Córa Piastów

Powieść z dziejów litewskich — 1282 r.1

I.

I znowu chodźcie posłuchać ciekawie, —

I znowu bitwę przed oczy wam stawię,

I znowu kreślę litewskie postacie,

Brodate, dzikie, ubrane w niedźwiednie2,

Miękkie jak dzieci, gdy w domowej chacie,

Straszne, gdy idą w krainy sąsiednie,

Kiedy dzikości popuściwszy wodze,

Kąpią się we krwi, rabują w pożodze3.

Nawet, niepomny obowiązków syna,

W niedobrej chwili kreślę ich oblicze,

Gdy ich bojaków4 skrwawiona drużyna

Wiedzie z sąsiady5 wojny napastnicze

I w cztery strony, czterma6 wiatry bieży7

Dla brzydkiej zemsty lub brzydszej łupieży.

II.

Wstyd nie płomieni synowskiego czoła,

Że mych praojców łupieżcami zową:

Czyż ich sąsiady żyjące dokoła,

Co wyznawały wiarę Chrystusową,

Lepsze poganom podawały wzory

Bratniej miłości i świętej pokory?

Kiedy zachodni rycerze jak fala

Zabijać Litwę dla odpustu płyną,

Zowiąc jej synów dziećmi Beliala,

Dzikim potworem i leśną gadziną;

Czegóż się dziwić, że gromada dziczy

Głowę podniesie i żądłem zasyczy,

Gdy krew’8 bojową Kawas9 mu poruszy,

Kiedy go Perkun10 do zemsty poduszczy?

Bardziej się dziwić, gdy dziki syn puszczy

Słodkim uczuciom da przystęp do duszy,

Gdy bałwochwalcy marsowa11 jagoda12

Łzami czułości zaleje się hojnie,

Kiedy starcowi dłoń synowską poda,

Gdy uszanuje słabszego na wojnie,

Kiedy oszczędzi dla rycerskiej cześci13

Głowę dziecięcą albo wstyd niewieści.

Spytajcie wtedy: skąd on cnotę bierze?

Gdzie on to widział? kto w nim ludzkość budzi?

Czy własne serce? albo leśne zwierzę?

Skąd się nauczył? — pewno nie od ludzi!

Gdy doń Krzyżacy pukają we wrota,

Wie, co go czeka od wyznawców Chrysta:

Starcom zaguba, niewiastom sromota,

Mężom kajdany i hańba wieczysta,

A chacie płomień, a bogom zniewaga —

Nikt nie wymodli, nikt się nie wybłaga.

I Litwin — srogi, gdy twierdzę zdobędzie,

Pluska się we krwi, nie oszczędza jęku,

A miecz i ogień, zniszczenia narzędzie,

Nie dopuść Boże widzieć w jego ręku!

Jednak wśród ognia, wśród jęków skonania

Uszy zatyka i oczy zasłania:

Bo mu potrzeba być sroższym od zwierza,

A on własnemu sercu nie dowierza.

Żelaznym hełmem uzbrojona głowa

Lęka się dumek14, co rozczulić mogą,

A dzielna ręka w godzinę złowrogą

Od bicia serca zadrżeć mu gotowa:

Och! bo to serce bogowie odlali

Z miękkiego wosku i ze twardej stali.

III.

Stareć15 to czasy, które wam wygwarzę16.

Dawno już w próchno rozpadły się ręce

Owego ludu, co w szumnym rozgwarze

Dał Trojdenowi17 oznaki książęce,

Co mu zwierzając przyszłość swojej doli,

Przybrał młodzieńca w uroczyste szaty,

W szkarłatną szubę18 i kołpak19 soboli20,

Dał mu miecz kuty i pancerz bogaty.

Ten miecz i pancerz, i szubę z hatłasu21

Dawno już wilgoć przejadła z mogiły;

Trzy łokcie ziemi i sześć wieków czasu

Tamtejszych ludzi dawno już przykryły.

W stolicy Kniaziów, w odwiecznym Kiernowie,

Kurhany władców zaorane miedzą22;

Śpi stara Litwa — a jej potomkowie

Nawet podania swych ojców nie wiedzą23.

Zimnym toporem ścinają dąb wzniosły

Z piersi pradziada na grobie wyrosły;

A z niego drewka szczepiąc24 do komina,

W święto do ognia zaprosiwszy gości,

Naród cóś25 marzy, niby przypomina,

Majaczy powieść o starej przeszłości.

Wtedy cóś burzy jego krew zaskrzepłą,

Iskra zapału odżywa w nim jawna;

Czy to z powieści, czy z kominka ciepło?

Może ten ogień tlał w duszy od dawna?

Bóg raczy wiedzieć!

IV.

Litewską stolicę

Po Narymuncie26 objął Trojden młody.

Już go poznały sąsiednie narody,

Gdy jeszcze sprawiał podlaską dzielnicę,

Wiedzieli o nim i cudzy, i swoi,

Że mądry w radzie, a chrobry we zbroi.

Ze swej stolicy, jak ze skały sokół,

Śledził, skąd grożą najbliższe zamachy:

I Ruś, i Niemców, Mazowsze i Lachy27

Bystrem spojrzeniem obrzucił naokół.

Wszędy wrogowie na Litwę zażarci,

Gotowi działać czy jawnie, czy zdradnie.

Trojden rozmyślał: kogo naprzód skarci?

Czyje najazdy uprzedzić wypadnie?

Najniespokojniej jego oko pada

Na Mazowiecką dzielnicę Konrada28.

V.

Syn Ziemowitów — od Białego Leszka

Dzierżył te kraje na prawach wasali.

Znajoma Litwie na Mazowsze ścieżka,

Znajome pola, gdzie krew przelewali,

I twarde mury mazowieckich grodów,

I twarde piersi tamecznych narodów.

Dziś dobra pora odznaczyć się świetnie:

Trojden wypadków mazowieckich świadom,

Konrad, pacholę siedemnastoletnie,

Sił jeszcze nie ma oprzeć się napadom;

Matka, po życia smutnego kolejach,

Mężowskiej śmierci płacząc dogorywa;

A lud Mazowszan pracuje we żniwa,

A baronowie polują po kniejach,

A starostowie ucztują w komnatach,

A straż zamkowa usypia na czatach.

Niechże ucztują, niech bawią się sami,

Niech śpią ich straże z bardyszem29 we dłoni,

Nim róg litewski pobudkę zadzwoni

Pod ceglanemi ich grodów basztami.

VI.

Trojden dał hasło o rannej jutrzence:

Pokorne echo z gór, lasów i rzeki

Poniosło pilnie rozkazy książęce —

Przez dzień obiegło po Litwie dalekiej,

Że każda strona, każdy Litwy przedział

Już się wieczorem o haśle dowiedział.

I z gór, i z lasów wychyliły głowę

Srogie postaci wojowniczej dziatwy.

Śpieszą pod Kiernów wojska Trojdenowe,

Że ich rachunek zaprawdę niełatwy,

A wszystko krzepka gdyby30 dęby młodzież,

Chrobre31 jej twarze, a straszliwa odzież.

W niedźwiedzich szubach, kudłami do góry,

Przy bokach trąba i siekiera wisi,

W rękach oszczepy, korbacze32, kostury,

A zamiast czapki łeb wilczy lub rysi,

A jeszcze inszy uczepił na czole

Długie kły dzika lub rogi bawole;

A konie Litwy oszyte w rogoże33

Parskają spięte tręzlą34 wojownika, —

Zdumione oko rozeznać nie może:

Jaki to potwór z lasu się wymyka?

Bo ludzkich kształtów dojrzeć tu niesnadnie35,

Chyba je serce lękliwe odgadnie.

VII.

Na przodzie Litwy książę Trojden hasa:

Ma strój ozdobny junacko a suto,

Uderza w trąbę, co wisi u pasa,

W trąbę bawolą we srebro okutą.

Kibić36 ma smukłą — znać zaraz młodziana,

A hełm wysoki, roboty nie lada,

A kita strusia, wiatrami rozwiana,

W pysznych zakrętach na szyję mu spada.

Twarz ogorzała, lecz kraśna37 a świeża,

Brew’38 lekkim marsem pysznie się najeża;

A spod brwi gęstej gdy spojrzeniem strzela,

To mu i sokół zda się nie dostoi —

Wzrokiem przeszywa pierś nieprzyjaciela

I czułe serce niewinnej dziewoi39.

Włos kędzierzawy i kita pierzasta

Igrają z wiatrem, gdy leciuchno wionie;

Zdobi wąs czarny Trojdenowe skronie,

A czarna broda bujno mu zarasta.

Ręce niezbrojne, krom40 lnianej odzieży,

By tem swobodniej wymierzać zamachy,

Pancerz u piersi kolcami się jeży,

A na ramionach ma skrzydełka z blachy.

Przez jedno ramię, na rzemiennym pasie

Wisi róg żubra, którym hasło dawa41;

Przez drugie ramię szeroka, jaskrawa,

Zwisa siekiera, co krwi pragnąć zda się.

U boku wodza, na poprędze złotej,

Miecz długi, ciężki, niekształtnej roboty.

Rumak, obleczon czaprakiem z niedźwiedni,

I rży, i parska, snadź42 zwycięstwo wróży...

Truchlejcie ludy krainy sąsiedniej,

Już wam podobno nie ostać się dłużej!

Nie dla popłochu, nie na popis marny

Ten hufiec z puszczy wynurzył się czarnej!

Aż rzeźwo słuchać, gdy ziemia zatętni

Pod kopytami niezliczonych koni,

Aż echo rade, gdy wojacy chętni

Gwarliwie jadą po leśnej ustroni,

Lub z męskiej piersi, co się nic nie lęka,

Zagrzmi w sto głosów pochodu piosenka.

VIII. Pieśń pochodu Litwinów43

Niech wesoło szumi las:

Kniaź do boju wezwał nas;

Umocnijmy dzisiaj ducha,

Jutro falą krew zaplucha —

Idziem w dobry czas.

Śmiało, koniu, idź na bój!

Towarzyszu dobry mój!

Kiedy pan twój wrogów draźni,

Ty nie pierzchaj dla bojaźni,

Ale mężnie stój.

W mocnych murach mieszka Lach44,

Ale w piersiach jego strach;

A my Lacha w jednej chwili

Zwyciężyli, wyszydzili,

Wzięli twierdzy gmach!

Ziemię Niemców dobrze znam:

Bo dziewczęta kraśne45 tam;

Lecz my Niemca krwią się zleli,

Krasawice46 uścisnęli,

Nie uciekły nam!

Gdyśmy dalej poszli w tan,

Drżały mury gdańskich ścian —

My wypadliśmy z zasadzki,

Aż pobledniał47 wódz krzyżacki,

Gdańskich murów pan!

IX.

Babiński zamek choć ludny i zbrojny,

Lecz mur i rycerz niegotów do wojny.

Zwodzona brama na oścież otwarta,

Wały zarosły, ostrokół wyjęty,

Wodzowie drzemią, a żołdacka warta

W sąsiednich puszczach walczy ze zwierzęty48:

Bo książę Konrad syn Ziemowitowy

Polubił tylko biesiady i łowy.

Niedoświadczony, zwyczajnie jak młodzian,

Ognia nad domem nie baczy — i nie wie,

Że najstraszniejsze przygasłe żarzewie,

Że wróg najbliższy, kiedy najmniej spodzian49.

Jeleń wysmukły przebieżał mu drogę,

Więc postanowił spolować rogacza,

I wszystkich wodzów, i całą załogę

Wezwał na łowy.

Drużyna junacza,

Barony państwa, jakby motłoch ślepy,

Marnie w ostępach łamią swe oszczepy.

Już drugi tydzień jak goście sproszeni:

Z rana za zwierzem goni się gromada,

W południe sypia wpośród leśnych cieni;

Wieczorem gwarno do uczty zasiada,

A książę wesół — a zdrojami płyną

Miód mazowiecki i pannońskie50 wino.

X.

Właśnie przy zwłokach leśnego rogala

Huczna drużyna piła pogrzebowe,

Gdy łoskot trąby odezwał się z dala,

Głuchy, niepewny, stłumion51 przez połowę52;

Raz... drugi... trzeci... ozwały się wreszcie

Okrzyki mężów i płacze niewieście.

Konrad spójrzenie zwrócił ku drużynie:

«Słyszycie — mówi — skąd ten okrzyk płynie?»

«Nic, Mości książę, wszak słuch mi się nie ćmi;

(Odpowie Pełko, starszy wojewoda)

To jakaś w wiosce kłótnia między kmiećmi53.

Kończmy kielichy: bo przerywać szkoda!»

«Czyście słyszeli te trąby rozgwary?»

(Zapytał książę Zbigniewa Kanclerza).

«To jakiś strzelec zwoływa54 ogary.

Śpieszmy do lasu: bo opuścim zwierza».

«Widzicie łunę pożarną na niebie?»

(Rzekł ku Lassocie, staroście warowni).

Lassota spójrzał naokoło siebie:

«To nic — odpowie — to jacyś wędrowni,

Jacyś pielgrzymi, wracając z odpustu,

Przy drodze sobie naniecili chrustu55.

Spocznijmy raczej, miłościwe książę:

Bo jutro rano pracowite łowy.

Niech Wasza Miłość swój pancerz odwiąże».

Taką dał radę starosta grodowy;

Trafiło słowo do ucha Konrada:

Odwiązał pancerz i swój oszczep składa,

A na niedźwiedni, jak w miękkiej pościeli,

Układł się56 książę, plemię Ziemowita;

Wzorem książęcia dworzanie posnęli.

A poza lasem znowu trąba zgrzyta

I słychać jęki zmięszane z hałasem,

I chmura dymu zawisła nad lasem.

XI.

A Trojden w zamku — już wdarł się na wały,

Powiązał straże łyczanemi57 sznury58;

Trąby litewskie w warowni zagrały;

Wstąpił w swe prawa zwycięzca ponury.

Litwin z okrzykiem do skarbcu się wdziera

I srebra Piastów garściami rozdziela.

Drzwi do kaplicy rozdarła siekiera,

Gdzie był złocisty obraz Zbawiciela;

Zabrano srebrne wzorzyste ornaty,

Złote kielichy i relikwijarze.

Do nóg Trojdena padał ksiądz brodaty,

Pewien, że świętość uszanować każe.

Trojden popatrzył na oblicze Chrysta:

«To Bóg wasz? — spyta — za cóż go męczycie?»

Stanął, podumał — i łza uroczysta

Z oczu pogańskich polała się skrycie;