Kupiec wenecki

Dramat w pięciu aktach

OSOBY:

  1. Doża wenecki
  2. Książę Maroka
  3. Książę Aragonii
  4. Antonio, kupiec wenecki
  5. Bassanio, przyjaciel Antonia
  6. Gracjano |
  7. Solanio |
  8. Salerio | przyjaciele Antonia i Bassania
  9. Lorenzo, zakochany w Jessice
  10. Shylock, Żyd
  11. Tubal, Żyd, przyjaciel Shylocka
  12. Lancelot Gobbo, błazen, sługa Shylocka
  13. Stary Gobbo, ojciec Lancelota
  14. Leonardo, sługa Bassania
  15. Baltazar |
  16. Stefano | słudzy Porcji
  17. Porcja, bogata dziedziczka
  18. Nerissa, jej służąca
  19. Jessica, córka Shylocka
  20. Panowie weneccy, urzędnicy trybunału, odźwierny więzienia, słudzy.

Scena częścią w Wenecji, częścią w Belmont, majątku Porcji na stałym lądzie.

AKT PIERWSZY

SCENA I

Ulica w Wenecji.

Wchodzą Antonio, Salerio i Solanio.

ANTONIO

Prawdziwie, nie wiem, dlaczegom tak smutny;

I siebie, i was, jak mówicie, nudzę;

Ale jak na mnie spadła ta tęsknota,

Z czego się składa, jak się wyrodziła,

Sam nie wiem dotąd.

Smutek ten wszystkie myśli mi tak mąci,

Że sam się nieraz ledwo poznać mogę.

SALERIO

Myśl twa z morskimi tłucze się falami,

Gdzie twe okręty z rozpuszczonym żaglem,

Jak oceanu bogaci mieszczanie

Lub, że tak powiem, morskie dziwowisko,

Z pogardą patrzą na kramarskie barki,

Które pokorne biją im pokłony,

Gdy je tkanymi mijają skrzydłami.

SOLANIO

Gdybym ja wodzie swe powierzał mienie,

Wierzaj mi, lepsza uczuć moich cząstka

Tam by za moją pobiegła nadzieją;

I ciągle trawę wyrywałbym z ziemi,

Ażeby odkryć, skąd wiatr teraz wieje;

Po mapach ślepił porty, groble, tamy;

I wszystko, co mym statkom grozić może,

W duszy by mojej smutek rozbudzało.

SALERIO

Sam oddech, którym studziłbym mą zupę,

Febryczne1 zimno w serce by mi wlewał

Na myśl, co może wielki wiatr wśród morza.

Nie mógłbym patrzeć na klepsydry piasek

I wraz2 nie myśleć o morskich mieliznach,

Nie widzieć, jak tam bogaty mój „Andrzej”3

Niżej swych boków pochylonym masztem

Grób swój całuje. Nie stawiłbym nogi

W kamiennych ścianach świętego kościoła

I wraz nie myślał o skałach podwodnych,

O które statek mój trącając piersią,

Wonne korzenie rozsiałby po morzu,

Fale ryczące w jedwab mój ustroił;

Słowem, przed chwilą być panem tak wielkim,

Po chwili — niczym. Kiedy o tym myślę,

Czyż mogę zaraz nie myśleć i o tym,

Że jeśli moja sprawdzi się obawa,

Długiego smutku dnie na mnie czekają?

Daremno przeczyć. Antonio jest smutny,

Bo myśli o swych towarach na morzu.

ANTONIO

Nie, przyjaciele. Dzięki mojej doli

Nie jeden statek majątek mój niesie,

Nie w jednym miejscu, i co bądź wypadnie,

Rok ten mojego losu nie jest panem.

Smutków mych źródłem nie myśl o towarach.

SALERIO

To może miłość?

ANTONIO

Co za przypuszczenie!

SALERIO

Ani też miłość? Więc pozwól powiedzieć:

Dlategoś smutny, żeś nie jest wesoły;

I równie łatwo byłoby ci tańczyć,

Mówić, żeś wesół, bo nie jesteś smutny.

Przysięgam na dwie Janusowe4 głowy,

Natura lepi zabawne figury:

U jednych radość ciągle z ócz wygląda,

Śmieją się ciągle, jak gdyby papugi

Na kobzy5 odgłos; drudzy, z kwaśną miną,

Nigdy w uśmiechu zębów nie pokażą,

Choć Nestor6 świadczy, że żart śmiechu godny.

Wchodzą Bassanio, Lorenzo i Gracjano.

SOLANIO

Otóż szlachetny twój krewny Bassanio,

Gracjan, Lorenzo. Bywajcie więc zdrowi,

W lepszym was teraz zostawiamy kole.

SALERIO

Gdyby nie przyszli godniejsi ode mnie,

Byłbym tu został, żeby cię rozerwać.

ANTONIO

Waszą obecność zawsze drogo cenię.

Przypuszczam teraz, że wam interesa

Korzystać każą z pierwszej sposobności.

SALERIO

Więc do widzenia, łaskawi panowie.

BASSANIO

Kiedyż się znowu pośmiejemy społem7?

Rzadcy z was goście od pewnego czasu.

SALERIO

Będziem korzystać z pierwszej sposobności.

Wychodzą Salerio i Solanio.

Lorenzo

do Bassania

Skoro znalazłeś Antonia, odchodzim,

Ale pamiętaj, że razem na obiad

Spotkać się mamy.

BASSANIO

Nie chybię8 godziny.

GRACJANO

Antonio, w twarzy twej czytam cierpienie;

Światowe rzeczy zbyt wysoko cenisz:

Traci je, kto je kupuje tak drogo.

Wierzaj mi, wielka, dziwna w tobie zmiana.

ANTONIO

I ja też świat ten, ile wart jest, cenię,

Jak scenę, kędy każdy gra swą rolę;

A mnie tragiczna rola się dostała.

GRACJANO

To ja znów śmieszka wolę przyjąć rolę:

Niech przyjdą zmarszczki wśród tańców i śmiechu.

Wolę, niech wino śledzionę przepali,

Niż żeby serce zmroziły westchnienia.

Czemuż ma człowiek z gorącą krwią w żyłach

Siedzieć jak posąg starego pradziadka

I spać, czuwając, ciągle w złym humorze,

Zawlec się w końcu w królestwo żółtaczki?

Słuchaj, Antonio, a słowa te przyjaźń

Natchnęła szczera: są na ziemi ludzie,

Na których twarzy, jak stojącej wodzie,

Rozmyślna ciszy zsiada się skorupa,

Aby ich ubrać w mądrość i powagę,

Nadać im pozór głębokości myśli;

Zda9 się, że prawią10: »Jam jest pan Wyrocznia,

A gdy ja mówię, niech i pies nie szczeka«.

O, mój Antonio, niemało znam ludzi,

Którzy dlatego za mądrych uchodzą,

Że ciągle milczą; a nie wątpię wcale,

Że byle tylko otworzyli usta,

Będą przeszkodą zbawieniu słuchacza,

Bo swoim bliźnim głupców da on imię11.

Lecz później o tym pogadamy dłużej;

Teraz cię proszę, na ten smutny haczyk

Nie łów kiełbika12 głupców — próżnej chwały.

Śpieszmy, Lorenzo. Bądź zdrów, przyjacielu,

Moje kazanie skończę po obiedzie.

LORENZO

Więc zostawiamy cię aż do obiadu.

I ja być muszę jednym z niemych mędrców,

Gracjano bowiem mówić mi nie daje.

GRACJANO

Żyj tylko ze mną ze dwa lata dłużej,

A brzmień własnego zapomnisz języka.

ANTONIO

I mnie by przedmiot ten gadułą zrobił.

GRACJANO

Co daj ci Boże! Ja chwalę milczenie

Tylko w wędzonym wołowym ozorze,

Tylko w dziewczynie, co nie jest na sprzedaż13.

Gracjano i Lorenzo odchodzą.

ANTONIO

I cóż to wszystko znaczy?

BASSANIO

Gracjano plecie nie do rzeczy bardziej niż ktokolwiek w całej Wenecji. Rozsądne myśli u niego jak dwa ziarnka pszenicy w dwóch korcach14 plew schowane; trzeba ci szukać dzień cały, nim je znajdziesz, a gdy znajdziesz, zobaczysz, że nie było czego szukać.

ANTONIO

Powiedz mi teraz, co to za kobieta,

Do której tajną ślubujesz pielgrzymkę?

Wszak dziś mi wszystko wyjawić przyrzekłeś.

BASSANIO

Wiesz o tym dobrze, kochany Antonio,

Jak zadłużyłem dziedziczny majątek,

Życie na wyższą trochę wiodąc skalę,

Niż dozwalały szczupłe me dochody.

A nie myśl, proszę, bym się na to żalił,

Że mi z dawnego spuścić trzeba tonu.

Dziś myślę tylko, jak bym mógł z honorem

Wypłacić długi, w które mnie lat młodych

Zbytnia rozrzutność ciężko uwikłała.

Tobie najwięcej winienem w miłości,

Tobie w pieniądzach; w przyjaźń twoją ufny,

Dziś ci wyjawię plany i zamiary,

Jak się uiścić ze wszystkich chcę długów.

ANTONIO

Dobry Bassanio, mów ze mną otwarcie;

A jeśli plan twój, jak życie twe dotąd,

Z drogi honoru nie zejdzie w manowce,

Moja szkatuła, osoba, me wszystko

Stoi otwarte na twoje rozkazy.

BASSANIO

Kiedym był dzieckiem, a straciłem strzałę,

W tęż samą stronę wystrzeliłem drugą,

Z tą samą siłą, lecz większą bacznością15,

A tak, na stratę narażając obie,

Nieraz mi obie znaleźć się udało.

Dziecinny przykład dlatego przywodzę,

Że co mam mówić, równie jest niewinne.

Wielem16 ci winien; jak pusty17 młodzieniec,

Wszystkom to stracił; lecz jeżeli zechcesz

W tę samą stronę strzałę cisnąć drugą,

Ja, z niej mojego nie spuszczając oka,

Nie wątpię wcale, że lub obie znajdę

Albo przynajmniej drugą ci powrócę,

Za pierwszą wdzięcznym zostając dłużnikiem.

ANTONIO

Wszak znasz mnie dobrze i tylko czas tracisz,

Do mego serca mówiąc z ogródkami.

Szczerze ci wyznam, że mnie krzywdzisz więcej,

Wątpiąc na chwilę o mej gotowości,

Niż gdybyś całe me zmarnował mienie.

Powiedz otwarcie, co w twoim mniemaniu

Dla twej usługi zrobić jestem zdolny,

A jestem gotów. Czekam na odpowiedź.

BASSANIO

Jest w Belmont18 młoda, bogata dziedziczka,

Piękna, piękniejsza nad wszelkie wyrazy,

A cnoty pełna. Kiedyś z jej źrenicy

Nieme poselstwo, szczęsny19, odebrałem.

Imię jej Porcja; a mierzyć się godna

Z córką Katona, Brutusową Porcją20.

Piękność jej znana całemu jest światu,

Bo cztery wiatry, z czterech końców ziemi,

Zwiewają do niej świetnych zalotników.

Jasne jej włosy wiją się na skroniach

W bogatych splotach, jakby złote runo,

Zmieniają Belmont na kolchidzkie brzegi21,

Do których Jazon22 niejeden się puszcza.

O, gdybym tylko wynalazł sposoby

Dotrzymać placu mym współzalotnikom,

Jakieś przeczucie szepcze mi do ucha,

Że tam, że w Belmont szczęście na mnie czeka.

ANTONIO

Wiesz, że na morzu całe moje mienie,

Że nie mam teraz w domu gotowizny23

Ani sposobów zebrać jej dość śpiesznie,

Lecz próbuj, co mój kredyt w mieście może;

Wszystkie ofiary ponieść jestem gotów,

Byle cię godnie do Belmont wyprawić.

Szukajmy tylko, gdzie gotowy pieniądz,

A ja pożyczki znajdę już sposoby

Na mą rękojmię lub dla mej osoby.

Wychodzą.

SCENA II

Belmont. Pokój w domu Porcji.

Porcja i Nerissa.

PORCJA

Wierzaj mi, Nerisso, ten wielki świat znudził już małą moją osobę.

NERISSA

Wcale by mnie to nie dziwiło, droga pani, gdyby twoje utrapienia równie były liczne jak twoje pomyślności. A jednak, wnosząc z tego, co widzę, przekonywam się, że przesyt równie jak głód szkodzi zdrowiu. Niemałe to więc szczęście stać w pośrodku: dostatek siwieje wcześniej, lecz mierność żyje dłużej.

PORCJA

Dobre i dobrze wyrażone maksymy.

NERISSA

Byłyby lepsze, gdyby się stosowano do nich lepiej.

PORCJA

Gdyby wykonać tak łatwo było, jak wiedzieć, co do wykonania dobre, od dawna kaplice zmieniłyby się w kościoły, a ubogich lepianki w książęce pałace. Dobry ten pleban, który własne pełni nauki. Łatwiej mi radzić dwudziestu, jak postępować należy, niż być jedną z dwudziestu, gotową iść za moją radą. Mózg może dla krwi pisać prawa, lecz gorący temperament zimne przepisy przeskoczy; jak zając, szalona młodość przesadzi sidła koślawca, dobrej rady. Ale wszystkie te piękne rozumowania nie będą mi pomocą w wyborze małżonka. Ach, nieszczęśliwa! Co ja mówię o wyborze, gdy mi nie wolno ani wybrać, kogo pragnę, ani odrzucić, kogo nienawidzę. Tak więc wola żyjącej córki poddać się musi woli umarłego ojca. Nie jestże to, Nerisso, twarda dola, że ani wybrać, ani odrzucić nie mogę?

NERISSA

Ojciec twój, pani, zawsze był cnotliwy, a święte osoby w godzinę śmierci mają dobre natchnienia. Loteria więc, którą wymyślił w tych trzech szkatułkach ze złota, srebra i ołowiu, z których, kto po jego myśli wybierze, ciebie wybierze, da, bez wątpienia, szczęśliwy los tylko temu, który szczerze kochać cię będzie. Ale jestże w twoim sercu gorętsze jakie uczucie dla któregokolwiek z przytomnych24 tu książęcych twoich zalotników?

PORCJA

Mianuj25 ich po kolei, a na każdego imię dam ci jego opis; z opisu bierz uczuć moich miarę.

NERISSA

Naprzód jest tu książę neapolitański.

PORCJA

To prawdziwy źrebak w stajni wychowany; nie mówi o niczym, tylko o swoim koniu, a główną ze swoich doskonałości widzi w tym, że go sam potrafi podkuć. Boję się, czy jego pani matka nie zapatrzyła się na kowala.

NERISSA

Następnie jest tu hrabia Palatyn26.

PORCJA

Ten marszczy się tyko, jakby chciał mówić: „Jeśli mnie nie chcesz, wybieraj”. Słucha wesołych powieści, a nie uśmiecha się. Lękam się, aby na stare lata nie został płaczącym filozofem27, gdy za młodu tak w smutku jest niepomiarkowany. Wolałabym raczej wziąć za męża trupią głowę z piszczelą w zębach niż z dwóch tych jednego. Od obu zachowaj mnie Panie!

NERISSA

A cóż mówisz o szlachcicu francuskim, monsieur le Bon?

PORCJA

Bóg go stworzył, niech więc uchodzi za człowieka. Wiem ja, że to grzech jest szydzić, ale on! On lepszego ma konia niż Neapolitańczyk, lepszy zły nałóg marszczenia czoła od hrabi Palatyna; posiada wszystkich ludzi przymioty, choć nie jest człowiekiem; niech drozd świśnie, on już wybija hołubce28; gotów fechtować29 się z własnym cieniem. Biorąc go za męża, wzięłabym dwudziestu mężów. Gdyby mną wzgardził, przebaczyłabym mu chętnie, bo choćby mnie kochał do szaleństwa, nie znajdzie nigdy wzajemności.

NERISSA

A co mówisz o Falconbridge’u, młodym baronie angielskim?

PORCJA

Wiesz, że do niego nie mówię wcale, bo się nie możemy zrozumieć. On nie umie ani po łacinie, ani po francusku, ani po włosku, a co do mnie, możesz przysiąc w trybunale, że nie umiem za grosz po angielsku. Ładny z niego obrazek, ale, niestety, któż potrafi z lalką rozmawiać? A jak dziwacznie ubrany! Zdaje mi się, że we Włoszech kupił kamizelkę, rajtuzy we Francji, w Niemczech kapelusz, a maniery wszędzie.

NERISSA

Co myślisz o młodym lordzie szkockim, jego sąsiedzie30?

PORCJA

Że ma wielką miłość chrześcijańską, bo u Anglika pożyczył policzka, a przysiągł, że odda, gdy będzie w możności; myślę, że Francuz był mu poręczycielem i dla pewności swoją także pieczęć przyłożył.

NERISSA

Jak ci się podoba młody Niemiec, synowiec31 księcia saskiego?

PORCJA

Bardzo mało rano, kiedy trzeźwy, a najmniej po południu, kiedy pijany. W najprzychylniejszych dla siebie okolicznościach trochę gorszy od człowieka, w najprzeciwniejszych trochę lepszy od bydlęcia. W najgorszym razie mam otuchę, że mu się wymknąć potrafię.

NERISSA

Gdyby jednak chciał wybierać, a wybrał szczęśliwą szkatułkę, pogwałciłabyś wolę ojca, gdybyś go przyjąć nie chciała.

PORCJA

Toteż dla bezpieczeństwa postaw kufel wina reńskiego na innej, bo wiem, że gdyby sam diabeł siedział wewnątrz, a zewnątrz ta pokusa, wybierze ją. Gotowa jestem zrobić wszystko wprzódy32, Nerisso, nim rękę moją oddam gąbce.

NERISSA

Nie lękaj się, pani, by którykolwiek z tych pretendentów twoim został mężem. Już mnie uwiadomili o swoim postanowieniu, że wrócą do domów i dręczyć cię zalotami przestaną, jeżeli dla otrzymania twojej ręki trzeba koniecznie, stosownie do woli twojego ojca, między szkatułkami wybierać.

PORCJA

Choćbym dożyła wieku Sybilli33, umrę czysta jak Diana34, jeśli nie znajdę męża według ojcowskiego rozkazu. Cieszę się, że ta część zalotników tyle pokazała rozsądku, bo nie ma jednego między nimi, o którego odjeździe nie marzyłabym z rozkoszą. Niechże Bóg szczęśliwie ich prowadzi!

NERISSA

Czy nie przypominasz sobie, pani, młodego Wenecjanina, ćwiczonego w książkach, a żołnierza, który tu przybył, jeszcze za życia twojego ojca, w towarzystwie markiza Montferratu35?

PORCJA

O, bardzo dobrze; zdaje mi się, że się nazywa Bassanio?

NERISSA

On właśnie. Ze wszystkich mężczyzn, na których biedne moje oczy poglądały kiedykolwiek, on najgodniejszy pięknej żony.

PORCJA

Pamiętam go dobrze; o ile pamiętam, pochwały twojej godny.

Wchodzi Służący.

Cóż tam za wieści?

SŁUŻĄCY

Czterej cudzoziemcy pytają się o panią, chcą ją pożegnać. Przyjechał także goniec piątego, księcia Maroka, z doniesieniem, że książę, pan jego, wieczorem tu przybywa.

PORCJA

Gdybym tak szczerze powitać mogła piątego, jak mogę czterech pierwszych pożegnać, cieszyłabym się z jego przyjazdu. Jeśli ma przymioty świętego, a cerę diabła36, wolałabym go za spowiednika niż za zalotnika.

Idźmy, Nerisso. Prowadź nas do sali.