Pamiętniki o Lisowczykach czyli przewagi Elearów polskich
(r. 1619–1623)
przez Ks. Wojciecha Dembołęckiego z Konojad, Franciszkana1
(Z wiadomością o życiu i pismach autora i z dodatkami)
Jaśnie Wielmożnemu Panu a Panu
jego mości
Panu Adamowi Sandziwujowi
z Czarnkowa
Czarnkowskiemu,
wojewodzie łęczyckiemu,
wielkopolskiemu, pyzdrskiemu, wolpińskiemu etc. etc. staroście,
panu a patronowi swemu miłościwemu.
Jawno widoma rzecz jest, jaśnie wielmożny panie, jako wszelkie rzeczy, tak na piętrze niebieskim cudownie zawieszone, jako i po ziemskim okrągu przedziwnie rozporządzone, według napominania Dawida2 świętego chwalą i błogosławią stwórcę wszechmocnie samowładnego. Jednakże rozumnie go i z rozsądnym uważaniem dobrodziejstw jego chwalić — samemu aniołowi na niebie, a człeku na tym świecie (jako zwierciadłu wszech przymiotów boskich na wyobrażenie jego ś. stworzonemu) właśnie3 przynależy. Iż tedy jako różne są dobrodziejstwa pańskie, tak mu też różne dziękochwały4 ludzkie należą — rzecz chrześcijańska jest, wszelkim sposobem o to się starać i drugich do tego zaciągać, aby żadne dobrodziejstwo jego bez osobliwych dzięk osierociałe nie zostało. Zaczem uważając, iż dobrodziejstwo boskie, ze zwycięstw cnemu narodowi naszemu polskiemu, po różnych krainach świata, z łaski jego ś. częstokroć albo raczej prawie zawsze pozwolone, a mające być według Psalmu 135, a na ostatek i rozumu samego świadectwa, między zacniejsze miłosierdzia boskie poczytane — nie ma pospolitym obyczajem takiej od niektórych ludzi wdzięczności, a zatem i dziękochwały Panu Bogu jako insze; domyślam się z gorących próśb wszystkich prawie różnych stanów ludzi (z kimkolwiek mi się po ostatnim teraz wróceniu z cesarskiej5 mówić trafiło), o pokazanie światu dobrodziejstw boskich w przedziwnych odwagach Elearom6 polskim na cesarskiej pozwoleniu — iż podobno ten defekt chwały Bożej za takie zwycięstwa najwięcej z niewiadomości ich pochodzi. Dla tego krótko dzieła ich odważne, acz niektóre pod niepewnymi czasy7, jako mogło być po zgubieniu w górach śląskich wiernego diariusza8, z samej tylko pamięci tu zgromadził: aby mi wszelki człowiek uważny pomógł w nich Pana Boga, hetmana i wodza naszego, chwalić; a nadto wszelki, do takichże odwag sposobny, nieśmiertelną przed Bogiem i ludźmi szatę żarliwości, o krzywdę jego i despekt9 kościoła świętego, co prędzej jako i oni wdziewał. Widząc tedy, w w. m.10 moim jaśnie wielmożnym panie, toż łaski Bożej nad Elearami polskimi nad inszych uważanie, nikomu inszemu zdało mi się tę błahą pracą moję11, jedno samemu w. m. memu jaśnie wielmożnemu panu a patronowi ofiarować. Przeto proszę, abyś w. m. mój jaśnie wielmożny pan i patron na sam afekt mój wejrzawszy, to liche onego oświadczenie łaskawym okiem raczył przyjąć; a mnie samego w łasce swej chowając, na każdym placu12, wszech uważanych raczył mi tą książką pomóc wzywać do chwalenia Pana Boga, niemniej wszechmocnego jako i miłosiernego w tych to Elearach polskich, którzy w. m. memu jaśnie wielmożnemu panu, spólnie13 ze mną, wszelkich pobożnych zamysłów przy długowiecznym zdrowiu uprzejmie życzą.
Dan14 w Poznaniu w lutym 1623.
W. m. mego jaśnie wielmożnego pana a patrona służebny Bogomodlca15
Ks. Wojciech Dembołęcki, z Konojad Franciszkan16, a tychże Elearów polskich na cesarskiej kapelan.
Summariusz17 Wszystkiego. Do czytelnika
Górolotne dzieła ludu rycerskiego
Niegdy przez sławnego męża Lisowskiego18
W krainach moskiewskich naprzód zebranego
Na posługę cnego Zygmunta trzeciego19
Króla polskiego
Trudno wszystkie liczyć: bo za Bożą mocą,
Choć po śmierci jego nowych głów pomocą,
Przedziwne ich męstwa po świecie się toczą;
Bo gdziekolwiek jeno20 przeciwnika zoczą21,
Bieżą dniem, nocą.
Położywszy wrogów jako grad konopie,
Wołgę pomąciwszy, bieżą o swej kopie
Przez Niestr22, Ren i Dunaj po całej Europie.
Nikt się nie osiedział w największym okopie,
Padli jak snopie23.
Owo zgoła każdy namieśnik24 obrany
Cnego Lisowskiego, pułkownik nazwany,
Słusznie się zdać może od Boga podany,
Bronić wiary świętej, a mniemane pany,
Gromić pogany.
Bo żaden nie zaspał cnej przymnażać sławy,
I zdobić zwycięstwy25 pułkowniczej ławy;
Przeto niebu jawno, iż wojennik prawy
Z tych to bohaterów każdy, a ich sprawy
Świadczy świat krwawy.
Stąd i pióro moje krótko mija dawne
Męstwa tego wojska, cnej ojczyźnie jawne;
Gdyż trudno wyliczać dzielnomężnie sprawne,
Ufam, iżby były aż nazbyt zabawne26,
Bo bardzo sławne.
Ale dostatecznie piszę teraźniejsze,
Świadek oczywisty dzieła niepomniejsze,
Przewagi i męstwa tych ludzi zacniejsze;
Aby kraje, drogi i czasy trudniejsze
Były znaczniejsze.
Tu się pokazuje, jako świat szacuje
Męstwo tego wojska, aż w sobie nie czuje
Wszystka Rzesza27 dusze; bo choć zdrady kuje,
To wojsko ujrzawszy, że się w tym nie czuje,
Mężnie ślubuje.
Padła na Szląsk28, Czechy, okrutna mania,
Ale w większym strachu była Frankonia,
Nuż pot ogrojcowy puściła Hassja29,
Padła jak w ogrojcu na wznak Alzacja30,
I Biponcja31.
Co większa, iż nagle konało Falsgrafstwo32,
Więc i wpół omdlało Wirtemberskie państwo33,
Owej, owej!34 śpiewa Durlaskie35 pogaństwo,
Spir36 i Wormacja37 oddają poddaństwo;
A to hultajstwo,
Co z Mansfeldem38 było, w góry poskoczyło,
Wszakże mu się i tam nieźle wygodziło39;
A to, co z Branswikiem w stronę wyboczyło,
Co żywo, jak mogło, z zdrowiem uchodziło,
Bo duszno było.
A Lotaryngia patrzy, co tu będzie,
Widząc, że ich pełno po jej górach wszędzie,
Niderland z Anglią widząc, iż się wiedzie,
Piszą do swych, iż już Frydrych40 nie przyjedzie,
Panem nie będzie.
Zgoła krótko mówiąc, co żywo, pytało,
Kryjąc się po jamach, co by się to stało?
Co za lud, że się go nigdy nie widało41,
Skąd przyszedł, że mu się świat burzyć dostało?
Ach, co się stało!
O tym kto chce wiedzieć, niechaj się usadzi
To wszystko przeczytać, bo się tu poradzi,
Iż z odwag tych ludzi uznać nie zawadzi,
Że ten lud rycerski sam Pan Bóg prowadzi,
I o nich radzi.
Co Ewangelie dobrze oświadczały,
Które nam w niedziele zawsze przypadały,
Gdyż to, co się z nami działo opiewały,
I jak Żydom manna z nieba nam padały,
Przez czas niemały.
Skąd obacz, iż to już nie Lisowczykowie,
Ani też, choćbym chciał rzec, Strojnowczykowie42,
Alebym rzekł, iż są Machabejczykowie43
Nowego zakonu44, bo wszystek świat powie,
Iż ci mężowie
Szukają po świecie ziemie obiecanej,
Przez morza i puszcze, mordując pogany,
San Bóg ich hetmanem, sam panem nad pany,
A oni lud jego i jemu oddany,
On sam ich ściany45.
Przeto Bogu w Trójcy świętej jedynemu
Na cześć i na chwałę, a przy tym wszelkiemu,
Jako się co działo, rycerstwu polskiemu
Na pociechę piszę, czyniąc chęci cnemu
Ludu młodemu.
Oczywisty46 świadek,
Ks. Wojciech Dembołęcki ,
z Konojad Franciszkan47, z rozkazu O. Ś.48 kapelan Elearów polskich.
Rozdział I. O przyczynie zaciągu Elearów polskich na cesarską
Miłosierdzie boskie w zaciągnieniu Elearów na obronę kościoła ś. przeciw kacerzom49, boskim i cesarskim rebelizantom. Skutki kacerstwa. Jako cesarza obiegli. Ucisk cesarski, świątobliwość cesarska, jedyna potucha50 cesarska. Przyczyny dlaczego by Pan Bóg tak wiele kacerzów51 dopuścił. Cierpliwość, niegdy chwały, a niegdy nagany godna.
Stojąc na niepochybnej prawdzie słów Bożych, iż bez Niego nic nie możemy, Jemu samemu w Trójcy ś. jedynemu naprzód przyczytać się musi przedziwna opatrzność jego, i uznana być wszechmocność ręki jego nad kościołem ś. katolickim. Dla którego aby bramy piekielne przeciw niemu nie przemogły, sam Elearów polskich serca do siebie pociągnąwszy, ich przeciwka nieprzyjaciołom wiary ś. obrócił, męstwa dodał, szczęściem błogosławił, i sam im hetmanił.
Gdy albowiem w bujnoszczęsnych krajach cesarskich, niebaczni poddani jego, jadem wieloróżnych herezyj zarażeni, i nimi jako truciznami nadęci, zapuchłe oczy mając do obaczenia prawdy, naprzód na kościół ś. katolicki bluźnierskie usta swoje wywarli, a potem tych obecnych lat i na własnego pana swego, cesarza chrześcijańskiego Ferdynanda II52, samą świątobliwością nad insze nieszczęśliwego, (gdyż według Pawła ś. wszelki pobożnie w Chrystusie żyjący, przenaśladowanie mieć musi) zbrojnowojenną rękę podnieśli, jemu wiernych katolików z zamku praskiego na pański despekt53 oknem powyrzucali54, i na ostatek przeklęci dla ufności w samych sobie, zbrojach, fortecach, i fortelach swoich, tak wysoko w zaczętej rebelii postąpili, iż mniemanych panów sobie naobierawszy, pod ochroną ich kościoły katolikom gwałtem brali, ciała wiernych z grobów dobywali, relikwie świętych Bożych palili, na ołtarzach blużnierstwy swymi gniew Boży na naród ludzki wzbudzali, obrazy świętych, a na ostatek i krucyfiksy deptali, kielichy, krzyże, i insze srebra kościelne wiecznymi czasy na chwałę Bożą oddane, na pieniądze przerabiali, dzwony na działa przelewali, kapłany i zakonniki męczyli, panienki zakonne Bogu poślubione gwałcili, i wszelkie katoliki według różnych inwencyj szatańskich trapili i przenaśladowali.
Którymi i inszymi podobnymi skutkami niewiar swoich (według przyrodzenia55 grzechu, który gniew Boży poruszając, drugie zaciąga dla prędszej pomsty Bożej) rozruchani, w roku pańskim 1620, niesłychaną ludzką potęgą z pomienionymi pany swymi mniemanymi, to jest: Niemcy z Frydrychem56 Falsgrafem Palatynem Renu, a Węgrowie z Bethlem Gaborem57 wojewodą siedmiogrodzkim od Czechów58 na ratunek wezwanym, pod Wiedeń przyszli dobywać pomazańca Bożego, którego przedtem za cesarza i pana swego obrawszy, jemu przysięgali. O jak straszna rzecz była patrzeć wtenczas z wiedeńskich murów, tak na arcy zbrojną potęgę Czechów, Morawców, Rakuzan59, Szlęzaków60 i wszystkiej prawie rzesze (choć cicho) tratującej pod opieką Frydrycha bałwannego króla czeskiego w ogrodzie cesarskim, gdzie więc lwy i insze bestie chowywał, wykrzykujących; jako i na niezliczone węgierskie mrowie pod tytułem Bethlemgaborowym61 po polach wiedeńskich biegające. O jako brzydko było słuchać niebezpiecznych o zdradę wnętrzną przegróżek samychże Wiedeńczyków. O jako żałosna rzecz patrzyć na niewinnego cesarza chrześcijańskiego, zewsząd utrapionego, na męczeńską koronę gotowego, ale samej się tylko klęski kościoła Bożego, a tym większego katolictwa przenaśladowania bojącego. O jako do serca przenikały głosy wielu biskupów i inszych niezlicznych kapłanów, którzy z różnych miejsc zbiegały się współ umrzeć z pomazańcem Bożym, a widząc ono według Dawida ś. zgrzytające pogaństwo i narody próżnomyślne około stojące z swymi królami szczeroziemskimi i książęty współzgromadzonymi przeciw Panu Bogu i przeciw pomazańcowi jego, wołali, nie wychodząc z kościołów, do władzce62 wojsk wszystkich: Excita Domine potentiam tuam, et veni ut salvos facias nos63 . Wzbudź Panie moc twoję, a przydź abyś nas wybawił.
W takim utrapieniu widząc cesarza chrześcijańskiego w Wiedniu z ostatkiem katolików między wnętrznymi64 zdrajcami zawartego, kto by był nazwał Wiedeń Bethulią65, cesarza Danielem66 między lwami, a jego wiernych gromadkę Zuzanną67 między dwoma w zawziętej niecnocie starcami, Frydrychem68 i Bethlem Gaborem69, niewiele by był tytułów słuszności pochybił, gdyż ratunku, prócz od Boga cudownego, nizkąd70 nie było.
To tylko samo nadzieję poniekąd czyniło, iż przyszedłszy pod Wiedeń, w tym się ogrodzie obozem położyli, gdzie pospolicie cesarze lwy i insze rzadko widane bestie dla uciech swoich chowywają. Z tego albowiem dobrowolnego, albo raczej od Boga sporządzonego ich zjednoczenia się mieszkaniem z bestiami, znak był i nadzieja, iż miał sam Pan Bóg wszechmogący z bestiami porównawszy, w moc i posłuszeństwo cesarzowi oddać, jako niegdy i one Adamowi.
Przyczyny, dla których by Bóg wszechmogący pod tym czasem kościół swój ś. i hetmana jemu na obronę danego cesarza chrześcijańskiego tak bardzo ucisnął, i tak się niebezpiecznie niepokalanej wierze powszechnej zachwiać dopuścił, między inszymi, samej tajemnicy boskiej wiadomymi, te są: Naprzód, aby obiecana opieka jego, defektu natenczas mocy i ratunku ludzkiego, wiernym Chrystusowym tym wdzięczniejsza, i do potwierdzenia w ufności potężniejsza była, a nieprzyjaciół wiary ś. i hardogłupie ich rozumki, aby tym bardziej zhańbiła, i obrzydliwość ich grzechu pokazawszy, do pokuty ich tym prędzej nagnała. Druga: aby tak prałaci kościoła Bożego, jako i monarchowie katoliccy państw doczesnych, takim uciskiem do serc przenikającym przestrzeżeni, na potem wszelkie kacerstwa zawczasu, póki się nie rozkrzewią, wykorzeniali. A na ostatek też pono71 i dla tego, aby się niesłychaną cierpliwością i łaskawością cesarza chrześcijańskiego drudzy monarchowie karali, a przeciwnikom kościoła Bożego i wiary ś., mając ich zmoc, jako cesarz swoim, nie folgowali. Bo cierpliwość, jako chwalebna jest o krzywdę swoję, tak o Bożą nagany godna.
Rozdział II. O tym kto zaciągał Eleary polskie na cesarską
W takim ucisku cesarskim, gdy na Boga samego przyszło ratować, mogąc rozmaicie, dlaczego ulubił sobie przez Eleary. — Jako sam Pan Bóg Eleary zaciągnął, którzy choć z odwag moskiewskich sławni nad inszego żołnierza, najpokorniejsi. — Jako korona polska ma za ten zaciąg dziękować. — Dla sławy narodu polskiego wszystkie insze pierwej zgromadził; gdy nic nie sprawiły, dopiero przez Eleary wszystko przywrócił. — Na potem ich biczem na kacerze uczynił. — Czemu listów przypowiednych72 z nieba nie mieli. — Zaciągi boskie iż niewidome, żadnych listów nie potrzebowali; bo przez się zaciąg boski Elearów jawny jest. Cnota wrodzona polskiego narodu. — Druga odpowiedź chciwym listów z nieba.
W ostatnim tedy ucisku, jak się pokazało, będącemu dla pomienionych przyczyn, acz przez krótki czas, cesarzowi chrześcijańskiemu, gdy na samego Boga przyszło dać ratunek oblubienicy swojej kościołowi ś., acz mógł, mając pełne niebiosa starowiecznego harcownika z diabłem, wypuścić którego z nich na syny73 jego, jako niegdy w starym zakonie czyniwał74; mógł z niebieskich szańców obłokami osypanych, strzelbę ognistych piorunów wypuścić; mógł ich rozstępnej ziemi jako Datana i Abirona75, rebelizantów Mojżeszowych, darować; mógł wodami jako Giganty76 zatopić, lubo wiatrami jako słomę po świecie roznieść, lubo ogniem jako Sodomczyki zapalić; mógł głodem, morem, języków i zmysłów pomięszaniem i rozlicznymi inszymi sposobami miecz gniewu swego na nie obrócić. Aby jednak wszechmocność jego pokazała się być mądrością przepleciona, raczył sobie obrać, aby słabością katolicką potęgę kacerską, głupstwem ich mądrość, a pokorą pychę, jako krwią diament skruszył i rozsypał.
Stąd samże Pan Bóg, na obronę pomazańca swego cesarza chrześcijańskiego w Wiedniu oblężonego, zaciągnął przez podanie do serca, a poselstwo Jerzego Humanajego77, męża niemniej żarliwością jako i urodzeniem wielkiego, w roku pańskim 1619, kozactwo polskie, które pospolicie Lisowczykami zwano. Któremu wojsku, acz się już ojczyzna zdumiewała, uważając jako świeżo było, w tak małej gromadzie, wszystkie moskiewskie ziemie, pełne żołnierza ojczystego, i ze wszech miar, jako pod czasem wojny, uzbrojone, z wielką odwagą wszerz i wzdłuż za dzielnomężnym wodzem Aleksandrem Lisowskim78, mężem jako ze wszech miar szczerowojennym, tak i wiecznej pamiątki godnym, przeszło, zamki i miasta na króla pana naszego Zygmunta III odbierając. Dla79 samego jednak kozackiego ich sposobu wojowania, świat ich między pospolitymi Kozakami, dla lekkości i nieużywania zbroi, za najpodlejszego, dla ślepo natarczywej rezolucji80 za najgłupszego, dla ustawicznej chętki wojowania i dobrowolnego się na nie natrącania za najpokorniejszego żołnierza poczyta; choć nimi Pan Bóg przeciwniki swoje, jakokolwiek najforemniejsze, najmędrsze i najgórniejsze, upokarza i tłumi.
W którym zaciągu boskim tego ludu z narodu polskiego, na obronę kościoła świętego i hetmana jego cesarza chrześcijańskiego, naprzód uważyć potrzeba osobliwą łaskę boską przeciw koronie polskiej81, iż nie inszym, prócz tym narodem, ulubił sobie na wieczną pamiątkę w chrześcijaństwie zbuntowane kacerstwa potłumić. W tym albowiem nic inszego się rozumieć nie może, tylko to, iż z osobliwej łaski swojej, naród polski pod boską łaskawą opieką jego wojujący, jako niegdy machabejski82, wszem narodom straszny raczył chcieć uczynić. Czego i sam czas potwierdza, przez to, iż nie wprzód był pomieniony boski zaciąg narodu polskiego, aż pierwej zgromadziwszy się na obronę cesarza chrześcijańskiego Hiszpanowie, Francuzowie, Włoszy83, Niemcy, Anglikowie, Charwatowie84, Węgrowie i wszelkie chrześcijańskie narody wojenne (w cale85 ich męstwo zachowując, gdyż nikt nie może nad boskie dopuszczenie), królestwo czeskie, Morawę i Szląsk86 skutecznie utracili; węgierskiego także królestwa, z przyległymi księstwy jego, już poniewoli odstąpiwszy, przed własnymi się Rakuzanami87 w Wiedniu zawarli, i bronić się według wyższego pokazania niedostateczni byli. Wtenczas dopiero Bóg wszechmogący z narodu polskiego Eleary zaciągnął, i nimi jako się niżej pokaże, moc swoję oświadczając, cesarza chrześcijańskiego wybawił, i wszystko, co przedtem jego było, onemu z tryumfami przywrócił.
Na ostatek, żeby się i tego na wzbudzenie do chwały Bożej nie opuściło, tak się Pan Bóg raczył wezbrać na sławę narodu polskiego, iż gdy znowu po tym wszystkim uporu swego pokrzepiać chcieli, nikim inszym, tylko tym narodem złość ich zawsze potłumiał, a potęgę rozgramiał. Za co jego najświętszemu majestatowi niech będzie wieczna cześć i chwała.
Ale może sobie niekto pomyślić: skąd taka śmiałość twierdzić, iż to wojsko sam Pan Bóg na cesarską zaciągnął, ponieważ nikt listów przypowiednych z datą w niebie nie widział. Na to łatwa odpowiedź. Izaż88 nie jawny jest wszemu chrześcijaństwu boski zaciąg narodu ludzkiego do żywota wiecznego? w którym żaden zapłaty dojść nie może, prócz zwycięzce nad diabłem, ciałem i światem. Nad którą wojnę nie masz89 trudniejszej. A przecie na nię żadnych takowych listów nigdy nie było, ale tylko same słowa Pana Chrystusowe, iż żaden nie przychodzi do mnie, jeno kogo Ojciec zaciągnie, doskonałe świadectwo dawały, iż ktokolwiek się porwał iść za Chrystusem, od Boga Ojca był zaciągniony. Niewidome90 tedy są zaciągi boskie, i nie za ręce ale za serce. Jeżeli tedy na te trudniejsze oraz trzy ekspedycje dość były i są niewidome listy na sercach wiernych napisane, daleko więcej ta jedna, przeciw kacerzom, żadnych listów przypowiednych nie potrzebowała, ale z tego samego dosyć widomo jest, iż żaden naród z własnej chętki swej nie szedł bronić kościoła Bożego i cesarza chrześcijańskiego, prócz samego polskiego. Wszyscy albowiem mieli pany swoje, i żołdy od nich obiecane, prócz tego, które z samej wrodzonej chęci a żarliwości o wiarę ś., nie zaciągnione, o swej kopie91, dla samej tylko przysługi Panu Bogu, a na tym świecie nieśmiertelnej sławy poszło, i jako się niżej pokaże, niewymownych męstw dokazowalo.
Kto by też chciał wątpić, iż jaka prywata naród polski podobno uwodziła, a nie tylko sama żarliwość, a miłość sławy, niech uważy, iż wszystkie narody insze, nie tylko pobliższe, jako bawarski, saski, etc., ale nawet i dalekie, jako hiszpański, cesarzowi przeciw heretykom pomógłszy, cokolwiek im wzięli, sami trzymają. A cny animusz polski, najwięcej niż kto uczyniwszy, choć nie tylko przyległość sąsiedztwa z Szląskiem92, ale nawet i prawo do niego mający, takowego nic nigdy ani kusił, ale z szczerowiernej miłości chrześcijańskiej cesarzowi pomógłszy (pod tym czasem, gdy nieborak co musiał, to rad czynił, byle się jeno93 nieprzyjaciel nie cieszył), żadnego ujemku państw jego nie domagał się. Skądby tedy inąd, mimo zaciąg boski, takie odwagi to wojsko czynić miało, których bez pomocy Ducha ś. według nauki kościoła powszechnego, aniby było pomyślić mogło. Kto mędrszy, możeli94, niech zgadnie.
Już tedy jawno jest, iż sam Pan Bóg to wojsko na cesarską dla obrony kościoła swego ś. zaciągnął. Komu by jednak nie dość na pomienionych racjach, ma wiedzieć, iż Pan Bóg nie ma kancelarii żadnej, bo wszelkie rzeczy za najmniejszym znakiem woli jego ś. nierównie ją doskonalej wyrażają, aniżeli nasze litery. Sam też na inszych materiach prócz serc ludzkich rzadko pisuje, i to gdy się trafi, tedy zawsze nie piórkiem, ale palcem; jako świadczą tablice Mojżeszowe, Baltazarowa95 ściana, etc. Jeżeli tedy tak różne jest niebieskie od ziemskiego pisanie, pewnie i litery musiały być jakieś bardzo dziwne, ni twoje żydowskie. Zaczem jeśli mało Polaków albo ledwie kto umie po żydowsku, daleko więcej po niebiesku, pewnie by nikt nie przeczytał. Dla tegoż Pan Bóg, który nic nie czyni nadaremno, nie przysłał listów oczywistych, które by się, nieznajome96, na nic były nie przydały.
Rozdział III. O tytule tego wojska, to jest dlaczego się Elearami97 zowią
Lisowczycy, Boga za hetmana otrzymawszy, nowo przezwani być muszą. Kiedy stracili tytuł Lisowczyków, choćby się mogli rozmaicie nazwać, najsłuszniej Elearami. — Elu iaro98 słowo węgierskie, dlaczego odmienione. — Elear więcej waży niż Eluiaro. — Elearowie jeszcze za Dawida ś. bywali. Lisowczycy od swych wodzów zawsze zwani, w zaciągu boskim od Elohim99 hetmana swego Elearowie mają być zwani, po które słowo do Węgier sobie chodzili. — Teraz Elearowie. Choćby kto inaczej chciał mówić, cokolwiek rzekłszy wszystko na sławę Lisowczyków, oni taki przecie Elearowie.
Pokazawszy jako wojsko polskie kozackie, które od wodza ich Lisowskim zwano, po utraceniu wiecznej pamiątki godnego pułkownika Aleksandra Lisowskiego, wróciwszy się z Moskwy czołem już niezwyciężonemu królowi panu naszemu Zygmuntowi III bijącej i posłuszeństwo oddającej, nowego hetmana nieporównanie lepszego, to jest Boga samego z łaski jego ś. otrzymało; iż zatem i nowego tytułu albo przezwiska nabyć musiało, sam rozum pokazuje.
Jakoby tedy miało być nazwane to wojsko Lisowskie, a od tego już czasu, to jest w roku pańskim 1619, Boże, iż sam Pan Bóg wieloimienny, jako im oczywistych listów z nieba (dla wyżej pomienionych w przeszłym rozdziale przyczyn) nie posyłał, tak i przezwiska ich z obłoków nie obwołał, ale rozumowi mądrych ludzi, a ich odwag (na pociechę kościoła Bożego, a sławę narodu polskiego) wdzięcznych, zostawić raczył, aby uważając, gdzie to wojsko, kiedy i jako obracać raczył, z tych cyrkumstacyj100 tytuł im (jako ludowi Bożemu służący) wynaleźli.
Acz by się tedy mogło te niegdy Lisowczyki, między inszymi przezwiskami nazwać Izraelczykami lub Machabejczykami Nowego Testamentu; bo każdy widzi, jako dawno, pilno i statecznie szukają po świecie ziemi obiecanej, a Pan Bóg sam chodzi przed nimi jako niegdy przed Żydami w obłoku; jednakże aby raczej Elearami polskimi byli zwani, sam tytuł hetmański, przy tym miejsce i skutek zaciągu ich, a na ostatek i samo przyrodzenie ich, odwagi i powinności jawnie pokazują.
Co aby się lepiej zrozumiało, uważyć potrzeba, iż język nasz polski, między inszymi tytułami, które się więc żołnierzowi staremu, męstwem i sercem doświadczonemu dawają, ma słowo Elear od Węgrów wzięte, u których Elu iaro znaczy się wprzód idący, i dla tegoż wprzód następującego harcownika101 Eluiarem. Z tego tedy Elu iaro węgierskiego uczynili sobie Polacy Elear. A to albo dla większej (lubo to z przyrodzenia albo ćwiczenia) sposobności narodu polskiego do łacińskich aniżeli węgierskich słów wymawiania; albo raczej namyślnie tak odmienili, na pokazanie, albo wyrażenie, iż polski wprzód harcownik ma coś nad węgierskiego. Z łacińskiego albowiem języka wywodząc Elear, znaczy się electus armiger, to jest, wybrany, wprzód oręże noszący. Tak, iż w cale zostawa władza słowa elu iaro w samym armiger, bo jeszcze za Dawida ś. wprzód zawsze armigeri chadzali; stądże i o Goliacie mówi pismo ś.: Et armiger eius antecedebat eum. Ale nadto przez Ele wyraża się102, iż tacy wojenni herstowie polscy są electi, to jest wybrani, albo na wybór mężowie, coś więcej niż Węgrowie.
Aby tedy każdy widział, jakoby to słowo Elear dzielnomężnemu wojsku niegdy Lisowskiemu służyło, najprzód niech uważy, iż wszelkie wojsko, a osobliwie to, zawsze od wodzów przezwiska swoje miewało; tak iż ich nie tylko naprzód pospolicie od Lisowskiego Lisowczykami zwano, ale nawet i w tym już boskim przeciw kacerzom zaciągu, niektórzy ich mniemali być od Rusinowskiego103 Rusinowczykami, jako i po dziś dzień od Strojnowskiego104 Strojnowczykami etc.
Jeżeli tedy od ludzi, pod których regimentem105 bywali, zawsze przezwiska swoje miewali, daleko więcej teraz (jak się w przeszłym rozdziale pokazało) Boga samego za hetmana mając, nie mieliby być imieniem jego ś. pieczętowani? I owszem tym bardziej. Iż tedy między przenajświętszemi imiony boskimi, najprzedniejsze jest Elohim, co się znaczy według języka łacińskiego, acz żydowskie jest, Eligens hominem, to jest obierający człowieka, a ten lud Lisowski (jako przeszły rozdział świadczy) raczył sobie obrać między wszystkim chrześcijaństwem, z narodu polskiego, na obronę kościoła swego świętego, tedy od Elohim Eloharowie, albo dla zwyczajniejszego pospólstwu wymówienia Elearowie, jakoby boscy wojennicy, albo od Boga wybrani, mają być zwani.
Nadto rzecz uważania godna, iż zaraz po tym zaciągu boskim naprzód poszli do Węgier po to słowo (jak się wyżej rzekło) węgierskie; a poszli wprzód niż ktokolwiek inszy z narodu polskiego, na posługę cesarza chrześcijańskiego. Zaczem gdy się wracali zwęgrzawszy, albo raczej Węgrów nagrzawszy, choćby kto był nie wiedział, iż im to sam Bóg rozkazał, taki przecie inaczej by ich był według słuszności nie mógł nazwać, tylko Elujarowie, albo raczej coś nad nich: Elearowie, bo im usiedli na głowie.
Zawierając tedy, iż oni niegdy Lisowczykowie teraz są Elearowie, to jest wybrani wprzód oręże nosić, jakoby orężem wyborny ochotnik, a to z rozsądku Boga samego hetmana ich, jako najświętsze imię jego Elohim potwierdza. Nie wadzi tu wczas zabieżeć106, jeżeliby kto chciał rzec, iż wprawdzie według takiego wykładu słowa Elear, to jest electus armiger107 , to wszystko ujdzie, ale to słowo może mieć jaką inszą etymologią do tego sensu mniej służącą. Na to odpowiedź: iż mówić się tak może, ale dowieść trudno; bo cokolwiek by tu kto inszych wykładów tego słowa przyniósł, pewnie się w tym pierwszym jak we młynie zmielą. Bowiem choćby kto chciał rzec, że to słowo Elear brzmi jakoby electus armis108 , to jest wyborny orężem, to jeśli co, służy Lisowczykowi, bo u niego koń i broń na wybór. Jeśli electus ad arma109 to jest wybrany do oręża, i to pewnie Lisowczyk, bo się każdy z nich Bogu ofiarował do śmierci nie orać. Jeśli electae armaturae vir110 , to jest wybornego uzbrojenia mąż, i to Lisowczyk, bo już wszystko prawie chrześcijaństwo, na przykład tego wojska, ich sposobami uchwala sobie lekko wojować. Jeśli electus a robore vel re ipsa111 , to jest wyborny siłą albo rzeczą samą, i to Lisowczyka znaczy, bo temu bez pochlebstwa samę prawdę przyznawszy, rzecz sama wybornym go pokazuje. Jeśli electus a ratione112 , to jest wybrany z rozumu albo rozsądku, i to się Lisowczykowi przyznać musi, boż to rozumu nad inszych mieli brodzić po nieznajomym świecie i przedziwnych męstw na cześć Bogu, co się drugim nie zeszło, nad kacerzami dokazować. Jeżeli electus ante robustos113 , to jest wybrany przed silnymi, i to pewnie Lisowczyk, bo ci przed żelaznymi wojski114 cesarskimi zawsze wprzód chodzili. Jeżeli na ostatek electus ad resistendum115 , albo ruinandum116 , lubo rectificandum117 , albo regnandum118 , to jest wybrany do oparcia się, albo do wywrócenia, lubo do prostowania, albo królowania, lubo jakokolwiek inaczej, jawna jest, iż się nikt nie oparł we zły czas cesarski, jeno Lisowczyk; nikt z gruntu fabryk kacerskich lepiej nie wywraca jako Lisowczyk, nikt lepiej krzywowiernych animuszów poddanych cesarskich nie prostuje jako Lisowczyk, i nikt w językach wszystkiego chrześcijaństwa tymi laty z różnych zwycięstw tryumfami nie króluje, jako Lisowczyk. Owo zgoła niech kto mówi co, i jako chce, przecie Lisowczyk (jako się na początku pokazało) jest Elear prawdziwy i tak ma być zwany.
Rozdział IV. O męstwach Elearów polskich w Węgrzech pokazanych
Dlaczego Elearowie do Węgier poszli, o którym czasie, pod którym pułkownikiem walną potrzebę119 pod Humiennem120 mieli, 7345 Węgrów zbili. Stamtąd szedłszy ku Wiedniowi, w Myśli121 pod Koszycami122 fakcje. Pułkownika odmienili, wojsko rozerwali, przez którą niezgodę wojsko słabsze musiało nazad do Polski.
Nowo tedy jako zaciągnieni tak i przeważni123 Elearowie polscy na ratunek cesarza chrześcijańskiego Ferdynanda wtórego124 (w ten sposób, aby byli nieprzyjacielowi około Wiednia na dobywanie go leżącemu szyki popsowali) naprzód poszli do Węgier, i tam niesłychaną rezolucją swoją Węgrom na kark nastąpiwszy, Bethlehem Gabora125 tejże jamy węża, a przy nim i inszych wszystkich kacerzów odwabili. Bo gdy Jerzy Humanai126, człowiek w królestwie węgierskim wielki, w roku pańskim 1619, około ś. Marcina, imieniem pomienionego cesarza chrześcijańskiego (więcej o wiarę ś. i kościół Boży niż o swoję krzywdę przeciw zdradliwym poddanym swym wojującego) zaciągnął to wojsko pod Braiłowem, zaraz poszli spod Braiłowa do Węgier, pod regimentem pierwszego w tym zaciągu boskim mężnorycerskiego pułkownika elearskiego Balenta127 Rogawskiego.
W Węgrzech tedy gęstodymnymi ogniami, a często krwawym mieczem nikomu nie folgującym, nieprzyjaciela cesarskiego spod Wiednia odwabiając, gdy pod Humienne przyszli, a wojsko tam przeciw sobie gotowe znaleźli, naprzód Kleczkowski128 i Rusinowski129 z chorągwiami swymi (ludzie w tym wojsku tak znaczni, iż potem, jako się niżej pokaże, pułkownikami obadwa byli) harcownym wstępem tak się Węgrom naprzykrzyli, iż na ostatek samo ich wojsko musiało harcownika130 swego posiłkować; do którego gdy też wszystko prawie wojsko Elearów polskich (prócz posiłków) mężnie skoczyło, za pomocą Bożą tak dobrze na Węgrach jechali, iż ich 7845 na placu zostało, choć wszystkiego wojska polskiego nie było in summa131 , tylko jak się zrazu rzekło 2200 koni. Tę pierwszą w Węgrzech sztukę Elearów polskich po dziś dzień poświadczają mogiły po górach i pagórkach około Humiennego, nad trupem węgierskim gęsto sypane.
W którym dokazowaniu z wojska Elearów polskich zginął dzielny strażnik Stanisław Krupka, towarzystwa kilka, i czeladzi do 30. Zaczem tamże zaraz Stanisława Strojnowskiego132 rotmistrza, tak dla rycerskiej dzielności, jako też języka węgierskiego umiejętności, i tamtych krajów świadomości, strażnikiem obrano.
Spod Humiennego tedy z tryumfami odszedłszy, poszli pod Michałowce133, gdzie się było szlachty niemało i kilkaset piechoty zawarło. Która iż się dobrowolnie poddała, baczni Elearowie łaskawie się z nimi obszedłszy, poszli ku Wiedniowi przez Bodrok134 i Topię aż do Myśli135, dwie mili136 od Koszyc, wszystko wszędy ogniem a mieczem znosząc.
Tu czart przeklęty, obawiając się, aby nie znieśli137 wszystkich przeciwników wiary ś. kościoła Bożego i obrońcy jego cesarza chrześcijańskiego, a wiedząc, iż jako wszelka rzeczpospolita, tak i wojska potężne niczym bardziej nie słabieją, jako wnętrzną niezgodą, wrzucił taką kość jakichsi fakcyj138 między wojsko, aż przyszło do tego, że pułkownika swego Balenta Rogawskiego, choć dobrze zasłużonego i szczęśliwego, zrucili139, a jego m. p. Adama Lipskiego za hetmana przyjęli. W czym nic by jeszcze było wojsko nie szwankowało, jako na człowieku osobliwej mądrodzielności, i owszem, jeszcze by podobno tym potężniej mogło było postępować. Ale to samo przyczyną wszego złego było, iż się zaraz na cztery pułki wojsko rozerwało, tak iż niektóre chorągwie trzymały się przecie zrzuconego pułkownika Balenta140 Rogawskiego, niektóre zaś Jarosza Kleczkowskiego141 za pułkownika mieć chciały, drugie Stanisława Jędrzejowskiego, a drugie Idziego Kalinowskiego142.
Za którym rozerwaniem i wnętrznemi niezgodami wojsko poczęło słabieć143; przez to gdy jeden co chciał począć, drugi (nie słuchając pomienionego144 hetmana swego) nie chciał mu pomóc. Zaczem widząc, iż Jerzy Rakocy145 z wielkim wojskiem na odpór następował, a zwycięstwa sobie nad nim, dla takowej wnętrznej niezgody, nie obiecując, obróciło się wojsko nazad146 ku Polsce przez Tatry. Z których wyszedłszy, zaraz każdy w swą gdy poszedł gdzie kto chciał, siła147 się wojska rozerwało, a ostatek na Stropki148 do Krosna wyszło.
Rozdział V. O wielkości przysługi Elearów polskich cesarzowi przez wpadnienie do Węgier
W Węgrzech cztery niedziele149 byli. Gdy nowina pod Wiedeń przyszła, tejże nocy nieprzyjaciel uciekł. Ten odwab150 wielka przysługa, nie ma porównania.
Rzecz wiecznego opłakania godna, iż wtenczas diabeł niezgodami wnętrznymi151 przeszkodził do postępku Elearów polskich w męstwach i odwagach, które czynili w Węgrzech; to jest: iż z tą poczętą rezolucją152 wężykiem węgierską ziemię jako moskiewską obszedłszy, we krwi rebelizantów nie pobrodzili, idąc aż pod sam Wiedeń. Ale jednak i za to, co w Węgrzech tylko przez cztery niedziele mężnie porobili, jest za co Panu Bogu wiecznie dziękować. Gdy albowiem właśnie w wieczór przed tym dniem, w który już mieli kacerze wszystką mocą do Wiednia szturmować, cesarza dobywajac, wiadomość przyszła do nich, iż 60,000 Polaków (tak się ich wiele Węgrom od strachu ze 2200 zdało) wpadłszy do Węgier, ziemię ogniem i mieczem ku Wiedniowi przechodzą, tejże nocy zaniechawszy szturmowania, wszyscy sromotnie uciekli. I gdy za nimi groff Dampir153, przezacnej pamięci w chrześcijaństwie hetman polny cesarski, gonił, siła154 trupa tak węgierskiego, jako też czeskiego i morawskiego porzucili.
Którym odwabem rebelizantów od Wiednia, duszę w cesarza chrześcijańskiego w poły prawie martwego nazad155 przywoławszy, jaką by posługę wszystkiemu chrześcijaństwu uczynili, wymówić się nie może. Zaczem życzliwemu każdego uważaniu zostawując, na tym niech dość będzie, iż jako nigdy przedtem cesarz chrześcijański Ferdynand II nie był i dali Bóg156 już więcej nigdy nie będzie w takim niebezpieczeństwie, tak ani oni sami potem, wszystkimi swymi odwagami, ani żaden inszy naród, tak przedtem jako i potem, takiej przysługi ani uczynił, ani na potem będzie mógł kiedy uczynić.
Rozdział VI. O postępku Elearów w przysługach cesarzowi po wyjściu z Węgier, i o wybraniu na pułkownictwo Hieronima Kleczkowskiego
Po żniwie rebelizantów węgierskich wrócili się do Polski. Leniwy odpór Gaborów157. Gdy już około Krosna odpoczywali, Kleczkowskiego pułkownikiem obrali, 1620 do Wiednia poszli.
Po tej przezacnej przysłudze cesarzowi chrześcijańskiemu, iż męstwy158 swymi w Węgrzech dokazanymi nieprzyjaciela spod Wiednia odwabili, i onego wzajemne niechęci (przeto iż wojska Frydrychowe nie chciały iść do Węgier z Bethlehem Gaborem na odpór Polakom) wprowadzili, zaczem też i cesarza chrześcijańskiego za darem Bożym oswobodzili. Wyszedłszy z Węgier do Krosna na dwie niedzieli159 przed Bożym Narodzeniem, w tymże roku 1619 tam ostatek żołdu od Humanajego za ciężkie w Węgrzech dniem i nocą prace otrzymali. A Bethlehem Gabor w dawania odporu Polakom, dla160 niepomnożenia161 Frydrychowego, sam też bardzo niechętny, aż pod tym dopiero czasem, gdy już Elearowie w Krośnie pieniądze liczyli, przyszedł do Koszyc.
Cni tedy Elearowie kilka niedziel, acz i dla odpoczynku, ale więcej dla zgromadzenia tych, których były fakcje162 pod Koszycami oderwały, około Krosna poleżawszy, za darem Bożym niemal wszyscy, nie tylko osobami, ale i spólnymi afektami znowu zgromadzeni, w Żmigrodzie koło generalne mieli, na którym zgodnie Jarosza Kleczkowskiego163, męża osobliwej roztropności i rzadko widzianej dzielności, z dawna zawsze doznanego164, za pułkownika obrali; a potem na drugiem kole generalnym w Bochni, dla nowo przymięszanych uczynionym, znowu go potwierdzili i posłuszeństwo mu wszyscy przyobiecali. Tamże urzędniki wojskowe165 obrawszy, a rotmistrze166 rozporządziwszy, i artykuły dla karności wojskowej uchwaliwszy, nazajutrz po Gromnicach167 w roku pańskim 1620, około Będzina i Siewiera za granicę wyszedłszy, wprost poszli do Wiednia na oświadczenie gotowości swojej na posługę cesarza chrześcijańskiego.
Rozdział VII. O przyjściu Elearów polskich pod Wiedeń, tryumfach i witaniu cesarza
Pod Wiedniem za 5 dni stanęli, w Wiedniu trwogę uczynili, 9 Febr.168 posły wyprawili. Posłowie podejrzani, nie zaraz wpuszczeni, z wielką radością przyjęci. Nazajutrz hetman, do wojska przyjechawszy w poselstwie, kwarter169 naznaczył, starszyznę do Wiednia odwabił, zaczem kwarter ogołocony.
W dzień tedy niedzielny, to jest nazajutrz po Gromnicach, za granicę wyszedłszy, a około Bytomia i tarnowskich gór w pierwszych zagranicznych miasteczkach przenoclegowawszy, w tymże tygodniu w dzień piątkowy rano pod Wiedniem stanęli. Którym tak nagle niespodziewanym przyjściem nie mniejszą trwogę w Wiedniu na dworze i w wojskach cesarskich uczynili, jako i w przejściu u wszelakich rebelizantów, których zły afekt przeciw cesarzowi zrozumiawszy, tak głęboko, choć naprędce upokorzyli, iż na wieki pamiętać muszą.
Gdy tedy nazajutrz w dzień sobotny wszystkie prawie wojska cesarskie w sprawie170 około Wiednia stały, samo też miasto wszystko171 do obrony gotowe było, przyjechali posłowie od wojska pod Wiedeń, prosząc o przepuszczenie do cesarza z poselstwem od wojska polskiego. Niepodobne172 zdało się Niemcom zrazu tak nagłe przyjście wojska polskiego, którego by nie miała była przynajmniej posta z nowiną uprzedzić. Zaczem rozumiejąc, iż to zdradliwe poselstwo było od Węgrów Bethlehem Gaborowych, Polakami się czyniących, nie zaraz ich wpuszczono. Tak że od pół do południa aż do nocy czekać musieli. Zrozumiawszy jednak, iż po prawdzie Polacy byli, z godzinę w noc z taką radością przyjęci byli, iż wszystek Wiedeń dla gęstych ogniów zdał się być niebem gwiazdogęstym i wierni cesarscy znowu narodzonymi, a działa, z których całą noc na tryumf palono, echa cesarskiej radości po górach okolicznych roznosiły.
Nazajutrz w dzień niedzielny, za wczorajszą pociechę Panu Bogu dziękując, Te Deum laudamus173 po wszystkich kościołach śpiewano, a hrabia de Tampyr174 (albo jak się pospolicie mówi Dampire) polny hetman cesarski z posłami do wojska przyjechał. Którym wdzięczność cesarza jego m. z przyjścia ich ofiarując, gdy świetne wojsko w polu uszykowane obaczył, z wielkiej radości wojsko zaraz pod Encersdorf175 obróciwszy, i wszelkimi dostatkami opatrzywszy, starszyznę wszystkę, to jest pułkownika i wszystkich rotmistrzów z sobą do Wiednia na witanie majestatu jego cesarskiej mości odwabił. Za którymi co żywo dla potrzebek swoich do Wiednia odjechało, tak iż prócz ciurów176, jedno177 dwaj rotmistrze, a pod chorągwiami ledwie po kilku towarzystwa zostało. Tegoż tedy dnia pomieniony pułkownik z rotmistrzami swymi audiencją178 mając, wojska imieniem wszystkiego cesarza witał.
Rozdział VIII. Jako Pan Bóg przerwał tryumfy cesarskie z przyjścia Elearów
Elearowie rozgromieni, bez wielkiej szkody prędko się zgromadzili, nieprzyjaciela gonili. Rzecz dziwna. Nowina pogromu do czego podobna. Heretycy za ten pogrom śpiewali Te Daemonem laudamus179 . Odmiana złej nowiny więźniami potwierdzona gdy przyszła przed cesarza, weselsza niż pierwsza. Żałosnych kacerzów opinia o Elearach.
Pod tym czasem, gdy pomieniony pułkownik w Wiedniu z rotmistrzami swymi po przywitaniu cesarza jego mości tryumfowali, towarzystwo też niemal wszystko z Wiedniem się oznawało, a ci, co w kwarterze zostali, wszyscy prze zdrowie cesarskie pełnili180 — chcąc Pan Bóg wszechmogący pokazać, iż za ich przyjściem wszystko się miało pomięszać, a zachwianie się kościoła Bożego na mały czas dopuszczone nagle miało ustać, raczył przepuścić, iż tejże nocy Stamfol, pułkownik Frydrychów181, ze 6000 wojska o północy na pijanych napadłszy, kwarter w kilkorę182 zapalił, a zatem i wojsko rozgromił.
W którym okrutnym pogromie iż nie zginęło tylko183 strażnik przezwiskiem Ruffin, z towarzyszów 2, pacholików 13, a ciurów184 do 20, naprzód Panu Bogu podziękowawszy, rzecz też uważenia godna, jako to wojsko, a co większa i ciurowie jego, tak roztropni są ludzie czasu potrzeby, iż co w kwarterze dopijając ledwie jeden drugiego widział, skoro ich (języka niewiadomych, pól i lasów nieświadomych) o północy tak rozgromiono, aż się drugi ledwie w kilka mil oparł, wnet potem godzina albo dwie na dzień, wszyscy się nie inaczej pewnie tylko węchem zgromadzili, i nieprzyjaciela gonili, i więźniów lepszych dostali niż zgubili.
Przy tym i stąd rzecz godna uważyć, jako Pan Róg najmniejszej dusze185 ludzkiej z tego wojska Elearów przedziwnym jest opiekunem. Pod czasem tego pogromu, gdy co żywo najwięcej się ich przez Dunaj ku Wiedniowi aż do pierwszej wyspy darło, szynkarka jedna w połogu, albo raczej w niepokoju leżąca, wpadłszy na bachmata186 z dzieciątkiem (któremu dopiero trzy dni było) i z ośmiąset talarów bitych, Dunaj szczęśliwie przepłynęła. Której przedziwnej łasce Bożej tak się wszystek Wiedeń dziwował, iż wiele znacznych pań starały się potem widzieć tę niebogę przestraszoną.
Ten pogrom tak dziwno różne odmiany w Wiednia porobił, iż się właśnie wichrowatemu zaćmieniu w jasny dzień nagle przypadłemu, i prędko mijającemu, najraźniej mógł przyrównać. Bo jako wesoło jasny dzień wichrowate zaćmienie nastąpieniem swym wszelką rzecz czystego a jasnego oka (Boga z jasności słonecznej wesoło chwalącą) zasmuconą rozpędza i trapi, a sowy, nietoperze i insze plugastwa nocne uwesela, tak zaś odstąpieniem swym wszystko do pierwszego stanu przywraca. Tym właśnie sposobem przedziwnie wesołego cesarza chrześcijańskiego, i wszystkie z nim katoliki, z przyjścia jasno świetnego wojska Elearów polskich, ten pogrom (gdy nazajutrz rano przyszła nowina, iż wszystkie Polaki na głowę zbito) tak zasmucił, iż prawie wszystkę radość cesarską w żal, pociechy w smutek, a tryumfy w lament obrócił; heretyki zaś przeciwnym obyczajem187 utrapione tak rozweselił, iż co przedtem nie mogąc na Eleary patrzyć, po domach jako w jamach siedzieli, skoro za tą nowiną z wiedeńskich się ulic Elearowie na posiłek wysypali, dopiero też oni jak nietoperze albo sowy z jam się ukazawszy, swoje Te Daemonem laudamus188 jeden do drugiego szeptali.
Niedługo jednak ta burza trwała, bo skoro żałosny pułkownik ze wszystkimi swymi i polnym hetmanem cesarskim groffem Dampirem, z Wiednia się do wojska co prędzej wybrali, zaraz na mostach zabiegł im rotmistrz Stanisław Strojnowski, na ten czas lokotenent189 pułkowniczy, oznajmując: iż choć okrutnie (dla niespodziewania się niebezpieczeństwa, dla niewiadomości o wojskach nieprzyjacielskich pobliżu) z kwarterem zapaleni, a potem i w rozsypkę rozgromieni byli, prędko jednak do sprawy przyszedłszy, w pogonią zaraz za nieprzyjacielem niemało ochotnika poszło. Czego potwierdzając, Stamfla młodszego, rodzonego brata tego, co na nich uderzył, w odpieraniu nawalności na kwarter (gdy samże pomieniony Strojnowski z kilkadziesiąt koni wsparł był kilka chorągwi) pojmanego, tamże między inszymi więźniami oddał.
Zaczem wesołą nowiną odżywiony pułkownik, odesławszy rotmistrze z inszymi, co się z Wiedniem oznawali do wojska, a ruszyć się pomienionemu lokotenentowi swemu Stanisławowi Strojnowskiemu do Encersdorfa (koło którego miasteczka był pogrom) za ordynacją Dampirową rozkazawszy, sam się co prędzej z Dampirem do smutnego cesarza z wesołą nowiną wrócił, oznajmując, iż po tak srogim pogromie tylko strażnika a dwu z towarzystwa, pacholików też 13, a ciurów do 20 niedostawało190, a wojsko wszystko zgromadzone, ochotnika zaraz w pogonią po zdrajcach wyprawili.
Ta tedy nowina, oddaniem cesarzowi świeżo pomienionych więźniów potwierdzona, daleko mu jeszcze większą pociechę i wesele, także i wszystkim katolikom, niż pierwej sprawiła. Heretykom zaś rany świeżego żalu, przez zgubienie nowo niepotrzebnej pociechy, tym z większą boleścią serdeczną ponowiła. Bo jako cesarz jego m. jeżeli z przyścia191 Elearów wesoły był i tryumfował, dla192 samej tylko nadziei o niezwyciężności tego rycerstwa, daleko więcej weselszy być musiał, skutkiem już doznawszy szczęścia ich, iż w takim niespodziewanym pogromie takiego więźnia między inszymi dostawszy, a potem choć rozproszeni, taki oni przecie żyjąc, goniąc i bijąc, nigdy zwyciężeni być nie mogą. Tak i heretycki smutek z przyścia Elearów do cesarza musiał się przedtem jakokolwiek mitygować tą nadzieją, iż ich większa liczba rebelizantów193, łacno194 znieść mieli; ale gdy po niepotrzebnie wesołej nowinie o nich, jakoby ich miano zbić na głowę i żadnego nie upuścić, znowu w kilka godzin usłyszeli, iż ich ani ogień w kwarterze nie mógł wypalić, ani miecz wybić, ani głęboki Dunaj wytopić, ale owszem to wszystko oraz195 tak małą szkodę uczyniło, iż choć przegrawając196, więźnie chwytają, i prędko znowu zgromadzeni, nieprzyjaciela gonią i biją: dopieroż potem smutek i żałość ich tym większa nastąpiła. Bo od tego czasu rozumieli a nawet i w głos mawiali, iż choć ich nieraz pozabijamy, znowu zmartwychwstaną, zaczem szkoda ich drażnić; bo lubo przegrawają, to przecie imając, wiążąc i bijąc; lubo wygrawają, to jeszcze gorzej. Sgola hiako tiabel ślego, fobadfa stron rogatego197 .
Rozdział IX. O popisie Elearów, przyściu198 do obozu i śmierci ich pułkownika
Winszowanie cesarskie. Popis Elearów. Przyście do obozu. Pierwsza czata pułkownika. Daremne obozu pod Hornę przyście. Kleczkowskiego zabito, którego w Kremzie pochowano.
Po nowej recydywie199 cesarskiego wesela, stąd iż tak srogie ochynienie się200 wojska Elearów (aż się i sam zamącony Dunaj kilka dni dziwował), im jakoby nic, za jakieś igrzysko szczęśliwie uszło, tym w większym koncepcie201 u cesarza zostali. Zaczem zaraz nazajutrz po tej nowinie groffa Dampira hetmana polnego od cesarza jego m. z winszowaniem szczęśliwego ochronienia się wojskowego w Encersdorfie wesoło przywitali.
Tamże tedy pana Cybulskiego strażnikiem na miejsce nieboszczyka Ruffina obrawszy, wojsko się na polach encersdorfskich monstrowało202, których dzielną w rzeczach rycerskich sprawność i gotowożartką na posługi cesarskie ochotę wielą znaków męstwa od wielu pokazanych ozdobną, nie bez wielkiej pociechy swej obaczywszy, tegoż dnia ich popisował203; a po popisie tamże też zaraz pieniądze dawano.
Popisane tedy wojsko skoro pieniądze odebrało, naprzód pod Kremzę do obozu ruszono, pod którą kilka dni leżąc, stamtąd sam pułkownik wziąwszy z sobą Łagiewnickiego chorągiew i po dziesięć koni spod drugich chorągwi, poszedł na czatę; na której kwarter204 jeden nieprzyjacielski, w którym było 500 rajtarów205 i 600 piechoty zapaliwszy, zbił wszystkich na głowę, i chorągwie trzy piesze a jednę rajtarską zdobył.
Tym szczęściem rozruchany206 hetman cesarski ruszył się z obozem pod Hornę, gdzie groff z Turna207 z wojskiem obronnie leżał. Pod którym miastem, gdy we wstępną środę chcieli szczęścia próbować, część dla defektu208 dobrego miejsca, część też dla niepotęgi (bo nie było tylko 7000 wszystkiego wojska) nic nie skorzyściwszy, ruszył się hetman nazad209 z obozem pod Kremzę i tam kilka niedziel210 leżał.
W tym nierozważnym chodzeniu na popielec pod Hornę zabito z Elearów kilka towarzystwa, także i czeladzi z dział hornskich. A co najżałośniejsza, iż i serdecznego pułkownika Hieronima Kleczkowskiego, gdy do tych, co z miasta wyszli, na harc wyjechał, któryś z zasadzonych strzelców z ptaszej go rusznice zabił. Ciało jego sumptem cesarskim z przedziwnymi pompami w Kremzie pochowane było, na którym (dla oświadczenia niewymownego żalu cesarskiego z śmierci tego człowieka) był komisarz cesarską osobę zasiadający, hetmanowie także obadwaj wielki i polny, to jest groffowie Bucquoi211 i Dampir, i wszystkich wojsk cesarskich dygnitarze albo urzędnicy.
Rozdział X. O obraniu trzeciego pułkownika Elearów polskich i o znacznym zwycięstwie pod Horną i Prohacicami
Nowy pułkownik Rusinowski212. Elearowie czatami sławni; języków dostawali; czatami wojska zwaśnili. W kwietną niedzielę213 bitwa pod Horną, zwycięstwo sławne; 370 groffów zginęło. Hornę wziąwszy, Prohacice214 szturmem zdobyte, okrutnie wysieczone.
Po zgubieniu we wstępną środę wtórego pułkownika Elearów polskich, zaraz tamże w następny piątek, to jest 6 Martii215 1620, nie czekając pomienionego w przeszłym rozdziale pogrzebu w Kremzie, obrali sobie Elearowie według zwyczaju swego, na samę216 tylko mężnorycerską dzielność wzgląd mając, Stanisława Rusinowskiego, rotmistrza z dawna sławnego, pod którego nowym już regimentem, wróciwszy się pod Kremzę z obozem, zaczem tam obóz od tego czasu aż do kwietnej niedziele odpoczywał. Tymczasem bitni Elearowie, ustawicznymi czatami męstwa swoje oświadczając, co dzień prawie języki nieprzyjacielskie217, jako gęste, tak i znaczne (bo oni pospolicie ladajakiego więźnia nieradzi żywią) przywodzili. Między którymi strażnika generalnego nieprzyjacielskiego Stanisław Strojnowski, rotmistrz tegoż wojska, pojmawszy, przywiódł i hetmanowi nie bez wielkiej jego pociechy oddał, bo go zaraz cesarzowi posłał.
Którymi czatami znosząc niemal co noc kwartery nieprzyjacielskie, tak się im byli naprzykrzyli, aż zniósłszy się z gniazd w gromadę, obozem stanęli około Horny. Zaczem gdzie się też zaś i nasi zgromadzili w jeden obóz, w kwietnią niedzielę (niedaleko tego miejsca, gdzie był Kleczkowski zginął) walna potrzeba218, acz krótka była. Bo gdy Dampir219 polny hetman z pułkiem swym 3000 rajtarów220 na czele, a Elearowie z obudwu stron na skrzydłach stanęli, zaraz pomieniony hetman przez trębacza wyzwał hrabię z Turna221, hetmana nieprzyjacielskiego, na pojedynek przed wszystko wojsko. Iż go jednak nie było samego w wojsku, wyjechał na harc jego lokotenent222; który gdy nadaremno wystrzelił do Dampira, on trzy razy pistoletem chyżo około głowy wywinąwszy, tak go przecie dobrze trafił, iż zaraz spadł z konia. Zaczem wszystek223 pułk Dampirów224 czołem, a nasi, prędko potem po bokach skoczywszy, przez 8000 człowieka za darem Bożym na placu położyli. Między którymi zginęło wtenczas samych groffów 370, jako się potém z kursora225 nieprzyjacielskiego do swoich listy niosącego, a od Strojnowskiego226 pojmanego, pokazało przez listy jego, z którymi zaraz nazajutrz odesłał go Dampir cesarzowi.
Po tak szczęśliwym zwycięstwie nad heretykami pod Horną, gdy się miasto zaraz poddało, opatrzywszy je wiernym żołnierzem jako przynależało, ruszył się spod Horny obóz pod Prohacice, gdzie się był nieprzyjaciel zawarł227, którego miasta hetman cesarski pięć dni szturmem dobywając, gdy na ostatek zewsząd do muru nie jeno228 piechota, ale nawet i Elearowie piechotą skoczyli, miasta dostali, i ono tak nielitościwie dla postrachu drugim w pień od największego do najmniejszego, żadnej płci nie odpuszczając, wysieczono, iż się na żadnym innym miejscu tak wielkie okrucieństwo nie stało od ludu cesarskiego. Tamże zginęło mimo inszy lud 5000 służałej229 piechoty. Prohacic tedy szczęśliwie dostawszy, i one opatrzywszy, a korzyść stamtąd wielką odniósłszy, iż się więcej żaden nieprzyjaciel na odpór nie pokazał, odwiódł stamtąd hetman cesarski obóz pod Kremzę.
Rozdział XI. O odpoczynku pod Kremzą i wojsk z obudwu stron przez nowe posiłki przyczynieniu
Zaczem obóz odpoczywał pod Kremzą, Elearowie nie próżnowali. Czechowie się do Węgrów uciekli. Jakuszewski przyszedłszy, między Eleary poczytany; po nim Iwanicki przyszedł. Pułk Iwanickiego możny pod Lakumpakiem w lekkość się poddał, z wojska Elearów pułkownika wziął. Kacerzom też na pomoc przyszło 8000 Węgrów, a Spinello z Hiszpanami do obozu cesarskiego.
Za takie zwycięstwa Panu Bogu podziękowawszy, gdy wojska cesarskie jego m., nie mając okazji próbowania szczęścia od Boga, pod Kremzą od Wielkiejnocy aż do pożniwia w pokoju odpoczywali, tymczasem ochotni Elearowie ustawicznymi czatami odległe kwartery heretyckie pilnie znosili, i języków co dzień wybornych przywodzili. Zaczem panowie rebelizanci część pomienionymi w przeszłym rozdziale wielkimi klęskami pod Horną i Prohacicami, część też takowym ich gęstym od czatowników elearskich znoszeniem przymuszeni, uciekli się znowu do Bethlehem Gabora o Węgry na ratunek, których od czasu odstąpienia Bethlehem Gaborowego spod Wiednia in (Decemb. 1619) domowe konopie węgierskie od Elearów odganiać nie mieli. A cesarzowi też j. m. wojsk przybywało.
Naprzód abowiem przyszedł około Wniebowstąpienia pańskiego N. Jakuszewski, który puściwszy się z Polski w 600 koni, a Lignicę już minąwszy, gdy mu w górach pozastępowano, straciwszy ostatek, w półtrzecia tylko sta koni do Czech wszedł, i z nimi do obozu przyszedł. Którego iż zaraz jako doświadczonego męża do wojska Elearów przyliczono, zaraz też wojsko Elearów Stanisława Łabodowskiego rotmistrza jego rozgromionego z więzienia i z niektórymi innymi wykupiło, i za rotmistrza, jako człowieka urodzeniem i męstwem sławnego, między insze rotmistrze poczytało.
Prędko potem przyszedł pod Wiedeń N. Iwanicki z pułkiem swym, który pułk iż nie chciał się zjednoczyć z Elearami, obrócił go cesarz j. m. na obronę Rakuz230 od Węgrów. Gdzie zjednoczonemu pułkowi Iwanickiego z pułkiem Colaltowym i kilka inszych prędko potem, posłano było do nich (jako się niżej pokaże) groffa Dampira hetmana polnego, pod którego szczęśliwym regimentem i ten pułk Iwanickiego siła odwag bardzo sławnych, częstymi czatami i utarczkami, przez wszystek czas aż do wrócenia się z cesarskiej pokazując, osobliwie pod Lakumpakiem 6000 Węgrów (nie bez wielkiej trudności) na głowę poraziwszy i chorągwie ich pobrawszy, męstwo swe zacnie oświadczyli.
To tylko wielkim im narażeniem sławy było zrazu, co i Elearom w Węgrzech dalszych męstw dłużej dokazować (jako w 4 rozdziale opisano jest) nie dopuściło, iż zaraz prędko pod Wiedeń przyszedłszy, dla wnętrznych niezgód i fakcyj231, pułkownika swego N. Iwanickiego, człowieka dzielnością rycerską, męstwem przyrodzonym i szczęściem od Boga sławnego, lekkomyślnie z pułkownictwa zrzucili. Która złośliwa płochość232 nie tylko była cesarza obraziła i wszystkie wojska jego zgorszyła, ale nawet i sam Pan Bóg znacznie pokazać raczył, iż ten jego despekt233 za swoją krzywdę poczytał. A słusznie zaprawdę, gdyż wszelka zwierzchność iż od Boga jest, kto ją czci, Boga czci, a kto ją lży, Boga przygania. Zaczem tak to wojsko Pan Bóg był zaślepił, iż po zrzuceniu Iwanickiego, nie mogli żadnego między sobą obaczyć na pułkownictwo sposobnego (choć ich było podostatku234), aż z wojska Elearów rotmistrza jednego Idziego Kalinowskiego, człowieka dzielnego i szczęśliwego, przywołali. Co acz oni dla niezgody uczynili, według onej starej zazdrosnych reguły: ani tobie, ani mnie, jednakże cudzoziemcy nie tak sobie rozumieli, ale raczej, iż się to z defektu męża235 między nimi stało.
Pod tymże też czasem, albo prędko potem, na ono pomienione rebelizanckie wyzywanie Węgrów, przyszedł naprzód Bornemissa Janusz w 8000 Węgrów, a potem jakoś we dwie niedziele przywiódł mu znowu Monoki Sebestian drugie 8000 człowieka. Pierwej jednak niż Monoki Sebestian przyciągnął z drugim pułkiem Węgrów, prędko po przyściu236 Bernemissa Janusza, przyszedł też do obozu cesarskiego, który był pod Kremzą, Carolus Spinello z pułkiem Hiszpanów, ludu wybornego.
Rozdział XII. Jako groff z Turna poszedł pod obóz, kwarter Dampirów237 zapaliwszy, ludu sobie natracił i sam w ręku był
Węgrowie kwarter238 hetmański zapalili, Turn239 z wojskiem nastąpił; pojmany od pacholika240, kotem się wyprosił. Elearskie czaty; czata Strojnowskiego; przez wojska przeszedłszy z Sławina lud wywabił i zbił; chorągwie i języków zdobył, przedmieście zapalił; dokoła obstąpiony, jako się wyśliznął. Znowu z sideł nieprzyjacielskich Bóg go dziwnie wywiódł z kilka tysięcy bydła, które Hiszpanom darował. Czata Rusinowskiego. Kwarter opatrzny wysiekł; rozgromiony. O inszych czatach.
W kilka dni po przyściu241 pomienionego wtórego pułku węgierskiego 8000 człowieka rebelizantów, ufając heretycy siłom swoim, iż już w liczbie były ich wojska, (bo i skądinąd wielkie posiłki pod tym czasem mieli, prócz tych, co się tu wspomniały) a chcąc się pomścić klęsk, które im nasi czatami zadawali, napadłszy nocą Węgrowie, kwarter242 albo stanowisko Dampirowe, który był hetmanem polnym, zapalili. A potem skoro z godzinę na dzień, groff z Turnu ze wszystkim wojskiem nastąpił. Tam jednak nie było nic prócz harców, na których Elearowie siła Węgrów znacznie narazili. A to dlatego najwięcej nic nie było, iż gdy groff z Turnu po polsku ubrany, zasadziwszy się we zboże, położenie hiszpańskiego pułku upatrował, zamyślając, jakoby go jakim figlem podejść (bo go najbardziej ten a polski kłuły w oczy), tymczasem pacholik z wojska Elearów, przypadłszy do niego, a zrozumiawszy po mowie, iż nie Polak, bez wszelkich figlów po prostu go pojmał i mieszek mu wytrząsnął. W którym iż niecnotliwy człowiek niemałego złotego kota243 nalazł, bojąc się podobno, aby go panu przywiódłszy, nie musiał też był i kota z nim oddać, a nie wiedząc też, kto by był, z radości nieszczęsnym onym czerwonym złotym244, łacno245 mu się dał uprosić, że go wolno puścił. Zaczem P. groff oną znajomością z Polaczkiem wziętą przestraszony, stracił serce o zwycięstwie natenczas, i zaraz wzad ku Hornie odstąpił.
A Elearowie polscy tym bardziej rozjuszeni na powetowanie głupstwa onego pacholika, tym gęściejsze czaty i odważniejsze wypuszczali; między którymi dwie osobliwie zdało się tu włożyć. Naprzód Stanisława Strojnowskiego, rotmistrza dzielnego, który z rozkazania hetmańskiego zgromadziwszy 300 ochotnika z różnych chorągwi pod znak swój czeladny, to jest pod chorągiewkę ciurów246 z swojej chorągwie247, a nadto 300 rajtarów z pułku Walstejnowego248 z sobą wziąwszy, przedarł się jednym lasem przez wojsko nieprzyjacielskie; zaczem przyszedłszy do Świtnice249 nocą, a tam jako u swych trochę odpocząwszy, poszedł kółkiem w tył nieprzyjacielowi do Karlinstejna (w którym dla obrony tamtych miast leżał pułkownik jeden cesarski we 3,000 piechoty); stamtąd przyszedłszy do Rosendorfu, a tam jako od swych przewodnika wziąwszy, poszedł do Sławina, gdzie było 300 Węgrów i 300 rajtarów nieprzyjacielskich i 800 piechoty. Tam tedy jeno250 świt, rajtary Walstejnowe przed miastem ukazawszy, gdy pomienionych 600 konnych, którzy mieli stanowisko po przedmieściach, w pole wywabili, sam z Elearami z zasadzki wypadłszy, wparli ich aż do bramy, którą gdy piechota przed nimi zamknęła, a im zatem przyszło około murów gdzie kto mógł uciekać, ledwie noga którego uszła. Tych tedy zbiwszy, a chorągwie ich niemal wszystkie zdobywszy, i ośm251 języków znacznych (między którymi był jeden porucznik) dostawszy, po przedmieściach, gdzie ich kwartery252 były, konie i wszystko, co ich było, wybrawszy, z wielką korzyścią odchodząc, przedmieście zapalili.
Zaczem się tedy tam pod Sławinem zabawili, dowiedziawszy się groff z Turnu253 (iż bardzo blisko było pod jego obozem), wysłał zaraz tego dnia 8,000 Węgrów i piechoty z potrzebę, którzy Elearów przy wszystkich przeprawach dokoła czekali, zapewne już mając nie upuścić ich i nogi. Jakożby pewnie na to musiało było przyść254, by był Pan Bóg nie zdarzył napaść samemu Strojnowskiemu na kursora255, który szedł do jednego pułku nieprzyjacielskiego z listem od Węgrów, aby i tę jednę przeprawę jeszcze nieobronną co prędzej ubiegał. Za Węgry się tedy udawszy przed chłopem, a o Polaki pytając, biegli zaraz, tegoż chłopa chętnego wodza mając, do onej przeprawy czekać tam Polaków. Zrozumiawszy tedy z chłopa wszystkie położenia zasadzek węgierskich, a rzekę w bród, gdzie on ukazał, przeszedłszy, chłopa ścięli, a sami znowu nazad256 pod Karlinstejn przyszli. Tamże trochę odpocząwszy, poszli Elearowie nocą do Świtnice, i z pięćdziesiąt rajtarów Walstejnowych z nimi; bo się drugim nie chciało tak rano wstać. Zaczem też w kilka godzin Węgrowie napadłszy, nogi ich nie upuścili. A na tych Polaków, co uszli (tamże języka dostawszy, iż się byli lasem przez ich wojska przekradli), tamże im znowu wszędy pozastępowali. A tak trudna była przez ten las przeprawa, iż jeno drogą najwięcej dwa konie podle257 siebie iść mogły między skałami. Nie mogąc tedy żadnym sposobem nazad przebyć do swego obozu niebożęta Elearowie, poszli spod Świtnice dla bydła w drugą stronę; a tymczasem Pan Bóg zdarzył, iż kilkanaście towarzystwa ochwaciwszy się258 pod Sławinem, nie chcieli iść dla bydła, ale się puścili wprost ku onemu lasowi. Około którego postrzegłszy Węgrów zasadzki potężne, skoczyli w bok ku Dunajowi i pojmali chłopa, który ich ścieżkami przez okrutne skały nad szumiącym Dunajem, pieszo konie za sobą kilka mil wiodących, naokoło przeprowadził. Którego chłopa Węgrowie gdy nazad idącego za darem Bożym pochwycili, zaczem rozumieli, iż to tamtędy wszyscy przeszli; nie mogąc się naszych doczekać, rwąc się za włosy, że ich (mniemanie) upuścili, odstąpili w lewo do swego obozu. A Elearowie skoro oni za rzekę odeszli, przepędziwszy przez 3,000 bydła rogatego, poszli z nim do głodnego obozu swego przez onże las spokojnie. Którym gdy zabiegli Hiszpanowie, prosząc, aby im nieco bydła towarzysko przedali, tam sam Strojnowski na pokazanie, jako wdzięcznie miła była Elearom mężność bitnego ludu hiszpańskiego, wziąwszy pułkownika ich za rękę Karła259 Spinella, przejechał z nim śrzodkiem260 wszystkę trzodę i darował Hiszpanom na podział połowicę, która by mu się podobała. Co sprawiło w zagłodniałych natenczas Hiszpanach, iż od tego czasu zawarta zawsze miłość była narodów polskiego z hiszpańskim.
Druga czata niemniej znaczna była samego pułkownika Stanisława Rusinowskiego, który wziąwszy z sobą 6 chorągwi, poszedł pod Labę, gdzie było 500 Węgrów i 1000 piechoty niemieckiej. Niespodziewanie tedy wpadłszy, wszystkę piechotę i miasto wysiekł, a z Węgrów też ledwie noga uszła dawać znać do swego obozu. Jednakże gdy się nazad z zdobytymi chorągwiami wracał, obstąpiło go dokoła 8000 Węgrów, którzy na nieostrożnych, rozwlokło261 przez nieposłuszeństwo wracających się napadłszy, czatę rozgromili tak, iż jeno się czarna chorągiew przez śrzodek nieprzyjaciela przebiła, przeto iż gotowsza była, a z drugich rozproszonych kilkanaście żywo pojmano, a kilkadziesiąt zabito i dwie chorągwi wzięto. Takie skutki lekko sobie rzeczy ważenia, a zatem i nieposłuszeństwa, pospolicie zawsze bywają.
Insze podobne tym czaty, przez inszych równego serca mężów, na każdy się prawie dzień działy. Te jednak zdało się tu na przykład jako wiadomsze autorowi położyć.
Rozdział XIII. O skonaniu wrzkomo262 królowania Frydrychowego, i jako się rozlały pod Pragą wojska jego 9 Novemb.263
Kacerze264 zgromadzeni. Dampir265 do Rakuz266 posłany. Obóz cesarski ku Świtelowi ruszony zszedł się z bawarskim. Frydrych267 ustępował ku Pradze; w Rakowniku268 się oparł; szturmami wygnany. Frydrychów figiel269. Ochotnik z Elearów a Walonów wprzód gonili; czatę węgierską zbili. Koniec Frydrychów 9 Novembra. Bukwojowi wsparci. Hiszpanowie poprawili, Bawarczycy z Elearami rebelizanty rozgromili i podłabili270. Hetman z ks. bawarskim do Pragi wjechał. Elearowie chorągwie oddawali 2 Novembra271.
Takimi tedy odważnymi czatami Elearów polskich rozdrażnione wojska Frydrychowe, gdy się wszystkie do gromady nierychło po żniwiech schadzać poczęły, grof też Buquoi272 hetman cesarski, grofa Dampira hetmana polnego na odpieranie (jako się w 10 rozdziale powiedziało) Węgrów od Rakuz wyprawiwszy, pod Wiedeń do pułków Iwanickiego, albo już natenczas Kalinowskiego273, Colaltowego i kilku drugich, insze wszystkie wojska cesarskie co w Czechach były zgromadziwszy, ruszył się in Octobre274 obozem przeciw rebelizantom ku Świtelowi.
Tam nowina przyszła, iż książę bawarskie275 przyciągnął pod Świtel we 24,000 człowieka. Przeciw któremu Buquoi dla276 zjednoczenia się z nim postępując, zeszły się wojska cesarskie z bawarskim pod Rozendorfem. Zaczem Frydrych wrzkomo277 król czeski, niedobrze sobie z tej konstelacji tusząc278, zaraz począł ku Pradze mimo279 Pilzno ustępować. Za którym wojska cesarskie i bawarskie półmilem bez odpoczynku następowały aż do Pilzna, gdzie był Mansfeld280 z swoim wojskiem. Tam dopiero gdy się nasi pod Pilznem kilka dni z Mansfeldem zabawili, wrzkomo król też w Rakowniku się oparł.
Spod Pilzna tedy prędko za wrzkomo królem Frydrychem przyszedłszy pod Rakownik, tydzień do niego szturmowano. Zaczem gdy na ostatek ze trzech szańców piechotę wyparto, zaraz wrzkomo król Frydrych począł ku Pradze ustępować, za którym wojska cesarskie w też tropy następowały. Aż w wigilią męki Jego w dzień sobotny, będąc już tylko dwie mili od Pragi, zastanowił się przed wieczorem. Gdzie wojsko jakoby chcące się nazajutrz spróbować ukazawszy, gdy się też cesarskie wojsko poczęło obozem pokładać, on w nocy skoczył ku Pradze z wojskiem. Wszakże mu i ta sztuka do umknienia się nie pomogła; bo postrzegłszy to, hetman cesarski z książęciem bawarskim nocą też zaraz ruszyli się po nim, aż pod Białogórę281, na której się oparł z wojskiem do potrzeby282 uszykowanym.
Iż jednak wyprawiono było wprzód dla języka za wrzkomo królem Frydrychem dwie chorągwie Elearów, to jest czarną i Łahodowskiego z kilkuset przy nich ochotnika i 5 kornetów283 Walonów z pułku Gosiego, ci wprzód nieprzyjaciela pod Białągórą nadgoniwszy, trafili na Horwat Janusza, który z pięcią set Węgrów i trzema kornetami rajtarów z podjazdu się wracał; tam tedy samego Horwat Janusza zabili, kornety z chorągwiami zdobyli, i wszystek on lud, tak Węgry jako i rajtary, na głowę zbili.
Nazajutrz, to jest w niedzielę rano, gdy się podjazd zbiwszy Horwata Janusza wracał, wojska cesarskie i książęcia bawarskiego już w sprawie następowały na Białągórę na wrzkomo króla Frydrycha obóz. Przybliżywszy się tedy spieszno, tak że się nie mogli szańcami okopać, zaraz część Bukwojowego ludu wprzód z lewego skrzydła wypuszczono. Których gdy rebelizanci znacznie wsparli, natychmiast rajtarowie książęcia bawarskiego do Niemców, a Elearowie polscy do Węgrów (których 16000 było) skoczywszy, oraz też wsparli tak Niemców, jako i Węgrów wrzkomokrólewskich.
Zewsząd tedy rebelizanty zamięszawszy, drudzy drugich kończyli; a Elearowie przegnawszy Węgry przez winnicę na jednę przepaść z skały, i tam ich większą część podłabiwszy284, skoczyli za drugimi do Pragi aż pod samą bramę. Która iż zawarta285 była, tam siekąc, tak Janusze, jako i Hanuse, chorągwie im odbierali, a drudzy też po polu gonionego grali. Trudno wypowiedzieć, jakie się tam stało krwie286, a osobliwie węgierskiej rozlanie, a z Elearów nie zginęło tylko jeden towarzysz spod Strojnowskiego, a Surmacz spod czarnej chorągwie, kilka też postrzelonych było.
Po ucieczce wrzkomo króla Frydrycha i rozsypce, albo raczej rozlewie wszystkich wojsk jego, gdy się szczęśliwie przy cesarzu chrześcijańskim zwycięstwo zostało, nazajutrz na małą stronę bramę otworzono do Pragi, gdzie hetman cesarski z książęciem bawarskim wjechali.
Trzeciego dnia potem gdy wojska chorągwie oddawały, Elearowie między inszymi w nie najbogatsi, odesłali przez dwóch rotmistrzów Stanisława Strojnowskiego287 i Wojciecha Sulmirskiego węgierskich 38, pieszych 5 kornetów288, to jest rajtarskich chorągwi 9. Między którymi była dworska z żółtego adamaszku, samego wrzkomo króla Frydrycha, a na niej zielony krzyż kawalerski.
Rozdział XIV. O poddaniu się Morawy i straży Elearów polskich od Węgier
Morawa się zaraz poddała wojska obaczywszy. Węgrowie z miast pogranicznych uciekli, Elearski w Strażnicy289 odpoczynek 1621; Elearom post nieprzyjazny. Węgry w nocy do Strażnicy wpadli, miasto osiedli, w rynek się wdarli. Chorąży węgierski z kamienicy spadłszy serce im popsował. Nasi pochop290 wziąwszy, wyparli ich z miasta. Co kto wskórał. Arcymęstwo Elearskie.
Po zbiciu rebelizantów na Białogórze, 4 niedziele291 tamże około Pragi Elearowie szable ze krwi kacerskiej ocierali, a gardła z kurzawy białogórskiej opłukiwali. Potem ruszono ich spólnie z inszymi wojski292 na Morawę pod Berno293, które iż się zaraz poddało, a zatem i wszystkie insze miasta morawskie, które opatrzywszy hetman grof Buquoi294 jako przynależało, sam poszedł na granice węgierskie ku Strażnicy i inszym w tamtym kącie miastom, w których zaraz Węgrowie rebelizanci i między nimi ostatek pod Pragą rozgromionych, raczyli uciec. A hetman Hradyske, Skalice295 i Wesele dobrze opatrzywszy, w Strażnicy Eleary (na straży od Węgier) z ośmiąset piechoty niemieckiej zostawił, a insze wojska do morawskich miast na zimowanie obrócił.
Tam tedy około Strażnice w nowym już roku pańskim 1621, gdzie wrzkomo odpoczynek miał być, ustawicznie utarczki z Węgrami bywały, aż do postu, który się im nieprzyjazno, jako i takroczny296 (według 8 rozdz.) stawił. Czy za to, że niebożęta Elearowie nieradzi297 poszczą, czy też oni za tę nieprzyjaźń nieradzi się postem bawią, któżkolwiek tedy winien, lubo298 oni, lubo post, w wstępny czwartek299 17,000 Węgrów i 9,000 chłopstwa górników, wkradłszy się o północy do miasta, naprzód przez jeden folwark na tej stronie, kędy300 piechota niemiecka stała, potem i przednią bramą na polnej straży Elearów (przeto iż im nierozumiejący języka Niemcy nierychło otworzyli) w miasto się przez straż niemiecką wdarłszy, a na ostatek piechota na wozach aż do miasta przywieziona, dwie drugie bramy powoli (zaczem ci już wewnątrz byli) wysiekłszy, i tak in summa301 4 miejscami wpadłszy, wszystko miasto osiedli, prócz rynku, z którego gdy się Elearowie i Niemcy w białym odzieniu, tak jak kto leżał, bronili, Węgrowie tedy jednę302 połać rynku zapaliwszy, kamienicę narożną drugiej połaci, gdzie pułkownik stał, opanowali i z chorągwiami na dachu stanąwszy, z tej kamienicy wystrzelać z rynku broniących się chcieli.
Wtem chorążego dworskiego Bethlehem Gaborowej piechoty na kamienicy wywijającego i serca wszystkim oną chorągwią dodającego, Elear jeden z karabinu w łeb tak dobrze wymierzył, aż zaraz spadł i z chorągwią w rynek. Którą chorągiew straciwszy, tak im serce upadło, iż zaraz poczęli słabieć303. A nasi tak Elearowie, jako i piechota niemiecka pochop304 wziąwszy, z kamienice305 ich wystrzelali, a potem do przedniej bramy wparłszy i drugich w różne kąty nagnawszy, (bo każdy uciekał, gdzie mógł, i przez wały na łeb) na głowę ich bito. Zaczem niebożęta trupów przez 3,000 i więźniów do półtoraset straciwszy, i 28 chorągwi zostawiwszy, sromotną rozsypką uciekali, nic więcej nie sprawiwszy, tylko iż rotmistrza Łagiewnickiego natenczas w niebytności pułkowniczej jego lokotenenta306, i Cybulskiego strażnika, a dwu towarzyszów Rylińskiego i Pywcewica, pacholików też z ciurami307 24 zabili; chorążego (Jakuszewskiego chorągwie308) chorego na łożu i z chorągwią wzięli, i koni do 6,000 część ogniem spalili, część też zrazu w sieniach nabrawszy uwiedli.
Za którą cudowną łaskę Bożą godno jest najświętsze imię jego na wieki chwalić: bo jako niegdy Elearowie większej przysługi cesarzowi chrześcijańskiemu, jeno309 przez wpadnienie do Węgier (jako się w 5 rozdz. pokazało) nie uczynili, tak i męstwa swego na cesarskiej nad ten czas nigdy lepiej nie oświadczyli.
Rozdział XV. O różnych nowinach z strony Elearów i jako chorągwie oddawali
Wieść, iż Polaki zbito, różne skutki uczyniła. Posłowie elearscy do cesarza zrazu śmiech uczynili kacerzom310. Cesarzowi przy pośle królewskim 28 chorągwi i więźnie oddali. Heretycy jako plwali na elearską nieśmiertelność.
Podobna we wszystkim żałość onej takrocznej311, w 8 rozdziale opisanej, cesarza i wszystek dwór jego opanowała, gdy to sromotne pokuszenie Węgrów o Eleary, opacznie po wszystkich Rakuzach312, Morawie313 i Czechach gruchnęło, jakoby Węgrowie wszystkich mieli byli zbić, i Strażnicę, ich stanowisko, osieść. Ale i odmiana fałszywych nowin oznajmieniem o wiktorii nad Węgrami nie mniejszą tamtecznej314 radością cesarza pocieszyła. Albowiem skoro gruchnęło przez usta heretyckie, iż wszyscy Polacy zginęli i już ich w smrodliwych grobach gąb swoich drugi raz po onym w 8 rozdz. opisanym pogrzebli, alić posłowie Stanisław Strojnowski315 rotmistrz, Jerzy Chełmski sędzia, i Delpowski towarzysz w kilkadziesiąt koni ze 28 chorągwi Węgrom wydartych bieżą316 pod Wiedeń do cesarza.
Śmiech naprzód był po Wiedniu u wszystkich heretyków, iż fendrychowie317 polscy uniósłszy same chorągwie, aby jako i lud nie zginęły (bo rozumieli, iż to ich własne były), wykrzykają z nimi jakoby wygrawszy. Ale skoro je przed cesarzem przy obecności wielkiego posła polskiego jego m. p. Przerembskiego, starosty piotrkowskiego, właśnie też w tenże czas cesarza witającego rozwinęli, a tamże między inszymi trzy dworskie Bethlehem Gaborowe318, to jest jednę319 konną, a dwie piesze poznano; gdy nadto więźniów gromada stanęła i mężną wiktorią320 Elearom przyznali, a cesarz zatem różnymi tryumfami pociechę swoję oświadczać kazał — gruchnęło po Wiedniu, iż Polacy nie zginęli, ale zgubili, nie swoich, ale Węgrów, i mężne zwycięstwo otrzymali. Dopiero heretycy plwali, mówiąc: Tphui das tych koc Sakrament, już go drugi raz precz, a sawsze smartfistać321. A drudzy też racją dawali, mówiąc, iż: Ten selmi polskiego nie mosz od ten świata precz, bo go Pan Bóg nie chciał na nieba, a diabel go bal do piekla, coby go niefipsofal322.
Póty cokolwiek pisałem, wprzód pomieniony autor tej książeczki, to wszystko nie inaczej, tylko z relacji pewnych ludzi, świadków jako oczywistych323, tak i wiary godnych. Ale od tego już czasu, prócz tego, co się w Wołoszech działo, także z pewnych relacyj wziętego, wszystko piszę oczywisty świadek.
Rozdział XVI. O zapłacie, abdanku324 i wróceniu się do ojczyzny Elearów polskich
Nowego strażnika czujność. Dla325 pokoju na cesarskiej, a nowin z Polski o wojnie z Turkiem, prosili Elearowie o abdank. W Ustopeczu326 płacono. Szczęśliwe do ojczyzny wrócenie rzeczpospolitą weseliło.
Od wstępnego czwartku po wyparciu Węgrów z Strażnice327, obrawszy strażnikiem p. Laskowskiego, przez cały post aż do abdanku ustawiczne zabawki328 za jego czujnością miewali cni Elearowie z Węgrami. Aż po Wielkiejnocy, widząc, iż Węgrowie do traktatów przystępowali, w Czechach też i we wszystkiej Rzeszy329 tak się było uspokoiło, iż podobieństwa330 nie było, aby znowu miała być jaka rebelia, a z Polski gęste nowiny przychodziły o następującej wojnie z Turkiem (aby snać331 nie mieli przymówki332 w ojczyznie, iż nie bez omieszkania333 na jej potrzebę, zwłaszcza tak wielką, posługami się cudzokrajnymi zabawiają), przykładem Kalinowskiego, który z pułkiem swym (o którym było wyżej w rozdz. 11) w mięsopusty334 wyszedł był do Polski, prosili od cesarza335, w cale336 sobie łaskę jego na potomne okazje zachowując, aby ich na czas337 przepuścił oświadczyć wierną miłość cnej ojczyznie.
Zaczem na tak słuszną prośbę cesarz jego m. (już też natenczas mało co potrzebujący) łatwo przypadając, abdank338 pozwolił, albo wypuszczenie z posług. A gdy zaraz prędko potem, to jest w kilka niedziel po Wielkiejnocy, w Ustopeczu339 pieniądze im za 9 miesięcy odliczono, cesarz jego m. każdego prawie według zasług udarowawszy, z wielkim żalem abdankował.
Poszli tedy Elearowie polscy rebelizanty upokorzywszy, stracone państwa cesarskie odzyskawszy, mniemane pany ich wygnawszy i krótko mówiąc pokój w cesarstwie uczyniwszy i cesarza uspokoiwszy, z wieloróżnymi tryumfami do Polski, mimo340 Nikelspurk, tąż niemal drogą, którą tam byli zaszli. Z których przyścia na ratunek, acz się wielce ojczyzna (jako się niżej pokaże) ucieszyła, ale daleko więcej Niemcy z odejścia.
Rozdział XVII. O zaciągu Elearów do Wołoch341 i o ich męstwach tamże dokazanych, jako trudne są do opisania
Wołoskie męstwa Elearów opisać dlaczego trudno. Elearowie nigdy bez Zoila342. Męstwa ich wołoskie oczywiste nie mogły się w diariuszu zmieścić, ale w pamięci zacnych ludzi zapisane. Jana Rozdrażewskiego343 bankiet elearski, wetami344 zacny, nad wszystko wdzięczniejszy. Kto osobliwie Elearom przyznawa.
Po opisaniu dzielnorycerskich przewag bitnych Elearów, którymi na cesarskiej na wieczną sławę cnego narodu polskiego zarobili, nim się przystąpi do tych, które pod wtórym na cesarską zaciągiem dokazowali, przypada z rejestru praca i kunszt autorowi, to jest opisać każdodzienne popisowanie się bitnych Elearów w Wołoszech345 przed oblicznością wszystkiego prawie rycerstwa ojczystego. W którym rozdziale jak się rzekło, kunszt i praca, nie przez to, aby odwagi ich, albo iż błahe, pochlebstwa retoryckiego potrzebowały, albo iż nazbyt mężne, niepojęte lubo niewymowne być miały. Ludzie są, a nic więcej, ani mniej. Ale dlatego, iż prawdy pochybić sumienie broni, a przyznać ją — wielu podobno zazdrościwych obrazi. Jawno346 albowiem jest, iż to wojsko Elearów, od Boga na obronę kościoła jego ś. (jak się w wtórym rozdziale pokazało), wybrane jest w rejestrze wiernych, którzy cokolwiek pobożnie czyniąc, według obietnice apostolskiej, przenaśladowanie mieć muszą. Bo za każdym 100 ich dzieł heroickich tysiącami chodzi zazdrosnych Zoilów347, sławę którą po sobie wszędy348 zostawują, w biesagi349 swojej złości, na wieczne jej zagrzebienie do skarbu zazdrości pilniej zbierając niż Żydzi mannę na puszczy350.
Aby się jednak w tę trudność według możności jakokolwiek potrafiło, nie zda się być wielopotrzebno351 wyliczać męstwa Elearów w Wołoszech przed obecnością wszystkiego obozu pokazane, ale tylko nieco dla życzliwych przypomnieć. Gdyż, jako zazdrosnemu, choćby najdłuższymi perswazjami nikt nie zabroni, gdy on chce mówić, iż noc jaśniejsza jest niżeli dzień, księżyc nad słońce świetniejszy; tak i miłośnikowi prawdziwie bitnego rycerstwa dość jest ich męstwa namienić; które acz wszystkie diariusze pominęły, a żadne dostatecznie nie opisały, ale jednak dobrze zapisane są w grodach pamięci wiernych miłośników ojczyzny. Niech się tu godzi na przykład położyć świeży znak wdzięczności (między wielą inszych) jego m. pana Jana z Rozdrażewa Rozdrażewskiego352, krajczego353 królowej jej m. z Rozdrażewskim animuszem, więcej pono354 dla chudych pachołków niż dla siebie samego od Boga stworzonego. Który spraw bitnych Elearów w Wołoszech jako wdzięczny, tak dobrze pamiętny, w roku pańskim 1023 po wyjściu ich z cesarskiej355, mając na chlebie swym chętnie położonym Stanisława Strojnowskiego pułkownika elearskiego, przy obecności wielu rycerskich ludzi wetami się zabawiających, kazał przynieść kulę z działa tureckiego do Elearów w ostatni dzień szturmów tureckich między tysiącami inszych wypaloną, mówiąc według starego przezwiska Elearów: Oto wety356 wasze lisowskie, którymi was Turcy na konkluzji częstowali. Takie takiego rycerza wety, przed wodza Elearów. Mają albowiem prawdziwi rycerze potrawy swoje, przypominania sobie wzajem odwag rycerskich, słodsze nad cukry. Ten tedy heroicki wet, jeśliby się komu lada co zdał do położenia na tym tu miejscu, nie dziw, bo sam ladajaki; lecz jako u tego, komu go nie ciężko było z Wołoch za jedne relikwie wozić, zdało mu się nie za lada co między wety poczytać (a słusznie, bo to prawdziwy wet za wet, gdzie darmo nic nie bywało; bo w Wołoszech zaraz gotowymi strona stronie płaciła), tak i pomienionemu pułkownikowi mimo insze wszystkie pańskie chęci, i gęste a bogate od niego podarki, to samo nade wszystko najwdzięczniejsza była.
Są tedy wdzięcznopamiętni bohaterowie męstwa Elearów, jako ten, tak bez pochyby357 i wiele inszych jemu podobnych, a osobliwie z ich m. m. panów Wielkopolan a Litwy, którzy iż się sami rycersko do Wołoch między inszymi wybrali byli, stąd i drugich po prawdzie rycerzów radzi358 widzą, i co im przyznać, przyznawają.
Rozdział XVIII. O męstwach elearskich w Wołoszech w krótki snopek zebranych, jako wszem359 jawnych
Elearami gdzie najgorzej zatykano. Mężnych Zaporowców360 zawsze posiłkowali. Przykład posiłków elearskich; oni wszystkich, a ich nikt nie posiłkował. Arcymęstwa elearskie w Wołoszech. Ciurowski Tatarom odpór głowniami. Pospolite męstwa elearskie. Przykład męstw elearskich hetmanowi wdzięczny. Elearowie na odwodzie z Wołoch wyszli.
Pamiętają wszyscy prawdowiedni, iż przez wszystek czas wojny wołoskiej nie kim wszystkie dziury co najgorsze zatykano, jeno Elearami, albo po staremu Lisowczykami, a Niemcami. Ledwie się z której strony z daleka nieprzyjaciel pokazał, alić wnet do hetmanów supliki361 o którą chorągiew Elearów; to ich wprzód wypchano jak ogarów362, a skoro Turki jak zająca wsparli, nie wiela za nim chartów wypuszczono, musieli sami pod obóz turecki doganiać. Nie było żadnej nawalności363 na Zaporowce (którym jako siła, tak i słusznie wszystkie dyaryusze przypisują), w którą by ich Elearowie nie mieli posiłkować, nie tylko polem szturmy przerywając, ale nawet i piechotą przybiegłszy, z ich szańców Turki wypierając.
Wolno było napatrzeć się, albo raczej trudno nie widzieć (między inszymi takimi przykłady364), 4 Sept365. w dzień sobotny366, jako już z szańców janczarowie367 Kozaki Zaporowskie wypierali, a skoro Elearowie piechotą przypadli na posiłek, wnet szańce ich oswobodziwszy, gdy drudzy do swych wałów nazad368 pośpieszyli, sześć przecie chorągwi z Zaporowcami zostało. Którzy osobliwie gęstą swą strzelbą wsparłszy janczarów, ku wieczoru wspólnie i z Zaporowcami gnali ich pieszo aż do obozu tureckiego, i dział kilka odjęli; z których po woli Zaporowcy dwie wzięli, a trzecie wielkie w Dniestr zepchnęli. Wtenczas w takim niebezpieczeństwie byli od Tatarów, którzy ich pieszych przyjmowali, iż gdyby ichże chorągwie, które ich były w szańcach Zaporowskich odeszły, konno na odsiecz nie przypadły, pewnie by tam wszystka pomieniona sześć chorągwi, pieszo się z posiłku Zaporowców wracająca, zginęła była.
Tak niemal co dzień niebożęta Elearowie nie tylko swoje, ale i cudze konopie oganiali. A ich niebożąt przez przeniesienie się Zaporowców we dwie niedziele bliżej pod obóz, wszystkiemu prospektowi369 nieprzyjacielskiemu, przez trzy niedziele potem, na goli370 odkrytych, kto kiedy posiłkował prócz Boga samego? Jeżeli w ostatni wtorek szturmów tureckich, gdy do nich z dział zewsząd parzyli i ośm razy szturmowali, tak iż niebożęta Elearowie, broniąc się, już drudzy i strzelby w ręku dla gorąca trzymać nie mogli, choć już wtenczas obżałowani, a przecie posiłków nie mieli; daleko mniej w insze czasy mniejszego niebezpieczeństwa. Ledwie się chwała Bogu Duńcy371 obrali, iż w pierwszy wtorek, gdy Tatarowie na Piotrowskiego chorągiew, przez Dniestr się do obozu przeprawującą, uderzywszy, i onę po zabiciu chorążego, i dwu towarzyszów z kilką pacholików wziąwszy, potem do ich szańców przypadli, a ciurowie niebożęta (bo sami Elearowie w polu wtenczas w sprawie372 stali) głowniami się tylko a garnkami odgrzebali. Duńcy przypadłszy na onę głowienną wojnę, ciury posiłkowali, tak iż spólnie z nimi Tatary odparli.
Przyjdzie też nieco namienić ich inszych odwag. Pomnią bez pochyby wszyscy prawdowiedni, iż Elearowie zawsze bywali na strażach najsławniejsi, z więźniami do hetmanów najgęstsi, zasadzkami po lasach i nocnymi w obóz nieprzyjacielski wspólnie z Zaporowcami wpadający Turkom najstraszniejsi, w gonieniu ich najstateczniejsi, w zdobyczach z nieprzyjaciela najszczęśliwsi; a zatem i zawojami zapasem, albo ich orężem w ręku, albo koniem tureckim na powodzie, lub czymkolwiek nieprzyjacielskim, ile razy się wracali, zawsze najstrojniejsi.
Kto kiedy lepiej w obóz turecki Turki jak śledzie w beczkę wbijał, jako Elearowie? Między inszymi czasy (bo to niemal na każdy dzień bywało) 5 Sept. broniąc Sajdacznego373, kiedy naprzód rotmistrze374: Hieronim Swarczewski, Jan Sławęcki i Sebestian Stępczyński, z chorągwiami swymi skoczywszy, (i w wielkiej liczbie Turków, jak trzy krople w morzu jakoby zniknąwszy) a potem wszystko wojsko Elearów, po trzy a trzy chorągwie za nimi tańcem także następując, Turki w ich obóz wparli, i tamże im pod nosem cały dzień kurzyli. A przesławny hetman nieboszczyk Chodkiewicz375, mąż nieśmiertelnej sławy, a wieczna zacnych Chodkiewiczów ozdoba, siadłszy sobie na dziale, aby się ich napatrzył, do Boga o większą liczbę takich hersztowników wzdychał, a drugim ich na przykład pokazował, jako w mężnym onym dokazowaniu, choć sławnego rotmistrza Stanisława Jędrzejowskiego, i nadto porucznika z chorągwie376 Moisławskiego i kilku inszych zabitych pozbyli, na drugich też postrzelonych, jako rotmistrza Moisławskiego377 w rękę, chorążego z chorągwie Strojnowskiego także w rękę, inszego towarzystwa kilka i czeladzi378 kilkanaście między sobą widzieli, a przecie z placu nie ustąpili. Aż się w wieczór Turcy, plunąwszy z tysiącami despektów379, uspokoili.
Na ostatek i to uważania godna, acz jako inszym pułkom straszna, tak ćwiczonym Elearom wdzięczna była, iż gdy się wojska z Wołoch wracały, nie kogo inszego na odwodzie tatarskich niebezpieczeństw, jeno Eleary pozad380 zostawiono.
Rozdział XIX. W jakiej cenie są Elearów męstwa wołoskie, i czemu o nich w diariuszach głucho
Elearów męstwa oczywiste, miłe hetmanom, królewiczowi j. m.381 wdzięczne, także królowi j. m. i rzeczypospolitej. Dlaczego w diariuszach głucho o Elearach; to piękna.
Oczywiste tedy były te wszystkie odwagi wołoskie bitnych Elearów wszem prawdowiednym, i są po dziś dzień w świeżej ich pamięci. Które w jakiej by cenie były u ich m. m. panów hetmanów, o wielkim świętej pamięci Chodkiewiczu382 już się w przeszłym rozdziale namieniło383, jako po Bogu wielką miał ufność w Elearach i osobliwą z ich męstw pociechę. Polny zaś na on czas hetman j. m. p. Stanisław Lubomirski384 hrabia na Wiśniczu, a który tej wojny na plecach swych dotrzymywał wielkich ludzi trybem, którzy więc radzi rzeczy poważne uczynkami wymawiają, toż swe o nich trzymanie pięknie oświadczył przez wzięcie im, po skończenia wojny, na swój dwór ich dzielnego pułkownika Stanisława Rusinowskiego, bez pochyby385 nie dla czego inszego, tylko żeby, patrząc na niego, odwagi sobie cnych Elearów przypominał, i tak hetmański swój animusz cieszył. Wdzięczne były i samemu najjaśniejszemu królewiczowi Władysławowi386 etc., który serdeczną dzielnością przeszedłszy młode lata swoje, sam prawie wszystek obóz dyrygując, między wszystkimi najlepiej się niż kto napatrzył, kto był orłem, a kto sową. Zaczem, oczywistym świadectwem swoim sprawić raczył, iż w takiej cenie były potem i u samego majestatu j. k. m. i wszystkiej ojczyzny przewagi elearskie, iż komu inszemu było albo nie było, ale im wierno zasłużone żołdy zaraz gotowym groszem według możności ubogiej ojczyzny, skoro z Wołoch wyszli, odliczono.
Iż jednak niektóre diariusze ich odwagi nie tak jakoby potrzeba przypominają, rzecz pełna podobieństwa, iż tym co je pisali, nie tak to z zazdrości przychodziło, jako podobno albo stąd, iż z jam nie wychodząc, nie dobrze dojrzeli, co się przed obozem działo, albo też dla jakiego ich święta (bo go nie masz w kalendarzu) Translationis387 sławy bitnych lisów do skrytych kretów388, które tam znać przez cały czas odprawowali, bo w diariuszach niemal wszędy, gdzie co było o Elearach przypomnieć znacznego, to oni osobliwymi terminami rzecz przenosili mówiąc: Nasza straż etc. Pewnie nie ich, ale dołożyć było, która. Nasi więźniów dostali etc. Pewnie ich sami do nas nie wodzili, ale było dołożyć, którzy. Kozacy etc. Chwała Bogu, ale którzy? (Podobno trudno było poznać garści pieprzu elearskiego między korcem maku zaporowskiego, ile kto w pole nie wyjrzał). Ochotnik wypadł etc. Pewnie, iż nie chramy, ale wżdy389 z którego pułku? Nasi ciurowie etc. Wszak się pospolicie mówi, iż jeno się przy Elearach wieszają. Kto się jednak chce nimi szczycić, Boże wybaw od nich Eleary, dla nienaruszenia ich sławy starej. Opuściwszy już tedy więcej wyliczać tych chramot naszych ochotnych diariuszów, to samo każdemu do uważania namienione niech ten rozdział zamknie, iż choć nie dokładają diariusze w której potrzebie, jako i kogo Elearowie bili, ale tego często, jako w potrzebie ginęli. Na czym mądremu dosyć. Bo stąd znać, że lepiej szukali śmierci na polu, niż ona ich w szańcach.
Rozdział XX. O wyjściu Elearów z Wołoch, zapłacie, nowego pułkownika obraniu i wierności majestatowi j. k. m.
Po wyjściu z Wołoch żołd odliczyli. Hetman im pułkownika wziąwszy przełożył Strojnowskiego, którego potem zgodnie obrali. Konfederacja nastąpiła, czemu się tu wspomina rzeszoto do przesiewania wszech390 kondycyj391. Konfederacja prawna chwalebna. Sejm jest młyn konfederacji. O co może być konfederacja wojenna, kto ją ma poczynać. Elearowie chwalebni, iż nie chcieli być w konfederacji.
Po wyjściu z Wołoch, jak się w 18 rozdziale przypomniało, na odwrocie do niebezpieczeństw tatarskich, to jest pozad392 wszystkich wojsk, żołd swój z łaski króla jego m. (według ubóstwa natenczas ojczyzny) odliczywszy, iż im j. m. pan hetman (jako się w przeszłym rozdziale pokazało) na samym wychodzeniu z Wołoch wziął był na swój dwór pułkownika Stanisława Rusinowskiego393 (pod którym Elearowie, jak się pokazało, począwszy od śmierci sławnej pamięci nieboszczyka Kleczkowskiego394, siła szczęśliwie dokazowali), a dał im był na to miejsce Stanisława Strojnowskiego395 — nie mając woli doma leżeć, a wiedząc z dawna o nie mniejszej nad pierwszego dzielności pomienionego pułkownika swego od j. m. pana hetmana podanego, onegoż sobie dobrowolnie za wodza i hetmana swego obrali, i jemu posłuszeństwo we wszystkim przyobiecali, prosząc, aby im kędy o służbie przemyślał.
Pod tymże czasem nastąpiła konfederacja wszystkiego prawie żołnierstwa, które z Wołoch wyszło, a to o żołd, iż go im zaraz nie odliczono. Którą ważyć jeżeli słuszna była albo nie, jeżeli według słuszności i sumienia doważała albo nie, tu nie należy, i owszem to od inszych kilku mądrych autorów dosyć roztrząśniono, tu na mało by się przydało wywodzić. Prędko tedy tę żmiję ojczyzny przemijając, by nie ukąsiła, to tylko w sens nasz na pokazanie wierności elearskiej przeciw majestatowi396 j. k. m. przypomnieć do uważania potrzeba, iż słuszność konfederacji zawisła w397 przyczynie, w sposobie i w osobach konfederujących. Przyczyna zaś dwojaka być może: albo powszechna, to jest o krzywdę rzeczypospolitej; albo prywatna, o krzywdę czyjąkolwiek prywatną. Sposób też konfederacji dwojaki jest, prawny i wojenny; konfederacja prawna jako słuszna jest, tak i we wszech rzeczach pospolitych zwyczajna, a osobliwie w koronie polskiej, na każdym sejmiku, kędy się ich m. panowie obywatelowie koronni konfederują, praw swoich jakichkolwiek według tychże praw ojczystych dopomagać, i przetoż zaraz w sejmików zjeżdżają się na sejm skonfederowani słuszności dopomagać i onę według potrzeby ojczyzny ustanawiać. Tam tedy jako do młyna wszelkie krzywdy, tak rzeczypospolitej, jako i czyjekolwiek do tych konfederatów prawdziwych praw ojczystych broniących, to jest do ich m. panów senatorów mają być zaniesione, i tam słuszność dopomagana.
Z tej dopiero konfederacji, jeżeliby (czego Boże uchowaj) do wojennej kiedykolwiek przyjść miało, tedy o prywatną krzywdę nigdy (bo jeśli krzywda będzie, poznają ich m. pp. senatorowie od Boga przez rzeczpospolitą na to wysadzeni; jeśli nie poznają, toć pewnie musi być mniemana tylko a nieprawdziwa), ale tylko o powszechną, wszystkiej rzeczypospolitej szkodzącą, a potem za zgodą i powodem tychże ich m. pp. senatorów jako opiekunów rzeczypospolitej. Tym samym to należy, a nie komu inszemu, a co większa, nie tylko w słusznej konfederacji, ale choćby i niesłusznej. Świat nie miał i nie będzie nigdy niesłuszniejszej konfederacji jako przeciw Panu Chrystusowi, a przecie czytając w Dawidzie ś. Astiterunt reges terrae, et principes convenerunt in unum adversus Dominum398 etc. każdy widzi, iż ją nie chudzi pachołcy poczynali, ale tylko pomagali. Milites vero duxerunt Jesum399 etc.
Kto tedy chce widzieć, jeżeli ta konfederacja słuszna była albo nie, niechaj ją przez to rzeszoto przesieje, tedy się dowie. A zatem i jawno mu będzie, iż jest z czego chwalić Eleary, że wiele razy do konfederacji wezwani, choć słabo od ojczyzny ukontentowani, przecie jednak nigdy się konfederować nie chcieli przeciw majestatowi jego k. m. na krzywdę i płacz ludzki, ale i owszem stale gotowi byli gardła swe przy nim położyć.
Rozdział XXI. O nowym zaciągu Elearów na cesarską
Za co im Pan Bóg służbę nalazł. 6 Maii400 listy przypowiedne401 mieli. Kształt listu przypowiedhego. Kiedy zagranice wyszli. Przestroga.
Nagradzając Pan Bóg baczenie Elearów, iż nie chcąc ubogiej ojczyzny trapić, życzyli sobie cudzoziemskiej służby, a widząc, jako znowu kacerze głowy z jam wychylać poczęli (rozumiejąc, iż już wszystkich Elearów wybito), podał do serca cesarza chrześcijańskiego, aby znowu Elearów polskich na obronę kościoła ś. zaciągnął. Zaczem gdy Elearowie nie chcąc się konfederować, o służbie w cudze kraje zamyślali, przyszły 6 Maja przypowiedne listy od cesarza j. m. tak pułkownikowi, jako i wszystkim rotmistrzom elearskim, z których jeden, to jest pułkowniczy, zdało tu się włożyć, aby każdy widział, jako kiedy zaciągnieni byli.
Kopia przypowiednego listu cesarskiego Elearom polskim
Nos Carolus402 Dei gratia princeps ac gubernator domus Lichtensteiniae, dux Opaviae, Carnoviae, sacrae caesareae majestatis consiliarius intimus, camerarius et per regnum Bohemiae locumtenens plenipotentiarius.
Notum facimus singulis ac universis, cujuscunque gradus, status, conditionis, ordinis seu praeeminentiae. Cum sacr. caesar. regiaeque majest. domini nostri clementissimi nec non et reipublicae bonum praecipua necessitate exigat, fortius defendendis propugnandisque ejusdem sacr. caes. majestatis tum regnis, tum provinciis haereditariis, atque ocius reprimendis compescendisque per sacrum romanum imperium passim grassantibus perduellium machinationibus, majores equestris exercitus copias conscribere, atque novis praesidiis militare robur tanto amplius adaugere, jamque in eum finem considerando, illustris ac generosi domini D. Stanislai Strojnowski emeritam militaris prudentiae virtutem, rerum gerendarum experientiam, augustaeque domui Austriacae jam pridem heroica animi generositate, multa illustrium facinorum attestatione comprobata servitia, atque ex hinc in eum deposita singulari fiducia, hujus modi in sex usque millia equestrium turmarum legendarum conscribendarumque provincia, eidem nomine sacr. caes. majest. rigore stabilitae capitulationis, delata denuntiataque sit. Ideo universos atque singulos cujuscunque status, gradus, ordinis seu praeeminentiae fuerint, saepe dicto sacrae majestatis, domini nostri clementissimi nomine requirimus atque aliis gratiose mandamus, quatenus praefatum dominum Stanislaum Strojnowski pro delecto et constituto sacr. caes. majest. supremo capitaneo habeant, respiciant et venerentur, atque eum in conscribendo praefati polonici exercitus numero tam in accessu, quam discessu, non solum quovis impedimentorum onere ne molestent, eique passum undique imperturbatum largiantur, quin insuper eum, omni officiorum genere, et debita promotione prosequantur. In quo illi sacrae caesareae majestati placitum facturi singulare; subditi autem certam et expressam exequuturi sunt voluntatem.
Actum Pragae tertia di mensis Aprilis, Anno D. Millesimo Sexcentesimo Vigesimo Secundo.
CAROLUS
Locus Sigilli
HAJDEN Notarius
Takoweż właśnie listy wszystkim rotmistrzom toż książę imieniem cesarza j. m. w tenże czas przysłało, komu na 400, komu na 300 albo 200 koni, według tego jako się niżej pokaże w sporządzeniu chorągwi.
Takowe tedy listy wziąwszy, poszli bitni Elearowie na cesarską przez Wielką Polskę403 aż do Krzepic, gdzie przez trzy dni poczekawszy, skoro się wszyscy zjechali, 29 dnia maja wyszli za granicę.
Na pokazanie osobliwej opieki boskiej nad Elearami, jako niegdy nad Żydami, uważać potrzeba od tego miejsca, jako Pan Bóg przed nami po cesarskiej (jako przed Żydami w obłoku) ustawicznie w Ewangeliach świętych chodził. Tak iż wszystkie niedzielne Ewangelie to, co się z nami działo, opiewały, właśnie, jakby je namyślnie gwoli nam kościół Boży rozporządził. Z czego aby każdy Pana Boga chwalił, przypomną się w każdą niedzielę, jakie bywały, i jako się z sprawami naszymi zgadzały.
Rozdział XXII. O wyjściu na cesarską w dzień od Boga sporządzony, i o tym co się tego dnia działo wyszedłszy z Krzepic
Za sprawą Bożą 29 maja wyszli. Pan Bóg przed nimi w Ewangelii wyszedł. Wieczerza wielka na cesarskiej. Wymówki wezwanych. Elearowie z opłotków wezwani, tegoż dnia wyszli z błogosławieństwem. Koło generalne w polu. Co na nim uchwalono.
Za boskim podobno raczej sporządzeniem, aniżeli gwoli404 inszym wyżej pomienionym przyczynom, w Krzepicach do niedziele pod oktawą405 Ciała Bożego Elearowie poczekawszy, w ten dzień (to jest 29 maja) kiedy kościół ś. czytał Ewangelią prawie do zaciągu na cesarską Elarom służącą, o człowieku niejakim, który wieczerzą406 wielką sprawiwszy, a na nią swoich wzywawszy, gdy się jeden wsią, drugi jarzmem wołów, a trzeci żoną wymawiali, od cudzych zapłotków zbierać kazał i naganiać, Elearowie dobrą potuchę407 na kazaniu wziąwszy o przyszłej stypie wojennej, którą cesarz chrześcijański uczyniwszy, aby heretyckimi łachmanami przyodzianego precz wyrzucił, a wiedząc, iż gdy wzywał na pomoc własnych poddanych swoich, jedni mu się wsią wymawiali, to jest iż im pilniej księstw albo dziedzin swoich bronić, a ci są neutralistowie, a po prostu obłudni heretycy, pod tym płaszczykiem lud chowając, cicho broić pomagający; drudzy zaś jarzmem wołów, to jest niepotrzebną cierpliwością, niedbalstwo swoje pokrywali, jako niektórzy oziębli katolicy, którzy choćby mogli (skarbami i afektami zjednoczeni) dać odpór heretykom, wolą jednak cierpieć jarzmo przenaśladowania408, jako Boży wołkowie; a niektórzy też na ostatek żoną, to jest krewnością niepomoc swoję wymawiali, to jest iż im żal było bić rebelizantów, przeto że są ich bracia, szwagrowie etc., albo po prostu, iż zgoła409 więcej człowieka niż Boga miłowali. Stąd uważając Elearowie, iż dlatego podobno cesarz chrześcijański, wzgardziwszy wezwanymi, z opłotków korony polskiej (którą jak płotem Bóg chrześcijaństwo od pogan zagrodził) Eleary przez wyżej pomienione listy przypowiedne zbierać rozkazał, a obawiając się też, aby potrzebą prędkiego ich przyjścia przymuszony, nie prosił króla j. m. o jakie compelle intrare410, to jest popłosz ich, zaraz po obiedzie w tenże niedzielny dzień wszystko wojsko z Krzepic wyszło, od wielu411 szlachty wyprowadzone, którzy z takim afektem i łzami, widząc wojsko w sprawie gwoli koła412 postanowione, ono błogosławili, iż nie jest rzecz podobną wypowiedzieć.
Gdy tedy z Krzepic ze wziętym znakiem szczęścia z nieba przez Ewangelią ś. wojsko przez most przeszło, zabiegając, aby ktokolwiek z nich nie stanął potem przed cesarzem bez szaty karności żołnierskiej, tam teraz koło generalne mieli, na którym naprzód wierną życzliwość, chętne posłuszeństwo i zachowanie artykułów niżej opisanych Stanisławowi Strojnowskiemu413, pułkownikowi swemu, wszyscy przyobiecali. Tamże strażnikiem Benedykta Polujańskiego, a oboźnym Aleksandra Pacynę, ludzi sercem i męstwem dobrze doświadczonych, obrano. A potem Jana Lubowickiego między rotmistrze deklarowawszy, chorągwie w ten sposób niżej pomieniony sporządzono, i tym porządkiem zawsze na potem chodziły.
Porządek chorągwi elearskich 1622
1. Czerwona, w której było koni 400. 2. Czarna, w której było koni 400. 3. J. m. p. Wojciecha Sulmirskiego, koni 300. 4. J. m., Pawła Mojsławskiego414, koni 800. 5. J. m. p. Jana Sławęckiego, koni 300. 6. J. m. p. Adama Skorulskiego, koni 300. 7. J. m. p. Pawła Godlewskiego, koni 200. 8. J. m. p. Remigiana Nowomiejskiego, koni 200. 9. J. m. p. Jerzego Chełmskiego, koni 200. 10. J. m. p. Jana Lubowickiego415, koni 200. 11. J. m. p. Jana Grążewskiego, koni 200. 13. J. m. p. Marcina Żarskiego, koni 200. 13. J. m. p. Andrzeja Zeimy, koni 200. 14. J. m. p. Macieja Dembińskiego, koni 200. 15. J. m. p. Jana Machalskiego, koni 200.
Po takim rozporządzeniu chorągwi uchwalono było, aby każdy towarzysz podał na regestrze wszelką duszę ludzką, którą by jakimkolwiek sposobem przy sobie trzymał, swemu rotmistrzowi416, a rotmistrze pułkownikowi. Przetoż i to zaraz postanowiono było, aby z każdego noclegu gdy się wojsko ruszy (a daleko więcej po jakiejkolwiek potrzebie417), zaraz w polu każdy rotmistrz, albo w niebytności jego porucznik, w głos pytał zastanowiwszy się, jeżeli kto z jego chorągwie nie zginął, i żeby niedorachowawszy się kogo, zaraz dawał znać pułkownikowi. A druga, aby w ciągnieniu żaden spod chorągwie ani w przód, ani w bok swawolnie pod gardłem nie wyjeżdżał. Co wszystko, aby wszyscy wiedzieli, wytrębowano po wojsku, dokładając tego z rozkazania j. m. pana pułkowniczego, aby każdy, pomnąc na takowe w swoich powinne się co dzień rachowanie, motłochu z sobą niepotrzebnego nie brał, ale tylko zdolną czeladź418, a na dobre konie. Krzyżem tedy ś. przeżegnane wojsko poszedłszy swym trybem, to jest strażą wprzód, wzad i po bokach potężną opatrzone, padło w to poobiedzie pięć mil w Szląsk do Dobrodzienia.
Rozdział XXIII. O przeprawie przez Odrę i postąpieniu aż pod Glock
Posłowie od wojska do Opola o most trwogę uczynili; śmieszne zamięszanie podobne babelskiemu, mało wnętrznej419 wojny nie uczyniło, lada jakie stadło na opolską odpowiedź. Przeprawa przez Odrę. Posłowie do Nyssy, odpowiedź nie po myśli przynieśli. Elearowie pod tytułem księcia bawarskiego wciąż poszli, za nimi poseł od arcyksiążąt z prośbą, drugi od hetmana z drugą. Odpowiedź Elearów według żądania. Niemieckie miast ubieganie iż w Glocku postrzeżone, 5 Junii420 pod Glockiem wspólna rada o strasznych dragonach.
Nazajutrz rano ruszywszy się z Dobrodzienia, podemknęło się wojsko pod Opole. Dokąd posłowie tegoż dnia poniedziałkowego przyjechali, oświadczając dobrą wolę swoję spokojnego przejścia, a prosząc o wolne przez Odrę na most opolski przepuszczenie. Gdzie przyjechawszy, a wszystkę tam szlachtę zgromadzoną znalazłszy, jakiego by tam strachu śmiesznościami przeplecionego narobili, rzecz trudna wypowiedzieć, ale piękna wspomnieć.
Leżeli pod tym czasem niedaleko Opola komisarze Bethlehem Gaborowi421, czekając na odbieranie imieniem jego księstw Opolskiego i Racibuskiego422, jemu od cesarza j. m. przez poniewolne (dla423 odejścia Elearów w roku przeszłym 1621 z cesarskiej) traktaty puszczone. A rzeczpospolita tychże księstw w Opolu konsultowała, jeżeli go mieli przyjąć za pana, albo nie, i nazajutrz właśnie miał się ostać koniec rzeczom. Zaczem po kilku kornetach424, albo chorągwi rajtarskich, także i piechoty, gęsto po wsiach około Opola leżało. Gdy tedy Elearowie niespodziewanie pod miasto przyszli, tak śmieszną trwogę uczynili, iż wszyscy się bojąc, a jeden drugiemu nie ufając, i radzić się prawie nie śmieli, co by Elearom odpowiedzieć. Albowiem ci, co Bethlehem Gaborowę425 stronę trzymali, rozumieli, iż to obywatele mocą chcieli się mu oprzeć; a ci zaś, którzy mu nie afekci byli, mniemali, iż to Bethlehem Gaborów zaciąg na przymuszenie ich do posłuszeństwa, gdzie by go po dobrej woli nie chcieli za pana przyjąć. Niektórzy też skądsi sobie byli wyrwali, iż królewic426 j. m., jako bliższy niż Bethlehem Gabor, dwóch niezgodliwych idzie rozwadzać. Zaczem w onym zamięszaniu babelskiemu niecoś podobnym, co żywo do miasta uciekało, a osobliwie427 panowie wojacy, w żelaznych basztach, z ciężkimi muszkietami, których gdy w miasto dla pomienionego podejrzenia (iż nikt nikomu nie ufał) nie chcieli wpuścić panowie Opolanie, a owi też szturmem raczej dobywać się do miasta chcieli, aniżeli przed bramą od Polaczków być wysieczeni, takie pomięszanie428 było błazeństwa z bałamuctwem, iż niemniej się sprawie wiadomemu śmiało, jako i im płakało. Wiatry też wtenczas takie się po Opolu włóczyły, aż i niegodne, aby tu wspomniane były.
W tym tedy zamięszaniu, gdy się nie mogli na inszą odpowiedź zdobyć, tylko abyśmy się koniecznie nazad wrócili i przy granicy na informacją429 arcyksiążęcia Karła czekali, Elearowie, widząc, iż tak gotowi byli wszystkich przepraw bronić, że w opolskich murach siedzieli jak śledzie w beczce, a na kilka mil kołem ledwie chłopa zajrzał, 1 Junii430 wstawszy przededniem, przyszli do Odry powyżej Opola, gdzie wciąż Odrę tak hurmem i w tychże szeregach jako ciągnęli przebywszy, kilka mil od Opola noclegowali.
2 Junii431 posły do arcyksięcia Karła posławszy, sami się za nimi tylko milę ku Nyssie do jednego miasteczka ruszyli. Dokąd gdy tegoż dnia komisarze arcyksiążęcy z Nyssy przyjechali spólnie432 z posłami wojskowymi, a rezolucją arcyksiążęcia j. m. taką przynieśli, iż jako nic prawie o wyżej pomienionym (w 21 rozdz.) zaciągu imieniem cesarza j. m. nie wiedział, tak i koniecznie aby się nazad wrócili prosił i groził. Zaczem Elearowie według listownej przez tychże komisarzów odpowiedzi, iż za taką niewdzięcznością wciąż mieli iść (nie dbając na żadne przegróżki) do książęcia bawarskiego nazajutrz rano poszli mimo433 Nyssę (pod którą i pokarmowali) wciąż ku Glockowi.
W piątek, gdy już wojsko od Nyssy w kilku milach wczas na nocleg dla wytchnienia koniom stanęło, w kilka godzin przyjechał komisarz arcyksiążęcy, oznajmując o sześciu tysiącach chłopstwa skonfederowanego, i kędyś434 około Nachodu obozem leżącego, a z Glockiem się porozumiewającego, kilkuset cesarskiego żołnierstwa tak bardzo dusznego, iż się nie śmieli przed nimi z męstwa wychylić. Prosił tedy pomieniony komisarz, aby (ponieważ już koniecznie chcieli iść do książęcia bawarskiego) przedsięwzięli tych chłopów jako rozpłoszyć, obiecując, iżby to miało być wdzięczno cesarzowi j. m. Przyjechał i drugi komisarz w kilka godzin od p. z Dunina hetmana polnego szląskiego435, prosząc też o drugą, to jest aby mu byli pomagali w Glocku zawartych436 rebelizantów przestraszyć. Którym obiema jednako Elearowie odpowiedzieli: iż pomnąc na dawne dobrodziejstwa j. cesarskiej m. nie tylko to, ale wszystko, co by jeno437 jemu miało być wdzięczno438, chętnie gotowi byli uczynić. Za spólnym się tedy onych komisarzów porozumieniem, aby się obojgu żądaniom dosyć stało, miało wojsko stanąć we trzech milach od Glocka skoro godzina na dzień, i tam pułk j. m. p. z Dunina gotowy znalazłszy, pospołu zaraz wciąż pod Glock ciągnąć.
W dzień tedy sobotni do wschodu słońca Elearowie trzy mile uszedłszy, i na miejscu naznaczonym wojsko uszykowawszy, po długim tam aż do południa czekaniu, iż p. z Duninów pułk nie był gotów, przysłał prosząc, aby wciąż ku Glocku Elearowie do bliższych wsi postąpili i tam rezolucji czekali. Zaczem iż dzielni dragonowie (to jest konni muszkieterowie, albo piechota na koniach) w Glocku z Turnem młodym zawarci, postrzegli tak hożego Glocka ubiegania, aby się znowu także nie stało jakie omieszkanie439, jako i w ten dzień sobotny, ruszył p. hetman szląski polny swój pułk tegoż dnia z wieczora ku Glockowi. A Elearowie też nazajutrz przede dniem dwie mile upadłszy, przed samym świtaniem zeszli się w mili od Glocka, i tam dopiero rada była, jakim by sposobem dragony Turnowe przepłoszyć. Tak albowiem pułkowi p. hetmanowemu straszni byli, iż wiele ich wielu z naszych i często przestrzegając, iż się tych dragonów kule nie miały jąć440, prosili, aby nasi ostrożni byli, udając ich być tak bitnymi, że nie raz onych kilkadziesiąt na kilkaset uderzają, a zawsze z zwycięstwem.
Rozdział XXIV. O tańcu elearskim z dragonami pod Glockiem
Szemranie Szlązaków na Eleary, według Ewangelii ś. Luc. 15 świadczyło boską obecność z Elearami. Namowa wywabić Turna z Glocka; niepotrzebna przeszkoda; rozdrażniwszy Turna Elearowie wrzkomo Glock mijali. Turna wywabili, frezowata sasadzka441 siła przeszkodziła. Elearska zasadzka. Turna w miasto wparli. Męstwa elearskie pod Glockiem, odwrót od bramy szczęśliwy od Boga, kto wskórał. Zacna koni elearskich czujność. Grof z Turnu był w ręku, odzieniem się wyśliznął, znowu dragonowie wyszli, zacnego harcownika stracili; znowu aż do bramy uciekli. Elearowie poszli ku Habelswerd442.
Gdy się już tedy 5 Junii443 w dzień niedzielny ku cesarzowi j. m. aż pod Glock przybliżyli, (obrzydli jak co złego w oczach rebelizantów Elearowie) zrozumiewając oni, iż to nie było bez wyżej pomienionego zaciągu ich, a spodziewając się, iż im cesarz j. m. miał być rad, jak setnej owcy444 tak rok (przez abdankowanie445 ich, albo z posług przepuszczenie) zgubionej, poczęli szemrać po wszystkim Szląsku przeciw cesarzowi j. m., jako niegdy faryzeuszowie446 przeciw Panu Jezusowi, czemu ten grzeszniki przyjmuje, i porozumiewa się z nimi przeciw nam? choć nam przyobiecał, iż mamy zawsze wolni być od cudzoziemskiego żołnierza etc.447 Iż tedy właśnie w ten dzień niedzielny kościół ś. czytał Ewangelią448, jako faryzeuszowie wołali na Pana Jezusa przyjmującego z radością jawnogrzeszniki, iż ten grzeszniki przyjmuje i je z nimi, a Pan Jezus im na to był odpowiedział przez podobieństwo o setnej owcy zgubionej, iż ich radniejszy449 widział, niż 99 śmierdziuchów faryzeuszów. Elearowie z Ewangelii ś. pewni będąc, iż i tam pod Glockiem był Pan Bóg z nimi, chcący ich jak setną owcę nad 99 zgromadzenia wszech rebelizantów wynieść, tym większe serce wzięli przeciw murmurantom450 (to jest obmurowanym frantom) w Glocku z Turnem leżącym.
Zaczem według wspólnej z hetmanem namowy, sześć chorągwi przednich w lesie zastanowiwszy, poszło wszystko wojsko wciąż mimo451 Glock ku Habelswerdowi, z dobrym harcownikiem452 tak wprzód, jako i na odwodzie. Za wojskiem miały były zaraz następować przebrane sześć chorągwi aż do końca lasu, i tam być na zasadzce. Lecz iż hetman polny szląski, wziąwszy od kogoś (wczas zabiegającego wmięszać lud szląski w ucześnictwo453 męstwa elearskiego) radę, prosił aby lud jego zaraz za wojskiem elearskim następował, pierwej niż one sześć chorągwi (dając tę racją, iż Elearom łatwiej było z daleka przybieżeć, niżeli jego rajtarom454 na ciężkich koniach), p. pułkownik elearski, nie chcąc być sprzeczny, pozwolił. Zaczem rajtarowie zaraz następowali za Elearami, aż do końca lasu, potem się piechota tak rozciągnęła, iż one sześć chorągwi z pół mile455 w lesie zostały.
Nim tedy wojsko elearskie, wprzód puszczone, Glock (na wywabienie z niego dragonów) mijało, naprzód wyprawiono dzielnego rotmistrza Jana Lubowickiego, z kilką towarzystwa456 spod każdej chorągwie. Który skoro się rozedniało, bokiem wpadłszy do jednej wsi, ćwierć mile od Glocka wojsku na gościńcu leżącej, tam dragonów kilku pojmał, drugich posiekł, a niektórych też namyślnie dla dania znać do Glocka (aby jeno jako dragony wywabić) upuścił. Pod którą jego robotą niebo przyszłe krwie457 rozlanie, krótkim deszczykiem, jak to pospolicie zawsze bywa, opłakało. Wtem wojsko zaraz Glock mijało, a dragonowie się też gotowali458. Zaczem gdy harcownik elearski, który był na odwodzie, wrzkomo się swawolnie (w onejże wsi, gdzie naprzód pomieniony rotmistrz Lubowicki szczęśliwie był rozdrażnił) zabawiając, dragony wywabił, i harcem na półmile od miasta odwabił. Nasi rajtarowie nie mając to serca sami skoczyć w tył do nich, a rozumiejąc z widzenia uwodzącego harcownika, iż to już Elearowie uciekali, skoczyło ich kilkadziesiąt, jak na poście, jeden za drugim w las do sześciu chorągwi pozostałych, dając znać, aby się na posiłek pośpieszali.
Skoczyły chyżo przebrane459 sześć chorągwi, jednakże nim się przez one leśnoglinne półmile między piechotą przecisnęli, rajtarowie tymczasem z lasa się ukazali, pod którym, acz sami cicho stali, ale ich frezy460 obaczywszy konie po polu, tak do nich poczęły kwiczeć, aż dragonowie postrzegłszy onej frezowatej zasadzki, nazad ku miastu skoczyli. Zaczem gdy one sześć chorągwi z lasa wypadłszy, a dragony już pod miastem blisko rzeki na pagórku obaczywszy, iż nie było danego sposobu przejmowania ich od miasta, skoczyli ku nim rezolucie. Stali chwilę dragonowie w sprawie pod swymi kornetami, rozumiejąc, iż to rajtarowie (bo mniemali, iż wszystko wojsko polskie minęło), a zatem i wesoło ich czekali. Jednakże skoro jeno postrzegli, te sześć chorągwi elearskie były, zaraz ku miastu obrócili, i mogliby byli ujść do miasta (bo naszym po wymorzeniu koni w lesie przez pół mile, i to przez bujno dojrzałe zboża i rowy biegać), ale iż wolno, lubo w nadzieję charakterów461 (jak i o nich sława była), lubo siły swej, albo też chcąc nawieść462 na piechotę (przez wszystkę ulicę w oknach zasadzoną), ustępowali, dogonili ich Elearowie w pół rzeki, na której ich siec i wiązać począwszy, gnali ich aż do samej bramy, którą gdy piechota nie ufając sile swojej do odparcia się elearskiej rezolucji, co prędzej kratę na dragony spuściwszy, wrotami zamykali i obwarowywali, z muru tymczasem gęsto strzelając, Elearowie osierociałe przed bramą dragony część bijąc, część też wiążąc, tak rześko bramę wszystkimi onymi sześcią chorągwi z kurzawy dragońskiej omiatali, że czerwony chorąży463 grotem przebił jednego z tych, co bramę zamykali; a drugi Sławęckiego, w zwodzie, gdy go do góry podnoszono, grot wbity na pamiątkę zostawił.
Tak tedy oni Elearowie Glock przestraszywszy, nie mając inszej żadnej w bok drogi, dla przekopów namyślnie poczynionych, a musząc już gęstej strzelbie od bramy i murów z więźniami ustępować, skoczyli nazad tąż ulicą, którą padli przez gęstą z okien strzelbę, po wszystkiej ulicy zasadzoną. Wypadłszy tedy z ulic, a żadnej przeprawy w poboczne przedmieścia nie mogąc znaleźć, poszli przez rzekę na jednę łąkę od dział gęstych bezpieczną, gdzie sami się i więźnie chcąc rachować, taką pomoc wyżej pomienionej obecności boskiej przez Ewangelią oświadczonej poznali, iż z Elearów tylko jednego Gackiego, męża dobrego, który na ustępowaniu od bramy z muru postrzelony padł zaraz i tamże został, niedostawało464, a dwaj pacholikowie w ulicy postrzeleni o balwierza465 prosili, jeden też koń postrzelony pana wyniósłszy, tamże na łące prosił o odprawę. A z ich strony pojmanych dragonów chłopa różnych narodów służałego znalazło się 27, zabitych też, acz najwięcej u bramy, ale i przez wszystkę ulicę aż do rzeki nieskąpo leżało.
W tym tańcu z dragonami przytrafiło się jedno chwała Bogu, a drugie żal się Boże. Pierwszego sam p. hetman postrzegł (i w głos potem przy stole powiadał) to jest, iż pod tym czasem, gdy się one sześć chorągwi z lasa dobywało, a piechota się im z drogi w bok rozskakiwała, jeden muszkieter zrazu potrącony padł na ziemię i wszystka ona sześć chorągwi przezeń przebiegła, a ci, co tego postrzegli już go martwego być rozumieli466. On porwawszy się najmniej od żadnego konia nienadeptany, i we wszem zdrowy, wyskoczył mówiąc: Das tych koc sakrament467 itd. Druga zaś żałosna. Jeden więzień godny powiedział, to jest iż sam groff z Turnu był między goniącymi wojsko elearskie, i gdy dragonowie postrzegłszy zasadzki pod lasem, nazad uchodzili, a harcownik który był na odwodzie, za nimi poskoczył, on z tym więźniem pospołu uchodził ladajako ubrany, i dopiero gdy doganiający ich Elear, z lepszych szat tego za coś foremniejszego rozumiejąc, około niego się zabawił, sam Turn nieznajomy uszedł, i tak się odzieniem wyśliznął, jako i ojciec pod Kremzą (według 12 rozdz.) kotem się był wydrwił.
Na onej łące kilką pacierzy wytchnąwszy, skoro się znowu w polu Glockowi ukazali, dragonowie (nowych podobno charakterów nabrawszy, a piechotę około rzeki na obudwu stronach zasadziwszy) wyjechali na harce; które potrwawszy z pół godziny, gdy jednemu Charwatowi468 celnemu harcownikowi469 nie mogli nic uczynić strzelbą ani bronią Elearowie, wysadził się na harc z łukiem Korzeniowski młodszy; który skoro go strzałą między plecy dobrze naszpikował, drudzy widząc, iż już szwankuje, zaraz się gromadno pokazali. Do których gdy Elearowie skoczyli, w kilku pacierzach znowu ich przez zasadzoną strzelbę aż do bramy niemal, z takąż jako i pierwej ich szkodą, a prawie bez wszelkiej elearskiej, bo wtenczas jeno jednego pacholika zasadzona piechota w rękę postrzeliła, harcownicy też dwa, i kilka koni; ale z tych żaden nie umarł, prócz pomienionego nieboszczyka Gackowskiego.
Potem trochę poczekawszy, gdy się żaden z dragonów nie pokazał, poszli Elearowie, wciąż nie zsiadając z koni, ku Habelswerdowi, życząc sobie tego dnia znieść pomieniony w przeszłym rozdz. obóz chłopski. Iż jednak skoro się od Glocka ruszyli, okrutnym dżdżem srogo niebo (acz krótko) płakać poczęło, do tejże wsi, kędy był naprzód rotmistrz Lubowicki wpadł, niemal wszystko się wojsko na kilka pacierzy skłoniło. A wtem p. hetman przysłał prosząc, aby Elearowie nie lekce sobie chłopy ważąc, jego pułku, rajtarów i piechoty czekali. Zaczem tamże trochę odpocząwszy, skoro wesołe słońce dobrą potuchę zwycięstwa z nieba uczyniło, ruszyli się wprost ku Hebelswerdowi.
Rozdział XXV. O galardzie470 chłopskiej pod Habelswerdem 4 Junii
Po Glockim tańcu471 nocleg miał być w Habelswerdzie. Dla jakiej przyczyny pułkownik postrzegłszy Habelswerd minął. Plęsy472 oblężonych w Habelswerdzie. Jedna chorągiew elearska z piącią set ciurów, chłopislausów znieśli. Krwawa rzeka nowinę przyniosła. Niemcy wojnę kończyły. Przykłady pomocy niemieckiej. Jarmark Habelswerdski. Rozsądek hetmański. Elearowie więźniów oddawali. Hetmana żegnali, który im dał paszport.
Tegoż dnia gdy Elearowie taniec swój z dragonami pod Glockiem w pół dopołudń odprawiwszy, chcieli wciąż iść do obozu chłopskiego mimo Habelswerd, hetman szląski polny p. z Dunina obawiając się, aby Elearowie rezolucie napadłszy, szkody jakiej nie popadli w swoich, chciał aby onego dnia noclegowali byli w Habelswerdzie, pół miasta dla swych naznaczywszy. Tak albowiem tam sobie ono chłopstwo ważono, iż i drugi pułk z drugą stronę, to jest od Czech, następował na nich, w kilka tysięcy człowieka, i już tylko we czterech milach był od nich. Dla tegoż p. hetman chciał trochę zatrzymać szturm do chłopów, ażeby był i ten drugi pułk przyszedł na pomoc.
Zrozumiawszy tedy dzielny pułkownik, iż się na wielkie pompy zanosiło, a obawiając się, aby zaś co leniwi Niemcy jako i pod Glockiem na frezowatej zasadce nie zadrwili, a zatem chłopów onych nad rzeczką (ze dwu gór gęstymi lasy pokrytych wychodzącą) leżących, bębnami swymi w las nie zagnali, udawszy, iż ciasno było elearskiemu wojsku postawić się w połowicy miasta, przywiódł do tego hetmana, iż mu pozwolił minąwszy Habelswerd473, w jednej wielkiej wsi pół mile za Habelswerdem, w bok onego miłego chłopskiego obozu, wojsko położyć. Poszło tedy wprzód wojsko elearskie po przedmieściu Habelswerdskim, w ten sposób: to jest jedna chorągiew w przód na straży, potem brak474 pod Glockiem wyłączony, a na ostatek samo wojsko Elearów, których obaczywszy one ubogie kilka chorągwi cesarskich w Habelswerdzie, od tego to chłopstwa oblężonych, właśnie na podobieństwo onych niewiast, co Dawidowi ś. po zbiciu Goliata śpiewały: Percussit Saul mille, et David decem millia475 etc., różnymi, jako głosami tak słowy i językami, wołali na nich, ręce składając, a Boga chwaląc, iż ich przez nich wybawił z niewoli onych to chłopislausów.
Skoro tedy Jana Sławęckiego chorągiew (która wtenczas z regestru na straży była) miasto minęła, serdeczny pułkownik elearski Stanisław Strojnowski głosami onych oblężonych w mieście poruszony, bojąc się, aby w przedsięwzięciu swoim nie miał jakiej od hetmana przeszkody, zaraz nad samym miastem na górze onę chorągiew zastanowił476. Do której skoro się już z trzecia część ciurów zgromadziła, przebrawszy z nich z pięć set ochotnika, kazał onej strażnej chorągwi, a przy niej pomienionym przebranym ciurom, na chłopy następować. Poczęli byli mężnie chłopislausowie strzelać, i by byli w sprawie do nich szturmować mieli, pewnie by byli dobrze naszych odparli. Ale skoro dla gęstej strzelby rzuciwszy się pułkownik do przezacnego (kiedy wojsko tak wprawne, iż każdy sobie rotmistrzem), sposobu rozsypką wojowania, zawołał aby rozsypką następowano, za pomocą Bożą, najwięcej w ćwierci godziny, chłopislausów przez 2000 na placu poległo, a ostatek w las poskoczyło, i obóz ich z gruntu został wywrócony. Między Elearami zaś tylko jeden ciura i to nieśmiertelnie znalazł się postrzelony.
Obróciwszy tedy, po onej robotce, pomieniona szczęśliwo-mężna chorągiew do naznaczonego w jednej wsi stanowiska, wszystko wojsko za nią poszło. A tymczasem szczerokrwawa rzeka, przez on wrzkomo straszny obóz chłopski płynąca, do miasta nowinę różnodomyślną przyniosła. Czego gdy się hetman dowiedział, acz zrazu niepodobna477 mu się zdała, aby tak prędko i nie wiedzieć kto (bo jeszcze samo wojsko Elearów z drugą stronę miasta w przedmieście wchodziło) miał znieść on obóz chłopislajski, jednakże prędko przez wiernowidze na to posłane zrozumiawszy, jako się co stało, Bogu na chwałę w mieście różnymi tryumfami pociechę swoję oświadczał; a lud jego, tak piechota jako i rajtarowie, skoczyli rezolucie naprzód do martwego obozu kabaty i pludry478 z trupów zwłaczać479, a potem do różnych wsi okolicznych, bydła z nich, owce, i co jeno znaleźli, a nawet i okna, kotły, garce miedziane itd. wszystko to (miasto480 więźniów) do Habelswerda na przełaj zaganiali.
Rzecz bardzo strojna było widzieć (między wielą takich inszych) kiedy jeden rajtar dobrze ubrany, konewek, flaszek, itd. około siebie nawiązawszy, gęś z gąsiętami jeszcze zieloniusieńkiemi do miasta zaganiając, z pułkownikiem się elearskimi kilką jego rotmistrzów z miasta jadących potkał. Drugi za nim cielę, kozę i owcę koniowi u ogona jak charty na smyczy uwiązawszy, a pstrą koteczkę na ręku miasto zająca trzymając, z łow się wracał. Trzeci zaś trochę opodal za nim, świnię także u ogona koniowi uwiązawszy, z kotłem na głowie, a garcem mleka w lewej ręce, za nimi leniwo doganiając, wlókł freza rozdartą pierzyną na kształt sakiew najukowanego, w której pierzynie tak pospołu i z pierzem na jednej stronie widać było kilka połci słoniny i parę indyków, a na drugiej kobietę pojmaną, z pierza się obierającą.
Za zjechaniem się tedy tak różnego a gęstego kupca, nazajutrz, to jest 5 czerwca, taki był jarmark w Habelswerdzie, jakiego od założenia miasta nigdy nie bywało. Któremu gdy się hetman przypatrował, widząc, iż elearscy ciurowie tylko szaty, konie, szpady i muszkiety, a Niemcy zaś nie jeno to, ale i woły, krowy, cielęta, kozy, świnie, owce, indyki, kaczki, gęsi itd., nuż kotły, garce miedziane, okna, misy, talerze różne, konewki, lichtarze itd. przedawali; wtenczas wydał swój wyrok, iż niesłusznie wojska polskie o plądrowanie kraju udawają481, przeto iż niektóre fanty kosztowniejsze a konie, i to zbiwszy pierwej nieprzyjaciela biorą, ale by to Niemcom przyczytać się miało, iż oni pustoszą kraje, bo żadnej odwagi z Elearami nie uczyniwszy, żadnym prawem, żadnej przecie rzeczy tak ruchomej, jako i nieruchomej nie przepuszczą, ale wszystkie zabierają co jeno mogą unieść.
W pół dopołudń ledwie się p. pułkownik elearski z swymi rotmistrzami przez gęstość onego jarmarku przecisnąwszy, więźniów co znaczniejszych, w obudwu onych zwycięstwach jednego dnia szczęśliwie pod Glockiem i Habelswerdem pojmanych, p. z Dunina hetmanowi polnemu oddali, prosząc aby je arcyksiążęciu imieniem wszystkiego wojska, na znak przysięgi jego ofiarował. I tamże zaraz hetmana pożegnali, który nie mogąc inaczej wdzięczności swej onych zacnych męstw elearskich zwierzchownie pokazać, prócz godną ich męstwa pochwałą, mimo insze listy swe do cesarza j. m. prywatne, pod pretekstem paszportu, z swojej własnej chęci tam im przyznał otworzystym listem, co było przyznać.
CAROLUS ANNIBAL482
Burggravius Dohnensis Dominus in Wartenberg, Bralin et Goschitz S. C. M. Consiliarius et Cubicularius, Superioris Lusatiae supremus Praefectus, nec non militis Silaesiaci Dux supremus.
Significamus universis ac singulis ąuorum interest praesentes inspecturis. Strenuum exercitum polonicum sub regimine Illustr. ac Mag. Domini Stanislai Strojnowski, ad Serenissimum Ducem Bavariae tendentem, hisce diebus, cum casu fortuito nobis occurreret, ad instantiam nostram una eademque die primum sub Glacio inimicos S. C. M. usque ad portam civitatis fugatos trucidando; deinde vero obsidionem militis Sacrae C. M. in civitate Habelsverda penitus dispergendo atque plurimos cąptivos undique abducendo, fidelitatem atque devotionem suam annis proxime antę praeteritis multimode multotiesque obtestatam, egregie comprobasse. Quamobrem petimus, ut sine ulla suspicione, imo et ullo penitus pavre (siquidem sub rigidissima militari disciplina procedunt) libere tanquam S. C M. et omnibus catholicis principibus fidelissimi sinantur pertransire, nullibique sub gratia S. C. M. progredi impediantur. In quorum fidem sigillo nostro, manuque nostra haec corroboravimus.
Datum Habelsverdae die 5 Junii, An. 1622.
Burggravius Dohnensis.
Locus Sigilli
Rozdział XXVI. O przejściu z Habelswerdu aż pod Pragę, którędy i jako skromne było
Wojsko elearskie głośno dalekie. Pułk cesarski odważnie pracowity, więźniami sławny, korzyściami obciążony, tu wspomniany. Komu by pustoszenie krain przyznać? Postępując, Elearowie posły do Pragi posłali. Rzekę Albis483 wpław przebyli. Komisarze z Pragi z posłami zajechali. Eleary do Kłatowa484 na odpoczynek obrócili.
Po takowym dragonów pod Glockiem przepłoszeniu, a obozu chłopislajskiego pod Habelswerdem tegoż dnia zniesieniu, ruszyło się wojsko elearskie (od tego już czasu przez obfitość kwiczących frezów485 tamże nowo zdobytych przedziwnie głośno dalekie) wciąż ku Pradze do Mitwaldu. Od którego miasta w mili był pułk cesarski (w przeszłym rozdz. pomieniony) idący na pomoc hetmanowi szląskiemu pod Habelswerd znosić obóz chłopski. Którzy wojacy acz do tej sprawy omieszkali, jednakże zrozumiawszy, iż już Elearowie chłopislausów znieśli, tak gęste czaty w puste wsie okoliczne puścili, iż rzadka chałupa na kilka mil około była, do której by po dwu, po trzech, a czasem i pojedynkiem nie szturmowali. Na których czatach tak im szczęście (przeto iż chłopi przed Elearami od wszystkiego z domów w lasy odbiegali) posłużyło, iż więźniów ryczących, rżających, beczących, kwiczących, piejących, gęgających, itd. każda para albo dwie, nie jeno rajtarów, ale i muszkieterów, po kilkudziesiąt, a drudzy i stami pędzili. Korzyść też tak wielką z tamtych wsi odnieśli, iż co przed kilką dni były arcybogate, w kilka godzin potem stały się mizerniejsze nad Habelswerdskie, tak iż tam pewnie żaden chłop z lasa wylazszy, nie tylko czego inszego, ale nawet miski, łyżki, garnka itd. w domu nie znalazł, a pościeli pogotowiu ani pytaj, bo to tarcza niemieckiego żołnierza. To wszystko tu się przypomniało na pokazanie panom Szlązakom i inszym którymkolwiek Eleary za pustoszące cudze kraje udającym, aby tam sobie poszli pytać się kto gorszy pustoszyciel: czy Polak że zje i spije, a choć też niegdy który ich ciura, gdy mu koń ustanie, freza sobie na kilka mil (bo dalej nie wytrwa) pożyczy u kogo, lubo dla niedostatku krawców polskich, płaszcz albo kabat, lubo cokolwiek lekkoruchomego do używania weźmie — czy oni sami, którzy nad to wszystko nie tylko bydła, połcie, zboża, nabiały, ale nawet okna, listwy, łoża, kolebki, stoły, ławy, a daleko więcej cyny, miedzi, żelaza itd. wozami do miast, gdy się im nada, bez wstydu na przedaj wywożą, i tak to u nich pospolita jest, iż się jej też już ciurowie elearscy poczęli byli za Renem chwytać.
Z Mitwaldu tedy (po oświadczeniu się w zamku a napomnieniu tego pułku, aby wiedzieli iż takie pustoszenie na swój karb czynią, i aby na Eleary potem swych występków nie składali) co prędzej wyszedłszy, i posły nazajutrz, to jest 7 Junii486 wprzód do Pragi do książęcia z Lichtensteina (oznajmując o sobie) wysławszy, co dzień postępowało wojsko ku Pradze aż do Pardubic487. Gdzie pułk książęcia saskiego ku Pradze także ciągnący nadszedłszy, za spólną488 z książęciem saskim namową, aby sobie do żywności wzajem nie przeszkadzali, wyboczyło wojsko elearskie w lewo Beniszów do Borlika. Gdzie rzekę Albis (po łacinie rzeczoną) wpław za pomocą Bożą w Ewangelii oświadczoną (która w ten dzień niedzielny, to jest 21 Junii489, przypadła o cisnącej się tłuszczy490 do Pana Jezusa, kiedy stał nad jeziorem Genezaret itd.) przebywszy, poszło ku Zielonej Górze, to jest zaś trochę w prawo ku Pradze. Gdzie komisarze od księcia Lichtensteina (który był Elearom, jako świadczy 21 rozdz., list przypowiedny imieniem cesarskim przysłał) z posłami wojskowymi czekające 17 Junii491 znalazłszy, ciże chęci książęce ofiarowawszy, i list dziękujący za skromne przejście, i za wyżej pomienione męstwa pod Glockiem i Habelswerdem dokazane (który się tu list dlatego nie kładzie, iż niemiecki jest) oddawszy, obrócili wojsko zaś trochę w lewo do Kłatowa na odpoczynek i traktaty o żołd i insze rzeczy potrzebne.