Cyrk

Proszę zachodzić! Proszę uważać!

Bilety w bardzo niskiej cenie!

Zaraz się zacznie kapitalne

światowej sławy przedstawienie.

Cyrk — proszę państwa! Zapaśnicy,

walki atletów — ciężka waga!

Proszę do środka! Panie! Panowie!

Zaraz zaczyna się — Uwaga!

Na pierwszy numer prezentacja

światowej sławy gladiatorów

przy biciu w bębny i ryku trąbek,

w blasku krzyczących reflektorów

mistrz ciężkiej wagi Niemiec Miller

contra zapaśnik — Mister Spleen.

Orkiestra, hymny — państwo powstają —

Miller i Mister Spleen — na ring.

Wytworny Francuz — smukły i lekki —

leci na efekt — Monsieur Coquette,

brutalny siłacz — Iwan Iwanow,

Włoch Vaselini i Fińczyk1 Krett.

Światła, panowie! — Głośniej, orkiestra!

Parada siły — świateł blask,

włącz mikrofony — cyrk się zaczyna!

Prasa na miejscu — robić wrzask.

A tu kto się pęta? Ach, to jasne —

Cyrk by bez niego ściszał i zbrzydł —

fiknął koziołka — już tłum się śmieje —

klown do rozśmiechu — błazeński Żyd!

Drum, drum na skrzypkach — małpa wesoła

chce zapaśników śpiewem ostudzić,

wplątał się śmiesznie śród zapaśników,

robi błazeńskie oko do ludzi.

Dosyć kawałów — ktoś na galerii

krzyknął: Uciekaj! Sukinsyn!

Już się na piasek areny wtacza

ciężki Herr Miller i Mister Spleen —

Już się kotłuje, już się coś dzieje,

już się tłumowi udziela prąd.

Ramtratatratam! Ryczy orkiestra,

już się podniecił pierwszy rząd.

Pierwsza jest walka nierozegrana,

następne pary — anawa2!

Już się kotłuje w lożach i rzędach.

Prasa zagłusza — orkiestra gra!

Pot się na czoła ciężki wylewa.

Ciężko — w powietrzu kłębi się pył,

bryła na bryłę ładuje siłę,

mięso na mięso i liny żył.

Jak wyje speaker przy mikrofonie,

jak łatwo tłum dał się wciągnąć w wir!

Łapa za łapą — ciosy na ciosy,

cyrk się kolebie — wali się cyrk...

Między nogami atletów się pęta

ten z długim nosem i mordą jak faun —

błazen, komediant — ten bez sztandaru —

Żyd śpiewający — głupi klaun.

W przerwach atleci między walkami

klowna wzywają na walkę — fałsz —

coś dla galerii — coś dla podniety,

biją go w mordę, by nie spadł rausz,

by nie ostudzić podniety tłumu

między przerwami — by widz był syt.

Lu! klowna w mordę — ryczą ze śmiechu,

jak się nogami nakrywa Żyd —

i znowu walka — błysk reflektorów —

proszę na piasek — podanie rąk —

znowu parademarsz gladiatorów.

Jak nokaut w serce w tłum walki gong,

odpada jeden zapaśnik po drugim,

wytworny Francuz Monsieur Coquette,

zarył się w piasek w eliminacji

Włoch Vaselini i Fińczyk Krett,

brutal rosyjski Iwan Iwanow

walczy upartą łapą jak cep.

Spokojny Anglik ma rękawice,

Herr Miller twardy i ciężki łeb.

Tłum nie ma siły — tłum ledwo sapie,

już z zapaśników paruje tłuszcz,

piasek czerwony — mikrofon rzęzi,

ktoś na galerii krzyknął: „Już!”

I hopla klowna — aby rozruszał

zasypiający w walce tłum.

Cztery koziołki — dwa razy w mordę,

aby był śmieszek, brawko i szum.

Już się zabawa niedługo kończy,

Jones dyrektor do kasy wlazł

i liczy forsę — komplet był bity,

ach, jaki bity... na długi czas...

Pójdą do domów goście znużeni,

ktoś kiedyś wygra — Miller czy Spleen,

może ten brutal Iwan Iwanow

lub walkę skończy jego syn...

Podadzą sobie ręce w szekhendzie3,

plastry nakleją na zbitą mordę,

a potem Jones rozdawać będzie

jednemu forsę, drugiemu order...

I w pustym cyrku klown pozostanie,

małpa skopana, zbita i chora,

nic nie zarobi, nic nie dostanie —

pójdzie się przespać — do dyrektora.

Przypisy:

1. Fińczyk — dziś popr.: Fin. [przypis edytorski]

2. anawa — spolszczone fr. en avant: naprzód. [przypis edytorski]

3. szekhend (z ang.) — uścisk dłoni. [przypis edytorski]