

I przez noce łzawe.

Już nie przyjdzie, nie przywita

Dłonią przyjaciela,

Już jej nigdy nie zaświta

Piękny dzień wesela.

Długiej kosy6 nie rozplotą7,

Jej ołtarz — mogiła,

Umrze biedna a sierotą,

Jak sierotą żyła.

Taka jej dola... O Boże mój miły!

Za co jej młodość skarałeś tak srodze?

Czemu kazałeś pokochać nad siły

Kozackie oczy?... O, przebacz niebodze!

Kogoż ma kochać?... Wszak rodziców nie ma.

Jedna jak ptaszek na świata przestworze,

Wszak ona młoda z czarnymi oczyma —

Ześlij jej dolę, miłosierny Boże!

Winnaż8 gołąbka, że gołąb jej luby

Zaginął w szponach krwawego sokoła?

Że ona przenieść9 nie mogąc zaguby,

Lata w powietrzu i grucha, i woła?

Ale szczęśliwa, bo pod niebo lata,

Bliższa jej boża tajemnica skryta:

Biedna sierota od zimnego świata

Nic się nie dowie, nic się nie dopyta.

Gołąbka patrzy z wysokiego kraju,

I znajdzie swego — a jejże kto powie,

Czy luby błądzi po ciemnej dąbrowie?

Czy poi konia z bystrego Dunaju?

Gdyby pożyczyć lotu od orlicy

I tam zobaczyć za przestrzenią wodną,

Może się w innej pokochał dziewicy,

Toby przez zemstę zdusiła niegodną.

A jeśli zginął, jeśli dola taka,

Toby otwarła mogiłę zieloną

I legła obok lubego Kozaka —

Serce nie lubi, aby się dzielono.

Lecz Bóg inaczej, serce chce inaczej,

Cierp biedna duszo — przywykniesz powoli

I do boleści, i do łez rozpaczy...

Trzeba do swojej stosować się doli.

Ona błądzi — Dniepr ponury.

Cicho milczy — duma snadź10.

Wicher rozbił czarne chmury.

I układa morze spać.

Księżyc świeci, jakby pała11,

Takie blaski rzuca w dal.

Pluchnął Dniepr — i dziatwa mała

Wypłynęła igrać z fal.

Miły uśmiech w każdym licu,

A na ustach barwa róż.

«Pójdziem grzać się po księżycu,

Bo odeszło słońce już».

. . . . . . . . . . . . . . . . .

Matka woła: «Hejże, dzieci!

Czy wy wszyscy... drugi... trzeci?

Niech się każdy w kółko zbierze,

Coś poszukać na wieczerzę.

Pohulamy, poigramy

I piosenkę zaśpiewamy,

A piosenki ton wiadomy,

O tym duchu, co ze słomy!

W ruch, dzieci, w ruch!

Słomiany duch!

Bo mnie matka porodziła

I niechrzczoną położyła.

Ej, księżycu, prosim szczerze.

Chodź ty do nas na wieczerzę!

Na wieczerzę przysmak zjecie,

Trup Kozaka w oczerecie12.

Czarnobrewiec pełen wdzięku

Srebrny pierścień miał na ręku.

Hej, księżycu, świećże jasno,

Rozpędź twoją chmurkę ciasną,

Byśmy mogli hulać nieco.

Póki wróżki nie nadlecą,

Póki kogut nie zakrzyczy,

Puszczaj blask swój tajemniczy.

Lecz pod dębem... patrzcie, młodzi,

Jakaś postać w bieli chodzi:

W ruch, dzieci, w ruch!

Słomiany duch!

A mnie matka urodziła

I niechrzczoną utopiła...»

Niechrzczone dzieci zachichotały,

Ich się chichotem gaj rozległ cały.

Dziatwa z hałasem pod dąb pośpiesza.

Nagły widok wtem porazi,

Wstrzymuje się rzesza:

Ktoś na pień dębowy włazi,

Po wierzchu się wiesza.

To dziewczyna, co błądziła

Przy blasku księżyca:

Taką biedę jej sprawiła,

Wróżka czarownica.

I z wierzchołka nadgniłego

Patrzy w okrąg cały,

Zeszła.... nogi śmiało biegą,

Ręce nie zadrżały...

A rusałki koło drzewa,

Między oczerotem.

Kiedy z dębu zeszła dziewka,

Duszą ją łoskotem.

Podziwiały wodne córy,

A gdy wrzasły trzecie kury13,

Znów pluchnęły w wodę,

I skowronek zapiał wcześnie

Z niebieskich obszarów,

I kukułka śpiewa pieśnię14

Z dębowych konarów,

Trysnął piosnką słowik z cieni,

Księżyc w gaj się chowa,

A za górą się promieni

Jutrznia purpurowa.

Gaj czernieje ponad wodą,

Gdzie Lachy15 chodziły;

Grając w barwy z jutrznią młodą,

Siwieją mogiły.

Zagwarzyły z sobą gaje,

Szumią wierzby liście,

A pod dębem dziewczę młode

Śpi już wiekuiście.

Śpi — nie słyszy, jak ją wita

Śpiew kukułki głośny;

Ani nawet jej zapyta

O swe przyszłe wiosny.

A nad Dnieprem z drugiej strony,

Kozak mknie po borze,

Konik wrony16 unużony

Ledwie stąpać może.

«Ha, ustałeś, towarzyszu,

Droga niedaleka;

Dziś spoczniemy w tym zaciszu,

Gdzie mnie luba czeka.

Prędzej, koniu, prędzej, wrony,

Ej, będzie nam rada!»

Koń chce ruszyć, lecz znużony

Co chwila upada.

«Ot i widać futor mgławy,

Ot łąka zielona,

Ot i dąb ten kędzierzawy,

O Boże!... to ona!...

Sen ją zmorzył o jutrzence,

Bo za długo czeka!»

Skoczył z konia i już ręce

Załamał z daleka.

«Zbudź się... zbudź się... O mój Boże!»

Tuli dłonią ciepłą;

Ale nic już nie pomoże,

Bo serce zaskrzepło.

«Och, za co nas rozłączono?

Skąd boża niełaska?»

Śmiech szyderczy wstrząsł mu łono,

I w dąb głową trzaska.

Idą dziewczęta, idą na żniwo,

Śpiewają pieśni i gwarzą żywo:

Jak matka żegna lubego syna,

Jak to był nocny mord Tatarzyna.

Wtem — co za dziwy? W cichej ustroni

Koń zmordowany tręzlami17 dzwoni,

Dalej pod dębu zielenią świeżą

Kozak z dziewczyną nieżywi leżą.

Ciekawych dziewcząt cała gromada

Już się po cichu pod dąb podkrada;

Lecz gdy pod dębem trupy ujrzały,

Pierzchnął w popłochu ich orszak cały.

Przyszły płakać po niebodze

Towarzyszki miłe.

A Kozacy przyszli kopać

Dla brata mogiłę.

Przyszli księża z chorągwiami,

Zadzwoniły dzwony,

I gromadka, jak wypada,

Wzniosła grób zielony.

Widzisz groby ponad drogą,

Kędy18 rośnie żyto19,

A zapytać nie ma kogo,

Za co ich zabito?

Jawor stoi nad Kozakiem

I zielona jodła,

A kalina grób dziewczyny

Kiściami obwiodła.

I kukułka po nich kuka

Pominalną20 pieśnię,

I słowiczek nad ich głową

Zawodzi boleśnie.

I kukają, i wywodzą

Trele coraz nowe,

Aż nim wyjdą na igraszkę

Rusałki dnieprowe.

Przypisy:

1. Urzeczona — zmieniono nadany przez tłumacza tytuł Lunatyczka (oryg. ukr. Причинна) na obecnie powszechnie przyjęty i lepiej oddający treść utworu. [przypis edytorski]

2. skrzydły silnemi (daw.) — dziś popr. forma N. lm: skrzydłami silnymi. [przypis edytorski]

3. zwłoczyć (daw.) — zwlekać. [przypis edytorski]

4. kitajka — chustka jedwabna, pierwotnie chińska, skąd nazwa (daw. Kitaj to Chiny); w tradycji kozackiej istniał zwyczaj przykrywania czerwoną kitajką twarzy zmarłego. [przypis edytorski]

5. mołodec a. mołojec (z ukr.) — młody, dzielny mężczyzna; Kozak. [przypis edytorski]

6. kosa (daw.) — długie, splecione włosy; warkocz. [przypis edytorski]

7. Długie kosy nie rozplotą — w trakcie wesela pannie młodej ściągano wianek, rozplatano warkocze i zakładano czepiec. [przypis edytorski]

8. winnaż — konstrukcja z partykułą -że skróconą do -ż; znaczenie: czyż winna. [przypis edytorski]

9. przenieść (daw.) — znieść, ścierpieć, wytrzymać. [przypis edytorski]

10. snadź (daw.) — widocznie, najwyraźniej. [przypis edytorski]

11. pała — płonąć, jarzyć się. [przypis edytorski]

12. oczeret (ukr.) — trzcina; szuwary. [przypis edytorski]

13. kur (daw.) — kogut. [przypis edytorski]

14. pieśnię — dziś popr. forma B. lp: pieśń. [przypis edytorski]

15. Lachy (z ukr.) — tak nazywali Polaków wschodni sąsiedzi. [przypis edytorski]

16. wrony koń — koń o czarnym (karym) umaszczeniu. [przypis edytorski]

17. tręzla — uzda, część uprzęży jeździeckiej. [przypis edytorski]

18. kędy (daw.) — gdzie. [przypis edytorski]

19. I gromadka, jak wypada, Wzniosła grób zielony. Widzisz groby ponad drogą, Kędy rośnie żyto — według zasad kościelnych samobójstwo uważano za grzech ciężki, dlatego ciała samobójców chowano poza chrześcijańskim cmentarzem, na otwartym terenie poza miastem. [przypis edytorski]

20. pominalny (daw.) — o modlitwie, rocznicy śmierci itp: związany ze wspominaniem zmarłych; por. daw. pominki: modlitwy za zmarłych, dziś: wypominki. [przypis edytorski]